14.01.05, 16:35
Mam pytanie do panów, którzy na tym forum wypowiadają sie w tonie
antyfeministycznym.

Według was, co oznacza pojęcie kobieta (tzn jak wy je rozumiencie) i jakie są
jej role społeczne?
Co kobieta powinna, a czego nie powinna?
Do czego kobieta ma prawo, a do czego nie?
Jakie widzicie minusy bycia kobietą, tzn czy są według was takie dziedziny
życia, w których kobietą jest trudnej niż mężczyznom, lub w ktorych ich zycie
jest trudniejsze?
Jestem ciekawa waszych zapatrywań na ten temat, bo mam wrażenie ze w gruncie
rzeczy wiele sporów opierało się na bazie takich pytań, ktore de facto nie
padły.
Obserwuj wątek
    • warshawiak Re: Kobieta 14.01.05, 16:47
      Jako feminista w zasadzie nie powinienem się w tym wątku wypowiadać, ale moją
      definicję kobiety mogę podać...
      Otóż kobieta jest to człowiek bez fiutka, za to z dziurką w kroczu.
      Na resztę pytań nie odpowiem, bo mi się nie chce, a pewnie i nie bardzo
      potrafię:)
      • nietakasama M-hm 14.01.05, 16:57
        Cóż mogę napisac?
        Lubię twoje posty...
    • Gość: glebogryzarka Re: Kobieta IP: 195.245.217.* 14.01.05, 17:39
      > Co kobieta powinna, a czego nie powinna?

      Nie powinna obwiniać wyimaginowanego patriarchatu za osobiste porażki i
      niedostatki. "To nie ja, to system" - a wała.

      > Do czego kobieta ma prawo, a do czego nie?

      Ma prawo do tego samego, co mężczyzna. Ba, nawet więcej - weźmy choćby urlop
      macierzyński.

      > Jakie widzicie minusy bycia kobietą, tzn czy są według was takie dziedziny
      > życia, w których kobietą jest trudnej niż mężczyznom, lub w ktorych ich zycie
      > jest trudniejsze?

      Moja branża jest straszliwie zmaskulinizowana i kobiecie jest trudniej się
      przebić w roli instrumentalistki lub MC. W pierwszym przypadku bariery nie są
      bardzo duże, w drugim większe, ale i niestety postawione nie bez powodu - jak
      do tej pory żadna Polka nie pokazała się na mikrofonie z dobrej strony.
      • nietakasama Re: Kobieta 14.01.05, 17:49
        > Nie powinna obwiniać wyimaginowanego patriarchatu za osobiste porażki i
        > niedostatki. "To nie ja, to system" - a wała.

        A czy kobiety obwiniają twoim zdaniem patriarchat za osobiste porażki, czy może
        raczej za mentalność która sprowadza je do podzędnych ról?
        Np. zupełnie patriarchalna struktura mojej rodzinki zaowocowała tym, że mój,
        wychowany równie patriarchalnie tatuś, non stop powtarzał mi że jestem od
        sprzątania, gotowania i porządkowania kiedy on nabrudzi.
        Nawet kiedy uczyłam się do egzaminów tatuś wrzeszczał z dołu że malo go moje
        studia obchodzą, moim zasmarkanym obowiazkiem jest sprzątać.
        To jest patriarcghalna mentalność, czyli przekonanie że kobieta jest poniż
        ejmężczyzny oraz po to, by spełniac jego oczekiwania/wymagania.
        Czy ty też tak uważasz?

        > Moja branża jest straszliwie zmaskulinizowana i kobiecie jest trudniej się
        > przebić w roli instrumentalistki lub MC. W pierwszym przypadku bariery nie są
        > bardzo duże, w drugim większe, ale i niestety postawione nie bez powodu - jak
        > do tej pory żadna Polka nie pokazała się na mikrofonie z dobrej strony.

        Ok, być moze do roli MC lepiej nadają się faceci?
        A moze jest to hermetyczne srodowisko, do którego kobiecie przebić się
        diabelnie trudno?
        Pytania powyższe są retoryczne, przyjmuje obie te ewentualności :)


        > Do czego kobieta ma prawo, a do czego nie?
        > Ma prawo do tego samego, co mężczyzna. Ba, nawet więcej - weźmy choćby urlop
        > macierzyński.

        Ale do czego wg ciebie powinna mieć prawo w życiu? Lub moze inaczej: czego wg
        ciebie kobieta nie powinna robić, bo nie ma do tego prawa jako kobieta? Czy są
        takie rzeczy?
      • e_wok Re: Kobieta 14.01.05, 18:19
        Urlop macierzynski nie jest kobiecym przywilejem. Jest przywilejem dziecka.
        • Gość: ze jak? Re: Kobieta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 02:30
          > Urlop macierzynski nie jest kobiecym przywilejem. Jest przywilejem dziecka


          To aborcja w takim razie tez nie powinna byc traktowana jako wola kobity lecz
          jako wola dziecka,jak zwykle brednie echhh...nuda.
          • ggigus logiku! 15.01.05, 02:31
            na urlop moze tez isc ojciec dziecka (szok, nie?), aborcji dokonac on jednak
            nie moze
        • Gość: glebogryzarka Re: Kobieta IP: 195.245.217.* 17.01.05, 17:47
          > Urlop macierzynski nie jest kobiecym przywilejem. Jest przywilejem dziecka.

          Nie do końca. Jeśli wezmę urlop, żeby dokonać pewnego dzieła, na przykład
          nagrać płytę, to będzie dla mnie czy dla audytorium?
          • e_wok Re: Kobieta 17.01.05, 18:20
            Gość portalu: glebogryzarka napisał(a):

            Jeśli wezmę urlop, żeby dokonać pewnego dzieła, na przykład
            > nagrać płytę, to będzie dla mnie czy dla audytorium?

            Nagranie plyty jest przedwsiewzieciem dochodowym, a zatem wkladasz prace w cos,
            co ci sie w bliskiej perspektywie oplaci. W takim rozumieniu dziecko
            przedwsiewzieciem dochodowym nie jest - raczej nieprzewidywalna inwestycja.
            Plyta jest bardziej twoja niz audytorium, dziecko odwrotnie.
    • Gość: myslacy ekolog Re: Kobieta IP: 209.101.135.* 14.01.05, 18:47
      1. matka, zona, pracownica w tej kolejnosci tak samo jak jestem
      ojciec, maz, pracownik

      2. rola spolecznqa--matka, zona, pracownica
      3. czego powinna? przestrzegac prawa, bardziej mam na mysli boskie niz panstwowe
      4.ma prawo do tego wszytskiego co mezczyzna, coz zreszta za bzdurne pytanie
      5.tak, bardzo simplistycznie, maja miesiaczki i zachodza w ciaze,
      bezprzeczenie sa to duze biologiczne obciazenia
      6 a feminizm jako ideologia to domieszka komuny z nazizmem i libertynizmem
      • nietakasama Re: Kobieta 14.01.05, 19:08
        > 3. czego powinna? przestrzegac prawa, bardziej mam na mysli boskie niz
        panstwow
        A ze tak prowokacyjnie spytam: którego Boga masz na myśli, lub też inaczej:
        którą wykładnię jego praw?

        > 4.ma prawo do tego wszytskiego co mezczyzna, coz zreszta za bzdurne pytanie

        Nie jest bzdurne, skoro odpowiadający na nie zakańcza post stwierdzeniem, że
        feminizm to komuna, nazim i libertynizm w jednej postaci (nowatorskie
        podejscie).
        Więc jak, kobieta może, czy nie moze być feministką?
        Wszak to zupełnie nieprawomyślne, a napisałeś że wolno jej wszystko to, co
        mężczyźnie...
    • Gość: Abaddon Pytanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.05, 20:59
      nie do końca do mnie, bo antyfeministą (przynajmniej teoretycznie) absolutnie
      nie jestem.

      > Według was, co oznacza pojęcie kobieta (tzn jak wy je rozumiencie) i jakie są
      > jej role społeczne?

      Kobieta to ładniejsza wersja człowieka. A tak poza tym jest to istota
      absolutnie równorzędna z mężczyzną, ale osłabiona piętnem kultury.
      Nie ma mowy o żadnych rolach społecznych. To znaczy role te istnieją, ale
      powinny być zupełnie niezależne od płci. Do każdego trzeba podchodzić
      indywidualnie.

      > Co kobieta powinna, a czego nie powinna?

      Nie powinna walczyć ze swoją kobiecością. Wkurza mnie, gdy
      dziewczyna "chłopieje" po to, by ją np. zaczęli poważać w pracy.

      > Do czego kobieta ma prawo, a do czego nie?

      No chyba to trochę głupiutkie pytanie. Jasne, że do wszystkiego.

      > Jakie widzicie minusy bycia kobietą, tzn czy są według was takie dziedziny
      > życia, w których kobietą jest trudnej niż mężczyznom, lub w ktorych ich zycie
      > jest trudniejsze?

      Oczywiście. Seksizm uderza w kobiety nadal mocno. A tak poza tym strasznie wam
      współczuję, że to wam przypadł "zaszczyt" rodzenia bachorów (ble).






      • e_wok Re: Pytanie 14.01.05, 21:52
        Gość portalu: Abaddon napisał(a):

        >

        >
        >
        A tak poza tym strasznie wam
        > współczuję, że to wam przypadł "zaszczyt" rodzenia bachorów (ble).

        Ja bym sie nie zamienila. Dziecko sie rodzi raz na jakis czas, albo w ogole, a
        golic twarz trzeba by bylo codziennie. Zarost jest dla mnie nieakceptowalny, a
        odrastajace na twarzy wlosy, zaczepiajace sie o zakladany przez glowe
        sweter...to musi byc koszmar, brrrr!
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        • Gość: Abaddon Ej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.05, 21:56
          aż tak nie cierpisz zarostu? Kobiecie on raczej nie grozi:) I co to za chory
          pomysł z tym codziennym goleniem?
          Aha, chyba przyjemniej golić szyję niż nogi...
          • e_wok A kto jest taki glupi, zeby nogi golic? 15.01.05, 20:50
            Nogi sie depiluje - woskiem albo depilatorem elektrycznym. Efekt utrzymuje sie -
            przynajmniej u mnie - trzy tygodnie. A co do - nie cierpisz to owszem,
            wlasciwie facet, ktory nie goli sie codziennie, dla mnie moglby rownie dobrze
            nie istniec.
            • Gość: Abaddon O kurcze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 23:56
              Ale mam nadzieję, że masz na myśli mężczyzn pod kątem ewentualnych partnerów?
              No bo nienawiść dla zarośniętych i brodatych jest trochę głupia, nie sądzisz?
              Mam 3-tygodniowy zarost i jest mi z tym dobrze:) Zabij mnie!
              • margot_may Zasanawiam się... 16.01.05, 05:05
                czy to możliwe, żeby te kłaki na twarzy odbierały ci zdolność prawidłowego
                widzenia... :) chyba, że istnieje inne wytłumaczenie, dlaczego nie możesz
                odpowiedzieć, o co ci chodzi z tymi chłopczycami?
                • Gość: Abaddon Wybacz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.05, 22:19
                  moją ignorancję, już odpowiadam.
                  A właściwie, to gdzie napisałem, że przeszkadzają mi "chłopczyce"? Wiesz, ja
                  nie jestem przywiązany do jednego stylu i podobają mi się różne typy
                  dziewczęcej urody. Dla mnie chłopczyca to nie babochłop... Zresztą, o wyglądzie
                  kobiety powinna decydować ona sama i może wyglądać, jak tylko jej się podoba.
                  Chodzi mi tylko o to, żeby kobieta nie "mężniała" wbrew sobie - i tyle.

                  • margot_may Re: Wybacz 17.01.05, 00:20
                    jak mozna "mężnieć" wbrew sobie?
                    • Gość: Abaddon Re: Wybacz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.05, 14:37
                      Chociażby pod wpływem środowiska.
                      • margot_may :))) 18.01.05, 00:02
                        ilu facetów ma za sobą "mężnienie" na siłę pod wpływem środowiska?
      • margot_may Re: Pytanie 15.01.05, 00:54
        > Nie powinna walczyć ze swoją kobiecością. Wkurza mnie, gdy
        > dziewczyna "chłopieje" po to, by ją np. zaczęli poważać w pracy.
        >
        to zdanie bardzo dziwnie wygląda na tle twoich wczesniejszych wypowiedzi. skoro
        kobieta nei ma żadnej roli społecznej, to co jest kobiece? jak powinna się
        zachowywać? jak wyglądać? widać, że jednak przeczysz sam sobie.
        to wydaje mi się dziwne. dajesz kobietom tyle wolności w realizacji siebie, ale
        nie podoba ci się "chłopienie"?
        daj sobie na luz.

      • nietakasama Re: Pytanie 15.01.05, 20:52
        > Do czego kobieta ma prawo, a do czego nie?

        >No chyba to trochę głupiutkie pytanie. Jasne, że do wszystkiego.


        Pomijając fakt, że możnaby sie przyczepic do stwierdczenia "do wszystkiego",
        jako ze zaden czlowike niema prawa do wszytskiego, zastanawia mnie dlaczego juz
        drugi raz uznano to pytanie za, jak piszesz "glupiutkie"?

        Prawda jest taka, ze gdyby odpowiedź na nie była zupełnie oczywista, nie byłoby
        żadnych rozbierzności pomiedzy feministkami a antyfeministami/kami, w ogóle,
        jeśli dalej domniemywac feminizm nie bylby potrzebny.

        Jesli myślący ekolog pisze ze rola kobiety jest: być matka,żona i pracownica, i
        znaznacza że w tej dokładnie kolejności, to ja się pytam:
        a co w przypadku gdy nie chcę miec dzieci i wole pozostawac w wolnym związku
        niz w zwiazku małzeńskim?
        Czy w tym przypadku moje prawa nie kloca się z mpoja rola?

        Jak widzisz odpowiedx na to pytanie wcale nie jest taka oczywista, bo przecież
        każdy widzi ja inaczej, choc oczywiście w ramach poprawności politycznej
        odpowiedź brzmi zazwyczaj "do wszystkiego ma prawo".
        Ale skoro tak jest, to czemu wciąż znajda sie tacy męzczyźni, ktorzy, nawet na
        lamach tego forum, nie przyznają kobiecie prawado egzekwowania prawnego
        zadoścuczynienia za gwalt, bo galt zawsze musi być jakoś przez kobiete
        sprowokowany?

        Kwestia tego, do czego kobieta ma prawo, a do czego nie, wcale nie jest taka
        oczywista.
        Weźmy za przyklad prawo do aborcji - bardzo kontrowersyjny temat. Jedni
        stwierdzą, że ma do niej prawo, inni że nie, jeszcze inni- że tylko w
        konkretnych okolicznościach.

        Uczciwie mówiac, uważam,że kobieta nie ma np. prawa do pobierania alimentow od
        mezczyzny, z ktorym nie ma dziecka, z tytułu tego tylko, że byl on niegdys jej
        małżonkiem.
        Ma natomiast prawo do decydowania do tego, czy chce miec dzieci, ile ich chce
        miec i z kim (prosze tego ostatniego nie odczytywac jako stwierdzenia, że ma
        prawo "robić" dzieci pozamalżenskie, bo czuję że zaraz odezwie się zgodnny chor
        nadinterpretatorów)
        Mam rzecz jasna na myśli dokonywanie wyborow przed zaistnieniem poczecia, temat
        aborcji zostawiam akurat w tym poście poza obrebem dyskusji(temat-rzeka i budzi
        zbyt wiele emocji).


        Dlatego pytanie o to, do czego w oczach antyfeministow, lub w ochach mężczyzn w
        ogole, kobieta ma prawo, uważam nie tylko za celowe, ale w gruncie rzeczy
        zasadniecze.


        ps. bardzo jak zwykle podobało mi się twoje stwierdzenie o indywidualnym
        podejściu do jednostki.
        W tym temacie zawsze będziemy sie zgadzać, i choćbyśmy się rozmijali w wielu
        innych, tu zawsze będe podzielala twoj pogląd.
        • Gość: Abaddon Ja to widzę tak. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 23:50
          > Pomijając fakt, że możnaby sie przyczepic do stwierdczenia "do wszystkiego",
          > jako ze zaden czlowike niema prawa do wszytskiego, zastanawia mnie dlaczego
          juz
          >
          > drugi raz uznano to pytanie za, jak piszesz "glupiutkie"?

          Wolna wola na tym polega, że można osiągnąć wszystko, na co pozwalają realia.
          Dotyczy samców i samic.

          >
          > Prawda jest taka, ze gdyby odpowiedź na nie była zupełnie oczywista, nie
          byłoby
          >
          > żadnych rozbierzności pomiedzy feministkami a antyfeministami/kami, w ogóle,
          > jeśli dalej domniemywac feminizm nie bylby potrzebny.

          Feminizm to pojęcie niestety wieloznaczne w obecnych czasach. Poza tym
          działalność feministek jest dla mnie w wielu kwestiach niezrozumiała. Tym
          niemniej, jeśli ktoś jest antyfeministą w tym sensie, że dyskwalifikuje ludzi
          ze względu na płeć, to dla mnie jest po prostu palantem.

          >
          > Jesli myślący ekolog pisze ze rola kobiety jest: być matka,żona i pracownica,
          i
          >
          > znaznacza że w tej dokładnie kolejności, to ja się pytam:
          > a co w przypadku gdy nie chcę miec dzieci i wole pozostawac w wolnym związku
          > niz w zwiazku małzeńskim?
          > Czy w tym przypadku moje prawa nie kloca się z mpoja rola?

          Hmmmm... Niestety, kobiety od roli matki całkowicie oderwać się nie da. Z tego
          prostego względu, że jest to rola STRICTE BIOLOGICZNA, którą nam samcom na
          szczęście natura nie dała. Poza tym jest w interesie każdego państwa, żeby
          przyrost naturalny był przynajmniej neutralny, a najlepiej - nieznacznie
          pozytywny. Generalnie współczynnik musi wynosić ok. 2,1 dziecka na kobietę.
          Zaznaczam, że kobieta ma absolutnie prawo do rezygnacji z dzieci - ale w
          interesie państwa jest to, by takich kobiet było jak najmniej. Ja uważam, że
          nie należy bynajmniej karać lub szykanować kobietę za taką postawę, ale po
          prostu prowadzić taką politykę, która będzie do dzieci panie zachęcać. Na
          zakończenie tego wątku dodam, że rodzenie dzieci to największa wada bycia
          kobitką.
          Natomiast role matki i żony nie powinny zasadniczo odbiegać od roli ojców i
          mężów (ale zdanie mi wyszło:). Jestem jak najbardziej za partnerskim modelem
          związku. Obowiązki powinny być dzielone po równo. Zresztą, czy w udanym związku
          spieranie się o to, kto ugotuje albo posprząta, powinno mieć w ogóle miejsce?

          >
          > Jak widzisz odpowiedx na to pytanie wcale nie jest taka oczywista, bo
          przecież
          > każdy widzi ja inaczej, choc oczywiście w ramach poprawności politycznej
          > odpowiedź brzmi zazwyczaj "do wszystkiego ma prawo".
          > Ale skoro tak jest, to czemu wciąż znajda sie tacy męzczyźni, ktorzy, nawet
          na
          > lamach tego forum, nie przyznają kobiecie prawado egzekwowania prawnego
          > zadoścuczynienia za gwalt, bo galt zawsze musi być jakoś przez kobiete
          > sprowokowany?

          Za gwałt powinna być kulka w łeb, i koniec. Tyle, że trzeba dokładnie zbadać
          sytuację - niektórym kobietom gwałt się myli z ostrym seksem... Prowokacje
          natomiast można potraktować jako czynnik łagodzący...

          >
          > Kwestia tego, do czego kobieta ma prawo, a do czego nie, wcale nie jest taka
          > oczywista.
          > Weźmy za przyklad prawo do aborcji - bardzo kontrowersyjny temat. Jedni
          > stwierdzą, że ma do niej prawo, inni że nie, jeszcze inni- że tylko w
          > konkretnych okolicznościach.

          Ja jestem całkowicie za. Nie wiem tylko, do którego miesiąca... tak chyba do
          czwartego, może piątego?

          >
          > Uczciwie mówiac, uważam,że kobieta nie ma np. prawa do pobierania alimentow
          od
          > mezczyzny, z ktorym nie ma dziecka, z tytułu tego tylko, że byl on niegdys
          jej
          > małżonkiem.

          No jasne.

          > Ma natomiast prawo do decydowania do tego, czy chce miec dzieci, ile ich chce
          > miec i z kim (prosze tego ostatniego nie odczytywac jako stwierdzenia, że ma
          > prawo "robić" dzieci pozamalżenskie, bo czuję że zaraz odezwie się zgodnny
          chor
          >
          > nadinterpretatorów)

          Ma prawo. Tyle że nie można ani karać, ani też promować takiej postawy.

          > Mam rzecz jasna na myśli dokonywanie wyborow przed zaistnieniem poczecia,
          temat
          >
          > aborcji zostawiam akurat w tym poście poza obrebem dyskusji(temat-rzeka i
          budzi
          >
          > zbyt wiele emocji).

          Niesłusznie. Sprawa jest dla mnie bardzo prosta. Porównania aborcji do zabicia
          człowieka są... genialne inaczej:)

          >
          >
          > Dlatego pytanie o to, do czego w oczach antyfeministow, lub w ochach mężczyzn
          w
          >
          > ogole, kobieta ma prawo, uważam nie tylko za celowe, ale w gruncie rzeczy
          > zasadniecze.

          Najlepsza odpowiedź - powinna mieć te same prawa co mężczyźni. Byłoby też miło,
          gdyby rodziła te przeklęte bachory (tfu).

          >
          >
          > ps. bardzo jak zwykle podobało mi się twoje stwierdzenie o indywidualnym
          > podejściu do jednostki.
          > W tym temacie zawsze będziemy sie zgadzać, i choćbyśmy się rozmijali w wielu
          > innych, tu zawsze będe podzielala twoj pogląd.

          Thanks:)
          • nietakasama Re: Ja to widzę tak. 16.01.05, 00:48
            > Za gwałt powinna być kulka w łeb, i koniec. Tyle, że trzeba dokładnie zbadać
            > sytuację - niektórym kobietom gwałt się myli z ostrym seksem... Prowokacje
            > natomiast można potraktować jako czynnik łagodzący...

            Jako kobieta odczuwam absolutne obrzedzenie (podszyte oczywistym strachem)
            przed degeneratami dopuszczającymi się gwałtu.
            Kiedy przemawiają przeze mnie emocje, mam czasem ochotę taką własnie kare
            sukinkotowi wymierzyć...
            Ale to taka drobna, osobita nieco refleksja, trochę zbaczajaca z tematu...

            >Poza tym jest w interesie każdego państwa, żeby
            > przyrost naturalny był przynajmniej neutralny, a najlepiej - nieznacznie
            > pozytywny. Generalnie współczynnik musi wynosić ok. 2,1 dziecka na kobietę.
            > Zaznaczam, że kobieta ma absolutnie prawo do rezygnacji z dzieci - ale w
            > interesie państwa jest to, by takich kobiet było jak najmniej. Ja uważam, że
            > nie należy bynajmniej karać lub szykanować kobietę za taką postawę, ale po
            > prostu prowadzić taką politykę, która będzie do dzieci panie zachęcać.

            Jak najbardziej zgadzam się- i w punktach odn. dobra panstwowego (ktore nie
            musi być tozsame z prywatnym przecież) i w stwierdzeniu dotyczącym polityki
            pro-rozrodczej (okreslenie pro-rodzinna brzmi dla mnie ostatnimi czasy nazbyt
            propagandowo)

            > > Weźmy za przyklad prawo do aborcji - bardzo kontrowersyjny temat. Jedni
            > > stwierdzą, że ma do niej prawo, inni że nie, jeszcze inni- że tylko w
            > > konkretnych okolicznościach.
            >
            > Ja jestem całkowicie za. Nie wiem tylko, do którego miesiąca... tak chyba do
            > czwartego, może piątego?

            Prawde powiedziawszy ja jestem bardzo przeciw, ale jako ze potrafie zrozumiec
            tragedię kobiet które się temu paskudnemu zabiegowi poddają, potrafie także
            dostrzec okolicznosci w których powinna być ona dopuszczalna.
            Nie jestem lekarzem i nie podejmuje sie w żadnym razie roli eksperta, ale ja
            bym optowała za rozwiązaniem max. 9-10 tygodni.


            > Na zakończenie tego wątku dodam, że rodzenie dzieci to największa wada bycia
            > kobitką.

            Och nie, ja uważam że to diabelny przywilej :) I absolutnie chce kiedyś miec
            dziecko, rodzinke i inne niezwyle niemodne elementy życiorysu :). Ale z
            założeniem, ze rodzenie jest przywilejem tylko wtedy, gdy jest zaplanowane i
            pożądane. Wtedy jest cudzem i niopisana radościa.
            W innym przypadku jest cieżarem :( to przykre, ale tak jest...

            > Niesłusznie. Sprawa jest dla mnie bardzo prosta. Porównania aborcji do
            > zabicia człowieka są... genialne inaczej:)

            Och nie, z tym się zgodzic nie mogę :(
            Dokonanie aborcji to akt odebrania życia istocie ludzkiej. Jest czyms
            strasznym, ale gdyby życie składało się z wyborow dobrych i jeszcze lepszych,
            swiat bylby piękny. A tak ,czasem trzeba wybrać mniejsze zło...
            Cholera, moze się posluże niesmacznym porownaniem, ale to troche jak na
            wojnie... Wybory nie zawsze sa przeciez proste, prawda? Czasem sa Antycznie
            wręcz tragiczne...
            Ale faktem jest, ze porownywanie aborcji do strzelania do przechodniów na
            ulicach trąci zgnila demagogią i nie ma nic wspólnego z rozsądną dyskusją...

            > Najlepsza odpowiedź - powinna mieć te same prawa co mężczyźni. Byłoby też
            > miło, gdyby rodziła te przeklęte bachory (tfu).

            Ja bym prawa kobiety interpretowala w ramach kompromisu, czegos w rodzaju umowy
            spolecznej, czyli- tak jak mężczyzna- może tyle, ile wyznacza jej prawo i etyka
            rozumiana tak, by pozostawac w zgodzie z wlasnym sumieniem krzywdzac przy tym
            jak najmniej ludzi...
            Hmmm... pobawiłam się w tworzenie definicji, i chyba zupełnie mi to nie
            wyszlo... bo to powyższe jest strasznie niejasne, mam jednak nadzieje ze
            rozumiesz moje intencje...






            • kocia_noga Re: Ja to widzę tak. 16.01.05, 16:47
              Zastanawiałam się kiedyś nad tym fenomenem .Przy okazji dyskusji o braku
              cierpienia u płodu .Ty i krytyk2, czyli bardzo młodzi ludzie , zareagowaliście
              na to mało odkrywcze stwierdzenie wielkim protestem .To mnie zdziwiło , bo
              wyglądało tak , jakbyscie za usilnie chcieli ,żeby płód cierpiał.Wyobrażam
              sobie to tak ,że jesteście już poddani indoktrynacji , inaczej mówiąc obrobiono
              wam już światopogląd wcześniej . Do tego światopoglądu należy niezłomna wizja
              słodkiego bobaska , gdzies tam , "pod sercem" , oraz połączone z tym równie
              silne przekonanie o tym ,że usunięcie ciąży to zbrodnia lub tragedia. Mając
              więc ukształtowaną wizję świata , protestujecie , bo fakt ,że płód nie cierpi ,
              bo nijak nie może , nawet gdyby chciał - ten fakt powoduje dysonans poznawczy.
              To coś jak wizja spotkania tej jednej , jedynej , potem miłość od pierwszego
              wejrzenia , suknia ślubna i mały biały domek wśród drzew.Tymczasem czas leci ,
              po tej jedynej jest następna , i znów coś nie gra , potem jeszcze
              inna ...wszystko okazuje się inne , niż na obrazku.Zajście w ciążę mogłabym
              porównać do rodzącego się romansu - czasem lepiej szybko przerwać .
              • nietakasama Re: Ja to widzę tak. 16.01.05, 19:28
                >To mnie zdziwiło , bo
                > wyglądało tak , jakbyscie za usilnie chcieli ,żeby płód cierpiał.Wyobrażam
                > sobie to tak ,że jesteście już poddani indoktrynacji , inaczej mówiąc
                obrobiono
                >
                > wam już światopogląd wcześniej .

                Ani nie chce, zeby płód cierpiał, ani nie jestem poddana idnoktrynacji, kocia
                nogo, bo gdybym jej podlegała, przekonanie o tragedii jaka jest aborcja byloby
                dla mnie prektsem do ataków, a tak nie jest. Jest pretekstem do refleksji nad
                losem kobiety ktora popada w tak pokichany spol zyciowych okoliczności, ze
                czasem nie ma innego wyjścia niż usunac ciąże.
                Mój pogląd jest wypadkową dwoch założeń: kobieta ma prawo do wolności osobistej
                a tym samym decydowania o swoim zdrowiu (takze psychicznym ) i zyciu, oraz
                tego, że płód to człowiek, nierozwinięty człowiek, ale jednak istota ludzka,
                wiec myśl o pozbawieniu go zycia nie przychodzi mi łatwo ani nie powoduje we
                mnie wesołosci.

                A dlaczego zbuntowalam się czytając stwierdzenie że płód nie cierpi.
                Bo wole założyc że jednak cierpi, i opowiadac się za takimi rozwiazaniami
                pranymi ktore regulowalyby dopuszczalność aborcji ( w przeciwieństwie do
                obecnych ktore piluja aby jej nie wykonywanio...)niż założyć ze płód nic nie
                odczuwa i powrocic do czasow słodkiego prlu kiedy to usunięcie dziecka było
                zabiegiem niemal higienicznym, a kobietom uprawiającym lekkoatletyke nawet
                aborcję polecanojako wprowadzająca odpowiednie proporcje hormonalne w
                organiźmie..
                Założenie ze płód nie cierpi niesie ze sobą poważne konsekwencje- oznacza to
                bowiem, że jest matrwa, nie czująca tkanką wewnątrz organizmu matki, ktorą ta,
                dowolnie i w każdym momencie może usuna, tak jak może się pozbyć wyrostka
                robaczkowego jesli sobie zażyczy.
                Jak dla mnie ryzyko jest zbyt duże.
                • kocia_noga Re: Ja to widzę tak. 16.01.05, 20:25
                  nietakasama napisała:
                  > Ani nie chce, zeby płód cierpiał, ani nie jestem poddana idnoktrynacji, kocia
                  > nogo, bo gdybym jej podlegała, przekonanie o tragedii jaka jest aborcja
                  byloby
                  > dla mnie prektsem do ataków, a tak nie jest.

                  To się niekoniecznie wiąże ze sobą - przekonanie że aborcja jest tragedią (albo
                  zbrodnią) i atakowanie.Atakują tylko niektóre osoby .Samo przekonanie , że to
                  tragedia jest dość zastanawiające - poczytaj sobie wypowiedzi licznych osób ,
                  które usuwały ciążę i dla których to była tylko ulga.Pewnie jesteś
                  przekonana ,że albo nie posiadają sumienia , albo dopadnie ich kara boska w
                  postaci słynnego syndromu .Nic z tego .
                  Jest pretekstem do refleksji nad
                  > losem kobiety ktora popada w tak pokichany spol zyciowych okoliczności, ze
                  > czasem nie ma innego wyjścia niż usunac ciąże.
                  Ciekawa jestem tych refleksji , chyba nie znasz nikogo takiego osobiście i
                  wszystko odbywa się w wyobraźni - ta zaś czerpie z tego , o czym się już
                  dowiedziałas .Od 1989 roku nie ma swobodnej powszechnej dyskusji na ten temat ,
                  za to ruszyła nieprzebierająca w srodkach kościelna machina propagandowa .

                  > Mój pogląd jest wypadkową dwoch założeń: kobieta ma prawo do wolności
                  osobistej
                  >
                  > a tym samym decydowania o swoim zdrowiu (takze psychicznym ) i zyciu, oraz
                  > tego, że płód to człowiek, nierozwinięty człowiek, ale jednak istota ludzka,
                  > wiec myśl o pozbawieniu go zycia nie przychodzi mi łatwo ani nie powoduje we
                  > mnie wesołosci.
                  >
                  > A dlaczego zbuntowalam się czytając stwierdzenie że płód nie cierpi.
                  > Bo wole założyc że jednak cierpi, i opowiadac się za takimi rozwiazaniami
                  > pranymi ktore regulowalyby dopuszczalność aborcji ( w przeciwieństwie do
                  > obecnych ktore piluja aby jej nie wykonywanio...)niż założyć ze płód nic nie
                  > odczuwa i powrocic do czasow słodkiego prlu kiedy to usunięcie dziecka było
                  > zabiegiem niemal higienicznym, a kobietom uprawiającym lekkoatletyke nawet
                  > aborcję polecanojako wprowadzająca odpowiednie proporcje hormonalne w
                  > organiźmie..

                  No i widzisz - masz wyrobione pojęcie o czasach PRL u.Ja w tych czasach żyłam ,
                  a nawet byłam już dorosłą kobietą - znam osobiście wiele osób , które usuwały
                  wtedy ciążę .Dla każdej było to co innego , znam jeszcze konkretne osoby - to
                  jest inna jakość informacji , niż te wyczytane czy usłyszane od ideologów.Każda
                  historia jest inna , ale ani to zabieg kosmetyczny , ani tragedia , ani nie
                  było to częstsze niż teraz.Wyobrażam sobie ,że może to być tragedia , jasne ,
                  ale to rzadko się zdarzało , a teraz , kiedy młodym kobietom wbito do głowy
                  wiadomą ideę - będzie częstsze.
                  > Założenie ze płód nie cierpi niesie ze sobą poważne konsekwencje- oznacza to
                  > bowiem, że jest matrwa, nie czująca tkanką wewnątrz organizmu matki, ktorą
                  ta,
                  > dowolnie i w każdym momencie może usuna, tak jak może się pozbyć wyrostka
                  > robaczkowego jesli sobie zażyczy.
                  > Jak dla mnie ryzyko jest zbyt duże.
                  No właśnie!!! Ty już wiesz , czym powinien być płód ! Wbrew faktom !Płód - do
                  pewnego etapu rozwoju - to ani nie "martwa, nie czująca tkanka" , ani żywe
                  dziecko.A nie cierpi ,bo nie ma czym.
                  Mówisz ,że szanujesz prawo kobiety do wolnego wyboru , ale jednak
                  chciałabyś,żeby ukryto pewne fakty w tym celu ,żeby kobietom utrudnić pewien
                  rodzaj wyboru , który ci nie odpowiada.
                  • nietakasama Re: Ja to widzę tak. 17.01.05, 01:06
                    Dlaczgeo zaczynasz dołanczac do churu tych, ktorzy wiedzią doskonale co mam na
                    mysli, lepiej nawet ode mnie?

                    >poczytaj sobie wypowiedzi licznych osób ,
                    > które usuwały ciążę i dla których to była tylko ulga

                    Tak, dla nich, oczywiście, a dla dziecka?
                    To nie jest propagandowa odpowiedź, to jest odpowiec wiążaca się z moim
                    zalożeniem, ze tragedia jest obopulna.

                    >Pewnie jesteś
                    > przekonana ,że albo nie posiadają sumienia , albo dopadnie ich kara boska w
                    > postaci słynnego syndromu .Nic z tego .


                    Nie jestem.
                    Daleko mi do takich bzdur.
                    Domniemujac że tak jest, draznisz mnie, bo nie pytasz, tylko stwierdza
                    że "pewnie jestem".
                    Nie jestem przekonana o zade=nej bożej karze i nie uważam zeby syndrom
                    poaborcyjny dotykal każdej kobiety iusuwającej ciąze. Bo nie staram sie mysleć
                    liniowo i schematycznie. A ty tak chcesz mnie psotrzegać.

                    >znam osobiście wiele osób , które usuwały
                    > wtedy ciążę .Dla każdej było to co innego ,

                    Otóz to, dla kazdej jest to czymś innym. Wiec dla niejedej jest to trauma.
                    Pamiętaj że medal mazawsze dwie strony..

                    > Ciekawa jestem tych refleksji , chyba nie znasz nikogo takiego osobiście i
                    > wszystko odbywa się w wyobraźni - ta zaś czerpie z tego , o czym się już
                    > dowiedziałas .Od 1989 roku nie ma swobodnej powszechnej dyskusji na ten
                    temat .

                    Tych refleksji nie zamierzam teraz przedstawiac bo sa cholernie pesymistyczne i
                    rozlegle.
                    I mylisz sie po raz kolejny twierdząc, ze nie znałam kobiet ktore ciąże
                    usunely. Bardzo się mylisz.
                    Mam wrazenie ze chcesz uwierzyć w to, że poddalam się ardiomaryjnemu praniu
                    mozgow. A to nie prawda. Ja nie tylko czytam, ja także obserwuje to, co mam
                    naokoło siebie.
                    I własnie dlatego ze moje dnaie wynika z cholernie czestych refleksji po kilku
                    zyciowych rozmowach, moje zdanie jst tak niejednoznazne. Bo to nie jest prosty
                    temat , a każdy kto wyglasza prosty sad, albo malo dostrzega, albo mało wie na
                    ten temat.


                    > No właśnie!!! Ty już wiesz , czym powinien być płód ! Wbrew faktom !
                    Nie, nie pisalam czym jest płód, tylko za co moglby byc uznany gdyby
                    jednoznacznie stwiedzić że nie odczuwa.
                    Gdyby takie stwierdzenie bylo proste z medycznego punktu widzenia, byłoby od
                    dawna znane. Nie jest. Wciąz tocza się spory.
                    Nie nadinterpretuj moich slow. Powtarzam po ra zkolejny- nie pisalam czym juest
                    płód. Ani przez chwile. Pisalam o tym jakie moga wyniknac konsekwencje
                    przyjecia pewnych zalożeń.

                    > Mówisz ,że szanujesz prawo kobiety do wolnego wyboru , ale jednak
                    > chciałabyś,żeby ukryto pewne fakty w tym celu ,żeby kobietom utrudnić pewien
                    > rodzaj wyboru , który ci nie odpowiada.

                    Hakie fakty chce ukryc?
                    Napisz mi to prosze jasno, bie nie ma pojecia jakie fakty chce ikryc.

                    I nie chodzi o rodzaj wyboru ktory mi nie odpowiada, bo to nie ja go dokonuje.
                    Ja moge jedynie postarac się zrozumiec, ale zrozumiec uczciwie...
                    Patrzac na sprawe z obu punktow widzenia.










                    • kocia_noga Re: Ja to widzę tak. 18.01.05, 19:47
                      nietakasama napisała:

                      > Dlaczgeo zaczynasz dołanczac do churu tych, ktorzy wiedzią doskonale co mam
                      na
                      > mysli, lepiej nawet ode mnie?
                      >
                      > >poczytaj sobie wypowiedzi licznych osób ,
                      > > które usuwały ciążę i dla których to była tylko ulga
                      >
                      > Tak, dla nich, oczywiście, a dla dziecka?


                      Dla jakiego "dziecka"???Wiem ,ze niesłychanie trudno zauważyć u siebie skutki
                      prania mózgu , tak jak wielkiego białego słonia w salonie - ja widzę błędne
                      kolo w twoim rozumowaniu - dla ciebie pierwotnym wyobrażeniem jest własnie
                      obraz płodu jako dziecka, człowieka , który cierpi.Protestujesz przeciwko
                      faktom , bo one uderzają w to twoje wyobrażenie .
                      > To nie jest propagandowa odpowiedź, to jest odpowiec wiążaca się z moim
                      > zalożeniem, ze tragedia jest obopulna.
                      Otóż to !! Płód dla ciebie posiada nie tylko zdolność odczuwania,
                      człowieczeństwo , ale jeszcze możliwość refleksji - nad swoim życiem .

                      > I mylisz sie po raz kolejny twierdząc, ze nie znałam kobiet ktore ciąże
                      > usunely. Bardzo się mylisz.
                      > Mam wrazenie ze chcesz uwierzyć w to, że poddalam się ardiomaryjnemu praniu
                      > mozgow. A to nie prawda. Ja nie tylko czytam, ja także obserwuje to, co mam
                      > naokoło siebie.


                      Nie, nie myslę o radiomaryjnym praniu mózgu.Pranie odbywa się wszędzie , nie
                      tylko tam.Poza tym przepraszam, jesli odniosłas wrażenie, że coś na twój temat
                      sobie założyłam - ja usiłuję zgadywac , może nietrafnie.
                      > I własnie dlatego ze moje dnaie wynika z cholernie czestych refleksji po
                      kilku
                      > zyciowych rozmowach, moje zdanie jst tak niejednoznazne. Bo to nie jest
                      prosty
                      > temat , a każdy kto wyglasza prosty sad, albo malo dostrzega, albo mało wie
                      na
                      > ten temat.
                      >
                      >
                      > > No właśnie!!! Ty już wiesz , czym powinien być płód ! Wbrew faktom !
                      > Nie, nie pisalam czym jest płód, tylko za co moglby byc uznany gdyby
                      > jednoznacznie stwiedzić że nie odczuwa.
                      > Gdyby takie stwierdzenie bylo proste z medycznego punktu widzenia, byłoby od
                      > dawna znane. Nie jest. Wciąz tocza się spory.

                      Jakie spory ???? Między kim a kim? Jeśli w domu nie ma instalacji
                      elektrycznej , to żarówka nie zaświeci .Na pewno, choćby nie wiem jak się
                      spieraqc i upierac.No, chyba ,że przyjmujesz , ze dusza mającego się urodzić
                      człowieka krąży wokół płodu i kibicuje sprawie .Wtedy , jeśli wcielenie nie
                      dochodzi do skutku, być może ta dusza cierpi dusznym cierpieniem i czeka na
                      następną okazję .Ale to inna spiewka...
                      >
                      > Hakie fakty chce ukryc?
                      > Napisz mi to prosze jasno, bie nie ma pojecia jakie fakty chce ikryc.

                      Ano , o tym ,że płód nie cierpi , bo nie ma czym.W ogóle to mnie własnie bardzo
                      zaciekawilo ; na wiadomość, że płód cierpieć nie może , ty, która uważasz że to
                      jest dziecko , powinnaś raczej zareagowac poczuciem ulgi .To dla mnie byłaby
                      oczywista reakcja - dzięki Bogu ,że przynajmniej nie cierpią! A ty po pierwsze
                      zanegowałas ten fakt, po drugie chciałabys to ukryć przed wszystkimi , bo gdy
                      się kobiety zwiedzą,że płód nie cierpi , zaczną się masowo skrobac , a po
                      trzecie chciałabys się jeszcze targowac - może nie prawda, może nie na pewno...
                      Zgaduję, co może byc przyczyną - ty odpowiadasz,że nie to,że co innego.Nadal
                      nie rozumiem .
                      >>


            • Gość: Abaddon Re: Ja to widzę tak. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.05, 22:45
              > Prawde powiedziawszy ja jestem bardzo przeciw, ale jako ze potrafie zrozumiec
              > tragedię kobiet które się temu paskudnemu zabiegowi poddają, potrafie także
              > dostrzec okolicznosci w których powinna być ona dopuszczalna.
              > Nie jestem lekarzem i nie podejmuje sie w żadnym razie roli eksperta, ale ja
              > bym optowała za rozwiązaniem max. 9-10 tygodni.

              Moim zdaniem kobieta powinna mieć pełne prawo wyboru w tej kwestii. Życie i
              wolność dorosłej jednostki zawsze będzie dla mnie ważniejsze od bytu istoty
              nienarodzonej. Oczywiście, jest różnica między 1 miesiącem ciąży a 8. Dlatego
              trzeba odpowiednio określić granicę. Najbardziej liberalne prawo ma Wielka
              Brytania - do 24 tyg. (Choć w USA i dawnym ZSRR te granice były jeszcze
              dłuższe). Ja nie jestem lekarzem, ale optowałbym za 15-20 tyg.

              > Och nie, ja uważam że to diabelny przywilej :) I absolutnie chce kiedyś miec
              > dziecko, rodzinke i inne niezwyle niemodne elementy życiorysu :). Ale z
              > założeniem, ze rodzenie jest przywilejem tylko wtedy, gdy jest zaplanowane i
              > pożądane. Wtedy jest cudzem i niopisana radościa.
              > W innym przypadku jest cieżarem :( to przykre, ale tak jest...

              Masochistka:) A tak poważnie, to mnie was naprawdę strasznie żal, jeśli chodzi
              o te bachory. Tzn. chodzi mi o ostatni okres, oraz sam poród brrrr. Po prostu
              strasznie wam współczuję tego bólu, i cieszę się, że to nie moja działka.

              > Och nie, z tym się zgodzic nie mogę :(
              > Dokonanie aborcji to akt odebrania życia istocie ludzkiej. Jest czyms
              > strasznym, ale gdyby życie składało się z wyborow dobrych i jeszcze lepszych,
              > swiat bylby piękny. A tak ,czasem trzeba wybrać mniejsze zło...
              > Cholera, moze się posluże niesmacznym porownaniem, ale to troche jak na
              > wojnie... Wybory nie zawsze sa przeciez proste, prawda? Czasem sa Antycznie
              > wręcz tragiczne...
              > Ale faktem jest, ze porownywanie aborcji do strzelania do przechodniów na
              > ulicach trąci zgnila demagogią i nie ma nic wspólnego z rozsądną dyskusją...

              Eeee, przesadzasz. Jajecznica to nie zabijanie kur. Tak samo zbieranie
              kasztanów to nie ścinanie drzew. Piszę o tym nie bez powodu, bo jajko ma się do
              kury jak kasztan do drzewa i płód do człowieka. Oczywiście, płód niewątpliwie
              stanowi pewien niezbędny etap w cyklu rozwoju człowieka. Dla mnie dużo
              ważniejsze niż przerwanie tego cyklu jest stan psychiczny kobiety, która tego
              dokonała. Już widzę oszołomów, którzy będą jej sumieniem...

              > Ja bym prawa kobiety interpretowala w ramach kompromisu, czegos w rodzaju
              umowy
              >
              > spolecznej, czyli- tak jak mężczyzna- może tyle, ile wyznacza jej prawo i
              etyka
              >
              > rozumiana tak, by pozostawac w zgodzie z wlasnym sumieniem krzywdzac przy tym
              > jak najmniej ludzi...
              > Hmmm... pobawiłam się w tworzenie definicji, i chyba zupełnie mi to nie
              > wyszlo... bo to powyższe jest strasznie niejasne, mam jednak nadzieje ze
              > rozumiesz moje intencje...

              Najważniejsze, żeby kobieta miała prawo do tego, co mężczyzna. A normy
              społeczne powstaną niezależnie od płci, i będą sprawiedliwsze...

              • nietakasama Re: Ja to widzę tak. 17.01.05, 01:10
                Życie i
                > wolność dorosłej jednostki zawsze będzie dla mnie ważniejsze od bytu istoty
                > nienarodzonej
                Własnie, w sumie moglabym się pod tym podpisac dwa razy, ale zawsze pzostaje mi
                w sumieniu jakies "ale". Nie umiem tego wyjaśnić...
                To jest chyba baza calego sporu- pytanie o waznośc zycia poczetego i
                dojrzalego.
                Nie podejmuje się w zaden sposob rozstrzygania tego.
                Po prostu jestem na to za mała.
                • margot_may Re: Ja to widzę tak. 17.01.05, 01:14
                  niech zgadnę...nie rób drugiemu co tobie nie miłe. a ty nie chciałabyś być tym
                  płodem. to ci leży na wątrobie?
                  • nietakasama Re: Ja to widzę tak. 17.01.05, 02:51
                    Zastanowiłam się, i chyba nie.
                    Pisze "chyba", bo być moze tak własnie jest, tylko nie uświadamiam sobie tego.
                    Ale fakt, istnieje przecież taki wewnętrzny niepokój "a gdybym to był ja?"
    • Gość: vikers Re: Kobieta IP: 195.164.48.* 17.01.05, 09:14
      Kobietę w stosunku do mężczyzn nierównouprawnia biologia tj. miesiączki i
      związane z tym niedogodności, zachodzenie w ciążę i to tylko do określonego
      wieku tj. 35 lat (podobno powyżej tego wieku zajście w pierwszą ciążę wymaga
      już najczęściej ingerencji medycyny albo jest już niemożliwe). Mężczyzna
      spokojnie może w wieku 40 lat mieć dziecko. Kobiecie po 30 jest trudniej
      znaleźć odpowiedniego partnera życiowego (szczególnie dotyczy to kobiet
      wykształconych, niezależnych). Mężczyzna będący na takim samym statusie
      społecznym może łatwiej znaleźć partnerkę i to nawet o 10 lat młodszą. Kobiety
      dużą wagę przywiązują do swojej urody i bardziej odczuwają przez to proces
      starzenia się.
      Kobiety są słabsze fizycznie i bardziej wrażliwsze niż mężczyźni co powoduje że
      częściej są ofiarami przestępstw przeciwko ciału.
      Jeżeli chodzi o to co może a nie może kobieta to obecnie bardziej zależy to od
      kobiety co chce robić i do czego ma predyspozycje. Jeżeli dana kobieta ma
      określone predyspozycje to nic nie stoi na przeskodzie aby była np.
      informatykiem, kierownikiem, projektantem, inżynierem itp.
      Role społeczne to wiadomo, że te podstawowe to bycie matką tak jak meżczyzny
      bycie ojcem. Jeżeli ktoś patrzy na kobietę bezdzietną jako niespełnioną to tak
      samo powinien patrzeć na mężczyznę, który nie jest ojcem.
      Podsumowująć kobiecie moze być trudniej znaleźć partnera życiowego, dostać
      pracę (ale to wynika że dużo kobiet chce wykonywać jedynie pewne zawody tj.
      głownie praca biurowa i nasycenie kobiet w tych zawodach jest tak duże że je
      przez to zaczyna dyskryminować - jeżeli w danej grupie zawodowej zatrudnionych
      jest 80% kobiet to łatwiej będzie tam dostać się mężczyźnie niż kolejnej
      kobiecie).
      Spełnienie się równocześnie kobiety na polu rodzinnym i zawodowym to obecnie
      duże wyzwanie, myślę że trudniejsze niż w przypadku mężczyzny.
      Są to jednak moje subiektywne poglądy i spostrzeżenia.
      • nietakasama Re: Kobieta 18.01.05, 16:34
        Bradoz milo mi sie twoje spostrzerzenia czytało :)

        Mam tylko jedną uwagę: kobieta nie moze zajśc w ciąże po osiągnięciu menopazy,
        kiedy przestaje uwalniac komórki jajowe. Dzieje się to, w zależności od
        indywidualnych przypadków między 45-50 rokim zycia (czasem nawet już w wieku 40
        lat a czasem bardzo późno).
        Oczywiście, kiedy kobieta zbliża się do 35, 40 r.ż. maleje prawdopodobieństwo
        zajścia w ciąże.
        Ale nie znika. wciąż jest stosunkowo wysokie- rzecz jasna, z upływem czasu
        coraz mniejsze (aż do osiągnięcia menopauzy).
        Podobny proces widoczny jest u mężczyzn, tzn po przekroczeniu pewnego wieku -
        pojęcia nie mam czy jest to wiek określony czy jest to sprawa stricte
        indywidualna :)- amniejsza się ruchliwość jego plem,nik ów, a zatem maleją
        szanse na zapłodnienie.
        Najlepszym wiekiem do rodzenia, biologicznie rzecz ujmując, jest 18 rok życia,
        ale społecznie, no, każdy wie, najlepszy wiek to to nie jest :)

        >Jeżeli ktoś patrzy na kobietę bezdzietną jako niespełnioną to tak
        > samo powinien patrzeć na mężczyznę, który nie jest ojcem.
        Dzięki ci za te słowa.
        W moim przekonaniu są bardzo mądre.
    • losiu4 Re: Kobieta 17.01.05, 15:05
      nietakasama napisała:

      > Według was, co oznacza pojęcie kobieta (tzn jak wy je rozumiencie)

      kobieta to stworzenie boże... ;)

      > i jakie są jej role społeczne?

      co najmniej 3xK ;)

      > Co kobieta powinna, a czego nie powinna?

      powinna słuchać. Nie powinna byc nieposłuszna ;)

      > Do czego kobieta ma prawo, a do czego nie?

      ma prawo do słuchania i wykonywania poleceń ;)

      > Jakie widzicie minusy bycia kobietą, tzn czy są według was takie dziedziny
      > życia, w których kobietą jest trudnej niż mężczyznom, lub w ktorych ich zycie
      > jest trudniejsze?

      minusy... minusy... ot, chociażby niemożność (no, może nie tyle niemożność, co
      względy higieniczne) wykonania pewnej fizjologicznej czynności bez przyjmowania
      niewygodnej pozycji.

      Pozdrawiam

      Losiu
      • nietakasama Re: Kobieta 18.01.05, 16:36
        No to ja się przestawiam na tryb słuchania i wykonywania poleceń, jak na
        kobiete przystało :)
        Zaraz spytam swojeggo misiaczka czy mu kapcie przynieść...
        • losiu4 Re: Kobieta 18.01.05, 16:44
          i bardzo dobrze zrobisz :) a jesli czynisz to z mojej namowy, zejdę z tego łez
          padołu szczęśliwy wiedząc, że zbłąkaną duszyczkę nawróciłem :)

          Pozdrawiam

          Losiu

          PS. miast kapci spytaj o piwo... no chyba ze Twój misiaczek w nim nie gustuje ;)
    • Gość: FOSOL Re: Kobieta IP: *.easycomm.pl 17.01.05, 15:28
      Można sobie gdybać i gdybać..
      Jedno jest pewne : kobieta rodzi dzieci i w zasadzie do tego powinna ograniczyć
      swój udział w życiu rodzinnym. A co do zawodowego, każdy widzi ile kobiet
      znajduje się na stanowiskach tzw. "znaczących".
      Kobiety : dajcie sobie luzu z karierą. Tak już jest i nikt tego nie zmieni.
      Natura jest silniejsza...
      • e_wok Re: Kobieta 17.01.05, 18:26
        Gość portalu: FOSOL napisał(a):
        > Jedno jest pewne : kobieta rodzi dzieci i w zasadzie do tego powinna
        ograniczyć
        >
        > swój udział w życiu rodzinnym.
        > Kobiety : dajcie sobie luzu z karierą. Tak już jest i nikt tego nie zmieni.
        > Natura jest silniejsza...

        Dlaczego? Przeciez z twojego postu jasno wynika, ze kobieta po urodzeniu
        dziecka ma mnostwo wolnego czasu i nieograniczone mozliwosci, swoje odwalila,
        wiec spokojnie moze sie zajac kariera. Dzieckiem po urodzeniu zajmie sie, no
        tego nie napisales. Ale na pewno nie kobieta, bo ona juz sie "ograniczyla" do
        urodzenia.
        • Gość: FOSOL Re: Kobieta IP: *.easycomm.pl 18.01.05, 15:20
          A co z pierwszymi latami życia dziecka ? Nie wspominałem o opiece nad
          dzieckiem, gdyż myślałem że to jest oczywiste. Dziecko nie od razu staje sie
          samodzielne i nie potrafi sobie samo poradzić. Początki wychowywania dzieci są
          czasochłonne. Oczywiście często jest też babcia czy dziadek. Ale to nie są
          roboty na każde zawołanie. Oczywiście nie uważam że ojciec ma jakiekolwiek
          prawo do olania całej sytuacji (chyba że pracuje 24/dobę ;) ) i po przyjściu z
          pracy też ma jakieś obowiązki wobec dziecka. Ale jak wyobrażasz sobie sytuacje
          gdzie ojcie jest w pracy, matka też a np. półroczne dziecko siedzi samo w domu ?
          • nietakasama Re: Kobieta 18.01.05, 16:43
            Można ją sobie wyobrazić tak, ze mamusia bedzie w pracy, a tatuś z dzieckie.
            W tym przypadku optuję za pragmatyzmem- w pracy pozostać powinien ten z
            rodziców, który lepiej zarabia.
            • Gość: FOSOL Re: Kobieta IP: *.easycomm.pl 19.01.05, 11:01
              Z jednej strony to jest dobre rozwiązanie. Ale czy nie wydaje Ci się że kobieta
              ma lepsze predyspozycje do opieki nad dzieckiem ? Kobiety są z natury
              spokojniejsze, co chyba lepiej wpływa na rozwój dziecka. Poza tym mężczyzna nie
              bardzo ma czym karmić. Jeszcze sprawa instynktu macierzyńskiego. Przyznam, że
              nie bardzo wiem o czym mówie wypowiadając słowa "instynkt macierzyński", ale
              jestem przekonany co do jego istnienia oraz że dzięki niemu matce łatwiej jest
              opiekować dzieckiem niż tatuśkowi.
              I na koniec małe porównanie. Gdyby się tak zastanowić, to praktycznie we
              wszystkich gatunkach samiec jest wyłącznie od tego, by zapładniać i dbać o
              wyżywienie (mówię tu o wolno zyjących zwierzętach, a nie powiedzmy świniach w
              oborze), natomiast samica opiekuje się potomstwem. Fakt, ludzie są bardziej
              rozwinięci, ale wg. mnie są nadal jednym z gatunków zwerząt żyjących na tej
              planecie.
      • nietakasama Re: Kobieta 18.01.05, 16:39
        Kobieta rodzi dzieci, jasne, i według logiki gatunku i państwa, rodzić powinna.
        A mężczyzna, jako ze te dzieci powinien płodzić (kierując się tą samą logiką)
        powinien być dla rodzonych przez kobietę dzieci ojcem.
        Kobieta rodzi, bo mężczyzna nie może.
        Ale potem mogą oboje wychowywać dzieci, a skoro oboje będą je wychpowywać, to
        cięzar tego wychowania zostanie podzielony.
        Wobec powyższego, pomijając ciążę, dlaczego to kobiety maja zrezygnować z
        robienia kariery?
        Bo muszą wychowywac dzieci?
        Mężczyzna też musi, a jednak nikt nie postuluje żeby zrezygnował z pracy.
        • Gość: liksir Re: Kobieta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 17:34
          > Mężczyzna też musi, a jednak nikt nie postuluje żeby zrezygnował z pracy.

          Najlpiej niech mezczyzna i baba zrezygnuja z pracy i pojda z dzieckiem pod most.
          Ciekaw jestem ktora baba by sie odwazyla powiedziec mezowi-nie idz do pracy,nie
          musisz mi przynosic pieniedzy,Tak,juz to widzE! hehe
          • nietakasama Re: Kobieta 18.01.05, 18:40
            Ech, nie umiesz czytać?
            Przecież napisałam że w pracy powinno zostać to, które lepiej zarabia.
            Trzeba być niepełnosprytnym żeby w takim przypadku odpisać mi, że "Ciekaw
            jestem ktora baba by sie odwazyla powiedziec mezowi-nie idz do pracy,nie
            musisz mi przynosic pieniedzy".
            Dla twojej wiadomości: Kobiety też pracują, też zarabiają. Nie tylko mężczyzna
            przyponi pieniądze do domu.

            Brakuje ci RAM-u, czy jak?
            Znalazł się kolejny szczekacz...
            • Gość: liksir Re: Kobieta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 18:46
              > Ech, nie umiesz czytać?

              A ty umiesz pisac ortografie? chyba nie,co? wiec sie nie wypowiadaj bo ty
              jestes ostatnia aby sie takich zdolnosciach wypowiadac

              > Przecież napisałam że w pracy powinno zostać to, które lepiej zarabia.
              Napisalas tez,ze "dlazego to baba ma poswiecac sie a nie robic kariere" wiec ci
              odpisalem,ze chlop zarabia znacznie wiecej niz baba statystycznie,wiec sama
              sobie odpowiedzialas dlaczego powinna zreygnowac,bo mniej zarabia.

              >Dla twojej wiadomości: Kobiety też pracują, też zarabiają. Nie tylko mężczyzna
              > przyponi pieniądze do domu.

              czytaj wyzej.

              >>> Brakuje ci RAM-u, czy jak?

              Tobie procesor by sie przydal heh,o ile wiesz co to jest

              >>Znalazł się kolejny szczekacz...

              znalazla sie srustrowana feministka co nic nie robi tylko calymi dniami
              przesiaduje na forach :)
              • nietakasama Re: Kobieta 18.01.05, 18:59
                > A ty umiesz pisac ortografie? chyba nie,co? wiec sie nie wypowiadaj bo ty
                > jestes ostatnia aby sie takich zdolnosciach wypowiadac

                Heh :) przeczytaj swoją wypowiedź, i policz, ile w jednym zdaniu popełniłeś
                błędów, a potem mnie pouczaj.
                Chyba że jesteś takim biednym robaczkiem, ze nie potrafisz ich znaleźć :)

                Jesteś paskudnym prowokatorem szczekaczem, nie mam ochoty w tobą rozmawiać
                kolego wierszokleto.
                Trzymaj się ciepło, zarejestruj się u psychiatry już teraz, bo kolejuki są
                długie (pisali w Wyboreczej ostatnio).

                Nie licz że odpowiem juz na jakikolwiek twój post :)
                Po prostu nie rób sobie nadziei.

                Do widzenia koledze.
    • arphar DO LIKSIR 18.01.05, 20:14
      Do liksir - ktorej post polecial btw.
      Prosze o slanie na maila do danej osoby tak osobiste lisciki. Pozatym - prosze
      przeczytac cokolwiek o netykiecie.
      Wykazalas/les sie kompletnym brakiem kultury. Delikatnie mowiac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka