pytanie

13.09.09, 09:34
Nie mam męża i dzieci.Moja matka uważa, ze jeżeli nie posiadam własnej rodziny to nie posiadam również własnego życia i powinnam być na jej każde zawołanie. nie traktuje mnie jak dorosłą osobę...
czy macie podobnie???
Dlaczego posiadanie własnej rodziny ma świadczyć o mojej dojrzałości????
    • dzikowy Re: pytanie 13.09.09, 10:10
      90% braku rodziny czy chociaż perspektywy założenia tejże, partnera
      itede jest posiadanie paladyna na 36. lewelu lub nawet łizarda na 41.
      W pozostałych 10% nieposiadanie własnego życia wynika z korzystania z
      innego MMORPGa :)
      • kocia_noga Re: pytanie 13.09.09, 10:25

        Pozycję czasem trzeba sobie wypracować albo wywalczyć, posiadanie
        lub nie dzieci/rodziny nie ma z tym nic wspólnego. Takie są moje
        doświadczenia.
      • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 10:49
        dzikowy napisał:
        > 90% braku rodziny czy chociaż perspektywy założenia tejże, partnera
        > itede jest posiadanie paladyna na 36. lewelu lub nawet łizarda na 41.
        > W pozostałych 10% nieposiadanie własnego życia wynika z korzystania z
        > innego MMORPGa :)

        Czyli matka autorki jest w głębokim błędzie! :)
    • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 10:52
      Potrzeba posiadania wnuków jest niezwykle silnie uwarunkowana. To ona jest siłą
      napędową rozwoju gatunku. Tak więc musisz wybaczyć mamie poddawanie się tym
      instynktom.
      • winniepooh Re: pytanie 13.09.09, 11:17
        black-emissary napisała:

        > Potrzeba posiadania wnuków jest niezwykle silnie uwarunkowana. To
        ona jest siłą
        > napędową rozwoju gatunku. Tak więc musisz wybaczyć mamie poddawanie
        się tym
        > instynktom.

        trollowanie idzie ci coraz słabiej
        • stephen_s Re: pytanie 13.09.09, 11:19
          Jakie trollowanie?

          PS. Black, obraziłaś się? :\
          • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 11:22
            stephen_s napisał:
            > PS. Black, obraziłaś się? :\

            Nie, nie! Dziś będzie, sorry :).
            • stephen_s Re: pytanie 13.09.09, 11:30
              A, OK :) Tak nagle zamilkłaś, że myślałem, że coś głupiego strzeliłem...
        • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 11:22
          winniepooh napisała:
          > trollowanie idzie ci coraz słabiej

          To chyba dobrze? :)
      • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 11:24
        Autorce chyba o co innego chodzilo. Nie o to ze matka na sile usiluje ja wydac i
        rozmnozyc, tylko ze wolna corke traktuje jak panienke na posylki uznajac ze,
        jesli nie ma wlasnej rodziny, powinna caly swoj czas poswiecic na spelnianie
        zyczen rodzicielki.

        Niestety, to regula. Samotne osoby sa przez rodziny uwazane jako duze dzieci i
        darmowa sluzba. Troche pomaga uprzejme "przepraszam mamo ale dzis jestem zajeta,
        umowmy sie na inny dzien" powtorzone kilkaset razy. Mozna zyskac przynajmniej to
        ze nie bedzie wymyslac jakichs akcji z dnia na dzien.

        • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 11:42
          Panny, jak i kawalerowie (choć zwykle w innym zakresie) bywają przez rodzinę wykorzystywani na posyłki, to fakt.
          Ale w przypadku rodziców bywa, że za takim zachowaniem stoi nieco bardziej pokrętna motywacja - próba uświadomienia dziecku jak ważna jest rodzina i dzieci. Wnuki to ważna sprawa i niektórym na tym punkcie mocno odbija, stąd może w tym należy doszukiwać się źródeł zachowania matki. Z tego lakonicznego postu trudno wyrokować, stąd moja próba zwrócenia uwagi na ten aspekt sprawy.

          PS. Stephen - @.
          • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 12:16
            Co proponujesz autorce?
            By jak najszybciej wyszla za kogos, pierwszego z brzegu, i by szybko cos
            urodzila by zadowolic rodzicow? Niestety, istnieje ryzyko ze schrzani sobie
            zycie a rodzice i tak nie beda zadowoleni bo znajda sobie inny pretekst do
            narzekania i wykorzystywania jej.
            By, powodujac sie szlachetnym zrozumieniem dla zachowania rodzicow, pozwolila
            dalej soba pomiatac, kajajac sie na kazdym kroku za zawod jaki im sprawia zyjac
            inaczej niz oni by chcieli?
            • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 12:33
              sabinac-0 napisała:
              > Co proponujesz autorce?

              Mam zbyt mało informacji, by móc proponować cokolwiek konkretniejszego poza
              próbą zrozumienia motywacji - to jedno zawsze jest na miejscu i powinno być
              podstawą każdych dalszych działań.
              Z kolei podsunięte przez Ciebie "rozwiązania" (które to zapewne uznajesz za
              "moje") nie są dobre nigdy.
              • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 13:08
                black-emissary napisała:

                > Mam zbyt mało informacji, by móc proponować cokolwiek konkretniejszego poza
                > próbą zrozumienia motywacji - to jedno zawsze jest na miejscu i powinno być
                > podstawą każdych dalszych działań.

                Raczej ostatnim etapem, po wyegzekwowaniu godnego traktowania.
                Wiekszosc ofiar przemocy latami cierpi i nie zglasza sie na policje lub wycofuje
                pozwy powolujac sie wlasnie na zrozumienie motywacji krzywdziciela.

                Wielu tkwi latami w fatalnych ukladach rodzinnych i nawet nie probuje sie
                uwolnic, w imie "zrozumienia" wlasnie.

                Jesli zaczniemy od zrozumienia, jest duze ryzyko ze na rozumieniu sie skonczy i
                zadnych dalszych dzialan nie podejmiemy.

                W pracy czesto slysze: "wiem ze zlamal mi reke i prawie udusil ale ja go
                rozumiem, troche wypil, powinnam to rozumiec, pije bo ma problemy w pracy a ja
                zamiast zrozumiec mialam do niego pretensje ze pije, rozumiem ze mogl sie
                zdenerwowac a on taki porywczy jest, musze to zrozumiec".
                • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 13:15
                  sabinac-0 napisała:
                  > Raczej ostatnim etapem, po wyegzekwowaniu godnego traktowania.

                  Z tym się absolutnie zgodzić nie mogę.

                  > Wiekszosc ofiar przemocy latami cierpi i nie zglasza sie na policje lub wycofuj
                  > e
                  > pozwy powolujac sie wlasnie na zrozumienie motywacji krzywdziciela.

                  Tutaj nie mamy chyba do czynienia z takim przypadkiem, choć po ostatnim wątku o ojcu szowiniście można się wszystkiego spodziewać.

                  > Wielu tkwi latami w fatalnych ukladach rodzinnych i nawet nie probuje sie
                  > uwolnic, w imie "zrozumienia" wlasnie.

                  To, że niektórzy nie rozumieją istoty zrozumienia nie oznacza, że ona sama jest zła.

                  > W pracy czesto slysze: "wiem ze zlamal mi reke i prawie udusil ale ja go
                  > rozumiem, troche wypil, powinnam to rozumiec, pije bo ma problemy w pracy a ja
                  > zamiast zrozumiec mialam do niego pretensje ze pije, rozumiem ze mogl sie
                  > zdenerwowac a on taki porywczy jest, musze to zrozumiec".

                  A dlaczego nie rozumiem, że jest alkoholikiem, ma problemy z kontrolowaniem agresji, rozumiem, że nic go nie zmieni i dlatego muszę od niego odejść? Bo Ute Erchardt twierdzi inaczej?
                  • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 13:27
                    black-emissary napisała:

                    >
                    > A dlaczego nie rozumiem, że jest alkoholikiem, ma problemy z kontrolowaniem
                    > agresji, rozumiem, że nic go nie zmieni i dlatego muszę od niego odejść
                    ?

                    Alez masz swieta racje!
                    Byloby idealnie gdyby tak uczono nas zrozumienia. Niestety, nie zyjemy w raju i
                    zrozumienie zbyt czesto utozsamia sie z tolerowaniem czyichs zachowan.

                    > Ute Erchardt twierdzi inaczej?

                    Daruj sobie zlosliwosci.
                    • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 13:54
                      sabinac-0 napisała:
                      > Byloby idealnie gdyby tak uczono nas zrozumienia.

                      Czyż więc nie lepiej uczyć zrozumienia w podanym przeze mnie znaczeniu, a nie odrzucać zrozumienie w całości ze względu na jakieś tam złe konotacje? Bo odnoszę niemiłe wrażenie, że razem z panią Ute Ehrhardt (bo o nią jak rozumiem Ci chodzi) próbujecie właśnie wylać dziecko z kąpielą. Zamiast owe złe konotacje rozrywać - wzmacniacie je.

                      > Niestety, nie zyjemy w raju i
                      > zrozumienie zbyt czesto utozsamia sie z tolerowaniem czyichs zachowan.

                      I z takim iście kretyńskim utożsamianiem należy walczyć, a nie z ideą zrozumienia, która jest ze wszech miar zacna i chwalebna.
                      • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 16:46
                        Po pierwsze, owa "pani Ute Ehrhardt" nie jest, jak sugerujesz, moja kolezanka z
                        ktora cos tam robie lub zamierzam robic tylko autorka ksiazki ktora przeczytalam
                        kilka lat temu i pozwolilam sobie zacytowac. To, ze na podstawie krotkiego
                        cytatu zbudowalas cala teorie to juz Twoja interpretacja.

                        Zrozumienia w podanym przez Ciebie znaczeniu jak najbardziej powinno sie uczyc.
                        Niewiele ma to jednak wspolnego z tematem watku - jesli ktos dzis jest zle
                        traktowany to raczej musi myslec o ratowaniu wlasnej godnosci niz o pracy u podstaw.
                        • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 17:00
                          To Ty panią Ute do dyskusji wciągnęłaś kilkukrotnie podpierając się jej autorytetem. Mogłabyś przynajmniej nazwisko dobrze napisać.

                          A zrozumienie ma bardzo wiele wspólnego z tematem wątku.
                          Autorka podała bardzo mało informacji. Nie wiem, czy nie chciała zbyt wiele pisać o swoim życiu (ale wtedy po co w ogóle temat zaczynać?), czy nie uznała tego za istotne czy z innych przyczyn, ale z postu bije właśnie brak próby jakiegokolwiek zrozumienia stanowiska matki.

                          Podstawowe znaczenie ma to, czy matka rzeczywiście potrzebuje pomocy. W jakim jest wieku. Czy jest zdrowa. Czy autorka ma rodzeństwo, jaki jest jego stan cywilno-rodzinny. Czy autorka mieszka z mamą, blisko niej czy daleko. I tak dalej - ogrom elementów bardzo istotnych dla całości obrazu.
                          Zupełnie inaczej sprawa się będzie przedstawiać, jeżeli autorka ma do schorowanej, starej matki pretensje o to, że tej nie wystarcza wizyta raz na miesiąc. Inaczej, jeżeli zdrowa i w pełni sprawna matka w bezdzietnej córce upatrzyła sobie darmową niewolnicę, która choćby poświęciła matce 20h na dobę to i tak będzie za mało (co zdają się zakładać wszyscy w tym wątku). Jeszcze inaczej w dowolnym stanie pośrednim.
                          W każdym jednak przypadku warto zrozumieć dlaczego matka tak postępuje - czy jej potrzeby i odczucia są bezpodstawne, czy jednak tkwi w nich jakaś racja, czy w ten sam sposób podchodzi do wszystkich czy tylko do córki, czy kieruje nią egoizm czy pokrętna troska o dobro dziecka. Nawet jeżeli konkluzją będzie moja matka jest egoistycznym potworem to warto ten wysiłek podjąć. Żeby rozpocząć pracę u podstaw trzeba wiedzieć z czym tak naprawdę się walczy, żeby przy okazji nie zniszczyć tego, co ważne. Dać w pysk i odejść to można chamowi na ulicy, własnej matce warto poświęcić więcej uwagi, bo nie tylko własna skóra się tutaj liczy.
                          • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 17:29
                            Jeszcze raz powtarzam, nie wciagalam do dyskusji zenej "pani Ute a jedynie
                            pozwolilam sobie zacytowac fragment ksiazki podajac nazwisko atorki.

                            Jesli rodzice wykorzystuja corke, to ONI SAMI niszcza to, co wazne. Jesli corka
                            decyduje sie wtedy ograniczyc lub zerwac mi kontakty to nie ona niszczy wiez -
                            ta wiez przestala istniec w tym momencie, w ktorym zaczeto ja traktowac
                            instrumentalnie.
                            • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 17:44
                              sabinac-0 napisała:
                              > Jesli rodzice wykorzystuja corke, to ONI SAMI niszcza to, co wazne. Jesli corka
                              > decyduje sie wtedy ograniczyc lub zerwac mi kontakty to nie ona niszczy wiez -
                              > ta wiez przestala istniec w tym momencie, w ktorym zaczeto ja traktowac
                              > instrumentalnie.

                              Sama przed chwilą pisałaś o tym, że życie jest dalekie od ideału. W
                              szczególności życie rodzinne.
                              Przypomnę, że nie mówimy tutaj (przynajmniej póki co) o przemocy czy drastycznym
                              dręczeniu psychicznym. A marudzenie starszej pani doprawdy ciężko uznać za
                              zrywanie więzi. Gdyby tak było nie ostałaby się na tej planecie ani jedna
                              rodzina.
                              • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 17:57
                                black-emissary napisała:

                                > A marudzenie starszej pani doprawdy ciężko uznać za
                                > zrywanie więzi. Gdyby tak było nie ostałaby się na tej planecie ani jedn
                                > a
                                > rodzina.

                                Faktem jest ze miliony normalnych i kochajacych sie rodzin na swiecie zawdziecza
                                swa trwalosc poswieceniu jednej osoby, bioracej na siebie role rodzinnego kozla
                                ofiarnego.

                                • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 18:01
                                  Normalne, kochające się rodziny zawdzięczają swą trwałość poświęceniu
                                  wszystkich członków.
                                  • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 19:13
                                    black-emissary napisała:

                                    > Normalne, kochające się rodziny zawdzięczają swą trwałość poświęceniu
                                    > wszystkich członków.

                                    Owszem. Dodam ze normalni, kochajacy rodzice maja czas dla swoich dzieci, duzo z
                                    nimi rozmawiaja i z zyczliwoscia pozwalaja im budowac wlasne zycie gdy dorosna.
                                    Ze normalne, kochajace dzieci szanuja swoich rodzicow i wspieraja ich na
                                    starosc. Ze normalni, kochajacy mezowie pomagaja zonom by mogly zrealizowac
                                    swoje aspiracje. Ze normalne, kochajace zony ufaja swoim mezom i daja im oparcie
                                    w trudnych chwilach. Ze normalni, kochajacy dziadkowie sa dla swych wnukow
                                    kopalnia wiedzy o swiecie. Ze normalne, kochajace wnuki daja dziadkom radosc w
                                    ostatnich latach ich zycia.

                                    Bardzo bym chciala by tak wlasnie bylo.
      • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 11:30
        black-emissary napisała:

        > Potrzeba posiadania wnuków jest niezwykle silnie uwarunkowana. To ona jest siłą
        > napędową rozwoju gatunku. Tak więc musisz wybaczyć mamie poddawanie się tym
        > instynktom.

        Nikt nic nie musi a na pewno nie ma przymusu wybaczania.

        Powolywanie sie na biologie i "silne instynkty" doprowadzi nas do konkluzji ze
        trzeba wybaczac mezczyznom rekoczyny bo przeciez agresywne zachowania samcow
        maja silne uwarunkowania biologiczne i sa sila napedowa przetrwania gatunku
        stanowiac o jego obronie. Tak samo nalezaloby wybaczac mlodym kopulacje na
        srodku ulicy - przeciez tylko poddali sie silnym instynktom.
        • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 11:48
          sabinac-0 napisała:
          > Powolywanie sie na biologie i "silne instynkty" doprowadzi nas do konkluzji ze
          > trzeba wybaczac mezczyznom rekoczyny bo przeciez agresywne zachowania samcow
          > maja silne uwarunkowania biologiczne i sa sila napedowa przetrwania gatunku
          > stanowiac o jego obronie. Tak samo nalezaloby wybaczac mlodym kopulacje na
          > srodku ulicy - przeciez tylko poddali sie silnym instynktom.

          Zbędna ironia.
          Nie postuluję pozwalania matce na wydanie się za mąż siłą, a jedynie próbę
          zrozumienia. Tak samo, jak należy zrozumieć potrzebę agresji czy kopulacji,
          niekoniecznie akceptując poddawanie się im w każdych okolicznościach.
          • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 11:54
            Cytuje Ute Erchrdt:
            "Kobiety od najwczesniejszuch lat uczy sie, ze ROZUMIENIE INNYCH (podkreslenie
            autorki) jest wielka cnota. Zrozumienie dla slabosci innych stalo sie wrecz
            symbolem kobiecosci. Nawet wowczas, gdy te "slabosci" sa niczym cios piescia w
            twarz."
            • stephen_s Re: pytanie 13.09.09, 11:56
              Nie przesadzaj. Ja jestem mężczyzną i też staram się rozumieć innych.
              • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 12:19
                Tak, ale gdy ktos cie zniewaza lub bije, nie dumasz nad motywami jego agresji
                tylko mu oddajesz.
                • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 12:30
                  Jedno drugiemu nie przeczy.
                  • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 12:52
                    Teoretycznie nie przeczy.
                    Trudno zdobyc sie na zrozumienie kogos kto np. obrzuca cie k..ami na ulicy.
                    Jesli jednak szlachetnie podejmiesz ten wysilek i zrozumiesz, ze gosc ma dobre
                    serce tylko cie zniewaza bo go np. tatus bil, mamusia nie kochala, zona rzucila,
                    ma puste konto lub kompleks nizszosci itp, to przestaniesz sie bronic, bo nie
                    chcesz biedaka narazac na nowe przykrosci ktorych zaznalby jesli wezwalabys policje.

                    Jesli robisz tak przez cale zycie, pomiata toba kazdy kto chce a ty, w imie
                    "zrozumienia" sie nie bronisz.
                    Tak robi wiekszosc kobiet, Ute Erchardt pisze wrecz o "pulapce wyrozumialosci".

                    Dlatego apeluje o zachowanie kolejnosci - najpierw wymuszenie traktowania z
                    szacunkiem, a potem mozna rozmawiac o uczuciach i rozumiec.
                    • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 13:11
                      Po pierwsze absurdem jest porównywanie rozwiązywania problemów rodzinnych do awantury z nieznajomym na ulicy. W drugim przypadku chodzi tylko o to, by uratować własne cztery litery, w pierwszym powinniśmy mieć na uwadze szerszą perspektywę i nie tylko własną osobę.

                      Po drugie kompletnie nie pojmuję dlaczego zrównujesz zrozumienie z pomiataniem. Ja wciąż piszę o czymś wręcz przeciwnym - o zrozumieniu będącym podstawą do zmian.

                      Po trzecie nazwisko Ute Erchardt nic mi nie mówi.
                      • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 13:22
                        black-emissary napisała:

                        > Po pierwsze absurdem jest porównywanie rozwiązywania problemów rodzinnych do aw
                        > antury z nieznajomym na ulicy.

                        Jesli ktos Cie np. obrzuca wyzwiskami to chyba nie ma roznicy czy jest to
                        krewny, czy obcy.

                        > w pierwszym powinniśmy mieć na uwadze szerszą perspekty
                        > wę i nie tylko własną osobę.

                        Czyli, w imie altruizmu, mamy pozwalac na niedopuszczalne zachowania wobec nas?

                        > Po drugie kompletnie nie pojmuję dlaczego zrównujesz zrozumienie z pomiataniem.

                        Bo niestety czesto sie to laczy.

                        > Ja wciąż piszę o czymś wręcz przeciwnym - o zrozumieniu będącym podstawą do zm
                        > ian.

                        I tu jest pies pogrzebany. Jesli ktos czuje sie zrozumiany zwykle traci
                        jakakolwiek motywacje do zmian.

                        > Po trzecie nazwisko Ute Erchardt nic mi nie mówi.

                        Dziwi mnie to. Ute Erchardt jest niemiecka psycholozka zajmujaca sie glownie
                        psychologia pracy, jest autorka bardzo znanej ksiazki "Grzeczne dziewczynki ida
                        do nieba, niegrzeczne ida tam, gdzie chca". Ksiazka jest warta przeczytania,
                        spostrzezenia autorki sa bardzo trafne.
                        • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 14:02
                          sabinac-0 napisała:
                          > Jesli ktos Cie np. obrzuca wyzwiskami to chyba nie ma roznicy czy jest to
                          > krewny, czy obcy.

                          Naprawdę tak uważasz?!

                          > Czyli, w imie altruizmu, mamy pozwalac na niedopuszczalne zachowania wobec nas?

                          Nie. W imię dobra wszystkich, na których nam zależy należy szukać rozwiązań
                          satysfakcjonujących wszystkie strony.
                          Szczęście chama na ulicy mi wisi i powiewa, szczęście mojej rodziny jest dla
                          mnie niezbędnym elementem szczęścia własnego.

                          > Bo niestety czesto sie to laczy.

                          To należy to rozłączyć!

                          > I tu jest pies pogrzebany. Jesli ktos czuje sie zrozumiany zwykle traci
                          > jakakolwiek motywacje do zmian.

                          Ciężko mi się osobiście z tym zgodzić, ale może jestem ewenementem. Dla mnie
                          zrozumienie tworzy więź, która pogłębia wyżej wspomniane połączenie szczęść, a
                          tym samym jest dodatkową motywacją do zmian.
                          • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 17:12
                            black-emissary napisała:

                            > Nie. W imię dobra wszystkich, na których nam zależy należy szukać rozwiązań
                            > satysfakcjonujących wszystkie strony.

                            Szlachetne zalozenie, niestety czesto niewykonalne w praktyce. Niestety wielu z
                            nas posiada bliskich ktorych nigdy nie beda w stanie zadowolic.

                            > szczęście mojej rodziny jest dla
                            > mnie niezbędnym elementem szczęścia własnego.

                            Jak dla wszystkich.
                            Problem zaczyna sie gdy ktos bliski, chcac dla ciebie jak najlepiej, ma wizje
                            szczescia calkowicie odmienna od twojej bedac przy tym calkowicie oporny na
                            perswazje.
                            Wtedy sa tylko dwie mozliwosci - albo uszczesliwiasz bliskich kosztem siebie,
                            albo stawiasz na wlasny rozwoj nawet gdy rodzinie sie to nie podoba.
                            Oba rozwiazania sa dosc przykre a "trzecia droga" nie istnieje.
                            Cale nasze rozwazanie sprowadza sie do tego, ktora z tych opcji wybrac. Ja
                            optuje za drugim, Ty uznajesz to za egoizm, nazywasz "tupaniem nozkami na
                            patriarchat" i optujesz za rozwiazaniem pierwszym jako bardziej "kobiecym".

                            Mam wrazenie ze to nie ja wypaczam sens empatii tylko to Ty wypaczasz sens
                            kobiecosci.
                            >
                            > To należy to rozłączyć!

                            Mozesz to zrobic nawet zaraz.
                            >

                            > Ciężko mi się osobiście z tym zgodzić, ale może jestem ewenementem. Dla mnie
                            > zrozumienie tworzy więź, która pogłębia wyżej wspomniane połączenie szczęść, a
                            > tym samym jest dodatkową motywacją do zmian.

                            Pod warunkiem ze w rodzinie istnieje wiez a nie jakies pokrecone uklady.
                            Budowanie prawdziwej wiezi wymaga zaangazowania wszystkich stron. Jednostronny
                            wysilek tylko jednej osoby nie naprawi wzajemnych relacji a dla tej osoby moze
                            stac sie bardzo destrukcyjny.
                            • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 17:33
                              sabinac-0 napisała:
                              > Szlachetne zalozenie, niestety czesto niewykonalne w praktyce.

                              Nie napisałam, że zawsze uda się je znaleźć. Ale zawsze warto szukać.

                              > Problem zaczyna sie gdy ktos bliski, chcac dla ciebie jak najlepiej, ma wizje
                              > szczescia calkowicie odmienna od twojej bedac przy tym calkowicie oporny na
                              > perswazje.

                              W tym przypadku nie wiemy czy taka właśnie sytuacja zachodzi.

                              > Oba rozwiazania sa dosc przykre a "trzecia droga" nie istnieje.

                              Istnieje i trzecia i czwarta i dziesiąta. Nie wszystko jest czarno-białe.

                              > Cale nasze rozwazanie sprowadza sie do tego, ktora z tych opcji wybrac. Ja
                              > optuje za drugim, Ty uznajesz to za egoizm, nazywasz "tupaniem nozkami na
                              > patriarchat" i optujesz za rozwiazaniem pierwszym jako bardziej "kobiecym".

                              Z całym szacunkiem - wierutna bzdura.
                              Ja uznaję, że nie mamy żadnych podstaw by uznawać jakie są możliwe drogi, co
                              dopiero optowanie za którymkolwiek rozwiązaniem.
                              I to jeszcze z taką motywacją... Tutaj mnie kompletnie rozwaliłaś, raczysz
                              wskazać gdzie takiej użyłam? :)))
                              O tupaniu nóżkami na patriarchat pisałam nie w kontekście sytuacji
                              autorki, ale o cytacie, który podałaś.

                              > Mam wrazenie ze to nie ja wypaczam sens empatii tylko to Ty wypaczasz sens
                              > kobiecosci.

                              Ponownie poproszę o źródła rewelacji. Jeżeli mnie pamięć nie zawodzi to ja
                              kompletnie nic w tym wątku o kobiecości nie pisałam, moje stanowisko byłoby
                              identyczne gdyby chodziło o syna i ojca.

                              > Mozesz to zrobic nawet zaraz.

                              To nie ja mam z tym problem.
                              • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 17:49
                                black-emissary napisała:

                                > W tym przypadku nie wiemy czy taka właśnie sytuacja zachodzi.

                                Pisalam ogolnikowo, nie ograniczylam sie wylacznie do sytuacji autorki.

                                > Istnieje i trzecia i czwarta i dziesiąta. Nie wszystko jest czarno-białe.

                                Mozesz podac jakies przyklady, chocby tej trzeciej i czwartej?
                                Przypominam ze chodzi o ogolny opis sytuacji rodzinnej napisany przeze mnie, nie
                                o konkretny problem autorki.
                                >

                                > O tupaniu nóżkami na patriarchat pisałam nie w kontekście sytuacji
                                > autorki, ale o cytacie, który podałaś.

                                Z tym "tupaniem nozkami" to figurka retoryczna Ci wyszla cud - miod. Pewnie
                                nawet Rychu z taryfy da Ci szacuneczek.

                                > To nie ja mam z tym problem.
                                Wiec, jesli problemy rodzinne Cie nie dotycza, czemu uznajesz sie za eksperta i
                                pouczasz wszystkich z parnasu?
                                • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 17:59
                                  sabinac-0 napisała:
                                  > Mozesz podac jakies przyklady, chocby tej trzeciej i czwartej?

                                  Jeżeli tylko Ty raczysz odpowiedzieć na moje pytania :).

                                  Nie widzę sensu w dyskusjach z Tobą, gdy wszystko wskazuje na to, że nie dyskutujesz wcale ze mną, ale z workiem, do którego mnie wrzuciłaś na jakiś przedziwnych podstawach. Bo inaczej nie zarzucałabyś mi, że optuję za czymś, bo jest bardziej kobiece. Ja! Facetofika!

                                  > Wiec, jesli problemy rodzinne Cie nie dotycza, czemu uznajesz sie za eksperta i
                                  > pouczasz wszystkich z parnasu?

                                  Z wyżyn swego Parnasu polecam Ci sprawdzić do czego tym się odnosiło.
                                  • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 19:16
                                    Widze ze rozmowa znow zmienia sie w wymiane wzajemnych zlosliwosci.
                                    Chyba nie warto jej ciagnac w tej formie bo nie dojdziemy do zadnych
                                    pozytecznych wnioskow.
                                    • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 21:17
                                      Poza Parnasem złośliwości w mojej wypowiedzi nie było.
                                      Ale trochę mnie poniosło, przyznaję. Tak więc na spokojnie proszę o wyjaśnienie skąd sugestia, że za jakimś rozwiązaniem (pal licho jakim w tym momencie) optuję jako bardziej "kobiecym" oraz skąd przekonanie, że w tym wątku wypaczam sens kobiecości. Jestem autentycznie zdziwiona tymi poglądami i ich nieadekwatnością, chciałabym więc dowiedzieć się, czy wina leży po stronie Twojego czytania czy mojego pisania :).
                                      • sabinac-0 Re: pytanie 14.09.09, 16:24
                                        Zacytowalam fragment, ze wyrozumialosc jest uznana za tradycyjnie kobieca cnote
                                        a zrozumienie dla slabosci innych stalo sie wrecz symbolem kobiecosci, dodajac
                                        ze owa zle pojeta wyrozumialosc czesto powoduje rezygnacje z obrony.
                                        W odpowiedzi napisalas ironiczny tekst o "tupaniu nozkami i na zlosc
                                        patriarchatowi odrzucaniu wszystkiego co kobiece".

                                        Odnioslam wiec wrazenie, ze dla Ciebie "kobiecosc" tradycyjnie utozsamiana z byciem
                                        empatyczna, rozumiejaca, zawsze gotowa do wybaczenia i poswiecen, jest tak
                                        wazna, ze dla zachowania tego wizerunku nalezy pielegnowac nawet te cechy ktore nas
                                        unieszczesliwiaja, zas kobieta, ktora usiluje zerwac z autodestrukcyjnymi
                                        nawykami i zaczac szanowac siebie sama, jest tylko smieszna istotka ktora "tupie
                                        nozkami na zlosc".

            • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 12:09
              Czyli będziemy tupać nóżkami i na złość patriarchatowi odrzucimy wszystko, co
              się nam kojarzy jako "kobiece".
              • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 12:24
                Kazda sama decyduje.
                Mozna, zgodnie z oczekiwaniami patriarchatu, "kobieco" wszystko znosic z
                cierpietniczym usmiechem a potem kwekac i cierpiec na "wapory".
                • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 12:30
                  Równie głupie.
                  • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 12:54
                    Zgadzam sie. Rownie glupie jak twoje sprowadzanie dbania o wlasna godnosc do
                    "tupania nozkami i odrzucania kobiecosci".
                    • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 13:07
                      Głupie to jest Twoje rozumienie tego, co napisałam.
                      • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 13:11
                        Mialam ochote sie odgryzc ale dam sobie spokoj. Nie chce by wymiana pogladow
                        zmienila sie w pyskowke.
                        • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 13:17
                          Też tego nie chcę, ale jeżeli prowokujesz to mam prawo do obrony, prawda? :)

                          Więc jeszcze raz: w cytacie nie spodobała mi się idea wyrzucania dziecka z
                          kąpielą. To, że jakiejś pani rozumienie innych kojarzy się z
                          szowinistycznym wychowywaniem dziewczynek na niewolnice nie oznacza, że sama
                          idea zrozumienia jest błędna. To oznacza jedynie, że być może warto
                          przewartościować jego pozycję w świecie. Choćby poprzez nauczanie tej cnoty
                          także chłopców.
                          • sabinac-0 Re: pytanie 13.09.09, 13:29
                            Proponuje by przed wypowiedzeniem sie co miala na mysli autorka, przeczytac
                            ksiazke z ktorej byl zaczerpniety cytat.
                            • black-emissary Re: pytanie 13.09.09, 14:04
                              Odnoszę się do cytatu, który sama podałaś. W kwestii reprezentatywności dla
                              całości dzieła polegam tutaj na Tobie.
    • bene_gesserit Re: pytanie 13.09.09, 10:54

      O twojej dojrzalosci swiadczy raczej fakt, jak ksztaltujesz swoja
      relacje z matka.
    • bertrada Re: pytanie 13.09.09, 12:33
      Jesteś mało asertywna. A Twoja matka to typ pasożyta. Dlatego jest jak jest.
      To nie jest tak, że jak ktoś ma dzieci i męża to nikt go nie eksploatuje. Po
      prostu takiej osobie łatwiej jest się wymigać od bycia markietanką i panną na
      posyłki. Pretekst, że muszę się zająć dziećmi jest w zupełności wystarczający,
      żeby rodzina się odczepiła. Nawet jak dziećmi zajmuje się opiekunka, mąż jest na
      szkoleniu a żona ogląda teleturnieje 24h/dobę i wszyscy o tym wiedzą.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja