kociak40
10.07.06, 02:24
Choć nie chodę do kościoła, bo nie muszę, jest on tak blisko, ma dobre
nagłośnienie, że wychodząc na balkon lub otwierając okno, mogę słuchać
co tam się dzieje, a nawet przyłączyć się do śpiewu jakbym miał dobry głos.
Niestety, głosu nie mam, zwłaszcza w domu, tu tylko słucham. Ciekawe sprawy
poruszał ksiądz, stwierdził, że to co damy na kościół teraz, to później (po
śmierci) zwroci się to 1000-krotnie. Jakby ktoś miał zamowione budzenie 100
lat po śmierci, to niezły procent będzie miał, tego żaden bank nie da. Bardzo
zachęcające jest to, każdy może sobie przeliczyć, decyzja do niego należy.
Na koniec mszy, ksiądz prosił o intensywniejsze modlitwy w sprawie intencji
ogłoszenia JPII świętym. Widać jakieś trudności się pojawiły i sprawa się
odwleka. Ciekawe co się stało? Może coś z tym cudem nie było tak jak
potrzeba, może znowu tej siostrze ręka zaczęła drżeć? Mnie od razu ten cud
JPII nie przypadł do gustu, jakiś taki był rachityczny, zbyt słaby jak na
taką personę. Raczej na miarę jakiejś siostry, ktora ma zostać świętą, ale
nie dla papieża 1000 lecia. Powiem otwarcie, mnie wydaje się, że nie ma go
tam gdzie cuda można robić, jest gdzie inndziej, tylko kk nie chce się do
tego przyznać. JPII na pewno chciałby cuda czynić, nie można go podejrzewać o
lenistwo, ale raczej tam gdzie jest obecnie, żadne cuda nie wchodzą w rachubę.
Czy modlitwy pomogą? Oto jest pytanie.