Gość: Mario
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
28.07.04, 19:33
W Europie jednym z najwyższych wskaźników tzw. gender pay gap (luki w
dochodach pomiędzy mężczyznami i kobietami, zwykle na niekorzyść tych
drugich) cechuje się "tolerancyjna" i "uparytetowiona" Szwecja, najmniejszą
gender pay gap ma natomiast patriarchalna Portugalia.
Najśmieszniejsze jest jednak to że za dużą lukę w dochodach pomiędzy
kobietami i mężczyznami w Szwecji odpowiadają socjaldemokratyczne rządy
wspierane przez feministki. Jeśli spojrzysz na wskaźniki zatrudnienia kobiet
i mężczyzn w Szwecji (badania S. Rosena z 1996) to okaże się, iż w Szwecji w
latach 1963-1990 praktycznie wszystkie nowe miejsca pracy zostały utworzone w
lokalnej administracji i dotyczyły świadczeń różnego typu usług publicznych
(głównie takich, które zastępowały rodzinę - żłobki itp.). Ponadto na tych
nowo tworzonych stanowiskach zatrudniano prawie wyłącznie kobiety przez co
Szwecji udało się bardzo istotnie – choć dość sztucznie – zwiększyć aktywność
zawodową kobiet - poprzez wyprowadzenie ich z domu do pracy by robiły to samo
co w domu tylko pod "kontrolą" państwa. Niestety praca ta nie jest tak
wydajna jak praca w sektorze prywatnym, a tym samym jest też gorzej płatna.
Dziś te sztucznie stworzone przez socjaldemokratów problemy sa pretekstem do
walki z nową plagą zwaną "segregacją zawodową" (bo dużo kobiet pracuje np. we
wspomnianej administracji) i sa interpretowane w kategoriach nierówności
szans, a stosunkowo niskie płace we wspomnianej administracji są podstawą
wysuwania tez o płacowej dyskryminacji kobiet.
To taki przykład, jak sztucznie przez państwo kreowana rzeczywistość powoli
przekształca się w absurdalny system w którym należy rozwiązywac kolejne
problemy tworzone przez ten system.
Pozdrawiam wszystkich miłośników szwedzkiej socjaldemokracji i polskie
feministki zapatrzone w Szwecję.