kociak40
30.06.06, 01:52
Właśnie przeczytałem o trudzie jaki czeka na dostojnków kościelnych, ktorzy
są powołuwani do zebrania dowodow na cud. Sprawa jest traktowana bardzo
poważnie i rozpatrywana z róznych aspektow, nie może być nawet cienia
wątpliwości, dowód musi być 100%. Jest przykład siostry zakonnej, ktora
została świętą. Może tylko w skrócie, dowody są tak mocne, że nie ma się co
rozpisywać. Zdarzyło się to w klasztorze żeńskim (dość słabo prosperującym).
Do jakichś prac fizycznych został wezwany młody robotnik, młodzieniec i na
trawniku przed budynkiem klasztornym, w ogrodzie, poraził go prąd. On sam tak
to wspomina - nie mogłem krzyknąć, upadłem na ziemię, zaczęło mną trząść,
wiedziałem, że umieram. W myśli tylko mogłem prosić Boga o ratunek. Gasnącym
spojrzeniem, dostrzegł, że jakaś zakonnica wybiegła z budynku, złapała go za
nogi i w ostatich sekundach jego życia, odciągneła go od przewodu z napięciem.
Został uratowany, zakonnica zniknęła. Ja trochę doszedł do siebie, wstał i
przekazał tą informację matce-ekonomce (opatka?). Zaczęło się prywatne
sledztwo, ktora to zakonnica dokonała tego bohaterskiego czynu. Nie było
takiej. Pokazano młodzieńcowi zdjęcia grupowe sprzed lat i młodzian
natychmiast rozpoznał - "to ta!". To była siostra zakonna, ktora zmarła przed
kilkoma laty o nazwisku - Ledóchowska (bardzo ważne jest "o" z kreską). W
asyscie matki-ekonomki i dwóch innych sióstr, chłopak spisał protokoł z tego
wydarzenia i podczas pisania napisał nazwisko przez "u". Właśnie wtedy
rozległ się nieziemski głos - "moje nazwisko pisze się przez "o" kreskowane!"
Dlatego wczesniej napisałem, że to tak ważne, bo przez inne "u" pisane może
chodzić o inną osbę (boję się powtórnie napisać to nazwisko, bo w razie
pomyłki, nie chcę tego głosu usłyszeć). Spisano natychmiast drugi, dodatkowy
protokół o usłyszeniu tego głosu. 3 lata trwało rozpatrywanie tego wydarzenia
i to przez kilku biskupów, czy można to za cud uznać, czy nie? Problem
trudny, pewno bez wina mszalnego się nie obeszło. Klasztor biedny, wypadki
nadzwyczajne, młodzian żyje, są protokoły podpisane przez świadków, niech tam.
Została świętą ta siostra L..... Tylko u mnie pojawia się pewien protest, w
cud wierzę, są zdjęcia, zapisy na papierze, świadkowie, trudno powątpiewć,
raczej innej natury. Święty powinien dawać przykład do naśladowania, a tu
raczej tego robić nie można. Człowieka po napięciem nie wolno ciągnąć za nogi
bo samemu się zginie. Siostra miała to szczęście, że już dawno nie żyła, to
jednak nie usprawiedliwia aby dobrego przykładu nie dawać. Bezpieczniki
trzeba wyłączyć, przewód zasilający z gniazdka wyjąć, a jak odciągać ręcznie,
to w gumowych butach i gumowych rękawicach (tego może i nie ma w niebie),
mogła mieć choćby atrapę tych akcesoriów, a nie miała, to błąd. Nie powinna
świętą zostawać bo zły przykład dała. Dla klasztoru nie ma to znaczenia, jest
jej pomnik, robi dalsze cuda (już ich nie trzeba udowadniać, tylko dawać),
zakon stanął na nogi, nie to co dawniej. Jak są pieniądze, to i biskup więcej
odwiedza, częściej przyjeżdza incognito do matki-ekonomki. Dobry, mocno
udokumentowany cud, cuda czyni.