Dodaj do ulubionych

Poczucie humoru

13.09.06, 00:46
Takie poczucie jest u mnie dość rzadkie i raczej jestem indywidualistą, sam
się śmieje. Właśnie miałem okazję się "zdrowo" pośmiać bo oglądałem pewien
spektakl. Byłem na rybach nad Bugiem (jedni na grzyby inni na ryby) i znowu
oglądałem z bliska tz. święcenie pól (wcześnie zaczeli, pewno ta susza
przestraszyła). Liche poletka nadburzańskie, pełne wykrotów, częsciowo już
zaorane i poprzez te bruzdy wali procesja. Na samym przodzie kościelny (chyba
bo w komży), z krzyżem i jakąś księgą. Zaraz za nim, kilku ministrantów z
pojemnikami z wodą święconą, dalej ksiądz w ornacie i procesja, przeważnie
dewotek. Niosły ogromny obraz NMP na nosiłkach, dalej jakieś chorągwie i taka
jedna starsza pani, figurę na splecionych rękach przed sobą. Była ona
atakowana przez inną starszą panią, ktora też widać chciała ponieś trochę tą
figurę, ale ta pierwsza, kręciła głową, że nie, nie da, sama będzie niosła.
Jak rozumiem, ta druga, tej pierwszej pewno jaja kurze kradnie ze stodoły, a
teraz chciałaby ponieść figurę i przed tą pierwszą, do nieba się dostać.
Niedoczekanie jej, figury nie dostanie, niech "idzie do piekła" lub na długo
do czyśca, jak taka cwana. Dalej z palącymi się świecami ciągnął dalszy
tłumek. Wszyscy śpiewali, śpiew niósł się po wodzie, zrobiło się uroczyście,
przerwałem wędkowanie i stalem się widzem tej uroczystości. Na jakiejś
bruździe potknęła się staruszka niosąca obraz na nosiłkach (patrzą w kierunku
ruchu, to ta z tyłu z prawej strony) i wywinęła "orła", obraz znalazł się w
niebezpieczeństwie, podparty na 3 innych staruszkach, przechylił się do ziemi.
Kilka osob rzuciło się na pomoc, nie tej staruszki, ta mogła swobodnie
tego "orła" wywinąć, nikt jej nie przeszkadzał, pomoc dostał obraz, nie upadł.
Uratowano, go przed upadkiem, długo będzie służył jest najcenniejszy.
Staruszka podniosła się przy pomocy kilku osób, posadzoną ją na miedzy i dla
niej uroczystość się skończyła, już nie szła. Pewno modlitwy dziękczynne
odmawiała, że takiego cudu doznała, nogę tylko skęciła, a mogła złamać.
Ksiądz kropidłem wymachiwał, raz w lewo, raz w prawo. Od czasu do czasu
kościelny coś czytał w tej księdze i ruch kropidła wstrzymywał, ten nie dał,
dawał znak księdzu i ten cofał kropidło. Jak nic nie dał właściciel pola, to
będzie miał tylko same zawiązki kartofli, ten co dał, kartofle "jak się
patrzy" (może inne rośliny). Itd. itd. nie chce mi się wszystkiego śmiesznego
opisywć. W tej wsi do której przyjeżdzam, już święcenia pól się nie odbywają
(dałem duży wkład w taki obrót sprawy), te były dalej, w innej wsi.
Pomyślałem sobie, (tylko może grgkh mnie zrozumie, co tu napiszę), że
właściwy odbiór tego spektaklu, prawidłowy jego odbiór, był tylko dla dwóch
osób. Dla księdza, który za ogromną kasę, tak jak klown w cyrku, wygłupiał
się dla śmiechu, i dla mnie, bo strasznie się uśmiałem, właściwy był odbiór.
Reszta to tło dla mozliwości tego spektaklu, aby mógł się odbyć.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka