Dodaj do ulubionych

miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest?

28.09.05, 10:07
Takiego fundamentalizmu jak wasz nie spotyka sie wsrod ludzi normalnych,
interesuje mnie skad to sie bierze? Czy myslicie o bogu caly czas?
Obserwuj wątek
    • josarna Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 10:19
      To taka postać skrajnego EGOIZMU: myśli się tylko i wyłącznie o własnym
      zbawieniu. Ja nie ma na to czasu, bo mam za dużo ludzi na głowie i nie mogę
      zajmować się wyłącznie sobą. Nic mnie obchodzi, co będzie ze mną po śmierci -
      ważne, bym żyła uczciwie i zostawiła po sobie dobrą pamięć.
      • vitmik Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 10:25
        skrajny egoizm to podstawowy dogmat satanizmu la veya, sprzeczny z ideologia
        chrzescijanska, zreszta oco ja wygaduje...wink
        sam jestem egoista hehehe
        • bloodysunday99 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 10:41
          Vitus, moze tak w glebi serca nie wierzysz w boga? Mysle ze egoizm nie jest
          wartoscia z ktorych slawia sie teoretycy katoliccy (z drugiej strony
          praktykujacy katolicy sa chyba wyjatkowo egoistyczni), ani teoretycy innych wyznan?

          A moze siano jest religia sama w sobie, i kazde dziecko i kaleka moga sobie
          radzic sami? Czy bestialski kapitalizm moze byc religia?
          • vitmik Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 11:00
            kazda religia to opium dla ludu, w tym wypadku marks mial racje
            wlasnie ja w glebi serca wierze,choc otaczajacy swiat coraz czesciej powoduje
            ze watpie w boze intencje,sprawiedliwosc,dobroc itp.
            ale w tym wypadku chodzi o boga judeo-chrzescijansko-islamskiego
            no a ja szukam takiego boga megauniwersalnego,moze nie jako osobe ale jako
            idee,nature,kosmos. wiem ze to troche pokrecone , no ale juz tak jest.
            szukanie czegos jest znacznie przyjemniejsze niz jego znalezienie,przynajmniej
            dla mnie
            • ghost25 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 11:07
              vitmik napisał:

              > kazda religia to opium dla ludu, w tym wypadku marks mial racje
              > wlasnie ja w glebi serca wierze,choc otaczajacy swiat coraz czesciej powoduje
              > ze watpie w boze intencje,sprawiedliwosc,dobroc itp.
              > ale w tym wypadku chodzi o boga judeo-chrzescijansko-islamskiego
              > no a ja szukam takiego boga megauniwersalnego,moze nie jako osobe ale jako
              > idee,nature,kosmos. wiem ze to troche pokrecone , no ale juz tak jest.
              > szukanie czegos jest znacznie przyjemniejsze niz jego znalezienie,przynajmniej
              > dla mnie


              Niczego takiego nigdy nie znajdziesz.Szkoda czasu.Jakiejkolwiek prawdy
              szukaj w ludziach.To" bogowie" tego świata.
            • bloodysunday99 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 11:31
              vitmik napisał:

              > no a ja szukam takiego boga megauniwersalnego,moze nie jako osobe ale jako
              > idee,nature,kosmos.

              Kiedy bylem nastolatkiem, tez takiego szukalem, znajdowalem sie w tym samym
              miejscu co ty. Dzisiaj jestem reakcjonarnym ateista. Moze sie posuwasz w tym
              kierunku?

              Dla mnie istnieja tylko ludzie.
              • vitmik Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 11:50
                calkiem mozliwe, w koncu musze dojsc do jakiegos punktu. ja zrobie kolko to
                stwierdze ze to wszystko jest bez sensu i nie ma potrzeby zawracac sobie glowy.

                no ale jak wyjasnic to wszystko co caly czas mnie przekonuje ze nie tylko
                materia istnieje na tym swiecie?
                pochodze z rodziny, jakby to powiedizec, od pokolen zanurzonej w
                metafizyce,spirytualizmie itego typa czarach-marach. podejrzewam ze to
                pozostalosci po jakim przodku alchemiku albo pra pra pra babce zielarce czy
                czarownicy.
                jak to powiedziala jedna specjalistka mamy otwarte jakies 3 oko,nie wiem o co
                chodzi ale to jakas wschodnia madrosc czy cos w tym stylu.
                niewazne,widzimy wije,poltergeisty,duchy,czujemy smierc (przynajmniej ja),zle
                spojrzenie. i jak to wytlumaczyc? ze to fale radiowe albo promieniowanie
                sloneczne?
      • ghost25 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 11:02

        Zbierając interesujące materiały o różnych religiach Michel Montaigne
        doszedł do przekonania,że " w nic nie wierzą ludzie tak niezłomnie,jak
        w to,o czym najmniej wiedzą", i w związku z tym nie ma mniemania tak
        niedorzecznego ani dziwacznego,które by w jakiejś okolicy świata nie
        było uświęcone wiarą.
        Nie dziwiło go,że tyle wielkich narodów i tylu niepospolitych ludzi
        dało się "oszołomić" mamidłami religii,bowiem w tych rzeczach,leżących
        poza granicami ludzkiego rozumu,bardziej zrozumiałym jest,iż ktoś
        może się zgubić,o ile nie jest oświecony osobliwą łaską bożą.

        Religia jest przeciw ludzkiemu rozumowi dlatego m.innymi dla chrześcijan
        jest właśnie okazją do wierzenia.Ale nie tylko dla chrześcijan.

        Podobnie jest i w innych religiach,i dlatego niezależnie od różnic pomiędzy
        nimi,wyznawcy ich mają wiele cech wspólnych i można ich podzielić na kilka
        kategorii.
        Jedni - pisze Montaigne - wmawiają światu,iż wierzą w to w co nie wierzą;
        drudzy,w większej liczbie,wmawiają to w samych siebie,nie umiejąc nawet
        pojąć,co znaczy wierzyć.
        Wg.Montaigne - nie ulega wątpliwości,że religia jest tworem ludzkim:
        t o c z ł o w i e k s t w a r z a b o g ó w - całymi tuzinami.
      • miriam_73 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 12:59
        Josarno, a kto dał Ci prawo mnie oceniać? Potrafisz zrozumieć, że można wierzyć
        w Boga i nie być egoistą (nb. IMHO jedno drugie wyklucza)? Nie zajmuję się
        wyłącznie sobą (nie mam na to czasu, zdecydowanie), a w każdym innym człowieku
        dostrzegam obecność Pana Boga. Jak również w swojej pracy i otoczeniu. I
        świadczę o nim tym jak wobec tych innych ludzi postępuję, jak pracuję, co
        robię. Nie z egoizmu, tylko z Miłości. Potrafisz spokojnie przyjąc do
        wiadomości taki wariant?
        • josarna do Miriam_73 28.09.05, 17:41
          Nie oceniam Ciebie, bo nic o Tobie nie wiem. Ja tylko nieco przewrotnie
          stwierdzam, że przesadne zajmowanie się wyłącznie swoim zbawieniem jest formą
          egoizmu. Znam sporo starszych kobiet; większość z nich (nie wszystkie) myśli
          wyłącznie o sobie, o swoim zbawieniu. Wszystkie są przekonane, że najważniejsze
          jest, by odpowiednio dużo się modlić. Poza tym nic dla nikogo nie robią, znają
          na pamięć wszystkie seriale i nie mogą pojąć, jak ja mogę ot, tak, coś dla
          kogoś zrobić. One są doskonałe, a ja jestem przeklęta na wieki, bo nie chodzę
          do kościoła. Tylko do układanki nie pasuje im moja bezinteresowność - również
          dla nich. Opinię o mnie można podsumować: porządna kobieta - szkoda, że musi
          iść do piekła! smile
          Czy możesz zrobić coś dla innego człowieka nie myśląc o tym, że dostrzegasz w
          nim obecność Boga i nie licząc na to, że jednak Bóg zauważy, doceni i
          odpowiednio policzy po śmierci. Ja nie liczę na żadną nagrodę poza
          zadowoleniem, że moja pomoc była przydatna. Nie próbuję oszukiwać się, że
          pomagam pijakowi z miłości, bo byłoby to obelgą dla ludzi, których kocham! Czy
          możesz powiedzieć, że kochasz swoją mamę tak, jak pijaka leżącego na ulicy?!
          Dla mnie słowo Miłość jest ważne i nie umiem użyć go do byle czego. Do dziś nie
          wiem, co ono tak naprawdę znaczy, ale niedobrze mi się robi, gdy słyszę, jak
          tym słowem w Kościele "wyciera się podłogi" wałkując i odmieniając setki razy
          przez przypadki. A swoją drogą: co to za sztuka zrobić coś dla ukochanej osoby?
          Nie znam większej przyjemności! Spróbuj zrobić coś dla kogoś, kogo nie znosisz!
          • miriam_73 Re: do Miriam_73 28.09.05, 19:27
            josarna napisała:

            > Nie oceniam Ciebie, bo nic o Tobie nie wiem.

            Ale napisałaś generalnie.

            >Ja tylko nieco przewrotnie stwierdzam, że przesadne zajmowanie się wyłącznie
            swoim zbawieniem jest formą egoizmu.

            raczej głupoty, bezmyslności i braku zrozumienia tego, czym to "zbawienie"
            jest.

            Znam sporo starszych kobiet; większość z nich (nie wszystkie) myśli wyłącznie o
            sobie, o swoim zbawieniu. Wszystkie są przekonane, że najważniejsze jest, by
            odpowiednio dużo się modlić.

            Możesz im krótko odpowiedzieć, że "nie z uczynków" będziemy zbawieni
            smile)))"Boży to dar; nie uczynków, aby się kto nie chlubił" (każ im przeczytać
            List do Efezjan św. Pawła, może je Biblia nie pogryzie). Szczerze mówiąc, ja
            takim ludziom serdecznie współczuję...

            Poza tym nic dla nikogo nie robią, znają
            > na pamięć wszystkie seriale i nie mogą pojąć, jak ja mogę ot, tak, coś dla
            > kogoś zrobić. One są doskonałe, a ja jestem przeklęta na wieki, bo nie chodzę
            > do kościoła. Tylko do układanki nie pasuje im moja bezinteresowność - również
            > dla nich. Opinię o mnie można podsumować: porządna kobieta - szkoda, że musi
            > iść do piekła! smile

            Nie sądźcie... itd. Sama wiesz. Powiem krótko - olej to i bądź ponadto. Rób
            swoje smile byle dobrze, to najważniejsze.

            >Czy możesz zrobić coś dla innego człowieka nie myśląc o tym, że dostrzegasz w
            > nim obecność Boga i nie licząc na to, że jednak Bóg zauważy, doceni i
            > odpowiednio policzy po śmierci.

            Nie moge/potrafię mysleć inaczej niż że w każdym człowieku spotykam Chrystusa.
            Ale czy gdy pomagasz, kalkulujesz w jakiś sposób "zasługi"/ nagrody? przecież
            chyba najważniejsze jest poczucie "dobrej roboty", poczucia bycia potrzebnym.
            Takie po prostu.

            Poza tym czy Ty, jeśli kochasz/ kochałaś kogoś, robiłaś coś dla tej osoby "dla
            docenienia"? Przecież robi się "po prostu".

            Ja nie liczę na żadną nagrodę poza zadowoleniem, że moja pomoc była przydatna.
            Nie próbuję oszukiwać się, że pomagam pijakowi z miłości, bo byłoby to obelgą
            dla ludzi, których kocham! Czy możesz powiedzieć, że kochasz swoją mamę tak,
            jak pijaka leżącego na ulicy?!

            Oczywiście, że matkę kocham inaczej. Ale widzę w nim człowieka, który
            potrzebuje pomocy. Nie oszukuję nikogo - staram się być wierna Bogu, który jest
            obecny w KAŻDYM człowieku. I staram sie to pokazywac własnym życiem, choć
            czasem to piekielnie trudne.


            Dla mnie słowo Miłość jest ważne i nie umiem użyć go do byle czego. Do dziś nie
            wiem, co ono tak naprawdę znaczy, ale niedobrze mi się robi, gdy słyszę, jak
            tym słowem w Kościele "wyciera się podłogi" wałkując i odmieniając setki razy
            przez przypadki. A swoją drogą: co to za sztuka zrobić coś dla ukochanej osoby?

            Dla mnie słowo Miłość też jest trudne i przede wszystkim bardzo odpowiedzialne.
            ZZasadnieczo - nie wiem czy zgodzisz się ze mną Josarno - ale ja rozumiem
            Miłośc właśnie jako coś bezinteresownego. Wszelka "interesowność" wyklucza
            prawdziwą miłość.

            Nie zgadzam się z Tobą (mogę?) że "wyciera się nim podłogi" w Kościele. Tylko
            tyle, że nie każdy rozumie, czym jest prawdziwa Miłość. Dla mnie to też trudne
            i uczę się tego codziennie od nowa.

            > Nie znam większej przyjemności! Spróbuj zrobić coś dla kogoś, kogo nie
            znosisz!
            • josarna Re: do Miriam_73 - o miłości 28.09.05, 21:40
              miriam_73 napisała:
              "Zasadnieczo - nie wiem czy zgodzisz się ze mną Josarno - ale ja rozumiem
              > Miłośc właśnie jako coś bezinteresownego. Wszelka "interesowność" wyklucza
              > prawdziwą miłość."

              Myślę, że jednak nie zrozumiałaś co mam na myśli. Zrobić coś dla kochanej osoby
              to żadna sztuka, to rozkosz. Spróbuj robić coś dla kogoś, kogo nie
              lubisz/wzbudza Twoją odrazę/wyrządził Ci krzywdę. Nigdy nie uwierzę, że ktoś
              pomaga śmierdzącemu pijakowi z miłości (chyba, że jest to konkretny ukochany).
              Nigdy nie zgodzę się z tym, że Kościół używa tego samego określenia dla
              pięknego uczucia i zwyczajnej litości - to profanacja! Inaczej kocha się
              partnera, inaczej mamę, czy dziecko, ale zawsze są to osoby wyjątkowe w naszym
              życiu. Stwierdzenie, że kocha się 5 mld ludzi na świecie jest w moim pojęciu
              śmieszne i obraźliwe dla naszych uczuć do bliskich. Nie znoszę sytuacji, gdy
              pokazuje mi się konia i wmawia, że to kot. Miłość - to miłość, a litość - to
              litość. Podobnie nigdy jeszcze nie przeszło mi przez gardło słowo "ojciec" przy
              zwracaniu się do zakonnika (a bywa, że muszę się zwracać). Ojciec to ktoś, kto
              wychował dziecko - koniec, kropka. Wiem, że istnieją słowa wieloznaczne, ale
              nie jest to "miłość", ani "ojciec".

              "Nie moge/potrafię mysleć inaczej niż że w każdym człowieku spotykam Chrystusa."

              Twoje prawo. Łatwiej Ci zapewne być dzięki temu miłą. Czy nie widząc Chrystusa,
              tylko wrednego faceta umiałabyś mu pomóc?
              Cóż, ja zawsze miałam obsesję na punkcie sprawiedliwości i dawno uznałam, że na
              świecie było mnóstwo ludzi, którzy cierpieli dla innych znacznie bardziej niż
              Chrystus...
              • miriam_73 Re: do Miriam_73 - o miłości 29.09.05, 09:22
                Nie, dla mnie to nie jest litość. To coś znacznie, znacznie większego. Zrozumże
                kobieto, że są różne rodzaje miłości, różne natężenia uczuć. Robiłam w życiu
                różne rzeczy, także dla osób, z którymi mi było mocno "nie po drodze" z różnych
                powodów (w tym jakichś osobistych krzywd także). Da się to zrobić.
                ******
                No i co że Ci nie przeszło przez gardlo? Dlaczego stawiasz sprawę na
                zasadzie "i kropka"? Mnie przez gardło przechodzi. Wolno mi? Znam paru
                zakonników i zwracam się do nich m. in. per "ojcze" (do niektórych). Zwłaszcza
                do swojego "ojca duchowego". W czym problem???
                *****
                Wyobraź sobie, że spotkałam. Niejednego. Z takich, których tak zupełnie po
                ludzku najlepiej było by od razu ustrzelić, zanim kogoś skrzywdzą.
                Prewencyjnie. Ale można i trzeba pomóc i takim, gdy tego potrzebują. Wiem, bo
                próbowałam.
                ****
                Josarno, ale ty występujesz z pozycji "tylko ja wiem co to jest
                sprawiedliwość" - tak czasem brzmią twoje wpisy!!! Przyjmij do wiadomości, że
                mozna wyznawać inne wartości niż Twoje i żyć uczciwie i godnie, być
                sprawiedliwym. Być innym, co nie znaczy gorszym, bo nie podzielającym Twoich
                poglądów.
                • josarna Re: do Miriam_73 - o miłości 29.09.05, 20:25
                  miriam_73 napisała:

                  "Zrozumże kobieto, że są różne rodzaje miłości, różne natężenia uczuć."

                  Moim zdaniem wciąż nie odpowiadasz precyzyjnie.
                  1. Czy z ręką na sercu powiesz, że pijaka KOCHASZ? Dobrze wiem, że są różne
                  rodzaje miłości, ale zawsze jest to jednak MIŁOŚĆ, a nie
                  litość/współczucie/szacunek itd., itp. Czy kałużę nazwiesz oceanem, bo jest w
                  niej woda?!
                  2. Napisałam, że robić coś z miłości to żadna sztuka, tylko przyjemność.
                  Sztuką jest robić coś bez miłości, a tym bardziej czując niechęć.

                  "Robiłam w życiu różne rzeczy, także dla osób, z którymi mi było mocno "nie po
                  drodze" z różnych powodów (w tym jakichś osobistych krzywd także). Da się to
                  zrobić."
                  Ja też robiłam (i robię) wiele dla kogoś, kto bardzo mnie zranił. Przewróciłam
                  dla tej osoby życie do góry nogami, a że wyszło mi to w końcu na dobre, to inna
                  sprawa. Często udaje mi się "zamienić piasek w złoto". Wiedźmy to potrafią smile.

                  "Josarno, ale ty występujesz z pozycji "tylko ja wiem co to jest
                  sprawiedliwość" - tak czasem brzmią twoje wpisy!!!"

                  Sprawiedliwość jest obiektywna. To nie ja decyduję, kto bardziej się poświęcił
                  dla innych, kto bardziej cierpiał - Chrystus, czy jakiś człowiek - decydują o
                  tym fakty. Moje zdanie nie ma tu nic do rzeczy. Owszem, niektóre sytuacje
                  trudno jest porównać, bo są zbyt podobne.

                  Myślę, że razi Cię to, że ośmielam się podawać w wątpliwość to, w co
                  wierzącym wątpić nie wolno.

                  NIGDY nie piszę, że tylko ja coś wiem. Owszem, zadaję wiele pytań, które
                  powodują, że wierzący zaczynają się poruszać jak po trzęsawisku. Na pewno wielu
                  z tych osób podobne pytania czasem przelatują przez mózg, ale zagłuszają je ze
                  strachu przed bezczeszczeniem świętości. Ja zakłócam wasz poukładany świat
                  trudnymi pytaniami, które burzą spokój. Cóż, jeden człowiek ma cukrzycę, a
                  drugi obsesję dociekania prawdy - przynajmniej tam, gdzie daje się to zrobić.
                  To taka choroba. Nigdy nie umiałam przyjąć czegoś do wiadomości bez
                  sprawdzenia, czy zaakceptowania logiki czyjegoś rozumowania. Bardzo trudno jest
                  z tym żyć, ale ma to też swoje zalety.
                  • miriam_73 Re: do Miriam_73 - o miłości 30.09.05, 17:04
                    Tak. Jest coś takiego jak "caritas".
                    Ależ, moja droga, dokładnie to robisz. Usiłujesz udowodnić za wszelką cenę, że
                    wierzący nie może mieć "uczciwej" (czytaj: niemerkantylnej) motywacji
                    (uwarunkowanej szczególnie pojętą miłością do każdego innego czlowieka,które
                    nie chcesz lub nie potrafisz przyjąć do wiadomości; nie oznacza to jednak że
                    jej nie ma).

                    Josrano, gdyby osoba wierząca nie miała pytań i wątpliwości, to nie byłaby to
                    wiara. Po prostu. Natomiast to, co piszesz nie razie mnie dlatego, że poddajesz
                    coś w wątpliwość, ale przede wszystkim ze względu na ton i kategoryczność
                    Twoich wypowiedzi. Dlatego, że IMHO rzeczywistość nie jest czarnobiała, a
                    wierzący też może być uczciwym dobrym czlwiekiem ZDOLNYM DO ALTRUIZMU.
                    Nazwyanym przez niego miłością bliźniego.
                    • josarna Re: do Miriam_73 - o miłości 30.09.05, 22:32
                      Ja nie twierdzę, że wierzący nie potrafi być altruistą; piszę o MOTYWACJI
                      podawanej przez Kościół. Brzmi ona mniej więcej tak: "pomagaj innym:
                      a) z miłości (bliźniego),
                      b) dla uzyskania zbawienia,
                      c) ze strachu przed karą boską.
                      Sama napisałaś: "wierzący też może być uczciwym dobrym czlwiekiem ZDOLNYM DO
                      ALTRUIZMU. Nazwyanym przez niego miłością bliźniego."
                      A więc jednak ALTRUIZM. Ja jednak upieram się, że słowo MIŁOŚĆ jest
                      zarezerwowane dla zupełnie innych uczuć. Kałuża to nie ocean!
                      I uważam, że sami wierzący powinni się buntować przeciwko takiemu uzasadnieniu
                      dobrych uczynków, jakie podaje Kościół - bo to on właśnie sugeruje Wam, że
                      bezinteresownie pomóc komuś nie można! Albo musisz kochać, albo oczekiwać
                      nagrody od Boga.
                      • miriam_73 Re: do Miriam_73 - o miłości 30.09.05, 23:22
                        sami wierzący powinni się buntować przeciwko takiemu uzasadnieniu
                        > dobrych uczynków, jakie podaje Kościół - bo to on właśnie sugeruje Wam, że
                        > bezinteresownie pomóc komuś nie można! Albo musisz kochać, albo oczekiwać
                        > nagrody od Boga.


                        Bzdura Josarno! Miłość/ caritas polega właśnie na tym, że że pomagasz
                        bezinteresownie, absolutnie nic w zamian nie oczekując. często przecwinie,
                        nraząjąc się na niewygody, szyderstwa, wrogość. A już w żadnym wypadku nie
                        oczekując od kogokolwiek nagrody. Bóg jest ponad czymkolwiek co robimy w życiu.

                        Przede wszystkim, czy ty rozumiesz znaczenie słowa altruizm?
                        Potocznie altruizm definiowany zazwyczaj jest jako postawa, przeciwstawna
                        egoizmowi, u podstaw której leży BEZINTERESOWNA troska o dobro innych osób.
                        (cyt. za Wikipedią). "Caritas" zakłada właśnie altruizm, współczucie, pomoc.
                        Bezinteresownie. Możesz się upierać. Pozwól jednak, że będę miec swoje zdanie.
                        Chyba mi wolno?
                        • josarna Re: do Miriam_73 - o miłości 30.09.05, 23:43
                          Chodziłam na lekcje religii i stąd moje informacje: jesteś dobry - mozesz
                          oczekiwać zapłaty po śmierci w postaci pobytu w niebie.

                          "Caritas" zakłada właśnie altruizm, współczucie, pomoc.

                          Cóż, łaciny nie znam, ale altruizm, współczucie, pomoc (wszystkie bardzo
                          piękne) nie są miłością, tylko altruizmem, współczuciem, pomocą.

                          "...w żadnym wypadku nie oczekując od kogokolwiek nagrody."

                          Zaraz, zaraz: to co z tym życiem wiecznym w niebie?! Ma być przecież nagrodą
                          za "narażanie się na niewygody, szyderstwa, wrogość".

                          Może zaglądnę, ale czekają mnie 2 bardzo pracowite, choć miłe dni (i noc).

                          • miriam_73 Re: do Miriam_73 - o miłości 30.09.05, 23:52
                            Widocznie nie uważałaś na lekcjach wink

                            Nie trzeba znac łaciny. Google (na ten przykład) twoim przyjacielem.
                            np.
                            Czym jest Caritas?
                            Caritas to miłość, określony rodzaj miłości
                            - miłość bratnia, podnosząca, wspierająca, akceptująca. Do takiej miłości-
                            pomocy względem wszystkich potrzebujących, ubogich i słabych - bez oglądania
                            się na rasę, wyznanie, narodowość czy stopień winy - wzywa i uzdalnia
                            chrześcijan Jezus Chrystus. Miłość tak pojęta nie może nie stawiać wspieranemu
                            nieodzownych wymagań, a nierzadko też obyć się bez profesjonalnych
                            umiejętności. Jednak pierwsze w kolejności i hierarchii pozostaje proste
                            otwarcie na zgnębioną siostrę lub brata. To jest caritas Kościoła w
                            najistotniejszym sensie i ona jest racją bytu organizacji, której na imię
                            CARITAS.

                            Obowiązkiem chrześcijanina jest życie Bożym dzisiaj.
                            • josarna Re: do Miriam_73 - o miłości 01.10.05, 06:44
                              Jasne. Na tym możemy zakończyć. Obie pozostaniemy przy swoim zdaniu. Może
                              p.Bralczyk mógłby rozstrzygnąć spór językowy (co to jest miłość). Dla mnie
                              nazywanie miłością współczucia (choć to piękne uczucie) jest profanacją i służy
                              temu, by łatwiej było pomagać, gdyż - jak napisałam - POMOC Z MIŁOŚCI NIE JEST
                              ŻADNYM WYRZECZENIEM, TYLKO ROZKOSZĄ.
                              We mnie nie ma żadnego otwarcia na zgnębionego brata. Po prostu zajęłam się
                              starym, obcym dla mnie facetem, bo w ogromnej, katolickiej (uroczej zresztą)
                              rodzinie nie miał kto. Jestem złą i szorstką opiekunką, ale wszyscy uważają, że
                              tylko dzięki mnie żyje (95 lat). A - i miałam co innego do roboty! Dla faceta
                              zostawiłam własne dziecko na pastwę losu. (Nie martw się - wyrosło na
                              wspaniałego człowieka).
                              A faceta nie cierpię, ale go utrzymuję, bo on swoje pieniądze chowa, albo
                              rozdaje rodzinie, a jeść, palić w piecu i zażywać leki musi.
            • wanda43 Re: do Miriam_73 29.09.05, 06:18
              Miriam napisała:Możesz im krótko odpowiedzieć, że "nie z uczynków" będziemy zbawieni
              smile)))"Boży to dar; nie uczynków, aby się kto nie chlubił" (każ im przeczytać
              List do Efezjan św. Pawła, może je Biblia nie pogryzie). Szczerze mówiąc, ja
              takim ludziom serdecznie współczuję...

              Moja mila!Przecietna kobieta w wieku moherkowym, sluchająca RM po takiej
              propozycji wyzwie cię od jehowcow i heretyczek.One sluchają ksiedza, a nie
              czytają biblii, ktora kojarzy im sie wylącznie z SJ.
              • miriam_73 Re: do Miriam_73 29.09.05, 08:18
                Wandziu, nie pień się. Zwróciłaś uwagę na wink)) w moim wpisie ????
                • wanda43 Re: do Miriam_73 29.09.05, 17:25
                  Ależ doskonale cię zrozumialam i wcale sie nie pienie.Mam pogodne usposobienie.
                  Szanuję twoją gorliwą wiarę,z wypowiedzi widzę,ze wierzysz prawdziwie, ale sama
                  wiesz,ze wiekszosc mieniąca sie osobami wierzącymi wyznaje katolicyzm przasny,
                  kapliczkowo-obrazkowo-odpustowy.Bibia jest tym ludziom obca.
      • lizaxo do miriam 29.09.05, 09:01
        Droga miriam mało kto na tym forum rozumie , że my wierzymy i tyle. Większość
        uważa to za fanatyzm , najwraźniej nie znają znaczenia tego słowa. Josarna
        wszystko spłyca jak zwykle. Dla niej wiara to egoizm. Cóż za paranoja. Ja nigdy
        nie myślę jak coś robię , że robię to dla zbawienia. Nie będę rozwodzić się na
        temat pomagania innym bo nie w mojej naturze leży przechwalanie. Josarna
        uważa , że robi coś bezinteresownie a tymczasem ja uważam , że ludzie którzy
        opowiadają o swoich dobrych uczynkach dla innych na ogół nie są bezinteresowni.
        Chociażby opowiadają o tym ,aby zyskać uznanie innych.Aby inni ich doceniali,
        podziwiali, i wychwalali ich dobroć. I to ma być bezinteresowne?Powiem tylko
        tak. Owszem myślę o tym , że po śmierci chcę być z Bogiem, ale nie wynika to z
        mojego egoizmu ile z miłości do Niego.
        • ghost25 Re: do miriam 29.09.05, 09:09

          Widzę,że bardzo dużo rozumiesz pisząc,że mało kto na tym forum rozumie.
          Musisz być bardzo skromną osobą.Myślę,że znasz znaczenie słowa fanatyzm
          przytoczysz go nam czy mam ja to zrobić ?
          Gdybyś miała problem to;derby6 wyjaśnił ci już to, dość wyczerpująco,podzielam
          jego opinię.
          • lizaxo Re: do miriam 29.09.05, 09:29
            Nie muszę nic wyjasniać bo dobrze wiemy co oznacza słowo fanatyzm jednakże ani
            ja ani miriam czy sion nie jesteśmy fanatykami religii . Oczywiście , że mało
            kto rozumie naszą wiarę, wystarczy zwrócić uwagę na posty w większości ludzie
            pytają jak mozna wierzyć itp, więc najwyraźniej nierozumieją jak można wierzyć.
            Więc co może sie pomyliłam tym stwierdzeniem?
            • lizaxo do ghost25 29.09.05, 09:33
              Ku przypomnieniu:Fanatyzm- zaślepienie, żarliwosć,zagożałość zwłaszcza
              religijna , ale niekoniecznie, nie uznająca tolerancji, ustępstw,bezkrytyczna
              wiara w słusznosć sprawy, idei,namiętność w szerzeniu choćby i gwałtem,
              własnych przekonań i do zwalczania odmiennych.I tu mój drogi Bin Ladena i jemu
              podobnych można nazywać fanatykami, wiec nie porównuj nas z takim Ciemnogrodem
            • bloodysunday99 Re: do fundamentalistow 29.09.05, 10:41
              Co tu duzo pisac: Czy czlowiek dla ktorego zdanie innych ludzi sie nie liczy, bo
              ma jedna, jedyna ksiazke z ktorej mysli ze dostanie odpowiedzi na wszystko, nie
              jest fundamentalista?

              Dla mnie taki czlowiek jest jeszcze wiekszym zagrozeniem niz waglik czy ptasia
              grypa, bo z tych rzeczy mozna sie wyleczyc. Bin Laden, lizaxo, Bush, Ratzinger,
              Al-Zarqawi, Rydzyk, Sharon, sion2 to dla mnie rowne zagrozenie.
              • miriam_73 Re: do fundamentalistow 29.09.05, 11:33
                Nigdy nie twierdziłam i nie twierdzę że mam odpowiedzi na wszystko. Pomylileś
                adresy (vide Tessa). Nie mam i nawet na podstawie Pisma Św. nie będę miała, bo
                moje pozanie, nawet ze wsparciem Pisma Św. jest zwyczajnie po ludzku
                ograniczone.

                Co do stawiania w jednej linii tych wszystkich osób, które wymieniłeś -
                gratuluję tupetu i dobrego samopoczucia.

                Dla mnie zagrożeniem sa ludzie, którym się wydaje że jedynie ich własna racja
                jest ta jedyną i słuszną. I nie przyjmują do wiadomości, że ktoś może mieć inne
                poglądy. W tym niewątpliwie nie różnisz się od Rydzyka (ktorego nie cierpię).
                • bloodysunday99 Re: do fundamentalistow 29.09.05, 11:53
                  miriam_73 napisała:

                  > Dla mnie zagrożeniem sa ludzie, którym się wydaje że jedynie ich własna racja
                  > jest ta jedyną i słuszną. I nie przyjmują do wiadomości, że ktoś może mieć inne
                  >
                  > poglądy. W tym niewątpliwie nie różnisz się od Rydzyka (ktorego nie cierpię).

                  Widzisz, a jednak macie to do siebie wspolnego, ze jestescie pewni w jednej
                  ksiazce zmieszczona jest cala prawda. A to jest niestety BARDZO niebezpieczne.

                  Jestem pewny ze Rydzyk tez nie lubi Ciebie, jak i Osama.
                  • miriam_73 Re: do fundamentalistow 29.09.05, 12:41
                    Cała Prawda jest tylko w Bogu. Ponieważ Bóg jest Prawdą.
                    Bardzo niebezpieczne jest także przekonanie, że się ma rację poza książkami czy
                    czymkolwiek innym.
                • ghost25 Re: do fundamentalistow 29.09.05, 12:08
                  miriam_73 napisała:

                  > Nigdy nie twierdziłam i nie twierdzę że mam odpowiedzi na wszystko. Pomylileś
                  > adresy (vide Tessa). Nie mam i nawet na podstawie Pisma Św. nie będę miała, bo
                  > moje pozanie, nawet ze wsparciem Pisma Św. jest zwyczajnie po ludzku
                  > ograniczone.
                  >
                  > Co do stawiania w jednej linii tych wszystkich osób, które wymieniłeś -
                  > gratuluję tupetu i dobrego samopoczucia.
                  >
                  > Dla mnie zagrożeniem sa ludzie, którym się wydaje że jedynie ich własna racja
                  > jest ta jedyną i słuszną. I nie przyjmują do wiadomości, że ktoś może mieć inne
                  >
                  > poglądy. W tym niewątpliwie nie różnisz się od Rydzyka (ktorego nie cierpię).



                  Ja np.lubię cię jako ateista za to, że nie jesteś typową fundamentalistką
                  czy fanatyczką.Racja- my ateiści nie możemy być "ewangelizatorami"
                  Ja w moim imieniu mogę powiedzieć tylko tyle,że nie przeszkadzają mi
                  wierzący i nie mogę ich uznawać jako ludzi gorszych odemnie z powodu wiaru.

                  Natomiast gardzę fundamentalistami,ortodoksami,fanatykami wszelkiej
                  maści i odcieni.Swoich poglądów będę jednak bronił,tego samego prawa
                  nie można odebrać wierzącym.
                  • vitmik Re: do fundamentalistow 29.09.05, 12:25
                    ciekawym,czy mieszcze sie w ktorejs z twoich kategorii?
                    zreszta wy myslicie za cos przypalam albo inne dopalacze biore...smile
                  • miriam_73 Re: do fundamentalistow 29.09.05, 12:49
                    Duszku, rzecz tylko w tym, że niektórzy uważają, że wierzący, jako z zasady
                    tkwiący w błędzie, nie ma prawa do obrony swoich poglądów sad

                    A fanatyzm i fundamentalizm są uniwersalne i ponadwyznaniowe. Można być czarnym
                    czerwonym czy zielonym. Fanatycznym chasydem, czerwonym Khmerem, Moherowym
                    Beretem czy Osamą bin ladenem. Jeden diabeł smile
              • lizaxo ahaahaha oj bloody 29.09.05, 17:54
                Niezłe porównanie.Po pierwsze liczę się ze zdaniem innych i to bardzo. To , że
                mam odmienne w wielu kwestiach nie znaczy tego iż się nie liczę. To samo
                mogłabym rzec o Tobie . Ty również masz swoje zdanie i z moim czy sion czy
                miriam się nie liczysz. Nie uważasz , że to samo można skierowac pod Twój
                adres. Ty myślisz , ze skoro masz jakieś tam teorie to jak ktoś nie zgodzi się
                z Tobą to od razu oznacza , że nie liczy się z Twoim zdaniem. Masło
                maślane.Liczyć a nie zgadzać się to dwie odmienne kwestie.
                Jestem dla Ciebie zagrożeniem ? hahahahahah aaaaaaaaaaaaa hahahahah boisz się?
                Bój się bój bloody bo Ty dla mnie jesteś jak dżuma XX wieku
    • miriam_73 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 12:09
      Bloody, a na czym niby ma polegać mój fundamentalizm? Na tym że wierzę w Boga,
      kocham go i staram się na codzień żyć zgodnie z Jego nauką?

      Nie, wyobraż sobie, że nie myślę o Panu Bogu non stop. Aktualnie myślę o
      obiedzie. Czasem myślę o niebieskich migdałach. Czy Ty o swoich bliskich,
      żonie/ dziewczynie myslisz non stop? Ale zapewnie też nie jest tak, że nie
      pamiętasz o nich w ciągu dnia, na codzień? No więc, z Panem Bogiem jest
      podobnie, jeśli wiara nie jest tylko pustym słowem.
    • miriam_73 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 12:53
      Jeszcze o jedno zapytam: co to jest normalność i kto wyznacza jej standardy? Ty?
      • bloodysunday99 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 29.09.05, 09:10
        miriam_73 napisała:

        > Jeszcze o jedno zapytam: co to jest normalność i kto wyznacza jej standardy? Ty
        > ?

        Sorki, ale zle sie sformulowalem. Nie poszukuje "normalnosci" bo normalnosc to
        moim zdaniem szarosc, nieciekawa przecietnosc. Poszukuje moze bardziej
        umiarkowania w sprawach religijnych, a nie twardego "talibowania" i twierdzenia
        ze wszystko ma byc wykonane wg. ksiazki ktorej nie wiadomo kto napisal tysiace
        lat temu... I nie, nie reprezentuje "normalnosci", jestem czarna owca rodziny, z
        moja matka nie zamienilem slowa juz od dziesieciu lat i nie jjem wieprzowiny.
        • vitmik Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 29.09.05, 09:13
          wegetarianin czy żyd? a moze jedno i drugie hehehehe
          ja tez nie jem miesa oprocz salami i indyka, czuje sie przez to lepiej
        • miriam_73 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 29.09.05, 09:32
          Właśnie to, o czym piszesz to "przeciętność" a nie "normalność".

          Co Twoim zdaniem jest nienormalnego w tym, że mam okreslone zasady i
          konsekwentnie się ich trzymam. Co, Tobie jako ateiście wolno byc wiernym swoim
          poglądom i to będzie "normalność" (bo nie są inspirowane "zewnętrznie",
          tak???), a mnie, opierającej swoje zasady na Chrystusie zarzucasz
          fundamentalizm?
          Chciałam Ci także Bloody zwrocić uwagę, że nie ja (ani Lizaxa czy Sion) na tym
          Forum trzymam się kurczowo każdego przecinka w Biblii. To domena akurat innej
          osoby.

          PS. Też nie jem wieprzowiny. I co w tym nadzwyczajnego?
    • 0golone_jajka Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 28.09.05, 15:17
      Obawiam się, że sion2 nie odpowie na to pytanie, bo udaje że tego nie widzi (choć czyta nas codziennie smile )
      • kociak40 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 29.09.05, 00:56
        Ażeby dyskutować w tym temacie, trzeba zdać sobie sprawę, że mózg każdego
        człowieka "pracuje" w dwóch "obszarach". Świadomość, to nasze logiczne
        działanie, w pełni je kontrolujemy, mamy świadomy wpływ na to, oraz druga część
        tz. podświadomość. Tu są nasze uczucia, pragnienia, tz. uczucia wyższe itd.
        Nad tą częścią nie panujemy całkowicie w sposób świadomy, nie wiemy dla
        przykładu dlaczego ktoś lubi kolor zielony a druki żółty, to są automatyczne
        zapisy w naszej podświadomości (może jako niemowlę dostaliśmy żółtą zabawkę,
        ktora nas ucieszyła i to zostało "zapisane" w naszej podświadomości).
        Podświadomość to jakby automatyczny zapis bez naszego logicznego, świadomego
        działania. Tu "kłania" się S.Freud.
    • lizaxo Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 29.09.05, 08:54
      Cały czas nie myślę choć bardzo bym chciała no , ale chyba tak się nie da , ale
      myślę często i uwierz mi jestem normalna.A skąd to się bierze?Z wiary i
      wszystko
      • kociak40 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 29.09.05, 13:23
        Fakt, trudno mi w to uwierzyć.
        • lizaxo Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 29.09.05, 18:22
          Poza tym bloody Ty założyłeś sobie teorie, iż katolicy czytają Biblię i ślepo
          wierzą i stosują się do jej zaleceń. Tymczasem w praktyce wcale tak nie
          jest.Owszem Biblia jest mądroscią i wskazówką jak zyć.Jednakże ja np wierzę w
          Boga ot tak.Wiem , czuję , że jest.Wychowałam się w rodzinie katolickiej
          jednakże wszystkie poczynania życiowe były bardzo uśpione , że tak powiem.
          Wiara w Boga była zawsze, ale świadome odczucie , że On jest i należy iść
          głębiej w tym kierunku nastąpiło u mnie nagle. Nie na podstawie czytania Biblii
          czy nauk kościoła.Całkiem niespodziewanie to u mnie nastąpiło a bardziej
          ożyło.Dopiero gdy bardziej szłam w Jego kierunku , zaczęłam czytać, słuchać ,
          pytać, rozumieć.Nigdy ślepo. Zawsze po wielu przemyśleniach i
          poszukiwaniach.Mama nie powtarzała: " córciu bo Bóg to to , czy tamto" Chodziło
          sie do kościoła ,obchodziło święta i każdy mówił pacierz. Rodzina dobra,
          dziecinstwo również. Ale ja dopiero teraz odkryłam co oznacza prawdziwie
          wierzyć i jak powinno się wierzyć. Dopiero sama po latach uświadomiłam sobie
          jak powinien wyglądać prawdziwy katolicyzm. I jest on daleki od tego w czym się
          wychowałam. Tamto nazwałabym raczej tradycją a nie katolicyzmem.Dlatego uwierz
          nie każdy odkrył Boga poprzez Biblię" Napewno nie ja
          • bloodysunday99 Ja to jestem gluptas.... 29.09.05, 21:30
            A ja durny myslalem ze bibkia to slowo boze..... Ojej...
          • kociak40 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 29.09.05, 22:29
            Pani Lizaxo!

            To by się pokrywało, z moim twierdzeniem, że każdy człowiek wierzący ma własną
            drogę do Boga, nie można jej narzucić, trzeba samemu "dojść".
            • lizaxo Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 30.09.05, 09:19
              Ależ oczywiście panie Kociak zgadzam się z tym w 100%, nie oznacza to jednak ,
              że nalezy odrzucać wszystko co mówią inni. Warto słuchać tych co nauczaja,
              potem samemu dochodzić czy się w to wierzy czy też nie.Również warto słuchać
              tych , którzy nie wierzą. Każde uzasadnienie jest dobre i każde nas czegoś uczy
              • ghost25 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 30.09.05, 09:49
                lizaxo napisała:

                > Ależ oczywiście panie Kociak zgadzam się z tym w 100%, nie oznacza to jednak ,
                > że nalezy odrzucać wszystko co mówią inni. Warto słuchać tych co nauczaja,
                > potem samemu dochodzić czy się w to wierzy czy też nie.Również warto słuchać
                > tych , którzy nie wierzą. Każde uzasadnienie jest dobre i każde nas czegoś uczy



                No,no- to już prawie rewolucyjna zmiana poglądów.Oby to tylko była
                prawda.
                • kociak40 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 30.09.05, 11:54
                  Pani Lizaxo!

                  Gratuluję tak mądrej wypowiedzi, powinna być ona mottem dla tego forum.
                  Oczywiście bez tej pierwszej linijki do kogo jest skierowane, co daje
                  mi również satysfakcję, że właśnie do mnie i że też mam w jakimś skromnym
                  procencie, zasługę jej powstania.
    • 0golone_jajka Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 23.11.05, 00:47
      lizaxo i sion2 wymiękły... szkoda, może ktoś napisze do nich maila z zaproszeniem na to forum? Maila ode mnie pewnie nawet nie będą czytać wink
      • bloodysunday99 Re: miriam_73, lizaxo, sion2...co z wami jest? 23.11.05, 01:13
        Hehe, a co, myslisz ze ode mnie beda?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka