kociak40
26.10.06, 02:12
Osoby, uczestnicy tego forum, które być może czytają moje posty, mogą odnosić
takie wrażenie, takie odczucie, że ja być może jestem negatywnie
ustosunkowany do kleru, że złe mam wyobrażenie o całym duchowieństwie
katolickim. O ile takie wrażenie mają, to prawidłowo, jest to prawda.
Kiedyś nie miałem, teraz mam. Tak zastanawiam się, co się stało, że tak
zmieniłem zdanie, chociaż przykłady kiedyś miałem inne. Dam przykłady.
Chodząc na lekcje religii w Liceum, wtedy chodziło się do sali katechetycznej
w kościele, ksiądz, który uczył był wspaniałym wykładowcą i człowiekiem.
Młodzież bardzo go lubiła. Mieszkał w parafii, skromny mały pokój (miał
telewizor już w tym czasie), za żadnymi pieniędzmi nie gonił. Zapraszał
wszystkich do odwiedzin u siebie, kiedy się chce. Propagował filmy o tematyce
trudnej, tz. arcydzieła sztuki kinowej. Robił dyskusje o tych filmach,
namawiał do ich obejrzenia w kinach, przygotowywał do problemów zawartych w
tych filmach. Jak pamiętam były to filmy - "siódma pieczęć" - Bergmana
(raczej antykościelny), "kobieta z wydm" (gdzie nie pada żadne słowo, film
japoński, pokazana cięzka praca kobiety, trudny w odbiorze), "pieski świat"
itp. Zawsze można było przyjść do niego wieczorem na telewizję, pograć w
szachy, porozmawiać na wszystkie tematy. W wakacje, w grupach 10 osobowych
urządzał spływy kajakowe, był takim samym uczestnikiem, poczuwał się do
odpowiedzialności za grupę. Taki powinien być ksiądz. Nawet niedawno, jak
zmarła moja teściowa i pogrzeb był w lutym na cmentarzu Bródnowskim, zimno
strasznie, duży wiatr, starszy wiekiem ksiądz, szedł dość daleko do grobu,
poświęcił trumnę, odmówił modlitwę i czekał ze wszystkimi jak grabarze
uformują grób. Szkoda mi się zrobiło tego starszego księdza więc niejako
na "ucho" podziękowałem mu i zaproponowałem, aby już nie czekał, strasznie
zimno, jeszcze się przeziębi, grabarzy jeszcze nie ma, trzeba czekać.
Odpowiedział mi - "nie, chcę zmarłą siostrę w wierze pożegnać do końca".
Powiedział "siostrę" w znaczeniu wiary, przecież jej nie znał, ani nigdy nie
widział. Na pieniądze nie liczył, pogrzeb był już opłacony. Dużo takich
faktów mogę przytaczać, jacyś inni wtedy byli księża. Nawet jak kiedyś ksiadz
chodził po kolędzie to "koperta" się nie liczyła. W tej kamienicy co wtedy
mieszkałem, najdłużej ksiadz przebywał u mnie ("muszę ze studentem pogadać",
tak komentował) i u milicjanta, który tam mieszkał. Do dewotek się nie palił.
Upadek "komunizmu" i materializm za wszelką cenę zmienił ludzi diametralnie.
Kazdy każdemu wilkiem, pozycja jest określana przez posiadaną majętność, to
zmienia ludzi, także i księży. To szerszy problem.