e_wok 09.01.04, 09:11 Odslona kolejna :-) Na jakiej podstawie twierdzicie, ze plod jest czlowiekiem od chwili poczecia? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
niedzwiedziczka Re: Pytanie do zwolenników zakazu aborcji 09.01.04, 09:24 Wyłuszczyłam mój pogląd w tej sprawie w dyskusji z nglką, więc pozwole sobie tylko przekleić: "Zgadzam się z Tobą, że informacją medyczną jest, że mózg rozwija się ok. 12-13 tygodnia. Ale nie zgadzam się, że to jest równoznaczne z tym, że wtedy płód staje się człowiekiem. Najpierw należałoby zdefiniować człowieczeństwo. A ponieważ jest to niemożebnie trudne - najbardziej humanistycznie (nie wyłącznie katolicko, ani nie wyłącznie wg. jakiejś innej wiary, tylko w kategoriach humanitarnych) należy przyjąć, że płód jest człowiekiem od początku. Może wytłumaczę to jeszcze trochę inaczej. Podejście humanitarne zakłada, że lepiej wypuścić bandytę (jeśli nie można mu udowodnić popełnienia przestepstwa) niż ukarać człowieka niewinnego. Dlatego uważam, że lepiej chronić życie od początku (jeśli nie umiemy dokładnie określić momentu stawania się człowiekiem) niż uśmiercić jednego człowieka." Odpowiedz Link Zgłoś
e_wok Re: Pytanie do zwolenników zakazu aborcji 09.01.04, 09:49 Czy można zatem w uproszczeniu stwierdzić, że wobec braku uniwersalnej definicji człowieczeństwa, przyjmujesz pogląd człowieczeństwa od chwili poczęcia na wiarę ( nie w sensie religijnym tylko w sensie światopoglądowym)? Odpowiedz Link Zgłoś
niedzwiedziczka Re: Pytanie do zwolenników zakazu aborcji 09.01.04, 10:45 Raczej w sensie intuicyjnym. moja intuicja podpowiada mi, że po zapłodnieniu to "coś", co jedni nazywają zlepkiem komórek, a inni początkiem człowieka, ma zakodowane wszystkie cechy genetyczne, jakie będzie miał dorosły człowiek, to nie może być nazwane inaczej, niz człowiekiem. Tak sobie myslę o aborcji i dopadła mnie jedna myśl. A mianowicie taka, że zasadnicza róznica dzieląca ludzi na zwolenników i przeciwników aborcji to kwestia odpowiedzialności. Odpowiedzialności za coś, co spotyka nas niezależnie od nas. Chodzi przecież o ciążę, czyli później dziecko, które wkracza w nasze życie, by je nieodwraclanie zmienić. Zwolennicy aborcji przyjmuja postawę - nie dam sobie zmienić życia - to ja chcę wyłącznei decydować o tym, jak i kiedy zmieni się moje życie. I wydaje im się, ze mogą tym zmianom zaradzić poprzez aborcję. a to neiprawda, bo ich życie i tak się zmienia. Z kolei przeciwnicy aborcji przyjmuja postwę "to zostało mi dane i powinienem to zaakceptować". Nasuwa mi się tu analogia ze zmianami w życiu, którym nie możemy zapobiec, np. wypadek, śmierć bliskiego. I w takich przypadkach tez, jak mi się wydaje postawa jest inna. Jedni się buntują, czy czują się oszukani przez "los", a drudzy przyjmuja te zmiany jako coś, co ma jakiś cel. Odpowiedz Link Zgłoś
e_wok A zatem intuicja 09.01.04, 11:01 Co do drugiej części Twojego postu to trudno mi się wypowiedzieć, dlatego raczej unikam rozmów na temat przyczyn, dla których ludzie decydują się na aborcję. Interesuje mnie jedynie to, czy i w jakim stopniu ktoś ma prawo narzucać swój pogląd komuś kto go nie podziela. Ale, tak zupełnie na marginesie, ja też się zastanawiałam i pomyślałam sobie, że gdyby wszystkich ludzi pikietujących, oblewających farbą, wzywającym do kierowania się sumieniem, wezwano do złożenia deklaracji - jestem przeciwnikiem aborcji w każdym przypadku, oto mój adres i telefon, jeśli w wyniku moich działań, prawny zakaz uniemożliwi ci aborcję, jestem gotów w każdej chwili przyjąć odpowiedzialność za urodzone przez ciebie dziecko, czy będzie niepełnosprawne, wymagające leczenia, czy też nie będziesz miała pieniędzy na jedzenie dla niego - nie ma sprawy, dzwon kiedy chcesz, ja zawsze pomogę, bo niniejszym przyjmuję na siebie odpowiedzialność za jego los - ciekawe ile osób by zostało we frakcji antyaborcyjnej...? Odpowiedz Link Zgłoś
niedzwiedziczka Re: A zatem intuicja 09.01.04, 11:17 Moja droga. Wiadomo, że najbardziej widoczni są Ci rzucający farbami, wrzeszczący do kamer, czy palący świece przed kinami, klinikami, itd. itp. I wiadomo, że jest to mały odsetek tych, którzy są przeciwko aborcji. To tak jakbym ja oceniała wszystkie feministki tylko po tych, które skandują na ulicach, czy organizują happeningi itd. Powinnaś sobie zdawać sprawę z tego, że człowiek, który pomaga innym z przekonania, a nie dla popularności nie afiszuje się z tym. Mogę napisać tylko tyle, że nie pozostaję gołosłowna i staram się pomagać, jak mogę i na ile moje fundusze mi pozwalają. W każdym bądź razie każdy powinien uderzać się najpierw w swoje piersi, a dopiero potem wytykac innemu jego błędy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Klarysa Re: A zatem intuicja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.04, 11:45 No,bardzo rzeczowy i mądry post. Odpowiedz Link Zgłoś
e_wok Re: A zatem intuicja 09.01.04, 11:47 Wzięłaś do siebie to, co napisałam? Ciekawe, dlaczego? Ja sobie tylko dgybam, na ile zwolennicy zakazu aborcji postrzegają swoje poparcie dla tego zakazu w kategoriach własnej, osobistej odpowiedzialności. Odpowiedz Link Zgłoś
kizi.mizi Re: A zatem ... umowa 09.01.04, 11:58 Określenie momentu, w którym płód staje się człowiekiem, jest - moim zdaniem - formą umowy pomiędzy władzą świecką/kościelną a społeczeństwem/wiernymi. Jeśli chodzi o stanowisko Kościoła, to dopiero w 1869 r. obłożono ekskomuniką przerwanie ciąży w każdym etapie (zarządzenie Piusa IX). Sankcja ta powtórzona została w kodeksie z 1983 r. Do 1869 przyjmowano, że płód nieukształtowany nie jest człowiekiem, bo nie da się sprawdzić czy ma już duszę (nauki św.Augustyna i Tomasza, oficjalnie potwierdzone przez Sobór Wiedeński w roku 1312). Były oczywiście frakcje, które uważały aborcję w każdym stadium ciąży za zabójstwo, niemniej oficjalne stanowisko było jw. Wydaje mi się, że przeciwnicy przerywania ciąży (na każdym etapie) - którzy w większości (przynajmniej w naszym kraju) są katolikami - nie znają historii stosunku Kościoła do aborcji i jego obecne stanowisko przyjmują za prawdę objawioną, a nie aktualnie obowiązujące rozporządzenie. pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
niedzwiedziczka Re: A zatem ... umowa 09.01.04, 12:15 Znamy, znamy. Wiemy też, że kiedyś była Inkwizycja i inne rzeczy, którymi nikt się nie chlubi. Odpowiedz Link Zgłoś
kizi.mizi Re: A zatem ... umowa 09.01.04, 12:27 Ale co - oprócz ostentacynej nonszalancji - wnosi ta Twoja wypowiedź do dyskusji? Ja napisałam o tym jak Kościół STARAŁ SIĘ OKREŚLAĆ GRANICĘ, po której płód staje się człowiekiem, a Ty mi z Inkwizycją wyjeżdżasz ;-)? To zaraz i wyprawy krzyżowe się pojawią, tylko co ma jedno do drugiego?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BD Re: A zatem ... umowa IP: 195.136.36.* 09.01.04, 16:46 Witam, Zamiast przepisywać książki Uraeusa, poszukałbyś lepiej w źródłach. Ani Św. Tomasz ani Św. Augostyn nie dopuszczali jakiejkolwiek aborcji. Św. Tomasz rozważał tylko doktynę Arystotelesa o animacji (animacja duszą rozumną w 40-tym dniu dla płodu męskiego i 80-tym dla żeńskiego). Teoria animacji jednoczesnej (dusza od momentu poczęcia) była w KK obecna i sformułowana już za Grzegorza z Nyssy w IV wieku. www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/starozytne_paborcji.html Warto też rzucić okiem tu: www.republika.pl/peenef/hasla/a/aborcja.html To rzuca nieco światła na genezę paru poglądów. pozdrawiam, BD Odpowiedz Link Zgłoś
grrrrw Re: A zatem ... umowa 21.01.04, 20:02 Zgadza się. Sw. Tomasz zastanawiał sie, czy "mozna nazwać dzieciobójczynią te która zabija płod przed ukonczeniem....". Chodziło mu o kwalifikacje grzechu, a nie o to, ze do pewnego wieku mozna zabić i nie ma sie grzechu.Uważał, ze poprawniejsza bedzie nazwa "płodobójczyni". To tak jak tego, któ zabił ojac nie można nazwać "matkobójcą" czy "bratobójcą". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: linda Re: A zatem ... umowa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.04, 20:11 > Zgadza się. Sw. Tomasz zastanawiał sie, czy "mozna nazwać dzieciobójczynią te > która zabija płod przed ukonczeniem....". Chodziło mu o kwalifikacje grzechu, a > > nie o to, ze do pewnego wieku mozna zabić i nie ma sie grzechu.Uważał, ze > poprawniejsza bedzie nazwa "płodobójczyni". > To tak jak tego, któ zabił ojac nie można nazwać "matkobójcą" czy "bratobójcą" > . A płodu człowiekiem? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BD Re: A zatem intuicja IP: 195.136.36.* 10.01.04, 10:26 Witam, e_wok napisała: > jestem przeciwnikiem aborcji w każdym przypadku, oto mój adres i telefon, > jeśli w wyniku moich działań, prawny zakaz uniemożliwi ci aborcję, jestem > gotów w każdej chwili przyjąć odpowiedzialność za urodzone przez ciebie > dziecko, czy będzie niepełnosprawne, Bardzo lubisz ten argument, który za uważam za nieporozumienie. Pójdźmy Twoim tokiem rozumowania - feminstki domagają się większej skuteczności policji w ściganiu gwałcicieli i wyższych kar dla gwałcicieli. No ale utrzymanie więźnia i policji kosztuje. Dlaczego ja mam płacić za poglądy feministek w kwestii kar za gwałt, mnie w parku raczej nikt nie zgwałci. Czy uważasz, że gwałciciele osiadujący surowe wyroki w wiezieniach powinni być utrzymywani przez kobiety domagające się takich surowych kar za gwałt? Niech te kobiety przyjmą na siebie odpowiedzialność za swoje pomysły prawne, nieprawdaż? Mam wrażenie, że ignorujesz poza tym dobrze znane zjawisko tzw. "ryzyka moralnego" (moral hazard), które polega na tym, że osoby łatwiej popełniają czyny problematyczne, gdy wiedzą, że łatwo się z nich wywinąć czy nie ponieść surowych konsekwencji. Dostępność aborcji zachęca do bardziej ryzykownych zachowań seksualnych. Pomoc dla samotnych matek - też! Programy wsparcia dla młodych matek w USA doprowadziły - wbrew intencjom - do wzrostu liczby ciąż u 14 czy 15 letnich Murzynek, które wykorzystywały to utylitarnie. Ludzie nie są głupi. To nie tak, że np. legalizacja aborcji nie ma wpływu na liczbę niechcianych ciąż, czy - też popularna teza - że np. cena i dostępność alkoholu nie ma wpływu na licznę pijaków. Wpływa! Tu działają pewne mechanizmy ekonomiczne, które powodują często efekty takie, jak opisałem. pozdrawiam, BD Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: linda ale kwiatek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.04, 17:41 > Pójdźmy Twoim tokiem rozumowania - feminstki domagają się większej > skuteczności > policji w ściganiu gwałcicieli i wyższych kar dla gwałcicieli. No ale > utrzymanie więźnia i policji kosztuje. Dlaczego ja mam płacić za poglądy > feministek w kwestii kar za gwałt, mnie w parku raczej nikt nie zgwałci. Czy > uważasz, że gwałciciele osiadujący surowe wyroki w wiezieniach powinni być > utrzymywani przez kobiety domagające się takich surowych kar za gwałt? Niech > te > kobiety przyjmą na siebie odpowiedzialność za swoje pomysły prawne, > nieprawdaż? Chyba pierwszy raz widzę, zeby ktoś miał ...odwagę(?) przyznać, że jest przeciwnikiem karania gwałtów. Być może jest tak dlatego, że jest niewielu zwolenników tego poglądu, którzy potrafią pisać. W każdym razie ,jakby nie było - jestem pod wrażeniem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BD bławatek... IP: 195.136.36.* 12.01.04, 14:51 Gość portalu: linda napisał(a): > Chyba pierwszy raz widzę, zeby ktoś miał ...odwagę(?) przyznać, że jest > przeciwnikiem karania gwałtów. Być może jest tak dlatego, że jest niewielu > zwolenników tego poglądu, którzy potrafią pisać. > W każdym razie ,jakby nie było - jestem pod wrażeniem Ujmę to w skrócie tak - trzeba być albo głupim, ale mieć dużo złej woli, by z mojego postu odczytać, ze jestem przeciwny karania gwałtów. pozdrawiam, BD Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: linda Re: bławatek... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 15:29 Ponieważ w ogóle nie mam złej woli, więc wychodzi na to żem głupia, a słowa "Dlaczego ja mam płacić za poglądy feministek w kwestii kar za gwałt" znaczą widocznie, że to feministki są przeciwne tym karom. Jak mogłam nie wpaść na to wcześniej. A może- skoro nie należy angażować do tych "babskich spraw" policji- należy ich karać, ale dopiero jak sami się zgłoszą do sądu (nieśmiało pozwolę sobie zauważyć, że utrzymanie sądów również kosztuje). Oczywiście możliwość, że to Ty jesteś głupi albo masz złą wolę nie wchodzi w żadnym razie w rachubę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BD Re: bławatek... IP: 195.136.36.* 12.01.04, 16:03 > Ponieważ w ogóle nie mam złej woli, więc wychodzi na to żem głupia, > a słowa "Dlaczego ja mam płacić za poglądy feministek w kwestii kar za gwałt" Jeśli nie dotrzegasz w tych słowach figury retorycznej - to faktycznie, nie zazdroszczę intelektu. Ani poczucia humoru. Pewnie też święcie wierzysz, że tad chciałby zabijać feministki? pozdrawiam, BD Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: linda Re: bławatek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.01.04, 16:20 Jeśli chodzi o intelekt - to wzajemnie. Moim zdaniem nie wystarczy stworzyć "figurę retoryczną", wypadałoby też, żeby miała jakikolwiek sens, a Twoja nie ma żadnego. A co do Tada, to niczego nie byłabym pewna. Wiem, że jest gorącym (hmm) zwolennikiem palenia czarownic i heretyków (oczywiście w przeszłości, co do czasów obecnych żadnych deklaracji się nie doczytałam). Odpowiedz Link Zgłoś
sagan2 Re: bławatek... 13.01.04, 09:49 Gość portalu: linda napisał(a): > A co do Tada, to niczego nie byłabym pewna. Wiem, że jest > gorącym (hmm) zwolennikiem palenia czarownic i heretyków (oczywiście > w przeszłości, co do czasów obecnych żadnych deklaracji się nie doczytałam). zdecydowanie nie doczytalas... forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=10051550&a=10097394 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: linda o kurcze, a co z kosztami podpałki? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 15:34 BD, czy w tym wypadku byłbyś bardziej skłonny do partycypacji? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: linda niech będzie, że figura... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 17:33 Gdyby stosowała Twój sposób "argumentacji" to musiałabym napisać, że taką "figurkę retoryczną" mógł wymyślić tylko cynik albo głupek. Wolę jednak inne metody: nawet przy założeniu, że tylko feministki są zwolenniczkami kar za gwałty, a muszą płacić za te poglądy wszyscy, taki przykład nijak się ma do brania odpowiedzialności za los dziecka urodzonego z przymusu. Za poród, zasiłki, szkołę tych dzieci muszą przecież płacić również zwolennicy pro-choice. Nie wiem oczywiście co miała na myśli Ewok (przepraszam za wypaczenia), ale wg mnie ten problem leży na zupełnie innej płaszczyźnie; ja, jako zwolenniczka dopuszczalności aborcji biorę odpowiedzialność za to "morderstwo" i gdybym potrafiła, usunełabym płód osobiście. Natomiast zwolennicy zakazu muszą przyjąć na siebie los niechcianych dzieci, a w Polsce ten los potrafi być naprawdę okrutny. Zazdroszczę Wam odwagi. Odpowiedz Link Zgłoś
lolyta Re: A zatem intuicja 21.01.04, 03:06 Gość portalu: BD napisał(a): > .....ściganiu gwałcicieli i wyższych kar dla gwałcicieli. No ale > utrzymanie więźnia i policji kosztuje. Dlaczego ja mam płacić za poglądy > feministek w kwestii kar za gwałt, mnie w parku raczej nikt nie zgwałci. Prawie na pewno nikt :-) Ale moze zgwalcic np. Twoja nieletnia corke. > Ludzie nie są głupi. O! A to optymistyczne zalozenie. Ale na pewno prawdziwe? Odpowiedz Link Zgłoś
goga.74 jedna uwaga 09.01.04, 11:59 > A mianowicie taka, że > zasadnicza róznica dzieląca ludzi na zwolenników i przeciwników aborcji Dalczego uparcie w swoich postach piszesz o zwolennikach i przeciwnikach aborcji? Spor toczy sie z reguly o ustawe antyaborcyjna, i mozna mowic o jej zwolennikach i przeciwnikach. Jeszcze nie spotakalam osoby, ktora mozna by okreslic mianem "zwolennika aborcji". Odpowiedz Link Zgłoś
niedzwiedziczka Re: jedna uwaga 09.01.04, 12:17 To skrot myslowy od zwolenników aborcji ze względów społecznych. Odpowiedz Link Zgłoś
goga.74 Re: jedna uwaga 09.01.04, 12:41 niedzwiedziczka napisała: > To skrot myslowy od zwolenników aborcji ze względów społecznych. A nie lepiej zwolennik ustawy dopuszczajacej aborcje ze wzgledow spolecznych? A skrot myslowy "zwolennik aborcji" jest obrazliwy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barbinator Re: jedna uwaga IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.04, 13:04 A skrot myslowy "zwolennik aborcji" jest obrazliwy. Zgadzam się, jest obraźliwy. "Zwolennikiem aborcji" może być imho osoba uważajaca aborcję za fajną przygodę, której każdy powinien doświadczyć - coś jakby skok na spadochronie. A takich ludzi ja przynajmniej nie znam. Nawet o pacjentach dentystów nie mówimy jako o "zwolennikach wyrywania zębów", na miłość boską...!! Pozdr. B. Odpowiedz Link Zgłoś
niedzwiedziczka Re: jedna uwaga 09.01.04, 13:07 No racja, powinnam pisac zwolennicy ustawy lub dopuszczalności aborcji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barbinator Re: Pytanie do zwolenników zakazu aborcji IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.04, 12:20 zasadnicza róznica dzieląca ludzi na zwolenników i przeciwników aborcji to > kwestia odpowiedzialności. Odpowiedzialności za coś, co spotyka nas niezależnie > od nas. Chodzi przecież o ciążę, czyli później dziecko, które wkracza w nasze > życie, by je nieodwraclanie zmienić. Zwolennicy aborcji przyjmuja postawę - nie > dam sobie zmienić życia - to ja chcę wyłącznei decydować o tym, jak i kiedy > zmieni się moje życie. Nie sądzę aby tak właśnie było i rzecz sprowadzała się do kwestii odpowiedzialności. Ja jestem gotowa przyjąć na siebie odpowiedzialność za - choćby i nieplanowaną czy niechcianą - ciążę. Nie czuję się natomiast władna by narzucać swój pogląd innym, którzy być może są ode mnie słabsi (w sensie odporności radzenia sobie ze stresem), mają trudniejszą sytuację życiową itd Parokrotnie zdarzyło mi się namawiać znajome do niedecydowania się na aborcję i parokrotnie nawet mi się powiodło. Jednak nie wyobrażam sobie siebie w roli osoby PRZYMUSZAJĄCEJ zamiast NAMAWIAJĄCEJ. A przecież każdy zwolennik PRAWNEGO (nie tylko moralnego) zakazu aborcji jest w istocie tym który PRZYMUSZA! I robi to w sposób absolutnie "odhumanizowany" gdyż przecież nie zna konkretnej osoby której życie zostanie nieodwracalnie zmienione poprzez urodzenie niechcianego dziecka. Dla mnie jest to przedkładanie ideologiii (może i szlachetnej w założeniu, ale bardzo odhumanizowanej w praktyce) ponad dobro konkretnego człowieka - być może zbyt słabego by unieść odpowiedzialność, być może słabszego od nas samych. Pozdr. B. Odpowiedz Link Zgłoś
agrafek Re: Pytanie do zwolenników zakazu aborcji 09.01.04, 12:32 Bardzo to zręczne żonglowanie słowami, Barbinator. Oto stałem się tym, który PRZYMUSZA a zatem złym, wstrętnym dyktatorem, przeciwnikiem wolności. Tymczasem jako żywo nie przydarzyło mi się nigdy przymusić nikogo do seksu bez zabezpieczenia i spłodzenia niechcianego potomka. Czy swoją postawą przymuszam kogoś do odpowiedzialności za własne czyny bez wybierania "łatwiejszego" wyjścia? Przypomnę, że mówimy cały czas o aborcji ze względów społecznych. Może rzeczywiście za wiele wymagam od ludzi. Trudno, mój wredny, dyktatorski charakter mi tak każe. pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barbinator Re: Pytanie do zwolenników zakazu aborcji IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.04, 12:57 Wbrew temu co piszesz nie było to z mojej strony żonglowanie słowami, lecz wyrażenie własnych dobrze przemyślanych opinii. Ja czuję dokładnie tak jak to napisałam. Po prostu nie czuję się na siłach do dźwigania odpowiedzialności za narzucanie mojego poglądu innym i ponoszenia moralnej konsekwencji za decyzje podjęte przez te osoby w sytuacji przymusowej - np za skutki pokątnych aborcji czy urodzenia ciężko upośledzonego dziecka. Skoro ty jesteś na tyle silny, to podziwiam. Pytanie tylko czy ta twoja moralna siła nie wynika raczej z faktu umiejętnego wypchnięcia z umysłu świadomości faktu w jaki sposób forsowanie zakazu aborcji wpływa na życie innych ludzi - na to pytanie sam musisz sobie udzielić odpowiedzi, ja jej nie znam. Moja świadomość konsekwencji prawa aborcyjnego jest bardzo silna i zapewniam cię, że nie ma to nic wspólnego z jakąś pokraczną sofistyką czy chęcią postawienia na swoim za wszelką cenę. Naprawdę tak to czuję. Właśnie dlatego zdecydowałam się na rozmowę w tym wątku - choć od dawna już unikam tematyki aborcyjnej. Ten wątek póki co jest bardzo rzeczowy - sami rozsądni, inteligentni dyskutanci, można pisać szczerze co się myśli. Ciekawe jak długo to potrwa..? Kolega brrum-brrum co prawda coś ostatnio zamilkł, ale mamy na forum kilku niewiele mu ustępujących... i to z obu stron barykady, żeby była jasność... Pozdr. B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barbinator wejście smoka IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.04, 13:17 > Właśnie dlatego zdecydowałam się na rozmowę w tym wątku - choć od dawna już > unikam tematyki aborcyjnej. Ten wątek póki co jest bardzo rzeczowy - sami > rozsądni, inteligentni dyskutanci, można pisać szczerze co się myśli. > Ciekawe jak długo to potrwa..? > Kolega brrum-brrum co prawda coś ostatnio zamilkł, ale mamy na forum kilku > niewiele mu ustępujących... i to z obu stron barykady, żeby była jasność... No proszę, chyba to sobie wykrakałam. Brrum już się pojawił z tradycyjnie głupim tekstem, za chwilę pewno przylecą następni. Pora się ewakuować... :( Pozdr. B. Odpowiedz Link Zgłoś
agrafek Re: Pytanie do zwolenników zakazu aborcji 09.01.04, 13:20 Przyznam szczerze, że nigdy - może do dziś - nie czułem sie osobą narzucającą cokolwiek innym współobywatelom. Być może dlatego, że ograniczam się do posiadania własnej opinii i wyrażania jej. Nie biorę udziału w manifestacjach, nie piszę listów protestacyjnych itp. Z tego też powodu czuję się odrobinę niepewnie w tej dyskusji, moja legitymacja przeciwnika aborcji może się okazać wątpliwej próby. Ale do tego się to wszystko sprowadza, prawda? Do posiadania poglądów i nie ukrywania ich. Nie sądzę by była do tego potrzebna jakaś szczególna siła. Może odrobina wyobraźni by móc przewidzieć konsekwencje swojej postawy. Dla mnie przeciwnicy aborcji opieraja się na pewnym ładzie moralnym, którego przeciwnicy aborcji nie bardzo mają czym zastąpić. Poza nieco niedoprecyzowana zasadą wolności wyboru, niebezpiecznie bliską omawianej tu giedyś "regule P". pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: EWOK Powtarzam raz jeszcze IP: 213.241.18.* 09.01.04, 13:28 Zarówno jedni jak i drudzy opierają swoje poglądy na WIERZE. A dalej to tylko licytowanie się, czyja wiara ma większą siłę przebicia. Z tym, że przeciwnicy ustawy mówią - niech każdy pozostanie przy swoim zdaniu, natomiast zwolennicy - nasze zdanie jest lepsze, do tego stopnia, że powinno obowiązywać wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
agrafek Re: Powtarzam raz jeszcze 09.01.04, 13:49 Gość portalu: EWOK napisał(a): > Zarówno jedni jak i drudzy opierają swoje poglądy na WIERZE. A dalej to tylko > licytowanie się, czyja wiara ma większą siłę przebicia. Z tym, że przeciwnicy > ustawy mówią - niech każdy pozostanie przy swoim zdaniu, natomiast zwolennicy - > > nasze zdanie jest lepsze, do tego stopnia, że powinno obowiązywać wszystkich. Możliwe, że masz rację. Z tym, że przy takim założeniu byłby to spór pomiędzy relatywistami a wyznawcami pewnego absolutnego autorytetu. Ci, którzy wierzą owemu autorytetowi nie mogą się z relatywistami zgodzić niejako z definicji. Z drugiej strony postulat relatywistów: "pozwólcie nam po prostu żyć po swojemu" jest w rzeczywistości probą przeciągnięcia na strone relatywizmu właśnie. A zatem też rodzajem próby narzucenia własnego zdania. Bo też - moim pesymistycznym zdaniem - inaczej być nie może. pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barbinator Re: Pytanie do zwolenników zakazu aborcji IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.04, 11:46 > Odslona kolejna :-) Na jakiej podstawie twierdzicie, ze plod jest czlowiekiem > od chwili poczecia? Nie ma żadnej podstawy to takich stwierdzeń, bo nikomu jeszcze nie udało się w akceptowalny dla wszystkich sposób zdefiniować sensu człowieczeństwa i jego początków. Różni ludzie mogą w najlepszych intencjach różnie oceniać od kiedy "zaczyna się człowiek" - to wyłącznie kwestia wiary, nie zaś faktów. Jeżeli ktoś (tak jak ja) wierzy, że o świadomym ludzkim życiu można mówić dopiero od momentu wykształcenia się kory mózgowej, to ktoś taki nigdy nie pogodzi się z przymusem prawnej ochrony ludzkich zarodków i zawsze będzie protestował przeciwko nazywaniu aborcji "zabijaniem dzieci". I taki ktoś nigdy nie uzna, że ludzie wierzący w inaczej ustalony początek życia są w jakikolwiek sposób lepsi, szlachetniejsi (choć sami za takich się uważają!) - oraz że to daje im prawo do narzucenia jemu (tzn MNIE) swoich własnych przekonań. Po prostu nasze "wiary" są inne i dlatego rzecz musi pozostać na zawsze nierozstrzygnięta. Podstawa "życie od poczęcia" jest równie dobra jak podstawa "życie od początków pracy mózgu jako narzędzia tworzenia ludzkiej świadomości". A skoro tak, to należy sprawę pozostawić ludzkiemu sumieniu. Wiem, że się powtarzam ale przecież w tej sprawie i tak wszystko już zostało powiedziane: prawo do aborcji nie jest przymusem dokonywania aborcji. Jeśli ktoś wierzy w życie od poczęcia to nikt mu nie broni żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami a także przekonywać do nich innych. Byle to "przekonywanie" nie oznaczało przymusu (Polska) lub działań terrorystycznych (np USA czy Francja) I mam tylko jedną gorącą prośbę: proszę nie wyjeżdżać znowu z "argumentami" typu "to może zalegalizujmy kradzieże i morderstwa i zostawmy je sumieniu..." Na wszelki wypadek od razu odpowiem: to bzdura i demagogia. Nie istnieje żadna znacząca grupa ludzi w inny od potocznego sposób definiująca czym jest kradzież czy np morderstwo na tle rabunkowym. Nawet wśród samych złodzieji i morderców istnieje świadomość, że takie czyny są złe - oni tylko uważają, że skoro wszyscy kradną, to i oni mogą zwłaszcza że pewno i tak ich nie złapią... Gdyby przeprowadzono referendum na temat "czy kradzież powinna być karalna" to gwarantuję, że odpowiedzi "tak" byłoby jakieś 99,99%. Natomiast w kwestii dopuszczalności aborcji dobrze wiemy, że opinie są znacznie bardziej podzielone. Dlatego to właśnie w tej drugiej sprawie możemy mówić o wadliwym, restrykcyjnym prawie antyaborcyjnym - natomiast nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwie restrykcyjnym prawa zabraniającego kradzieży. Nikt poza nawiedzonymi demagogami, rzecz jasna... Pozdr. B. Odpowiedz Link Zgłoś
niedzwiedziczka Re: Pytanie do zwolenników zakazu aborcji 09.01.04, 12:21 Nie pamiętam, żeby ktoś z piszących tu przciwników aborcji mianował się lepszym, czy szlachetniejszym, ale może nieuważnie czytam. A co do demagogii, to bodajże tad zadał pytanie, czy skoro ok. 50% naszego społeczeństwa uważa bicie dzieci za dopuszczalne, to powinniśmy to zostawić "własnemu sumieniu" bijących. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barbinator Re: Pytanie do zwolenników zakazu aborcji IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.04, 12:40 niedzwiedziczka napisała: > Nie pamiętam, żeby ktoś z piszących tu przciwników aborcji mianował się lepszym > , > czy szlachetniejszym, ale może nieuważnie czytam. Zapewne tak właśnie jest. > A co do demagogii, to bodajże tad zadał pytanie, czy skoro ok. 50% naszego > społeczeństwa uważa bicie dzieci za dopuszczalne, to powinniśmy to zostawić > "własnemu sumieniu" bijących. Nie chodziło o bicie tylko o tzw "klapsa". I to jest bardzo dobry przykład potwierdzający to co napisałam. Uważam, że rodzice nie powinni karać "klapsem" swoich dzieci (sama uderzyłam córkę "w pupę" dwa razy w życiu i wstydzę się za oba te przypadki) Równocześnie jestem przeciwna pewnym pomysłom ustawodawczym w tej kwestii - czyli omawianym już na innych wątkach sankcjom prawnym za rodzicielskiego klapsa. Jestem za przekonywaniem rodziców, namawianiem ich do innych, lepszych metod wychowawczych - ale jestem przeciwna by te kwestie regulowało prawo karne. Z aborcją powinno być dokładnie tak samo: trzeba tłumaczyć, przekonywać, pokazywać że można inaczej. Nie należy zakazywać ani przymuszać do "bycia moralnym". Natomiast bicie dziecka, w sensie znęcania się - to zupełnie inna sprawa i jest oczywiste, że prawo powinno tutaj ingerować i to bardzo stanowczo. Gdyby chcieć kontynuować porównania z aborcją, to porównałabym takie bicie do "aborcji" w powiedzmy ósmym miesiącu ciąży. Jednak gdyby rzecz poddać pod referendum to zapewne podobna ilość głosujących odpowiedziała by "tak" na następujące pytania: "czy należy karać za znęcanie się nad dzieckiem" oraz "czy należy karać/zakazać aborcji w ósmym miesiącu" - pewno byłoby to dobrze ponad 90% odpowiedzi na "tak"... Pozdr. B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BRvUngern-Sternber No wlasnie a na jakiej podstawie twierdzicie,ze IP: *.bg.am.lodz.pl 09.01.04, 13:12 feministka to czlowiek? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: EWOK Do wszystkich IP: 213.241.18.* 09.01.04, 13:22 Czy wedle netykiety założyciel wątku ma prawo zalecić uczestnikom rozmowy zbanowanie któregoś z dyskutantów, jeśli u podstaw takiego zalecenia leży li tylko wiara, że celem owego dyskutanta jest jedynie zabagnienie i popsucie dyskusji, która się do tej pory spokojnie toczyła? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piter Re: Do wszystkich IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 09.01.04, 13:38 Droga Ewuniu! Jak zauważyłaś, w tym wątku nie uczesniczę, wobec czego pozwolę sobie zabrać głos jako obserwator poboczny. Jako wyznawca i wielbiciel Wolnosci musze zadac pytanie nastepujące: Czy wątek założony na forum publicznym w jakikolwiek sposób należy do Zakładającego, bądź Uczestników? Wydaje mi się, że raczej dotyczyc to może forów prywatnych. Czy na forum publicznym można komuś, chocby gadał bzdury i zabaganiał, zakneblować usta? I, jako żywo, wierzaj mi, wypowiadam sie WYŁĄCZNIE w imieniu Wolności. Sam czasem mam dyktatorsko- cenzorskie zapędy, ale któż jest wolny od grzechu? może się mylę, ale wydaje mi się, że odkąd uczestniczę w dyskusjach na forum, nigdy nikomu nie napisałem, żeby "spadał", czyli nie odmawiałem prawa do głosu. Jęsli się mylę, posypię łeb popiołem i spod ławy będę szczekał! No to i masz moją odpowiedź. "Ja szczupak! Ja szczupak! Do wszystkich! Do wszystkich! Zaciągamy sieć! Można zaczynać!" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: EWOK Re: Do wszystkich IP: 213.241.18.* 09.01.04, 13:43 Wystarczyłaby zwykła odpowiedź :nie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piter Re: Do wszystkich IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 09.01.04, 14:10 Smutno mi, że odmawiasz mi prawa do uargumentowania swojego zdania. Jeśli Cię to nie interesuje, to znikam. No i oczywiście pozdrowienia dla prześladującej mię wszędzie Barbi! Uciekalski jestem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barbinator Re: Do wszystkich IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.04, 13:49 Nie wiem czy ma prawo, ale ja jestem gotowa poddać się temu bezprawnemu terrorowi załozycielki wątka i z największą przyjemnością zbanuję co poniektórych. Trollom internetowym mówmy NIE, howgh. Pozdr. B. Odpowiedz Link Zgłoś
agrafek Re: Do wszystkich 09.01.04, 13:58 Gość portalu: barbinator napisał(a): > Nie wiem czy ma prawo, ale ja jestem gotowa poddać się temu bezprawnemu > terrorowi załozycielki wątka i z największą przyjemnością zbanuję co > poniektórych. > Trollom internetowym mówmy NIE, howgh. > > Pozdr. B.W Wygląda na to, że Brum dokonuje niemożliwego. Ten jeden raz zgodzę się z Barbinator i Ewok. Co gorsza z przyjemnością. pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
charade Re: Do wszystkich 09.01.04, 16:49 Spotkałam się kiedyś z poglądem, że niejaka sprirala to środek wczesnoporonny i tym samym można uznać, że dokonujemy aborcji, bo niszczymy zapłodnioną (albo i nie) komórkę jajową. Mnie się wydaje, że to gruba przesada i kompletny absurd. To a propos dyskusji o tym, od kiedy to już człowiek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BD to może aborcyjny zakład Pascala IP: 195.136.36.* 09.01.04, 16:52 Witam, In dubio pro reo. Skoro jedni wierzą i drudzy wierzą, to mamy pół na pół. Fifty-fifty jak to się mówi. To mam pytanie - czy zdecydowalibyście się podjąc wygodne, pragmatyczne działanie, w którym istniałoby 50% prawdopodobieństwa, że zabijacie tylko zlepek komórek np. jakąś amebę, ale też drugie 50% że zabijecie niewinnego człowieka? pozdrawiam, BD Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Klarysa Zakład Pascala zostawy w oryginale... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.04, 18:08 Dodam tylko,że o pragmatykę chodzi.Noworodek nie jest zdolny do samodzielnego funkcjonowania,wymaga "co najmniej " trzech lat stałej opieki.Jeśli ktoś decyduje się na aborcję i unika narodzin owego noworodka,wybiera pragmatykę.Jak zakład Pascale brzmiałby po narodzinach?Zostawiam cię na śmietniku,jakie jest prwdopodobieństwo ,że zamarzniesz,a jakie,że Cię ktoś znajdzie?Demagogia. Odpowiedz Link Zgłoś
tees1 ludzie plodza ludzi, zabko 09.01.04, 19:01 Gdy sie ludzie rozmnazaja, nie maja jakiegos posredniego stadia nie-czlowieka, z ktorego dopiero potem jakims cudem powstaje czlowiek (z nie-czlowieka czlowiek? Golem?). Ludzie plodza ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tad kilka uwag cz.1 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.04, 19:39 Myślę, że warto uporządkować kilka spraw (i wdzięczny będę jeśli mi kto w tych porządkach pomorze). Odniosę się zatem krótko (choć pewnie w kilku częściach) do spraw takich jak relacja "status płodu - aborcja", czy kwestia "narzucania innym swoich poglądów". Pewnych terminów będę używał w sposób potoczny, więc niech nikt nie ma do mnie pretensji, że nie bawię się w rozróżnienia medyczne męczy "embrionem", a "płodem" itp. Płód znaczy tu tyle, co "człowiek od poczęcia". Zacznijmy od relacji "staus płodu - aborcja". Niektórzy zdają się żywić przekonanie, że te dwie kwestie łączą się w sposób nieuchronny. Tak nie jest. Są oczywiście osoby, które łączą stosunek do aborcji ze statusem płodu, ale to wynik ich poglądów, nie zaś tego, że występuje tu łączność, że tak powiem "przyrodzona i nieuchronna". W jaki sposób łączyć można kwestię aborcji z kwestią statusu płodu? Najpopularniejsze wydają się być 2 połączenia: 1. Uważam, że płód jest człowiekiem, zatem jestem przeciwnikiem wolnej aborcji. 2. Uważam, że płód nie jest człowiekiem, i jestem zwolennikiem wolnej aborcji. Stanowisko 1 przypisać można chyba BD (?), stanowisko 2 Barbinator (?). Mamy też niejako słabsze wersje tych stanowisk, wygladające mniej więcej tak: 1a. Nie wiem czym jest płód więc jestem przeciw wolnej aborcji 2a. Nie wiem czym jest płód i jestem za wolnością aborcji. Dalsze możliwości: 3. Uważam, że płód jest człowiekiem, ale nie jestem przeciw wolności aborcji (tu występuje często dodatek: "bo taki status płodu to mój prywatny pogląd i uważam, że nie można narzucać go tym, którzy mają inne zdanie) 4. Uważam, że płód jest człowiekiem, ale jestem za wolnością aborcji. Stanowisko nr.3 reprezentuje Ewok (?), zaś stanowisko nr. 4 znany bioetyk prof. Singer. Jak widać stanowiska 3 i 4 są dość zbliżone, niemniej są między nimi różnice. Stanowisko "nie jestem przeciw" uznałem za nieco słabsze, niż "jestem za" i być może błędnie przypisałem Ewok (może jednak "jest za"?), tu także umieścić wypadałoby chyba Sagan. Inna różnica między 3 i 4 polega na tym, że, Singer nie twierdzi, iż człowieczeństwo płodu to jego prywatna "wiara". Traktuje je jako fakt biologiczny, twierdząc przy tym, że z tego faktu nie wynika wcale zakaz aborcji, co więcej chętnie widziałby możliwość aborcji w odniesieniu i do dzieci urodzonych. Teoretycznie możliwe jest też stanowisko 5: 5. Uważam, że płód nie jest człowiekiem, ale jestem przeciw wolnej aborcji. Jeśli mogę być szczery za najniebezpieczniejszy uważam pogląd nr.4, zaś na najbardziej moralnie odpychający z pewnych względów uważam pogląd nr.3. Pora przedstawić własne stanowisko. Otóż, uważam, że płod jest człowiekiem, nie wiążę tego jednak z kwestią wolności aborcji, przypominam więc pod tym względem Singera, tyle, że nie więżę tych kwestii w sposób odwrotny niż on. Człowieczeństwo płodu jest faktem biologicznym, gdyby jednak nagle objawiła się sama Wielka Bogini Matka i zapewniła mnie, że biolodzy racji nie mają i płód jest jednak pozbawiony człowieczeństwa, nie widziałbym najmniejszego powodu, by zmienić zdanie, co do dopuszczalności wolnej aborcji. Nadal byłbym przeciw. koniec cz.I PS Oczywiście stanowiska przypisałem dość arbitralnie (z wyjątkiem Singera, który wyraża się jasno). Jeśli ktoś poczuł się źle przypisany - proszę o wybaczenie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tad kilka uwag cz.1 - dodatek IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.04, 20:48 By lepiej wiedzieć o czym właściwie mówimy proponuję, by osoby będące za "wolnością wyboru", określiły do jakiego właściwie momentu ciąży dopuszczają aborcję (oczywiście jeśli ktoś podziela poglądy Singera, i dopuszcza "aborcję" i po urodzeniu, niech nie przejmuje się, tym co pisałem o "momencie ciąży" i po prostu przedstawi swoje poglądy). Dla przeciwników wolnej aborcji sprawa jest prosta -ich pogląd znam - natomiast w obozie zwolenników wolnej aborcji nie ma na ten temat jedności poglądów i stąd moja prośba. O ile mi wiadomo Barbinator np. dopuszcza aborcję do 3 miesiąca (ale do początku, czy do końca 3 miesiąca? Czy może do chwili pojawienia się aktywności neurologicznej? O ile mi wiadomo encefalograficzne ślady pracy powstającego mózgu pojawiają się już u embrionów mniej więcej 8 tygodniowych, to jest w 2 miesiącu. Proszę Barbinator o wyjaśnienie jakie właściwie jest jej stanowisko). 3 miesiąc, jest to pogląd dość popularny, ale nie jedyny. Wiadomo, że są kraje, w których praktykuje się "późne aborcje" (nawet pod koniec ciąży, a jeśli wierzyć relacjom to także bezpośrednio po urodzeniu), i, że takie rozwiązanie też ma wśród zwolenników "wolnego wyboru" sporo sympatyków. Może się zdarzyć i odwrotnie - ktoś może dopuszczać aborcję do np. 2 miesiąca i dla niego aborcja w 3 miesiącu byłaby już "późną". Jak to wyglada w Waszym przypadku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Morgana Re: kilka uwag cz.1 - dodatek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 10:20 A proszę uprzejmie. Jestem zwolenniczką pełnej wolności przerywania ciąży do początków owej aktywności neurologicznej (jakieś 2,5 miesiąca). Uważam tak, ponieważ moim zdaniem w pierwszych tygodniach rozwoju ciąży nie istnieje krzywda wyrządzana zygocie/embrionowi. Płód nie czuje, nie lęka się, nie ma zaczątków myśli czy stanów psychicznych. Dlatego przerwanie ciąży na owym etapie powinno być IMHO całkowicie dopuszczalne. Można oczywiście powiedzieć "nie czuje, ale czuć będzie". Jasne, że tak, ale rozumując w ten sposób łatwo byłoby dojść do absurdalnego wniosku, że człowiek powinien rozmnażać się bez przerwy, aby dopuścić do owgo czucia jak najliczniejszą grupę nowych bytów. Powyżej tej granicy dopuszczałabym aborcję w niektórych przypadkach, bo tu już pojawia się krzywda płodu i ew.decyzję o zezwoleniu na przerwanie ciąży należałoby zważyć kładąc na drugiej szali krzywdę matki. I owszem, oznacza to również, że zniszczeniu musiałby ulec płód całkowicie zdrowy i zdolny do życia dlatego, że decyzja przeciwna doprowadziłaby do śmierci matki. (To słynne filmowe pytanie do ojca.."kogo mam ratować, matkę czy dziecko?". Odpowiedz Link Zgłoś
tees1 ja bym nie ryzykowal 12.01.04, 14:41 Gość portalu: Morgana napisał(a): > A proszę uprzejmie. > Jestem zwolenniczką pełnej wolności przerywania ciąży do początków owej > aktywności neurologicznej (jakieś 2,5 miesiąca). A za rok pojawia sie nowe metody okreslania tej aktywnosci, ktore przesuna te granice na 1,5 miesiaca. Ja bym nie ryzykowal zabijania istoty, ktora nawet przypuszczalnie jest istota ludzka. > Uważam tak, ponieważ moim zdaniem w pierwszych tygodniach rozwoju ciąży nie > istnieje krzywda wyrządzana zygocie/embrionowi. Zabicie to nie krzywda? Wedlug jakiego to kodeksu? > Płód nie czuje, nie lęka się, > nie ma zaczątków myśli czy stanów psychicznych. Dlatego przerwanie ciąży na > owym etapie powinno być IMHO całkowicie dopuszczalne. Wystarczy dziecko, albo i doroslego, uspic, znieczulic, nie bedzie czul, lekal sie, no i wtedy mozna go spokojnie sobie zabic, tak? > Można oczywiście > powiedzieć "nie czuje, ale czuć będzie". Jasne, że tak, ale rozumując w ten > sposób łatwo byłoby dojść do absurdalnego wniosku, że człowiek powinien > rozmnażać się bez przerwy, aby dopuścić do owgo czucia jak najliczniejszą grupę > > nowych bytów. Raczej trudno byloby dojsc do takiego absurdalnego wniosku. > Powyżej tej granicy dopuszczałabym aborcję w niektórych > przypadkach, bo tu już pojawia się krzywda płodu i ew.decyzję o zezwoleniu na > przerwanie ciąży należałoby zważyć kładąc na drugiej szali krzywdę matki. I > owszem, oznacza to również, że zniszczeniu musiałby ulec płód całkowicie zdrowy > > i zdolny do życia dlatego, że decyzja przeciwna doprowadziłaby do śmierci > matki. (To słynne filmowe pytanie do ojca.."kogo mam ratować, matkę czy > dziecko?". W naszej kulturze nie zabija sie ludzi tylko dlatego, ze ich istnienie nam przeszkadza. Stad zakaz aborcji, dzieciobojstwa i innych zabojstw. Owszem, sa ludzie, ktorzy probuja promowac zniesienie karalnosci zabijania ludzi w pewnych, coraz liczniejszych okolicznosciach, ale mam nadzieje ze to tylko margines. Antykoncepcja jest w pelni dostapna w Polsce i tania. Jesli ktos nie chce miec dziecka, to go nie bedzie mial. A jesli juz je ma, to niech o nie dba, a nie je zabija. Zwierzeta owszem, np bociany, jesli uwazaja ze nie moga wyzywic wszystkich pisklat, to czesc wyrzucaja z gniazda (inne ptaki wprost swe piskleta zabijaja). Ale czlowieczenstwo chyba do czegos zobowiazuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Morgana Re: ja bym nie ryzykowal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 00:36 tees1 napisał: > Gość portalu: Morgana napisał(a): > > > A proszę uprzejmie. > > Jestem zwolenniczką pełnej wolności przerywania ciąży do początków owej > > aktywności neurologicznej (jakieś 2,5 miesiąca). > > A za rok pojawia sie nowe metody okreslania tej aktywnosci, ktore przesuna te > granice na 1,5 miesiaca. Jeżeli tak się stanie, być może zmienię pogląd. > > Zabicie to nie krzywda? Wedlug jakiego to kodeksu? Zabić można kogos kto był i jest. Nie kogoś, kto dopiero będzie, a taki, moim zdaniem, jest status płodu który jeszcze nie ma funkcjonujących zaczątków mózgu. > > > Płód nie czuje, nie lęka się, > > nie ma zaczątków myśli czy stanów psychicznych. Dlatego przerwanie ciąży n > a > > owym etapie powinno być IMHO całkowicie dopuszczalne. > > Wystarczy dziecko, albo i doroslego, uspic, znieczulic, nie bedzie czul, lekal > sie, no i wtedy mozna go spokojnie sobie zabic, tak? Nie, bo ma za sobą przeszłość. > > > Powyżej tej granicy dopuszczałabym aborcję w niektórych > > przypadkach, bo tu już pojawia się krzywda płodu i ew.decyzję o zezwoleniu > > na > > przerwanie ciąży należałoby zważyć kładąc na drugiej szali krzywdę matki. > I > > owszem, oznacza to również, że zniszczeniu musiałby ulec płód całkowicie > zdrowy> > > > i zdolny do życia dlatego, że decyzja przeciwna doprowadziłaby do śmierci > > matki. (To słynne filmowe pytanie do ojca.."kogo mam ratować, matkę czy > > dziecko?". > > W naszej kulturze nie zabija sie ludzi tylko dlatego, ze ich istnienie nam > przeszkadza. Stad zakaz aborcji, dzieciobojstwa i innych zabojstw. Owszem, sa > ludzie, ktorzy probuja promowac zniesienie karalnosci zabijania ludzi w > pewnych, coraz liczniejszych okolicznosciach, ale mam nadzieje ze to tylko > margines. Przeczytaj jeszcze raz akapit, na który odpowiedziałeś. Zauważ, że pisałam o (skrajnej) sytuacji wyboru: życie matki czy życie dziecka. W tym dylemacie nie ma miejsca na "przeszkadzanie". Jest wybór: ratuję jedno ALBO drugie. Jeżeli nie robię nic, giną oboje. > > Antykoncepcja jest w pelni dostapna w Polsce i tania. Jesli ktos nie chce miec > dziecka, to go nie bedzie mial. A jesli juz je ma, to niech o nie dba, a nie > je zabija. > > Zwierzeta owszem, np bociany, jesli uwazaja ze nie moga wyzywic wszystkich > pisklat, to czesc wyrzucaja z gniazda (inne ptaki wprost swe piskleta > zabijaja). Ale czlowieczenstwo chyba do czegos zobowiazuje. Nie wydaje mi się, abyśmy w tej chwili dyskutowali o antykoncepcji, która zresztą tania raczej nie jest. Dylemat "antykoncepcja czy aborcja" jest tyleż sztuczny co absurdalny. Sztuczny, bo osoba w niechcianej ciąży antykocepcji jako żywo do niczego nie potrzebuje, a absurdalny bo chyba nie ma tu wśród dyskutantów nikogo, kto uznałby, ze przewanie ciąży jest lepsze od antykoncepcji. Odpowiedz Link Zgłoś
tad9 początkowcy vs etapowcy cz.I 13.01.04, 18:34 Na początek uwaga techniczna: "początkowcami" nazywał będę osoby, które uważają, że aborcja winna nie być "wolna", od początku (od poczęcia) "etapowcami" nazywał będę osoby, które ustanawiają "punkt graniczny" dla wolności aborcji na jakimś póżniejszym etapie czy to ciąży, czy życia ludzkiego wogóle (wg. tej nomenklatury Tees np. jest "etapowcem 2,5 miesięcznikowcem". Gdy znajdzie się ktoś, kto ustanowi punkt graniczny np. w 4 miesiącu, będzie w stosunku do Tees "etapowcem późniejszym". Proszę wybaczyć mi tak wymyślną nomenklaturę, ale ułatwia ona pisanie). Ad rem. Raz jeszcze proszę, by zwolennicy "wolnego wyboru" napisali, w którym miejscu wyznaczają granicę owej "wolności", to jest do jakiego wg. nich momentu dopuszczalna jest aborcja (dziękuję tym, którzy już to zrobili). Gdy to zrobią, otworzą się pola dyskusji, nie osiągalne chyba bez takiego sprecyzowania stanowisk. Teraz mamy sytuację "niesymetryczną". Początkowcy określili jasno swój "punkt graniczny", po stronie etapowców jasno zrobił(a) to tylko Tess, i w jakiejś mierze, przy innej okazji Barbinator (innych deklaracji w każdym razie nie pamiętam). Bez tych deklaracji tymczasem nadal obracać będziemy się w kręgu mitów dotyczących czy to "wolnego wyboru", czy to ideii "nienarzucania innym swoich poglądów". Epatowcy epatują tymi hasłami początkowców i stawiają im w związku z nimi pewne pytania, od odpowiedzi na które sami czują się chyba zwolnieni. Tymczasem pytania te, a przynajniej większość z nich, ich także dotyczą. Nie uniknęli ich, a jedynie "przesunęli je w czasie". Nie jest bowiem tak, że etapowców nie dotyczy wcale problem "początku" (czy raczej problem "granicy wolności" aborcji). Przecież etapowcy jedynie inaczej sytuują ową granicę w czasie, a to jeszcze nie eliminuje problemów, które piętrzyli przed początkowcami. (tu dygresja - korzystając ze zjawiska "przesunięcia w czasie" można dowodzić, że początkowcy wcale nie "ograniczają wolności", a jedynie inaczej ustawiają jej punkt graniczny głosząc hasło "nie chcesz ciąży - to w nią nie zachodź", zamiast "nie chcesz aborcji to jej nie rób". Szerzej na ten temat pisałem w wątku "Tak zwane prawa reprodukcyjne". W dalszym ciągu mego wywodu postaram się zresztą wykazać, że sama idea "wolnego wyboru" jest "mitem podszyta"). Wracajmy do tematu głównego: otóż, ledwie etapowiec wyznaczy swój "punkt graniczny", a natychmiast pojawia się pytanie: dlaczego tu, a nie gdzie indziej, a także: dlaczego ktoś miałby podzielać ten punkt widzenia. Nie wątpię, że etapowcy potrafią jakoś uzasadnić swoje stanowisko (np: "punktem granicznym jest początek aktywności neurologicznej, bo to ważna sprawa"), nie wątpię też jednak, że znajdą się tacy, którzy ich punktu widzenia nie będą podzielać. Nie wątpię o tym, bo faktem jest, że istnieją osoby, a nawet środowiska, które optują za "późną aborcją". Etapowiec jest więc w sytuacji dwuznacznej: jest skrajnym permisywistą, dla tych, którzy ustanawiają swój "punkt graniczny" wcześniej od niego, za to dla tych, którzy punkt ten ustanawiają później jest dogmatykiem. W odniesieniu do tych drugich jego sytucja przypomina sytuację początkowca w odniesieniu do niego: dla "póżniejszych" niż on etapowców jest fanatykiem, chcącym ograniczyć ich "wolność wyboru" i "narzucić im swoje poglądy". Późniejszy etapowiec, może zadać etapowcowi wcześniejszemu, bodajże wszystkie pytania, jakie etapowcy zadają początkowcom. Byłoby (dla mnie przynajmniej) czymś bardzo ciekawym obserwowanie dyskusji dwóch etapowców. Jakich argumentów użyłby etapowiec wcześniejszy? Czy przepisałby argumenty, jakich w dyskusji z nim używał początkowiec? Czy przedstawiłby własne, oryginalne argumenty? A jeśli przejąłby argumenty początkowca, to dlaczego właściwie nie uznawał ich mocy, gdy dyskutowałz początkowcem? A jeśli stworzy argumenty nowe, to czy nie będą to czasem argumenty, które równie dobrze mogłyby służyć początkowcom? Są to ciekawe kwestie, i warto będzie jeszcze do nich wrócić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barbinator Re: początkowcy vs etapowcy cz.I IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.01.04, 11:26 Są to ciekawe kwestie, i warto będzie jeszcze do > nich wrócić. Bardzo dobra propozycja. Ja też proponuję wrócić do tego tematu gdy na forum pojawi się choćby jeden zwolennik "aborcji po urodzeniu" lub choćby nawet aborcji w drugim-trzecim trymestrze ciąży (mowa oczywiście o tzw "aborcji na życzenie" a nie dla ratowania życia matki). Na razie radziłabym przenieść rozmowę na grupę pl.rec.paranoja albo fantasy z elementami horroru. Przy okazji będzie sobie można porozmawiać o pasjonującym niektórych dyskutantów zagadnieniu zabijania pięciolatków. Pozdr. B. Odpowiedz Link Zgłoś
tad9 początkowcy vs etapowcy cz.II 13.01.04, 18:35 W sytuacji odmiennej niż etapowiec są 2 rodzaje dyskutantów: początkowcy, którzy dla wszystkich są dogmatykami, oraz bezetapowcy, głoszący, że aborcji można dokonać w ciągu całego ludzkiego życia, o ile wyrażą takie życzenie rodzice danego osobnika (zakładając, ze to rodzice władni są podjąć taką decyzję), słowem bezetapowcy zajmują nabardziej skrajne ze stanowisk, jakie można zająć w kwestii aborcji. Bezetapwocy zdają mi się jednak być bytami li tylko teoretycznymi. Czegoś w rodzaju "bezetapizmu" można by się od biedy doszukać w prawie rzymskim regulującym prawa ojca w stosunku do swych dzieci, lecz tam nawet nie szło to tak daleko, jak to przedstawiłem opisując bezetapowców. Postacią realną, mogącą w jakiejś mierze pełnić dla nas rolę bezetapowca jest za to wspomniany już w tym wątku prof. Singer. Sądzę bowiem (choć może się mylę), że nie można spotkać (jeszcze?) na tym forum wyznawcy singerowskiej odmiany etapizmu, zgodnie z którą "aborcja" przez czas pewnien możliwa jest nawet PO urodzeniu dziecka. W powszechnym odczuciu - jak wierzę - ktoś kto zajmuje takie stanowisko wciąż jeszcze uchodzi za radykała. Nie wiem czy istnieje argumentacja zdolna przekonać prof. Singera, by przsunął swój "punkt graniczny" na - powiedzmy - 2,5 miesiąc ciąży. Z całą pewnością argumentem dla niego nie jest "człowieczeństwo", ponieważ, jak wspomniałem, w tym akurat punkcie jest on właściwie "początkowcem", tyle, że nie łączy tego z kwestią dopuszczalności aborcji. Myślę też, że jako profesor-bioetyk wie o biologicznych mechanizmach rozwoju człowieka więcej niż my, i nie wydaje mi się, by ktoś mógł zaskoczyć go jakimś biologicznym argumentem, który przekonałby go, że dokonywać "aborcji" na niemowlętach jednak nie wypada. Rozwodzę się nad Singerem z tego powodu, że (prawdopodobie) jego stanowisko wszystkich nas czyni "dogmatykami". O ile jednak bycie dogmatykiem dla początkowca to stan zgoła naturalny, i czuje się on z nim jak ryba w wodzie, o tyle bycie dogmatykiem dla etapowców może być doświadczeniem pouczającym, zwłaszcza, że wielu z nich jest wyznawcami ideii "nienarzucania innym swoich poglądów". Dopiero obecność kogoś radykalniejszego pozwala dobrze uświadomić sobie, że hasło "wolnego wyboru" to mit, i że znaczy ono tyle, co "zaakceptuj moje stanowisko". Podobnie hasło "nienarzucania innym swoich poglądów" traci nagle wiele ze swego blasku. Ktoś może powiedzieć: być może, ale ilość osób, którym etapowiec coś narzuca zmniejsza się wraz z przesówaniem "punktu granicznego". Wyznawca zasady "aborcja do 2,5 miesiąca" narzuca zakaz aborcji tylko etapowcom późniejszym niż on sam, tymczasem np. wyznawca zasady "aborcja do 5 tygodnia" narzuca swój pogląd także etapowcom 2,5 miesięcznikowcom, itd. Początkowcy chcą narzucić ograniczenia wszystkim etapowcom, są więc najgorsi. Takie postawienie sprawy nie jest jednak odpowiedzią na pytanie dlaczego etapowcy mieliby wogóle cokolwiek komukolwiek narzucać, skoro głoszą ideę "nienarzucania", a poza tym rzecz nie jest prosta także z innego powodu, nie jest bowiem prawdą, że etapowiec późniejszy niczego nie narzuca etapowcowi wcześniejszemu. Etapowiec późniejszy mówi co prawda etapowcowi wcześniejszemu: przecież nie każę ci robić aborcji po przekroczeniu twojego punktu granicznego. Chcę tylko, byś pozwolił mi ustalic inny punkt graniczny. Niczego ci nie narzucam. Chodzi o wolność wyboru". Jest to blaga. Otóż, narzuca mu on pogląd, zgodnie z którym aborcja powinna być kwestią prywatną, do momentu wyznaczonego przezeń punktu granicznego. Tu pojawia się pytanie: jeśli narzucanie takiego poglądu w dyskusjach z początkowcami etapowcy uznają za stosowne, to dlaczego nie chcą ulec "narzuceniu", ze strony etapowców od nich późnieszych? (bo chyba nie chcą) Przecież powinni, skoro szczerze wyznają idee "nienarzucania", taką jak tutaj zaprezentowali. Konsekwentnie doprowadziłoby to do przyjmowania przez nich stanowisk coraz bardziej radykalnych, które "prywatyzowałoby" kwestię aborcji w odniesieniu do stanowisk mniej radykalnych. W naszym przypadku oznaczałoby to przyjcie stanowiska prof. Singera. W koncu nie można mu zarzucić, ze chce kogos zmuszać do aborcji w - powiedzmy - 9 miesiącu. Chce po prostu "wolnego wyboru" w tej kwestii. Odpowiedź na te pytania jest prosta: etapowcy nie chcą ulec "etapowcom późniejszym", bo byłoby to wbrew ich poglądom. Ale dlaczego nie uznają wagi tego argumentu, gdy przedstawiają go początkowcy? Dlaczego zdają się szczerze wierzyć, że przynoszą im "wolność wyboru", a nie "zniewolenie cudzym poglądem"? Czekam na wyjaśnienie moich wątpliwości (i oczywiście na określenie "punktów granicznych" przez tutejszych etapowców) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barbinator Re: początkowcy vs etapowcy cz.II IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.01.04, 11:51 Ale dlaczego nie uznają wagi tego argumentu, gdy przedstawiają go > początkowcy? Dlaczego zdają się szczerze wierzyć, że przynoszą im "wolność > wyboru", a nie "zniewolenie cudzym poglądem"? Czekam na wyjaśnienie moich > wątpliwości ( To sztuczny problem, całkowicie teoretyczny. Gdyby państwa oparte na zasadach liberalnych miały takie problemy jakie im sugerujesz, to w ogóle nie mogłyby istnieć - a jak wiadomo istnieją i mają się nieźle, czego nie można powiedzieć o państwach ideologiczno-wyznaniowych (np Afganistan, Iran, Kuba itp.)Gdyby zasada wolności przekonań obejmowała wszelkie możliwe ekstrema, to niemozliwe byłoby nawet karanie mordrców. Wybacz Tad, ale jeśli wydaje ci się że twórcy i kontynuatorzy doktryn liberalnych juz dawno nie rozwiązali tego problemu, to chyba powinieneś uzupełnić braki w lekturze. A na początek wystarczy zadać sobie proste pytanie: co proponujesz w zmian? Państwo wyznaniowe/ideologiczne oparte o przeświadczenie jednej (niekoniecznie nawet największej) grupy obywateli o swojej własnej wyższości moralnej? Mam wrażenie że coś takiego już przerabialiśmy w formie dyktatury proletariatu i przynajmniej jeśli chodzi o mnie - dziękuję bardzo za takie pomysły. Pozdr. B. Odpowiedz Link Zgłoś
jasmina22 Re: początkowcy vs etapowcy cz.II 21.01.04, 14:44 "Wolność jest warunkiem koniecznym realizowania dobra. Bez wolności nie można dobra urzeczywistniać, bo aby móc je urzeczywistnić, trzeba je wybrać, a aby móc je wybrać, trzeba wprzódy mieć możliwość wyboru. Pan Bóg chce, by człowiek wybierał dobro. Powtarzam: wybierał, a nie czynił je mechanicznie lub aby był do jego czynienia zmuszanym. Dobro, które by czynił ów hipotetyczny ubezwłasnowolniony człowiek, nie miałoby żadnej wartości, bo byłoby realizowane automatycznie. Tymczasem Pan Bóg chce, abyśmy sami, z własnej woli, wybierali dobro, bo tylko wtedy owo dobro lśni największym blaskiem. Dopiero nasza niczym niewymuszona akceptacja nadaje dobru pełnię, gdyż potwierdza ona jego niepowtarzalną moc. Bez tej dobrowolnej akceptacji dobro pozostaje karłowate i ułomne, o ile w ogóle można je wtedy jeszcze nazywać dobrem." serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34275,1016582.html Odpowiedz Link Zgłoś
tad9 Re: początkowcy vs etapowcy cz.II 21.01.04, 21:27 jasmina22 napisała: > > > "Wolność jest warunkiem koniecznym realizowania dobra. Bez wolności nie można > dobra urzeczywistniać, bo aby móc je urzeczywistnić, trzeba je wybrać, a aby > móc je wybrać, trzeba wprzódy mieć możliwość wyboru. > > > Pan Bóg chce, by człowiek wybierał dobro. Powtarzam: wybierał, a nie czynił je > mechanicznie lub aby był do jego czynienia zmuszanym. Dobro, które by czynił > ów hipotetyczny ubezwłasnowolniony człowiek, nie miałoby żadnej wartości, bo > byłoby realizowane automatycznie. Tymczasem Pan Bóg chce, abyśmy sami, z > własnej woli, wybierali dobro, bo tylko wtedy owo dobro lśni największym > blaskiem. Dopiero nasza niczym niewymuszona akceptacja nadaje dobru pełnię, > gdyż potwierdza ona jego niepowtarzalną moc. Bez tej dobrowolnej akceptacji > dobro pozostaje karłowate i ułomne, o ile w ogóle można je wtedy jeszcze > nazywać dobrem." > > A co to wszystko ma do rzeczy? To ma być usprawiedliwienie dla zabijania? Odpowiedz Link Zgłoś
jasmina22 Re: początkowcy vs etapowcy cz.II 21.01.04, 23:13 tad9 napisał: > > A co to wszystko ma do rzeczy? To ma być usprawiedliwienie dla zabijania? Twoje prawo tak sądzić . A ja myślę , że rozstrzygniecie ostateczne nie powinno jednak skutkować penalizacją , karanie zostawiłabym póki co "instancji wyższej" . Sama legalizacja też mi się nie bardzo podoba , chodzi mi o możliwość powstania skojarzenia skoro legalne to dopuszczalne moralnie . No cóż , jest to taka sprawa gdzie nie ma dobrego rozwiązania . Odpowiedz Link Zgłoś
tad9 Re: początkowcy vs etapowcy cz.II 21.01.04, 16:10 Gość portalu: barbinator napisał(a): > To sztuczny problem, całkowicie teoretyczny. Jak to teoretyczny? Ja jestem zupełnie nieteoretycznym bytem, który "uwolnienie" aborcji uznałby za zniewolenie cudzym poglądem, a nie za "wyzwolenie". >Gdyby państwa oparte na zasadach > liberalnych miały takie problemy jakie im sugerujesz, to w ogóle nie mogłyby > istnieć - Ależ miewają takie problemy i rozwiązują je, narzucając pewne rozwiązania prawem i przemocą. > Wybacz Tad, ale jeśli wydaje ci się że twórcy i > kontynuatorzy doktryn liberalnych juz dawno nie rozwiązali tego problemu, to > chyba powinieneś uzupełnić braki w lekturze. Jak już pisałem - wiem, że rozwiązali ten problem: narzucają własne rozwiązanie. > oparte o przeświadczenie jednej (niekoniecznie nawet największej) grupy > obywateli o swojej własnej wyższości moralnej? To, co powyżej napisałaś podyktowało Ci własnie poczucie wyższości (moralnej, czy doktrynalnej) > Mam wrażenie że coś takiego już > przerabialiśmy w formie dyktatury proletariatu i przynajmniej jeśli chodzi o > mnie - dziękuję bardzo za takie pomysły. A co zrobisz z etapowcami późniejszymi niż Ty? > > Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barbinator Re: początkowcy vs etapowcy cz.II IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.01.04, 17:46 > Jak to teoretyczny? Ja jestem zupełnie nieteoretycznym bytem, > który "uwolnienie" aborcji uznałby za zniewolenie cudzym poglądem, a nie > za "wyzwolenie". Zniewolenie oznacza odebranie prawa do czegoś. Jakiego konkretnie prawa pozbawiłoby cię zliberalizowanie ustawy aborcyjnej? > Ależ miewają takie problemy i rozwiązują je, narzucając pewne rozwiązania > prawem i przemocą. ...w ramach zasady koegzystencji różnych sposobów pojmowania i realizowania dobra zwanych też zasadą modus vivendi > > > Wybacz Tad, ale jeśli wydaje ci się że twórcy i > > kontynuatorzy doktryn liberalnych juz dawno nie rozwiązali tego problemu, > to > > chyba powinieneś uzupełnić braki w lekturze. > > Jak już pisałem - wiem, że rozwiązali ten problem: narzucają własne > rozwiązanie. Tylko wtedy gdy jest to niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa. Napiszę to jeszcze raz: gdyby tego nie czyniono, nie mógłby istnieć kodeks karny. Uważasz, że zasada modus vivendi jest niekonsekwentna, bo dopuszcza istnienie kodeksu karnego? ;) I do tego twierdzisz, że nie jesteś "bytem teoretycznym"...? A ja odnoszę wrażenie, że niektóre twoje dylematy moralne nadają nowego blasku i znaczenia słowu "teoretyzowanie" :)) > > > oparte o przeświadczenie jednej (niekoniecznie nawet największej) grupy > > obywateli o swojej własnej wyższości moralnej? > > To, co powyżej napisałaś podyktowało Ci własnie poczucie wyższości (moralnej, > czy doktrynalnej) ?? Nie rozumiem. > > > Mam wrażenie że coś takiego już > > przerabialiśmy w formie dyktatury proletariatu i przynajmniej jeśli chodzi > o > > mnie - dziękuję bardzo za takie pomysły. > > > A co zrobisz z etapowcami późniejszymi niż Ty? To samo co z tym panem który zabił żonę i dzieci, bo stracił pracę i nie chciał by rodzina cierpiała. Albo z takim, który kradnie mi rośliny z ogrodu i sadzi je we własnym, bo taką ma akurat potrzebę estetyczną. Każde społeczeństwo musi bronić się przed ekstremami - nic lepszego od tego jeszcze nie wynaleziono i ty też tego nie wymyślisz. Krytykowanie dla krytykowania jest raczej mało konstruktywne. Zaś alternatywą dla modus vivendi zawsze pozostanie państwo ideologiczno-wyznaniowe, a dla demokracji dyktatura. Pozdr. B. > Odpowiedz Link Zgłoś
tad9 Re: początkowcy vs etapowcy cz.II 21.01.04, 21:21 Gość portalu: barbinator napisał(a): > Zniewolenie oznacza odebranie prawa do czegoś. Jakiego konkretnie prawa > pozbawiłoby cię zliberalizowanie ustawy aborcyjnej? Uderza to w moje poczucie moralności, tak jak w Twoje poczucie uderzało by - jak sądzę - prawo zezwalające rodzicom na zabicie dziecka do 3 tygodni po urodzeniu. Pozbawiałoby Cię ono jakiegoś konkretnego prawa? Zgodziłabyś się na jego wprowadzenie? > ...w ramach zasady koegzystencji różnych sposobów pojmowania i realizowania > dobra zwanych też zasadą modus vivendi Piękne bicie piany ze słów. Taka piana nic nie znaczy. Ważna jest treść jaką się ją wypełni. > Tylko wtedy gdy jest to niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa. Kto określa co jest "niezbędne"? > Nie rozumiem. Czy nie uważasz, że to co piszesz jest "lepsze" od tego co ja piszę? > To samo co z tym panem który zabił żonę i dzieci, bo stracił pracę i nie >chciał (.......) A dlaczego? Dlaczego to Twoja moralność ma być wzorem dla społeczeństwa? Dlaczego nie wersja Singera? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czarownica Re: początkowcy vs etapowcy cz.II IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 26.01.04, 17:52 Te dyskusje poruszyły mnie bardzo. Chcę powiedzieć, że Bogu dziękuję, NIGDY nie dokonałam aborcji, ale nie chcę żyć w kraju, w którym odmawia się tej możliwości. Mogę sobie wyobrazić sytuacje, kiedy zrobiłabym to na pewno. Stanowisko Kościoła nie zawsze było tak surowe, odróżniano aborcję z konieczności życiowej i z "rozpusty", ale i tak nie była najwyżej stawiana ze wszystkich grzechów. Polecam Jane Hurst "Historia aborcji w Kościele Katolickim". Nie można wymagać heroizmu od innych (o tym mówi m. inn. J.Hennelowa, za co spotkał ją ogromny ostracyzm "prawdziwych katolików"). Wzruszające są te Wasze deklaracje o chęci wspomożenia kobiet w niechcianej ciąży, ale wydaje mi się to bardzo naiwne i chyba niepotrzebne (wybaczcie, Serduszka). Należy zmusić Pańswo do pomocy za NASZE podatki, a to: rozwijając RODZINNE domy dziecka, czyż nie uważacie, że to dobre wyjście? Nigdy nie poprę rodzenia na siłę, gdy rodzina może przez to popaść w niedolę, a w naszym kraju bardzo łatwo znaleźć się na marginesie, nawet, gdy próbujesz walczyć. Czasem to może być koniec rodziny (utrata pracy, niemożność płacenia czynszu, rozparcelowanie dzieci po domach dziecka itp.). Najgorsze są dla mnie te, które porzucają dziecko bez uregulowanej sytuacji prawnej. Należy wszelkimi sposobami kojarzyć matki niechcące dziecka z rodzinami pragnącymi adopcji. To jest według mnie najlepsze wyjście. Nie chcę być złośliwa, ale przypomina mi się piosenka o "świętej spermie" (monty phyton). Czy słyszeliście kiedyś o zakonnicach, które zostały zgwałcone i dostały dyspensę od Papieża (nie, nie "naszego")na skrobankę. Jeśli to prawda, to co Wy na to? Przy okazji "nasz" prosił kiedyś ofiary wojny zgwałcone przez żołdaków o urodzenie tych "owoców miłości". Dla mnie była to ZGROZA. Odpowiedz Link Zgłoś