IP: *.toya.net.pl / 10.0.227.* 09.06.02, 02:05
Drogie feministki,
Ponizszy post zamiescilam na psychologii ale mysle ze ten temat Was tez
zainteresuje. W koncu singiel to specyficzny typ faceta.Zapraszam do lektury.

Nie jestem stałą czytelniczką forum więc nie wiem czy ten temat był poruszany.
Jestem ciekawa jakie macie zdanie o singlach czyli o samotnych z wyboru.Chodzi
mi głównie o mężczyzn.
Dlatego może ten watek powinien być skierowany do kobiet. Od paru miesiecy w
gazetach ukazuja sie artykuly na temat singli. Oczywiscie single wypowiadaja
sie o swoim zyciu w samych superlatywach. Niedawno mialam sie okazje przekonac
co to znaczy singiel w praktyce. Moj byly mezczyzna zaliczal sie do tego grona
osob. Pomysliscie:wariatka nie wyczula ze singiel. Otoz to jest dosyc trudne,
bo isnieje grupa pseudo-singli. Sa to ludzie ktorzy na pozor cenia niezaleznosc
ale tak naprawde po pewnym czasie ich to meczy. I co? Chcieliby byc z kims,
ale nie potrafia sie zaangazowac. Kolo sie zamyka: swieca oczami przed
przyjaciolmi ze uwielbiaja to swoje singlowe zycie bo moga do woli podrozowac i
zmieniac kraj co dwa lata ale w duchu zazdroszcza stabilizacji i nie moga
zniesc powrotu do pustego mieszkania.
Zal mi po prostu takich ludzi. Nie twierdze ze niezaleznosc jest zla, sama ja
cenie, ale mysle ze we wszystkim trzeba zachowac miare. Ci ludzie zabrneli za
daleko i juz nie potrafia zyc z druga osoba. A jakie jest Wasze zdanie na ten
temat? Pozdrawiam serdecznie
Obserwuj wątek
    • Gość: Maciej Re: single IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.06.02, 10:19
      Ale dlaczego, Niuniu, tak obodzi Cię los mężczyzn, singli? To w końcu nie Twój
      problem, jak sie oni czują, wracajac do pustego mieszkania. Czy Ty masz jakiś
      swój interes w tej sprawie?
      • Gość: Niunia Re: single IP: *.toya.net.pl / 10.0.227.* 09.06.02, 13:42
        Macku,
        Nie mam zadnego interesu:-)Nie wspomnialam ze nie jestem zagorzala
        feministka.pozdrawiam
    • Gość: zula Re: single IP: *.leased-02.binet.pl 09.06.02, 11:47
      mama mojej kolezanki mawia o związkach "im później, tym gorzej", i myslę, że to
      prawda, bo wraz z wiekiem rosną wymgania, maleje chęć zawierania kompromisów,
      mamy zdanie na każdy temat, i trudniej nam z niego zrezygnować (no bo przecież
      jestesmy już dorosli i mamy prawo mieć własne poglądy), jesteśmy mniej
      tolerancyjni, łatwiej wydajemy osądy...trzeba chyba bardzo się pilnować, zeby
      nie stać się skostniałym, zamkniętym na zmiany człowiekiem-wyrocznią. myślę, że
      single przyzwyczajaja się do sytuacji, tak samo jak ludzie w związkach...tylko,
      że singlom trudniej się tym podzielić, przyznać, że bycie samemu nie jest aż
      takie fajne, dzielić się w ogóle myślami i uczuciami. moze przez to trudniej im
      poznać, nauczyć sie drugiego człowieka.
      pozdrawiam
      zulka
      • Gość: aror Re: single IP: 64.215.245.* 09.06.02, 13:50
        Hey Zulka!

        Zgadzam sie (znowu) z Toba. Jak sie jest mlodym, to zazwyczaj latwiej sie
        dopasowac, pojsc na kompromis w zwiazku...

        Z drugiej strony, dlaczego tak jest, ze im czlowiek starszy to mu trudniej
        ustapic, zmienic sie? Po po latach prob w miare poznal siebie, swoje
        upodobania, wie czego chce. To juz uksztaltowany czlowiek. Oczywiscie to moze
        prowadzic do wypaczen..taki singiel (on lub ona) ma pewne wyobrazenie o plci
        przeciwnej, o tym idealnym partnerze, a poniewaz "im pozniej, tym gorzej"
        trzyma sie tej swoje -czesto niezgodnej z rzeczywistoscia - wizji partnera. A
        ze idelow nie ma, singiel szuka i znalesc nie moze. Nie zmieni swoich wymagan,
        wiec nadal jest sam/a. Takie zamkniete kolo...

        No ale ja singlom nie wspolczuje, raczej czasem zadroszcze ;)

        Pzdr
        • Gość: Niunia Re: single IP: *.toya.net.pl / 10.0.227.* 09.06.02, 13:56
          Aror, zgadzasz sie z Zulka, a ja zgadzam sie z Toba. Tylko nie wiem czego
          zazdroscisz singlom. To poczucie wolnosci srednio ich cieszy,bo wszystko
          przezywaja sami(przynajmniej moj singiel taki byl:-) Masz racje z tym ideałem.
          Nie wiem skąd w ogole bierze sie taki pomysł na zycie(trudne dziecinstwo czy
          co?:-) Ale singiel nie-singla nigdy nie zrozumie,pozdrawiam
          • Gość: zula Re: single IP: *.leased-02.binet.pl 09.06.02, 18:09
            cześć dziewczyny
            może jakimś rozwiązaniem jest spotkanie singla meskiego z singlem żeńskim? jak
            ying i yang:-) chociaż piszę to w żartach, bo single chyba bardziej lubią brać,
            niz dawac, to pewnie ze sobą też by się nie dogadały...chyba, ze samotność we
            dwójkę...
            pozdrawiam
            z.
          • Gość: aror Re: single IP: 64.215.245.* 10.06.02, 00:11
            Czesc Niunia!

            Zaczne o tego, ze trawa jest zawsze bardziej zielona u sasiadow. Jak bylam
            singlem to myslalam, ze umieram wewnetrznie bez tego "umyslowego porozumienia"
            jakie zazwyczaj masz w zwiazku. W gre wchodzily tez naciski srodowiska,
            czlowiek istota stadna itp, itd.

            Teraz bedac w ktoryms tam z kolei zwiazku dusze sie...chcialabym liczyc tylko
            na siebie, odpowiadac tylko za swoje bledy, poczucie wlasnej wartosci nie
            budowac na podstawie humorow tej drugiej osoby...

            to jest tez sprawa wiazania sie z druga osoba, ktora nie przychodzi znikad, ma
            ze soba bagaz doswiadczen, w moim przypadku bledy przeszlosci (finansowe).

            I wlsanie stad ta zazdrosc..

            Pzdr
      • osa30 Re: single 19.06.02, 02:27
        Gość portalu: zula napisał(a):

        > mama mojej kolezanki mawia o związkach "im później, tym gorzej", i myslę, że to
        >
        > prawda, bo wraz z wiekiem rosną wymgania, maleje chęć zawierania kompromisów,
        > mamy zdanie na każdy temat, i trudniej nam z niego zrezygnować (no bo przecież
        > jestesmy już dorosli i mamy prawo mieć własne poglądy), jesteśmy mniej
        > tolerancyjni, łatwiej wydajemy osądy...trzeba chyba bardzo się pilnować, zeby
        > nie stać się skostniałym, zamkniętym na zmiany człowiekiem-wyrocznią. myślę, że
        >
        > single przyzwyczajaja się do sytuacji, tak samo jak ludzie w związkach...tylko,
        >
        > że singlom trudniej się tym podzielić, przyznać, że bycie samemu nie jest aż
        > takie fajne, dzielić się w ogóle myślami i uczuciami. moze przez to trudniej im
        >
        > poznać, nauczyć sie drugiego człowieka.
        > pozdrawiam
        > zulka

        miała rację...ale może nie "tym gorzej" a "tym trudniej"...rzevczywiście rosną
        wymagania, ale chyba dlatego, ż ewraz z wiekiem, nabywa sie nowych doświadczeń i
        wraz z nimi pewnej wiedzy o tym, co ważne, a co nie, czego się szuka, a czego
        raczej warto unikać itp. Natomiast myślę, że co do łatwości wydawania sądów i
        chęci zawierania kompromisów to jest wręcz przeciwnie: dostrzega się
        różnorodność ludzkich postaw i dojrzewa do tolerowania tej odmienności. Skłonność
        do wymuszania swoich racji i stawiania wszystkiego na ostrzu noża to chyba cecha
        baaaardzo młodych ludzi. Jest jeszcze jedno - ja np. boję się już ryzykować,
        troche oberwałam i wiem, jak paskudnie może byc. Dlatego jestem bardzo ostrożna.
        Może zbyt;-)

        • Gość: soso Re: single IP: 195.41.66.* 19.06.02, 16:58
          Na co mi przyszlo. Musze w 100% zgodzic sie z Maciejem. :-)

          Czym tu sie martwic. Niech kazdy zyje na swoj rachunek. A jak kto nie potrafi
          tworzyc trwalych zwiazkow no to coz, to takze jest czesc zycia i trzeba je brac
          takim jakim jest.

          Szczerze mowiac nie rozumiem inicjatorki watku. Mamy tu odbywac jakis sad
          kapturowy nad singlami? Ze to zle, czy co u licha? A moze pomagac w znajdowaniu
          bratnich dusz? No nie wiem, moze troche dokladniej napiszesz?

          pzdrw
          soso











          -
          • dr_no Re: single 20.06.02, 02:50
            Nie zgadzam się z zulą tym samym z arorem i konsekwentnie z niunią.
            Częściowo z osą.
            Moim zdaniem wczesne zawieranie związków bardzo często wiążę się owszem z
            kompromisami z jednej strony ale niedojrzałością emocjonalną i brakiem
            doświadczeń z drugiej. Jest wiele przykładów nieudanych związków zawartych za
            szybko: po krótkiej znajomości lub w młodym wieku. Po czasie gdy opadają
            uczucia rodzą się rozczarowania, na drugą osobę patrzy się przez pryzmat jej
            wad. Na partnera -kę zaczyna się patrzeć jak na zwykłego człowieka ze
            wszystkimi jego ujemnymi stronami. Wtedy samego siebie kategoryzuje się jako
            przegranego. W momencie gdy związek łączy dodatkowo dziecko jest jeszcze
            trudniej. Coś jak kubeł zimnej wody.
            Nie jest to regułą.
            Natomiast związki powstałe w późniejszym wieku są związkami z rozsądku.
            Potencjalnego partnera -kę ocenia się według własnych standardów, jest
            poddawany kontroli, można powiedzieć testowany. Bazuje się na własnych
            doświadczeniach. Taki związek ma wiekszą szansę przetrwania.
            Niezależność - do pewnego stopnia - pozwala na zdobycie wiedzy o sobie samym i
            innych. Może to być pomocne w dalszym życiu i dzieleniu go z kimś innym. Ale
            łatwo się zapomnieć i wtedy jest już trochę za późno na szukanie partnera -ki.
            Nie chcę nikogo urazić ale wydaję mi się, że taki model funkcjonowania
            społecznego (single) jest bardziej domeną jedynaków - to tylko taka dygresja
            poparta obserwacją.
            • Gość: soso Re: single IP: 195.41.66.* 20.06.02, 06:46
              Czesciowa racja. Nie zgodze sie tylko z tym rozczarowaniem po jakims czasie.
              Wedlug mnie zawsze jest regula, ze uczucia oslepiaja i po jakims czasie
              widzimy, jaka zabke jemy. To jest loteria i moze trafi sie skarb a moze tombak.
              Nie pomoze tu wiek i doswiadczenie o ile w sprawe zamieszane sa uczucia.
              Takze 'staz' przedmalzenski, jego dlugosc, nie ma znaczenia. Znam super
              malzenstwa po kilkudniowej znajomosci podobnie jak i nieudane po 4-
              letnim 'chodzeniu' ze soba.

              Z jedynakami to ciekawa obserwacja. Ale czy jest w tym jakas prawidlowosc?

              pzdrw

              soso
              • Gość: zula Re: single IP: *.leased-02.binet.pl 20.06.02, 09:51
                ja myślę, ze w tym co pisze dr_no jest dużo racji, ale to też jest uzaleznione od
                tego, czy ktoś decyduje się na bycie singlem- ot tak- wolnę żyć bez partnera, czy
                też nie ma czasu na zwiazek, który mógłby sie rozwinąć, i myśli sobie 'może
                kiedyś', 'może później', ale tak na prawdę to nie podoba mu się samotność, jest
                rozżalony- mam kilka takich kolezanek, które W OGÓLE nie maja czasu, i zalą mi
                się, jakie to dla nich ciężkie, jakie są samotne, choc z zewnątrz są postrzegane
                jako kobiety sukcesu. i tu nasuwa się pytanie: czy ucieczka w pracoholizm nie
                jest przypadkiem podszyta lękiem zwiazania się z drugim człowiekiem? może to
                wszystko jest naciagniete, przepsychologizowane, ale ja czasem odnoszę wrażenie,
                że tak właśnie jest.
                Z drugiej strony bycie samemu, dojrzałe bycie samemu, to jest naprawdę WIELKA
                umiejętność.
                a propos jedynaczek/ jedynaków- jestem jedynaczką, i bardzo lubię ludzi, lubię
                się kontaktować, chociaż mam pewną (niewielką:) manię na punkcie swojego
                terytorium, niezależności itp, i nie lubię tłumów. zauważyłam, że większość moich
                przyjaciół to jedynacy. Ale mój chłopak pa 4 rodzenstwa, i też się swietnie
                rozumiemy.
                a propos postu soso- zgadzam się całkiem z tym, ze związki to loteria, hormony
                działają odurzająco, i ich działanie mija dopiero po paru latach, potem zostaje
                głównie przyjaźń, i coś zwanego 'hormonem cichego szczęścia':-). gdy widzimy
                dwójkę uśmiechniętych staruszków trzymajacych się za ręce, to właśnie te hormony
                im pozostały :-) ale za to na jak długo. w ogóle wydaje mi się, ze pierwsze
                chwile związków, to chyba głównie sprawianie sobie samemu przyjemniości urodą,
                inteligencją i zainteresowaniem, którymi nas darzy osoba, w której własnie sie
                zakochujemy.
                miłego dnia
                zula
              • dr_no Re: single 21.06.02, 01:27
                Jasne przyjmuję, sam napisałem, że nie jest to regułą (soso).
                Co do prawidłowości jedynaków to napisałem, że wynika to z moich obserwacji
                więc... jakaś prawidłowość musiała się pojawić:) Ale są to tylko moje
                subiektywne doznania. Nie muszą od razu obiektywizować zjawiska.
                Znam jedną jedynaczkę (bardzo blisko) i zgadza się z tym co o sobie napisała
                Zula. Duże podobieństwo:))
                Drugim moim typem są dzieci drugie, trzecie itd. w kolejności. Wyróżniają się
                mniejszą potrzebą afiliacji, konformizmu. Pierworodni na odwrót.
                Ale nie w tym rzecz.

                Jedną z przyczyn pracoholizmu rzeczywiście jest chęć tłumienia potrzeb
                społecznych i problemów z relacjami interpersonalnymi.

                Fakt Osa, zgadzam się z Tobą:)
            • osa30 Re: single 20.06.02, 21:48
              dr_no napisał(a):

              > Nie zgadzam się z zulą tym samym z arorem i konsekwentnie z niunią.
              > Częściowo z osą.
              > Moim zdaniem wczesne zawieranie związków bardzo często wiążę się owszem z
              > kompromisami z jednej strony ale niedojrzałością emocjonalną i brakiem
              > doświadczeń z drugiej. Jest wiele przykładów nieudanych związków zawartych za
              > szybko: po krótkiej znajomości lub w młodym wieku. Po czasie gdy opadają
              > uczucia rodzą się rozczarowania, na drugą osobę patrzy się przez pryzmat jej
              > wad. Na partnera -kę zaczyna się patrzeć jak na zwykłego człowieka ze
              > wszystkimi jego ujemnymi stronami. Wtedy samego siebie kategoryzuje się jako
              > przegranego. W momencie gdy związek łączy dodatkowo dziecko jest jeszcze
              > trudniej. Coś jak kubeł zimnej wody.
              > Nie jest to regułą.
              > Natomiast związki powstałe w późniejszym wieku są związkami z rozsądku.
              > Potencjalnego partnera -kę ocenia się według własnych standardów, jest
              > poddawany kontroli, można powiedzieć testowany. Bazuje się na własnych
              > doświadczeniach. Taki związek ma wiekszą szansę przetrwania.
              > Niezależność - do pewnego stopnia - pozwala na zdobycie wiedzy o sobie samym i
              > innych. Może to być pomocne w dalszym życiu i dzieleniu go z kimś innym. Ale
              > łatwo się zapomnieć i wtedy jest już trochę za późno na szukanie partnera -ki.
              > Nie chcę nikogo urazić ale wydaję mi się, że taki model funkcjonowania
              > społecznego (single) jest bardziej domeną jedynaków - to tylko taka dygresja
              > poparta obserwacją.
              a ja się z toba w zasadzie zgadzam...:-) ciekawe, w której kwestii ty sie nie
              zgadzasz ze mną? co do pytania postawionego w ostatnim akapicie - ja np. mam
              dwoje rodzeństwa i bardzo sobie - w związku z tym - cenię swoją obecną
              niezależność (zwłaszcza czasową i terytorialną), której nie mogłam doświadczyć
              ani w dzeiciństwie, ani w małżeństwie... swój pokój, swój czas ...(swoje zabawki-
              można powiedzieć;-)


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka