kociak40
30.12.07, 20:27
W zasadzie wycofałem się juz z tego forum i tylko tak jak obiecałem,
zajrzałem jeszcze przed końcem roku i widzę, że nic się specjalnego
nie dzieje, jednym słowem - marazm. Wszystko już było.
Dawno zauważyłem, że w "problemie" Boga, mylone jest myslenie z 3
zakresów fizyki. Dlatego postanowiłem jeszcze na koniec zwrócić na
to uwagę. Wszystkie "dowody" na istnienie lub nie - Boga, zahaczają
o fizykę.
Na polu filozofii się nie wypowiadam. Proszę uwzglednić pewną
lapidarność tego co napiszę, ale chcę aby było to zrozumiałe dla
osób niezbyt wprowadzonych w fizykę, choć może być zartobliwe, to
jednak zgodne z fizką, przynajmniej na chwilę obecną. Dawkinsa nie
czytałem i czytał nie będę, przytoczę własny pogląd.
Na wszelkie "dowody" istnienia lub nie - Boga, mamy do dyspozycji 3
zakresy fizyki.
1. fizyka newtonowska - istotą najwiekszą tego zakresu jest
załozenie, że możemy coś obserwować nie zmieniając tego obiektu
(bardzo ważne, proszę to uwzględnic) - oznaczę FN
2. Teoria względności (tu umieszczam szczególną i ogólną) - istotą
jest to, że prawa fizyczne są takie same w odniesionych układach
inercjalnych, ale co innego widzi obserwator z układu ruchomego i
nieruchomego - oznaczę TW
3. Mechanika kwantowa (MK) - tu od razu wyjasniam jeśli ktoś nie wie
co to jest. Jest to gałąź nauki poświęcona opisowi ruchu obiektów
w świecie wewnątrzatomowym i dotyczy cząstek elementarnych (mogą być
wewnatrz atomu jak i na zewnatrz, jako samodzielne). Tu załamuje się
FN jak i TW. Największą trudnością w zrozumieniu MK, jest
podświadome załozenie, że obiekty bedą sie tak samo zachowywać w
świecie kwantowym, jak się zachowują w otaczającym nas świecie.
Istotą MK jest to, że nie można obserwować niczego, nie zmieniając
jednocześnie stanu obserwowanego obiektu. Mówiąc inaczej np. w
świecie kwantowym jedyną drogą obserwowania elektronu jest
doprowadzenie do zderzenia z inną cząstką. W procesie tym
obserwowany obiekt ulegnie zmianie.
Jest to bardzo trudne do zrozumienia, bo wynika z tego, że nie jest
możliwe zmierzenie pewnych wielkosci jednocześnie np. nie można w
tym samym momencie poznać połozenia i prędkosci danego obiektu. Im
dokładniej poznaje się wartość położenia, tym mniej pewna staje się
jego prędkośc i odwrotnie. W Heiserberg wprowadził zasadę w MK, że
ponieważ obiekty kwantowe nie mogą być obserwowane bez jednoczesnej
ich zmiany, nie jest możliwe zmierzenie pewnych wielkości
jednocześnie. Zasada ta nazwana jest jego nazwiskiem i nazywana
jest - zasadą nieoznaczoności (są do tego wzory matematyczne).
Prościej mowiąc, w MK wszystko jest opisane za pomocą funkcji
falowej (jest funkcja nieliniową) i opiera się naprawdopodobieństwie.
Największym wrogiem MK był Albert Einstein (chociaż "przyłozył ręki"
do jej powstania) i wymyślił z udziałem innych uczonych kilka
paradoksów w celu wykazania, że załozenia MK są błędne. Ostatni jego
tego typu paradoks to EPR (od pierwszych liter nazwisk jego autorów,
tych dwóch nazwisk już nie pamiętam). Jak kogoś interesuje
ten paradoks, to na życzenie mogę dokładnie opisać (chyba można też
przeczytać go na wikipedii pod hasłem EPR, tego nie wiem). Jak
trudne jest to zagadnienie w MK wykażę na przykładzie. Dla MK
wprowadzono pojęcie spinu. Jak ktoś nie wie co to jest, to wyjaśnię.
Jest to jakby kret, moment pędu i to wewnetrzny moment pędu
mikrocząsteczek, ma czysto kwantowy charakter i nie daje sie
wytłumaczyć ruchem cząstki jako całosci.
Liczy się go macierzami spinowymi, jest charakterystyczny dla danego
rodzaju cząstek, może przyjmować wartości całkowite lub połówkowe i
to nieujemne. Inaczej mówiąc, spin stanowi dodtkowy, czysto kwantowy
stopień swobody cząstki. Np. elektron nie posiada określonego spinu,
dopóki nie jest on mierzony. Inaczej, jak nie mierzymy to spinu nie
ma, jak mierzymy to jest. Na poziomie kwantowym obowiązują inne
prawa, są tak rózne od tego co znamy. Na poziomie kwantowym mamy do
czynienia (poprzez równania matematyczne) z wielkosciami, których
nie można zaobserwować ani nawet wyobrazic sobie.
Do dalszych debat o "dowodzie" na istnienie lub nie - Boga, w pewnym
sensie dobrze byłoby znać dwa dalsze pewne istotne fakty. Jak wynika
z TW, żadnej cząstki nie można rozpędzić do prędkosci światła mając
do dyspozycji nawet nieograniczoną energię, bo masa jej byłaby
nieskończonie wielka, a wymiar po kierunku wektora prędkości zero.
A foton? No właśnie, foton to MK i nic nie trzeba rozpedzac, foton
istnieje tylko przy prędkosci światła dla danego osrodka i może być
lub nie, jak jest to ma taka prędkość. I jeszcze jedna sprawa
przydatna do dalszych rozważań, jaka jest temperatura w prózni
kosmicznej? Kto wie? jak ją zmierzyć jak nic nie ma? Określa się w
sposób pośredni, mierzy się stan energetyczny wzorca aluminiowego
wystawionego w próznie kosmiczną, konwekcji nie ma, przewodnictwa
też nie, tylko jest wypromieniowanie ciepła wzorca aluminiowego
(dlaczego aluminiowego - nie wiem). Pomiar temperatury wzorca jest
przyjmowane jako temperatura prózni (a jak słońce świeci na
wzorzec?).
Aby prowadzić dyskusje o istnierniu lub nie - Boga, trzeba dobrze
rozrózniać te trzy zakresy fizyki i nie miszać
mysleniem niutonowskim, faktów z TW i jeszcze odniesieniem do MK.
Nie ma sensu zadawanie pytania na poziomie newtonowskim - kto
stworzył Boga, bo tu odpowiedzią jest,(żartobliwe) że był zawsze,
tak jak energia. Z poziomu TW nie możemy tego co widzimy odnosić
jako dowód lub nie, bo tylko prawa są zachowane, a to co widzimy
jest inne dla układów.W MK wogóle nie mozna zadać takiego pytania -
czy jest Bóg czy nie, bo mozemy tylko określać prawdopodobieństwo
jego isnienia lub nie. Jak się spytamy, to może być, jak się nie
pytamy to Go nie ma, lub odwrotnie i nie jest to
brak pytania lecz rzeczywistość. "Uzbrojeni" w to co powyżej, można
dopiero dyskutować aby nie mieszać pojeć.
Na tym kończę, jeśli kogoś ciekawi jaki ja mam własny dowód (na tego
Boga), to mogę w oparciu o to co napisałem podyskutować i
przedstawić własne odczucie, chociaż nie sadzę aby kogos to
interesowało.