Dodaj do ulubionych

O co walczycie?

16.11.09, 11:31
O dawna zastanawia mnie o co walczą feministki. I naprawdę proszę o niepodawanie wyświechtanych formułek: wolność, godność i równe traktowanie. Nie przemawia to do mnie jako do myślącej, rozwijającej się kobiety. Poproszę o rzeczowe wypowiedzi, które mogłyby sprawić, że zaczęłabym traktować kobiety nazywające się feministkami poważnie.
Parytety? Czy nie wiązałoby się to czasem z tym, że o wiele mądrzejszy, bardziej wykształcony i lepiej przygotowany męzczyzna mógłby stracić przez niekoniecznie dobrze przygotowaną, ale kobietę? Bo ma być określona liczba miejsc! Przecież nie powinna się liczyć płeć, a kompetencje, prawda? Tak samo wykształcone, mądre, ambitne kobiety mogłyby przeważyć. Trochę nie ta droga miłe Panie, nie sądzicie?
W swoim dość młodym życiu nie spotkałam się z dyskryminacją ze względu na płeć. Może mam takie szczęście w życiu? A nie przepraszam, mojej mamie na studiach pewien profesor powiedział, że mogłaby byc najwyżej inżynierową, a nie inżynierem. Niestety dla niego moja mama inżynierem została i jest świetnym specjalistą, docenianym w firmie. Chyba lepiej na tym, wyszła bo do dziś wspomina tego "mądralę" ;).
Kończę studia, przez te prawie 5 lat, nigdy nie odczułam różnicy w traktowaniu mnie przez wykładowców na minus. Powiem więcej, to na pewnym wykładzie z przemiłą Panią Profesor to kolegom się obrywało lekko ;)
Moją promotorką jest kobieta, Profesorka z ugruntowaną pozycją w nauce polskiej, doceniana specjalistka.
W pracy byłam doceniana za pracę jaką wykonywałam, nie za płeć. I mogłam sobie pozwolić na to, że gdy handlowiec, który przyszedł z ofertą do firmy i dał mi odczuć minimalnie, że woli chyba rozmawiać z moimi kolegami miał pewne problemy ;).
Natury nie zmienimy- tak się składa, ze ciąża jest możliwa tylko u kobiet, więc pozostaje albo pogodzić się z pewnymi jej konsekwencjami albo nie decydować na dzieci- ale tego typu decyzje należałoby zostawić raczej samym zainteresowanym. Pewnych cech psychofizycznych również się nie przeskoczy.
Szczerze nie rozumiem o co chodzi feministkom i feministom. O to, żeby nie było równych praw, lecz kobiety miały pewne udogodnienia? To chyba przeczy zasadzie równości.
P.S. Nie skomentuję faktu walki z przymusowymi badaniami, bo swoje zdanie wyraziłam na forum Kobieta.
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 11:49
      Wez sobie zajrzyj na strone feminoteki moze?
      • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 11:54
        Zdarzało mi się zajrzeć. I moim zdaniem jest bardzo jednostronna. Nie przemawiają do mnie również głosy czołowych feministek. Nie wystarczy moim zdaniem wykształcenie, parę mądrzejszych słów i konferencji bym w coś uwierzyła. Dlatego chciałabym zobaczyć w tym wszystkim żywych ludzi. Skoro jest tyle problemów do rozwiązania, to pytam gdzie widzicie te rozwiązania oraz problemy, czy są rzeczywiście uczciwe dla obu płci?
        • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:01
          Ktos taki jak ty ('co to jest wlasciwie ten caly feminizm i nie
          chce slyszec o tym i o tym, ale o tamtym i tamtym, wytlumaczcie')
          wchodzi tu srednio raz na kwartal.
          Polecam feminoteke, Zadre, spotkania femistek i srodowisk
          okolofeministycznych (jesli jestes z Wawy, moge ci podac namiary,
          jesli nie z Wawy, zagladaj na strone feminoteki). Polecam śp
          biuletyn
          Oski
          , nie polecam natomiast zafiksowania sie na stereotypach,
          bo w konskich klapkach na oczach nikomu nie do twarzy.
          • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:22
            Nie to, żebym nie popierała pewnych inicjatyw jak wsparcie dla osób trans czy les i bi, bo tu problem jest i to duży. Za takie incjatywy należą się brawa.
            Ale wiele inicjatyw skrajnie prokobiecych wydaje mi się krzywdzącymi dla mężczyzn. A to już przeczy mojej wewnętrznej definicji równości.
            Czy nie jest tak, że wiele kobiet zachłystuje się tymi hasłami i przeczy sobie samym, własnej kobiecości, inności w imię czego? Sama nie potrafię sobie na to odpowiedzieć
            • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:27
              Poczytaj Benka. Nierówność w drugą stronę jest uzasadniona zbiorczą
              sprawiedliwością historyczną (pop. zemsta) za ojców, dziadów i innych
              praprzodków, którzy gwałcili i nie pozwalali głosować.
            • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:48
              Gdzie ty kobieto widzisz te nierownosc?
              Ze z list wyborczych zniknie polowa lśniącozębnych, wyksztalconych
              ze haha, rzutkich i zrownowazonych psychicznie uczciwych politykow?
              To jest to pognebienie mezczyzn, ktore szykuje feminizm?

              Istotnie, nic tylko pojsc sie powiesic na sznurowce.
              Zajrzalas, przeczytalas? Zapoznalas sie z wiecej niz jednym
              postulatem Kongresu Kobiet?
              • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:53
                A czemu nie mogą powstać organizacje walczące o równe prawa dla obu płci? Mogę Ci pokazać mnóstwo przykładów z życia, gdzie to mężczyźni dostają po 4 literach. To by było w końcu sprawiedliwe, bo nie uważam, żeby kobiety były upoważnione do stworzenia jedynej słusznej koncepcji w tej sprawie. No chyba, że ta walka o równość ma być wybiórcza?
                • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:59
                  Walka o równość zawsze jest wybiórcza. W innym wypadku musiałabyś
                  stworzyć organ złożony proporcjonalnie ze wszystkich stron
                  zainteresowanych (czyli wszystkich) i oczywiście zwiększyć tort do
                  nieskończoności.
                  • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:07
                    dzikowy napisał:

                    > Walka o równość zawsze jest wybiórcza. W innym wypadku musiałabyś
                    > stworzyć organ złożony proporcjonalnie ze wszystkich stron
                    > zainteresowanych (czyli wszystkich) i oczywiście zwiększyć tort do
                    > nieskończoności.

                    Walka o równośc zawsze jest wybiórcza, bo polega na dodawaniu tam,
                    gdzie jest mniej. Odbieranie stamtąd, gdzie więcej jest względne i
                    subiektywne.
                    • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:10
                      bo polega na dodawaniu tam,
                      > gdzie jest mniej.

                      Mniej i więcej nie jest obiektywne takoż. Mniej oznacza po prostu za
                      mało dla tej grupy, która tu i ówdzie chce więcej i wcale nie znaczy,
                      że to od razu jest za mało.
                      • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:14
                        dzikowy napisał:

                        > bo polega na dodawaniu tam,
                        > > gdzie jest mniej.
                        >
                        > Mniej i więcej nie jest obiektywne takoż. Mniej oznacza po prostu
                        za
                        > mało dla tej grupy, która tu i ówdzie chce więcej i wcale nie
                        znaczy,
                        > że to od razu jest za mało.

                        Widać że ani logiki, ani matematytki. Co jak co, ale "mniej"
                        i "więcej" są kategoriami mierzalnymi i obiektywnymi.
                        • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:18
                          Dzikowemu marzy sie taki robinhud, ktory - ok, da tym bezdomym
                          jakis kąt nad glowa, ale i jemu conieco dolozy, bo zamiast wanny z
                          hydromasazem marzy mu sie jacuzzi w salonie. Jak sprawiedliwie, to
                          bogatym tez należysię.
                          • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:22
                            > Dzikowemu marzy sie taki robinhud, ktory - ok, da tym bezdomym
                            > jakis kąt nad glowa, ale i jemu conieco dolozy,

                            Mylisz się. Dzikowemu marzy się taki RH, co to nie da, nie zabierze i
                            w ogóle będzie się trzymał z daleka. Dawanie nie bierze się znikąd.
                            • six_a Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:13
                              >Dawanie nie bierze się znikąd

                              dzień utykających bonmotów masz?
                              :)
                              • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:16
                                Ale tylko co drugi:P
                • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:02
                  Chcesz taka, to zaloz.
                  Oczywiscie, mozesz do tego dolozyc jeszcze walke o dobre
                  traktowanie zwierzat, bo to tez szczytny cel oraz prace nad
                  estetyka miast polskich, bo za to tez ktos powinien sie zabrac.

                  Tylko wytlumacz mi, czemu tym mialby sie zajmowac feministki, bo
                  nie rozumiem?
                  • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:04
                    > Chcesz taka, to zaloz.

                    Popatrz, mój argument przeciw parytetom partyjnym przytoczyłaś. Jest
                    zatem nadzieja.
                    • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:08
                      To nie byl argument, tylko kpiny na poziomie podstawczakowym, wez
                      nie brnij dalej w samokompromitację.
                      • gelerth0 Re: O co walczycie? 18.11.09, 22:59
                        Możesz przytoczyć jakieś argumenty poza ad personam i odsyłaniem do niezbyt
                        błyskotliwej propagandy?
              • black-emissary Re: O co walczycie? 17.12.09, 22:08
                bene_gesserit napisała:
                > Gdzie ty kobieto widzisz te nierownosc?

                Tak z brzegu, to o tutaj: Liczba kobiet na liście nie może być mniejsza niż
                liczba mężczyzn
                .
            • szymonblaszczyk Re: O co walczycie? 18.11.09, 12:45
              otóż odpowiedź jest prosta - one same nie wiedzą o co walczą - ja szukałem odpowiedzi na Twoje pytanie 3 lata - potem doszedłem do wniosku że feministki sa poprostu głupie ... bo widzisz - gdy mi się nie podoba mój zarobek to ostrzej pracuję a nie zwołuje kongresu mężczyzn (już widze reakcje feministek) i nie obarczam winą za ten stan kobiet ... podobnie nie uważam, iż skoro 20 % mężczyzn ma łysinę to należy powołać parytet łysych w rządzie bo nikt nie reprezentuje dobrze ich interesów (idiotym parytetu pokazują doswiadczenia innych krajów czy choćby sukces partii kobiet ...). Pozdrawiam
        • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:07

          No to jak ritsuko mysli, czy jeśli faceci wybierają siebie nawzajem
          do rządzenia, to może czy nie może zdarzyć się,że przepadnie jakaś
          bardzo mądra, charyzmatyczna i kompetentna kobieta tylko dlatego, że
          jest kobietą?
          A jak ritsuko mysli, jeśli prawicowy polityk krzyczy żeby w
          zarządzie UE było dużo Polaków bo my ludny kraj jesteśmy to on
          walczy o parytet? A skoro walczy, to czy nie pzryczynia się do tego,
          że tępy i nieuczciwy Polak może zająć miejsce jakiegoś mądrego i
          uczciwego Węgra?
          A jesli więcej niż połowa ludności Polski to kobiety, a reprezentuje
          nas tylko ok 10% polityczek (od 35% ma się jakikolwiek wpływ na
          rządzenie), a kobiety maja cokolwiek odmienne pole widzenia i
          interesy (sama ritsuko wie, bo napisała, że to kobiety rodzą), to
          NIKT się tymi interesami nie zajmie?
          To garść pytań do ritsuko i proszę o konkrety a nie żadne
          bajdurzenie, żebym mogła zacząć traktować ritsuko poważnie.
          • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:13
            a kobiety maja cokolwiek odmienne pole widzenia i
            > interesy (sama ritsuko wie, bo napisała, że to kobiety rodzą), to
            > NIKT się tymi interesami nie zajmie?

            Nie zauważyłem, żeby obecne i przeszłe się zajmowały. Jeżeli płeć
            kształtuje świadomość to smutne masz życie.
            • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:50
              Dzikowy teraz przygotuje pol stroniczki o tym, co ksztaltuje
              swiadomosc.
              • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:57
                Byt...































                ... kochanieńka:)
                • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:04
                  A plec to, jak rozumiem, kwestia niebytu w takim razie?
                  • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:07
                    Bardzo drugo, a nawet trzeciorzędny byt. Poza rozmnażaniem i sferą
                    seksualną mało istotny.
                    • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:10
                      W rozmowie z toba bardzo szybko dochodzi sie do twojego 'bo tak'.
                      • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:19
                        Przypomnę Ci, bo mnie dawno nie było.
                        Nie mam absolutnie nic przeciwko temu, żeby kobiet było w parlamencie
                        i 100%. Nie mam bowiem zwyczaju traktować płci jako kwestii istotnej
                        u kandydatów, na których głosuję. Ale nie wesprę rozwiązań głupich, a
                        przymus układania list wyborczych według narzuconego klucza jest tak
                        samo głupi jak majstrowanie przy metodzie liczenia głosów w
                        zależności od szans rządzących w następnych wyborach. Cel zwiększenia
                        procentu kobiet w parlamencie, jeżeli już taki sobie zakładacie,
                        można osiągnąć w sposób znacznie pożyteczniejszy - ciąć
                        dofinansowanie partii (wtedy nie tylko kobieca, ale jakiekolwiek nowe
                        partie będą miały szansę na start) i wprowadzić okręgi
                        jednomandatowe. Uważasz, że zmiana płci w parlamencie przy obecnym
                        modelu coś zmieni? Myślałem, że może więcej kobiet we władzach miało
                        być środkiem, nie celem, ale widocznie jakiś naiwny jestem.
                        • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:31
                          dzikowy napisał:

                          Cel zwiększenia
                          > procentu kobiet w parlamencie, jeżeli już taki sobie zakładacie,
                          > można osiągnąć w sposób znacznie pożyteczniejszy - ciąć
                          > dofinansowanie partii (wtedy nie tylko kobieca, ale jakiekolwiek
                          nowe
                          > partie będą miały szansę na start) i wprowadzić okręgi
                          > jednomandatowe.

                          Akurat te rozwiązania nie mają najmniejszej szansy, a ilośc kobiet w
                          sejmie, tylko ilośc może coś zmienić, bo można stworzyć
                          parlamentaqrną grupę kobiet skupiającą się na lobbowaniu rozwiązań
                          korzystnych dla naszej płci.
                          • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:39
                            > można stworzyć
                            > parlamentaqrną grupę kobiet skupiającą się na lobbowaniu rozwiązań
                            > korzystnych dla naszej płci.

                            Nie ma takiej możliwości z jednej prostej przyczyny:
                            SLD leży i kwiczy i już się nie podniesie, przynajmniej nie w czasie
                            mojej aktywności zawodowej. Dlatego jesteśmy skazani na partie jawnie
                            lub kryptoprawicowe i to całe dekady, bo Polacy to kołtuny, a prawica
                            rozdziela w gospodarce bardziej niż niegdyś Cimoszki i w tej materii
                            już bardziej się nie da. Wejście z takich partii kobiet do parlamentu
                            nic nie da. Albo będą posłuszne linii partyjnej, albo po jednej
                            kadencji już ich nie będzie. Dlatego parytet sam w sobie jest głupi,
                            bo nic nie da. Prawackie parlamentarzystki będą sobie organizować
                            parlamentarną grupę haftu i różańca.
                            • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:47
                              dzikowy napisał:

                              Prawackie parlamentarzystki będą sobie organizować
                              > parlamentarną grupę haftu i różańca.

                              Ale tego nie wiemy na pewno. Może tak, wtedy co za różnica? A może
                              akurat nie, w końcu prawacvzki też mogą zająć się "godnością
                              kobiety" która jest zapoznana jak pisał ich idol i zadbać,żeby
                              porodówki przestały pzrypominać to co teraz.
                              Albo żeby matka polka miała jakieś wsparcie przy wychowaniu
                              przepisowych sześcioro dzieci. Kto wie?
                              • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:54
                                Dzikowy wie, bo jest jedynym na swiecie posiadaczem wechikulu
                                czasu. Tenze przyrzad dal mu rowniez pewnosc w kwestii tego, iz w
                                Polsce (zupelnie inaczej, niz w innych parytetowych demokracjach)
                                po przepchnieciu parytetow, tych samych parytetow beda domagac sie
                                łysi kurduple, jednoocy oraz posiadacze chomikow syryjskich.

                                'bo tak', on to wie, jemu jest dobrze a to najwazniejsze, slowniki
                                nie maja racji, bo pisza je glupsi od dzikowego itd, ziewu ziew.
                                • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:58
                                  slowniki
                                  > nie maja racji, bo pisza je glupsi od dzikowego itd, ziewu ziew.

                                  > Dzikowy wie, bo jest jedynym na swiecie posiadaczem wechikulu
                                  > czasu.

                                  Żeby nie końcówka to bym Ci oszczędził.
                                  • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:01
                                    dzikowy- niestety mam podobne odczucia do Twoich i to bez wehikułu, a na podstawie tego co obecnie widzę w rządzie
            • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:11
              dzikowy napisał:

              > a kobiety maja cokolwiek odmienne pole widzenia i
              > > interesy (sama ritsuko wie, bo napisała, że to kobiety rodzą),
              to
              > > NIKT się tymi interesami nie zajmie?
              >
              > Nie zauważyłem, żeby obecne i przeszłe się zajmowały.

              Rządy? Owszem i dlatego potzrebne są parytety.


              Jeżeli płeć
              > kształtuje świadomość to smutne masz życie.

              A to dlaczego? Kobieca płeć - smutna płeć?
              • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:16
                Nie, dla dzikowego seks jest jak napisal sprawa trzeciorzedna, a
                w 'reszcie swiata' plec jest nieistotna.

                To jest dosc charakterystyczny punkt myslenia dla wyksztalconych,
                ustawionych materialnie i spolecznie ustabilizowancyh
                przedstawicieli klasy sredniej plci meskiej. Dla nich real istotnie
                jest przezroczysty pod wzgledem plciowym, bo swiat jest ustawiony
                wlasnie pod nich. Na ch... dzikowemu postulaty o wieksza ilosc
                przedszkoli - to jego problem? Czemu ma sie niby awanturowac o
                prawo do aborcji - bedzie ja sobie keidys chcial zrobic? Po co mu
                ustawy antymolestacyjne - ktos go bedzie macal w pracy? Po co mu
                domy dla przesladowanych matek - bedzie szukal schronienia? itd.

                Ze swojego cieplego fotela moze poblazliwie krytykowac nasze checi
                i niezadowolenie. Wspolczesna wersja Marii Antoniny. 'Nie macie
                chleba? Jedzcie ciastka, glupie baby'.
                • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:28
                  > To jest dosc charakterystyczny punkt myslenia dla wyksztalconych,
                  > ustawionych materialnie i spolecznie ustabilizowancyh
                  > przedstawicieli klasy sredniej plci meskiej.

                  Płci obojga, przynajmniej z mojego kręgu...

                  Czemu ma sie niby awanturowac o
                  > prawo do aborcji - bedzie ja sobie keidys chcial zrobic?

                  A tu się mylisz. Zapomniałaś, że nie lubię włażenia z butami w życie
                  kogokolwiek? Dlatego pod postulatami pro choise czy mniejszości
                  seksualnych podpisuję się obiema racicami. To samo dotyczy
                  molestatorstwa. Bardzo szanuję swoją osobę i dlatego nie przyczynię
                  się do tykania innych.
                  • sabinac-0 Re: O co walczycie? 16.11.09, 16:42
                    dzikowy napisał:

                    > > To jest dosc charakterystyczny punkt myslenia dla wyksztalconych,
                    > > ustawionych materialnie i spolecznie ustabilizowancyh
                    > > przedstawicieli klasy sredniej plci meskiej.
                    >
                    > Płci obojga, przynajmniej z mojego kręgu...
                    >
                    Stare jak swiat - syty glodnego nie zrozumie.
                • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:33
                  bene_gesserit napisała:

                  > Nie, dla dzikowego seks jest jak napisal sprawa trzeciorzedna, a
                  > w 'reszcie swiata' plec jest nieistotna.
                  >
                  > To jest dosc charakterystyczny punkt myslenia dla wyksztalconych,
                  > ustawionych materialnie i spolecznie ustabilizowancyh
                  > przedstawicieli klasy sredniej plci meskiej. Dla nich real
                  istotnie
                  > jest przezroczysty pod wzgledem plciowym, bo swiat jest ustawiony
                  > wlasnie pod nich. Na ch... dzikowemu postulaty o wieksza ilosc
                  > przedszkoli - to jego problem? Czemu ma sie niby awanturowac o
                  > prawo do aborcji - bedzie ja sobie keidys chcial zrobic? Po co mu
                  > ustawy antymolestacyjne - ktos go bedzie macal w pracy? Po co mu
                  > domy dla przesladowanych matek - bedzie szukal schronienia? itd.
                  >
                  > Ze swojego cieplego fotela moze poblazliwie krytykowac nasze checi
                  > i niezadowolenie. Wspolczesna wersja Marii Antoniny. 'Nie macie
                  > chleba? Jedzcie ciastka, glupie baby'.


                  Dokładnie.
              • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:20
                > > Nie zauważyłem, żeby obecne i przeszłe się zajmowały.
                >
                > Rządy? Owszem i dlatego potzrebne są parytety.

                Kobiety we władzach. Dlatego nie są potrzebne parytety.
                • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:36
                  dzikowy napisał:

                  > > > Nie zauważyłem, żeby obecne i przeszłe się zajmowały.
                  > >
                  > > Rządy? Owszem i dlatego potzrebne są parytety.
                  >
                  > Kobiety we władzach. Dlatego nie są potrzebne parytety.


                  Zapomniałeś o tych 35% które są potzrebne aby mieć jakąkilwiek wpływ.
                  Te kobiety, które faceci zdecydowali się wprowadzić do sejmu są z
                  reguły marionetkami, vide p. niedorzecznik.
                  • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:42
                    I tak będą. Chyba że zamierzasz jeszcze ingerować w pozaparlamentarne
                    struktury partyjne, ale to już ograniczanie wolności zrzeszania się i
                    pewnie w TK polegnie.
                  • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:05
                    I myślisz, że coś się w tej kwestii zmieni? Skoro mam do wyboru z jednej strony marionetkę, za której sznurki pociąga niekoniecznie najmądrzejsza osoba, bądź cała organizacja z której założeniami się nie zgadzam, albo całkiem sensownego pana, z którego poglądami się w peł ni zgadzam to wybiorę mimo wszystko macicę? Nieeee
                    • sabinac-0 Re: O co walczycie? 16.11.09, 16:54
                      ritsuko napisała:

                      > I myślisz, że coś się w tej kwestii zmieni? Skoro mam do wyboru z jednej strony
                      > marionetkę, za której sznurki pociąga niekoniecznie najmądrzejsza osoba, bądź
                      > cała organizacja z której założeniami się nie zgadzam, albo całkiem sensownego
                      > pana, z którego poglądami się w peł ni zgadzam to wybiorę mimo wszystko macicę?
                      > Nieeee

                      Nazwanie osoby nazwa anatomiczna jest sposobem wyrazenia pogardy.
                      Nazywajac kandydatke do sejmu "macica" przekazujesz komunikat "kobieta =
                      anatomia i fizjologia = intymnosc i prywatnosc = nie pasuje do zycia publicznego".
                      Czym to jest, jesli nie dyskryminacja? Ktorej Ty rzekomo nie zaznalas.

                      Na pytanie "Co okresla swiadomosc?" odpowiem: JEZYK.
          • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:15
            Przykro mi, ale większość kobiet w rządzie nie spełnia moich oczekiwań- zdecydowanie wolę reprezentację w postaci niektórych mężczyzn :). A ja naprawdę chciałam widzieć Henrykę Bochniarz w roli swojego prezydenta, ale z tego co pamiętam to podobne do mojego zdanie miało 0,5% społeczeństwa :)
          • black-emissary Re: O co walczycie? 17.12.09, 22:11
            kocia_noga napisała:
            > jeśli faceci wybierają siebie nawzajem do rządzenia

            A to przypadkiem nie kobiety na równi z mężczyznami tych facetów wybierają?
      • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 11:58
        Nie no, po co. My tu wezwane do raportu zara pędem wyjaśnimy, żeby
        nas ritsuko nie traktowała niepoważnie, jak dotychczas.No i będziemy
        dotąd wyjaśniać, aż ritsuko uzna że już dośc a potem nas odeśle.
        A jeżeli uzna, że mamy jakieś swoje powody i racje, to i może
        dzieńdobry powie, buty wytrze?
        Ale w sumie to chyba czcza ciekawośc, bo ritsuko osobiście żadnych
        nierówności niedostrzega.
        • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 12:12
          Owszem, nie dostrzegam, za to dostrzegam sporo incjatyw, które zasługują na większe zainteresowanie.
          Widzę natomiast dalej tylko to, co zaobserwowałam już dawno. że skoro zadaję pytania, to na pewno jestem zacofaną, niedojrzałą kobietką nieświadomą swojej wartości no i rzecz jasna z klapkami na oczach. A rzecz jasna Wy, wykształcone, świadome siebie i ograniczeń złego świata nie schylicie się do mnie biednej, żebyście się czasem nie zaraziły ignorancją :)
          Po prostu grzecznie zapytałam. Gdy wypowiadam się na jakiś temat w który wierzę i który mnie pasjonuje, raczej nie mam problemów z odpowiedziami :)
          • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:00
            Nie zadawaj pytan i nie wymagaj, zeby ci ktokolwiek tlumaczyl, bo
            nie masz szesciu lat, tylko wez i poczytaj. Dwa zalgadniecia na to
            forum i jedno na feminoteke oraz przeczytanie tam dwoch akapitow to
            troche malo jak na doroslego czlowieka.

            Jesli ciebie nie dotknela nierownosc (podejrzewam wiec, ze jestes
            bardzo mloda, pewnie nie skonczylas jeszcze 25l), to - jesli nie
            chce ci sie czytac - rozejrzyj sie, popytaj, rozeznaj. Ile kobiet
            doznalo przemocy, ile zostalo sprzedanych do burdeli, ile nie ma do
            pierwszego, bo sa samotnymi matkami bez zadnej pomocy, ile nie
            awansuje w pracy, bo sa kobietami, ile zarabia mniej, bo są
            kobietami, ile nie moglo dokonac legalnej aborcji, ile nie moze
            pogodzic macierzynstwa z kariera, co moga (a raczej - czego nie
            moga) zrobic samozatrudnione, kiedy rozchoruje im sie dzieciak, ile
            emerytury i dlaczego dostaja kobiety, ile kobiet bylo, jest i
            bedzie molestowanych w pracy, czego doswiadczaja zgwalcone kobiety
            podczas mordęgi na komendzie i podczas śledztwa, w jakich warunkach
            mimo szumnych akcji kobiety rodza i beda rodzic itd itd itd itd
            • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:18
              Wystarczy rozeznać się w temacie, że do burdeli werbują nie tylko mężczyźni, ale i kobiety. Część trafia przez własną nieroztropność. La Strada robi tu kawał dobrej roboty, mimo naprawdę małych nakładów finansowych. Zresztą La Strada tylko pozornie (dla osób, które sa nie w temacie) zajmuje się kobietami, bo handel ludźmi dotyczy także mężczyzn.
              Przemoc ze strony kobiet istnieje, tylko głośno się on iej wciąż nie mówi. Nie będę Ci raczej opowiadać też co jednemu chłopakowi parę panienek zrobiło na imprezie, jak zachciało im się trochę pobawić... Nie chciałabyś być na miejscu takich mężczyzn jak oni zgłoszą się na policję. I nie powiem w swoim zakresie robię to, co póki co mogę- informuję, że taki problem też istnieje.
              Mam się rozejrzeć jeszcze? Mam ojca szantażowanego przez matkę, która wykorzystała go wyraźnie jako bank spermy i nie przyjmuje, że poza obowiązkami ma on także jakieś prawa.
              Mimo młodego wieku przeżyłam mobbing w pracy. Zgadnij ze strony kogo? Prezes była kobietą i to dzięki niej pierwsza praca była moim koszmarem.
              Znam kobiety, które awansują i świetnie zarabiają. To raczej kwestia pewnych indywidualnych cech.
              Należy bronić słabszych, krzywdzonych, bez względu na płeć. Ruchów pomagającym kobietom jest multum, o mężczyznach nikt nie słyszy.
              Możesz mówić o tych wszystkich problemach, ale ile z nich dotyczy stricte kobiet?
              • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:29
                Europol też niemało robi. Wymierny pożytek z tego uniowstąpienia.
              • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:32
                Moze rozejrzyj sie w statystykach.
                To, ze ciebie mobbingowala kobieta, nie oznacza, ze to glownie
                kobiety mobbinguja. Ile kobiet molestuje, ile kobiet jest
                molestowanych w pracy?

                Jaki ulamek przemocy domowej, gwaltow, morderstw na tle seksualnym
                dotyczy mezczyn - zadalas sobie kiedys trud,zeby to sprawdzic? I
                dlaczego - skoro cie boli problem przemocy wobec mezczyzn nie
                zrobisz nic, zeby sie tym zajac, tylko wskazujesz oskarzycielskim
                paluszkiem na innnych? Nie rozumiem. Kto ma pomóc, jesli nie ty
                i dlaczego ktos inny
                ? Pomoc w twoim wykonaniu to 'informowanie'
                na forum? A zorganizowanie pomocy psychologicznej, stworzenie
                ruchu, rozkrecenie forum internetowego dla ofiar podobnych gwaltow,
                w koncu akcje spoleczne i lobbingowanie kto ma wykonac? I
                dlaczego ktos inny
                ? Dlaczego uwazasz, ze oblozone po same nosy,
                ledwo dychajace finansowo, bazujace czesto na pracy wolonatriuszek
                ogranizacje maja sobie dokladac pracy, obowiazkow i zobowiazan?
                Dlaczego nie przemowia ofiary, dlaczego ludzie, ktorzy z nimi
                wspolczuja nic nie robią?

                Ostatnia kwestia: jesli to mezczyzni maja gorzej, chociaz nikt ich
                juz do wojska nie werbuje, maja wyzsze emerytury, wyzsze pensje, a
                w sadach rodzinnych wskutek zmiany prawa nie odbiera juz im sie 'z
                automatu' dzieci, to czemu maskulistow w Polsce jest osmiu (z czego
                trzech walczy o prawo mezczyzn do noszenia sukienek i damskich
                butow)?
                • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:58
                  Znam statystki i wiem doskonale jak wyglądają. Z tym, że skoro tak ładnie gdzieś wspominałas o niezgłoszonych gwałtach, to ja się uprę przy niezgłoszonym wykorzystywaniu mężczyzn oraz biciu.

                  Widzę, że czytasz wybiórczo- póki co informowanie sprowadza się do uczelni, bo tam mam możliwość- chętnych jest mało niestety by słuchać. Sama prowadziłam wykłady w ramach dodatkowych zajęć chociażby o fałszywych oskarżeniach matek o molestowanie i trudnościach diagnostycznych w tych przypadkach.
                  Moja profesorka, która jest specjalistką od psychologii sądowej za każdym razem na wykładach podkreśla aspekt męski- jako rzadziej spotykany, ale istniejący. Nie możesz mówić nic o osobach, których na dobrą sprawę nie znasz, a do tego starasz się uciszyć, kiedy mówią coś równie ważnego. Ja jeszcze nie mam takich uprawnień, ale kto wie czy w przyszłości nie pójdę w tym kierunku.
                  Faministkom nie jest na rękę po prostu pokazanie męskich problemów, bo przecież są marginalne. Ale już mężczyźni mają się interesować i tym, i tym, prawda?
                  Takie info- kobiety też werbowano do wojska i robiły z tego wielką aferę. Pamiętam zdziwienie koleżanek z wyższych lat, które oburzone wypowiadały się w gazetach jak dostały wezwanie na KW. Bo skończyły medycynę, psychologię bądź weterynarię...
                  Emerytura to naturalna konsekwencja składek emerytalnych, a nie widzimisię. Jeśli mąż jakiejś kobiety zrezygnuje z pracy, bo uznają, że tak będzie dla nich korzystniej, żeby odchować dzieci, to rówież bedzie miał lukę.
                  Do tego może Cię zmartwię, ale możesz zapytać praktyków- prawników, biegłych, jak wygląda ten różowy stan ojców w sądach :)

                  Nie chcę kwestionować wszystkich założeń organizacji faministycznych, jak i całego ruchu. Ale unikanie pewnych kwestii i przemilczenie faktów nie wzbudza zaufania. Zwłaszcza powołując się na sytuacje, które można odnieść do problemów także mężczyzn.

                  Zaczynam się zastanawiać. Z jednej strony argumentem przeciw przymusowym badaniom jest robienie z kobiet bezwolnych i bezmyślnych kukieł, a z drugiej strony ruch feministyczny podobnie kobiety traktuje- musząc na siłę uświadamiać im ich ciemiężenie...
                  • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:17
                    Kogo ja uciszam i w ktorym momencie? Prosze, zebys wskazala to
                    dokladnie.

                    Feministki nic nie maja do walki mezczyzn o rownouprawnienie. Tak
                    samo, jak nie maja do walki o rozne inne rzeczy. Nikt nikomu tu nic
                    nie zabrania. Jesli kogos cos boli, niech dziala.

                    Ja tylko, jako feministka, nie rozumiem, czemu akurat mam sie
                    zajmowac calym zlem swiata tego i czemu jestem oskarzana o
                    niewrazliwosc i zajmowanie sie sprawami tak nieistotnymi jak prawa
                    reprodukcyjne czy reprezentacja kobiet w polityce. Robie to, co
                    uwazam za wazne i potrzebne. Jesli wg ciebie wazniejsze i
                    potrzebniejsze jest zalatwienie innych problemow, to sie tym
                    zajmij. Ale w imie czego, do ciezkiego licha, oskarzasz mnie, ze
                    nie zajmuje sie tym, co boli ciebie? Wytlumacz mi to prosze jakos
                    duzymi literami.

                    Kobiecie, ktora rodzila w polskim szpitalu, byla ofiara
                    molestowania w pracy, doswiadczyla przemocy domowej, nie
                    awansowala/nie dostala pracy z powodu plci i posiadania dzieci, nie
                    znalazla miejsca w przedszkolu dla dziecka, nie ma za co przezyc do
                    pierwszego, bo ma niecale osiemset zlotych emerytury itd itd nie
                    trzeba uswiadamiac, ze jset ofiara. Jedynie to, ze nie musi sie na
                    to pokornie i z wdziecznym usmiechem godzic.
                    • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:29
                      Ale czy to jest walka o równe prawa, czy już o coś innego? Przecież to o czym piszesz jest albo ścigane z urzędu, albo jest konsekwencją błędów w przeszłości(niska emerytura jak już wspomniałam jest konsekwencją zarobków oraz okresów składkowych, obecnie jest lepiej, przecież można wrzucać co miesiąc określoną kwotę nawet na durne konto). Z miejscem w przedszkolu może nie jest rzeczywiście cudownie, ale nie jest też tak tragicznie, już pomijając fakt, że samotne matki mają tu lepiej :)).
                      Ale z tym rodzeniem w polskim szpitalu to mnie rozwaliłaś. Tragedia, rzeczywiście. Pewnie porównywalna z tą co miała moja babcia, gdy w trakcie porodu przez błąd lekarski zginęła jej córka. Tak, tak, nic tylko unikać ciąży, bo jest tak źle...

                      O nic Cię nie oskarżam, poza niekonsekwencją. To jak w końcu jest z tymi kobietami. Mają tak źle bo jest takie prawo, czy z innych powodów? Z kim chcecie walczyć, z rządem, społeczeństwem, atawizmami, ludzką psychiką?
                      A może zając się przepisami w KP, które zabraniają pewnych zawodów kobietom, co?
                      • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:52
                        ritsuko napisała:

                        > Ale czy to jest walka o równe prawa, czy już o coś innego?

                        Na przyklad o co?

                        Przecież to o czym p
                        > iszesz jest albo ścigane z urzędu,

                        Np nierowna płaca za te sama prace, prawda?

                        albo jest konsekwencją błędów w przeszłości(
                        > niska emerytura jak już wspomniałam jest konsekwencją zarobków
                        oraz okresów skł
                        > adkowych, obecnie jest lepiej, przecież można wrzucać co miesiąc
                        określoną kwot
                        > ę nawet na durne konto).

                        Ty mozesz, łudząc się, ze będziesz miała lepiej.
                        Setki tysiecy starszych od ciebie kobiet nie mogą. Rozumiem, ze
                        bezsilna wscieklosc powinna im odpuscic, kiedy sie im powie, ze ich
                        sytuacja to wynik 'bledow przeszlosci'?

                        Z miejscem w przedszkolu może nie jest rzeczywiście cu
                        > downie, ale nie jest też tak tragicznie, już pomijając fakt, że
                        samotne matki m
                        > ają tu lepiej :)).


                        > Ale z tym rodzeniem w polskim szpitalu to mnie rozwaliłaś.
                        Tragedia, rzeczywiśc
                        > ie. Pewnie porównywalna z tą co miała moja babcia, gdy w trakcie
                        porodu przez b
                        > łąd lekarski zginęła jej córka. Tak, tak, nic tylko unikać ciąży,
                        bo jest tak ź
                        > le...

                        Ejno faktycznie - w starozytnosci, sredniowieczu, renesansie itd
                        kobiety nawet nie wiedzialy, co to znieczulenie. Dzisiaj wiedza i
                        jesli zaplaca, to czasem maja na nie szansę.
                        Z pewnoscia rodzace w oksytycnynowych bolach kobiety pocieszy fakt,
                        ze twoja babcia rowniez przezyla porodowa traumę. Tak trzymać. A
                        jak babcia zacznie narzekac, to jej wytlumacz, zeby nie chrzanila
                        jak nawiedzona, bo obecnie tez kobiety lepiej nie maja, wiec niech
                        sie niepotrzebnie nie czepia. A jak ty bedziesz rodzic w sytuacji
                        przerazona-i-bezsilna, to pamietaj, zeby zacisnac zeby i cierpiec w
                        milczeniu.

                        > O nic Cię nie oskarżam, poza niekonsekwencją.

                        A to 'walka dla walki, na nierownych prawach' to byla taka
                        uprzejma, niezwiazana z tematem uwaga? Bo się gubię.
                        I jeszcze wytlumacz mi, czym, jesli nie oskarzycielskim paluszkiem
                        byly pytania o to, czemu nie powstaja organizacje walczace o prawa
                        obu plci.

                        To jak w końcu jest z tymi kobiet
                        > ami. Mają tak źle bo jest takie prawo, czy z innych powodów? Z
                        kim chcecie walc
                        > zyć, z rządem, społeczeństwem, atawizmami, ludzką psychiką?

                        A jak to z toba jest wlasciwie: z czym chcesz walczyc i dlaczego?


                        > A może zając się przepisami w KP, które zabraniają pewnych
                        zawodów kobietom, co
                        > ?

                        A jakbys poczytala, to bys wiecej wiedziala, co?
                        • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:56
                          > Np nierowna płaca za te sama prace, prawda?

                          Masz rację. Taka sytuacja w państwówce jest oburzająca.
                      • easz Re: O co walczycie? 16.11.09, 20:16
                        ritsuko napisała:

                        > Ale z tym rodzeniem w polskim szpitalu to mnie rozwaliłaś.
                        Tragedia, rzeczywiście. Pewnie porównywalna z tą co miała moja
                        babcia, gdy w trakcie porodu przez błąd lekarski zginęła jej córka.
                        Tak, tak, nic tylko unikać ciąży, bo jest tak źle...

                        Ty naprawdę nie masz pojęcia o czym mówisz:/

                        > Z kim chcecie walczyć

                        Walczyć? My chcemy żyć.
                  • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:20
                    ritsuko napisała:


                    > Faministkom nie jest na rękę po prostu pokazanie męskich
                    problemów, bo przecież
                    > są marginalne. Ale już mężczyźni mają się interesować i tym, i
                    tym, prawda?

                    Tzn?


                    Jeś
                    > li mąż jakiejś kobiety zrezygnuje z pracy, bo uznają, że tak
                    będzie dla nich ko
                    > rzystniej, żeby odchować dzieci, to rówież bedzie miał lukę.

                    No. A rezygnują i dlaczego nie?


                    > Do tego może Cię zmartwię, ale możesz zapytać praktyków-
                    prawników, biegłych, j
                    > ak wygląda ten różowy stan ojców w sądach :)

                    Oj, zapytaj, koniecznie! Przede wszystkim spytaj ilu rozwodzących
                    się ojców zabiega o opiekę nad dzieckiem.
                    Spytaj też ilu ojców łoży na swoje dziecko i w jakiej kwocie? Ilu
                    zrywa wszelkie kontakty z dzieckiem pomimo starań matki o nie, ilu
                    wykorzystuje kontakty do zemsty na byłej małżonce.
                    Uważasz że jest mniej więcej po róweno w tych sprawach, czy że
                    któraś ze stron przeważa w którejś z kategorii? A jeśli tak jest,
                    jeśli coś dzieje się w olbrzymiej przewadze jednej ze stron, to tak
                    ma pozostać, o ile ta stroną sa kobiety?




                    Ale unikanie pewnych kwestii i przemilczenie faktów nie wzbudza zau
                    > fania.
                    Które kwestie sa przemilczane?
                    Dobrym obyczajem jest zanim się coś lapnie zapoznać się z faktami.
                    No i. Nikt cię na siłę nie nawraca. Zechcesz, to nigdy nie
                    dostrzeżesz dyskryminacji.
                    • karolana Re: O co walczycie? 19.12.09, 15:39
                      kocia_noga napisała:

                      > ritsuko napisała:
                      >
                      > > Do tego może Cię zmartwię, ale możesz zapytać praktyków-
                      > prawników, biegłych, j
                      > > ak wygląda ten różowy stan ojców w sądach :)
                      >
                      > Oj, zapytaj, koniecznie! Przede wszystkim spytaj ilu rozwodzących
                      > się ojców zabiega o opiekę nad dzieckiem.
                      > Spytaj też ilu ojców łoży na swoje dziecko i w jakiej kwocie? Ilu
                      > zrywa wszelkie kontakty z dzieckiem pomimo starań matki o nie, ilu
                      > wykorzystuje kontakty do zemsty na byłej małżonce.
                      > Uważasz że jest mniej więcej po róweno w tych sprawach, czy że
                      > któraś ze stron przeważa w którejś z kategorii? A jeśli tak jest,
                      > jeśli coś dzieje się w olbrzymiej przewadze jednej ze stron, to tak
                      > ma pozostać, o ile ta stroną sa kobiety?

                      Kocia, tu niestety, dziewczyna miała rację, a Ty się mylisz :(
                      Jest pewien stereotyp, który owszem, przejawia się, ale wcale nie jest tak
                      nagminny jakby niektórzy chcieli i dotyczy pewnej grupy społecznej.
                      Mężczyzna idący do sądu jest na przegranej pozycji a nie każdy ojciec ma na tyle
                      silną psychikę żeby to wszystko przechodzić, nie mówiąc już o kasie! Więc
                      wybacz, ale jeśli chodzi i sądy rodzinne, kobiety są bardzo mocno faworyzowane,
                      często zupełnie niesłusznie, niestety. Oczywiści jest to konsekwencja
                      "upośledzenia" pozycji kobiety w innych sferach życia, przekonania, że to
                      kobieta jest od tego żeby zajmować się domem i dziećmi, ale nie zmienia to
                      faktu, że w znakomitej większości przypadków ojcowie traktowani są jak żywe
                      bankomaty i mają "prawo" płacić alimenty oraz pokornie zgadzać się na warunki
                      matki swoich dzieci. Nawet kiedy sąd orzeka opiekę dzieloną decyduje ten rodzic,
                      przy którym ustalono miejsce zamieszkania dzieci. Matka musi być ostatnią szmatą
                      lub sama zrzec się dzieci żeby ojciec dostał opiekę lub żeby dzieci mogły
                      mieszkać z nim. Jeśli oboje rodzice zajmowali się dziećmi w podobnym stopniu lub
                      nawet kiedy ojciec ma dowody na to, że to głównie on zajmował się dziećmi, nie
                      ma żadnych szans jeśli matka tylko wyrazi gotowość sprawowania opieki.
                      • easz Re: O co walczycie? 20.12.09, 01:05
                        karolana napisała:

                        > Kocia, tu niestety, dziewczyna miała rację, a Ty się mylisz :(
                        > Jest pewien stereotyp, który owszem, przejawia się, ale wcale nie
                        jest tak
                        > nagminny jakby niektórzy chcieli i dotyczy pewnej grupy społecznej.
                        > Mężczyzna idący do sądu jest na przegranej pozycji a nie każdy
                        ojciec ma na tyle silną psychikę żeby to wszystko przechodzić, nie
                        mówiąc już o kasie! Więc wybacz, ale jeśli chodzi i sądy rodzinne,
                        kobiety są bardzo mocno faworyzowane

                        forum.gazeta.pl/forum/w,933,104012459,104128567,Re_to_proste.html
                        • bene_gesserit Re: O co walczycie? 20.12.09, 01:37
                          Dokladnie to
                          chodzi o to.
                          • karolana Re: O co walczycie? 21.12.09, 13:41
                            Dziewczyny (bo odpowiadam też "hurtem" Easz), nie wiem jakie macie kontakty z
                            praktyką w Sądach Rodzinnych. Ja Wam mogę powiedzieć, że ta ustawa dała ... nic
                            tak naprawdę. Ustalane jest miejsce zamieszkania dzieci z jednym z rodziców i
                            nadal jest to w znakomitej matka, a co za tym idzie to ona dyktuje warunki.
                            Przykład:
                            W trakcie rozwodu powstaje problem opieki nad dzieckiem. Ojciec chce żeby
                            dziecko mieszkało z nim. Ma pozytywne opinie z miejsca pracy, wywiad
                            środowiskowy, opinie psychologa, badanie więzi z dzieckiem wypada na jego
                            korzyść. W wywiadzie stwierdza się, że to on zajmował się opieką lekarską oraz
                            edukacją. Ale dziecko jest małe. Miejsce zamieszkania dziecka ustalone zostaje
                            przy matce, całą resztą ma nadal zajmować się ojciec (czyli opieka zdrowotna
                            oraz edukacja) przy czym obije rodzice mają takie same prawa rodzicielskie.
                            Matka zaczyna utrudniać spotkania z ojcem. A to dziecko chore, a to wyjechało do
                            jej rodziców, itp.
                            Pisane są raporty, zgłaszane jest to do sądu.
                            Matka dostaje karę pieniężną. Reszta zostaje bez zmian.
                            W międzyczasie przeprowadzane jest badanie więzi dziecka z matką. Okazuje się,
                            że... więzi całkowicie brak, a wręcz więzi te są określane jako "skrajnie
                            pozabezpieczne". Dziecko nie chcą z nią być, odpycha ją, nie pozwala się
                            dotknąć. Ona się dzieckiem nie zajmuje poza podstawowymi czynnościami typu dać
                            jeść, ubrać, zawieźć do przedszkola. Jest to wszystko opisane w raporcie kuratora.
                            Nie ma to wpływu na przebieg sprawy, dziecko nadal mieszka z matką.
                            W międzyczasie matka pisze donos, że ojciec nastawia dziecko przeciwko niej.
                            Sędzia reaguje natychmiast. Przyjeżdża z policją, odbiera dzieci od ojca, u
                            którego akurat przebywały i ogranicza ojcu kontakty z dziećmi.
                            Proszę pokazać mi tutaj równe traktowanie?

                            Jest szansa, niewielka, ze za jakiś czas coś się zmieni. Ale to tylko w zasadzie
                            cień szansy.
                            W 5 miastach w Polsce w sądach rodzinnych zostały przeprowadzone kontrole NIK,
                            ponieważ stwierdzono nieprawidłowości w orzeczeniach. Niektórymi sprawami zajął
                            się Rzecznik Praw Dziecka. Są odwołania do Sądu Najwyższego, do Strasburga.
                            W jednym z dużych miast 8 sędziom orzekającym postawiono w sumie 29 zarzutów, w
                            tym o działanie wbrew interesom małoletnich (przyznawano opiekę nad dziećmi
                            matkom narkomankom, alkoholiczkom, znęcającym się nad dziećmi - wyjątek stanowi
                            wrocławska sprawa matki, dobrej matki, której odebrano dziecko, bo jest...
                            lesbijką :/). Toczą się procesy kilku sędziów orzekających.

                            Ale po drodze są tragedie dzieci, tragedie ojców i tak naprawdę tragedie matek,
                            które nie potrafią odnaleźć się w swojej roli i robią to tylko ze strachu "co
                            ludzie powiedzą, że oddałam dziecko" albo z czystej złośliwości.

                            Więc proszę, nie piszcie, że jest dobrze, że jest jakaś ustawa i można
                            odetchnąć, bo jest naprawdę tragicznie :( I każdy, kto ma kontakt z tym, łapie
                            się za głowę i nie potrafi zrozumieć tego systemu. Podstawową troską w systemie
                            było i nadal jest dobre samopoczucie matki biologicznej dziecka. Nie dziecko. I
                            na pewno nie ojciec.
                            • bene_gesserit Re: O co walczycie? 21.12.09, 14:01
                              Nie rozumiem.

                              Jak to 'miejsce zamieszkania jest ustalane', skoro maja je ustalac
                              rodzice miedzy sobą? Jesli sądy to robia, to łamią prawo - wynik
                              latwo podwazyc.
                              • karolana Re: O co walczycie? 21.12.09, 14:49
                                Bene, JAK rodzice mają ustalić, skoro ojciec chce żeby mieszkały z nim, a matka
                                żeby z nią??? Raz że trwa to całymi miesiącami (a dzieci w tym czasie mieszkają
                                z matką!), a dwa że często nie jest możliwe do przeprowadzenia.
                                Te przepisy fantastycznie wyglądają na papierku i pewnie się sprawdzają tam,
                                gdzie a) rodzice są zgodni, b) dzieci są na tyle duże żeby ich zdanie zostało
                                wzięte pod uwagę, c) dzieci są na tyle duże żeby mogły wędrować między rodzicami
                                na zasadzie miesiąc tu, miesiąc tam.
                                Ale w przypadku dzieci małych ważne jest żeby miały JEDEN dom, JEDNO SWOJE
                                miejsce, gdzie wiedzą, że mieszkają. Poza tym dzieci mają JEDEN adres
                                zamieszkania, zameldowania, itd, a nie dwa, prawda?
                                Więc jest tak, teoretycznie, że opieka jest dzielona, a w praktyce dzieci
                                mieszkają u matki, która spokojnie może manipulować ich spotkaniami z ojcem. Bo
                                jak widać na przytoczonym przykładzie, w momencie zgłaszania problemów przez
                                ojca, sąd jakoś nie kwapi się z ograniczaniem praw matce i ogranicza się do kary
                                pieniężnej, natomiast w przypadku zgłaszania problemów, nawet fikcyjnych (jak w
                                tym wypadku) przez matkę skutkuje NATYCHMIASTOWYM ograniczeniem praw ojcu. Poza
                                tym jeszcze jedna sprawa - w momencie, kiedy jasne jest, że dzieci mają kiepski
                                kontakt z ojcem, nikt nie każe im z nim mieszkać. Jeśli natomiast dzieci mają
                                kiepski kontakt z matką, nikomu nie wpadnie do głowy, że mogą po prostu mieszkać
                                z ojcem, tylko jest cała afera i ciąganie się po sądach.
                                Bene, uwierz, przerabiam to aktualnie, sprawa trwa prawie 2 lata, a to, przez co
                                przechodzimy to zwyczajny koszmar :((
                                • easz Re: O co walczycie? 21.12.09, 20:11

                                  Jak to? Przepis jest? Jest. W czym problem? Zapisy
                                  antydyskryminacyjne tez są? Są. To w czym problem? Co, Ty też
                                  zauważyłaś, że kija ma dwa końce? Niech zacznie to dostrzegać więcej
                                  mężczyzn. Niech w ogóle to zaczną dostrzegać.

                                  Widzę, że na Twoje wątpliwości najlepiej odpowiedzą dziewczyny
                                  wypowiadające się w wątkach o Martynie Wojciechowskiej i Alicji
                                  Bachledzie, które strasznie wyprowadziło z równowagi to, że jedna z
                                  tych kobiet pozostawiła malucha po urodzeniu pod opieką ojca malucha
                                  i poszła pracować, a druga z chłopem, tyż ojcem malucha, pojechała
                                  na jakie baleary odpoczywać i się urlopować, dziecko zostawiając też
                                  pod opieką. Ojej, tylko że to nie na tym forum, ups.

                                  A te pretensje to do panów, którzy owszem widzą, że ojcowie w sądach
                                  nie mają fajnie, ale nie przeszkadza im, że nie walczą o swoję, choć
                                  im ponoć zależy - bo z góry przegrane. Za to kiedy mowa o babkach,
                                  że nie robią kariery, że nie latają w kosmos, że teoretycznie jakoby
                                  nie nadawały się do nauk ścisłych itp, i że trzeba im pomóc, np.
                                  parytetami - gdzie wtedy są ci panowie? Kij już nie ma dwóch końców?

                                  Kobiety w sądach przyznają prawa opieki kobietom, są stronnicze,
                                  powinno być więcj mężczyzn na stanowiskach! kolejny 'argument'. Ale
                                  parytety w polityce złe, bo dlaczego niby kobieta mogłaby tylko
                                  reprezentować miarodajnie kobietę? Śmieszne to jest.
                                  A Ty takim ludziom klaszczesz. Ok, uważaj tylko, żeby Cię który nie
                                  pociągnął, bo oni klaszczą zawsze tylko jedną ręką.
                                  • karolana Re: O co walczycie? 21.12.09, 22:48
                                    > Kobiety w sądach przyznają prawa opieki kobietom, są stronnicze,
                                    > powinno być więcj mężczyzn na stanowiskach! kolejny 'argument'. Ale
                                    > parytety w polityce złe, bo dlaczego niby kobieta mogłaby tylko
                                    > reprezentować miarodajnie kobietę? Śmieszne to jest.
                                    > A Ty takim ludziom klaszczesz. Ok, uważaj tylko, żeby Cię który nie
                                    > pociągnął, bo oni klaszczą zawsze tylko jedną ręką.

                                    Moja droga, cholernie zły adres tych zarzutów.
                                    Ja nikomu nie klaszczę, jedynie zwracam uwagę, że czasem i w niektórych sprawach
                                    nie koniecznie pewne koleżanki feministki mają rację. Jeśli mówię, że złe
                                    traktowanie mężczyzn w sądach rodzinnych było i jest faktem, nie znaczy, że
                                    jestem automatycznie przeciwna parytetom (jestem za!) oraz innym sprawom. A 29
                                    zarzutów (to odnośnie innego Twojego postu) to zarzuty z 29 artykułów odnośnie
                                    niedopełnienia obowiązków służbowych przez 8 sędziów Sądów Rodzinnych w pewnym
                                    mieście. Całkiem sporo, nie sądzisz?
                                    • easz Re: O co walczycie? 21.12.09, 23:12

                                      Powtarzam, zwróć uwagę jak stronniczy i generalizujący strasznie a
                                      fatalnie był Twój post/posty=niesprawiedliwy i nieadekwatny do
                                      rzeczywistości. Mogę dodać 'imo', jeśli to Ci coś da, ale nie do
                                      końca tak uważam, że moim zdaniem, tylko.
                                      • karolana Re: O co walczycie? 22.12.09, 14:14
                                        A ja jeszcze raz napiszę - tak jak "generalnie" kobiety mają przerąbane w życiu
                                        pracy, w polityce, itd. tak samo "generalnie" przerąbane mają mężczyźni w sądach
                                        rodzinnych.
                                        Jedno jest wynikiem drugiego i bije równo w obie strony.
                                        I tak jak nie podoba mi się "solidarność fiutków" w firmach czy partiach
                                        politycznych, tak nie podoba mi się "solidarność jajników" w sądach rodzinnych.
                                        Moje stanowisko jest bardzo jasne - znam przypadki dyskryminacji kobiet jako
                                        pracownic, znam przypadki (nie tylko jeden, niestety) dyskryminacji mężczyzn
                                        jako ojców. Jedno i drugie mi się nie podoba, jedno i drugie potępiam.
                                        Jeśli chcesz doszukiwać się czegoś innego, Twoja wola, tylko pytanie po co?
                                        Pozdrawiam.
                                        • easz Re: O co walczycie? 22.12.09, 21:53
                                          karolana napisała:

                                          > A ja jeszcze raz napiszę - tak jak "generalnie" kobiety mają
                                          przerąbane w życiu pracy, w polityce, itd. tak samo "generalnie"
                                          przerąbane mają mężczyźni w sądach rodzinnych.
                                          > Jedno jest wynikiem drugiego i bije równo w obie strony.

                                          Które jedno i którego drugiego? Otóż nie, wcale nie tak samo, bo
                                          byłoby równo, co nie? a nie jest.
                                          Jeśli niby nawet w obie strony, to dlaczego Twoje wypowiedzi są
                                          takie stronnicze-jednostronnie? Pisałaś o matkach biologicznych, o
                                          parasolu ochronnym TYLKO z tego powodu, o matkach narkomankach itp. -
                                          tylko. To nie jest generalizacja? to jest fair?

                                          > I tak jak nie podoba mi się "solidarność fiutków" w firmach czy
                                          partiach
                                          > politycznych, tak nie podoba mi się "solidarność jajników" w
                                          sądach rodzinnych.

                                          Pardon? Chcesz powiedzieć, że sędzie odczuwają solidarność jajników
                                          z tymi matkami narkomankami i bumelantkami niby? Tak jak panie
                                          naukowcy na wieść o projekcie parytetów odczuły solidarność jajników
                                          z resztą kobiecej populacji, plebsem nieudacznym, taak.
                                          Za to ja za chwilę poczuję się jakbym stała na wprost 'solidarności
                                          osobistych'. Wydaje Ci się, że tylko Ty coś wiesz i coś widziałaś?

                                          Nawet gdyby, sama pisałaś o presji społecznej, o obciążaniu matek
                                          bez pytania, czy chcą sprawować opiekę, więc skąd ta cała reszta
                                          obraźliwych, obwiniających matki, uogólniających słów? zdecyduj się.

                                          > Moje stanowisko jest bardzo jasne - znam przypadki dyskryminacji
                                          kobiet jako
                                          > pracownic, znam przypadki (nie tylko jeden, niestety)
                                          dyskryminacji mężczyzn jako ojców. Jedno i drugie mi się nie podoba,
                                          jedno i drugie potępiam.
                                          > Jeśli chcesz doszukiwać się czegoś innego, Twoja wola, tylko
                                          pytanie po co? Pozdrawiam.

                                          Pisałam, co uważam, bywają różne sytuacje, ja nie generalizuję, w
                                          odróżnieniu od Ciebie.
                                          Natomiast uważam, że i sąd, i dziecko powinni olać ojca, który
                                          odkrył swoje ojcostwo na sali sądowej a wcześniej miał dziecko w
                                          dupie, i nie, nie jak sugerujesz, bo pracował i zarabiał na dziecko
                                          i tę żonę narkomankę, tylko pracowali zawodowo oboje a jednak to ona
                                          zajmowała się wychowywaniem i zaspokajaniem potrzeb dziecka, ojciec
                                          nie poczuwał się, do dnia rozwodu. Gro to takie przypadki wciąż.
                                          Obok tych, kiedy nie zmienia się nic, czyli po rozwodzie nadal w
                                          dupie. Jak mówiłam, wśród młodych ludzi widać jakąś próbę zmiany
                                          warty, w kierunku partnerstwa, także po ew. rozwodzie. Ja w te nowe
                                          przepisy wierzę więc. Jeśli Ty chcesz się trzymać reliktów, to ok,
                                          nie musimy kontynuować. Pozdrawiam.
                                          • kocia_noga Re: O co walczycie? 23.12.09, 08:39
                                            Jednakże, zakładając nawet że wszystkie sędzie i sędziowie wolą
                                            dawać opiekę matce, to fakt, że mało który z ojców się o to stara za
                                            to wielu dużo krzyczy post factum stawia ich w bardzo złym świetle.
                                            To, że się nie starają o opiekę to FAKT, a czy dlatego że się zlękli
                                            sędzi apriori stronniczej, czy że trudy opieki mają gdzieś, to tylko
                                            domniemania.
                                            No i to, że ty znasz sprawę pokrzywdzonego ojca mało
                                            zmienia.Oczywiście najlepiej byłoby, żeby sądy działały bezwględnie
                                            sprawiedliwie, ale to ideał - zawsze będą błędne wyroki, póki sądzą
                                            ludzie, a nie komputer.
                                            Jest jeszcze inna strona tego wielostronnego medalu. Zdarza sie,że
                                            ojcowie którzy uzyskali prawo do opieki wykorzystują je do niecnych
                                            celów albo podrzucaja dziecko komus z rodziny, np babci.Sedzie moga
                                            byc rzeczywiscie nieco uprzedzone - spotkałam sie wlasnie z taka
                                            opinia o sprawie wlasnie ze strony prawniczki, ze w czasie rozprawy
                                            czort sie wyzna, bo bogatszy i p[osiadajacy wiecej czasu+znajomych
                                            facet potrafi udowodfnic niemal wszystko, a prawda wychodzi
                                            poniewczasie.
                                            sorki za pisownie ale kobieta mi siedzi na kolanach i mruczy to sama
                                            rozumiesz.
                                            • karolana Re: O co walczycie? 25.12.09, 09:32
                                              > Jest jeszcze inna strona tego wielostronne go medalu. Zdarza sie,że
                                              > ojcowie którzy uzyskali prawo do opieki wykorzystują je do niecnych
                                              > celów albo podrzucaja dziecko komus z rodziny, np babci.

                                              Matki robią DOKŁADNIE to samo, plus ciągnięci ciągłe wojny o alimenty. I jasne,
                                              że jest masa kobiet dostających śmieszne kwoty, ale jest też całkiem spora
                                              grupa, która "upolowała jelenia" i wcale się z tym nie kryje! Dochodzi do tego
                                              szantażowanie ojca - jak nie zrobisz tego czy owego, nie zobaczysz dziecka. Tak
                                              samo jak są dobre, uczciwe kobiety, tak samo są złe, oszustki, manipulantki.
                                              Bycie kobietą, urodzenie dziecka, wcale nie oznacza z automatu, że jest się
                                              lepszym człowiekiem, prawda?

                                              > bo bogatszy i p[osiadajacy wiecej czasu+znajomych
                                              > facet potrafi udowodfnic niemal wszystko, a prawda wychodzi
                                              > poniewczasie.

                                              Oczywiście, że kasa może wiele, niemal wszystko. I zobacz sama - piszesz o
                                              facetach, którzy mają ŚRODKI i MOŻLIWOŚCI żeby się bawić w łażenie po sądach.
                                              Czyli wynika z tego, że na wstępie system promuje tych, którzy potrafią
                                              manipulować i grać. Jaki w tym sens?
                                              A jeśli facet nie ma więcej kasy, czasu ani znajomych? Jeśli jest po prostu
                                              ciężko pracującym, porządnym człowiekiem i kochającym ojcem? Uprzedzenie ze
                                              strony sędziów orzekających skazuje go na nie powodzenie na samym początku, prawda?
                                        • easz Karolana 23.12.09, 21:21

                                          To nie tak, żeby nie było. Jeszcze raz, bo się czuję teraz nie
                                          bardzo - chodzi mi tylko o jakąś równowagę, wypośrodkowanie,
                                          zważenie, niegeneralizowanie, obiektywnym okiem.
                                          • karolana Re: Karolana 25.12.09, 09:14
                                            Easz, ja właśnie staram się złapać równowagę. A do tego należy też zauważanie,
                                            że problemem jest dyskryminacja mężczyzn w sądach rodzinnych. Nie oznacza to, że
                                            WSZYSCY ojcowie są źle traktowani, ale tak samo nie WSZYSTKIE kobiety są bite
                                            przez partnerów czy mężów. Kiedyś o przemocy domowej mówiono, że jest sprawą
                                            marginalną. Mówiono też, że nie występuje przemoc domowa skierowana przeciwko
                                            mężczyznom. I oczywiście, że skala jest nieporównywalna, ale przecież nie
                                            oznacza to, że można machnąć ręką i stwierdzić, że "eeee tam, to nie takie
                                            straszne". Bo problem w tym, że tego typu sprawy dotyczą realnych ludzi i są
                                            przyczyną realnego cierpienia, więc nie ma znaczenia ILE osób cierpi, prawda?
                                            Walczyłam i nadal walczę o prawa kobiet, bo jestem kobietą, jestem feministką i
                                            jestem świadoma problemów i potrzeb kobiet. Teraz jeszcze, w związku z sytuacją
                                            osobistą, zobaczyłam pewne zjawisko, które mi się nie podoba. To JEST problem i
                                            to DUŻY problem. Powodem są stereotypy siedzące w głowach tak głęboko, że
                                            prowadzą do lekceważenia prawa oraz obowiązków służbowych przez ludzi, którzy
                                            decydują o życiu innych. I uważam, że należy to dostrzec i coś z tym zrobić.
                                            Więc robię :)
                                            Pozdrawiam świątecznie.
                                            • easz Re: Karolana 26.12.09, 15:42

                                              Owszem, nie jest ważne ile osób cierpi, tylko że cierpią, ale jest
                                              to istotne o tyle, żeby nie zaciemniać spraw, nie zafałszowywać
                                              obrazu, także ze względu na ojców. Najważniejsze są i tak dzieci.

                                              Piszesz, że rozumiesz, że starasz się wypośrodkować a w następnym
                                              poście dalej swoje klepiesz - mężczyźni to, kobiety
                                              tamto. Trudno, jak wolisz. Jeśli uważasz, że ta metoda Cię gdzieś
                                              zaprowadzi, to ok, ale sądzę, że w ogóle nie bierzesz pod uwagę
                                              tego, co pisałam. A Twoje pierwsze posty są jakie są i w następnych
                                              kontynuujesz, i będziesz, bo 'osobiście doświadczyłaś', tyle.

                                              Główny problem proporcji - gdyby nie matki i takie decyzje sądów, to
                                              w większości przypadków dzieci trafiłyby do domów dziecka. W tak
                                              postawionych sytuacjach pan ojciec chyba już nie ma na co zwalać,
                                              hm? Więc gdyby nie dobro dziecka, to ja chrzanię, jestem za - za
                                              tym, żeby sądy zaczęły stosowały parytet, albocoś, pół na pół
                                              dzieciaki przydzielać rodzicom z automatu, i jaka to by była
                                              oszczędność pieniędzy podatników i czasu. Leczenie traum, cóż, skoro
                                              trzeba realnych dowodów niektórym, na nierealne myślenie.

                                              A pod domem Tuska strajkowało dziesięciu ojców.
                                    • sabinac-0 Re: O co walczycie? 23.12.09, 16:42
                                      karolana napisała:

                                      > Ja nikomu nie klaszczę, jedynie zwracam uwagę, że czasem i w niektórych sprawac
                                      > h
                                      > nie koniecznie pewne koleżanki feministki mają rację.


                                      Widze, ze jestes kolejnym wyznawca stereotypu, ze feministki nienawidza
                                      wszystkich chlopow.

                                      Nie masz racji.

                                      Feministki chyba najczesciej ze wszystkich przypominaja, ze dzieci maja rowniez
                                      ojcow.
                                      Przewijaki w meskich toaletach tez sa ich pomyslem, pomimo rechotu "prawdziwych
                                      mezczyzn" i "tradycyjnych kobiet".

                                      • karolana Re: O co walczycie? 24.12.09, 19:13
                                        > Widze, ze jestes kolejnym wyznawca stereotypu, ze feministki nienawidza
                                        > wszystkich chlopow.


                                        o lol! a gdzie Ty to wyczytałaś w moich postach???????? aż mnie zatkało!!! Poza
                                        tym jeśli już, proszę "wyznawczynią" :P
                                        >
                                        > Nie masz racji.

                                        No ba!
                                        >
                                        > Feministki chyba najczesciej ze wszystkich przypominaja, ze dzieci maja
                                        rowniez ojcow.

                                        Co Ty nie powiesz! A gdzie ja twierdzę, że nie?

                                        > Przewijaki w meskich toaletach tez sa ich pomyslem, pomimo rechotu "prawdziwych
                                        > mezczyzn" i "tradycyjnych kobiet".

                                        Ponownie - widzisz gdzieś moje zaprzeczenie???
                            • easz Re: O co walczycie? 21.12.09, 20:08

                              Mamy kontakty z mopsowymi i z tej perspektywy to wygląda zupełnie
                              inaczej, niż piszesz. I proszę nie zaczynać o patologii, bo
                              ta 'patologia' wygląda trochę inaczej, niż się pospolicie sądzi.

                              Bywa oczywiście różnie. Zastanawia mnie natomiast, czy Ty
                              zauważyłaś, co napisałaś? Takiej generalizacji dawno nie widziałam.
                              Wg tego, co napisałaś, to wina matek, matki są złe, złe kobiety jak
                              jedna żona, bez wyjątku, ojce niewinne i słabe. I wszystkie te
                              sprawy powinny się skończyć odwrotnie, no weź.
                              Mam dziwne wrażenie, że opisałaś jeden przypadek, jakiś sobie znany
                              i rozciągnęłaś to na wszystkie inne. Bez przesady.

                              Posłuchaj, ja mam inne doświadczenia. Młodzi ludzie naprawdę myślą i
                              czują. Takie rzeczy wśród osób, które znam to rzadkość. Samą mnie to
                              dziwiło, ale młodzi potrafią się dogadywać. Bywają wyjątki i są
                              straszne a sporo takiego gadania 'jaki to ja nie jestem pokrzywdzony
                              mąż i ojciec', to tylko gadanie, niestety.
                              Sądy by też tak nie przyklaskiwały, gdyby nie było zgody.

                              Poza tym, nowe prawo nie działa długo. Skąd masz aż tak obszerną
                              wiedzę, że działa to aż tak źle?

                              29 zarzutów? U mnie odbywa się ok. 10 spraw rozwodowych dziennie.
                              Nie wiem ilu w tym rodziców ma dzieci, ale tych 29 zarzutów ma się
                              jako co do czego? Za jaki to okres?
                            • easz Re: O co walczycie? 21.12.09, 20:19
                              karolana napisała:

                              > Więc proszę, nie piszcie, że jest dobrze

                              A kto tak napisał, która z nas? Dobrze?
                              Tylko czego chcesz od nas?

                              > Podstawową troską w systemie
                              > było i nadal jest dobre samopoczucie matki biologicznej dziecka.

                              Żal pe-el.
              • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:41
                ritsuko napisała:
                > Możesz mówić o tych wszystkich problemach, ale ile z nich dotyczy
                stricte kobie
                > t?

                A procentowo? Ilu jest samotnych ojców? Ilu ojców zostało
                wyrzuconych z pracy bo opiekują się dzieckiem? Ilu facetów zostało
                sprzedanych do burdelu? Ile kobiet to klientki burdeli?
                Ilu facetów rodziło na polskiej porodówce?
                Ilu facetów zarabia mniej niż kobieta pracująca na tym samym
                stanowisku?
                Ilu facetów jest w rządzie?
                • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:13
                  Procentowo, to większość społeczeństwa jest ode mnie głupsza, a jakoś dzięki temu nie mam lepiej- jestem tu na tych samych prawach co oni.
                  Moja siostra leżała na korytarzu rodząc drugie dziecko, a mnie prawie ominęła operacja (prawie, bo miły pan doktor wybłagał u dyrekcji szybką zmianę miejsc ze świeżo wypisaną babeczką na dostawce) dzięki Paniom, które koniecznie chciały rodzić w jednym szpitalu mimo wolnych miejsc w innych i mimo, że nie prowadziły tam ciąży- jak widać niektóre sobie radzą całkiem nieźle i w poważaniu mają innych :)

                  Tak gwoli ścisłości, to na wychowawczym Cię nikt nie zwolni, bo prawo tego zabrania :)
                  • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:19
                    Zwolnia zaraz po wychowawczym, bo tego prawo nie zabrania, a
                    kobieta z malym dzieckiem to niepotrzebny kłopot.
                    • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:26
                      Prawo ma zabraniać do emerytury czy do pełnoletności?
                      Zauważ, że np. jedynym sposobem Niemiec na wyjście z dołka jest
                      zwiększenie elastyczności zatrudnienia.
                      • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:30
                        Myslalam, ze Polska ma problem z bomba demograficzna, ale widac w
                        twoim slowniku tego pojecia nie ma.
                        • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:33
                          Chińczyków się zaprosi.
                          • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:55

                            Musisz chyba jeszcze dluzej posiedziec w swoim stabilnym i
                            bezpiecznym fotelu i wymyslic cos madrzejszego.
                            • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:58
                              Czemu? Przecież ta metoda jest praktykowana dłużej niż parytety. Potęga
                              gospodarcza powojennego RFN została zbudowana na imigracji, SZA do
                              dzisiaj cały swój potencjał high-tech opierają na imporcie.
                              • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 15:06
                                Dzikowy ma szesc lat i dlatego w zyciu nie slyszal o problemach ze
                                swiezymi mniejszosciami imigrantow ekonomicznych? O drugim
                                pokoleniu, ktore idzie na studia i nie chce byc smieciarzami,
                                cieciami i salowymi - albo przeciwnie, nie idzie do zadnej szkoly i
                                sie dozytownio, czesciowo na koszt panstwa, stacza? O faszyzmie,
                                ktory podnosi leb przeciw mniejszosciom za kazdym razem, kiedy
                                ekonomia kuleje? O barierach kulturowych, ktore sa przyczyna
                                konfliktow?
                                • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 15:17
                                  Drugie pokolenie? A to ja przy tym trybie życia już będę szeroko pojętą
                                  faunę dokarmiał.
                                  • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 15:23
                                    Az zal sciska, ze nie jestes politykiem. Nadajesz sie do sejmu jak
                                    ulał.
                                    • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 15:29
                                      Niekoniecznie. Nie lubię niedotrzymywać obietnic. W ogóle staram się
                                      nie obiecywać.
                                      • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 15:34
                                        E tam. Na calej liscie cech, ktora powinien posiadac polski polityk
                                        deklarowany brak jednej to pikus.
                                        • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 15:40
                                          Ale asystentek macać nie lubię, wódki nie lubię. Jak za dużo ludzi to
                                          czuję się nieswojo. Zdecydowanie nie moja ścieżka kariery.
                                          Ale dziękuję za propozycję.:)
                                          • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 15:51
                                            Macaliby za ciebie koledzy, w koncu nie musi ci to przeszkadzac.
                                            Pomysl o tym, imho dzialanie w polityce bardzo by pasowalo do
                                            twojej filozofii zyciowej.
                                            • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 16:19
                                              Jakiej niby? Uzależniania się od innych? W polityce nie ma graczy
                                              niezależnych.
                                              • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 16:32
                                                Nie wiem, dzikowy - masz kiepski dzien, albo ten kolo, co ci posty
                                                pisze, czuje sie slabo oplacany, ale dzis tenten. Ci nie idzie, eot.
                  • sabinac-0 Re: O co walczycie? 16.11.09, 17:42
                    ritsuko napisała:

                    > Tak gwoli ścisłości, to na wychowawczym Cię nikt nie zwolni, bo prawo tego zabr
                    > ania :)

                    O swieta naiwnosci!!!
                    Przede wszystkim, jesli jestes w wieku rozrodczym i nie masz plecow ani nie masz
                    etatu w jakims urzedzie, nie masz co liczyc na stale zatrudnienie - umowa na
                    czas okreslony odnawiana co kilka miesiecy to szczyt mozliwosci. To tak na
                    wypadek, gdyby zachcialo ci sie ciazy. Z tego samego powodu nikt nie bedzie sie
                    rwal by cie awansowac - po co, jesli w mniemaniu szefostwa i tak zajdziesz w
                    ciaze i wypadniesz z obiegu. Nikt cie nie bedzie traktowal powaznie, wszak nawet
                    profesorstwo mowilo na wykladach, ze studentki sa tylko ozdoba wydzialu i ze ich
                    zadaniem jest rodzenie a nie kariera.
                    Jesli zajdziesz w ciaze, umowe owszem, przedluza (takie jest prawo) - do dnia
                    porodu a potem wylot.
                    Jesli zalapiesz sie na staly etat, mozesz wziac wychowawczy (bezplatny) - w
                    czasie takowego cie nie wyrzuca, za to maja trzy lata czasu na przeprowadzenie
                    reorganizacji i zlikwidowanie twojego stanowiska - tak, bys nie miala do czego
                    wrocic.
                    Bedac mloda matka, odchowawszy nieco dzidzie, swiadoma swej wartosci,
                    odrzucajaca bzdury o dyskryminacji i ufajac ze wyksztalcenie daje ci pozycje
                    przetargowa na rynku pracy, idziesz szukac zajecia na miare twoich marzen i ambicji.
                    Niektorzy owszem, beda sklonni cie zatrudnic, ale zazadaja pelnej
                    dyspozycyjnosci - dzien i noc, niedziele, swieta, wyjazdy itp. Mozesz im
                    przypomniec, ze matki dziecka ponizej 4 lat nie mozna zmuszac do pracy w nocy
                    lub daleko od miejsca zamieszkania (5 czy 6-letniego tez nie zostawisz samego w
                    domu na noc), ale ci przypomna, ze panowie kandydaci tez maja dzieci i nie
                    migaja sie od delegacji.
                    Inni odrzuca cie od razu, zakladajac, ze chcesz pracowac tylko po to, by brac
                    zwolnienia na dziecko i, ewentualnie, zrobic sobie nastepne i wziac zwolnienie
                    na ciaze. Zapewne uzyja argumentu, ze panowie-kandydaci tez maja dzieci ale nie
                    biora na nie zwolnien.
                    Byc moze ktos cie przyjmie - na jakies podrzedne stanowisko ponizej twoich
                    kwalifikacji i ambicji. Oczywiscie na czas okreslony i placac odpowiednio mniej
                    z powodu "ograniczonej dyspozycyjnosci".

                    Ktos kiedys madrze zauwazyl - w Polsce na rynku pracy kobieta ma dzieci nawet
                    gdy ich nie ma, mezczyzna zas nie ma dzieci nawet gdy je ma.
                  • easz Re: O co walczycie? 16.11.09, 20:13
                    ritsuko napisała:

                    > dzięki Paniom, które koniecznie chciały
                    > rodzić w jednym szpitalu mimo wolnych miejsc w innych i mimo, że
                    nie prowadziły tam ciąży- jak widać niektóre sobie radzą całkiem
                    nieźle i w poważaniu mają innych :)

                    Oh, nie mów, że znasz szczegóły? mogło być tak, że tam gdzie chciały
                    rodzić okazało się lepiej, no wiesz, albo... czy ja wiem?
                    ostatecznie po prostu bliżej, tylko kilka % rozwiązań przebiega
                    terminowo. A może jednak te baby były złośliwe, jak myślisz?
                    Może poczekamy, kogo Ty będziesz mieć w poważaniu i jak się będziesz
                    gimnastykować w x m-cu ciąży szukając szpitala z położna 'rodzić po
                    ludzku' dwa województwa dalej, ew. oddziału, na którym nie będą
                    czekać z cesarką aż do podduszenia płodu. Rozsądniejsza by była
                    wstrzemięźliwość w wypowiedziach tego typu, póki co.

                    > Tak gwoli ścisłości, to na wychowawczym Cię nikt nie zwolni, bo
                    prawo tego zabrania :)

                    Ostatnio padł rządowy pomysł o wprowadzeniu mozliwości zwalniania
                    już ciężarnych pracownic, wstępnie urzędniczek. Przeszło delikatnie
                    na razie, bez echa w narodzie, więc całkiem prawdopodobne, że po
                    takiej sondzie przypuszczą atak frontalny. Nawet jeśli nie, to samo
                    wpadanie na tak świetne pomysły mówi wszystko o pomysłodawcach.
                    • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 21:06
                      Ginekolog przepraszając mnie wyjaśnił. Nie powiem jaki to szpital, ale jeden z
                      wyróżnionych w tej akcji. Ginekolog wprost żalił się, że nie może przyjąć
                      pacjentek, które prowadziły tam ciąże, bo przyjeżdżają kobiety z całego
                      województwa, że wolałby, żeby był jasny podział i koniec. A tracą na tym tylko
                      inne kobiety.
                      Sama byłam świadkiem rozmowy kobiety na recepcji- ma skurcze, recepcjonistka
                      twardo tłumaczy- naprawdę nie mamy miejsc, proszę pojechać tu i tu (nie tak
                      daleko, jedno miasto), tam na pewno są miejsca, dzwoniliśmy. A kobieta swoje, że
                      może jednak...
                      • easz Re: O co walczycie? 16.11.09, 21:14
                        ritsuko napisała:

                        > Ginekolog wprost żalił się, że nie może przyjąć
                        > pacjentek, które prowadziły tam ciąże, bo przyjeżdżają kobiety z
                        całego województwa, że wolałby, żeby był jasny podział i koniec. A
                        tracą na tym tylko inne kobiety.

                        Ale ja o tym m.in. pisałam, sama widzisz, że to jest wolna
                        amerykanka i niktnicniewie. Kobity są zastrachane tym co sie dzieje,
                        tym co w ogóle narosło i narasta wokół ciąż porodów itd. To nie są
                        wymysły. Duuużo by o tym mówić, zresztą sama możesz zobaczyć, że na
                        tym forum też sporo było horrorów.

                        > Sama byłam świadkiem rozmowy kobiety na recepcji- ma skurcze,
                        recepcjonistka twardo tłumaczy- naprawdę nie mamy miejsc, proszę
                        pojechać tu i tu (nie tak daleko, jedno miasto), tam na pewno są
                        miejsca, dzwoniliśmy. A kobieta swoje, że może jednak...

                        Ej no, ale nie żartuj. Skoro miała skurcze...
                      • sabinac-0 Re: O co walczycie? 16.11.09, 22:29
                        Jakie te baby sa okropne, nie?
                        Nawet porodowke zatkaly, z czystej zlosliwosci.
                        Jest powod, by zwalczac kazdy przejaw feminizmu.
                      • kocia_noga Re: O co walczycie? 17.11.09, 08:25
                        ritsuko napisała:

                        > Ginekolog przepraszając mnie wyjaśnił. Nie powiem jaki to szpital,
                        ale jeden z
                        > wyróżnionych w tej akcji. Ginekolog wprost żalił się, że nie może
                        przyjąć
                        > pacjentek, które prowadziły tam ciąże, bo przyjeżdżają kobiety z
                        całego
                        > województwa, że wolałby, żeby był jasny podział i koniec. A tracą
                        na tym tylko
                        > inne kobiety.
                        > Sama byłam świadkiem rozmowy kobiety na recepcji- ma skurcze,
                        recepcjonistka
                        > twardo tłumaczy- naprawdę nie mamy miejsc, proszę pojechać tu i tu
                        (nie tak
                        > daleko, jedno miasto), tam na pewno są miejsca, dzwoniliśmy. A
                        kobieta swoje, ż
                        > e
                        > może jednak...


                        Ech no jasne, zachciało jej się głupiej pindzie dobrego porodu.Że
                        też ludziska takie nachalne!
                        A poważnie - dlaczego dobrych warunków rodzenia nie ma w KAŻDYM
                        szpitalu?
                        No i - co ważniejsze - dokupienie prawego skrzydłowego do miejscowej
                        drużyny czy dostosowanie oddziału położniczego do XXw? Nie mówiąc
                        już o XXI. I dlaczego zawsze wygrywa skrzydłowy?
              • easz Re: O co walczycie? 16.11.09, 20:41
                ritsuko napisała:

                > Wystarczy rozeznać się w temacie, że do burdeli werbują nie tylko
                mężczyźni, ale i kobiety.

                Widzisz, znów stereotypowe patrzenie. IMO najważniejsze nie jest to,
                kto to robi, ale komu. Kim są ofiary. Dlaczego. Przyczyny, skutki.
                Podobnie w przypadku molestowania itp.

                > Zresztą La Strada tylko pozornie (dla osób, które sa nie w
                temacie) zajmuje się kobietami, bo handel ludźmi dotyczy także
                mężczyzn.

                To prawda, LaStrada zajmuje się handlem ludźmi, ale dziwnym trafem
                to nie feministki cały czas kładą nacisk na problematykę kobiecą,
                jeśli chodzi o działalność LS. Dziwne.

                > Przemoc ze strony kobiet istnieje, tylko głośno się on iej wciąż
                nie mówi.

                Istnieje. Nie słyszałam jeszcze, żeby jakakolwiek feministka temu
                zaprzeczała, więc nie kumama argumentacji i pretensji. Chodzi o
                skalę zjawiska. Także o skalę widoczności, w tym momencie. W moim
                odczuciu, gdyby nie m.in. feministyczne starania, stereotyp 'maczo
                którzy nie płaczą' i wszystko co się pod taką figurą może kryć także
                dla facetów niefajnego - miałby sie dobrze. Jak można nie widzieć
                tych konsekwencji? Ale za to metroseksualność, zniewieściałość i
                niemęskość współczesnych mężczyzn to już tak, negatywnie, i
                obwiniając za powstanie tegoż feministki, ew. kobiety współczesne w
                ogóle. To jest dopiero konsekwencja w poglądach.

                > Nie chciałabyś być na miejscu tak
                > ich mężczyzn jak oni zgłoszą się na policję. I nie powiem w swoim
                zakresie robię to, co póki co mogę- informuję, że taki problem też
                istnieje.

                Ale wiesz dlaczego tak jest? Kogo i czego przede wszystkim obawiają
                się tacy mężczyźni? Odpowiedz sobie na to pytanie.

                No i nie chciałabyś być na miejscu zgwałconej dziewczyny, która
                zgłasza się na policję, a ta ją odsyła, bo to nie ten rewir, albo
                wywala ją lekarz, bo jest nieumyta... W portalu linkowane.

                Blablabla, można się tak licytować, tylko po co?

                > Zgadnij ze strony kogo? Prezes była kobietą i to dzięki niej
                pierwsza praca była moim koszmarem.

                To jak wyżej, na początku postu. Poza tym możesz również zastanowić
                się nad odpowiedzią na pytanie - dlaczego? Tylko byłoby fajnie,
                gdybyś uciułała możliwie jak najwięcej możliwych odpowiedzi, a nie,
                zawsze masz tylko jedną, gotową, tendencyjną.

                > Znam kobiety, które awansują i świetnie zarabiają. To raczej
                kwestia pewnych indywidualnych cech.

                A że jest ich mało, to pewnie dlatego, że są z natury mniej nadające
                się niż męzczyźni, czyżby gorsze?

                > Należy bronić słabszych, krzywdzonych, bez względu na płeć. Ruchów
                pomagającym
                > kobietom jest multum, o mężczyznach nikt nie słyszy.
                > Możesz mówić o tych wszystkich problemach, ale ile z nich dotyczy
                stricte kobiet?

                Dotyczą, jeśli ewidentnie ktoś traktuje cię gorzej, bo jesteś
                kobieta. Ja miałam okazję dosłownie usłyszeć taki argumencik,
                niestety więcej niż raz. M.in. starając sie o pracę. Nie była to,
                ehehe, kopalnia. No i co? Ty nie doświadczyłaś a ja tak. Twoje
                przeciwko mojemu - i co z tym zrobimy?
                • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 21:10
                  Szanuję to, że powiedziałaś wprost, ze Ciebie osobiście Cię to dotknęło.
                  Naprawdę. Bo dla mnie może to jest jakaś abstrakcja, bałam się, że tu tak samo-
                  walka dla walki. Ale jeśli przyznajesz, że osobiście Cię to dotknęło, to zwracam
                  honor.
                  • easz Re: O co walczycie? 16.11.09, 21:23
                    ritsuko napisała:

                    > Szanuję to, że powiedziałaś wprost, ze Ciebie osobiście Cię to
                    dotknęło.
                    > Naprawdę. Bo dla mnie może to jest jakaś abstrakcja, bałam się, że
                    tu tak samo- walka dla walki. Ale jeśli przyznajesz, że osobiście
                    Cię to dotknęło, to zwracam honor.

                    Nie ma potrzeby, ja żadnego honoru nie straciłam, coby mi go
                    zwracać. To, że ktoś nie mówi wprost, albo sam na własnej skórze nie
                    doświadzczył, nie znaczy, że czegoś nie ma. No bo co zmienia nagle
                    to, co powiedziałam? Chodzi o to, że nasze nie jest jedyne - co,
                    jakby tu powiedzieć, sama powiedziałaś wcześniej. I nie żyjemy tylko
                    dla siebie, nie?
                    Post założycielski jest naprawdę fa-tal-ny, no niestety.
                  • kocia_noga Re: O co walczycie? 17.11.09, 08:31
                    Te dziewczyny co zrobiły (nie wiem co dokładnie) COŚ koledze na
                    imprezie, to sfilmowały to potem i wrzuciły w sieć, żeby się
                    pochwalić? Nie? Naprawdę nie?
                    Ale chłopcy robiący COŚ dziewczynom wrzucają, bardzo często,
                    bardzo. Jeśli się nie spotkałaŚ, to poszukaj np pod tagiem gang bang.
                    Lubisz myśleć samodzielnie to przemyśl tę sprawę.
              • evita_duarte Re: Ona naprawdę nie wie? 17.12.09, 16:05
                Czy tylko sie zgrywa? Ritsuko- przykro mi Cie poinformować, że kobiety bardzo
                często bywaja strazniczkami patriarchatu. Feminizm nie walczy z facetami ani
                babkami, raczej z pewnymi zachowaniami i stereotypami. Jak uważasz,ze coś za
                mało to zawsze mozesz się przyłaczyć i pomóc.
          • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 13:02
            Zacofaną, niedojrzałą? Kto ci tak ubliżył? Pewnie dzikowy.
            No a co do grzeczności to wejście na forum i zarządanie odpowiedzi
            (tylko nie głupot), bo nas niepoważnie traktujesz -szczytem dobrego
            tonu nie jest.
    • six_a Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:02
      o rany, drugi tad normalnie: "przekonajcie mnie że gwałty nie wynikają z
      sytuacji sprzyjającej"

      osobiście mam w dupie dostarczanie argumentów miłym paniom, którym się coś tam
      wydaje, bo ich nie spotkało, jak również miłym paniom, którym nie chciało się
      nawet poczytać forum, na którym wszystkie wymienione w poście problemy pojawiały
      się tysiąc razy.

      poza tym, mnie spoko możesz traktować niepoważnie, mam to dokładnie tam.
      • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:14
        Czytaj proszę ze zrozumieniem i nie wybiórczo, skoro mi już zarzucasz, że nie przebrnęłam przez wszystkie wpisy na forum.
        Dziękuję
        • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:20
          A przebrnelas?
          Szacun o_O
          • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:33
            Mogę potraktować to jako wstęp, bo dałam radę parę stron dopiero
        • six_a Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:33
          "Czytaj proszę ze zrozumieniem"
          jedyne forum, na jakim ten "argument" działa, to forum kobieta.

          to, że do odpowiedzi wybieram interesujące mnie fragmenty postu, nie oznacza, że
          czytam wybiórczo. chyba że zaprezentujesz jakieś dowody na wybiórczość mojego
          czytania?

          przychodzisz z nastawieniem: feminizm jest głupi/dziwny/inny, ale pomęczcie się
          i mnie przekonajcie. pośrodku tematy, których nie chciało Ci się poszukać na
          forum, a na koniec gwóźdź posta: chcecie poznać moją opinię na temat ..., sami
          poszukajcie.

          jeśli rzeczywiście nie widzisz co Twój post wyraża formą i treścią, pozostaje
          pożyczyć więcej spostrzegawczości.

          i nie ma za co.
          • szymonblaszczyk Re: O co walczycie? 18.11.09, 12:54
            a czy nie podchodzisz do tematu od d..y strony? Otóż powstaje pewien ruch, jego działania są nizrozumiałe, kompromituje się (np. kongres kobiet - po 3 dniach rozmów pani środa dochodzi do wniosku "nic nie zostało zrobione - dalej nie ma żeńskiego odpowiednika słowa mechanik" - autentyk!!!!!), owy ruch chce walczyć na rzecz wszystkich kobiet, jak kobiety popierają ten ruch widać choćby po "sukcesie" Partii Kobiet. Więc czy przekaz informacji nie należy do owego ruchu? Jeżeli się mylę to prosze walczcie tylko o prawa zdeklarowanych feministek bez badziewnych tekstów: każda kobieta to feministka tylko o tym nie wie. Tak - ale zapewne się mylę a Ty masz racje majac w 4 literach kobiete która pyta o co walczycie a Ty na nią wskakujesz bo ... raczyła zapytać, ona śmie niewiedzieć ...
            • ritsuko Re: O co walczycie? 18.11.09, 16:15
              Ja jestem "strażniczką patriarchatu" bodajże.
              Czyli taką, która doceni wybory feministek, ale póki co całym swoim życiem
              podporządkowuje się mężczyznom. I zdecydowanie nie myśli samodzielnie, a nawet
              jeśli, to jest ograniczona schematami wbitymi jej przez patriarchalny świat i
              nawet o tym nie wie!
              Tak a propos tego mechanika, gdzieś tu spotkałam się z określeniem
              "naukowczyni". No chyba bym padła ze śmiechu jakby nie daj Boże ktoś mnie tak
              kiedyś nazwał (śmiesznie dla mnie brzmi :)). Im dalej to idzie tym bardziej
              podkreśla nieistniejące różnice pomiędzy płciami. Z jednej strony równość,
              współdziałanie, a z drugiej oddzielmy się wyraźną krechą, miejmy swój żeński
              odpowiednik wszystkiego :)
    • kontodopisanianaforum Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:03
      Odpowiedź znajdziesz
      tu
      • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:17
        Ciekawe, każda grupa społeczna, która stara się coś przekazać bądź czegoś dowieść ma logiczne argumenty na to i wręcz do u... śmierci jest w stanie popierać swoje założenia. A tu wszyscy siedzą chyba na zasadzie "a mam to w poważaniu, wiem lepiej, tylko te głupie, ślepe kury nie dostrzegają prawdziwej i jedynie słusznej prawdy" :D
        Dr Google oraz parę artykułów, falietonów itd. widać mi dały dobry obraz- walka dla walki, na nierównych prawach :)
        • kocia_noga Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:24
          A więc z tym pozostań.
          A tak z ciekawości - zajmiesz się męską krzywdą?
          • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:30
            Poniekąd już się hobbistycznie zajmuję pomagając koledze, o którym wspomniałam wyżej włącznie ze znalezieniem mu profesjonalnej pomocy i doradztwa
            • szymonblaszczyk Re: O co walczycie? 18.11.09, 12:58
              gdy zacząłem czytać ten wątek wiedziałem że ak się to skończy ... bo widzisz - nie wiem czy to ich strategia czy co - ale one nie udzielają odpowiedzi tylko besztają ludzi któzy pytają podsuwając linki z google. Jednocześnie chcą reprezentować całą populację kobiet. Feminizm obecnie to niezrozumiała nowomoda dla dziewczynek z brakim zajęcia ... ja do takiego doszedłem wniosku po moich posuzkiwaniach sensu - z postawy życzliwej zamieniłem ją na pogardliwą - i taka zostanie - one i tak to mają w poważaniu. Tylko niech skończą ze swoimi głupimi postulatami ... bo reprezentują wąską grupkę ludzi i tyle ...
        • bene_gesserit Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:28
          Nie rozumiem - jesli nie masz zadnych zludzen, ze feminizm jest
          walka dla walki na nierownych (faworyzujacych kobiety?) prawach, to
          o co ci jeszcze chodzi? Werzuc sobie jeszcze w
          przegladarke 'niedoru...e lesby' i 'kopernik tez byla kobieta', a
          bedziesz juz o feminizmie wiedziec wszystko.
          • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:44
            Dziękuję za szybka ocenę mojej osoby, widać rzeczywiście na feministkę się zdecydowanie nie nadaję:
            1. Myślę samodzielnie
            2. Nie przemawia do mnie tania propaganda
            3. Oceniam ludzi przez pryzmat osoby, a nie płci, ilości dzieci, czy co robią w łóżku
            4. Nie lubię argumentów "Bo, tak"
            5. Cenię sobie branie odpowiedzialności za własne czyny i przyjęcie konsekwencji
            6. Nie mieszam spraw przestępczości do walk o prawa jakiejkolwiek grupy
            • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 14:54
              I nie masz słownika :)
              • ritsuko Re: O co walczycie? 16.11.09, 15:09
                Damn, zrobiłam gdzieś błąd? Operę mam ciągle przestawioną na inny język ;)
                • dzikowy Re: O co walczycie? 16.11.09, 15:17
                  Gdybyś zrobiła to nie ja bym ze słownikiem wyskakiwał ;)
                  • six_a Re: O co walczycie? 16.11.09, 16:26
                    hahaha, powiedział włatca sygnaturki z bykiem, drugi czepiacz rp zara po
                    październiku, włatcy pszecinkuf
            • bene_gesserit Pobite szklanki! 16.11.09, 15:02
              Ejno, szybka jestes, zazwyczaj post tego typu (ultranarcystyczna i
              umniejszajaca w intencji deklaracja) pojawia sie w tego typu
              watkach zazwyczaj po mniej-wiecej 24h - a bywalo, ze i po trzech
              dniach. Nuda :(

              Ale ok - mysle, ze postaramy sie wobec tego czerpac z ciebie
              przyklad w przyszlosci, bo widze, ze jako ludzie niegodnysmy ci
              zawiazac rzemyka w sandale.
              • ritsuko Re: Pobite szklanki! 16.11.09, 15:08
                Widać takie już macie podejście, co zresztą niespecjalnie mnie dziwi.
                Odstraszacie, atakujecie, nie staracie się zrozumieć, a najchętniej
                widziałybyście tylko albo skrzywdzone owieczki, które Wam przytakną, albo
                kobitki, które będą pokrzykiwać "Taaaak, dokładnie" na kolejne posty :). To
                takie podsumowanie trochę zbyt mocne, ale dające obraz miłośniczek tego forum :)

                Nie noszę bynajmniej rzemykowych sandałków, ale dziękuję bardzo. Nie czuję się
                od Was wcale lepsza, poprostu mam inne poglądy. I mam nadzieję tylko, że
                uwzględnicie fakt, że są na świecie kobiety, które nie chcą tego co Wy im
                proponujecie. Po prostu.
                Pozdrawiam :)
                • bene_gesserit Re: Pobite szklanki! 16.11.09, 15:27

                  Ton dyskusji narzucilas ty, swoim pierwszym impertyneckim i
                  nieprzyjemnym postem. Przedostatni tez nie podniosl twoich akcji -
                  zgadnij czemu. Ani brak argumentow, niechec do samodzielnego
                  zglebienia tematu, na ktory niby-to chcesz rozmawiac, po prostu.
                • six_a Re: Pobite szklanki! 16.11.09, 15:43
                  >I mam nadzieję tylko, że uwzględnicie fakt, że są na świecie kobiety, które nie
                  chcą tego co Wy im proponujecie. Po prostu.

                  no fakt, są takie kobiety, co się nie przyznają, a korzystają z tego co feminizm
                  im dał, daje lub kiedyś da. proponuję się zastanowić, gdzie byś dzisiaj była,
                  gdyby nie istniał feminizm, a potem dopiero pluć, o ile będzie czym.

                  a teraz do rzeczy:
                  > Odstraszacie, atakujecie, nie staracie się zrozumieć
                  to akurat są cechy posta wyjściowego

                  > widziałybyście tylko albo skrzywdzone owieczki, które Wam przytakną, albo
                  > kobitki, które będą pokrzykiwać "Taaaak, dokładnie" na kolejne posty :)
                  to są bajania ludu nieoczytanego co najmniej, który nie wie, o czym mówi.

                  >To takie podsumowanie trochę zbyt mocne, ale dające obraz miłośniczek tego forum
                  a to jest cienkie, by nie powiedzieć rzadkie, i daje wyłącznie pojęcie o miłej
                  pani piszącej spod nicka ritsuko.
                  • bene_gesserit Morał 16.11.09, 16:34
                    W sumie ciekawie sie to konczy - ritsuoko w przerwach miedzy
                    pisaniem na Plotku poszla na forum Kobieta, ale i tam jakos nie
                    znalazla zrozumienia.
                    • six_a Re: Morał 16.11.09, 17:02
                      :) widziałam.
                      widocznie ani miłe panie, ani kobietki się nie nadają do dyskursu, niech
                      spróbuje na mężczyźnie;)
                      • ritsuko Re: Morał 16.11.09, 17:59
                        Tam mi dobrze, to raczej to forum było odskocznią chwilową, wiele to w moim
                        życiu nie zmieniło, ale dziękuję za ponoć próby wyjasnienia, których nie
                        dostrzegłam.
                        Bez obrazy dziewczyny, w końcu zawsze nas łączy fakt posiadania macicy- dla
                        niektórych tak ważny :D
                        • six_a Re: Morał 16.11.09, 18:27
                          no i mam zagwozdkę, po jaki kij za każdym postem usiłujesz coś wmówić temu forum?
                          a na tamtym naskarżyłaś, że tu jest ideologicznie;), co by nie powiedzieć,
                          żadnej ideologii nikt Ci tu nie wcisnął:)
                          • ritsuko Re: Morał 16.11.09, 19:09
                            Ale ja nie znam tego forum na tyle, żeby móc je z całą pewnością oceniać i
                            szufladkować :)
                            • bene_gesserit Re: Morał 16.11.09, 19:15
                              Ale to nie przeszkodzilo ci ocenic i zaszufladkowac forum w co
                              najmniej paru postach, wiec moze ustal jakas spojna wersję.
                          • ritsuko Re: Morał 16.11.09, 19:11
                            A ideologicznie jest, przecież to fakt. I to całkiem normalne, że na emamie czy
                            kobiecie będą innego rodzaju wpisy :)
                            • easz Re: Morał 16.11.09, 19:50
                              ritsuko napisała:

                              > A ideologicznie jest, przecież to fakt. I to całkiem normalne, że
                              na emamie czy kobiecie będą innego rodzaju wpisy :)

                              Stereotypiara, po macicy oceniasz i jej funkcjach nawet:)
                              • ritsuko Re: Morał 16.11.09, 20:58
                                W mordkę :), to brzmi jakby z macicą się myślenie zmieniało :D
                    • ritsuko Re: Morał 16.11.09, 17:57
                      Miło, że mnie podsumowałaś. Na szczęście ambitniejszych moich zajęć nie masz
                      raczej szans poznać :), a owszem, czytam Plotka, Pudelka jak i fora internetowe
                      i wcale się tego nie wstydzę.
                  • ritsuko Re: Pobite szklanki! 16.11.09, 17:56
                    Pomiędzy niegdysiejszym a dzisiejszym feminizmem jest przepaść, nie
                    pochlebiajcie sobie :)
                    • six_a Re: Pobite szklanki! 16.11.09, 18:36
                      o, a mnie się zdawało, że nie znasz ani dawnego, ani obecnego, a tu proszę jaka
                      niespodzianka :)

                      • ritsuko Re: Pobite szklanki! 16.11.09, 19:13
                        Emancypacja kobiet była bardzo ważna, pierwsze kobiety na uczelniach, pierwsze,
                        które walczyły o swój głos, torowały drogę dla innych w zawodach. Tego ciężko
                        nie doceniać. Ale to coś zupełnie innego niż teraz. Choć być może moje wnuki co
                        innego będą uznawać za normę dzięki Wam- i jeżeli to będzie na plus, to nie mam
                        zamiaru protestować
                        • six_a Re: Pobite szklanki! 16.11.09, 20:25
                          >Ale to coś zupełnie innego niż teraz.
                          nie, to to samo, tylko czasy inne i problemy też inne.

                          rzucasz jakimiś hasłami, cud że wąsy i nieogolone nogi dotąd się nie pojawiły :>
                          a Twój manifest pięciopunktowy to i feministka może spokojnie podpisać.
                          • ritsuko Re: Pobite szklanki! 16.11.09, 20:56
                            Nie pogrążałabym się- mam jedną nogę niewydepilowaną, a wąsy czekają na wosk ;)
                • easz Re: Pobite szklanki! 16.11.09, 19:57
                  ritsuko napisała:

                  > Nie czuję się
                  > od Was wcale lepsza, poprostu mam inne poglądy. I mam nadzieję
                  tylko, że uwzględnicie fakt, że są na świecie kobiety, które nie
                  chcą tego co Wy im proponujecie. Po prostu.

                  Sedno - feminizm to m.in. możliwość wyboru, zapewnienie i
                  utrzymanie "sytuacji", w której kobieta może dokonywać wyborów,
                  podejmować decyzje w swoim imieniu, dla siebie. Kobiety na świecie
                  nie mają obowiązku chcieć tego samego, ani tego samego co mityczne
                  my, a nie mają (lub wciąż jeszcze niestety tylko _nie powinny
                  mieć) właśnie dlatego, właśnie z powodu istnienia i dokonań, powiem
                  szumnie - feminizmu.
                  • ritsuko Re: Pobite szklanki! 16.11.09, 20:58
                    A ja powiem szczerze, że to jedyny sensowny, prosty, a zarazem konkretny post,
                    który jest odpowiedzią na moje pytanie. Dziękuję
                    • easz Re: Pobite szklanki! 16.11.09, 23:01
                      ritsuko napisała:

                      > A ja powiem szczerze, że to jedyny sensowny, prosty, a zarazem
                      konkretny post, który jest odpowiedzią na moje pytanie. Dziękuję

                      Nie ma za co, bo widzisz problem w tym, że dziewczyny, które się tu
                      w wątku dziś udzieliły, wszystkie już to samo mniej więcej były
                      powiedziały, na tym forum i nie tylko na tym, po milion 500 razy.
                      Więc sama widzisz:)
            • easz Re: O co walczycie? 16.11.09, 20:02
              ritsuko napisała:

              > 1. Myślę samodzielnie
              > 2. Nie przemawia do mnie tania propaganda
              > 3. Oceniam ludzi przez pryzmat osoby, a nie płci, ilości dzieci,
              czy co robią w łóżku
              > 4. Nie lubię argumentów "Bo, tak"
              > 5. Cenię sobie branie odpowiedzialności za własne czyny i
              przyjęcie konsekwencji

              Pięć razy 'ja też' a jestem feministką. I 5 tak, plus to, że nie
              żyję na bezludnej wyspie, w zawieszeniu, w próżni i nikt tak nie
              żyje, więc. 6 - przyznam, nie rozumiem.

              > 6. Nie mieszam spraw przestępczości do walk o prawa jakiejkolwiek
              grupy

              No i?
          • gelerth0 Re: O co walczycie? 18.11.09, 23:07
            O! Prawda w oczy kole? Tak trudno zrozumieć, że feminizm jest obecnie
            propagowany, bo ktoś na tym robi kasę? Równość praw gwarantuje konstytucja,
            trzeba tylko egzekwować prawo. Oczywiście o to w Polsce niełatwo, ale to był by
            właściwy kierunek. Natomiast tworzenie ministerstwa równości i innych tego typu
            instytucji ma na celu tylko i wyłącznie wyciąganie kasy od zwykłych ludzi.
    • benek231 Wiem, Ty feministkom nie zawdzieczasz nic :O) 16.11.09, 23:25
      No i bardzo ladnie. Pochwalam. O reszte mniejsza. :)

      Weszlas sobie tu tak obcesowo, ze o malo co a wyrwany zostalem do tlumaczenia
      sie i wyjasniania, za feministki - tak wielkiwe wrazenie wywarl na mnie Twoj
      wstepniak. Szczesciem, ze na koniec nawiazujesz do swoich wystepow na F.Kobieta,
      gdzie wykazywalas sie w temacie obowiazkowych badan cytologicznych. Wprawdzie z
      uwagi na kontrowersyjnosc problematyki, nie bede ocenial Twojego stanowiska,
      niemniej cytowana ponizej opinia pozwolila mi przypuscic, ze chyba zbyt duzo
      mowisz :)

      "Żyjąc w Państwie demokratycznym decydujesz się na przestrzeganie panującego w
      nim prawa- Ty o nich decydujesz, Ty głosujesz na ludzi, którzy mają decydować za
      Ciebie..."

      Powyzsze swiadczy o tym, ze Twoja wiedza z demokracji, na piatym roku, jest dosc
      uboga, a niestety, wlasnie jej skutkiem, Twoje opinie o przymusowych badaniach
      sa jakie sa - podobnie z probami krytyki feminizmu i feministek.

      Wydaje mi sie, ze powinnas byla wziac sobie do serca sugestie Bene (na poczatku
      watku) i udac sie na strone Feminoteki, chocby. Czasem czytanie pozytywnie
      wplywa na stan wiedzy ogolnej.

      • ritsuko Re: Wiem, Ty feministkom nie zawdzieczasz nic :O) 17.11.09, 08:26
        "Żyjąc w Państwie demokratycznym decydujesz się na przestrzeganie panującego w
        > nim prawa- Ty o nich decydujesz, Ty głosujesz na ludzi, którzy mają decydować z
        > a
        > Ciebie..."
        >
        > Powyzsze swiadczy o tym, ze Twoja wiedza z demokracji, na piatym roku, jest dos
        > c
        > uboga, a niestety, wlasnie jej skutkiem, Twoje opinie o przymusowych badaniach
        > sa jakie sa - podobnie z probami krytyki feminizmu i feministek.

        A kto do jasnej jak nie ja, moja mama, znajomi i reszta społeczeństwa?
        Krasnoludki głosują? No przepraszam! To, że mój kandydat nie przejdzie, bo ma za
        mało głosów nie zmienia faktu, że ja swój głos oddałam i przyłożyłam rękę do
        tego kto za mnie decyduje. Nikt mi nie każe milczeć także w interesujących mnie
        kwestiach
        • easz Re: Wiem, Ty feministkom nie zawdzieczasz nic :O) 18.11.09, 02:02
          ritsuko napisała:

          > A kto do jasnej jak nie ja, moja mama, znajomi i reszta
          społeczeństwa?
          > Krasnoludki głosują? No przepraszam! To, że mój kandydat nie
          przejdzie, bo ma za
          > mało głosów nie zmienia faktu, że ja swój głos oddałam i
          przyłożyłam rękę do tego kto za mnie decyduje. Nikt mi nie każe
          milczeć także w interesujących mnie kwestiach

          Nikt nie każe też Ci obrażać innych, którzy mają inne zdanie w tych
          kwestiach oraz żądać od władzy, żeby do czegoś kogoś zmuszała, jeśli
          nie dotyczy to przestepstwa. Guzik wiesz jednak o demokracji. Oraz o
          swoich własnych prawach zagwarantowanych konstytucyjnie.
          A jeśli chodzi o wybory - świetnie, że masz tutaj na kogo głosować,
          ale co, jeśli nie ma się 'swojego' kandydata i najwyżej można
          wybierać zawsze mniejsze zło, np. żeby nie dopuścić do mną rządzenia
          takiegiego ch jak Leper?
          Żenada, dziecinada.
          • ritsuko Re: Wiem, Ty feministkom nie zawdzieczasz nic :O) 18.11.09, 08:13
            Radzę najpierw ochłonąć, bo emocje widzę wzięły górę. Doskonale Cię rozumiem,
            nie raz musiałam wybierać mniejsze zło i nie powiem, żebym była z tego powodu
            zadowolona (chociażby wybory do PE w moim okręgu...).
            Poza tym, jak napisałam w odpowiedzi niżej- wbrew pozorom masz wybór i nikt Cię
            do niczego nie zmusza. To jedynie byłaby konsekwencja innego Twojego wyboru.
            P.S. Czy mogłabyś wskazać, w którym miejscu obraziłam kogokolwiek?
        • benek231 Re: Wiem, Ty feministkom nie zawdzieczasz nic :O) 18.11.09, 04:52
          ritsuko napisała:

          > "Żyjąc w Państwie demokratycznym decydujesz się na przestrzeganie panującego w
          nim prawa- Ty o nich decydujesz, Ty głosujesz na ludzi, którzy mają decydować
          zaCiebie..."
          > >
          > > Powyzsze swiadczy o tym, ze Twoja wiedza z demokracji, na piatym roku, jest
          doscuboga, a niestety, wlasnie jej skutkiem, Twoje opinie o przymusowych
          badaniach sa jakie sa - podobnie z probami krytyki feminizmu i feministek.
          >
          >
          *Usilowalem dostac sie na F. w bardziej ludzkich godzinach, aby dokladniej
          wylozyc o co mi chodzi, ale niestety przez kilka godzin natrafialem na jakies
          problemy z funkcjonowaniem F.

          Ale do rzeczy. Bo widzi mi sie, ze Ty mentalnie tkwisz w demokracji z okresu
          I-ej Rzeczypospolitej, kiedy to dokonywano elekcji krola by ten rzadzil w
          imieniu wszystkich. Niestety dosc powszechna jest nieswiadomosc takiego oto
          drobiazgu, ze nawet ow krol zasiegal opinii i porad, magnaterii, szlachty,
          mieszczczanstwa i kleru - rzady majace na wzgledzie dobro nienaruszalnych
          wolnosci obywatelskich pomine. On nie byl taki madry jak Kopacz czy Tusk,
          ktorzy wiedza wszystko i wlasnie dlatego nie maja zwyczaju sluchania glosu ludu.

          Demokracja panujaca obecnie w Polsce miala byc demokracja reprezentatywna. W
          takiej nie wybierasz Madrego lecz glosujesz na polityka, ktory powinien Cie
          reprezentowac - a za nim administrator typu Kopacz, czy inny biurokrata. W
          demokracji zatem najpierw montowana jest tzw. platforma wyborcza i dzieki niej
          mozesz zorientowac sie z ktora partia jest Ci najbardziej po drodze. Oczywiscie
          mowimy o sprawach najwiekszej wagi bo w tych mniejszych, codziennych, decyduje
          rzad - ale nie z zaskoczenia, jak ten oraz rzady poprzednie. Rzad winien
          przynajmniej zasiegac opinii osob zainteresowanych - w tym przypadku kobiet
          (Easz wlasnie napomknela o roznicy pomiedzy reprezentowaniem mnie a rzadzeniu
          mna). To co i tym razem zaoferowal rzad siega do najpiekniejszych
          komunistycznych tradycji, kiedy to dany kacyk, a z nim cale jego polityczne
          biuro, moglo sobie miec gdzies zdanie obywatela. Wlasnie za niego rzadzili
          komuchy - by nie bolala go glowa, by sie nie biedzil. Ty najwyrazniej zyczylabys
          sobie tego samego - by Kopacz zdjela Ci z glowy problem decydowania, a w zamian
          Ty bedziesz poslusznie podporzadkowywac sie jej decyzjom.

          Kopacz zapomniala zatem o czyms takim jak wolnosc jednostki oraz jej godnosc,
          czyli te "wyswiechtane formulki" o ktore walcza feministki. I tu masz odpowiedz
          na pytanie dotyczace wyswiechtania wymienionych wartosci. Bo tak sie sklada, ze
          jednak nie o puste slowa idzie, lecz o rzeczywista wolnosc i godnosc jednostki.
          O nie winna troszczyc sie wspolczesna demokracja poprzez wlasny system wartosci
          oraz struktury umozliwiajace, tak tak, wlasnie feministkom ( w tym przypadku)
          wlasciwe zaopiekowanie sie jednostki wolnoscia i godnoscia. W przypadku
          obowiazkowych badan cytologicznych min. Kopacz i rzad Tuska pozwolili sobie na
          olanie zarowno wolnosci kobiety do decydowania o sobie, jak i godnosci kobiety
          jako jednostki rozumnej i suwerennej.

          Byc moze ma racje Kopacz, ze poddanie sie badaniom, przyniesie korzysci w
          postaci zminimalizowania szansy na raka szyjki macicznej, niemniej nie tylko jej
          racje sie licza. Juz dla samej zasady jednostka ma prawo do podjecia decyzji
          innej niz zyczylabby sobie arogancka pani minister, jako ze nawet dla jej dobra
          nie wolno jednostce narzucac czegokolwiek, w omawianym zakresie. Co innego jakas
          epiddemia, kiedy to odmowa poddania sie szczepieniu zwieksza zagrozenie dla
          zycia innych jednostek. Rak szyjki to jednak daleko bardziej osobista
          przypadlosc i nie podpadajaca pod prawo do ubezwlasnowalniania - w imie racji
          wyzszych. Krotko mowiac: nikt nie ma prawa robic mi dobrze, uszczesliwiac mnie,
          wbrew mej woli - na sile. O czym zdecydowanie nie ma pojecia Kopacz, oraz jej
          pryncypal Tusk.

          W ubieglym roku na podobny pomysl wpadl gubernator Texasu, i zarzadzil
          obowiazkowe szczepienia przeciwko wirusowi powodujacemu raka szyjki macicznej.
          Bardzo predko wybito mu ten przymus z glowy - pomimo niewatpliwie pozytywnych
          pobudek, oraz oczekiwanych skutkow szczepien. Okazalo sie, ze jednostka ma do
          powiedzenia wiecej niz gubernator.

          Jest jeszcze inny, nie mniej wazny aspekt tych przymusowych badan: aspekt
          gwarancji jakich oczekiwalbym od rzadu, ze pobrany do badan material bedzie
          wykorzystany wylacznie dla deklarowanego stwierdzenia patologii komorek. Na
          miejscu feministek wlasnie tego zazadalbym od Tuska i jego Ministerstwa Zdrowia,
          przy czym raczej nie dalbym sie zbyc zapewnieniami na gebe. Gwarancje to
          przejrzystosc (transparencja) calego procesu, oraz mozliwosc wgladu do niego dla
          organizacji niezaleznych od rzadu czy episkopatu. Dlaczego akurat takie
          gwarancje? A dlaczego nie? Czy moze nie naleza mi sie srodki zabezpieczajace
          mnie przed kolejnymi atakami arogancji rzadu i jego Ministerstwa Zdrowia?

          To tak pokrotce o wolnosci i godnosci, ktore - w przeciwienstwie do Ciebie - dla
          feministek maja bardzo konkretne znaczenie, i bynajmniej nie sa to wyswiechtane
          formulki.

          Pozostala jeszcze wspomniana rownosc, czyli na przyklad prawo do pobierania
          takiego samego jak mezczyzna wynagrodznia za te sama prace. Bo tu, okazuje sie,
          nadaj sporo do zrobienia jest dla feministek. Czyli i rownosc nie jest dla nich
          pustym slowem.
          • ritsuko Re: Wiem, Ty feministkom nie zawdzieczasz nic :O) 18.11.09, 08:09
            Ok. To w takim razie co z przymusowymi innymi badaniami do pracy? Mogę mieć
            paniczny lęk przez pobieraniem krwi, co nie zmienia faktu, że morfologię muszę
            mieć zrobioną. Nikt mnie nie zmusza, bo mam wybór w postaci- iść do pracy na
            podstawie umowy o pracę, bądź wybrać inną formę zatrudnienia (np. pracując na
            podstawie umowy zlecenia oraz patrząc na sytuacje moich znajomych na zleceniu-
            raczej się nie wymaga).
            A co z obowiązkowymi szczepieniami dzieci? Albo przymusem nauki w szkole? To też
            narzucony z góry obowiązek i tu rzeczywiście wyboru wielkiego nie masz, w
            przeciwieństwie do powyższego.
            Poza tym nie zapominajmy, że nie wszyscy są przeciwni temu zapisowi. Wręcz
            przeciwnie, całkiem sporo osób go popiera, choć może tego nie dostrzegacie.
            • benek231 Re: Wiem, Ty feministkom nie zawdzieczasz nic :O) 18.11.09, 16:01
              ritsuko napisała:

              Poza tym nie zapominajmy, że nie wszyscy są przeciwni temu zapisowi. Wręcz
              przeciwnie, całkiem sporo osób go popiera, choć może tego nie dostrzegacie.


              *Alez doskonale wiemy :) o powyzszym i nie mamy :) nic przeciwko temu by ktos,
              kto lubi byc traktowany per noga, byl traktowany per noga. Na tym ten caly pic
              polega by czlowiek mial prawo do decydowania o samym sobie. By jakas minister
              Kopacz lub Tusk nie podchodzili do niego jak do jakiejs niemoty, lub innego
              tlumoka, ktorym mozna sobie porzadzic i popomiatac.

              Doprawdy nie rozumiem w czym problem z dobrowolnymi badaniami cytologicznymi i
              mamograficznymi(???) Czy przypadkiem nie z doroslymi osobami mamy do czynienia?
              Chce to nie zbada sie, i ewentualnie pozniej - gdy okaze sie, ze "trzeba bylo" -
              bedzie mogla miec pretensje do siebie. Nie tylko na tym forum spotkalem wiele
              kobiet ktore oburzone sa na potraktowanie ich jak bandy przyglupich gowniarzy.
              Wedlug "najlepszych" komunistycznych wzorcow sa ubezwlasnowolniane.

              Co do badan wstepnych i okresowych to takze jest to paternalizm rodem z komuny.
              Oni bardzo troszczyli sie o pracownika, bo ten zupelnie nie potrafil udac sie do
              lekarza na wlasna reke. Byl czas, ze organizowali takze zbiorowe wycieczki do lazni.
              A nie wiesz przypadkiem co zakladowi pracy po tych badaniach wstepnych?
              Rozumiem, ze pracodawca zainteresowany jest sprawdzeniem kandydatow na uzywanie
              substancji zakazanych, ale dlaczego miala by go interesowac niewydolnosc
              watroby? Jesli moze pracowac to o co chodzi? A jesli nie moze to w czym problem
              aby go zwolnic?

              Badania wstepne i okresowe zakorzenily sie niestety zbyt mocno w kulturze i
              staly sie niezbyt dobrym punktem odniesienia (na przyklad dla Ciebie i Kopacz).
              Obowiazkowe badania cytologiczne to cos nowego i mam nadzieje nie stana sie
              prawem.
    • easz Re: O co walczycie? 17.11.09, 01:43
      ritsuko napisała:

      > P.S. Nie skomentuję faktu walki z przymusowymi badaniami, bo swoje
      zdanie wyraz iłam na forum Kobieta.

      Ale ja skomentuję to zdanie, które zresztą jest świetnym
      zakończeniem i podsumowaniem całego fajnego postu. Na forum kobieta
      byłam, widziałam. Nie masz się imo czym chwalić w temacie, niestety.
      Tyle już padło słów, że nie ma sensu się wciąż powtarzać a
      wyszukiwarka nie jest zepsuta. Jedno tylko, co jest w Twoim poście -
      'ja', odmieniane przez wszystkie przypadki. Rozumiem, to
      egoistyczne, ale ludzkie. Jasne też jest oczywiście to, że każdy wie
      i czuje swoje, to czego doświadczył, z czym miał do czynienia.
      Cudzego nie zrozumie. Czyżby? Mamy narzędzia, dzięki którym
      przekraczanie takich barier jest możliwe, np. przesławną a
      nieśmiertelną empatię, tak lubianą i cenioną na tym forum. Jeszcze
      szczypta wyobraźni i lektura tego wątku, w którym padają gęsto
      teksty o przemocy takiej, czy innej wobec kobiet. Czy naprawdę dużo
      trzeba narzędzi, czy długo trzeba myśleć, żeby te dwie
      rzeczy, przymus i doświadczenia ofiary połączyć w jedno? Czy tak
      trudno sobie wyobrazić, co mogą czuć osoby, które już kiedyś
      doświadczyły przemocy, dla których problemem jest choćby pójście do
      zwykłego lekarza? Tu nie jest potrzebny przymus, tylko pomoc, tak,
      czasem pójście z koleżanką za rękę. Ta cała atmosfera, od wielu
      miesięcy, to jest niesty także w takim kontekście
      skandal. 'Argument' jest poniżej pasa, z premedytacją, bo sprawa
      jest poniżej pasa. Nie wiem jak bardzo wprost mogłabym jeszcze to
      powiedzieć, żeby dotarło. To wszystko.
      • ritsuko Re: O co walczycie? 17.11.09, 08:36
        A czy to ja takie dziwne? Wybacz, ale to taki zdrowy nawyk- mówienie ze swojej
        perspektywy i przez pryzmat swoich doświadczeń. Każdy to robi, ja się do tego
        otwarcie przyznaję. Nie będę pisała głośnych i oczywistych prawd, ale chętnie
        wypiszę swoje wewnętrzne zasady i swoją opinię. I z mojej perspektywy tak to
        wygląda- moje widzimisię i moja wygoda kontra gdzieś tam istniejące życie
        ludzkie które być może dzięki temu będzie ocalone (tak jak tam pisałam, znam
        historię, w której zwykłe badanie krwi do pracy pozwoliło podjąć leczenie
        chłopakowi). I w tym momencie to mam w poważaniu to czy ten ginekolog do którego
        pójdę będzie miły, przyjazny, co sądzi o braniu czy nie braniu przez mnie
        tabletek i jak na tym moja godność niby ucierpi. Dla tej jednej jedynej kobiety,
        która gdzieś tam może jest.
        • six_a Re: O co walczycie? 17.11.09, 14:21
          Dla tej jednej jedynej kobiety,
          która gdzieś tam może jest.


          ale się wszyscy widzę podjarali tym jednym obrazkiem ofiary uratowanej przez
          kopacz. no jakoś nikt nie myśli o kobietach, które tymi badaniami nie będą
          objęte, a pewnie bardziej potrzebują z racji mania 50 lat i bycia bezrobotną
          np., oraz o tych, które tymi badaniami nie powinny być objęte. mammografia nie
          jest dla wszystkich, to samo cytologia. przymuszanie do badań w sytuacji gdy
          powinno się dokonać wyboru: mammografia, usg albo nic, bo nie ma przesłanek.
          cytologia w kierunku raka szyjki tak albo nie, bo osobie niewspółżyjącej na co
          takie badanie, jak wirus przenosi się drogą płciową.
          to jest po prostu zwykły faszyzm i zrzucenie odpowiedzialności na medycynę
          pracy, która nie do tego celu została wymyślona.
          • ritsuko Re: O co walczycie? 17.11.09, 21:14
            Pomijając pewne argumenty z którymi się zgodzę- osoby bezrobotne, prowadzące
            działalność itd. to ominie.
            Ale tu jest jedna nieścisłość. Raka szyjki macicy w ogromnej większości
            przypadków powoduje wirus HPV. Jest też dość mała możliwość zarażenia także w
            innych formach niż kontakty seksualne.
            Natomiast gdy sama byłam w trakcie badań i sporo kręciłam się wokół tematu
            trafiłam na dziewczynę (młodą), która miała wykryte zmiany, szybko postępujące i
            zrobiony test na obecność wirusa. Nie była nosicielką- nawet lekarza to zdziwiło
            biorąc pod uwagę wiek i szybki rozwój.
            • six_a Re: O co walczycie? 17.11.09, 22:57
              w ogóle bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że zaraziła się przy badaniach.
              żółtaczkę w sumie też w szpitalach gratis dają, bywa że i hiv też.

              przesadzona profilaktyka jest szkodliwa, wiadomo nie od dziś.
            • evita_duarte Re: O co walczycie? 17.12.09, 21:21
              Kotku a słyszałas o tym, że nosicielami wirusa sa tez mężczyźni. U nich może on
              prowadzić do innych nowotworów. Poza tym, co z rakiem prostaty, albo badaniami
              serca? Wiesz ile osób możnaby uratować przymuszając je? A wiesz ile osoób
              moznaby udostępniając badania dla tych, którzy chcą?
        • cherry.coke Re: O co walczycie? 17.11.09, 16:19
          Ale zrozum, ze to wlasnie sam fakt, ze trzeba wybierac miedzy twoja
          godnoscia a zdrowiem innej kobiety - to jest wlasnie niedobre. Mozna zrobic tak,
          ze i kobiety skorzystaja (nie czarujmy sie, sa miliony kobiet, ktore mysla, ze
          cytologia to kierunek na uniwersytecie), i twoja godnosc zostanie zachowana -
          bedziesz mogla skorzystac z uslug lekarza, ktorego znasz i mu ufasz.
          • easz Re: O co walczycie? 18.11.09, 01:56
            cherry.coke napisała:

            > Ale zrozum, ze to wlasnie sam fakt, ze trzeba wybierac
            miedzy twoja godnoscia a zdrowiem innej kobiety - to jest wlasnie
            niedobre. Mozna zrobic tak,
            > ze i kobiety skorzystaja (nie czarujmy sie, sa miliony kobiet,
            ktore mysla, ze
            > cytologia to kierunek na uniwersytecie), i twoja godnosc zostanie
            zachowana - bedziesz mogla skorzystac z uslug lekarza, ktorego znasz
            i mu ufasz.

            Czy to post do mnie? Bo jeśli tak, to właśnie jest nieprawda,
            zgodnie z planami ministerstwa - ostatnie zdanie.
            • cherry.coke Re: O co walczycie? 18.11.09, 20:21
              Nie nie, to do ritsuko. Wiem, ze jest nieprawda, natomiast jesli ten projekt
              mialby dla mnie cien sensu, to wlasnie w takim wydaniu.
        • easz Re: O co walczycie? 18.11.09, 02:11
          ritsuko napisała:

          > A czy to ja takie dziwne? Wybacz, ale to taki zdrowy nawyk-
          mówienie ze swojej perspektywy i przez pryzmat swoich doświadczeń.
          Każdy to robi, ja się do tego otwarcie przyznaję. Nie będę pisała

          Tak, skrajny egoizm mnie dziwi.
          Tu nie chodzi o odmienne opinie, nawet nie o doświadczenia
          indywidualne. Twoje, pff.
          Niczego nie zrozumiałaś, pewnie dlatego, że nie chciałaś. Szkoda
          słów. Nie pisałam o miłych, czy nie ginekologach. O godności nie w
          takim kontekście, nie masz prawa bagatelizować tego. Pisałam o
          zdrowiu - także psychicznym. Pisałam o konkrecie, o ofiarach gwałtu.
          Są jeszcze trupy psychiczne. G. na ten temat wiesz, więc se daruj
          gadkiszmatki. Że uratuje jedną kobietę, wyimaginowaną, którą Ci
          wmówiono, Tobie, która sześciopunktowo i w teorii potrafi myśleć
          samodzielnie i jest sic! odpowiedzialna za swoje słowa i decyzje. A
          odmawia tego innym, bo 'wie lepiej'. Najpierw trochę pożyj.
          EOT.
          • ritsuko Re: O co walczycie? 18.11.09, 07:54
            Nic mi nie wmówiono, to raczej naturalna reakcja na tą petycję do której
            podpisania nawoływało parę osób. Zdrowa reakcja.
            Co do reszty się nawet nie wypowiem. Z tego co napisałaś bije pycha, nic więcej.
            • sabinac-0 Re: O co walczycie? 18.11.09, 16:57
              ritsuko napisała:

              > Nic mi nie wmówiono, to raczej naturalna reakcja na tą petycję do której
              > podpisania nawoływało parę osób. Zdrowa reakcja.

              TWOJA reakcja.
    • facet123 Re: O co walczycie? 20.11.09, 14:07
      Moja uwaga do dyskusji w temacie "organizacji walczącej o równe
      prawa", zamiast "walczącej o prawa kobiet": To się w zasadzie
      sprowadza do jednego i tego samego.
      Jeżeli wyszukamy przypadki w których mężczyźni są ofiarami
      nierównego traktowania i stereotypów to okaże się, że są to te same
      nierówności i stereotypy które uposledzają kobiety.
      Np. patriarchat który ogranicza drogę do kariery kobietom
      jednocześnie zrzuca całą odpowiedzialność za zapewnienie bytu
      materialnego na mężczycnę bez pytania sie go o zdanie. To samo z
      wychowywaiem dzieci, albo kulturą łączenia się w pary - pewne
    • facet123 Re: O co walczycie? 20.11.09, 14:07
      Moja uwaga do dyskusji w temacie "organizacji walczącej o równe
      prawa", zamiast "walczącej o prawa kobiet": To się w zasadzie
      sprowadza do jednego i tego samego.
      Jeżeli wyszukamy przypadki w których mężczyźni są ofiarami
      nierównego traktowania i stereotypów to okaże się, że są to te same
      nierówności i stereotypy które uposledzają kobiety.
      Np. patriarchat który ogranicza drogę do kariery kobietom
      jednocześnie zrzuca całą odpowiedzialność za zapewnienie bytu
      materialnego na mężczycnę bez pytania sie go o zdanie. To samo z
      wychowywaiem dzieci, albo kulturą łączenia się w pary - pewne
      uświęcone tradycją, różne zachowania są wymagane od ludzi różnych
      płci, bez pytania się ich o zdanie.
      A dlaczego organizacje kobiece walczą o zmiany tych tradycji, a
      mężczyźni raczej nie? Po pierwsze dlatego, że te tradycje ewidentnie
      stawiają kobiety w gorszej sytuacji - opieka nad dzieckiem jest
      mniej prestiżowa niż kariera zawodowa.

      • sabinac-0 Re: O co walczycie? 20.11.09, 20:47
        Mezczyzni maja swoje stereotypy meskie ktore ich ograniczaja ale jednoczesnie
        daja im przywileje.

        Obserwuje rozne paradoksy: np mezczyzna ktory zajmuje sie domem podczas gdy jego
        zona pracuje, uznawany jest przez innych facetow za "niemeskiego" i wysmiewany.
        Powiesz "stereotyp, ze mezczyzna ma utrzymac rodzine".
        Ale bezrobotny facet barlozacy sie na kanapie i czekajacy az zona wroci z pracy
        i go obsluzy, jest "meski", szanowany przez kolegow i moze liczyc na pelne
        zrozumienie - przy okazji jednej z dyskusji na forum padlo okreslenie "chory
        spolecznie", niepracujaca i nieudzielajaca sie w domu kobiete nazywa sie "leniwa".

        Mezczyzna ktory marnie zarabia i jego rodzina zyje w nedzy, moze liczyc na pomoc
        i wspolczucie. Ale jesli jego zona zarabia wiecej niz on, traktuje sie go z pogarda.

        Zwiazek mezczyzny po studiach z kobieta po podstawowce to normalka, odwrotna
        sytuacja to mezalians.

        Naczelna zasada patriarchatu to "mezczyzna rzadzi, kobieta sluzy" i nie laczy
        sie to z jakimis specjalnymi wymaganiami wobec tych pierwszych, jedynie musza
        dbac, by ich towarzyszki zycia nie zaszly wyzej niz oni. Niekoniecznie sami sie
        podnoszac, wystarczy ponizyc polowice i juz sie jest "macho".
        • easz Re: O co walczycie? 20.11.09, 22:05
          sabinac-0 napisała:

          > Mezczyzni maja swoje stereotypy meskie ktore ich ograniczaja ale
          jednoczesnie
          > daja im przywileje.

          I niektórzy powiedzą, że z kobietami też tak jest, i poniekąd mają w
          pewnym dziwnym sensie nawet rację. Bo złem stereotypu jest
          (negatywne) uogólnienie, które wszystkich kładzie do jednego wora,
          nie pytając o inne i inność, i tych potrzeby. Oczywista oczywistość,
          ale niektórzy nie dają rady tego skumać.
      • kr_kap Re: O co walczycie? 15.01.10, 01:15
        > To się w zasadzie
        > sprowadza do jednego i tego samego.
        Ależ oczywiście. Każda dyskryminacja jest naganna.

        > Pewne uświęcone tradycją, różne zachowania są wymagane od ludzi
        > różnych płci, bez pytania się ich o zdanie.
        Uświęcenie tradycją jest wiążące, fakt. Inne uświęcenia też. Do czasu. Na przykład kk "uświęcał" niestosowanie naturalnych środków antykoncepcyjnych, przeklinając stosujących. Po czym wziął głębszy oddech i poświęcił ich stosowanie, co z przytupem trwa aż do dziś. Ciekawam czy wprzódy zagadnął świeckich zainteresowanych czy tak zarządził na podstawie własnych, hm, doświadczeń...?

        > Po pierwsze dlatego, że te tradycje ewidentnie
        > stawiają kobiety w gorszej sytuacji - opieka nad dzieckiem jest
        > mniej prestiżowa niż kariera zawodowa.
        Prawda. Ale można też tak na to spojrzeć: opieka jest mniej prestiżowa, bo opieką zajmują się kobiety. Można, nie? To nasze czasy, czasy "poza złudzeniem dzieworództwa".



    • a1ma Re: O co walczycie? 17.12.09, 14:16
      Ja tam nie walczę jakoś przesadnie z dyskryminacją ze względu na płeć, nie
      bardziej w każdym razie niż z dyskryminacją w ogóle.
      Jestem feministką na takiej samej zasadzie jak NIE jestem rasistką, ksenofobem
      (fobką?). Czy to aż takie dziwne, że nie akceptuję przejawów dyskryminacji?
      • grand_bleu ??? 10.01.10, 13:53
        a1ma napisała:

        > Ja tam nie walczę jakoś przesadnie z dyskryminacją ze względu na
        płeć, nie
        > bardziej w każdym razie niż z dyskryminacją w ogóle.
        > Jestem feministką na takiej samej zasadzie jak NIE jestem
        rasistką, ksenofobem
        > (fobką?). Czy to aż takie dziwne, że nie akceptuję przejawów
        dyskryminacji?

        Jeśli nie akceptujesz przekawów dyskryminacji, dlaczego jesteś
        feministką???
        • grand_bleu Re: ??? 10.01.10, 13:55


          > Jeśli nie akceptujesz przekawów dyskryminacji, dlaczego jesteś
          > feministką???

          przejawów, rzecz jasna ... sorry :)
    • kr_kap Re: O co walczycie? 15.01.10, 00:52
      Swoje doświadczenie bierzesz za probierz. Zastanawiam się, dlaczego nie uznajesz cudzego doświadczenia za probierz równorzędny? Pominę wstydliwy nieco fakt, że argument w postaci "ja i ciocia Józka, która też ma dobrze" jest argumentem słabym w każdych ustach i pozwolę sobie sparafrazować słowa poety, który mawiał, że "znane mi są jednakże fakty przeciwne".

      Pewne rzeczy są oczywiste, a nie powinny. A pewne jeszcze nie są, choć już czas. To tyle motyle.

      --

      Tak na marginesie: do mnie słowa "wolność" i "godność" wciąż jakoś przemawiają. Może na tym polega różnica?















    • grand_bleu Re: O co walczycie? 17.01.10, 10:52
      ritsuko napisała:

      > O dawna zastanawia mnie o co walczą feministki.

      O równouprawnienie, również w karmieniu piersią ... tak,tak, to nie
      żart ...

      "Niedługo nie będziemy już nawet musieli czekać na żadne mutacje.
      Rozwój biotechnologii pozwoli przeprogramować mężczyzn. Zresztą mogą
      zacząć od dziś. Skoro nic złego nie ma w zażywaniu viagry, czemu nie
      brać hormonów na porost piersi?" - napisała czołowa polska
      feministka Kinga Dunin
      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,1077425.html
      • sabinac-0 Re: O co walczycie? 17.01.10, 12:14
        Czy Ty wogole czytalas ten felieton, czy tez ograniczylas sie do tytulu i wstepu
        tlustym drukiem?

        To jest felieton o literaturze, przypisanych rolach i falszywym wstydzie, nie
        postulat polityczny by rozdoic facetow.

        A moze nie interesuje Cie tresc artykulu, jedynie usilujesz wywolac sensacje, by
        ci mniej dociekliwi wzdychali "och, czegoz to te feministki nie wymysla".
        • bene_gesserit Re: O co walczycie? 17.01.10, 12:17
          Czy z kims, kto wyciaga takie akurat wnioski z tego felietonu jest
          sens rozmawiac?
          • sabinac-0 Re: O co walczycie? 17.01.10, 12:18
            Rozmawiac nie, ale troche wyprostowac przeklamania - tak.
            • bene_gesserit Re: O co walczycie? 17.01.10, 20:54
              Zludne nadzieje, doprawdy. Trudno u kogos cos, co nie opiera sie na
              zadnej wiedzy, a jedynie zlej woli i malo blyskotliwych
              zlosliwostkach.
              • sabinac-0 Re: O co walczycie? 17.01.10, 21:44
                Nie mysle przekonywac tamtej interlokutorki - az tak naiwna nie jestem. Chodzi o
                przypadkowych czytelnikow.
                • bene_gesserit Re: O co walczycie? 17.01.10, 23:55
                  Ja mysle, ze przypadkowi czytelnicy popukaja sie w glowe, jesli
                  zobacza karmione, spasione trolle.
          • easz Re: O co walczycie? 17.01.10, 14:51

            Pani Bleu uprawia tu swoje kpinkilodominki i nic więcej. Kiedy ją ś-
            ciągnąć deczko w kierunku poważniejszym w rozmowie - wykrusza się i
            znika. Czyli z kpinkami rozmawiać nie ma ani sensu, ani jak, no bo
            jak? a na poważnie nie ma nagle z kim. Tyle. Królówka jest naga,
            towarzystwo nudne.
            • kocia_noga Re: O co walczycie? 17.01.10, 17:25
              Nie wiem, co uprawia, ale słabo jej idzie.A co do Dunin - jasne, jak
              tylko dostaniemy parytety w swoje łapy, zapędzimy mężczyzn do
              karmienia.Uuuuuuu, a potem? Wyobraźni mi nie staje, poczekjamy na
              jakieś podpowiedzi.
              • bene_gesserit Re: O co walczycie? 17.01.10, 20:56
                Tak tak, a mezczyzni zaczna nosic staniki i w zwiazku z tym, ze
                beda mieli wlasne biusty, przestana potrzebowac kobie. W ten sposob
                feminizm doprowadzi do upadku wszechswiata. Jakie to dziwne, ze nie
                wtajemniczona bule odczytala tak zręcznie ukrytą wiadomosc od Dunin.
                • kocia_noga Re: O co walczycie? 17.01.10, 21:26
                  bene_gesserit napisała:

                  > Tak tak, a mezczyzni zaczna nosic staniki i w zwiazku z tym, ze
                  > beda mieli wlasne biusty, przestana potrzebowac kobie. W ten
                  sposob
                  > feminizm doprowadzi do upadku wszechswiata. Jakie to dziwne, ze
                  nie
                  > wtajemniczona bule odczytala tak zręcznie ukrytą wiadomosc od
                  Dunin.
                  >

                  i to, jako kobieta obdarzoną będąc ptasim móżdżkiem niezdolnym do
                  logicznego myślenia - cuda i dziwy, a może taki instynkt?
                  • bene_gesserit Re: O co walczycie? 17.01.10, 23:55
                    Oj tak tak, instynkt to musi byc niechybnie albo ta kobieca
                    intuicja, co ją mają kobiety zamiast intelektu. Toi nie dziwi, ze
                    bule nie zakumala ani w ząb ani ani. Moze vargi sie zlituje i jak
                    wytlumaczy biduli, w koncu facet, Swięty Jerzy i Bronisław
                    Malinowski w jednym.
                    • grand_bleu Niunia ... 17.01.10, 23:58

                      zejdź ze mnie!


                      bene_gesserit napisała:

                      >
            • grand_bleu obgadywanie forumowiczów 17.01.10, 18:48
              to jest to, co wam najlepiej wychodzi ...
              zero zdziwień.
              • easz Re: obgadywanie forumowiczów 17.01.10, 22:10

                grand_bleu napisała:

                > to jest to, co wam najlepiej wychodzi ...
                > zero zdziwień.

                A co to? lustereczko przemówiło-przecie i już foszek? Chyba nie
                sądziłaś, że tylko Ty potrafisz i tylko Tobie wolno? Zaraz, zaraz,
                ale przecież to było o Twoim stylu rozmawiania, nie o Tobie
                bezpośrednio, hm. No i czy to nie prawda? Hmhm.
                • bene_gesserit Re: obgadywanie forumowiczów 17.01.10, 23:57
                  Specjalisci od niekonfrotacyjnego, utkanego blekitnymi aluzyjkami,
                  dopieprzajacego sie dogryzania zawsze podskakuja nerwowo, kiedy sie
                  ich potraktuje ich wlasnymi metodami. I krzyczą najglośniej, jakby
                  ich kto szydlem w slabiznę ekscytował.
        • grand_bleu Re: O co walczycie? 17.01.10, 12:31
          sabinac-0 napisała:

          > Czy Ty wogole czytalas ten felieton, czy tez ograniczylas sie do
          tytulu i wstep u
          > tlustym drukiem?

          Ja tak, a teraz sprawdzimy, czy Ty czytałaś ...

          "Roman Fingas, przyjaciel kóz i wytwórca kozich serów, tłumaczył
          mi kiedyś, jak rozdaja się kozły. Podobno wie to każdy hodowca tych
          zwierzaków. Doi się, doi, aż kozioł zacznie dawać mleko.

          Nie musimy jednak polegać tylko na Fingasie. Fakt ten potwierdza
          także profesor fizjologii Jared Diamond. Kozła da się wydoić. Także
          byka można - choć z trudem - do tego namówić, stosując kurację
          hormonalną. Bezdzietne samice oraz takie, które aktualnie nie są
          matkami, w tym także ludzkie, nie mają z tym specjalnego kłopotu.
          Zjawisko spontanicznej laktacji, niczym nie pobudzanej, stwierdzono
          wśród samczyków żyjących w Malezji nietoperzy Dyacopterus.

          A jak to jest z mężczyznami? Mają gruczoły i kanały, wystarczy tylko
          dostarczyć im prolaktyny, hormonu odpowiadającego za laktację, i
          już. Zresztą sami go produkują, tylko w zbyt małych ilościach. Po
          długiej głodówce, kiedy organizm ostro rusza do akcji i zaczyna
          wytwarzać hormony, a osłabiona wątroba przez pewien czas ich nie
          niszczy, mężczyźni samoistnie dają mleko. Naprawdę niewiele im
          brakuje, żeby robić to po prostu. Jak pisze Diamond, wystarczą dobre
          chęci i kilka bardzo drobnych mutacji.

          Niedługo nie będziemy już nawet musieli czekać na żadne mutacje.
          Rozwój biotechnologii pozwoli przeprogramować mężczyzn. Zresztą mogą
          zacząć od dziś. Skoro nic złego nie ma w zażywaniu viagry, czemu nie
          brać hormonów na porost piersi? Kluczową sprawą wydają się więc
          dobre chęci. Czy naprawdę brakuje ich mężczyznom? Kiedy spytałam
          mego młodego przyjaciela - cały trud rozmnażania się jeszcze przed
          nim - czy chciałby żyć w świecie, w którym mężczyźni karmią dzieci
          piersią, wykazał dla tego pomysłu sporo entuzjazmu. Wątpię jednak,
          czy miałby odwagę być tym pierwszym.

          Olga Tokarczuk ma rację. Mężczyzna może, czasem chce, czasem po
          prostu musi karmić piersią. Jak zacznie, to nawet polubi. Na pewno
          zwiąże się blisko z dzieckiem. Tylko ta bariera wstydu. Facet z
          dzieckiem przy piersi to jednak obciach, czyli coś wykraczającego
          poza normę. Skąd jednak te normy? Chyba nie od natury, bo już
          niejedną, podobno naturalną normę przekroczyliśmy i nadal będziemy
          to robić, i to z jeszcze większym rozpędem. Powiedzmy sobie jasno,
          że to my ustalamy, co jest normalne. I istnieje przynajmniej kilka
          racjonalnych powodów, aby już dziś uznać ojca karmiącego własne
          dziecko - albo nawet nie-ojca - za normę, a mężczyzn uchylających
          się od tego za - powiedzmy - nieco dziwnych"



          > To jest felieton o literaturze, przypisanych rolach i falszywym
          wstydzie, nie
          > postulat polityczny by rozdoic facetow.
          >


          Gdyby Ci umknęło, to powtórzę ...

          "Mężczyzna może, czasem chce, czasem po prostu musi karmić
          piersią. Jak zacznie, to nawet polubi. Na pewno zwiąże się blisko z
          dzieckiem. Tylko ta bariera wstydu. Facet z dzieckiem przy piersi to
          jednak obciach, czyli coś wykraczającego poza normę. Skąd jednak te
          normy? Chyba nie od natury, bo już niejedną, podobno naturalną
          normę przekroczyliśmy i nadal będziemy to robić, i to z jeszcze
          większym rozpędem. Powiedzmy sobie jasno, że to my ustalamy, co jest
          normalne.
          I istnieje przynajmniej kilka racjonalnych powodów,
          aby już dziś uznać ojca karmiącego własne dziecko - albo nawet nie-
          ojca - za normę, a mężczyzn uchylających się od tego za - powiedzmy -
          nieco dziwnych"


          Ciekawy ten artykuł "o literaturze" :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka