nietakasama
14.02.05, 12:29
Przeczytałam wczoraj bardzo ciekawy artykuł autorstwa Krzysztofa
Szymborskiego (Polityka 12 lutego 2005). Nosił on tytuł „Mózg płci”. Już od
pierwszych linijek widać, że autor stara się nas przekonać o istnieniu
naturalnych różnic w zdolnościach intelektualnych kobiet i mężczyzn. Od razu
pomyślałam sobie- no nie, kolejny nawiedzony obrońca ostatnich bastionów
męskości bierze się za udowadnianie przewagi jednej płci nad drugą.
I tu się zdziwiłam... musze autorowi oddać sprawiedliwość; napisał wyjątkowo
uczciwy i jednocześnie zabawny artykuł ;)
Otóż pan Szymborski stawia sprawę jasno: kobieta i mężczyzna różnią się,
myślą inaczej, mają inne zdolności intelektualne. Teraz każdy a.fe. odczuwa
pewnie przypływ adrenaliny związany z poczuciem satysfakcji, ale proszę się
nadmiernie nie ekscytować: inne, nie oznacza lepsze lub gorsze. Autor
przytacza wyniki badań i wypowiedzi naukowców dowodzących, że kobiety
wykazują wyższy potencjał intelektualny w innych dziedzinach, niż mężczyźni.
I tak na przykład nie jest wcale mitem obiegowa opinia, że kobiety wykazują
mniejsze od mężczyzn zdolności matematyczne- statystycznie rzecz biorąc tak
właśnie jest. Mózg kobiety jest mniej „matematyczny” tzn. rzadziej zdarza się
kobieta ze zdolnościami matematycznymi niż mężczyzna z tego samego rodzaju
talentem.
Po prostu statystyczna kobieta wykazuje wykazuje zdolności w innych
dziedzinach (głównie empatycznych i werbalnych).
W którymś wątku na tym forum jedna z forumowiczek zauważyła ze IQ kobiet i
mężczyzn nie różnią się od siebie; po prostu wśród kobiet jest więcej
jednostek „przeciętnych” a wśród mężczyzn więcej jednostek nadzdolnych lub
upośledzonych.
I faktycznie, podobne informacje znalazłam w tym artykule. Szymborski pisze
tak:
„Zacznijmy więc od ogólnej inteligencji mężczyzn i kobiet. Ich przeciętny IQ
jest prawie identyczny- z niewielką przewagą kobiet. W każdej jednak
populacji występuje znaczny rozrzut indywidualnych cech jednostek i
różnorodność tę ilustruje krzywa Gaussa (...). Krzywe dla kobiet i dla
mężczyzn różnią się kształtem. Wśród mężczyzn rozrzut indywidualnych cech
jest większy niż wśród kobiet, co oznacza, że przy podobnej przeciętnej
inteligencji mężczyźni są liczniej reprezentowani w skrajnych obszarach.
Mówiąc inaczej: więcej jest matołków i geniuszów”.
Wniosek? Matka natura obdarzyła nas taką samą średnią inteligencją; różnica
polega na tym, że kobiety obdarzyła nią w sposób statystycznie
harmonijniejszy niż mężczyzn; czyli wśród mężczyzn łatwiej znajdziesz
geniusza niż wśród kobiet -zdarzają się częściej- (podobnie jak jednostki
infantylne) ale z drugiej strony- przeciętna kobieta jest inteligentniejsza
od statystycznego mężczyzny. Ergo; wychodzi na to samo :) matka natura jak
zwykle postawiła na uzupełnianie się płci. Muszę przyznać ze artykuł ten dla
mnie, jako zwolenniczki teorii uzupełnień a nie stratyfikacji, okazał się
przyjemną lekturą.
Szymborski ani razu nie neguje różnic między płciami. Ba, stwierdza nawet że
mężczyzna ma większe szanse na dokonanie rzeczy wybitnych (statystycznie
rzecz jasna) bo „do osiągnięcia wybitnego sukcesu nie wystarczy ponad
przeciętna inteligencja, lecz potrzebna jest też kropla geniuszu, czasem
idącego w parze z szaleństwem”. Teoretycznie jest to wniosek dla kobiety
nieprzyjemny, ale spójrzmy na to uczciwie- wśród mężczyzn faktycznie zawsze
było więcej jednostek wybitnych niż wśród kobiet. Ale.... ale przeciętna
kobieta jest od przeciętnego mężczyzny jednak odrobinę inteligentniejsza ;)
Więc znowu harmonijne rozwiązanie :)
Szymborski zwrócił tez uwagę na jedną ciekawą rzecz; aspekt motywacji w
osiąganiu sukcesów zawodowych czy naukowych oraz wyborze partnera. I to była
właśnie ta zabawna część :)
„Sunday Times zrelacjonował wyniki badań (obejmujących aż 40 lat)
przeprowadzonych przez uczonych z 4 brytyjskich uniwersytetów, którzy
odkryli, że wysoka inteligencja jest dla mężczyzn atutem w poszukiwaniu żony,
dla kobiet zaś przeszkodą w znalezieniu męża. Obiektem badań była grupa 900
mężczyzn i kobiet, których IQ zmierzony przed 40 laty, w wieku 11 lat. Kiedy
niedawno znów ich odnaleziono i spytano, jak potoczyły się życiowe losy,
okazało się, ze w przypadku chłopców (dziś panów w sile wieku) 16 dodatkowych
punktów IQ przekładało się na 35 % wzrostu szansy na małżeństwo; wśród kobiet
ta sama przewaga w inteligencji oznaczała 40% spadku szansy na zamążpójście.
Oczywiście, można z tego także wysnuć wniosek że mądre kobiety wcale nas nie
potrzebują. Biologicznie konsekwencje tego wyboru są jednak takie, że mądre
kobiety mają mniej potomstwa niż te mniej inteligentne, co w ewolucyjnej
skali czasu prowadziłoby do ogólnego ogłupienia ludzkości, gdyby braków tych
nie nadrabiali inteligentni mężczyźni (czytając to zaczynałam rozumieć po co
naturze były te skrajności w męskiej krzywej Gaussa). Para amerykańskich
Socjologów S.Brown i B.Lewis (..) opublikowała w czasopiśmie Evolution and
Human Behavior prace na temat selekcji małżeńskiej kobiet mężczyzn.
Mężczyźni są znacznie bardziej skłonni do mezaliansu- wybierają za żony
kobiety znajdujące się niżej od nich w hierarchii zawodowej i społecznej.
Kobiety wybitne, jeśli idą za głosem natury i poszukują księcia z bajki,
będącego na jeszcze wyższym szczeblu społecznej drabiny niż one same, mają
niewielki wybór”.
Wszystkim panom afe. którzy naprawdę starają się umacniać własne przekonanie
o męskiej dominacji intelektualnej nad kobietami, mam więc do powiedzenia
jedno: A FIGA! ;)
Prawda jest taka ze obie płcie wykazują różne zdolności w różnych dziedzinach
i doskonale się przez to uzupełniają- może już czas to po prostu zrozumieć i
zaakceptować, żeby zacząć się wreszcie nawzajem szanować?