kozborn
24.08.05, 20:40
Nie, nie zamierzm tutaj rozprawiać o kamieniach, których nie mozna podnieść.
Moja krytyka podąża w inną stronę. Pismo Święte i katechizm nauczają nas, że
Bóg to istota doskonała, nieskończona itd. A zatem jak w tym świetle można
wytłumaczyć istnienie świata? Pomyślmy: skoro Bóg jest dosnonały, oznacza to,
że nie brak mu niczego. Skoro nie brak mu niczego - po co tworzy świat?
Widocznie istnieje jakaś pustka, którą stara się zapełnić, a jeżeli tak, to po
pierwsze: ja kto możliwe, by istniała jakaś pustka, skoro przed stworzeniem
istniał tylko doskonały Bóg i po drugie - nawet jeżeli istnieje ta pustka i
drażni ona w jakiś sposób Stwórcę - czy nadal jest on tak doskonały, skoro coś
jest w stanie wyprowadzić go z równowagi? Czy Bóg stara się coś udowodnić?
Komu? Po co? Czy ktoś podyktował mu warunki? Czy chce się o czymś przekonać?
Przecież jest wszechwiedzący. A może kierują nim pragnienia? Emocje? To takie
ludzkie - powiecie, może zatem bywa też głodny?! To też emocja, to również
pragnienie. Skoro Bóg słuchać musi swych pragnień, ulegając im - czy nadal
jest wszechmogący? O, nie, moi drodzy, bliżej przekonania mnie o swej
wszechwiedzy i wszechmocy byłby buddyjski mnich, który wstrzymuje się od
wszystkiego - on niczego nikomu nie musi udowadniać. Moim zdaniem naprawdę
doskonałe bóstwo to takie, które trwa samo w sobie, samo przez się i niczego
mu nie potrzeba. Wszechmogący Bóg to Bóg niezmienny na wieki wieków, sam
jeden, bez świata i ludzi.