18.10.05, 00:25
Wszyscy narzekają na rozprężenie w Polsce jakie zapanowało i jak temu
zaradzić, jak naprawić Rzeczpospolitą.
Takim najlepszym sposobem jest to, aby każdy słuchał swego proboszcza,
któremu podlega, taki pogląd reprezentuje prymas. Musi wtedy być dobrze, a on
chyba wie co mówi, może i ma rację.
Właśnie taki dość tani i rewalacyjny sposób wymienia Ks.H. Kołłątaj w książce
"Stan oświecenia w Polsce". Wspomina, że przy każdym kościele znajdowały się
żelaza, tzw. kuny, na znak jurysdykcji plebańskiej nad parafianami.
Były to żelazne obręcze, rodzaj klamer, umocowanych w ścianie kościoła, w
które wsuwano szyję skazańca. W te kościelne kuny, zamykano za pokutę z
przyczyn zaniedbywania praktyk kościelnych i przestąpienia boskich i
kościelnych przykazań. Oczywiście, dotyczyło to tylko "przestępstw"
koscielnych, gdzie proboszcz mógł decydować, w poważniejszych sprawach to już
sądy świeckie. Można przytoczyć przykładowe winy, a więc - Tomasz Piecuch
"zgrzeszył" z kumoszką szymonową Kozieńską i za to musiał przez 5 niedziel
stać w kunie. Dodatkowo jeszcze proboszcz skazał go na karę leżenia krzyżem
w kościele (widać jak "grzeszył" tak i musiał leżeć). W Zagórzynach młynarz
Wojciech za cudzołożenie z dziewką przez lat trzy musiał przez 5 niedziel w
kunie siedzieć. Gdy zaś w kunie stała dziewka, ktora straciła cnotę,
dodatkowo paliła się przed nią świeca, a symboliczny wianek zawieszano gdzieś
z boku. Itd. itd. Można o tych wyrokach poczytać w Głównym Archiwum Akt
Dawnych w Warszawie (opasłe księgi). Kto wie, może właśnie jakbyśmy znowu
podlegali jurysdykcji proboszcza, naprawa dokonałaby się szybko.
Ja jednak mam wątpliwość, czy przypadkiem nie chodzili byśmy wtedy nadzy i
bosi, bo proboszcz wyprowadziłby nas "sra... w pole i to pod wiatr".
Małe szanse mielibyśmy na niebo jakby tak trzeba było uczestniczyć w tych
wzystkich "ceremoniałach" nakazanych przez proboszcza. Coś zdaje mi się, że
nie tędy droga.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka