Dodaj do ulubionych

Wielcy i znani - Marek Edelman

23.02.06, 15:28
"Bóg jest dobry dla słabych"
kiosk.onet.pl/charaktery/1210057,2386,1,artykul.html
Fragment wywiadu:

- Pan nie wierzy w Boga?

- Nie.

- Nigdy nie był Pan wierzącym człowiekiem?

- Nie.

- I nigdy nie dopadała Pana taka...

- Nigdy mnie nie dopadało nic takiego. Owszem, to jest może coś dla mistyków.
Ja taki nie jestem. Zawsze uważałem, że to dla ludzi słabych, którzy muszą
mieć oparcie.

- Dla słabych?

- No tak.

- Dziwne, bo co jakiś czas Pan mówi, że ten Bóg...

- Nie ma Boga! Mówię "Bóg", bo to jest przyjęte, tak się mówi. Mówię "Bóg",
ale myślę o czymś innym... o jakimś losie... o zbiegu okoliczności...
Przecież Bóg nie zagląda każdemu do łóżka, prawda?

- Nie wiem, gdzie i komu zagląda Pan Bóg. Niewiele wiem o Bogu, w ogóle mało
kto wie cokolwiek o Bogu, ale...

- Tak, tak... Podobno dał ludziom wolną wolę. Zostawił wolną wolę? Widać, co
wynikło z tej wolnej woli! Jeden zabija drugiego.

- Ale też jeden drugiego ratuje...

- Też. No tak.

...
Obserwuj wątek
    • kociak40 Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 23.02.06, 16:25
      Marek Edelman w swoich wspomnieniach z powstania w getcie warszawskim, podaje
      bardzo znamienny przykład dla mentalności żydowskiej. Otóż, Marek Edelman był
      dowódcą patrolu powstańczwego, poruszali się po getcie nocą, kilkanaście dni
      nic nie jedli, padali z głodu. Edelman miał jako nieliczny powstaniec, zegarek
      na ręku, wielka wartość dla żołnierza w tamtym czasie, pozwalał wykonać atak
      w ścile określonym czasie z innymi działającymi grupami powstańczymi.
      W jakimś splonym domu, w mieszkaniu, zobaczyli żyda "cywila", ktory leżał na
      dwóch workach sucharów. Oni głodni, żołnierze, poprosili go o kilka sucharów.
      Żyd odmówił lecz po namyśle zgodził się dać kilkanaście sucharów za zegarek
      jaki zobaczył na ręku Edelmana. Marek Edelman oddał ten zegarek i jak pisze
      dalej, już jego grupa bojowa nie mogła być zgrana z innymi grupami, bo nie
      miała zegarka. Edelman opisuje to jako normalny wypadek, zwykła wymiana
      handlowa, coś za coś, nie ważne okoliczności, nie ważne poświęcenie w walce,
      liczy się tylko towar za towar.
      • chelseaa Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 23.02.06, 17:41
        -"No dobra , dobra ....Niech pan przestanie o tej miłości , bo mi się niedobrze
        robi .."


        Fajny facet ; )



        "Pan Bóg chce już zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonic płomień,
        wykorzystując jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć chwilę dłużej, niż On
        by sobie życzył". "(...)On nie jest za bardzo sprawiedliwy. To jest również
        przyjemne, bo jeżeli się cos uda - to bądź co bądź jego wywiodło się w pole
        (...)". ("Zdążyć przed Panem Bogiem" H.Krall)


        " Tylko Pan Bóg jest tak sprawiedliwy , że opłakuje nawet kata .Ja nie jestem
        Panem Bogiem ." ( M. Edelman w "Tygodniku Powszechnym" o Centrum Wypędzonych)

        • adam81w Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 23.02.06, 20:16
          Zawsze uważałem, że to dla ludzi słabych, którzy muszą
          mieć oparcie.

          dokladnie smile
          • vitmik Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 24.02.06, 18:08
            niekoniecznie, wielu wierzylo w boga bo chcialo byc takim jak on:
            poteznym,wladczym, silnym i niepokonanym

            wielu chcialo byc nawet od niego potezniejszym, co prawie im sie udalo

            a edelman? zawsze mnie cikeawilo dlaczego tylko jemu jednemu udalo sie przezyc
            powstanie w getcie? i czemu nie wysadizl sie z innymi przywodcami powstania.

            i dlaczego zydzi go zostawili w polsce a komunisci nigdy nie wyrzucili?
            • billy.the.kid Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 24.02.06, 18:50
              jakos tak poznałem paru zydów którzy wraz z nim ocaleli z powstania.

              niby dlaczego ktos miał go wyrzucac z polski.?
              • vitmik Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 24.02.06, 20:45
                wielu wyjechalo w 1946, wielu w 1956 a jeszcze wiecej stracilo sie w 1968
                a on trwa i trwa i trwa, jak urban i michnik, zadziwiajace niepawdaz?

                aha, i nie jestem antysemitą
                arik szaron to moj idol, prawdziwy przywodca na trudne czasy, pelny szacunek
                • nangaparbat3 do grghk 24.02.06, 23:57
                  nie rzucajcie pereł przed wieprze
                  Ludzi formatu Edelmana mozna w Polsce na palcach jednej ręki zliczyć, ale
                  kociak i vitmik są mądrzejsi.
                  Niby wiem, ze to taka specyfika netu, ale i tak niedobrze sie robi.
                  • kociak40 Re: do grghk 25.02.06, 01:47
                    nangaparbat3 napisała:

                    > nie rzucajcie pereł przed wieprze
                    > Ludzi formatu Edelmana mozna w Polsce na palcach jednej ręki zliczyć, ale
                    > kociak i vitmik są mądrzejsi.
                    > Niby wiem, ze to taka specyfika netu, ale i tak niedobrze sie robi.

                    A co ja mam do tego? Ja tylko podałem, co sam Edelman opisał w swoich
                    pamiętnikach, nic więcej, jestem dyskryminowany na tym forum?, za co?
                    Podejrzewam, że płeć piękna na tym forum mnie nie lubi za moje poglądy
                    w sprawach płci, a przecież nic w tym złego. Jeśli napiszę, że "mało jest
                    kobiet odwżnych" i dodam "które ważą się po każdym posiłku" lub "kobieta
                    zmienną jest, tak jak jej data urodzenia", to zamiast docenić mój dowcip
                    (tak mi się wydaje, że to dowcip) to mnie nie lubią.
                    • rapsodiagitana kociak40 25.02.06, 11:02
                      Ja myślę, że Cię kobiety nie lubią za seksizm, to prawda. Zwłaszcza, że kiedy
                      Cie jakaś kobita rozkłada swoimi argumentami, to zmywasz się z pola walki
                      twierdząc, że "z kobietami się nie da dyskutować", co jest dosyc żałosne. Co
                      bardziej światli mogą Cie jeszcze nie lubić za idiotyczny antysemityzm i
                      homofobię. Pewnie jeszcze troche by sie znalazło. Mimo wszystko - pozdrawiam.
                      • chelseaa Re: kociak40 25.02.06, 12:20
                        Kociak , Ciebie nie można nie lubić ; ) Wyluzuj.
    • maaax Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 25.02.06, 11:57
      musicie sie podpierac "wielkimi" , aby sie utwierdzic w swym ateizmie?
      Załosne.
      • grgkh Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 25.02.06, 12:06
        To Ty jesteś żałosny.

        Gdy cytujecie pisma "święte", gdy robicie z ludzi półbogów stajecie się żałośni. Żyjecie w świecie iluzji i tak bardzo doskwiera wam normalność i maleńka próba przypomnienia, żw wśród chałmu waszej filozofii są tacy, którzy myślą "po prostu". Tak bardzo nienawidzicie tę naszą inność. Bo wam zagraża.
        • gauche Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 25.02.06, 12:41
          He he. Filozof sie znalazł "po prostu".
          Zaiste, bardzo merytoryczna odpowiedź. Taki sowiecki chwyt retoryczny "a u was
          Murzynow biją"
          Pytanie nadal otwarte: musicie sie podpierac "wielkimi"???
          • grgkh Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 25.02.06, 13:54
            Zainicjowałem taki cykl. Jak coś jeszcze znajdę, to będzie ciąg dalszy.

            Widzisz... smile

            W powszechnej społecznej świadomości jest pewien stereotyp. Religia stworzyła naszą, "chrześcijańską" cywilizację. To nie jest prawda. Cywilizacja rozwijała się sama, bo ludzie kreatywność mają wpisaną w siebie. Religia, jak pasożyt, żeruje na tej cywilizacji.

            Wciąż słyszę, że jakiś wielki naukowiec, "a jednak wierzy w Boga". Gdy inni to mówili, to ja do niedawna nie zauważałem, że się, jak Ty to nazywasz, "podpierali". Podpierali tego pasożyta.

            Nieprawda. Są tacy, wielcy i mądrzy ludzie, których udział w tworzeniu cywilizacji obywa się bez religii. Dlaczego odmawiasz mi prawa do powiedzenia o tym? Dlaczego szydzisz?

            Uważasz się za istotę lepszą ode mnie. Tak to widzę.

            Chcę zbliżyć się do prawdy i jej cząstkę przekazać. Czy robię coś złego? Dlaczego religia powoduje to, że ludzie stają się źli? Dlaczego Ty w tym przekazie taki, zły, jesteś?

            Nasza świadomość to walka memów. Walczysz w ich imieniu. Biedny, zniewolony, automacie. smile))

            Taka sobie odrobina szyderstwa z mojej strony. W rewanżu. wink
            • rapsodiagitana Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 25.02.06, 17:27
              Uważaj z tym "zbliżaniem się do prawdy". Lubię cię i szanuję, ale czasem
              niebezpiecznie zbliżasz się do jakiegoś "fanatycznego ateizmu". Religia nie ma
              monopolu na prawdę, Ty też go nie masz. W ogóle, jeśli chodzi o światopogląd,
              idee, interpretacje, a nie gołe fakty - nie można mówić o jakiejś obiektywnej
              prawdzie. Takie jest moje zdanie. Regularnie podpierasz się memetyką (i to taka
              hardkorową, Susan Blackmore wink) - a to też zaledwie hipoteza, nierozwinięta,
              raczkująca, być może obiecująca. W każdym razie aspirująca do miana nauki, a
              więc niewartościująca. Dlatego zwrot o "walce w imieniu memów" postawiony jako
              zarzut jest dość dziwny. Bo mem sam w sobie nie jest "zły". Religia jest memem,
              ale Twój ateizm też, Twoje wartości, Twój przekaz to też memy. Samoświadomość w
              tej koncepcji to jedynie złudzenie, podobnie jak wolna wola - i to niezależnie,
              czy mówimy o religijnym fanatyku, czy o Tobie.

              Piszę to, bo niepokoi mnie czasem w Twoich wypowiedziach jakiś dziwny ton
              wyższości, przekonania o tym, że sam jeden walczysz o prawdę i jedynie Twoja
              droga jest słuszna. Że ludzie wierzący są zainfekowani, zawirusowani,
              zniewoleni, a Ty jesteś wolny od wszelkich przedsądów. A niestety sam ateizm nie
              wystarczy, by móc to o sobie powiedzieć.
              • billy.the.kid Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 25.02.06, 20:34
                na tym forumie maksia fajnie sie rozwijaja dyskusje.
                • chelseaa Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 25.02.06, 22:20
                  billy.the.kid napisał:

                  > na tym forumie maksia fajnie sie rozwijaja dyskusje.

                  fakt


                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24536&w=35780283&v=2&s=0
              • grgkh Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 26.02.06, 03:23
                > Uważaj z tym "zbliżaniem się do prawdy".
                > Lubię cię i szanuję,

                Dziękuję, to naprawdę miłe słowa. Może więc nie jestem taki zły, jak mnie tu
                niektórzy chcą namalować. wink

                > ale czasem niebezpiecznie zbliżasz się
                > do jakiegoś "fanatycznego ateizmu".

                Nie wiem, co mogłoby oznaczać słowo "fanatyzm" w tym kontekscie. Że walczę? Że
                walczę za bardzo? A ile to jest za bardzo? Że wytaczam argumenty i bronię ich,
                a nie przytakuję? przecież jeśli czyjeś racje sa sprzeczne z moimi, to dlaczego
                miałbym przytaknąć? Nie zawsze zabieram głos, choć czasem mnie trochę korci.
                Odzywam sie wtedy, gdy mam sprawę przemyslaną i jestem pewien, że mógłbym sie
                obronić. I robię to. Czy to fanatyzm? Zgadzam się, że mógłbym to robić
                delikatniej, ale ja naprawdę poświęcam (czasami) tym rozmowom dużo swego czasu
                i chcę to robić najlepiej jak potrafię.

                > Religia nie ma monopolu na prawdę,
                > Ty też go nie masz.

                A ja mam. smile)) A wiesz dlaczego? Bo wybieram sytuacje i angażuję się w spory
                tylko wtedy, gdy jestem stuprocentowo przekonany o tej racji. Odwracam
                porządek. Religia najpierw twierdzi, że tę rację ma. Potem PRZENOSI ją na
                wszystko, co się z nią wiąże. Przecież, jeśli nie potrafi się obronić w
                niektóych szczególikach, to staje się niewiarygodna cała.
                Tu tkwi różnica. Całość religii przeciwko wybranym przeze mnie fragmentom. Ja
                mam rację. Zdarzało się, że czegoś nie dopatrzyłem, nie wiedziałem, wtedy się
                przyznaję do błędu, ale ponieważ starannie analizuję co chcę powiedzieć, NIE
                POWTARZAM dyrdymałów po filozofach i teologach, odcedzam dal siebie co jest
                najwiarygodniejsze, to możliwość wpadki maleje do minimalnego poziomu. Ja
                naprawdę bardzo dużo czytam. Czytam innych, mądrych ludzi. Także i tutaj smile)),
                na tym forum. Wybieram. To jest suma wiedzy. wink
                Zdarzało mi się wypowiadać pewne prognozy, większość się sprawdzała. To o czymś
                świadczy. Przepraszam, nie chcę, by to brzmiało jak przechwałki. Ale postawiłąś
                mocny zarzut, a ja się bronię. I to jest kolejny raz, kiedy chcę by uznano, że
                mam rację. wink

                > W ogóle, jeśli chodzi o światopogląd,
                > idee, interpretacje, a nie gołe fakty
                > - nie można mówić o jakiejś obiektywnej
                > prawdzie.

                To nie tak. gdy są dwa sprzeczne ze sobą światopoglądy, to w tych punktach
                gdzie się różnią, można ocenić, które z nich są "prawdziwsze". Widzisz? nie
                mówię, że któryś JEST prawdą. Porównaie ustawia je tylko w hierarchii
                prawdziwości. Ja takiej "prawdy" szukam, bo tak działa nauka, szuka tego, co
                prawdziwsze według założonych kryteriów, a nie prawdy absolutnej. Prawdę
                absolutną przypisują sobie religie i filozofie. Czy uważasz, że to dobrze?

                > Regularnie podpierasz się memetyką (i to taka
                > hardkorową, Susan Blackmore wink) - a to też
                > zaledwie hipoteza, nierozwinięta,
                > raczkująca, być może obiecująca.

                Darwin tez kiedyś "raczkował". Ja naprawdę czuję tę teorię i, chrzanić
                szczegóły, jej SENS jest dla mnie absolutnie zrozumiały i pewny (w ocenie
                prawdopodobieństwa pewności). Swe przekonanie opieram nie na wyrywkowej wiedzy
                z jednej dziedziny nauki. Opieram to o fizykę Wszechświata w skali mikro i
                makro, termodynamikę, statystykę, o teorie matematyczne chaosu, teorie
                dotyczące informacji w ogóle, o zasady programowania, o chemię, bo to mój
                zawód, o biologię (cały świat zwierząt, od wirusów, bakterii aż do człowieka) i
                medycynę (neuronauki i nowoczesne metody badania mózgu), o socjologię, nauki
                społeczne i historię ludzkości. WSZYSTKO się ze WSZYSTKIM wiąże. Świat jest
                jednością i nie ma nauki, która w łańcuchu powiązań nie wróciłaby do źródła, do
                MATEMATYKI, teorii informacji. Ja wiem JAK, choć bez szczegółów, działa
                Wszechświat i że DOKŁADNIE analogicznie działa ludzka świadomość. W to wpisuje
                się memetyka także, w tę część, która dotyka samej informacji. Memetyka jest
                prawdziwa, bo nie kłóci się z tą całą resztą. Tak działa nauka. To, co jest
                zgodne z resztą nauki, jest (choć może tymczasowo) prawdziwe.

                > W każdym razie aspirująca do miana nauki, a
                > więc niewartościująca.

                Żartujesz sobie. wink
                Można znaleźć mnóstwo przykładów tak samo potwierdzających memetykę na polu
                informacji, jak ewolucję potwierdzają przykłady materialne.

                > Dlatego zwrot o "walce w imieniu memów"
                > postawiony jako zarzut jest dość dziwny.

                Najwyższy czas zacząć myśleć po memetycznemu, tak jak myślimy ewolucyjnie.
                Oczywiście są takie memy, którym ten styl nie odpowiada. Te, które coś tracą.
                To one są przeciwne memetyce. Od strony czystej nauki nie ma teorii, która by
                lepiej tłumaczyła ludzkie myślenie. Czy przeczytałaś tę książkę?

                > Bo mem sam w sobie nie jest "zły".

                "Zły", to znaczy "szkodliwy". Żadne z tych pojęć nie odda dokładnie sensu, bo
                dotyczy zakresu słabo przez nas dotychczas opisywanego i nie posiadającego
                swojej włąsnej, precyzyjnej terminologii. Ona powstaje. Ja rozumiem sens i
                dobieram słowo, które mogłoby być dla innych zrozumiałe poprzez nakładanie się
                zakresów znaczeniowych, choć jest to tylko przybliżenie. Nie mam innego
                wyjścia, a może nie jestem dostatecznie zaznajomiony z tym, co ktoś właśnie
                zdążył zdefiniować.

                > Religia jest memem,
                > ale Twój ateizm też,

                Nie. Zdecydowanie NIE. Religia jest STANOWIENIEM pojęcia, idei. Ateizm jest
                neutralnym stanem, gdy tego pojęcia nie ma, bo, na przykład, jeszcze nie
                powstało lub ktoś o nim nie wie. Musisz to zrozumieć. Ateizm NIE JEST czymś w
                rodzaju religii. Tak samo nie istnieje akrasnalizm, dopóki nie zaczniesz mówić
                o wierze w krasnale. A nawet wtedy nieuprawnione jest definiowanie ZAISTNIENIA
                odwrotności. Ona pojawia się jako dopełnienie do tego, co sobie definiujesz.

                > Twoje wartości, Twój przekaz to też memy.

                Pewnie, że ja też jestem pełen memów. I co z tego? Ja tylko chcę wolności
                myślenia. A tej zaprzeczają dogmaty. Chcę poznać świat poprzez swobodną
                selekcję memów we mnie. Całkowicie swobodna selekcja, bez ograniczeń dogmatami,
                bo one burzą wszystko.

                > Samoświadomość w tej koncepcji to jedynie
                > złudzenie, podobnie jak wolna wola - i to niezależnie,
                > czy mówimy o religijnym fanatyku, czy o Tobie.

                To się nie kłóci z tym, co wyżej napisałem. WOLNOŚĆ. Fanatyzm podlega dogmatom.
                Umysł wolny - nie. A moje złudzenie jest naprawdę piękne. wink)) I chcę by trwało.

                > Piszę to, bo niepokoi mnie czasem w Twoich
                > wypowiedziach jakiś dziwny ton wyższości,
                > przekonania o tym, że sam jeden walczysz o
                > prawdę i jedynie Twoja droga jest słuszna.

                Ma dużą wiedzę i nie wstydzę się tego, bo niby dlaczego miałbym? Bronię tego,
                co wynika z niej. Masz solidne argumenty? Postawmy je przeciwko sobie. Może się
                gdzieś mylę, chętnie Ci przyznam rację, gdy tak się okaże. Nauczę się czegoś i
                będę wiedział jeszcze więcej. smile))

                > Że ludzie wierzący są zainfekowani, zawirusowani,
                > zniewoleni, a Ty jesteś wolny od wszelkich przedsądów.

                Tak. Infekcja, to dogmat. Ja nie uznaję dogmatów i powyżej to uzasadniłem.
                Uważasz, że powinniśmy opierać się na dogmatach?
                Nauka opierała się na Newtonie do czasu myśli Einsteina. I odrzuciła założenie,
                które nie dawało się weryfikować, bo nauka nie uznaje dogmatów, choćby były nie
                wiem jak miłe i łatwe. Religie duszą ludzka świadomość od tysięcy lat i jest z
                tego tylko morze krwi i cierpień. Religie są złe. Dobre słowo, "złe"? Czy
                chcesz to jakoś inaczej nazwać? Jak?

                Ja jestem wolny, bo mogę odrzucić WSZYSTKO, W KAŻDYM MOMENCIE.

                > A niestety sam ateizm nie wystarczy,
                > by móc to o sobie powiedzieć.

                Wystarczy, że jest oporem wobec zła, wobec religii, wobec niewoli umysłowej.
                • rapsodiagitana Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 26.02.06, 12:35
                  > A ja mam. smile)) A wiesz dlaczego? Bo wybieram sytuacje i angażuję się w spory
                  > tylko wtedy, gdy jestem stuprocentowo przekonany o tej racji.

                  No i to na przykład brzmi groźnie smile z prawdą o którą walczysz jest tak... O
                  jakims obiektywizmie możemy mówić, gdy mamy na myśli "prawdę" przez małe "p" -
                  tę, która odnosi sie do twardych faktów i jest jakis sposób na dotarcie do niej,
                  lub przynajmniej wiadomo, że jakas prawda musi istnieć!
                  A mam wrażenie, że czasem masz na myśli jakąś Prawdę przez wielkie "P". Która
                  moim zdaniem nie istnieje. Na jakiej płaszczyźnie odnajdziesz odpowiedź na to,
                  czy eutanazja albo zdrada małżeńska jest dobra albo zła? Na gruncie etyki czy
                  psychologii ewolucyjnej, czy jeszcze czegos innego? W odniesieniu do naszego
                  kręgu kulturowego? Jeśli tak - jesteś relatywista kulturowym, nie powinienieś
                  więc potępiać tych, którzy kierują się chrześcijańskimi dogmatami. Jesli ich pod
                  tym względem potępiasz - na przykład głosisz prymat takiej trochę oświeceniowej
                  w duchu laickiej, liberalnej filozofii - to tutaj tez mozliwy jest fanatyzm. Pod
                  jakąś filozofię się podpinasz. I jest OK, dopóki nie wmawiasz innym, że jedynie
                  Ty masz rację. Powiesz mi, że najważniejsze jest, by nie czynić nikomu krzywdy.
                  Ale weź pod uwagę to, że "krzywdę" też mozna różnie definiować i ona może być
                  różnie rozumiana.

                  Fajnie, że masz jednak otwarty umysł, doceniam smile Ale uważaj z takim ostrym
                  traktowaniem cudzych poglądów.

                  > Można znaleźć mnóstwo przykładów tak samo potwierdzających memetykę na polu
                  > informacji, jak ewolucję potwierdzają przykłady materialne

                  Na polu memetyki nie znajdziesz zbyt wielu przykładów wink Nie ma żadnego pomysłu
                  np. na to, by stwierdzić, który mem ma wyższą "inclusive fitness" (czy tez jej
                  memetyczny odpowiednik), nie wiadomo, jakie cechy decyduja o tym, że jakiś mem
                  sie rozpowszechnia, a inny nie. To pozbawia memetykę kluczowej roli, którą
                  powinna spełniac teoria naukowa - przewidywania. Ba, nie wiadomo nawet, czym
                  jest mem i jaka jest jego fizyczna reprezentacja. Bo to, że to odpowiednie
                  połączenia neuronalne jest dosyć wątpliwe. zresztą memetycy zgadzają się co do
                  tego, że memetyka może próbowac zajmowac sie jedynie zjawiskami w skali makro,
                  ale nie mikro. A to juz mocno ogranicza jej precyzję do co najwyżej pewnych
                  twierdzen o charakterze statystycznym.

                  Tak, czytałam książkę Susan Blackmore. Czytałam też Mariusz Biedrzyckiego (i
                  nawet z nim rozmawiałam). Mój facet sie tym interesuje i jako młody naukoweic
                  bywa na memetycznych konferencjach, które mi potem referuje wink To też jest
                  jakies źródło informacji. I wnioski mam właśnie takie jak przedstawione powyżej.
                  Memetyka jest koncepcją ciekawą, ale dość jałową. Przynajmniej na tym poziomie.
                  Możesz stwierdzić, że chrześcijaństwo jest bardzo silna grupą memów, ale czynisz
                  to post factum. dlatego, że juz się rozprzestrzeniło. Czy dałoby się to
                  przewidzieć na początku? Czy dałoby się teraz w memetycznym laboratorium
                  stworzyć dla niego alternatywę?

                  > Nie. Zdecydowanie NIE. Religia jest STANOWIENIEM pojęcia, idei. Ateizm jest
                  > neutralnym stanem, gdy tego pojęcia nie ma, bo, na przykład, jeszcze nie
                  > powstało lub ktoś o nim nie wie.

                  OK, rozumiem, upraszczam. Nie znam Twojej historii. W wększości przypadków w
                  Polsce dzieci wychowują się w środowisku ociekającym katolicyzmem, sa
                  socjalizowane do wiary. Potem czasem porzucają ja pod wpływem lektur,
                  autorytetów, rówieśników. zmieniaja poglądy na inne. ateizm nie jest dla nich
                  stanem naturalnym, w jakim wyrosły, ale pewnym wyborem. Zwazywszy, że nie ma
                  wycinka kultury nieuwarunkowanego memetycznie (tak jak i nie ma życia
                  nieuwarunkowanego genetycznie), mamy tu równiez do czynienia z memem. Poza tym
                  na Twoim ateizmie znajduje sie szereg nakładek - między innymi niechęć do
                  religii i walka z nią. wydaje Ci się to stanem naturalnym, Twoim przekonaniem i
                  Twoja racją. Dlaczego? Bo służy to memom, które dzięki Twoim przekonaniom
                  rozprzestrzeniaja się szybciej i łatwiej infekują umysły innych. nie ma memów
                  dobrych i złych, szkodliwych i nieskzodliwych. Wszystkie są, podobnie jak geny,
                  samolubne i "myslą" o swoim przetrwaniu.

                  > nauka nie uznaje dogmatów, choćby były nie
                  >wiem jak miłe i łatwe

                  zdaje się, że to Bruno Latour prowadził długotrwałe badania etnograficzne w
                  środowisku naukowców, w laboratorium. I wykazał, że większość odkryć w nauce
                  (science) nie jest odkrywana, ale uzgadniana. Że dogmatów zazwyczaj i naukowcy
                  trzymają się zębami i pazurami. O trudnościach z przyjeciem nowych teorii,
                  choćby nie wiem, jak udokumentowanych, pisał też Kuhn. Bezkrytyczne zaufanie do
                  nauki może być tez zgubne wink

                  • grgkh (1) ... groźna prawda 26.02.06, 17:52
                    Wysunęłaś w stosunku do mnie kilka poważnych zarzutów. Temat jest ogromny, a chciałbym wyczerpująco nań odpowiedzieć.
                    Odpowiem Ci na raty, bo nie dam rady szybciej...

                    > > A ja mam. smile)) A wiesz dlaczego?
                    > > Bo wybieram sytuacje i angażuję się w spory
                    > > tylko wtedy, gdy jestem stuprocentowo
                    > > przekonany o tej racji.

                    > No i to na przykład brzmi groźnie smile

                    A dlaczego? Czy Ty bronisz niepewnych racji? Czy warto poświęcać im czas, gdy są inne racje, które także tej obrony wymagają? Ja wybieram. Te niepewne, jeśli mnie zainteresują, jeśli znajdę czas, najpierw rozpoznam, by WIEDZIEĆ (dopiero wtedy), po której stronie stanąć. Ja bronię nie dlatego, że muszę TO obronić, ale dlatego, że WYDAJE mi się, że TO jest słuszne. Tylko "wydaje mi się" i pamiętam o tym. Zmieniam poglądy, jak każdy człowiek, ale im więcej zgłębiam jakąś tematykę i im bardziej mi się wszystko układa w spójną całość, tym większą wiarygodnością ją obdarzam. Te sto procent, to takie uproszczenie, czasem i ja używam soczystego języka po to by coś podkreślić, zaakcentować. Czy naprawdę uważasz, a chyba czytałaś kilka moich tekstów, że ja uznaję prawdziwe 100% czyli dogmat? smile))

                    > z prawdą o którą walczysz jest tak...
                    > O jakims obiektywizmie możemy mówić,
                    > gdy mamy na myśli "prawdę" przez małe "p" -
                    > tę, która odnosi sie do twardych faktów i
                    > jest jakis sposób na dotarcie do niej,
                    > lub przynajmniej wiadomo,
                    > że jakas prawda musi istnieć!

                    A jeśli tej najprawdziwszej prawdy nigdy nie odkryjemy? Ja zakładam, że tak właśnie może być. Wszystko czego bronię może się kiedyś, w obliczu nowych faktów okazać fałszem. Czy to znaczy, że nie mam szukać? Że szukając nie mam odsiewać? Dlaczego akurat mnie odmawiasz prawa do błądzenia? Dlaczego mi odmawiasz prawa do konfrontacji tego, co akurat mnie się wydało słuszne, z innym, w co wątpię? Ja niczego innego nie robię. Mam nie być przekonany o sensie mojej "misji" i bronić byle czego dla zabawy? Nie rozumiem, co mi właściwie zarzucasz? Co tu jest fałszywego?

                    c.d.n.
                    • rapsodiagitana Re: (1) ... groźna prawda 26.02.06, 19:20
                      Ja Ci niczego nie odmawiam. Pokazuje tylko moim zdaniem fundamentalną różnicę
                      między "prawdą" a "Prawdą" (rozróżnienie wielka i małą litera jest tutaj umowne).

                      Ta pierwsza to po prostu zgodność faktów z rzeczywistością. Poszukiwanie praw
                      rządzących fizycznym światem. Praw falsyfikowalnych. Tym zajmuje się nauka.
                      Tutaj poszukiwania prawdy i obiektywizm sa możliwe i wskazane.

                      Ta druga - odnosi sie do sfery kultury, moralności, sensu zycia, pytań
                      egzystencjalnych. Tutaj nalezy zachowac ostrozność, bo wkraczamy w sferę
                      ideologii. I nie sposób tu zachowac obiektywizmu, gdyż w zasadzie wszystko
                      zależy od tego gdzie i kiedy sie urodziłeś i wyrastałeś wink w tej sferze mieszczą
                      się takie pojęcia jak "zło", "dobro", "sprawiedliwość", "krzywda",
                      "humanitaryzm", "tolerancja" itp. pojęcia abstrakcyjne. Tak więc w tej
                      dziedzinie "najprawdziwszej prawdy" w ogóle nie ma. Walcząc w jej imieniu
                      działasz jak ludzie wierzący - walcząc w imię mrzonki. Najzdrowsza postawa w tym
                      momencie to postawa pragmatyczna, dostosowana do wzoru kulturowego, postawa
                      dialogu i mediacji, wzajmenego zrozumienia - ale nie walki. Bo "walka" i "misja"
                      są dość nieracjonalne.

                      Nie wiem dlaczego moja poprzednia wypowiedź przdzieliłeś własnie w tym miejscu,
                      bo w ten sposób pominąłes to rozróżnienie. I Twoje argumenty przestaja pasować
                      do kontekstu.

                      Atakujesz religię na ślepo, zarzucając jej wyznawcom głupotę i przypisując im
                      nawet tak poważne zarzuty jak zło i okrucieństwo. Generalizujesz, kierujesz się
                      stereotypem, krytykujesz za dogmatyzm - ale bijesz w ideologię, posługując się
                      również ideologią. Pytasz, czemu wydaje mi sie groźne, gdy mówisz o "100%"
                      racji. Dlatego, że uważam dialog za wartość. Że umiem dostrzec zarówno
                      pozytywny, jak i negatywny wpływ religii, a Ty redukujesz go do negatywnej
                      strony i próbujesz na siłę wcisnąć ten pogląd innym, jeszcze ubliżając od
                      "zniewolonych automatów".

                      Fragment mojej polemiki w sprawie memetyki pojawił się właśnie dlatego - używasz
                      jej jako oręża (nie tylko w tej dyskusji), starasz się pognębić nim
                      przeciwników. A nie jest to narzędzie pewne, udowodnione, w pełni "naukowe".
                      Zarzucając innym brak logiki i nieścisłość szafujesz określeniami z dziedziny
                      wiedzy, która jest nimi naszpikowana.

                      Nie "bronię" (i tak przeciez niczego Ci zabronić nie mogę) więc Ci prawa do
                      poszukiwań i dyskusji. Razi mnie tylko ton wyższości, który przyjmujesz w
                      rozmowie np. z ludźmi wierzącymi. Zbrodnie popełniano w imię religii, ale także
                      w imię nauki i "świeckich" ideologii. O tym tez warto pamiętać.
                      • grgkh Re: (1) ... groźna prawda 27.02.06, 00:08
                        > ...Pokazuje tylko moim zdaniem fundamentalną różnicę
                        > między "prawdą" a "Prawdą" (rozróżnienie wielka i małą
                        > litera jest tutaj umowne).

                        Ależ ja to rozumiem, akceptuję i nigdy nie twierdzę, że posiadłem Prawdę. A
                        prawdę przez małe p traktuję jak tezę obdarzoną przeze mnie tymczasowym
                        prawdopodobieństwem prawdziwości. Tak zawsze mówiłem.

                        > Ta pierwsza to po prostu zgodność faktów z rzeczywistością.

                        Także wzajemna zgodność tez-prawd, bo jako tymczasowe, gdy nie mamy podstaw, by
                        którąś odrzucić, przyjmujemy je na zasadzie "lokalnej", właśnie tymczasowej,
                        sprzeczności.

                        > Ta druga - odnosi sie do sfery kultury, moralności,
                        > sensu zycia, pytań egzystencjalnych.

                        I tu się zasadniczo różnimy. Dla mnie w tamtych sferach TAKŻE nie ma Prawd
                        przez duże P. Żądanie by istniały jest tworzeniem dogmatów, absolutów,
                        świętości, a potem już musi się pojawić bezwzględne zło, wywołane bezpośrednio
                        przez te początkowe założenia. Wynika to z rezygnacji weryfikacji "stanów
                        pośrednich" wywodzonych w łańcuchu konsekwencji opartych na Prawdach. A
                        weryfikowalność "po drodze" zmniejsza szansę na zboczenie w kierunku zła.

                        Przykłady:
                        1. Gdyby religia pozwalała relatywnie traktować ustanowione dogmaty, to można
                        by było krytycznie podejść do pewnych działań opartych o nią.
                        2. Ponieważ dogmaty nie pozwalają na pewne zachowania, a mimo to "przymyka się
                        oczy" na odstępstwa od nich, to sankcjonuje się podwójną moralność.

                        Ja naprawdę wolę się wciąż zastanawiać, co jest i na ile dla
                        kogoś... "szkodliwe" i optymalizować niekorzystne wpływy dla siebie i innych,
                        też istot mnie podobnych. Odrzucam dogmat - tak trzeba i już, albo - nie wolno,
                        bo Bóg zabronił. Gdy się zgodzisz na podległość dogmatom, nie masz możliwości
                        ruchu, nie wolno Ci się sprzeciwić, a gdy już się zdecydujesz na to, obciążasz
                        swoje sumienie. Naprawdę stajesz się automatem. CZY TY TEGO NIE WIDZISZ?!?!
                        Przestajesz być człowiekiem myślącym. To jest upodlające. Taka armia
                        niewolników nie jest w niczym lepsza od zwykłych, myślących bez ograniczeń
                        ludzi. A może jest gorsza? I stąd wynika cały mój "brak szacunku" dla dogmatów.
                        Po prostu nie mam czego szanować.

                        > Tutaj nalezy zachowac ostrozność, bo wkraczamy
                        > w sferę ideologii. I nie sposób tu zachowac
                        > obiektywizmu, gdyż w zasadzie wszystko zależy od
                        > tego gdzie i kiedy sie urodziłeś i wyrastałeś wink
                        > w tej sferze mieszczą się takie pojęcia
                        > jak "zło", "dobro", "sprawiedliwość", "krzywda",
                        > "humanitaryzm", "tolerancja" itp. pojęcia abstrakcyjne.

                        Czy widzisz co w tej chwili robisz? W imię tchórzostwa jakiegoś, w imię
                        traktowania ludzi (bez uzasadnienia) jako niezdolnych do samodzielności
                        narzucasz im niewolę. TY wiesz, co jest dobre. TY wiesz co jest sprawiedliwe.
                        Itd. Ja wolę, żeby ktoś się mylił, ale niech będzie samodzielny, niech poczuje
                        ciężar własnej odpowiedzilności. Chcę ludzi tej odpowiedzialności uczyć. Ty im
                        zamiast tego dajesz gotowe WZORCE moralne, szablony. I odbierasz im szansę na
                        obowiązek czucia siebie jako części organizmu społecznego, którym razem
                        jesteśmy. Nie ma nadrzędnej istoty, mózgu, który nami pokieruje i dlatego
                        ludzkość sama siebie wciąż niszczy. Ja chcę, by ludzie, pojedyńcze komórki tej
                        struktury przejmowały na siebie myślenie za cały mózg. Dogmaty są jak sztywno
                        opracowany program robota, który nie umie zareagować na jednostkowe sytuacje,
                        każda w innym kontekscie. Zamiast dogmatów, zamiast tej Prawdy tych pseudonauk,
                        mamy się uczyć rozróżniać sytuacje, mamy myśleć, analizować, podważać tezy -
                        być ludźmi myślącymi, tworzyć prawdziwy organizm społeczny mądry mądrością
                        każdego człowieka. Człowieka niezniewolonego dogmatami, człowieka wolnego.

                        Kto lub co boi się tej wolności? Idee, memy, które wciąż hodujemy jak pasożyty,
                        bo godzimy się na Prawdy. Kto lub co "twierdzi", że wolność, relatywizm, może
                        być szkodliwy? Relatywizm narusza dogmaty, a więc to dogmaty tak twierdzą.

                        Brzmi to nieco absurdalnie dopóki nie spojrzy się na to jak na memy. Wtedy
                        sprawa jest jasna. Jesteśmy ich nosicielami, a działający w innej sferze mem ma
                        za nic swego nosiciela. Ma tylko jedną ważną cechę - przeżywalność związaną z
                        walką konkurencyjną. Jesteśmy jak park z modelami pojazdów. Memy nas zasiedlają
                        i część pojazdów MUSI ulec zniszczeniu, a czynnikiem selekcyjnym jest nasza
                        funkcjonalność jako pojazdu oraz skuteczność grupy memów przy kierownicy. To
                        tłumaczy dlaczego tak często przegrywają grupy memów łagodniejących, a
                        najbardziej drapieżne grupy osiągają sukces. Dlatego karczycho z bejsbolem,
                        jako skuteczny pojazd, nie wymiera i ma się dobrze. Itd.

                        > Tak więc w tej dziedzinie "najprawdziwszej prawdy"
                        > w ogóle nie ma. Walcząc w jej imieniu działasz jak
                        > ludzie wierzący - walcząc w imię mrzonki.

                        A czy ja mówię, że jest? Nie mówiłem tak. Nie rozumiesz sensu mojego oporu. To
                        nie jest walka "o ustanowienie" czegoś, to jest walka "przeciwko" temu, że inni
                        chcą to ustanowić. Źle mnie rozumiesz.

                        > Nie wiem dlaczego moja poprzednia wypowiedź
                        > przdzieliłeś własnie w tym miejscu,

                        Tak wyszło, bo musiałem wyjść z domu. A teraz jestem w pracy i nie wiem czy
                        warto wracać do miejsca przerwy, bo i tak już jestem daleko poza czasem, kóry
                        mogę temu poświęcić. Skończę to.

                        > Atakujesz religię na ślepo, zarzucając jej
                        > wyznawcom głupotę i przypisując im
                        > nawet tak poważne zarzuty jak zło i okrucieństwo.

                        Religia bywa źródłem zła. Możliwa jest postawa neutralna. Nie chroni przed
                        złem, ale nie uzależnia ludzi od dogmatów. Tacy ludzie MAJĄ szansę myśleć jak
                        ludzie wolni. Uważam, że tak jest lepiej. Dogmatom i niewoli mówię nie. To nie
                        jest atak na ślepo.

                        > Generalizujesz, kierujesz się stereotypem,
                        > krytykujesz za dogmatyzm - ale bijesz w ideologię,
                        > posługując się również ideologią.

                        Wczytaj się w sens zdań, które powyżej napisałem. Nie generalizuję. Religia
                        BYWA przyczyną zła. Co z tego, że jeśli przy okazji ktoś zrobił dobrze i
                        przypisano to NADZWYCZAJNEJ mocy religii, to jest to nadużycie? A bez religii
                        nie zrobiłby dobrze? Czy widzisz tu przyczynę i skutek? Ja widzę tylko fałszywe
                        twierdzenie. Przemyśl to.
                        Takie zachowanie mema jest pasożytnicze.

                        A jaką ja ma ideologię? wink Że nie chcę ideologii? Brak ideologii jest stanem
                        neutralnym, jest podstawą.

                        > Pytasz, czemu wydaje mi sie groźne, gdy mówisz o "100%"
                        > racji.

                        Ależ to gra słów. czytaj, co naprawdę chcę powiedzieć. Ja TEŻ nie uznaję Prawdy
                        i 100%. Nie czepiaj się słówek wyrwanych z kontekstu.

                        > Dlatego, że uważam dialog za wartość. Że umiem dostrzec zarówno
                        > pozytywny, jak i negatywny wpływ religii,

                        Tak. A jeśli powiem, że Hitler zalecał budowę żłobków (nie wiem czy tak było,
                        to przykład), to można powiedzieć, że "widzę pozytywny wkład Hitlera w rozwój
                        ludzkie cywilizacji"? Nie mówmy o pozytywach religii. One, te pozytywy zapewne
                        mogłyby istnieć i bez religii. Czy pomyślałaś o tym? A co nam po arabskiej
                        dziczy nakręconej karykaturami Mahometa, gdy rozpętaja IV wojnę światową? Kto
                        kogo i z czego wtedy rozliczy? Kogo to będzie obchodziło? Tylko naszego świata
                        już nie będzie. Na zgliszczach potomkowie religijnych wojowników zbudują
                        świątynię boga, który pomógł im zwyciężyć. I będą się kiwać w narkotycznym
                        uwielbieniu dla najwyższej istoty mamrocząc modlitwy. I to będzie dobre, bo
                        kiwając się nie będą wymachiwali maczugą.

                        > Fragment mojej polemiki w sprawie memetyki pojawił się
                        > właśnie dlatego - używasz jej jako oręża (nie tylko w tej
                        > dyskusji), starasz się pognębić nim przeciwników.

                        Bo memetyka świetnie tłumaczy wszechświat ludzkiego myślenia. Nikogo nie chcę
                        pognębić bardziej niż "nikt" chce pognębić mnie. To taka cecha polemiki, czasem
                        zażartej. Memetyka to nie obelga. Znajdź mi coś zamiast niej, może przejmę tę
                        nową teorię jak swoją i będę jej bronił.
                      • grgkh Re: (1) ... groźna prawda [c.d.] 27.02.06, 00:11
                        [nie zmieściło się, a więc ciąg dalszy]

                        > Razi mnie tylko ton wyższości, który przyjmujesz w
                        > rozmowie np. z ludźmi wierzącymi.

                        A mam przytakiwać? Jestem ułomny, czasem zmęczony, mam swoje problemy. Wybacz
                        mi to. Chcę dobra. Dla siebie i dla wszystkich, bo bardzo czuję się cząstką
                        wszystkich i boli mnie choroba naszego wspólnego organizmu.

                        Muszę kończyć i wracać do pracy. Wydaje mi się, że w tym "odcinku" dałem Ci
                        odpowiedź na niektóre z zarzutów poprzedniego postu, których komentowanie miało
                        mieć następne numerki. Nie wiem, czy zdołam do tamtego wrócić. Aha,
                        zdecydowanie wolę rozmawiać z Tobą niż z kohei i nie ze względu na płeć wink, bo
                        my jednak rozmawiamy i możemy sobie coś przekazać. smile

                        Wiem, że i Ty chcesz dobrze. Bierzmy się do roboty. Każdy jak umie najlepiej.
                        Nie dopuśćmy, by nasz świat zginął, bo czegoś zaniechaliśmy. Powodzenia. smile

                        • rapsodiagitana Re: (1) ... groźna prawda [c.d.] 27.02.06, 09:59
                          Pewnie masz rację, że szkoda na to czasu. atakujesz mnie nie wiem za co.
                          Dzielisz wypowiedzi w arbitralnie wybranych miejscach, odnosisz się do nich
                          polemicznie, choć sama te myśli wyrazam akapit dalej. Uważasz, że relatywizm
                          kulturowy jest "dogmatem" - no to gratuluję, odkrywcza teza. Twierdzisz, że w
                          dziedzinie etyki możliwe jest odkrycie jakiejś "prawdy" - nie wiem, na czym
                          miałbyś się oprzeć, jesli nie na pogardzanej religii i filozofii. Postuluję
                          dialog, Ty mi zarzucasz dogmatyzm i wymachujesz przed oczami Hitlerem. Ciężka
                          sprawa. I do tego jeszcze ta memetyka, której podstawy rozumiesz wybiórczo. A w
                          zasadzie ta nauka opiera się na założeniu, że nasza świadomość jest zaledwie
                          placem walki dla memów.
                          • grgkh Re: (1) ... groźna prawda [c.d.] 27.02.06, 14:10
                            > atakujesz mnie nie wiem za co.
                            Atakujemy się wzajemnie. Oboje.

                            > Dzielisz wypowiedzi w arbitralnie wybranych
                            > miejscach, odnosisz się do nich polemicznie,
                            > choć sama te myśli wyrazam akapit dalej.
                            Jeśli tak się stało, to nie było to zamierzone i wynikło z mojego przeoczenia. Działam w pośpiechu i może ostatnio jestem bardziej zmęczony. Wybacz. smile

                            > Uważasz, że relatywizm kulturowy jest "dogmatem" -
                            > no to gratuluję, odkrywcza teza.
                            Ja nie studiowałem socjologii. Brak mi terminologii, definicji wkutych na blachę, co nie znaczy, że nie rozumiem zjawisk. Mogę się wyrażać nieściśle, ale od tego jest dyskusja, byśmy sobie mogli to poustalać.
                            Pojęcie "relatywizmu kulturowego", które dla Ciebie jest ścisłą definicją, dla mnie może być bardziej rozmyte, dlatego nie wiem nawet co mi zarzucasz, a tej chwili znów nie mam czasu by bez cytatu odnajdować i śledzić swoje wypowiedzi.

                            Czy chodziło Ci o ten fragment?

                            > > Kto lub co boi się tej wolności?
                            > > Idee, memy, które wciąż hodujemy jak pasożyty,
                            > > bo godzimy się na Prawdy. Kto lub co "twierdzi",
                            > > że wolność, relatywizm, może być szkodliwy?
                            > > Relatywizm narusza dogmaty,
                            > > a więc to dogmaty tak twierdzą.

                            Nie mówiłem "kulturowy", a samego pojęcia użyłem nie zastanawiając się jak Ty możesz to zrozumieć. Wydaje mi się, że jakoś nadinterpretujesz moją myśl. Chodziło mi bardziej o wolność. Myślenie w ten sposób, bez narzuconych dogmatów zabraniających pozwala wyszukiwać spośród wielu możliwości, ustalać "relacje między nimi" w sposób elastyczny, "relatywnie", bo przecież kontekst powoduje to, że suma skłądników jakiejś prawdy jest wciąż inna, bo inne i w innych proporcjach są składniki.

                            > Twierdzisz, że w dziedzinie etyki możliwe
                            > jest odkrycie jakiejś "prawdy" - nie wiem,
                            > na czym miałbyś się oprzeć, jesli nie na
                            > pogardzanej religii i filozofii.

                            Na nich na pewno nie, ponieważ one posługują się sztywnymi regułami, które zawodzą wciąż w sytuacjach szczególnych. Wtedy i tak trzeba się zastanowić nad kontekstem, a więc po co skazywać się na nieuniwersalne gotowce, które ludzie odruchowo zaczynają troktować jak uniwersalne? Z tego szkoda jest taka, że ci ludzie czują się zwolnieni z myślenia, bo za nimi stoją "dobre" reguły i autorytety. Ideały (dobre reguły) i ideały (autorytety). A ideały nie istnieją poza księgami religijnymi i filozoficznymi, bo rzeczywistość jest zawsze skomplikowana i trzeba ją na bieżąco analizować.

                            Nie chcesz, byśmy w ten sposób postępowali? Nie chcesz przyuczania do samodzielnej oceny moralnej czynów wynikającej z zauważania szkód i korzyści? Nie chcesz tej płynności, tej... relatywności, która istnieje i której nigdy nie wyeliminujemy? A regułkami nafaszerowani i bezmyślni ludzie stają się tłuszczą, bezimiennym tłumem działającym automatycznie, tsunami mogącym zniszczyć wszystko. Czyż w Polsce, w tej chwili nie obserwujemy tego? Tłumy całe mówiące te same slogany, wymachujące pięściami, z ustami wykrzywionymi grymasem nienawiści, bo ktoś śmiał wyrazić niepopularną opinię, pokalać ich świętości, ich autorytety, ich księgi przez bogów namaszczone. Memy i automaty. Popatrz na nich, czym innym są jeśli nie automatami, a gdzie zgubili tę wspaniałą możliwość, by jako umysł inteligentny poszukać samemu sensu i oprzeć się tej fali? Czy tego Cię uczą? Że jest prawo według którego działa tłum i trzeba się pogodzić z jego konsekwencjami nic nie robiąc? Czy wciąż uważasz, że taki tłum, szara, odczłowieczona masa powinna mieć za drogowskaz regułki, któych pełna jest religia i filozofia? Te regułki służą mechanicznej bezmózgowości. I zginął człowiek myślący. Bo za niego działają religia i filozofia, które "wiedzą" najlepiej, które są NIEPODWAŻALNE, są dogmatami.

                            > Postuluję dialog, Ty mi zarzucasz dogmatyzm
                            > i wymachujesz przed oczami Hitlerem.
                            Nie gniewaj się na ten przykład. To tylko próba wywołania u Ciebie skojarzenia. Jak mam Ci coś przekazać, jeśli siedzisz za szklaną szybą, od której się zawsze odbija sens tego, co chcę powiedzieć? Jak mam z tym sensem trafić, gdy blokuje go nienaruszalność przyjętych przez Ciebie założeń czyli dogmatów?

                            > Ciężka sprawa. I do tego jeszcze ta memetyka,
                            > której podstawy rozumiesz wybiórczo.

                            Memetyka nie jest dla mnie bogiem. Zawiera parę praw (prawd?), które można opisać i bez jej definicji. Ale po co męczyć się długimi opisami, jeśli krótkie i sensowne definicje przekażą najzgrabniej to o co chodzi. jaj jeje używam tylko do tego przekazania. Zauważyłem, że ją potępiasz tak jakbyś była przez coś innego nastawiana negatywnie. Przez co? Ona coś podważa, ale co? Jakieś inne prawdy, które chcesz uchronić? Jakie? Pomyśl, co Ci w memetyce przeszkadza najbardziej, bo to właśnie o to chodzi. Czyż, jeśli to dostrzeżesz, nie okaże się, że to Ty chciałabyś ją traktowac wybiórczo?

                            > A w zasadzie ta nauka opiera się na założeniu,
                            > że nasza świadomość jest zaledwie placem walki dla memów.

                            Nauka? Raczej teoria, próba usystematyzowania tego, co się dzieje. "Zaledwie", co to u Ciebie znaczy? Walka? Nie pojmuj jej wprost. Taka "walka" to narzędzie dla kogoś, czegoś. A tu nikogo i niczego nie ma. Są memy, informacja, a "reszta jest przypadkowym skutkiem"...
                            To gra sił. Zmienność. Jak wszystko w całym Wszechświecie rozciągniętym na osi czasu.

                            Pozdrawiam Cię smile))
                            • rapsodiagitana Re: (1) ... groźna prawda [c.d.] 27.02.06, 16:27
                              Odpisałam Ci, ale moja odpowiedź gdzieś wciąło uncertain więc jeszcze raz - w miare
                              krótko. Muszę, bo mam wrażenie, że sie nie rozumiemy uncertain

                              Nie odniosłam zwrotu "relatywizm kulturowy" do Twojej wypowiedzi. Staram się nie
                              uzywać "specjalistycznych" zwrotów w potocznej rozmowie, więc po prostu w jednym
                              z poprzednich postów opisałam ten pogląd bez nazywania go:

                              I nie sposób tu zachowac
                              > obiektywizmu, gdyż w zasadzie wszystko zależy od
                              > tego gdzie i kiedy sie urodziłeś i wyrastałeś wink

                              Ty mi na to odparłeś:

                              "Czy widzisz co w tej chwili robisz? W imię tchórzostwa jakiegoś, w imię
                              traktowania ludzi (bez uzasadnienia) jako niezdolnych do samodzielności
                              narzucasz im niewolę."

                              A zdecydowanie większą niewole zarzucasz ludziom Ty, odwołując się do memetyki
                              (o tym, dlaczego tak uważam, za moment). Ja uważam tylko, że wyznawane w
                              społeczeństwie normy sa uwarunkowane kulturowo i NIE MA tutaj uniwersalnej
                              Prawdy, uniwersalnej etyki. Inaczej byś myslał np. o prawach i wolności
                              jednostki gdybyś urodził się w Chinach, w chińskiej rodzinie. I nie ma żadnej
                              płaszczyzny (poza metafizyczną, np. religijną), na której mógłbys rozstrzygnąć,
                              które podejście jest słuszniejsze.

                              > Twierdzisz, że w dziedzinie etyki możliwe
                              > jest odkrycie jakiejś "prawdy" - nie wiem,
                              > na czym miałbyś się oprzeć, jesli nie na
                              > pogardzanej religii i filozofii.

                              Z kolei te słowa napisałam, mając o obiektywizmie filozofii, czy raczej etyki,
                              takie samo zdanie, jak Ty. Z tym, że ja wyciągam z tego wniosek, że owej
                              "prawdy" w tej dziedzinie nie ma. Nauka może nam pomóc stwierdzić jak JEST, ale
                              naie jak POWINNO być.
                              Nie da sie życ w społeczeństwie bez żadnego systemu wartości, bez poszukiwań,
                              bez sensu. Dlatego ja tez wyznaję pewien system wartości. Zdaję sobie sprawę z
                              tego, że jest oparty na wielowiekowej tradycji, w tym judeochrześcijańskiej (nie
                              tylko takiej). Nie będe się tego wypierać, choć nie jestem wierząca. Nie uważam
                              jednak, by cokolwiek dawało mi prawo do tego, by ten system uznać za jedyny
                              słuszny i wpajać go innym z góry. Lubie natomiast na ten temat dyskutować,
                              przekonywać, poznawać inne argumenty. Czasem mnie jednak nerwy ponoszą wink

                              Jesli chodzi o mój stosunek do memetyki, nie doszukuj sie tutaj spisku. Ja po
                              prostu uważam, że nie jest to specjalnie płodny poznawczo kierunek. Wyłuszczyłam
                              to mniej-więcej w jednym z poprzednich postów. Dziwi mnie też, że tak sobie te
                              myśl umiłowałeś, jednoczesnie tak sławiąc wolność jednostki. Bo memetyka raczej
                              się z takim mysleniem nie pokrywa. Założenia memetyki sa takie, że nie ma wolnej
                              woli, nasza samoświadomość jest złudzeniem wywołanym po to, by memy łatwiej się
                              rozprzestrzeniały. Nie podejmujemy decyzji - one podejmuja się "same" za nas.
                              Nasze umysły sa w tej teorii jedynie wehikułami dla memów, tak samo, jak nasze
                              organizmy wehikułami dla genów. U Susan Blackmore jest to świetnie opisane - np.
                              eksperymenty dowodzące, że impulsy z mózgu kierujące ruchem naszej ręki
                              pojawiaja się ZANIM zdążymy podjąć świadomoą decyzję o poruszeniu ręką.
                              Świadomość wg Blackmore nie ma w ogóle siły sprawczej. Służy jedynie do tego, by
                              memy łatwiej sie rozprzestrzeniały przyjmując postać opinii, a nie suchych
                              informacji - bo takie łatwiej zapadaja w pamięć.

                              Ja generalnie mam masę zastrzeżen do tych założeń, ale nie zmienia to faktu, że
                              na nich memetyka się opiera. Skoro się na nia powołujesz, powinienes tez
                              skorygowac swoją wiarę w wolność jednostki.
            • gauche Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 26.02.06, 08:15
              grgkh napisał:
              Nasza świadomość to walka memów
              ---
              aha, memów,
              hm, a tak w ogóle, to w domu wszyscy zdrowi ?
              • grgkh Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 27.02.06, 00:14
                A w ewolucję wierzysz?
                • gauche NIe. Czytając posty chrystofobów, ateistów i 27.02.06, 11:25
                  lewakow zaczynam wierzyc w inwolucję.
                  • grgkh Re: NIe. Czytając posty chrystofobów, ateistów 27.02.06, 13:17
                    Masz rację...

                    Do szufladki, nalepić etykietkę...

                    Dlaczego myślenie i samodzielność, niezależność oceny zjawisk i faktów jest taka rzadka? Piętno na psychice, a potem już inaczej się nie da? I każda myśl służy jednej idei.

                    crying
          • ac78f92aa421c5e2b9 Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 25.02.06, 22:31
            gauche napisał między innymi:

            > Pytanie nadal otwarte: musicie sie podpierac "wielkimi"???

            Jakimi "wielkimi"? Ja się nie podpieram. To wy katolicy
            się ciągle podpieracie "autorytetem" Wojtyły.
            A co ten facet osiągnął poza setką obleśnych pomników
            mu wystawionych? Nic!
            • billy.the.kid Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 26.02.06, 20:43
              jak to co osiągnął-swietne wyniki recytatorskie[aktorstywo] to zwieszenie
              głosu po "ziemi". chwila przerwy-"tej ziemi". wszkołach aktorskich powinni tego
              uczyć.
              • noemip Re: Wielcy i znani - Marek Edelman 01.03.06, 11:54
                Przecież był aktorem. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka