03.09.05, 15:51
W "GW" na pierwszej stronie czytamy dziś o gwałcie. Policjanci ponoć
nieoficjalnie sugerują, że kobieta sama sprowokowała gwałcicieli. "GW"
pisze: "Po dyskotece zwabiono ją do jednego z lubelskich mieszkań, gdzie
została brutalnie pobita i zgwałcona przez trzech mężczyzn". Niewiele tu
faktów, ale i to co jest daje do myślenia. Co to znaczy "zwabiono ją"? Wabić
można pięciolatki, no, powiedzmy dziesięciolatki, nawet 15 latki, ale 22
letnią kobietę?
Obserwuj wątek
    • ggigus zwabci mozna kazdego i kazda 03.09.05, 16:02
      nawe ciebie, Tadzie.
      Problem w tym, z samo zwabienie kogos do mieszkania nie oznacza, ze zwabion
      osob chce/powinnna/musi uprawiac seks z osoba zwabiajaca.
      • tad9 Re: zwabci mozna kazdego i kazda 03.09.05, 16:12
        ggigus napisała:

        > nawe ciebie, Tadzie.
        > Problem w tym, z samo zwabienie kogos do mieszkania nie oznacza, ze zwabion
        > osob chce/powinnna/musi uprawiac seks z osoba zwabiajaca.


        Dobrze - powiedz mi zatem, czym TY dałabyś się zwabić nocą do mieszkania komuś
        poznanemu dopiero co na dyskotece.
        • ggigus oczywiscie, ze nie dalabym sie 03.09.05, 16:23
          ale nie chodzi o mnie, o moje reakcje i moj madrosc zyciowa, a o to, ze sam akt
          zwabienia nie powinien byc odczytany jako zaproszenie do seksu. albo jako
          zmuszenie.Tak samo jak akt noszenia krotkiej spodniczki czy krotkich spodenek
          takiej roli nie pelni.
          • tad9 Re: oczywiscie, ze nie dalabym sie 03.09.05, 16:28
            ggigus napisała:

            > ale nie chodzi o mnie, o moje reakcje i moj madrosc zyciowa,

            Ależ o to właśnie chodzi! Napisałaś, że zwabić można każdego. Każdego, więc
            także Ciebie. Powiedz mi więc proszę, w jaki sposób do swojego mieszkania
            mógłby zwabić Cię nocą ktoś, dopiero co poznany na dyskotece.
            • ggigus moglby to tryb przypuszczajacy 03.09.05, 16:34
              to sie moze naprawde kazdej osobie zdarzyc. Mogloby, powiedzmy i mi, ale mam 32
              lata i bagaz doswiadczen zyciowych - ze sie patetycznie wyraze- chroni mnie.
              ale nie bede sie zarzekac, ze to i sie nie moze zdarzyc. Moze, oczywiscie,
              chociaz nie naleze do osob latwowiernych.
              Ale powtarzam - to ze laduje u kogos swiezo poznanego na dykotece, nie jest
              jednoznaczne z tym, ze chce z osoba uprawiac seks.
              • tad9 Re: moglby to tryb przypuszczajacy 03.09.05, 16:53
                ggigus napisała:

                > to sie moze naprawde kazdej osobie zdarzyc. Mogloby, powiedzmy i mi, ale mam
                >32 lata i bagaz doswiadczen zyciowych - ze sie patetycznie wyraze- chroni
                >mnie. ale nie bede sie zarzekac, ze to i sie nie moze zdarzyc. Moze,
                >oczywiscie, chociaz nie naleze do osob latwowiernych.


                Skoro może się to zdarzyć, to napisz proszę w jaki sposób. Czy istnieje dająca
                się wyobrazić sytuacja: po dyskotece idziesz z kimś dopiero co poznanym nocą do
                jego mieszkania. A jeśli takiej sytuacji sobie nie wyobrażasz, skąd to "może
                się zdarzyć"?

                Co do tych 32 lat - uważasz, że 22 lata to mało?

                • ggigus nie mam pojecia, w jaki sposob, naprawde 03.09.05, 16:59
                  nie naleze do osob, ktore sa w stanie z miejsca sie kims zafascynowac na
                  amen,tym bardziej w dyskotece, upijam sie dosc ciezko. Problem w tym, ze
                  pytasz mnie o zdanie, a wiele kobiet/dziewczyn mysli innym trybem. To ze czegos
                  nie zrobie ja, nie oznacza, ze nie robia tego inni/inne.
                  Nie mam pojecia, czy 22 lata to za malo:Jako dziecko bylam b. samodzielna,
                  dlatego nie mialam problemu na studiach z nadmiarem wolnosci, ale znam wiele
                  dziewczyn, oszolomionych brakiem mamy tak, ze balowaly prawie co noc. I nie
                  chcialabym odgrywac tutaj roli moralistki - jak mozna itp. Mozna, bo kazdy z
                  nas inaczej postrzega rzeczywistosc i mysli inaczej, ze pojde w banal.
                  A wiesz, jak mieszkalam z moja kolezanka po studiach, zdazylo nam sie
                  przenocowac jednego obcego zupelnie faceta. Zadne z nas nie mialo obaw o bycie
                  zgwalconym, okradzionym, pobitym.
        • rapitus Re: zwabci mozna kazdego i kazda 07.09.05, 11:48
          stare przysłowie pszczół mówi - nie ma chodzenia po domach......i sprawa
          załatwiona, chodzi sie na własne ryzyko
    • diablica.26 Re: wabienie 03.09.05, 16:02
      Policjanci zapomnieli dodac, ze to owa "ofiara" perfidnie zaciagnela trzech
      nieszczesnikow do wspomnianego mieszkania, zwiazala ich, zgwalcila w sadystyczny
      sposob, pobila i okradla. Nastepnie zas z charakterystycznym dla bab
      wyrachowaniem zglosila sie na policje, udajac ofiare i oskarzajac biednych,
      pokrzywdzonych mezczyzn. Na szczescie policja przejrzala jej gre.
      • tad9 Re: wabienie 03.09.05, 16:11
        diablica.26 napisała:

        > Policjanci zapomnieli dodac, ze to owa "ofiara" perfidnie zaciagnela trzech
        > nieszczesnikow do wspomnianego mieszkania, zwiazala ich, zgwalcila w
        >sadystyczny sposob, pobila i okradla.

        No dobrze, ale co sądzić o kimś, kto idzie z kimś, kogo poznał dopiero co na
        dyskotece nocą do jego mieszkania? Najdelikatniej mówiąc mamy tu do czynienia z
        dużą lekkomyślnością. Jesteś pewna, że policja sugerując, to co - podobno
        sugeruje - nie wie co czyni?
        • diablica.26 Re: wabienie 03.09.05, 16:19
          Alez to oczywiste, ze ci mezczyzni wykazali sie lekkomyslnoscia! Spotkala ich za
          to zasluzona kara.
          • tad9 zacznijmy od podstaw 03.09.05, 16:26
            Ustalmy, czy W OGÓLE wierzycie w coś takiego, jak "prowokowanie gwałtu". Czy
            istneje jakikolwiek zespół zachowań, który uznać można za prowokujący gwałt.
            Istnieje coś takiego?
            • diablica.26 Re: zacznijmy od podstaw 03.09.05, 16:30
              No dobra, tym razem serio.
              Nie wierze w cos takiego jak "prowokowanie gwaltu" - sa to wykrety majace na
              celu usprawiedliwienie gwalciciela.
              • tad9 jeszcze głębsze podstawy 03.09.05, 16:55
                diablica.26 napisała:

                > No dobra, tym razem serio.
                > Nie wierze w cos takiego jak "prowokowanie gwaltu" - sa to wykrety majace na
                > celu usprawiedliwienie gwalciciela.

                A czy wierzysz w coś takiego jak "prowokowanie agresji"? Czy dopuszczasz
                możliwość, że ktoś może swoim zachowaniem stwarzać sytuację sprzyjającą
                agresji?
                • diablica.26 Re: jeszcze głębsze podstawy 03.09.05, 18:03
                  Nie nazwalabym tego "prowokacja", bo uzycie takiego wyrazenia sugeruje, ze
                  ofiara sama sie prosila, zas gwalciciele sa niewinni, biedactwa daly sie
                  "sprowokowac". Ergo: glupota tej pani nijak nie usprawiedliwia przestepstwa
                  popelnionego przez tych panow.
            • baltazarus Re: zacznijmy od podstaw 03.09.05, 16:31
              Pójście nocą do mieszkania 3 typów z marginesu społecznego pod wpływem alkoholu
              stanowi takie zachowanie.
              • ggigus nie, takie zachowanie jest JEDYNIE ryzykowne, jak 03.09.05, 16:39
                np. spacerowanie w kolii po lokalnej dzielicy cudow. Ale spacer po takiej
                dzielnicy nie musi konczyc sie kradzieza, jak wizyta u obcego mezczzny gwaltem.
            • ggigus oczywiscie ze nie ma prowokacji gwaltu 03.09.05, 16:37
              kazdy czlowiek (kobieta w mini i na szpilkach tez!) moze isc do czyjegos domu,
              rozpoczac gre wstepna, a nastepnie odmowic wspolzycia. Kazdy czlowiek ma pawo w
              kazdym momencie powiedziec - nie. I zlamanie jego(jej ) woli to zwyczajny gwalt.
              • baltazarus Re: oczywiscie ze nie ma prowokacji gwaltu 03.09.05, 16:45
                To wszystko prawda, ale jak nazwać kobietę, która podaje złodziejowi torebkę, a
                po chwili, gdy ten się z torebką oddala, rozmyśla się i żąda jej zwrotu?
                • ggigus sytuacja, o ktorej pisze, jest niemozliwa. 03.09.05, 16:48
                  Zastanow sie, czy wolisz sobie ot,tak pofantazjowac(do czego masz prawo), czy
                  dyskutowac. Bo jesli to pierwsze, to ja dziekuje, ale nie.
              • tad9 Re: oczywiscie ze nie ma prowokacji gwaltu 03.09.05, 16:58
                ggigus napisała:

                > kazdy czlowiek (kobieta w mini i na szpilkach tez!) moze isc do czyjegos
                domu,
                >
                > rozpoczac gre wstepna, a nastepnie odmowic wspolzycia. Kazdy czlowiek ma pawo
                w
                >
                > kazdym momencie powiedziec - nie. I zlamanie jego(jej ) woli to zwyczajny
                gwalt


                Uważasz więc może, że gdy jakaś kobieta idzie z kimś do domu, "rozpoczyna grę
                wstępną", a potem mówi "nie" i zostaje zgwałcona jest równie nie obciążona
                odpowiedzialnością za stworzenie sytuacji sprzyjającej gwałtowi, jak np.
                kobieta, która zostaje napadnięta we własnym domu i zgwałcona?
                • ggigus nie, tego nie uwazam i nie wiem, jak 03.09.05, 17:01
                  doszedles do takich wnioskow. Mozesz mi odpow, na moje pytanie? skad taki skok
                  myslowy o porownanie dwu gwaltow?
                  • tad9 Re: nie, tego nie uwazam i nie wiem, jak 03.09.05, 17:16
                    ggigus napisała:

                    > doszedles do takich wnioskow. Mozesz mi odpow, na moje pytanie? skad taki
                    >skok myslowy o porownanie dwu gwaltow?

                    To proste: skoro nie uznajesz czegoś takiego jak "stwarzanie sytuacji
                    sprzyjających gwałtowi" winnaś uznać obydwa przypadki za "równe".
                    • ggigus nie wiem, skad ci przychodzi do glowy, co powinnam 03.09.05, 17:18
                      myslec. mozesz mi to jakos wytlumaczyc?
                    • ggigus jeszcze raz: 03.09.05, 17:22
                      najpierw cytat z ciebie:

                      Uważasz więc może, że gdy jakaś kobieta idzie z kimś do domu, "rozpoczyna grę
                      wstępną", a potem mówi "nie" i zostaje zgwałcona jest równie nie obciążona
                      odpowiedzialnością za stworzenie sytuacji sprzyjającej gwałtowi, jak np.
                      kobieta, która zostaje napadnięta we własnym domu i zgwałcona?

                      Zadna nie jest obciazona za stworzenie sytuacji doprowadzajacej do galtu, bo
                      kazda osoba ma prawo do nie w kazdym momencie. Zaproszona do czyjegos
                      mieszkania kobieta tez ma prawo do nie.
                      • tad9 Re: jeszcze raz: 03.09.05, 17:23
                        ggigus napisała:

                        > Zadna nie jest obciazona za stworzenie sytuacji doprowadzajacej do galtu, bo
                        > kazda osoba ma prawo do nie w kazdym momencie. Zaproszona do czyjegos
                        > mieszkania kobieta tez ma prawo do nie.

                        Nie mówimy o prawie do mówienia "nie". Mówimy o stwarzaniu pewnych sytuacji.
                        Czy uważasz, że możemy stwarzać sytuacje, które skończą się dla nas
                        niekorzystnie?
                        • ggigus oczywiscie, ze mozemy 03.09.05, 17:28
                          juz pisalam Baltazarusowi o tym, ze mozna spacerowac w kolii w okolicy
                          zamieszkanej przez margines. ALe taka nie musi sie niczym skonczyc. Podobnie
                          wizyta u trzech obcych mezczyzn nie musi sie skonczyc gwaltem.
                          A dlaczego mamy nie mowic o prawie do powiedzenia nie? Odmawiasz Marzenie tego?
                • Gość: monia Re: oczywiscie ze nie ma prowokacji gwaltu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 10:25
                  tad9 napisał:

                  > Uważasz więc może, że gdy jakaś kobieta idzie z kimś do domu, "rozpoczyna grę
                  > wstępną", a potem mówi "nie" i zostaje zgwałcona jest równie nie obciążona
                  > odpowiedzialnością za stworzenie sytuacji sprzyjającej gwałtowi, jak np.
                  > kobieta, która zostaje napadnięta we własnym domu i zgwałcona?

                  Oczywiście, że cyt."jest równie nie obciążona
                  odpowiedzialnością za stworzenie sytuacji sprzyjającej gwałtowi" - koniec cyt.

                  Widocznie miała jakiś powód dla którego odmówiła.
                  Mogło ją np. coś zniechęcić,
                  przestraszyć, mogła sobie coś przypomnieć... itd.
                  A tak naprawdę to nieistotny jest powód, tylko
                  ważne jest to, że powiedziała NIE.
                • kr_kap Re: oczywiscie ze nie ma prowokacji gwaltu 08.09.05, 14:11

                  > Uważasz więc może, że gdy jakaś kobieta idzie z kimś do domu, "rozpoczyna grę
                  > wstępną", a potem mówi "nie" i zostaje zgwałcona jest równie nie obciążona
                  > odpowiedzialnością za stworzenie sytuacji sprzyjającej gwałtowi, jak np.
                  > kobieta, która zostaje napadnięta we własnym domu i zgwałcona?

                  A ja uważam, że nie jest "obciążona odpowiedzialnością" za gwałt. Być może jest
                  obciążona w jakiś inny sposób, na przykład brakiem umiejętności przewidywania -
                  mężczyzna(konkretny typ/typek, rzecz jasna)+alkohol+anonimowość+noc lub
                  przekraczającą ludzkie pojęcie niewinnością ;). Wielokrotnie zabierałam do domu
                  świeżo poznanych facetów, dużych i małych, ale nie gwałciłam ich jakoś, być może
                  dlatego, że wchodziliśmy pogadać, a nie po to, aby osoba silniejsza trochę sobie
                  pogwałciła.
                  Słowo "zwabili" jest tu kluczem - ta myśl o seksie już była. Ale to oni
                  wiedzieli, że wabią. Kobieta szła z wizytą.




                  • kocia_noga witaj kr_kap po wakacjach 08.09.05, 15:31

    • baltazarus Re: wabienie 03.09.05, 16:22
      Widziałem zdjęcie tego poszukiwanego "gwałciciela" i dać się takiemu "zwabić"
      to prosić o gwałt, morderstwo czy kradzież. Mówiąc krótko - łysy typ z gębą
      kwalifikującą się na kilkuletni wyrok.
      Często jest tak, że pijana dziewczyna zaczyna żałować tego co zrobiła dopiero
      po wytrzeźwieniu, ja nic nie sugeruję, ale sprawa jest dziwna.
    • baltazarus Pytanie do panów? 03.09.05, 16:39
      Czy poszlibyście w nocy z trzema pijanymi homoseksualistami z podejrzaną
      reputacją do domu jednego z nich?
      • ggigus baltazarusie, jesli uwazasz, 03.09.05, 16:41
        ze trzech pijanych gejow tylko o tym marzy, kiedy wyladujecie razem w domu
        jednego z nich, o tym, zeby Ciebie, "prawego prawiczka" zgwalcic, to cierpisz
        na zwyczajna homofobie.
        • baltazarus Re: baltazarusie, jesli uwazasz, 03.09.05, 16:48
          Wszystko wskazuje na to, że zapraszając mnie tam, w takich okolicznościach o
          tym właśnie myślą, a ja nie cierpię na homofobię tylko staram się być
          spostrzegawczy.
          • ggigus dlaczego trzech gejow, 03.09.05, 16:50
            ktorzy odczuwaja pociag do wlasnej plci, ale dodajmy , do osob o tej samej
            peferencji, co oni, geje(troche skomplikowalam...) mialoby ochote zgwalcic
            ciebie, czlowieka poza ich sfery zainteresowan? to zwyczajna homofobia, co
            piszesz. Wnioskujac jak Ty, sam fakt zamkniecia sie np. kobiety i mezczyzny w
            jednym pokoju(urzad, lekarz) powinien konczyc sie gwaltem?
        • baltazarus A możesz odpowiedzieć na powyższe pytanie? 03.09.05, 16:50
          ?
          • ggigus ja??? pytanie do mnie? 03.09.05, 16:52
            trzech gejwo mi nie szkodzi, bo jestem kobieta. nie ,nie poszlabym z trzema
            swiezo poznanymi mezczyznami do domu jednego z nich, ale powtarzam: SAM FAKT
            POJSCIA do czyjegos domu NIE JEST ZACHETA DO SEKSU!
            • tad9 Re: ja??? pytanie do mnie? 03.09.05, 17:00
              ggigus napisała:

              > SAM FAKT
              > POJSCIA do czyjegos domu NIE JEST ZACHETA DO SEKSU!

              Co uważasz za "zachętę do seksu"?
              • ggigus zacheta do seksu 03.09.05, 17:02
                to dla mnie kontynuacja gry wstepnej. ale jesli kobieta (badz mezczyzna),
                powiedzmy tuz przed penetracja mowi nie - tej zachet i przyzwolenia na seks juz
                nie ma.
                • tad9 Re: zacheta do seksu 03.09.05, 17:08
                  ggigus napisała:

                  > to dla mnie kontynuacja gry wstepnej. ale jesli kobieta (badz mezczyzna),
                  > powiedzmy tuz przed penetracja mowi nie - tej zachet i przyzwolenia na seks
                  >juz nie ma.

                  A co nazywasz "kontynuacją gry wstępnej"? Ten "moment tuż przed penetracją"?
                  Tak to wygląda. Jest "gra wstępna", "moment tuż przed penetracją" i "stosunek".
                  Powiedz mi jeszcze w jaki sposób odróżnić da się koniec gry wstępnej
                  od "momentu tuż przed penetracją".
                  • ggigus o rany 03.09.05, 17:11
                    jesli para kontynuuje gre wstepna i zadne z partnerow nie mowi, ze owszem ,ale
                    nie, to oboje chca uprawiac seks. ale jesli ktorekolwiek mowi ze nie chce,
                    zlamanie woli tej osoby jest gwaltem. I kazdy czlowiek, w kazdym momencie
                    wymiany intymnosci ma prawo do powiedzenia nie. Jesli wyladowalam u obcego
                    faceta i leze polnago, (albo nago - lepiej brzmi-) w jego objeciach, mam prawo
                    w kazdym momencie powiedziec nie.
                    Czy juz zrozumiales moje stanowiskió w tej sprawie?
                    • ggigus Tad, doczekam sie odpow. pod moim postem zatytulow 03.09.05, 17:13
                      anym:
                      nie, tego nie uwazam???
                    • tad9 Re: o rany 03.09.05, 17:15
                      ggigus napisała:

                      > Czy juz zrozumiales moje stanowiskió w tej sprawie?

                      Zrozumiałem - jeśli chodzi o gwałt. Nie do końca rozumiem kwestię "zachęty do
                      seksu". Może to prostackie, ale uważam, że gdy ktoś leży nago w czyichś
                      ramionach, zachowanie to nosi znamiona "zachęcania do seksu".
                      • ggigus tak, takie zachowanie 03.09.05, 17:17
                        nosi znamiona zachety do seksu. Ale jesli ja znajduje sie nago w czyichs
                        ramonach, nie oznacza, ze nie moge w kazdej chwili zmienic zdania i powiedziec,
                        ze jednak nie chce. Mam prawo do zmiany zdania i mam prawo do tego, aby jednak
                        seksu z dana osoba nie uprawiac. Kazdy czlowiek ma prawo do powiedzenia nie w
                        kazdym momencie i zlamanie woli jest gwaltem.
                        • tad9 Re: tak, takie zachowanie 03.09.05, 17:22
                          ggigus napisała:

                          > Kazdy czlowiek ma prawo do powiedzenia nie w
                          > kazdym momencie i zlamanie woli jest gwaltem.

                          Nikt nie twierdzi, że nie mieliśmy do czynienia z gwałtem. Rzecz idzie o
                          stwierdzenie: "nieoficjalnie policjanci sugerują, że Marzena sama sprowokowała
                          gwałcicieli".
                          • ggigus jesli mowa o sprowokowaniu gwalcicieli, 03.09.05, 17:26
                            to per se jest juz mowa o gwalcie. Marzena miala prawo do nieodpowiedzielnego
                            zachowania, jak kazdy inny czlowiek. Ale miala prawo zakonczyc te
                            nieodpowiedzialnosc jednym krotkim nie, tego slowa nie bylo w stanie trzej
                            mezczyzni,ani policja uszanowac. Stad slowa o prowokacji, bo sama chciala.
                            Pojscie do czyjegos domu nie oznacza, ze sie czegos chce. Gdyby Marzena poszla
                            z nimi do domu i unierochomila dwoch, a trzeciego ciezko pobila, oni tez by
                            tego nie chcieli, prawda? czy wowczas mowilbys o tym, ze trzej mezczyzni
                            sprowokowali Marzene do pobicia i unieruchomienia?
                            • tad9 Re: jesli mowa o sprowokowaniu gwalcicieli, 03.09.05, 17:34
                              ggigus napisała:

                              > to per se jest juz mowa o gwalcie. Marzena miala prawo do nieodpowiedzielnego
                              > zachowania, jak kazdy inny czlowiek. Ale miala prawo zakonczyc te
                              > nieodpowiedzialnosc jednym krotkim nie,

                              Nie mówimy o kończeniu krótkim "nie", ale o prowokowaniu. Uważasz, że możemy
                              kreować dowolne sytuacje, a potem w momencie, który nam odpowiada
                              powiedzieć "nie", i tym samym uwalnić się od odpowiedzialności za skutki
                              sytuacji, które kreowaliśmy? Czy prowokujący nie ponosi ŻADNEJ
                              odpowiedzialności?




                              > Gdyby Marzena poszla
                              >z nimi do domu i unierochomila dwoch, a trzeciego ciezko pobila, oni tez by
                              > tego nie chcieli, prawda? czy wowczas mowilbys o tym, ze trzej mezczyzni
                              > sprowokowali Marzene do pobicia i unieruchomienia?

                              To zależy co robiliby wcześniej. Gdyby np. drażnili ją i sugerowali: "pobij
                              mnie, pobij", to - owszem - uznałbym ich za współodpowiedzialnych za
                              wykreowanie sytuacji sprzyjającej pobiciu. Ty nie?
                              • ggigus to dla mnie nie jest prowokacja 03.09.05, 17:41
                                bo prowokacja to:
                                prowokacja ż I, DCMs. ~cji; lm D. ~cji (~cyj)
                                «podstępne działanie mające na celu nakłonienie kogoś do określonego
                                postępowania, zwykle zgubnego w skutkach dla tej osoby i osób z nią związanych;
                                podstępna działalność tajnych agentów w jakiejś organizacji, działających na
                                jej szkodę»
                                Posługiwać się metodą prowokacji.
                                łc.


                                a wiec dzialanie podstepn(!!!) ze zgubnymi skutkami dla sprowokowanej ( nie
                                prowokujacej!) osoby. W tym przypadku, i w przypadku wielu innch gwlatow, nie
                                ma o tym mowy. Ani podstepu, ani zgundyhc skutkow dla gwalcicieli Marzeny nie
                                widze. A Ty?
                                Jedyna odpowiedzialnoscia, jaka poniolsby niejeden gwalciciel, bylyby bol
                                penisa, jaki odczuwaja podnieceni mezczyzni, ktory nie osiagneli satysfacji
                                seksualnej. Z tym mozna zyc, powiem cynicznie, bo mialam swego czasu bolesne
                                miesiaczki.
                                • tad9 Re: to dla mnie nie jest prowokacja 03.09.05, 18:10
                                  ggigus napisała:


                                  > a wiec dzialanie podstepn(!!!) ze zgubnymi skutkami dla sprowokowanej ( nie
                                  > prowokujacej!) osoby. W tym przypadku, i w przypadku wielu innch gwlatow, nie
                                  > ma o tym mowy. Ani podstepu, ani zgundyhc skutkow dla gwalcicieli Marzeny nie
                                  > widze. A Ty?

                                  A ja nie uważam, że słowo "prowokować" ma tak wąskie znaczenie. Gdybym np.
                                  napisał "Giggus to idiotka" i dodał "nie życzę sobie, by Giggus odpowiadała mi
                                  w podobnym stylu", a Ty mimo to odpisałabyś "Tad to kretyn", to czy nie
                                  uważałabyś, że sprowokowałem sytuację sprzyjającą wymianie zdań tego rodzaju?


                                  • ggigus problem polega na tym, Tad, 03.09.05, 18:17
                                    ze podalam definicje ze Slownika Jezyka Polskiego. Twoje preferencje malo mnie
                                    interesuja. SJP jest dla polskiego normatywny, a Twoje definicje nie sa.
                                    Jak sam widzisz, o prowokacji mowy byc nie moze. Ty zas uwazasz wolisz dyskusje
                                    w stylu, gdybym napisal,ze... albo czy gwalt w takich a takich warunkach bylby
                                    rownoznaczny z gwaltem, o ktorym sobie piszemy.
                                    I nie wiem, dlaczego ucinasz dyskusje o mowieniu nie.
                                    I chetnie widzialabym te straszne konsekwencje, jakie poniesliby gwalciciele
                                    Marzeny ( i wielu innych gwlacicieli), gdyby do gwaltu nie doszlo, gdyby
                                    uszanowano nie tych kobiet. Czy mozesz mi jakos o tych konsekwencjach napisac?
                                    Bo zaczales sam na ten powazny temat.
                                    A gdybys napisal, ze jestem idiotka, nie czulabym sie zmuszona do prowadzenia
                                    dyskusji na tak niskim poziomie. Inaczej mowiac, powiedzialabym ci nie.
                                    • tad9 Re: problem polega na tym, Tad, 03.09.05, 18:30
                                      ggigus napisała:

                                      > ze podalam definicje ze Slownika Jezyka Polskiego. Twoje preferencje malo
                                      >mnie interesuja. SJP jest dla polskiego normatywny, a Twoje definicje nie sa.
                                      > Jak sam widzisz, o prowokacji mowy byc nie moze.

                                      Rozumiem więc, że uważasz iż nie można mówić o prowokowaniu seksualnym, o ile
                                      prowokujący nie zakłada smutnych konsekwencji dla prowokowanego. Jeśli więc
                                      jakaś kobieta mając z takich czy innych powodów ochotę na stosunek z mężczyzną,
                                      zaprasza go do swojego pokoju, rozbiera się i mówi "bierz mnie!", nie ma mowy
                                      o "prowokowaniu" jeśli mężczyzna nie dozna żadnych szkód związanych z
                                      ewentualnym stosunkiem. Można i tak. Nie zależy mi wcale na
                                      słówku "prowokacja". Możemy mówić o WSPÓŁTWORZENIU sytuacji sprzyjającej
                                      gwałtowi i o ODPOWIEDZIALNOŚCI za tworzenie takich sytuacji. Czy uważasz, że
                                      kobieta może tworzyć, czy współtworzyć sytuacje sprzyjające gwałtowi?


                                      > I nie wiem, dlaczego ucinasz dyskusje o mowieniu nie.

                                      Co znaczy ucinam? Zgodziłem się, że kobieta może powiedzieć "nie". Co tu można
                                      dodać?

                                      > I chetnie widzialabym te straszne konsekwencje, jakie poniesliby gwalciciele
                                      > Marzeny ( i wielu innych gwlacicieli), gdyby do gwaltu nie doszlo, gdyby
                                      > uszanowano nie tych kobiet. Czy mozesz mi jakos o tych konsekwencjach ?>
                                      >napisac?

                                      Nie byłoby żadnych strasznych konsekwencji, tylko - co to ma do rzeczy?


                                      > A gdybys napisal, ze jestem idiotka, nie czulabym sie zmuszona do prowadzenia
                                      > dyskusji na tak niskim poziomie. Inaczej mowiac, powiedzialabym ci nie.

                                      Nie o tym mówimy. Mówimy o tym, czy pisząc coś podobnego tworzyłbym sytuację
                                      sprzyjającą ostrej wymianie zdań. Tworzyłbym?
    • marcypanna gwałt jest ZAWSZE przestępstwem!! 03.09.05, 18:41
      ...nawet gwałt na głupiej dziewczynie! Głupota ofiary w najmniejszym stopniu
      nie usprawiedliwia przestępcy!

      Boszzzz, co za idiotyczny wątek!
      Mogło być tak: dziewczyna poznała chłopaka w dyskotece, spodobał jej się na
      tyle że chciała się z nim pokochać. Podobno mamy 21 wiek, nie? Jednak chłopak
      zamiast się kochać, pobił ją, zgwałcił a potem zawołał kolegów żeby też sobie
      użyli.
      I taka historia trafia najpierw na policjantów-idiotów którzy uznali, ze
      dziewczyna "prowokowała" a potem na następnych dwóch idiotów na forum - Tada i
      Baltazarusa - którzy bredzą jak potłuczeni i filozofują tam gdzuie żadne
      filozofowanie nie ma sensu.
      Zamiast gadać głupoty wydrukujcie sobie grubą czcionką i powieście na widocznym
      miejscu taki tekst:
      JAK KOBIETA MÓWI NIE, TO ZNACZY NIE!!!
      i obowiązuje to nawet jeśli ta kobieta wcześniej sama zdjeła wam spodnie. Być
      może można ją nazwać wredną zołzą albo idiotką, ale gwałcić jej NIE WOLNO.
      I tyle na ten temat, szkoda czasu na rozmowę z takimi jak wy.
      A tych policjantów-idiotów powinni wylać z roboty.
      eot
      • ggigus masz racje! 03.09.05, 19:07
        dalam sie sprowokowac do idiotycznej dykusji, kurcze.
        Nawet frustracja i niechec do pracy, za to chec do forumowania, mnie nie
        usprawiedliwia.
      • tad9 Re: gwałt jest ZAWSZE przestępstwem!! 03.09.05, 19:24
        marcypanna napisała:


        > Boszzzz, co za idiotyczny wątek!
        > Mogło być tak: dziewczyna poznała chłopaka w dyskotece, spodobał jej się na
        > tyle że chciała się z nim pokochać. Podobno mamy 21 wiek, nie? Jednak chłopak
        > zamiast się kochać, pobił ją, zgwałcił a potem zawołał kolegów żeby też sobie
        > użyli.

        Chodzi o to, czy możemy ową dziewczynę, której chłopak "spodobał się na tylę,
        że chciała się z nim pokochać" zwolnić całkowicie z odpowiedzialności za
        stworzenie sytuacji sprzyjającej gwałtowi. Możemy? A jeśli możemy, to czy
        zasada ta stosuje się do wszystkich, nie tylko tych związanych z gwałtem,
        sytuacji?

        > I taka historia trafia najpierw na policjantów-idiotów którzy uznali, ze
        > dziewczyna "prowokowała"

        Czy twoim zdaniem istnieje coś takiego jak "prowokowanie seksualne"?

        > a potem na następnych dwóch idiotów na forum - Tada i
        > Baltazarusa - którzy bredzą jak potłuczeni i filozofują tam gdzuie żadne
        > filozofowanie nie ma sensu.

        Ponieważ .....

        > Zamiast gadać głupoty wydrukujcie sobie grubą czcionką i powieście na
        >widocznym miejscu taki tekst:
        > JAK KOBIETA MÓWI NIE, TO ZNACZY NIE!!!

        A jeśli, zanim powie "nie", zachowuje się wyzywająco - jest współodpowiedzialna
        za to co się stało, czy nie?

        > i obowiązuje to nawet jeśli ta kobieta wcześniej sama zdjeła wam spodnie.

        Rozumiem więc, że kobietę, która poszła do cudzego mieszkania i "sama zdjęła
        sppodnie" uważasz za nieodpowiedzialną za sytuację sprzyjającą gwałtowi, w
        stopniu równym, co kobietę, która została napadnięta w domu i zgwałcona.


        • ggigus aha 03.09.05, 19:27
          czyli dziewczyna z przykladu Marcypanny ponosi odpowiedzialnosc za to, ze
          kolesie owego chlopca brutalnie ja pobili i zgwalcili?
          ciekawe rzeczy mowisz Tadziu
          • kocia_noga Re: aha 03.09.05, 20:15
            Jeśli ktoś tu stwarza sytuacje sprzyjające gwałtowi , to raczej tad i
            baltazarus propagując metodą "na wcisk" swój pogląd , że ofiara sama sobie
            winna , a facet jak mu fujara stanie robi sie świętą krową.
    • lolyta Watek kretynski, jak wszystkie ostatnio zalozone 03.09.05, 20:15
      przez tada, pisze to bo naprawde coraz bardziej jestem przekonana o tym ze on
      lubi byc wyzywany od glupkow i dlatego bzdury wypisuje, wiec mu zrobie ta
      przyjemnosc.
      Giggus, szacuneczek za to ze tak dlugo Ci sie chce tlumaczyc oczywistosci.
      Tad, czy jesli zostawisz samochod z kluczykami na ulicy i ktos go ukradnie, ty
      zobaczysz kto, zadzwonisz na policje a policja ci powie "trzeba bylo nie
      prowokowac, teraz martw sie sam", to uznasz, ze racja jest po stronie policji?
      Taka sytuacja zwieksza mozliwosc tego ze ktos rabnie fure, ale to nie znaczy, ze
      stwarza przyzwolenie z twojej strony, chyba, ze powiesisz na szybie karteczke z
      napisem "do wziecia za darmo". czy przyjalbys do wiadomosci oswiadczenie
      zlodzieja, ze kluczyk tkwiacy w stacyjce go sprowokowal, zatem czuje sie
      usprawiedliwiony?
      • tad9 Re: Watek kretynski, jak wszystkie ostatnio zal 03.09.05, 20:26
        lolyta napisała:

        , ty
        > zobaczysz kto, zadzwonisz na policje a policja ci powie "trzeba bylo nie
        > prowokowac, teraz martw sie sam", to uznasz, ze racja jest po stronie policji?

        Nikt nie mówił tutaj o "usprawiedliwieniu". Mowa była o stwarzaniu sytuacji
        sptzyjającej pewnym działaniom. Czy ktoś, kto zostawia samochód z kluczykami w
        stacyjce tworzy sytuację sprzyjającą kradzierzy>]? Moim zdaniem - tak. Twoim
        nie?
        • lolyta Re: Watek kretynski, jak wszystkie ostatnio zal 03.09.05, 20:47
          Nie, mowa nie jest o stwarzaniu sytuacji sprzyjajacej pewnym dzialaniom, tylko o
          wabieniu. Taki zapodales tytul watku i badz laskaw sie tego trzymac. Dodajmy
          jeszcze, ze mowa o wabieniu tej pani przez tych panow, a nie na odwrot.
          Byloby wpyte, gdybys uscislil, do czego chcesz dojsc, czego sie chcesz
          dowiedziec i co chcesz udowodnic, bo na razie sie platasz strasznie.

          --
          Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
          Pinezki nie ponosi za nie żadnej
          odpowiedzialności.
          www.pomoc.pinezka.pl/
          • tad9 Re: Watek kretynski, jak wszystkie ostatnio zal 04.09.05, 09:14
            lolyta napisała:

            > Nie, mowa nie jest o stwarzaniu sytuacji sprzyjajacej pewnym dzialaniom,
            >tylko o wabieniu. Taki zapodales tytul watku i badz laskaw sie tego trzymac.

            Jak więc - Twoim zdaniem - mogło wyglądać to wabienie? Jeśli sprawa postawiona
            była przez obie strony wprost "idziemy kopulować", to można chyba uznać, że
            mężczyzna (mężczyźni?), odebrali to jako "zachętę do seksu"? Nie wydaje mi się
            zbyt prawdopodobne, by, nawet pijana, 22 latka dała się naiwnie nabierać na
            wabienie w rodzaju "pooglądamy moją kolekcję znaczków", czy "pokażę ci złotą
            rybkę".

            > Byloby wpyte, gdybys uscislil, do czego chcesz dojsc, czego sie chcesz
            > dowiedziec i co chcesz udowodnic, bo na razie sie platasz strasznie.

            Chcę dojść do ustalenia tego, czy uważacie za możliwe to, że ludzie
            współtworzyć mogą sytuację, kończące się dla nich źle, a jeśli mogą, to czy są
            w takim czy innym stopniu, takim czy innym sensie, współodpowiedzialni za
            skutki tych sytuacji. Rzecz nie ogranicza się do gwałtu oczywiście.
    • ziemiomorze Dziewczyna byla wyjatkowo glupia, 03.09.05, 20:52
      Fakt. Wykazala sie wyjatkowa bezmyslnoscia, brakiem wyobrazni, doswiadczenia
      itd.

      No i co z tego?

      Czy to w jakikolwiek usprawiedliwia tych, ktorzy ja zgwalcili?
      Czy kobieta - nawet wyjatkowo glupia - nie ma prawa odmowic seksu z trzema
      nieznajomymi?
      Czy to, co sie stalo, boli ja mniej, niz porzadna, zapieta pod szyje
      dziewczyne, zgwalcona w bialy dzien?
      • tad9 Re: Dziewczyna byla wyjatkowo glupia, 04.09.05, 08:56
        ziemiomorze napisała:

        > Fakt. Wykazala sie wyjatkowa bezmyslnoscia, brakiem wyobrazni, doswiadczenia
        > itd.

        Skąd wiesz, że chodzi tu o "brak doświadczenia"? Może było akurat odwrotnie,
        może chodziło tu właśnie o doświadczenie, tyle, że innego rodzaju? Co wiemy o
        zwyczajach tej kobiety, z czasów poprzedzających gwałt? Nic. W związku z czym
        ja nie stawiam żadnych kategorycznych stwierdzeń na ten temat. Na jakiej
        podstawie Ty przedstawiasz swoje?


        > Czy to w jakikolwiek usprawiedliwia tych, ktorzy ja zgwalcili?

        Nie mówimy o usprawiedliwianiu. Mówimy o WSPÓŁTWORZENIU sytuacji sprzyjającej
        gwałtowi. Uważasz, że istnieje takie zjawisko?

        > Czy kobieta - nawet wyjatkowo glupia - nie ma prawa odmowic seksu z trzema
        > nieznajomymi?

        Może, zgdzisz się jednak chyba, że, gdy robi to dopiero - jak to ujęła Giggus -
        "tuż przed penetracją", to ponosi chyba jakąś odpowiedzialność za stworzenie
        sytuacji sprzyjającej gwałtowi.

        > Czy to, co sie stalo, boli ja mniej, niz porzadna, zapieta pod szyje
        > dziewczyne, zgwalcona w bialy dzien?

        Nie widzisz więc żadnej różnicy pomiędzy przypadkami zgwałcenia dziewczyny
        zapiętej pod szyję w biały dzień, a gwalu na kobiecie, która "mówi nie tuż
        przed penetracją"?
        • ziemiomorze Re: Dziewczyna byla wyjatkowo glupia, 04.09.05, 13:27
          tad9 napisał:

          > Skąd wiesz, że chodzi tu o "brak doświadczenia"? Może było akurat odwrotnie,
          > może chodziło tu właśnie o doświadczenie, tyle, że innego rodzaju? Co wiemy o
          > zwyczajach tej kobiety, z czasów poprzedzających gwałt? Nic. W związku z czym
          > ja nie stawiam żadnych kategorycznych stwierdzeń na ten temat. Na jakiej
          > podstawie Ty przedstawiasz swoje?

          Nie znam tej dziewczyny i dlatego wymienilam pare mozliwosci obok braku
          doswiadczenia. I - moze odpowiesz - gdzie tu kategorycznosc, skoro wymienilam
          kilka domyslow-mozliwosci?
          Chodzilo mi o doswiadczenie zyciowe, a nie seksualne, ktore zdajesz sie
          sugerowac. W wieku 22 lat brak doswiadczenia zyciowego specjalnie nie dziwi.

          Nadal - nawet, jesli zgwalcona miala w swoim krotkim zyciu do tej pory nie
          dwoch, a dwudziestu dwoch partnerow, w niczym nie uprawnia to nikogo do
          gwalcenia jej.

          > > Czy to w jakikolwiek usprawiedliwia tych, ktorzy ja zgwalcili?
          >
          > Nie mówimy o usprawiedliwianiu. Mówimy o WSPÓŁTWORZENIU sytuacji sprzyjającej
          > gwałtowi. Uważasz, że istnieje takie zjawisko?

          Kobieta w kazdej chwili moze sie rozmyslic i powiedziec nie. W kazdej.
          I - w cytowanym przypadku zostala najpierw brutalnie pobita, a potem zgwalcona.
          Myslisz, ze sprawialo jej to przyjemnosc i perfidnie sie z nimi droczyla, zeby
          to sprowokowac?

          > Może, zgdzisz się jednak chyba, że, gdy robi to dopiero - jak to ujęła
          Giggus -
          > "tuż przed penetracją", to ponosi chyba jakąś odpowiedzialność za stworzenie
          > sytuacji sprzyjającej gwałtowi.

          Mhm. W takim razie - skoro sprawcy nie zostali ujeci, a jej personalia sa znane
          policji doskonale - moze na razie skazac ja? Jakies pol roku za kratkami i
          zmadrzeje, co?

          > > Czy to, co sie stalo, boli ja mniej, niz porzadna, zapieta pod szyje
          > > dziewczyne, zgwalcona w bialy dzien?
          >
          > Nie widzisz więc żadnej różnicy pomiędzy przypadkami zgwałcenia dziewczyny
          > zapiętej pod szyję w biały dzień, a gwalu na kobiecie, która "mówi nie tuż
          > przed penetracją"?

          Jeszcze raz - dziewczyna stawiala opor, skoro zostala pobita. Nie bylo zadnego
          >'nie' tuz przed penetracja<, bylo duzo wczesniej, bo najpierw bylo katowanie
          jednej kobiety przez trzech facetow. Chyba, ze dla ciebie bicie kobiety to
          jakas wyrafinowana gra wstepna?

          I, poniewaz z niejakim trudem idzie Ci najwyrazniej rozumienie, powtorze:
          napisalam, ze bol w przypadku gwaltu jest taki sam i u skapo odzianej
          bywalczyni dyskotek, i u niesmialej cnotki. Bol po gwalcie.

          Cala ta dyskusja i Twoje insynuacje, ze dziewczyna sama sie prosila (czy cos w
          tym stylu, co nazywasz, zdaje sie 'wspolodpowiedzialnoscia za gwalt') wydaje mi
          sie wyjatkowo absurdalna, niesmaczna, glupia i przepojona nienawiscia do kobiet.

          Poczytaj sobie moze w 'Monologach waginy' fragmenty, w ktorych kobiety z
          terenow bylej Jugoslawii mowia o swoich doswiadczeniach - o tym jak sie czuly,
          kiedy byly wielokrotnie gwalcone - moze wtedy zrozumiesz, czym jest ten rodzaj
          bolu,
          • kai_30 Re: Dziewczyna byla wyjatkowo glupia, 04.09.05, 14:52
            ziemiomorze - podpisuje sie wszystkimi palcyma. Pod innymi dziewczynami rowniez.

            Szanowny panie tadzie - prosze wyjasnic, co dokladnie znaczy owa
            odpowiedzialnosc za wspoltworzenie sytuacji sprzyjajacej gwaltowi, czy jak tam
            to szlo. I jakie ma znaczenie, czy zgwalcona dziewczyna byla, czy tez nie byla
            wspolodpowiedzialna. Czy jesli, zalozmy, istotnie mozna uznac, ze "sprowokowala"
            gwalcicieli (wolalbym zdecydowanie okreslenie: postapila lekkomyslnie) to nalezy
            sie jej jeszcze DODATKOWA kara? Poza gwaltem? Czy tez moze gwalt (brutalny, z
            pobiciem) nie jest gwaltem, jesli gwalciciel sadzil, ze ona tego chce? (Moze
            myslal, ze jest masochistka, i sie tlyko tak przekomarza, na przyklad. A moze
            pelni misje dziejowa, i uczy mlode, lekkomyslne dziewczyny, jak nie nalezy
            postepowac.) czy nalezy _uniewinnic_ gwalciciela?

            Uprzejmie prosze o wyjasnienie, bo ja chyba za guuupia jestem, zeby to zrozumiec.
            • tad9 Re: Dziewczyna byla wyjatkowo glupia, 04.09.05, 15:14
              kai_30 napisała:

              > Szanowny panie tadzie - prosze wyjasnic, co dokladnie znaczy owa
              > odpowiedzialnosc za wspoltworzenie sytuacji sprzyjajacej gwaltowi, czy jak tam
              > to szlo.

              Termin ten należy rozumieć dosłownie.

              > I jakie ma znaczenie, czy zgwalcona dziewczyna byla, czy tez nie byla
              > wspolodpowiedzialna.

              Znaczenie dla ....? Dla opisu sytuacji ma znaczenie. Jeśli mamy do czynienia ze
              współkreowaniem sytuacji sprzyjającej gwałtowi przez ofiarę gwałtu, należy
              chyba o tym mówić.

              >Czy jesli, zalozmy, istotnie mozna uznac, ze "sprowokowala
              > "gwalcicieli (wolalbym zdecydowanie okreslenie: postapila lekkomyslnie) to
              >nalezy sie jej jeszcze DODATKOWA kara? Poza gwaltem?

              Kto mówi tutaj o karze za cokolwiek?

              > czy nalezy _uniewinnic_ gwalciciela?

              Ależ skąd. Musiałbym być feministką, by postulować coś podobnego.

              • kai_30 Re: Dziewczyna byla wyjatkowo glupia, 04.09.05, 15:27
                > Znaczenie dla ....? Dla opisu sytuacji ma znaczenie. Jeśli mamy do czynienia ze
                >
                > współkreowaniem sytuacji sprzyjającej gwałtowi przez ofiarę gwałtu, należy
                > chyba o tym mówić.

                Tak dla samego mowienia? A prosze bardzo, mozemy strzepic jezyki do woli. Czyli
                jak rozumiem, poza samym mowieniem nie idzie za tym nic? Zadne skutki w postaci
                zmniejszenia wymiaru kary dla gwalcicieli, lub w postaci uznania ich "mniej
                odpowiedzialnymi" za gwalt?

                > >Czy jesli, zalozmy, istotnie mozna uznac, ze "sprowokowala
                > > "gwalcicieli (wolalbym zdecydowanie okreslenie: postapila lekkomyslnie) t
                > o
                > >nalezy sie jej jeszcze DODATKOWA kara? Poza gwaltem?
                >
                > Kto mówi tutaj o karze za cokolwiek?

                Hm. Wydawalo mi sie, ze jesli uznaje sie kogos wspolwinnym (lub
                wspolodpowiedzialnym), zwalszcza jesli czynia to policjanci, to nie tak sobie a
                muzom, ale w celu zastosowania odpowiednich srodkow.

                > > czy nalezy _uniewinnic_ gwalciciela?
                >
                > Ależ skąd. Musiałbym być feministką, by postulować coś podobnego.

                ROTFL. Z calego serca dziekuje, wreszcie dowiedzialam sie, o co chodzi feministkom.
          • tad9 Re: Dziewczyna byla wyjatkowo glupia, 04.09.05, 15:11
            ziemiomorze napisała:

            > W wieku 22 lat brak doswiadczenia zyciowego specjalnie nie dziwi.

            W jaki sposób można - Twoim zdaniem - zwabić 22 latkę, nocą do obcego
            mieszkania?

            > Nadal - nawet, jesli zgwalcona miala w swoim krotkim zyciu do tej pory nie
            > dwoch, a dwudziestu dwoch partnerow, w niczym nie uprawnia to nikogo do
            > gwalcenia jej.

            Nikt nie mówi tutaj przecież o "prawie do gwałtu".

            > Kobieta w kazdej chwili moze sie rozmyslic i powiedziec nie. W kazdej.
            > I - w cytowanym przypadku zostala najpierw brutalnie pobita, a potem
            >zgwalcona.

            Może się rozmyślić i powiedzieć nie, przyznasz chyba jednak, że gdy się
            rozmyśli i powie "nie" dopiero w cudzym mieszkaniu, w którym znalazła się
            dobrowolnie w nocy, wcześniej być może mówiąc "tak", to znaczy, że ona także
            mocno przyczyniła się do wykreowania sytuacji sprzyjającej gwałtowi.


            > Mhm. W takim razie - skoro sprawcy nie zostali ujeci, a jej personalia sa
            >znane policji doskonale - moze na razie skazac ja? Jakies pol roku za kratkami
            >i zmadrzeje, co?

            A kto tutaj mówi o karaniu? Próbujemy opisać sytuację.


            > Jeszcze raz - dziewczyna stawiala opor, skoro zostala pobita. Nie bylo
            >zadnego'nie' tuz przed penetracja<, bylo duzo wczesniej, bo najpierw bylo kat
            >owanie jednej kobiety przez trzech facetow.

            Jeszcze raz: skąd wzięła się w tym mieszkaniu? Porawno ją siłą z dyskoteki?

            > I, poniewaz z niejakim trudem idzie Ci najwyrazniej rozumienie, powtorze:
            > napisalam, ze bol w przypadku gwaltu jest taki sam i u skapo odzianej
            > bywalczyni dyskotek, i u niesmialej cnotki.

            Nie pytam o ból. Pytam o Twoją ocenę obydwu sytuacji. Nie widzisz różnic?

            > Bol po gwalcie. Cala ta dyskusja i Twoje insynuacje, ze dziewczyna sama sie
            >prosila (czy cos w tym stylu, co nazywasz, zdaje sie 'wspolodpowiedzialnoscia
            >za gwalt') wydaje mi sie wyjatkowo absurdalna, niesmaczna, glupia i przepojona
            >nienawiscia do kobiet

            Na czym niby ma polegać ta "nienawiść do kobiet"? Zaznaczałem wszak, że to, co
            piszę nie odnosi się tylko do gwałtów?

            > Poczytaj sobie moze w 'Monologach waginy' fragmenty, w ktorych kobiety z
            > terenow bylej Jugoslawii mowia o swoich doswiadczeniach - o tym jak sie
            >czuly, kiedy byly wielokrotnie gwalcone - moze wtedy zrozumiesz, czym jest ten
            >rodzaj bolu,

            Znam to dzieło z adaptacji telewizyjnej. Nie wiem czy adoptowano całość. Jeśli
            mam być szczery, fragnenty o których mówisz wydały mi się dość marną,
            egzaltowaną literaturą. Gwałt nie ma tu nic do rzeczy. Ocenił bym to w ten sam
            sposób, gdyby w tym stylu opisano jakiekolwiek doświadczenie.

            • kocia_noga Re: Dziewczyna byla wyjatkowo glupia, 04.09.05, 16:17
              tad9 napisał:

              > W jaki sposób można - Twoim zdaniem - zwabić 22 latkę, nocą do obcego
              > mieszkania?


              Widac można , skoro ją zwabili.A tobie o co chodzi tak serio? Sugerujesz, że
              tak naprawde dziewczyna szła do tego mieszkania wiedząc,że ją zgwałcą i w
              pewnym sensie godząc się na to? A może chcesz oceniać sposoby zwabiania wedle
              swego uznania : ten sposób dobry , mozna się nabrać , a ten zły?

              >
              > > Nadal - nawet, jesli zgwalcona miala w swoim krotkim zyciu do tej pory ni
              > e
              > > dwoch, a dwudziestu dwoch partnerow, w niczym nie uprawnia to nikogo do
              > > gwalcenia jej.
              >
              > Nikt nie mówi tutaj przecież o "prawie do gwałtu".


              No więc , skoro mężczyźni do gwałtu nie mieli prawa, a ty sugerujesz, że ofiara
              współtworzyła ten gwałt, to musi być współwinna gwałtowi , nie da rady
              innaczej.Posadzić ją , bo jest na miejscu , a facetów złapie się albo nie.

              >
              > Może się rozmyślić i powiedzieć nie, przyznasz chyba jednak, że gdy się
              > rozmyśli i powie "nie" dopiero w cudzym mieszkaniu, w którym znalazła się
              > dobrowolnie w nocy, wcześniej być może mówiąc "tak", to znaczy, że ona także
              > mocno przyczyniła się do wykreowania sytuacji sprzyjającej gwałtowi.

              Nie wiem jak inne , ale ja nie przyznam .Bardzo mnie zas ciekawi dla czego to
              takie dla ciebie oczywiste.

              > Jeszcze raz: skąd wzięła się w tym mieszkaniu? Porawno ją siłą z dyskoteki?

              Rozumiem , oczywiście twoje rozumowanie , jest szeroko rozpowszechnione wśród
              innych takich jak ty.Dziewczyna nie może iść do obcego faceta w nocy , bo to
              jest oczywiste ( dla ciebie) że prosi się o gwałt zbiorowy z pobiciem.
              A jesli idzie do znajomego faceta w dzień ? A jesli pani w wieku 75 lat
              zasiedzi się do wieczora przy grobie męża ?A jesli dziewczynka wpuści do domu
              sąsiada , który grzecznie puka i prosi o sól ? Podaj okoliczności takie ,
              kiedy ofiara nie "współtworzy" gwałtu.

              >
              > Nie pytam o ból. Pytam o Twoją ocenę obydwu sytuacji. Nie widzisz różnic?

              To najwyraźniej ty nie widzisz róznic. Ziemiomorze ocenia te sytuacje tak samo.


              > Na czym niby ma polegać ta "nienawiść do kobiet"? Zaznaczałem wszak, że to,
              co
              > piszę nie odnosi się tylko do gwałtów?

              Nienawiśc do kobiet jest widać ci do czegoś potrzebna - masz jej tyle ,że bije
              na kilometr , i tylko ty jeden zdajesz się tego nie zauważać.
              A co do drugiego członu zdania - napisz, do jakich jeszcze sytuacji to się
              odnosi - bo do tych opisanych powyżej jakoś nie chciałes się ustosunkowac.
              A taka sytauacja: biznesmen umawia się na spotkanie z kontrahentem do jego
              biura , gdzie mają podpisac umowe.W trakcie omawiania warunków orientuje
              się ,że warunki umowy mu nie odpowiadają i chce zrezygnowac z transakcji , a
              wtedy kontrahent z kilkoma wspólnikami biją go i zmuszaja do podpisu .
              Przyznasz przecież, że to oczywiste , że biznesmen sam współtworzył sytuację ,
              prawda?

              > Znam to dzieło z adaptacji telewizyjnej. Nie wiem czy adoptowano całość.
              Jeśli
              > mam być szczery, fragnenty o których mówisz wydały mi się dość marną,
              > egzaltowaną literaturą. Gwałt nie ma tu nic do rzeczy. Ocenił bym to w ten
              sam
              > sposób, gdyby w tym stylu opisano jakiekolwiek doświadczenie.

              Wiem, wiem . Może jestes i zdolny do współczucia , ale nie praktykujesz .Nie
              uruchamiasz też wyobraźni. Jedyne obiekty ,o których opowiadasz , że wzbudzają
              w tobie współczucie , to pozbawione systemu nerwowego płody w cudzych macicach
              i cudze noworodki których nie oglądałes na oczy.


              >
              • ggigus brawo kocia! 04.09.05, 16:32
              • ggigus stosujac rozumowanie Tada 04.09.05, 16:35
                zaden czlowiek (a moze jednak tylko kobiety) nie maja prawa do zmiany zdania.
                Na dyskotece sie migdalila, powiedziala tak, moj fiutek rosnie, wiec co jest?
                co za prymitywne myslenie, o rany
    • boykotka Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 10:01
      wątek niniejszy raczej dotyczy samych okoliczności.
      Giguś masz rację : kobieta ( i mężczyzna) ma zawsze prawo powiedzieć nie ale
      trudno mi, w konkretnym przypadku wzbudzić w sobie tyle samo współczucia dla
      ofiary co w przypadku gwałtu np. 15-tolatki powracającej wieczorem do domu od
      koleżanki.
      Z 15 lat temu w miejscowości Iłża - znanej z ruin zamku, młoda dziewczyna
      oskarżyła chłopaka o gwałt po dyskotece na tejże górze zamkowej. Nie znam
      blizszych szczegółów, nie wiem czy dziewczyna została pobita, natomiast sedzina
      prowadząca sprawę oddaliła pozew o gwałt uzasadniając, że kobieta ta
      dobrowolnie udała się na tę górę zamkową w nocy z osobnikiem opiero co poznanym
      na dyskotece. Nie mnie sądzić wyroki. Najsprawiedliwiej byłoby ukarać obydwoje.
      Wiem, co powiecie - kobieta już została ukarana gwałtem. Ale w takim układzie
      chłopak też został na równi ukarany, dopuszczając się gwałtu - jeżeli został
      sprookowany. Oczywiście zakładając, że nie leżało to w jego naturze - co
      zapewne sędzina sprawdziła.
      • kocia_noga Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 10:54
        boykotka napisała:

        > wątek niniejszy raczej dotyczy samych okoliczności.
        > Giguś masz rację : kobieta ( i mężczyzna) ma zawsze prawo powiedzieć nie ale
        > trudno mi, w konkretnym przypadku wzbudzić w sobie tyle samo współczucia dla
        > ofiary co w przypadku gwałtu np. 15-tolatki powracającej wieczorem do domu od
        > koleżanki.
        > Z 15 lat temu w miejscowości Iłża - znanej z ruin zamku, młoda dziewczyna
        > oskarżyła chłopaka o gwałt po dyskotece na tejże górze zamkowej. Nie znam
        > blizszych szczegółów, nie wiem czy dziewczyna została pobita, natomiast
        sedzina
        >
        > prowadząca sprawę oddaliła pozew o gwałt uzasadniając, że kobieta ta
        > dobrowolnie udała się na tę górę zamkową w nocy z osobnikiem opiero co
        poznanym
        >
        > na dyskotece. Nie mnie sądzić wyroki. Najsprawiedliwiej byłoby ukarać
        obydwoje.
        >
        > Wiem, co powiecie - kobieta już została ukarana gwałtem. Ale w takim układzie
        > chłopak też został na równi ukarany, dopuszczając się gwałtu - jeżeli został
        > sprookowany. Oczywiście zakładając, że nie leżało to w jego naturze - co
        > zapewne sędzina sprawdziła.


        "No cóż, jak się jest tak apetycznym nie powinno się chodzić samemu po parku "
        tak powiedział władca afrykańskiego państewka na wiadomośc o tym ,że minister
        został zjedzony.W opowiadaniu Lema , może pamiętasz .
        Jeśli zakładasz , że gwałcenie jest czynem co prawda nagannym , ale
        mieszczącym się w wachlarzu zachowań , to tak . Założywszy , że mężczyzna może
        zgwałcić.Mężczyzna jako taki - każdy.Nie pochwalimy go za to , ale w pewnym
        sensie zgodzimy sie ,że to jego naturalne zachowanie.Tak , jak to robia tad i
        balatzarus.W pewnych okolicznościach mężczyzna ma prawo zgwałcić według nich i
        ciebie , boykotko.A zjeść również? Jesli ofiara sama prowokowała? Współtworzyła
        sytuację ? Pokazywała, że jest apetyczna , mówiła o jedzeniu ?
        • tad9 Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 11:10
          kocia_noga napisała:

          > Jeśli zakładasz , że gwałcenie jest czynem co prawda nagannym , ale
          > mieszczącym się w wachlarzu zachowań , to tak .

          Kłopot polega na tym, że mieszasz mówienie o penych zjawiskach z ich oceną
          moralną. Czy gwałt mieści się w wachlarzu zachowań? Tak. Podobnie jak
          morderstwo czy kradzierz. Zdarza się, że ludzie zachowują się w ten sposób.

          >Założywszy , że mężczyzna może
          > zgwałcić.Mężczyzna jako taki - każdy.Nie pochwalimy go za to , ale w pewnym
          > sensie zgodzimy sie ,że to jego naturalne zachowanie.

          A cóż to znaczy "naturalne"? W dyskusjach dotyczących homoseksualizmu, często
          pada argument: "homoseksualizm jest naturalny - skoro istnieje w przyrodzie".
          To samo da się powiedzieć o wszystkim innym, co w naturze występuje. Czy gwałt
          jest w tym sensie czymś "naturalnym"? Tak. Uważasz, że jest inaczej?


          >Tak , jak to robia tad i
          > balatzarus.W pewnych okolicznościach mężczyzna ma prawo zgwałcić według nich
          >i ciebie , boykotko.

          Bzdura. Ani ja, ani Baltazarus nie napisaliśmy nic, co dałoby się odczytać w
          podobny sposób. Twierdzę jedynie, że w pewnych okolicznościach do gwałtu może
          dojść łatwiej niż w innych, i, że także ofiara gwałtu może mieć wpływ na
          kreowanie tych okoliczności.

          • lady_makbet44 Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 12:27
            W takim razie jeśli ktoś napadnie cię na ulicy to znaczy że "masz swój udział w
            kreowaniu" okoliczności napadu. Jakbyś siedział w domu to by cie nie
            napadli.Podobnie: jesli ukradną ci komórkę to tez kreujesz te okolicznoći:trzeba
            bylo nie kupowac wypasionego modelu i używac starej.Oczywiście samochodu też nie
            ukradna komuś kto używa komuniacji miejsciej.
            Panów warto zapytać o coś innego: czy przyjąłbyś zaproszenie do domu atrakcyjnej
            ,młodej kobiety poznanej na dyskotece?Jesli tak,a po przyjsciu do jej mieszkania
            okazaloby się,że zabija żeby ukraść portfel czy znaczy,że sam wykreowales
            okoliczności morderstwa?
            • tad9 Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 15:16
              lady_makbet44 napisała:


              > Panów warto zapytać o coś innego: czy przyjąłbyś zaproszenie do domu
              >atrakcyjnej ,młodej kobiety poznanej na dyskotece?Jesli tak,a po przyjsciu do
              >jej mieszkania okazaloby się,że zabija żeby ukraść portfel czy znaczy,że sam
              >wykreowales okoliczności morderstwa?

              Owszem, uważam, że mężczyzna taki byłby współ odpowiedzialny za wykreowanie
              sytuacji sprzyjającej morderstwu.
        • boykotka Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 15:16
          No cóż, w przytoczonym przeze mnie przykładzie gwałt nie został uznany za
          gwałt, bez względu na to jak bardzo mnie czy Tobie się to nie podoba. Nie
          możemy przy każdej lekkomyślnej pannie ustawić sędziego, któryby orzekał czy w
          trakcie randki ona wyraża chęć na stosunek, czy też zmienia zdanie dopiero po
          fakcie, biorąc dopiero wtedy pod uwagę opinię publiczną i ewentualne skutki
          odbytego stosunku.
          • kocia_noga Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 16:19
            boykotka napisała:

            > No cóż, w przytoczonym przeze mnie przykładzie gwałt nie został uznany za
            > gwałt, bez względu na to jak bardzo mnie czy Tobie się to nie podoba. Nie
            > możemy przy każdej lekkomyślnej pannie ustawić sędziego, któryby orzekał czy
            w
            > trakcie randki ona wyraża chęć na stosunek, czy też zmienia zdanie dopiero po
            > fakcie, biorąc dopiero wtedy pod uwagę opinię publiczną i ewentualne skutki
            > odbytego stosunku.

            Co innego lekkomyslne odbycie stosunku pod wpływem chwili i alkoholowego
            rauszu , a co innego gwałt ze sladami pobicia przez 3 facetów , nie uważasz?
            • bitch.with.a.brain Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 16:40
              Tak smao jak nei mozemy przy kazdym wlascicielu samochodu ustawić kogoś kto
              poświadczy czy byla to kradzież,czy moze człowiekowi odbiło i sam odda wóz, a
              potem zmienil zdanie.
            • boykotka Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 16:45
              Nie przeczę i nie przeczyłam. Chcę tylko zwrócić uwagę, że o ile pobicie w tym
              przypadku łatwe jest do udowodnienia o tyle sam gwałt będzie dużo trudniej
              udowodnić, skoro ofiara gwałtu dobrowolnie udała się do mieszkania trzech
              obcych męzczyzn.
              • ggigus dlaczego trudniej? 04.09.05, 16:47
                bo sama poszła? może i chciała którymś z nich iść do łóżka, a potem zmieniła
                zdanie, a może nie
                jej wiarygodność może ocenić policjantka z doświadczeniem i psycholog
              • kai_30 Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 16:56
                boykotka napisała:

                > Nie przeczę i nie przeczyłam. Chcę tylko zwrócić uwagę, że o ile pobicie w tym
                > przypadku łatwe jest do udowodnienia o tyle sam gwałt będzie dużo trudniej
                > udowodnić, skoro ofiara gwałtu dobrowolnie udała się do mieszkania trzech
                > obcych męzczyzn.

                boykotka, Ty naprawde sadzisz, ze gwalt z pobiciem (w dodatku zbiorowy) rozni
                sie od zwyklego stosunku tylko brakiem zgody? I nie ma zadnych sladow niz w
                przypadku zyklego bzykanka za obopolna zgoda?

                Takie rzeczy ocenia lekarz sadowy, a poddanie sie upokarzajacym ogledzinom jest
                dla zgwalconej kobiety dodatkowa trauma.

                • boykotka Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 17:23
                  kai_30 napisała:

                  > Takie rzeczy ocenia lekarz sadowy, a poddanie sie upokarzajacym ogledzinom
                  > jest> dla zgwalconej kobiety dodatkowa trauma.

                  Jeżeli chodzi o ścisłość. Dla mnie traumą byłby już sam fakt, że zgodziłam się
                  pójść do mieszkania trzech zupełnie obcych mi mężczyzn sama jedna bez żadnej
                  koleżanki czy kolegi. Zapewne dlatego nie potrafię zrozumieć całej tej
                  sytuacji. Pozdrawiam.
                  • kai_30 Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 17:32
                    boykotka napisała:

                    > kai_30 napisała:
                    >
                    > > Takie rzeczy ocenia lekarz sadowy, a poddanie sie upokarzajacym ogledzino
                    > m
                    > > jest> dla zgwalconej kobiety dodatkowa trauma.
                    >
                    > Jeżeli chodzi o ścisłość. Dla mnie traumą byłby już sam fakt, że zgodziłam się
                    > pójść do mieszkania trzech zupełnie obcych mi mężczyzn sama jedna bez żadnej
                    > koleżanki czy kolegi. Zapewne dlatego nie potrafię zrozumieć całej tej
                    > sytuacji. Pozdrawiam.

                    No dobra, ja bym sie tez nie zgodzila, ale co z tego?

                    Czy zgoda na pojscie gdziekolwiek czyni z brutalnego gwaltu mniej-gwalt?

                    Lekkomyslnosc dziewczyny nie usprawiedliwia gwaltu.

                    Zgoda na pieszczoty i pocalunki nie jest rowmoznaczna zgodzie na odbycie stosunku.

                    Zgoda na stosunek nie oznacza zgody na brutalny gwalt z pobiciem.

                    Nie mozna usprawiedliwiac gwaltu. Niezaleznie od naszej oceny charakteru albo
                    glupoty oceny zgwalconej. Jesli wyrazala zgode - to na pewno nie na gwalt.
                    • boykotka Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 17:51
                      Nikt nawet słowem nie wspomniał, że do gwałtu nie doszło. Natomiast z pewnością
                      nie doszłoby do niego gdyby dziewczę nie postąpiło tak lekkomyślnie. Stąd
                      zapewne i przyczyna irytacji policji, to chyba proste.
                      • kai_30 Re: Gwałt to gwałt ale 04.09.05, 17:57
                        boykotka napisała:

                        > Nikt nawet słowem nie wspomniał, że do gwałtu nie doszło. Natomiast z pewnością
                        >
                        > nie doszłoby do niego gdyby dziewczę nie postąpiło tak lekkomyślnie. Stąd
                        > zapewne i przyczyna irytacji policji, to chyba proste.

                        A skąd taka pewnosc? nie doszloby do gwaltu w tym mieszkaniu, zapewne tak, ale
                        moze doszloby do niego przy drodze? Tez bylaby sama sobie winna, bo rozmawiala z
                        tymi facetami na dyskotece i w ten sposob zachecial ich, zeby poszli za nia?

                        Policja _nie ma prawa_ irytowac sie na OFIARE przestepstwa. Wyobrazasz sobie np
                        ze zostalas okradziona, ktos wyciagnal Ci portfel z torebki w zatloczonym
                        tramwaju, a policjant mowi Ci, ze sama jestes sobie winna, trzeba bylo nie
                        trzymac portfela w torebce, i jeszcze sie na Ciebie irytuje i wyzywa od
                        lekkomyslnych idiotek? Bo przeciez wiedzialas, na co sie decydujesz jadac
                        tramwajem z pieniedzmi przy sobie?

                        • tad9 znów o podstawach 04.09.05, 18:08
                          Odpowiedzmy sobie na pytanie: czy kobieta ponosi odpowiedzialność za swoje
                          czyny? Nie pytam tu tylko o sytuację, o której mówimy. Pytam ogólnie. Czy
                          możemy w jakiejkolwiek sytuacji mówić o odpowiedzialności kobiet za ich czyny.
                          Moi oponenci zdają się prezentować taki punkt widzenia: słówko "nie"
                          wypowiedziane zaraz przed finałem, anuluje całkowiecie odpowiedzialność za
                          wykreowanie sytuacji, która kończy się dla kobiety smutno. Czy odnosi się to
                          tylko do gwałtu, czy jest to zasada obowiązująca w każdej sytuacji?
                          • kai_30 Re: znów o podstawach 04.09.05, 18:16
                            tad9 napisał:

                            > Odpowiedzmy sobie na pytanie: czy kobieta ponosi odpowiedzialność za swoje
                            > czyny?

                            Za swoje czyny tak. Za czyny gwalciciela nie.
                          • kai_30 Re: znów o podstawach 04.09.05, 18:22
                            I jeszcze:

                            Jesli powiem "nie" przed samym oltarzem, jestem winna wykreowaniu pewnej
                            sytuacji - czyli odwolaniu slubu. natomiast jesli pan mlody wpadnie w szal i
                            pobije mnie oraz mloda rodzine i zdemoluje pol kosciola - nie, temu nie jestem
                            winna. Temu jest winien wylacznie on.

                            Moze takie porownanie dotrze.
                            • kai_30 Re: znów o podstawach 04.09.05, 18:23
                              autokorekta: moja rodzine mialo byc, of koz
                            • tad9 Re: znów o podstawach 04.09.05, 18:43
                              kai_30 napisała:

                              > I jeszcze:
                              >
                              > Jesli powiem "nie" przed samym oltarzem, jestem winna wykreowaniu pewnej
                              > sytuacji - czyli odwolaniu slubu. natomiast jesli pan mlody wpadnie w szal i
                              > pobije mnie oraz mloda rodzine i zdemoluje pol kosciola - nie, temu nie jestem
                              > winna. Temu jest winien wylacznie on.

                              Kłopot w tym, że to właśnie "odwołanie ślubu" tworzy kontekst w jakim dochodzi
                              do pobicia. Weźmy sobie taką sytuację: tuż przed ślubem narzeczony mówi "nie",
                              narzeczona wpada w rozpacz i popełnia samobójstwo. Chcesz powiedzieć, że bez
                              żadnej refleksji przyjęłabyś takie oto wywody narzeczonego: cóż, jestem
                              odpowiedzialny za odwołanie śluby, z samobójstwem nie mam zgoła nic wspólnego.
                              Proszę się mnie nie czepiać.

                              • kai_30 Re: znów o podstawach 04.09.05, 19:00
                                > kai_30 napisała:
                                >
                                > > I jeszcze:
                                > >
                                > > Jesli powiem "nie" przed samym oltarzem, jestem winna wykreowaniu pewnej
                                > > sytuacji - czyli odwolaniu slubu. natomiast jesli pan mlody wpadnie w sza
                                > l i
                                > > pobije mnie oraz mloda rodzine i zdemoluje pol kosciola - nie, temu nie j
                                > estem
                                > > winna. Temu jest winien wylacznie on.
                                >
                                > Kłopot w tym, że to właśnie "odwołanie ślubu" tworzy kontekst w jakim dochodzi
                                > do pobicia. Weźmy sobie taką sytuację: tuż przed ślubem narzeczony mówi "nie",
                                > narzeczona wpada w rozpacz i popełnia samobójstwo. Chcesz powiedzieć, że bez
                                > żadnej refleksji przyjęłabyś takie oto wywody narzeczonego: cóż, jestem
                                > odpowiedzialny za odwołanie śluby, z samobójstwem nie mam zgoła nic wspólnego.
                                > Proszę się mnie nie czepiać.

                                Nie czepiam sie, usiluje tylko wykazac, ze takie stawianie sprawy prowadzi do
                                absurdu!

                                Nie jestesmy odpowiedzialni za postepowanie innych osob. W przywolanej przez
                                Ciebie sytuacji ow narzeczony rowniez odpowiedzialny za samobojstwo narzeczonej
                                nie jest, no, chyba, ze sam jej podal tabletki/zyletke/sznur itd itp. Podobnie,
                                jesli dziewczyna zrywa z chlopakiem, bo przestala go kochac, a on popelnia
                                samobosjtwo, nie mozna jej obarczac odpowiedzialnoscia.

                                Nie mozna isc przez zycie analizujac, do czego moze nas doprowadzic kazdy czyn,
                                bo musielibysmy przestac wychodzic z domu, bo przeciez moga nas napasc (tyle sie
                                slyszy o napadach w bialy dzien), albo pies sasiadow moze nas pogryzc (przeciez
                                wiadomo, ze maja agresywnego bydlaka, a jak sie zerwie ze smyczy?), nie jezdzic
                                samochodem, bo mozemy trafic na pijanego kierowce, nie podawac nikomu swojego
                                numeru telefonu (bo jeszcze trafi w niepowolane rece i ktos nas bedzie nekal po
                                nocach), no i absolutnie nie wiazac sie z nikim, bo mozna trafic na starannie
                                sie kamuflujacego psychopate.

                                Owszem, niektore sytuacje sa bardzie ryzykowne niz inne, a niektore dzialania
                                bardziej lekkomyslne i glupie. Tym niemniej, nie mozna obarczac ofiary
                                przestepstwa wspolodpowiedzialnoscia za nie.
                                • tad9 Re: znów o podstawach 04.09.05, 19:12
                                  kai_30 napisała:

                                  > Nie czepiam sie, usiluje tylko wykazac, ze takie stawianie sprawy prowadzi do
                                  > absurdu!

                                  A czy to, co Ty proponujesz do absurdu nie prowadzi?

                                  > Nie jestesmy odpowiedzialni za postepowanie innych osob.

                                  A za stwarzanie sytuacji, w których pewne osoby postępują raczej tak, a nie
                                  inaczej?

                                  >W przywolanej przez
                                  > Ciebie sytuacji ow narzeczony rowniez odpowiedzialny za samobojstwo
                                  >narzeczonej nie jest, no, chyba, ze sam jej podal tabletki/zyletke/sznur itd
                                  >itp. Podobnie,jesli dziewczyna zrywa z chlopakiem, bo przestala go kochac, a
                                  >on popelnia samobosjtwo, nie mozna jej obarczac odpowiedzialnoscia.

                                  Mówimy o odpowiedzialności, za stworzenie sytuacji sprzyjającej temu, że
                                  realizacja pewnego scenariusza jest bardziej prawdopodobna, niż realizacja
                                  innych scenariuszy. Chcesz powiedzieć, że narzeczony nie ma nic wspólnego z
                                  samobójstwem? Nawiasem mówiąc, w Twojej ideii dostrzegam pewne interesujące
                                  możliwości. Np - dotyczące alimentów. Powiedzmy, że mężczyzna odbywa stosunek z
                                  kobietą, kobieta zachodzi w ciążę, a mężczyzna na to: cóż - odpowiadam za
                                  stosunek seksualny, ale za jego skutki? Niby dlaczego? To nie moja wina, że ta
                                  pani się nie zabezpieczyła. Owszem, gdybym - powiedzmy - siłą wyrwał jej
                                  wkładkę, zmusił do odstawienia środków antykoncepcyjnych, to poczuwałbym się do
                                  pewnej odpowiedzialności, ale - nic podobnego nie miało miejsca. Proszę dać mi
                                  spokój.

                                  > Nie mozna isc przez zycie analizujac, do czego moze nas doprowadzic kazdy
                                  >czyn, bo musielibysmy przestac wychodzic z domu,

                                  Ale możemy, po zaistnieniu pewnych zdarzeń zastanawiać się jaki był nasz udział
                                  w tym, że miały miejsce.

                                  > Owszem, niektore sytuacje sa bardzie ryzykowne niz inne, a niektore dzialania
                                  > bardziej lekkomyslne i glupie. Tym niemniej, nie mozna obarczac ofiary
                                  > przestepstwa wspolodpowiedzialnoscia za nie.

                                  Nie mówimy o współodpowiedzialności za przestępstwo. Mówimy o odpowiedzialność
                                  za stworzenie sytuacji sprzyjającej przestępstwu.
                                  • kai_30 Re: znów o podstawach 04.09.05, 19:51
                                    tad9 napisał:

                                    > kai_30 napisała:
                                    >
                                    > > Nie czepiam sie, usiluje tylko wykazac, ze takie stawianie sprawy prowadz
                                    > i do
                                    > > absurdu!
                                    >
                                    > A czy to, co Ty proponujesz do absurdu nie prowadzi?

                                    Tzn? O ktore propozycje Ci chodzi? Zeby nie wychodzic z domu itd? Oczywiscie, ze
                                    to absurd, celowy. Nie widzisz analogii?

                                    > > Nie jestesmy odpowiedzialni za postepowanie innych osob.
                                    >
                                    > A za stwarzanie sytuacji, w których pewne osoby postępują raczej tak, a nie
                                    > inaczej?

                                    Nie jestesmy odpowiedzialni za postepowanie innych osob. Narzeczona moze popelni
                                    samobojstwo, a moze odetchnie z ulga. Odpowiadamy _wylacznie_ za wlasne czyny.

                                    Nawiasem mówiąc, w Twojej ideii dostrzegam pewne interesujące
                                    > możliwości. Np - dotyczące alimentów. Powiedzmy, że mężczyzna odbywa stosunek z
                                    >
                                    > kobietą, kobieta zachodzi w ciążę, a mężczyzna na to: cóż - odpowiadam za
                                    > stosunek seksualny, ale za jego skutki? Niby dlaczego? To nie moja wina, że ta
                                    > pani się nie zabezpieczyła. Owszem, gdybym - powiedzmy - siłą wyrwał jej
                                    > wkładkę, zmusił do odstawienia środków antykoncepcyjnych, to poczuwałbym się do
                                    >
                                    > pewnej odpowiedzialności, ale - nic podobnego nie miało miejsca. Proszę dać mi
                                    > spokój.

                                    A, nie. To nie jest sytuacja analogiczna, a wrecz - jest to poparcie tezy o
                                    dopowiedzialnosci za _swoje_ czyny. Nie chcesz chyba powiedziec, ze poczecie
                                    dziecka to wylacznie dzielo kobiety? A ten plemniczek, to taki cud natury, z
                                    ktorym mezczyzna nie ma absolutnie nic wspolnego? Nie mowiac juz o tym, ze
                                    poczecie dziecka na skutek stosunku odbytego za obopolna zgoda nie nosi znamion
                                    przestepstwa, wiec nie mozna stawiac mezczyzny w roli niewinnej ofiary, ktora
                                    nie wiedziala, jak dochodzi do zaplodnienia, a kobiety w roli przestepcy, bo
                                    podstepnie owo zaplodnienie na nim wymusila. Przemoca mu plemniki wydlubala zapewne.

                                    Zaplodnienie jest biologicznym skutkiem stosunku seksualnego. Gwalt nie jest
                                    biologiczna konsekwencja spotykania sie z facetami.

                                    > > Nie mozna isc przez zycie analizujac, do czego moze nas doprowadzic kazdy
                                    >
                                    > >czyn, bo musielibysmy przestac wychodzic z domu,
                                    >
                                    > Ale możemy, po zaistnieniu pewnych zdarzeń zastanawiać się jaki był nasz udział
                                    >
                                    > w tym, że miały miejsce.
                                    >

                                    Czyli innymi slowy, uwazasz, ze kobiecie sama trauma z gwaltu nie wystarczy,
                                    nalezy jej jeszcze dorzucic poczucie winy wlekace sie za nia przez cale zycie?
                                    Czyli ukarac ja dodatkowo, a moze jeszcze napietnowac publicznie? "Szkarlatna
                                    litera" Hawthorne'a sie klania, moze taki sposob by Ci sie spodobal.

                                    Mmay udzial w tym, ze jakas sytuacja zaistniala, do momentu, gdy sami ja
                                    tworzymy, w pelni swiadomie wyrazajac zgode na konkretne dzialania. W momencie
                                    kiedy paleczke przejmuja inni, bez naszej zgody, a nawet przy wyraznym
                                    sprzeciwie - ten udzial znika.

                                    Innymi slowy - tak, kobieta, o ktorej rozmawiamy jest odpowiedzialna za to, ze
                                    dala sie poderwac (albo sama poderwala), za to, ze poszla z facetami do obcego
                                    mieszkania, byc moze za to, ze pozwolila sie pocalowac. I na tym koniec. Gdyby
                                    obowiazywalo prawo zakazujace kobietom spotykania sie z facetami bez slubu -
                                    mozna by ja obarczyc odpowiedzialnoscia.

                                    Na szczescie tak nie jest. Nie jest odpowiedzialna za gwalt, bo ona tego gwaltu
                                    nie wykonywala i nie wyrazala na niego zgody, a "tylko" padla jego ofiara.
                                  • lolyta Re: znów o podstawach 04.09.05, 20:31
                                    > A za stwarzanie sytuacji, w których pewne osoby postępują raczej tak, a nie
                                    > inaczej?

                                    tylko w jednym wypadku: kiedy rzeczonym pewnym osobom przykladamy lufe nabitego
                                    pistoletu do glowy.
                                    Tak dlugo, jak dlugo "pewna osoba" nadal moze korzystac z danej jej przez Boga
                                    wolnej woli oraz mozliwosci osadu sytuacji zgodnie z wlasnym sumieniem, sama
                                    jest odpowiedzialna za swoje czyny, neizaleznie od sytuacji wokol niej
                                    wytworzonych przez innych.
                          • krolewna_angina Re: znów o podstawach 04.09.05, 19:20
                            > Odpowiedzmy sobie na pytanie: czy kobieta ponosi odpowiedzialność za swoje
                            > czyny?


                            Każdy człowiek ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, ludzie to kobiety albo
                            mężczyźni. Wolałam to napisać wyraźnie, bo chyba masz w tej kwestii jakieś
                            wątpliwości.


                            Nie pytam tu tylko o sytuację, o której mówimy. Pytam ogólnie. Czy
                            > możemy w jakiejkolwiek sytuacji mówić o odpowiedzialności kobiet za ich czyny.


                            Ludzie to kobiety i mężczyźni. Ludzie ponoszą odpowiedzialność za _swoje_czyny,
                            nie ponoszą natomiast odpowiedzialności za czyny innych ludzi.



                            > Moi oponenci zdają się prezentować taki punkt widzenia: słówko "nie"
                            > wypowiedziane zaraz przed finałem, anuluje całkowiecie odpowiedzialność za
                            > wykreowanie sytuacji, która kończy się dla kobiety smutno.


                            Ofiara nigdy nie ponosi współodpowiedzialności za skrzywdzenie samej siebie.



                            Czy odnosi się to
                            > tylko do gwałtu, czy jest to zasada obowiązująca w każdej sytuacji?


                            W każdej sytuacji.

                            A teraz moje pytania. W chwili gdy czytasz te słowa twój komputer jest
                            podłączony do sieci. Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że ponosisz tym
                            samym "odpowiedzialność za wykreowanie sytuacji która być może skończy się dla
                            ciebie smutno" - np okradzeniem twojego konta w banku internetowym? (to samo
                            zarzucałeś Marzenie)
                            Czy to oznacza, że jesteś współodpowiedzialny przestępstwa kradzieży? (j.w.)
                            Czy gdybyś padł ofiarą takiego przestępstwa, to uznałbyś za usprawiedliwione
                            opieszałe działania policji w twojej sprawie, gdyż sam przecież sprowokowałeś
                            przestępców? Zgadzasz się z tym, że prowokowałeś przestępców? (zgwałconej
                            dziewczynie właśnie to zarzuciłeś)
                            Wyżej twierdziłeś, że twoje rozważania mają się odnosić nie tylko do gwałtu,
                            więc liczę na jednoznaczne odpowiedzi na moje pytania.
                            Możesz też przy okazji odpowiedziec na bardzo dobry przykład z postu Kocionogi,
                            wklejam ci go tutaj, bo pewno nie odpowiedziałeś wyłącznie przez przeoczenie a
                            nie dlatego, że nie wiedziałeś co napisać;))

                            "A taka sytauacja: biznesmen umawia się na spotkanie z kontrahentem do jego
                            biura , gdzie mają podpisac umowe.W trakcie omawiania warunków orientuje
                            się ,że warunki umowy mu nie odpowiadają i chce zrezygnowac z transakcji , a
                            wtedy kontrahent z kilkoma wspólnikami biją go i zmuszaja do podpisu .
                            Przyznasz przecież, że to oczywiste , że biznesmen sam współtworzył sytuację ,
                            prawda?"
                            • tad9 Re: znów o podstawach 04.09.05, 19:35
                              krolewna_angina napisała:

                              > Ludzie to kobiety i mężczyźni. Ludzie ponoszą odpowiedzialność za swoje_czyny,
                              > nie ponoszą natomiast odpowiedzialności za czyny innych ludzi.

                              Ta teoria zdaje się trzymać kupy tylko przy założeniu, że nasze czyny nie
                              wpływają na to, co czynią inni ludzie. Czy tak właśnie uważasz? Czy uważasz, że
                              to, co robimy nie ma żadnego wpływu, na to, co robią inni?

                              > Ofiara nigdy nie ponosi współodpowiedzialności za skrzywdzenie samej siebie.

                              Załóżmy, że jesteś matką 10 letniego syna. Pewnego dnia, dowiadujesz się, że ma
                              on być usunięty ze szkoły za pobicie kolegi. Kolega przezywał go na przerwie,
                              syn w odpowiedzi dał mu w nos. Czy nie podnosiłabyś faktu przezywania w celu
                              zarysowania pełnego kontekstu sytuacji w jakiej doszło do pobicia?



                              > A teraz moje pytania. W chwili gdy czytasz te słowa twój komputer jest
                              > podłączony do sieci. Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że ponosisz tym
                              > samym "odpowiedzialność za wykreowanie sytuacji która być może skończy się
                              >dla ciebie smutno" - np okradzeniem twojego konta w banku internetowym? (to
                              >samo zarzucałeś Marzenie)

                              Oczywiście, że przyczyniam się do stworzenia takiej sytuacji.

                              > Czy to oznacza, że jesteś współodpowiedzialny przestępstwa kradzieży? (j.w.)

                              Nie. Czy twierdziłem gdzieś, że kobieta jest współodpowiedzialna za gwałt?

                              > Czy gdybyś padł ofiarą takiego przestępstwa, to uznałbyś za usprawiedliwione
                              > opieszałe działania policji w twojej sprawie, gdyż sam przecież sprowokowałeś
                              > przestępców?

                              Nie uznałbym, tak, jak nie uznałbym za usprawiedliwioną opieszałości w
                              przypadku gwałtu.

                              > Zgadzasz się z tym, że prowokowałeś przestępców? (zgwałconej
                              > dziewczynie właśnie to zarzuciłeś)

                              Zgadzam się, że robiłbym coś, co sprzyja kradzieży tego rodzaju.

                              > "A taka sytauacja: biznesmen umawia się na spotkanie z kontrahentem do jego
                              > biura , gdzie mają podpisac umowe.W trakcie omawiania warunków orientuje
                              > się ,że warunki umowy mu nie odpowiadają i chce zrezygnowac z transakcji , a
                              > wtedy kontrahent z kilkoma wspólnikami biją go i zmuszaja do podpisu .
                              > Przyznasz przecież, że to oczywiste , że biznesmen sam współtworzył
                              sytuację ,
                              > prawda?"

                              Oczywiście, że współtworzył. Wchodząc w relacje z tymi ludźmi współtworzył
                              sytuacje z nimi związane, a im bardziej był prowokacyjny -o ile był - tym
                              mocniej stwarzał sytuację sprzyjającą pobiciu.
                              • kai_30 Re: znów o podstawach 04.09.05, 19:56
                                tad9 napisał:
                                > Załóżmy, że jesteś matką 10 letniego syna. Pewnego dnia, dowiadujesz się, że ma
                                >
                                > on być usunięty ze szkoły za pobicie kolegi. Kolega przezywał go na przerwie,
                                > syn w odpowiedzi dał mu w nos. Czy nie podnosiłabyś faktu przezywania w celu
                                > zarysowania pełnego kontekstu sytuacji w jakiej doszło do pobicia?

                                Odpowiem, chociaz nie do mnie skierowane, jako matka dwoch synow, 7-mio i
                                5-cioletniego. Nie, nie podnosilabym. Uznalabym, ze powinien poniesc
                                odpowiedzialnosc za pobicie. Co najwyzej negocjowalabym wymiar kary, ale bez
                                zwiazku z zachowaniem kolegi. Zreszta - taka zasada kieruje sie przy
                                wychowywaniu synow. Jesli jeden uderzy drugiego, jest wylacznie winny i ukarany,
                                niezaleznie od tego, czy drugi go rozzloscil czy prowokowal wyzywaniem. _Nie
                                mozna_ usprawiedliwiac pobicia kogos tym, ze "sam sie prosil".

                                Nikt nie moze bic mojego dziecka. Nawet drugie dziecko.
                              • triss_merigold6 Re: znów o podstawach 04.09.05, 19:58
                                Co nie zmienia faktu, że pobicie jest karalne - nawiązując do przykładu z
                                kontrahentem.
                                Wchodzisz w jakąś relację z drugim człowiekiem/ludźmi. Zakładasz, że istnieje
                                pewien kontrakt. Inni ten kontrakt zmieniają w trakcie gry (np. jesteś na
                                imprezie, mieliście pograć w karty a ktoś wyciąga narkotyki i częstuje,
                                odmawiasz, zostajesz zbluzgany i wypchnięty za drzwi - czujesz się oszukany i
                                wściekły, bo wyrażałeś zgodę na karty i wódkę a nie na bal ćpunów).
                                Jeśli kontrakt zostaje złamany masz prawo się wycofać. Jeśli ktoś nie pozwala
                                się wycofać to stosuje przemoc: fizyczną, psychiczną itd. a to jest karalne.
                                • kai_30 Re: znów o podstawach 04.09.05, 20:12
                                  triss_merigold6 napisała:
                                  > Wchodzisz w jakąś relację z drugim człowiekiem/ludźmi. Zakładasz, że istnieje
                                  > pewien kontrakt. Inni ten kontrakt zmieniają w trakcie gry [...]
                                  > Jeśli kontrakt zostaje złamany masz prawo się wycofać. Jeśli ktoś nie pozwala
                                  > się wycofać to stosuje przemoc: fizyczną, psychiczną itd. a to jest karalne.

                                  Doskonale ujete. popieram w sto procentach.

                                  Ale zaraz tad ci odpowie, ze jednak jest sie odpowiedzialnym, bo mozna bylo
                                  przewidziec itd itp ;)
                                  • triss_merigold6 Przewidywanie 04.09.05, 20:38
                                    Relacje z ludźmi opierają się na elementarnym zaufaniu i założeniu, że gramy w
                                    tę samą grę.
                                    Idąc po gazetę oczekuję gazety a nie wypytywania o zdrowie.
                                    Wykonując pracę oczekuję wynagrodzenia a nie dobrego słowa.
                                    Zakładam, że autobus dojedzie tam gdzie kieruje go rozkład a nie fantazja
                                    kierowcy.
                                    Bez zaufania jakiegolwiek współżycie społeczne i tworzenie więzi międzyludzkich
                                    na każdym poziomie - nie byłoby możliwe.

                                    Wiele można przewidzieć ale osobnik nieustannie zakładający, że inni chcą mu
                                    zrobić krzywdę nazywany jest paranoikiem i leczony psychiatrycznie.
                                    • kocia_noga Re: Przewidywanie 04.09.05, 20:51
                                      triss_merigold6 napisała:

                                      > Relacje z ludźmi opierają się na elementarnym zaufaniu i założeniu, że gramy
                                      w
                                      > tę samą grę.
                                      > Idąc po gazetę oczekuję gazety a nie wypytywania o zdrowie.
                                      > Wykonując pracę oczekuję wynagrodzenia a nie dobrego słowa.
                                      > Zakładam, że autobus dojedzie tam gdzie kieruje go rozkład a nie fantazja
                                      > kierowcy.
                                      > Bez zaufania jakiegolwiek współżycie społeczne i tworzenie więzi
                                      międzyludzkich
                                      >
                                      > na każdym poziomie - nie byłoby możliwe.
                                      >
                                      > Wiele można przewidzieć ale osobnik nieustannie zakładający, że inni chcą mu
                                      > zrobić krzywdę nazywany jest paranoikiem i leczony psychiatrycznie.

                                      Atoli w pewnych społecznościach osoba , która kupi wagon telewizorów a dostanie
                                      jej doręczony wagon pustych kartonów ( fakt) , osoba , która nocuje w hotelu a
                                      w nocy zostaje obrabowana i pobita itd ..wzbudza politowanie i opinie życiowego
                                      niezdary i głupca co sam sobie winien , ponieważ powszechnie akceptowane jest
                                      oszukiwanie partnerów handlowych , gosci hotelowych itp klientów.W
                                      tradycyjnych patriarchalnych społecznościach mężczyzna ma przyzwolenie na
                                      stosunek z kobietą bez jej zgody .To jego święte prawo , a do kobiety
                                      należy "nieprowokowanie" - okrywanie szczelnie ciała, zasłanianie twarzy ,
                                      niewychodzenie z domu bez eskorty itp.
                                      Sęk w tym ,że w Polsce część ludzi tkwi w tej tradycyjnej mentalności - jedni
                                      uważają okradzionego czy oszukanego za niedojdę i obiekt kpin , inni , tak jak
                                      tad , uważają ,że cokolwiek gwałt usprawiedliwia .Dla tada mam propozycję -
                                      wyjedź kochanieńki z Polski - trzeci świat czeka !
                              • krolewna_angina Re: znów o podstawach 04.09.05, 20:21
                                >> Ta teoria zdaje się trzymać kupy tylko przy założeniu, że nasze czyny nie
                                > wpływają na to, co czynią inni ludzie. Czy tak właśnie uważasz? Czy uważasz,
                                że
                                >
                                > to, co robimy nie ma żadnego wpływu, na to, co robią inni?


                                Czyli wszystko wpływa na wszystko, bardzo odkrywcze;)
                                Bandziory w Nowym Orleanie rabują porzucone sklepy. Dlaczego? Bo ich
                                właściciele je porzucili bez zabezpieczenia. I co z tego ma wynikać poza twoim
                                mitycznym "współtworzeniem sytuacji ble ble ble" Masz może jakieś wnioski poza
                                tą współodpowiedzialnością wszystkich za wszystko? Bo jak na razie nie widzę,
                                byś je miał.



                                >
                                > > Ofiara nigdy nie ponosi współodpowiedzialności za skrzywdzenie samej sieb
                                > ie.
                                >
                                > Załóżmy, że jesteś matką 10 letniego syna. Pewnego dnia, dowiadujesz się, że
                                ma
                                >
                                > on być usunięty ze szkoły za pobicie kolegi. Kolega przezywał go na przerwie,
                                > syn w odpowiedzi dał mu w nos. Czy nie podnosiłabyś faktu przezywania w celu
                                > zarysowania pełnego kontekstu sytuacji w jakiej doszło do pobicia?


                                Podnosiłabym, gdyż moim zdaniem w przypadku 10-latków przezywanie i danie w nos
                                to zachowania _współmierne_ czyli w podobnym stopniu godne potępienia, co
                                oznacza, że obaj chłopcy powinni być ukarani tak samo. Gdyby chodziło o 18-
                                latków już miałabym wątpliwości, bo 18-latek powinien lepiej nad sobą panować i
                                rozumieć że bicie kogoś jest czynem karalnym. Zaś w przypadku naszego gwałtu
                                twój przykłąd jest zupełnie absurdalny i niestosowny, gdyż zrównujesz w ten
                                sposób naganność pójścia do cudzego mieszkanuia i naganność pobicia i
                                zbiorowego gwałtu. To są czyny _najzupełniej_niewspółmierne_ i radzę ci o tym
                                pamiętać.


                                >
                                >
                                > > Czy to oznacza, że jesteś współodpowiedzialny przestępstwa kradzieży? (j.
                                > w.)
                                >
                                > Nie. Czy twierdziłem gdzieś, że kobieta jest współodpowiedzialna za gwałt?


                                Oczywiście, że twierdziłeś, choćby tutaj:
                                "Uważasz więc może, że gdy jakaś kobieta idzie z kimś do domu, "rozpoczyna grę
                                wstępną", a potem mówi "nie" i zostaje zgwałcona jest równie nie obciążona
                                odpowiedzialnością za stworzenie sytuacji sprzyjającej gwałtowi, jak np.
                                kobieta, która zostaje napadnięta we własnym domu i zgwałcona?"
                                Z tego fragmentu wynika, że twoim zdaniem Marzena jest bardziej odpowiedzalna
                                za gwałt na sobie od kobiety zgwałconej we własnym domu, a skoro "bardziej" to
                                znaczy, że ponosi jakiś procent odpowiedzalności za ten gwałt.
                                Jest więc współodpowiedzialna twoim zdaniem.
                                Dlaczego więc siebie nie uznajesz za współodpowiedzialnego za okradzenie
                                swojego własnego konta? Przecież to tylko logiczna konsekwencja twojego
                                własnego rozumowania.


                                >
                                > > Czy gdybyś padł ofiarą takiego przestępstwa, to uznałbyś za usprawiedliwi
                                > one
                                > > opieszałe działania policji w twojej sprawie, gdyż sam przecież sprowokow
                                > ałeś
                                > > przestępców?
                                >
                                > Nie uznałbym, tak, jak nie uznałbym za usprawiedliwioną opieszałości w
                                > przypadku gwałtu.


                                Moim zdaniem jednak tak właśnie uznajesz - wybielasz postępowanie policji.
                                Przecież cały czas dajesz do zrozumienia, że sugestie policjantów jakoby
                                Marzena była sama sobie winna uważasz za słuszne. Jak inaczej można to rozumieć
                                jak nie usprawiedliwianiem policji?


                                >
                                > > Zgadzasz się z tym, że prowokowałeś przestępców? (zgwałconej
                                > > dziewczynie właśnie to zarzuciłeś)
                                >
                                > Zgadzam się, że robiłbym coś, co sprzyja kradzieży tego rodzaju.


                                Dlaczego nie odpowiadasz na pytanie? Ty zarzucałeś Marzenie prowokowanie
                                przestępców, a nie "robienie czegoś co sprzyja przestępstwu".
                                Pytam jeszcze raz: czy prowokowałeś swoim zachowaniem przestępców?
                                A jeśli nie, to dlaczego oskarżyłeś o to Marzenę będącą w analogicznej sytuacji?
                                To albo brak logiki, albo hipokryzja z twojej strony.


                                >
                                > > "A taka sytauacja: biznesmen umawia się na spotkanie z kontrahentem do je
                                > go
                                > > biura , gdzie mają podpisac umowe.W trakcie omawiania warunków orientuje
                                > > się ,że warunki umowy mu nie odpowiadają i chce zrezygnowac z transakcji
                                > , a
                                > > wtedy kontrahent z kilkoma wspólnikami biją go i zmuszaja do podpisu .
                                > > Przyznasz przecież, że to oczywiste , że biznesmen sam współtworzył
                                > sytuację ,
                                > > prawda?"
                                >
                                > Oczywiście, że współtworzył. Wchodząc w relacje z tymi ludźmi współtworzył
                                > sytuacje z nimi związane, a im bardziej był prowokacyjny -o ile był - tym
                                > mocniej stwarzał sytuację sprzyjającą pobiciu.


                                Okazuje się więc, że każdy z nas, codziennie i wielokrotnie każdego dnia
                                współtworzy jakieś sytuacje sprzyjające przestępstwu. Czy czyni nas to
                                automatycznie współodpowiedzialnymi przestępstwa? Jeśli nie, to może masz
                                jakiekolwiek inne sensowne wnioski? Bo ja nadal ich nie widzę w tym co ty
                                piszesz. Chyba że wnioskiem nazwałbyś komunały w rodzaju "należy być ostrożnym"
                                czy "życie jest skomplikowane";)




                              • lolyta Oczywiscie, ze twierdziles. 04.09.05, 20:53
                                > Nie. Czy twierdziłem gdzieś, że kobieta jest współodpowiedzialna za gwałt?

                                Tak. O, na przyklad tutaj:

                                "Nie mówimy o kończeniu krótkim "nie", ale o prowokowaniu. Uważasz, że możemy
                                kreować dowolne sytuacje, a potem w momencie, który nam odpowiada
                                powiedzieć "nie", i tym samym uwalnić się od odpowiedzialności za skutki
                                sytuacji, które kreowaliśmy? Czy prowokujący nie ponosi ŻADNEJ
                                odpowiedzialności?"
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=28567984&a=28570716
                                Och, zaraz powiez, ze nie _twierdzisz_ tylko _pytasz_. Ale skoro wszyscy (oprocz
                                baltazarusa) na to pytanie od wczoraj twierdza, ze nie, ofiara nie ponosi
                                odpowiedzialnosci, zatem nie ma co z niej zdejmowac, a ty sie upierasz drazac i
                                udowadniasz, ze sie myla, to najwyrazniej twierdzisz inaczej. Czyli, ze ponosi.
                                No chyba, ze twierdzisz to, co wszyscy, a i tak sie a nimi klocisz, ze nie maja
                                racji. Jesli zachodzi ta pierwsza okolicznosc, to znaczy, ze przeczysz sam
                                sobie, nie pierwszy i nie ostatni raz. jesli ta druga, to znaczy, ze znowu
                                chcesz, zeby cie ktos od kretynow powyzywal.
                                • Gość: trevik Re: Oczywiscie, ze twierdziles. IP: *.dip.t-dialin.net 05.09.05, 12:48
                                  Te dyskusje o ponoszeniu odpowiedzialnosci przez ofiare gwaltu za gwalt to jest
                                  jak pretensja do producentow opon, ze nie wytrzymaly przy predkosci 180km/h na
                                  lekko dziurawej drodze i byl ciezki wypadek, choc mialy atest, ze wytrzymac
                                  musza i 240. W tym wypadku z formalno-prawnego punktu widzenia oczywiscie wina
                                  jest opon, tymze i ich producenta (zakladam, ze predkosc jest ok, np. niemieckie
                                  prawo na autostradach takie dopuszcza), natomiast kazdy rozsadny czlowiek powie,
                                  ze ofiara (w tym momencie wypadku) cos jednak miala nie do konca rowno pod
                                  kopula i ewidentnie swemu nieszczesciu pomogla. I bynajmniej tak samo, jak mozna
                                  sie zabic przez wystrzal przy teoretycznie idealnych warunkach i oponach, tak
                                  samo mozna pasc ofiara gwaltu, nikogo i niczego nie prowokujac (majac pecha byc
                                  w niewlasciwym miejscu o niewlasciwym czasie)

                                  Gruss, T.
                                  • ggigus wiesz co, Trevik 05.09.05, 13:37
                                    daruj sobie porownania ludzi z oponami.
                                    Prawo do nie ma kazdy, Ty zreszta tez i nie oznacza to, ze mowiacy/a nie ma
                                    nierowno pod kopula. A ja do jasnej cholery nie rozumiem, jak mozesz byc takim
                                    chamem i o kimkowlwiek, a juz tym bardziej o ofiarze gwaltu TAK pisac. co cie
                                    do takiego okreslenia upowaznia - chyba pycha i przekonanie, ze trevikova
                                    kopuja jst jak najb. oki.
                                    A co by sie stalo mezczyznie, gdyby uszanowal kobiece nie? czy to takie
                                    straszne, umiec espektowac czyjac wole? przekracza to twoje mozliwosc?
                                    • Gość: trevik Re: wiesz co, Trevik IP: *.dip.t-dialin.net 05.09.05, 14:06
                                      > A co by sie stalo mezczyznie, gdyby uszanowal kobiece nie? czy to takie
                                      > straszne, umiec espektowac czyjac wole? przekracza to twoje mozliwosc?

                                      I znowu sie emocjonujesz zamiast przeczytac ze zrozumieniem to, co napisalem.
                                      Mezczyzna powinien uszanowac wole kobiety (przynajmniej w tej kwestii), ale
                                      przyjmuje, ze jakas czesc mezczyzn, ktore sie w naszym swiecie obracaja nie
                                      szanuje tej woli, albo szanuje ja polowicznie (nie rozumiejac, ze "nie" oznacza
                                      tym razem faktycznie "nie"). Przez wzglad na ta jakas-tam populacje pewnych
                                      rzeczy sie nie robi, bo sa po prostu nierozsadne. Juz o tym kiedys pisalem - nie
                                      chce mi sie po raz x-ty znow tego przepisywac,

                                      Gruss, T,

                                      PS: Przekonywanie kobiet, ze maja prawo do "nie" powinno byc rozsadne a jesli z
                                      tego przekonywania ma wynikac nastepne krzywienie obrazu swiata i wynikle z tego
                                      bledne (czasem ewidentnie glupie) postepowanie przyszlych ofiar, ktorym sie
                                      wydaje, ze "prawo do" jest rownoznaczne z zapewnieniem sobie 100% bezpieczenstwa
                                      to moze warto zweryfikowac metodologie takiej edukacji.
                                      • ggigus nie, nie emocjonuje sie 05.09.05, 14:10
                                        po prostu nie rozumiem, jak mon o ofierze gwaltu pisac, ze miala nierowno pod
                                        kopula. jestes chamem i nazwalam rzecz po imieniu.


                                        I zauwaz, ze ja pisalam o prawie do nie, a o nie o prawie do 100%
                                        bezpieczenstwa. To iluzja, wiec po co tracic cenny czas
                                        • Gość: trevik Re: nie, nie emocjonuje sie IP: *.dip.t-dialin.net 05.09.05, 14:33
                                          Przeciez napisalem, ze niektorzy maja praktycznie wylacznie pecha i zdazaja im
                                          sie nieszczescia, na ktore swiadomego wplywu zadnego miec nie mogli (nie mogly)
                                          a inni "szukaja guza" - kwestie ilosciowe zostawiam na boku, wierze, ze
                                          "pechowcow" moze byc nawet wiekszosc (choc faktycznie nie mam pojecia jak z tym
                                          dokladnie ilosciowo wyglada). I sadze ( wiedzac, jak niektore panienki sie
                                          zachowuja ), ze ofiar gwaltu majacych "nierowno pod kopula" nie brakuje, tak jak
                                          nie brakuje ofiar wypadkow samochodow, majacych "nierowno pod kopula", ktorzy co
                                          prawda jechali w zgodzie z przepisami, nie byli winni, ale wypadek nastapil -
                                          dla przykladu supermarket Geant w Katowicach, nie ma przed wiazdem ograniczenia
                                          predkosci, nie ma znakow regulujacych pierwszenstwo przejazdu, ale trzeba byc
                                          idiota, aby pociagnac 50km/h z uliczki wezszej na szersza przy slabej
                                          widocznosci (bo kazdy zorientowany wie, ze w Polsce przynajmniej 80% kierowcow
                                          "mysli", ze jak sa na szerszej uliczce na parkingu to maja pierwszenstwo,
                                          zwlaszcza rzuca sie to w oczy tym, ktorzy faktycznie jezdza w zgodzie z przepisami),

                                          Gruss, T.
                                          • ggigus zeby jechac 80, gdzie trzeba 05.09.05, 14:41
                                            miec 50 na liczniku trzeba byc idiota. Ale jak ma sie do tego sytuacja osoboy,
                                            ktorej woli nie uszanowano? ciekawe pytanie
                                            • Gość: trevik Re: zeby jechac 80, gdzie trzeba IP: *.dip.t-dialin.net 05.09.05, 14:56
                                              > Ale jak ma sie do tego sytuacja osoboy,
                                              > ktorej woli nie uszanowano? ciekawe pytanie

                                              Nie wiem, czy az takie ciekawe. Nie nad wszystkim co zwiazane z ludzmi prawo
                                              zapewnia absolutna kontrole. To, ze czynnik ryzyka bedzie zwiazany z ludzmi a
                                              nie np. z maszynami (apropos opon) bynajmniej nie musi oznaczac, ze bedzie on
                                              latwiejszy do eliminacji (raczej prawie zawsze trudniejszy), tudziez, ze bedzie
                                              wogole mozliwy do wyeliminowania. Czy prawo zakazuje sie upijac do granicy
                                              amoku? Nie, nie zakazuje, czy zakazuje prowokowac takiego upitego faceta np? Tez
                                              nie zakazuje. Czy zakazuje zgwalcic taka upita dziewczyne takiemu facetowi -
                                              zakazuje. Czy dziewczyna ma olej w glowie jesli takiego faceta prowokuje a
                                              pozniej jest ofiara, ktorej "woli nie uszanowano"?

                                              Gruss, T.

                                              PS: Na ostatnie sama sobie odpowiedz.
                                              • ggigus a co albo kto zakazuje uszanowac 05.09.05, 14:57
                                                uszanowac czyjas wole?
                                                • Gość: trevik Re: a co albo kto zakazuje uszanowac IP: *.dip.t-dialin.net 05.09.05, 15:05
                                                  Nie chce mi sie rozmawiac o woli w oderwaniu od czynnikow bardziej obiektywnych,
                                                  ktore moga miec na to, czy inne zjawisko wplyw (w skrocie: rycerzami Jedi nie
                                                  jestesmy). Ludzie nie sa idealni, nie mozna wszystkiego kontrolowac i nie jest
                                                  mozliwym eliminacja ze spoleczenstwa tych zlych, chocby dlatego, ze najczesciej
                                                  sie nie mozna dowiedziec, ze "zli" to sa "zli" zanim sie takiego na goracym
                                                  uczynku nie zlapie. W zwiazku z tym musimy sami w wielu sprawach dbac o wlasne
                                                  tylki, bo to nakazuje zdrowy rozsadek. Czy wystarczy?

                                                  Gruss, T.
                                                  • ggigus w kwestii woli owsze wystarczy 05.09.05, 15:40
                                                    ale czyj zdrowy rozsadek zabrania uszanowania czyjejs decyzji?
                                              • ziemiomorze Re: zeby jechac 80, gdzie trzeba 05.09.05, 15:03
                                                Gość portalu: trevik napisał(a):

                                                > nie zakazuje. Czy zakazuje zgwalcic taka upita dziewczyne takiemu facetowi -
                                                > zakazuje. Czy dziewczyna ma olej w glowie jesli takiego faceta prowokuje a
                                                > pozniej jest ofiara, ktorej "woli nie uszanowano"?

                                                A to ja sie powtorze uparcie jeszcze raz:
                                                a od kiedy mozna gwalcic tych, ktorzy sie glupio zachowuja?
                                                • Gość: trevik Re: zeby jechac 80, gdzie trzeba IP: *.dip.t-dialin.net 05.09.05, 15:12
                                                  Spokojnie.. ze zrozumieniem prosze.

                                                  Gwalcic nie wolno i to powinno byc zawsze karalne, ale BTW z duzym dystansem
                                                  podchodzilbym jako prokurator z formulowaniem aktu oskarzenia wylacznie na
                                                  podstawie zeznan ofiary (ktorych nikt nie potwierdza), ktora byla z wlasnej woli
                                                  na imprezie spita do nieprzytomnosci i jak sie "ocknela" to stwierdzila, ze
                                                  zostala zgwalcona i typuje gwalcicieli "na wyczucie", bo sama nic nie pamieta.
                                                  Czyli gwalcic nie wolno, ale wpedzanie sie w niektore sytuacje dobrowolnie to
                                                  glupota.

                                                  Gruss, T.
                                                  • ziemiomorze Re: zeby jechac 80, gdzie trzeba 05.09.05, 15:53
                                                    To ja moze przypomne, ze dyskusja wywiazala sie w zwiazku z
                                                    rzekoma 'wspolodpowiedzialnoscia' brutalnie pobitej i trzykrotnie zgwalconej
                                                    trzezwej kobiety. Ktorej nastepnie zyczliwa policja sugerowala jakos nie
                                                    pomogla, mimo ze znane byly personalia oskarzonych i ich miejsca zamieszkania.
                                                    Sprawa dosc oczywista, a gwalciciel chodzi po ulicach tego samego miasta, co
                                                    jego ofiara i 'patrzy na nia z pogarda'. Kwestia pijanej w sztok, ktora budzi
                                                    sie i nie wie, kto i co, to ekstremum, i tu - zwlaszcza wobec braku dowodow -
                                                    wyrokowac nie jest latwo,

                                                    PROGESSTERON
                                                  • Gość: trevik Re: zeby jechac 80, gdzie trzeba IP: *.dip.t-dialin.net 05.09.05, 16:27
                                                    Ja nic nie wiem o tym przypadku. Moim zdaniem sprawa jak najbardziej powinna byc
                                                    sprawdzona od A do Z, jesli istnieje taka mozliwosc. Problem jednakze jest w
                                                    tym, ze znamy tylko pare zdawkowych informacji i opinii, dziennikarz kieruje
                                                    opinie w strone korupcji podajac przyklady wczesniejszego ujecia ganstera, ale
                                                    oprocz "stereotypa w mercedesie" prawie nic wiecej.

                                                    > Sprawa dosc oczywista, a gwalciciel chodzi po ulicach tego samego miasta, co
                                                    > jego ofiara i 'patrzy na nia z pogarda'.

                                                    Tyle, ze w demokratycznym panstwie "oczywistosc" to czesto okazuje sie zbyt
                                                    malo, aby kogos zamknac, bo trzeba jeszcze miec solidny dowod a tymi solidnymi
                                                    dowodami w przypadku gwaltu sa lekarskie obdukcje i nasienie (a i tu jest
                                                    mozliwosc pomylki). Inne dowody juz nie sa tak obiektywne, jak np. zeznania
                                                    ofiary i swiadkow. I wiem, ze zamknac mozna nawet w procesach poszlakowych,
                                                    tyle, ze te ostatnie maja to do siebie, ze czasem sie okazuje, ze pozamykano
                                                    niewinnych, choc dla wszystkich wina byla "oczywista". Zdecydowanie za malo wiemy,

                                                    Gruss, T.
                                                  • wasza_bogini Re: zeby jechac 80, gdzie trzeba 05.09.05, 16:09
                                                    to dopiero glupota jesli bys z dystansem podchodzil do zeznan ofiar, ktore sa
                                                    glupie.

                                                    a poza tym- gwalt ma to do siebie, ze z reguly nikt go nie potwierdzi oprocz
                                                    ofiary.
                                                  • ggigus a poza tym jest tez ocena wiarygonosci 05.09.05, 16:11
                                                    dokonac jej moze przesluchujaca policjantka, czy psycholog.
                                                  • Gość: trevik Re: a poza tym jest tez ocena wiarygonosci IP: *.dip.t-dialin.net 05.09.05, 16:31
                                                    Czesto ta "ocena wiarygodnosci" jest bardzo sliska. Ja jednak chcialbym zyc w
                                                    panstwie w ktorym za kraty wsadzaja z lepszymi dowodami, niz opinia psychologa,
                                                    ktory czesto tylko dlatego ma stolek bieglego, ze ma wujka i ciocie gdzie trzeba,

                                                    Gruss, T.
                                                  • Gość: trevik Re: zeby jechac 80, gdzie trzeba IP: *.dip.t-dialin.net 05.09.05, 16:28
                                                    > to dopiero glupota jesli bys z dystansem podchodzil do zeznan ofiar, ktore sa
                                                    > glupie.

                                                    Glupota to jest podchodzenie bez dystansu do jakichkolwiek zeznan,

                                                    Gruss, T.
                                                  • tad9 Re: zeby jechac 80, gdzie trzeba 05.09.05, 16:36
                                                    Gość portalu: trevik napisał(a):

                                                    > Glupota to jest podchodzenie bez dystansu do jakichkolwiek zeznan,

                                                    Nawiasem mówiąc teoria "ponosimy odpowiedzialność tylko za swoje czyny" w
                                                    ujęciu tu proponowanym w połączeniu z waszymi rozważaniami o ruchu drogowym
                                                    daje ciekawe efekty. Ktoś może np. rozsypać gwoździe na drodze mówiąc:
                                                    odpowiadam za rozsypanie gwoździ, jeśli ktoś na to najedzie, to już na własną
                                                    odpowiedzialność. Taką "logikę" proponują nasze panie.
                                                  • hirondelle123 przykład-kuriozum!!! 06.09.05, 10:55
                                                    Pomyśl kolego zanim coś palniesz.
                                                    W historii z rozsypanymi gwoździami mamy osobę A która popełnia nieostrożność i
                                                    osobę B która pada ofiarą cudzej nieostrożności, czyli pechowego kierowcę.
                                                    Osoba B posiada cechę X czyli jest ofiarą która doznała krzywdy, nie
                                                    popełniając przy tym żadnej nieostrożności, zaś osoba A ma cechę Y czyli jest
                                                    krzywdzicielem.
                                                    W przypadku gwałtu jest zupełnie inaczej: osoba A popełnia nieostrożność w
                                                    wyniku której TO ONA doznaje krzywdy. Tutaj więc osoba A posiada cechę X i
                                                    pojawia się zupełnie nowea osoba C, która nie popełniła żadnej nieostrożności i
                                                    która posiada cechę Y - jest krzywdzicielem.
                                                    Gdyby twój przykład z gwoździami potraktować konsekwentnie i rozumowa.c dalej
                                                    zgodnie z zasadmi logiki, to Marzena czyli osoba A musiałaby wejść do domu
                                                    bandziora Kaczmarczyka czyli osoby B (wykazując tym samym nieostrożność -
                                                    analogia z rozsypaniem gwoździ) a następnie to ona powinna pobić i zgwałcić
                                                    osobę B czyli biednego bandziora Kaczmarczyka.
                                                    Logiczne myślenie nie jest twoja mocną stroną;)
                                                  • wasza_bogini Re: zeby jechac 80, gdzie trzeba 05.09.05, 16:40
                                                    mialam wrazenie, ze roznicujesz zeznania profesora uniwersytetu od zeznan
                                                    wiejskiej dziewczyny.
                                • Gość: Monia Re: Oczywiscie, ze twierdziles. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.05, 14:55
                                  Co uderza w pierwszej kolejności przy czytaniu wątku : jedynymi osobami
                                  piszącymi o prowokowaniu przez kobietę gwałtu , są mężczyzni.
                                  W kojeności następnej: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - wyobrażcie
                                  sobie , drodzy panowie , że wasza żona zostaje zgwałcona podczas powrotu z pracy
                                  ( policja sugeruje , że mogła to sprowokować obsciłą letnią garsonką ) lub
                                  wasza nastoletnia córka idzie na tańce , tam wypija o drinka za dużo i jest
                                  gwałcona brutalnie przez ( juz nie przesadzajmy ) jednego mężczyznę ( polcja
                                  sugeruje oczywiście , że to jej wina bo wypiła za dużo i ubrała bluzeczkę
                                  odkrywającą brzuch) . Oby nigdy się to wam ( i waszym bliskim kobietom ) nie
                                  przydażyło.
                                  • Gość: trevik Re: Oczywiscie, ze twierdziles. IP: *.dip.t-dialin.net 06.09.05, 15:10
                                    To wynika z tego, ze mezczyzni widocznie maja wiekszy dystans do sprawy a nie
                                    patrza na nia przez pryzmat "bo mnie sie to zdazyc moglo", dwa, mezczyzni jako
                                    adresaci maja na ogol lepsze mozliwosci dostrzegac ewidentne prowokowanie.

                                    Dalej juz nie trzeba byc mezczyzna aby sobie bez trudu wyobrazic kogos, kto np.
                                    nad soba nie panuje (upity, po dragach itd) i czym sie moze skonczyc
                                    prowokowanie takiego osobnika - do czegokolwiek, aby bylo jasne (np. zaczepienie
                                    go, aby wzbudzic w nim agresje, niekoniecznie go "rozpalac"). Co w tym jest
                                    nadzwyczajnego? To, ze podasz tu przyklad zony, czy corki opinii nie zmienia -
                                    moze ja tylko zmienic na mniej obiektywna, bo gdzies "sie straci" kontrast
                                    spojrzenia poprzez osobiste zaangazowanie. Wspolczucie to jedno a wystawianie
                                    sie na zbedne ryzyko to drugie. Poza tym nie dyskutujemy (przynajmniej ja) o
                                    winie a o przyczynach i skutkach, za to wielu paniom z forum te dwa sie
                                    potwornie myla,

                                    Gruss, T.
                          • ggigus skoro chcesz o podstawach 05.09.05, 13:57
                            ponosic odpow. za swoje czyny musi kazdy. Gwalciciel za zlamanie czyjejs woli
                            tez powinien ja poniesc.
                            I znow moje pytanie, na jakie nie dostalam odpow - jesli mezczyzna uszanuje
                            kobiece nie, jakie konseksnwencje musi ow mezczyzna poniesc? czy da sie te
                            konseksencje porownac z bolem i upokorzeniem po gwalcie
                            I od kiedy uwazasz, czyjes nie nie ma racji bytu? od stanu podniecenia seks.?
                            od przekonania - wiem, ze chcesz
      • adeladeotero Re: Gwałt to gwałt ale 06.09.05, 11:47
        Jakie ale, nie ma zadnego ale. Gwałt to gwałt!!! Głupie ciule, dopóki tego nie
        pojmiecie sądy będą umarzać sprawy jak w przypadku 13 latki zgwałcownej i
        pokaleczonej przez 3 facioli - sąd oddalił sprawę z powodu "małej szkodliwości
        społecznej"!!!!Głupia baba z tej sędziny. I tyle.
    • aureliana Re: wabienie 04.09.05, 20:33
      kazdy w KAZDEJ chwili, nawet w 'momencie tuz przed penetracja' ma pawo
      powiedziec nie.
      moze chciala sie z nim kochac,weszla do jego domu w tym celu. zapewne chciala
      MILO spedzic czas(kochajac sie). niewiadomo co sie stalo za drzwiami. moze
      zamiast byc milym, facet od razu ranal ja w twarz i zdarl z niej ubranie? byl
      super mily tylko do momentu zamkniecia za soba drzwi?
      jesli ktos mowi nie, w jakimkolwiek momencie- ma prawo to uszanowac.
      poza tym sa dziewczyny( w tym wieku, marzena miala wtedy 21lat, tyle co ja i
      moje kolezanki, wiec wiem co mowie), ktore calujac sie z przygodnym facetem,
      uprawiajac ten (paskudne slowo) petting nie mysla o seksie. uwierz mi. ze maja
      ochote sie calowac i dotykac, ale nie chca uprawiac seksu. dziewczyna byla .
      nierozsadna nawiazujac znajomosc z takim facetem( wyglad, wiadomo ze duzo
      silniejszy od niej, przygodny itp), ale NIC absolutnie NIC nie usprawiedliwia
      gwaltu.
      polecam obejrzenie filmu 'oskarzona'
      • tad9 Drogie panie 05.09.05, 16:27
        Uznałyście dość zgodnie, że "każdy ponosi odpowiedzialność tylko za swoje
        czyny". Doskonale. Trudno więc mówić - w przypadku który rozważamy -
        o "zwabieniu" tej kobiety. Wabienie - jakkolwiek wyglądało - było czynem
        (przyszłych) gwałcicieli, ale ulegnięcie mu i udanie się do mieszkania było
        czyniem kobiety, czyż nie? Nie wyraziła zgody na gwałt? Być może, pewne jest
        jednak, że poszła z obcym (obcymi?), nocą w obce miejsce. Czy nie ponosi
        odpowiedzialności za ten czyn? Ponosi. Zwracam przy tym uwagę, że mamy tu do
        czynienia z pewnym procesem, który na gwałcie się nie zaczyna, ani na nim się
        nie kończy. Dzielenie tego procesu na etapy "przed gwałtem, gwałt, po gwałcie),
        jest zabiegiem sztucznym. Jeśli przyjmiemy ujęcie zdarzenia jako procesu,
        musimy dojść do wniosku, że kobieta podejmując pewne działania, jest
        współodpowiedzialna za jego przebieg.
        • ggigus drogi panie! 05.09.05, 16:39
          pojscie doczyjegokolwiek mieszkania o jakiejkolwiek porze niczego nie oznacza
          • tad9 Re: drogi panie! 05.09.05, 16:41
            ggigus napisała:

            > pojscie doczyjegokolwiek mieszkania o jakiejkolwiek porze niczego nie oznacza

            Czyżby? Gdybym więc wpadł do Ciebie, powiedzmy, o 3 w nocy, nie zastanawiałabyś
            się, co to znaczy?
            • ggigus alez Tadziu, 05.09.05, 16:58
              zebys do mnie i tej porze wpadl, musialabym bc szalona i otoworzyc ci drzwi.
              Chociaz ostatnio pedze tak niezdrowy tryb zycia, ze mialbys szanse regularnie
              mnie o tej porze zastac w stanie czynnym. ale mniejsza.

              Powinienes inaczej zadac pytaanie - gdybys wyladowal u mnie o tej 3, co by to
              oznaczalo dla ciebie?
            • wasza_bogini Re: drogi panie! 05.09.05, 17:06
              chcialbys, zeby ggigus uznala Cie a priori za gwalciciela.?

              wszytsko jasne. masz ochote na ggigus.
              • ggigus hehe a w dodatku co noc 05.09.05, 17:09
                o trzeciej nad ranem pewien mily pan (juz go raz spotkalam na klatce schodowej)
                zostawia mi prase codzienna, jaka abonuje. Rozumujac a la Tad, powinnam tego
                pana kiedys uszczknac. albo ow pan gwalci wszystkie lokatorki i lokatorow, bo
                trzecia w nocy . ..
              • wasza_bogini Re: drogi panie! 05.09.05, 17:25
                a jak o trzeciej nad ranem bedziesz na forum feminizm albo kobieta, to uznam,
                ze poszukujesz kontaktow, wiesz jakich, ten, tego, tam.

                a wiec drogi tadzie Twoja obecnosc na forum feminizm po godzinie 20 bedzie cos
                oznaczala, ten, tego, tam, bara , bara, dzikie weze.
                • tad9 Re: drogi panie! 05.09.05, 17:30
                  wasza_bogini napisała:

                  > a jak o trzeciej nad ranem bedziesz na forum feminizm albo kobieta, to uznam,
                  > ze poszukujesz kontaktow, wiesz jakich, ten, tego, tam.
                  >
                  > a wiec drogi tadzie Twoja obecnosc na forum feminizm po godzinie 20 bedzie
                  cos
                  > oznaczala, ten, tego, tam, bara , bara, dzikie weze.


                  Przecież nie mówią o tym, co znaczy zachowanie X. Mówię, że COŚ znaczy.

            • kocia_noga Re: drogi panie! 07.09.05, 15:55
              tad9 napisał:

              > ggigus napisała:
              >
              > > pojscie doczyjegokolwiek mieszkania o jakiejkolwiek porze niczego nie ozn
              > acza
              >
              > Czyżby? Gdybym więc wpadł do Ciebie, powiedzmy, o 3 w nocy, nie
              zastanawiałabyś
              >
              > się, co to znaczy?

              Powiedzmy , że w2padłes do mnie o 3 w nocy , ja obiłam ci buźke , skopałam
              jąderka i wsadziłam w odbyt flaszkę.Następnie spuściłam ze schodów ( a na 2
              pietzre mieszkam).Przyznasz przecież, że sam się prosiłes , wchodząc.
        • wasza_bogini Re: Drogie panie 05.09.05, 16:43
          ale nie ponosi odpowiedzialnosci za gwalt w jakimkolwiek stopniu.
          • tad9 Re: Drogie panie 05.09.05, 16:47
            wasza_bogini napisała:

            > ale nie ponosi odpowiedzialnosci za gwalt w jakimkolwiek stopniu.

            A współodpowiedzialności za wykreowanie sytuacji w jakiej doszło do gwałtu?
            • wasza_bogini Re: Drogie panie 05.09.05, 16:51
              chyba tylko debil moze tak sadzic.

              radze Ci nie wychodz z domu po godzinie 20, bo bedziesz wspolodpowiedzialny za
              to, ze ktos cie napadnie.
              • wasza_bogini ps. 05.09.05, 16:58
                jelsi ktos zostawia samochod na ulicy, a nie na parkingu to nikt mu nie mowi
                tak durnych rzeczy o tym, ze wykreowal syuacje kradziezy w procesie zostawienia
                samochodu na ulicy, a nie na parkingu.
                bo zostal zwabiony tym, ze na ulicy nie musi placic za postoj samochodu.
                • Gość: męska świnia Re: ps. IP: *.chello.pl 07.09.05, 02:08
                  > jelsi ktos zostawia samochod na ulicy, a nie na parkingu to nikt mu nie mowi
                  > tak durnych rzeczy o tym, ze wykreowal syuacje kradziezy w procesie
                  zostawienia
                  >
                  > samochodu na ulicy, a nie na parkingu.
                  > bo zostal zwabiony tym, ze na ulicy nie musi placic za postoj samochodu

                  masz racje .. kradziez to kradzież z punktu widzenia prawa .. nawet jak
                  zostawię samochód otwarty z kluczykami w srodku .. tez kradziez z punktu
                  widzenia prawa ... ale z punktu widzenia ubezpieczyciela juz niekoniecznie
                  chyba?? ..
                  próbujac uogólnić ..
                  za gwałt odpowiedzialnośc ponosza wyłacznie sprawcy i powinni byc przykładnie
                  ukarani (oczywiscie jeśli istnieją dowody lub inne okoliczności potwierdzające
                  od tego jest policja, sąd i prokuratura) ...
                  za powstanie sytuacji w której tenże gwałt miał miejsce ponosi owo lekkomyslne
                  dziewczę współodpowiedzialność .. chociaż do okreslenia winy sprawców nie
                  powinno to mieć znaczenia ... ale ma np. dla okreslenia mojego (i zapewne nie
                  tylko) poziomu współczucia .. i tyle
          • aureliana Re: Drogie panie 05.09.05, 16:51
            tad, nie rozumiesz?
            przeczytaj co napisalam wyzej.
            moze ta dziewczyna chciala spedzil milo czas, moze chciala sie kochac z tym
            facetem( zapewne z tylko jednym), w tym celu poszla do niego do mieszkania,
            zaufala mu, byl mily, czuly(?). zamknal za soba drzwi, walnal ja w morde,
            zamiast delkatnie sie do tego zabrac, szarpal na niej ubranie, bil, zamiast
            mowic jakis slodkich slowek, ktore mowil np na tej dyskotece, zaczal jej
            ublizac... no sorry, mimo wczesniejszych checi moglo jej sie po takich akcjach
            odwidziec, prawda???
            nigdy sie tobie nie zdarzylo po np polgodzinnej rozmowie poprosic jakas
            panienke o nr telefonu? nigdy sie z tak przygodnie poznana dziewczyna nie
            umowiles? przyszla na spotkanie( chocby w twoim domu?)? zaufala tobie?
            i sztuczne jest rozbrajanie sytuacji na przd gwaltem, w czasie gwaltu i po-
            racja. mam kolezanke, ktora mi sie czasem zwierza ze swoich problemow z
            facetami. jednym z nich jest to, ze nie moze sie przelamac do seksu i sie juz
            zdarzalo wiele razy, ze lezala naga z facetem( niekoniecznie stalym partnerem)
            i jak juz juz mialo przyjsc co do czego to mowila jednak NIE. kazdy facet to
            uszanowal, nie robil zadnego problemu i zadnego halo ze mu stoi i nie moze
            sobie ulzyc;)
            raczej wprost przeciwnie, nikt jej nie potraktowal zle.
            wg ciebie mieli ja pieprzyc, bo skoro lezy naga to znaczy, ze chce i jak mowi
            NIE to mysli TAK itp...?
        • wasza_bogini Re: Drogie panie 05.09.05, 16:48
          mysle, ze ofiara gwlatu dalaby ci w tym momencie w twarz.
          jakim prawem wypisujesz tak wstretne, chamskie i obrzydliwe rzeczy. zastanow
          sie troche i w koncu puknij sie w glowe, bo twoj obraz swiata przypomina
          siedznei w domu po godzinie 18.
          jakbym wracala do domu 0 godzinie 24 i idac do domu zostalabym napadnieta, to
          nie ponosze zadnej odpowiedzilanosci za to, ze ktos jets kryminalista.
          trzeba walczyc z kryminalistami, a nie z ofiarami.
          gwalt jets gwaltem i nie jest zadnym procesem.
          • tad9 sakralizacja 05.09.05, 18:32
            Drogie panie
            Mam wrażenie, że dokonujecie tutaj czegoś w rodzaju sakralizacji ofiary gwałtu:
            sam fakt, że kobieta została zgwałcona ustawia ją w waszych oczach w swego
            rodzaju przestrzeni metafizycznej, gdzie nie liczą się zgoła żadne okoliczności
            w jakich do gwałtu doszło, można jedynie oddawać się kontenplacji cierpień
            ofiary, a robienie czegoś innego świadczy o moralnym deficycie. Rozumiem to
            podejście, ale z tego nie wynika jeszcze, bym miał się z nim zgadzać. Można do
            rzeczy podchodzić w sposób mniej irracjonalny, można mianowicie w sposób w
            miarę obiektywny przedstawiać i oceniać fakty, a fakty wyglądają tutaj tak:
            gdyby owa kobieta do obcego mieszkania nocą nie poszła, do gwałtu by
            prawdopodobnie nie doszło.
            Jak ocenimy ten fakt? Wy chcecie go anulować, ja twierdzę, że ofiara
            przyczyniła się mocno do stworzenia sytuacji sprzyjającej gwałtowi. Uważam, ze
            moje podejście jest znacznie bardziej trzeźwe, więcej! Przyznaje kobietom moc
            sprawczą, zamiast przedstawiać je jako marionetki miotane przez siły, na które
            nie mają wpływu.
            • ggigus nie sakralizuje nikogo 05.09.05, 18:40
              raczej okazuje wspolczucie. I domagam sie prawa do nie i pytam ponownie (!!!) o
              te straszne konsekwencje, gdyby nie Marzeny i wzytkich innych kobiet
              uszanowano.
            • wasza_bogini madrzejsi od Ciebie uwazaja,ze sie mylisz nt. 05.09.05, 18:43

            • ziemiomorze Re: sakralizacja 06.09.05, 02:00


              Przyjmujac Twoje 'wspolodpowiedzialne' stanowisko, mozna przyjac, ze bardzo
              czesto wspolodpowiedzialne za zbrodnie i przewinienia sa ich ofiary. Plci
              obydwojga.
              Jesli wiec ktos - dajmy na to - porwie dla okupu i zabije Twojego syna, bo,
              zalozmy, nie kryjesz sie ze swoja zamoznoscia, to przyjaciele, ktorzy sie
              dowiedza beda mogli uniesc protekcjonalnie palce do gory i pouczyc Cie o Twojej
              wspolodpowiedzialnosci. Unikna wtedy zarzutu sakralizacji, spojrza na Twoja
              tragedie i bol trzezwo, bez falszu, dadza Ci moc sprawcza.
            • hirondelle123 Re: sakralizacja 06.09.05, 08:37
              Co za brednie! To własnie twoje podejście jest irracjonalne, bo to ty wymyślasz
              sobie jakieś bezsensowne opisy rzeczywistości w rodzaju "wykreowania
              okoliczności sprzyjających zbrodni". Twoje rozmówczynie wręcz przeciwnie,
              kierują się trzeźwym, prawniczym osądem sytuacji. To co ty tutaj wymyślasz to
              tylko przelewanie z pustego w próżne, bo i tak nic z takiego rozumowania nie
              wynika.
              Zresztą już wyżej ktoś poprosił cię o przedstawienie wniosków.
              I co?
              Nic, oczywiście.
              Nie odpowiedziałeś na tamten post tylko dalej tłuczesz to samo.
              Napisz w końcu co konstruktywnego może wynikać z faktu, że różni ludzie w
              różnych sytuacjach "współkreują okoliczności sprzyjające zbrodni".
              (cytując klasyka: gospodarka, głupcze, gospodarka!!! - wnioski, tad, wnioski!!!)
              • Gość: Monia Re: sakralizacja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.05, 15:02
                Co uderza w pierwszej kolejności przy czytaniu wątku : jedynymi osobami
                piszącymi o prowokowaniu przez kobietę gwałtu , są mężczyzni.
                W kojeności następnej: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - wyobrażcie
                sobie , drodzy panowie , że wasza żona zostaje zgwałcona podczas powrotu z pracy
                ( policja sugeruje , że mogła to sprowokować obsciłą letnią garsonką ) lub
                wasza nastoletnia córka idzie na tańce , tam wypija o drinka za dużo i jest
                gwałcona brutalnie przez ( juz nie przesadzajmy ) jednego mężczyznę ( polcja
                sugeruje oczywiście , że to jej wina bo wypiła za dużo i ubrała bluzeczkę
                odkrywającą brzuch) . Oby nigdy się to wam ( i waszym bliskim kobietom ) nie
                przydażyło.
                • tad9 Nierówność 06.09.05, 20:00
                  Gość portalu: Monia napisał(a):

                  > Co uderza w pierwszej kolejności przy czytaniu wątku : jedynymi osobami
                  > piszącymi o prowokowaniu przez kobietę gwałtu , są mężczyzni.

                  A mnie uderza co innego. Uderza mnie to, że piszące w tym wątku panie nie chcę
                  uznać faktów. A fakty te wyglądają tak: jeśli kobieta ubiera stymulujący
                  erotycznie strój, zachowuje się w sposób stymulujący erotycznie w towarzystwie
                  osób zażywających takie czy inne środki rozluźniające samokontrolę, jeśli udaje
                  się z obcymi w obce miejsce - ryzykuje. Ryzkuje np. gwałt. Nie mają prawa jej
                  zgwałcić? Ma prawo w każdej chwili powiedzieć "nie"? Cóż z tego? Co to zmienia?
                  Mężczyźni, czy wogóle ludzie, powinni się kontrolować? Powinni. I.....?
                  Doświadczenie uczy nas, że zdarza się, iż kontrolować się przestają, zdarzają
                  się także osobnicy, którzy świetnie się kontrolując robią bliźnim brzydkie
                  psikusy. Tak wyglądają fakty, a ponieważ w sferze o której tu mówimy, to
                  kobieta ma więcej do stracenia, więc w sferze tej kobiecie wolno mniej. I tyle.
                  Brzmi to paskudnie? Jest nie do przyjęcia? Przykro mi - taka jest rzeczywistość
                  i jeśli ktoś ją zlekceważy, może za to drogo zapłacić. Oczywiście, żadna z
                  tutejszych pań nie może zgodzić się z tą nierównością, za nic nie przyzna, że
                  istnieją obszary, w których kobietom wolno mniej. Są jednak na tyle rozsądne,
                  że godzą się w tym "w podtekście". Bo cóż innego znaczą te uwagi
                  o "naiwności", "braku doświadczenia" czy "naiwności" zgwałconej? Cały
                  mój "antyfeminizm", polega na tym, że artykułuję jasno, to, co wiedzą, a czego
                  nie chcą przyznać tutejsze feministki - kobiety i mężczyźni nie są równi.
                  • ziemiomorze Re: Nierówność 06.09.05, 20:13
                    Problem polega na tym, ze gwalciciela moze podniecic cokolwiek.
                    Ofiarami gwaltu bywaja i ubrane jak babilonskie nierzadnice laski w wieku lat
                    22, jak i 4-letnie dziewczynki oraz 87-letnie staruszki. Bylo w nich cos, co
                    gwalciciela sprowokowalo - moze dziewczynka sie do niego usmiechnela, a
                    staruszka w widoczny sposob bala.

                    Gwalciciel jest w jakis sposob chory, ma zaburzony oglad rzeczywistosci - kazde
                    zachowanie moze odczytac jako zachecajace. Stad cale Twoje bajdurzenie
                    o 'wspolodpowiedzialnosci' ofiar i tym, ze probujesz oddac ofiarom poczucie
                    sprawstwa' (swoja droga - szczyt demagogii) jest psu na bude.

                    Problem rozwiazano np. w Arabii Saudyjskiej, w ktorej pokuse (=kobiete) ubiera
                    sie w abaye, pornografia jest niedostepna, a na opakowaniach zagranicznych
                    produktow czy plyt specjalne sluzby przed wpuszczeniem ich na rynek zamazuja
                    czarnymi flamastrami odkryte czesci ciala u kobiet (widzialam plyte Madonny z
                    prawie czarna okladka i opakowanie po depilatorze, gdzie zamazany byl widoczny
                    fragment nogi i dlon). Jesli jeszcze dodac do tego fakt, ze kobiety same nie
                    wychodza z domu - istotnie, trudno o pokuse dla gwalciciela, brak impulsu.
                    W krajach, gdzie kobiet sie nie chowa - gwalcicielowi wystarczy cokolwiek.
                    Jasne jest, ze sa zachowania mniej lub bardziej lekkomyslne, glupie, naiwne - w
                    zadnym jednak z nich nie mozna ofierze powiedziec, ze 'sama sie prosila'
                    czy 'jest wspolodpowiedzialna'.
                    • ggigus a w dyskusji - kobietom wolno mniej 06.09.05, 20:17
                      i basta, to sie nawet dyskutowac nie chce.
                      ciesz sie Tad, ze siedzisz Polsce, bo tylko tutaj mozna cos takiego glosic.
                      • tad9 Re: a w dyskusji - kobietom wolno mniej 06.09.05, 20:25
                        ggigus napisała:

                        > i basta, to sie nawet dyskutowac nie chce.
                        > ciesz sie Tad, ze siedzisz Polsce, bo tylko tutaj mozna cos takiego glosic.


                        Chcesz powiedzieć, że tylko w Polce ocalała wolność słowa? Nie jest chyba tak
                        źle?
                        • wasza_bogini Re: a w dyskusji - kobietom wolno mniej 06.09.05, 20:28
                          ocalala wolnosc czegos innego
                    • kocia_noga Re: Nierówność 07.09.05, 16:04
                      ziemiomorze napisała:

                      > Problem polega na tym, ze gwalciciela moze podniecic cokolwiek.
                      > Ofiarami gwaltu bywaja i ubrane jak babilonskie nierzadnice laski w wieku lat
                      > 22, jak i 4-letnie dziewczynki oraz 87-letnie staruszki. Bylo w nich cos, co
                      > gwalciciela sprowokowalo - moze dziewczynka sie do niego usmiechnela, a
                      > staruszka w widoczny sposob bala.
                      >
                      > Gwalciciel jest w jakis sposob chory, ma zaburzony oglad rzeczywistosci -
                      kazde
                      >
                      > zachowanie moze odczytac jako zachecajace. Stad cale Twoje bajdurzenie
                      > o 'wspolodpowiedzialnosci' ofiar i tym, ze probujesz oddac ofiarom poczucie
                      > sprawstwa' (swoja droga - szczyt demagogii) jest psu na bude.
                      >
                      > Problem rozwiazano np. w Arabii Saudyjskiej, w ktorej pokuse (=kobiete)
                      ubiera
                      > sie w abaye, pornografia jest niedostepna, a na opakowaniach zagranicznych
                      > produktow czy plyt specjalne sluzby przed wpuszczeniem ich na rynek zamazuja
                      > czarnymi flamastrami odkryte czesci ciala u kobiet (widzialam plyte Madonny z
                      > prawie czarna okladka i opakowanie po depilatorze, gdzie zamazany byl
                      widoczny
                      > fragment nogi i dlon). Jesli jeszcze dodac do tego fakt, ze kobiety same nie
                      > wychodza z domu - istotnie, trudno o pokuse dla gwalciciela, brak impulsu.
                      > W krajach, gdzie kobiet sie nie chowa - gwalcicielowi wystarczy cokolwiek.
                      > Jasne jest, ze sa zachowania mniej lub bardziej lekkomyslne, glupie, naiwne -
                      w
                      >
                      > zadnym jednak z nich nie mozna ofierze powiedziec, ze 'sama sie prosila'
                      > czy 'jest wspolodpowiedzialna'.
                      >
                      >
                      Mimo tych zabiegów gwałty się tam zdarzają i to dość często. Zdarza się ,że
                      gwałciciel oskarża wówczas kobietę o np nierząd , albo tak jak tad , o to, że
                      sprowokowała i karze się właściwą sprawczynię gwałtu.
                  • hirondelle123 frazesy, frazesy, frazesy... 07.09.05, 10:43
                    Znowu błąd logiczny. Tad, zacznij wreszcie myśleć za pomocą głowy a nie
                    antykobiecych uprzedzeń!
                    Z faktu, że kobieta ryzykuje więcej w żadnym razie nie wynika, że wolno jej
                    mniej!!!
                    Wolno jej dokładnie tyle samo co i mężczyźnie, tyle ze powinna mieć świadomość
                    że w razie czego to ona będzie bardziej stratna - facet co najwyżej pójdzie na
                    rok, dwa siedzieć, ona będzie miała koszmary do końca życia.
                    Powiedzmy, że dwóch mężczyzn bierze udział w bardzo niebezpiecznym rajdzie
                    samochodowym. Jeden jest biedny a drugi bogaty. Ten drugi ma znacznie więcej do
                    stracenia - podobnie jak więcej do stracenia ma kobieta w sytuacji sprzyjającej
                    niechcianemu seksowi. Zgodnie z twoją pseudologiką ten drugi, bogatszy
                    mężczyzna ma mniejsze prawo do udziału w rajdzie - bo jemu wolno mniej.
                    Widzisz absurdalność swojego rozumowania?
                    Ty właściwie w ogóle nie myślisz. Zamiast myśleć wyklepujesz wyuczone na pamięć
                    formułki o rzekomej "nieróności płci". To straszne, że można aż do tego stopnia
                    ulec jakijś głupiej ideologii!
                    • tad9 Re: frazesy, frazesy, frazesy... 07.09.05, 15:39
                      hirondelle123 napisała:

                      > Znowu błąd logiczny. Tad, zacznij wreszcie myśleć za pomocą głowy a nie
                      > antykobiecych uprzedzeń!
                      > Z faktu, że kobieta ryzykuje więcej w żadnym razie nie wynika, że wolno jej
                      > mniej!!!
                      > Wolno jej dokładnie tyle samo co i mężczyźnie, tyle ze powinna mieć
                      świadomość
                      > że w razie czego to ona będzie bardziej stratna


                      Ok. Możesz nazywać to w ten sposób: "powinna mieć świadomosć, że w razie czego
                      to ona będzie bardziej stratna". Skoro wolisz takie ujęcie, nie będę się
                      upierał przy moim.
        • kocia_noga Re: Drogie panie 07.09.05, 15:53
          tad9 napisał:

          > Uznałyście dość zgodnie, że "każdy ponosi odpowiedzialność tylko za swoje
          > czyny". Doskonale. Trudno więc mówić - w przypadku który rozważamy -
          > o "zwabieniu" tej kobiety. Wabienie - jakkolwiek wyglądało - było czynem
          > (przyszłych) gwałcicieli, ale ulegnięcie mu i udanie się do mieszkania było
          > czyniem kobiety, czyż nie? Nie wyraziła zgody na gwałt? Być może, pewne jest
          > jednak, że poszła z obcym (obcymi?), nocą w obce miejsce. Czy nie ponosi
          > odpowiedzialności za ten czyn? Ponosi. Zwracam przy tym uwagę, że mamy tu do
          > czynienia z pewnym procesem, który na gwałcie się nie zaczyna, ani na nim się
          > nie kończy. Dzielenie tego procesu na etapy "przed gwałtem, gwałt, po
          gwałcie),
          >
          > jest zabiegiem sztucznym. Jeśli przyjmiemy ujęcie zdarzenia jako procesu,
          > musimy dojść do wniosku, że kobieta podejmując pewne działania, jest
          > współodpowiedzialna za jego przebieg.


          Ty ale tadziu gupi jak but jesteś. Pójście do mieszkania nie jest aktem
          karalnym , kumasz?
          • tad9 Re: Drogie panie 07.09.05, 16:41
            kocia_noga napisała:

            > Ty ale tadziu gupi jak but jesteś. Pójście do mieszkania nie jest aktem
            > karalnym , kumasz?


            A co to ma do rzeczy?
    • zlotoslanos Re: wabienie 07.09.05, 11:11
      tad9 napisał:

      > W "GW" na pierwszej stronie czytamy dziś o gwałcie. Policjanci ponoć
      > nieoficjalnie sugerują, że kobieta sama sprowokowała gwałcicieli. "GW"
      > pisze: "Po dyskotece zwabiono ją do jednego z lubelskich mieszkań, gdzie
      > została brutalnie pobita i zgwałcona przez trzech mężczyzn". Niewiele tu
      > faktów, ale i to co jest daje do myślenia. Co to znaczy "zwabiono ją"? Wabić
      > można pięciolatki, no, powiedzmy dziesięciolatki, nawet 15 latki, ale 22
      > letnią kobietę?

      Odpowiadam na pytanie "co to znaczy zwabienie".Dokladnie to samo co przezyl pan
      pod 30,rozwiedziony,umowiony z pania a podstepnie sterroryzowany,wywieziony do
      lasu i gwalcony przez dwoch zwyrodnialcow(onan,anal,oral).I tu odpowiedz na Twe
      pytanie"co to znaczy wabienie,zwabic mozna 5 no 10 latke " ale 30 letniego
      mezczyzne?
      • kocia_noga Re: wabienie 07.09.05, 16:06
        zlotoslanos napisała:

        > tad9 napisał:
        >
        > > W "GW" na pierwszej stronie czytamy dziś o gwałcie. Policjanci ponoć
        > > nieoficjalnie sugerują, że kobieta sama sprowokowała gwałcicieli. "GW"
        > > pisze: "Po dyskotece zwabiono ją do jednego z lubelskich mieszkań, gdzie
        > > została brutalnie pobita i zgwałcona przez trzech mężczyzn". Niewiele tu
        > > faktów, ale i to co jest daje do myślenia. Co to znaczy "zwabiono ją"? Wa
        > bić
        > > można pięciolatki, no, powiedzmy dziesięciolatki, nawet 15 latki, ale 22
        > > letnią kobietę?
        >
        > Odpowiadam na pytanie "co to znaczy zwabienie".Dokladnie to samo co przezyl
        pan
        >
        > pod 30,rozwiedziony,umowiony z pania a podstepnie sterroryzowany,wywieziony
        do
        >
        > lasu i gwalcony przez dwoch zwyrodnialcow(onan,anal,oral).I tu odpowiedz na
        Twe
        >
        > pytanie"co to znaczy wabienie,zwabic mozna 5 no 10 latke " ale 30 letniego
        > mezczyzne?


        hehe, załozymy się ? Odpowie ci tad9 , czy nieodpowie?
      • tad9 Re: wabienie 07.09.05, 16:41
        zlotoslanos napisała:


        > Odpowiadam na pytanie "co to znaczy zwabienie".Dokladnie to samo co przezyl
        pan
        >
        > pod 30,rozwiedziony,umowiony z pania a podstepnie sterroryzowany,wywieziony
        do
        >
        > lasu i gwalcony przez dwoch zwyrodnialcow(onan,anal,oral).I tu odpowiedz na
        Twe
        >
        > pytanie"co to znaczy wabienie,zwabic mozna 5 no 10 latke " ale 30 letniego
        > mezczyzne?


        Dokładnie to samo, czyli co właściwie?
        • zlotoslanos Re: wabienie 08.09.05, 10:20
          tad9 napisal Dokladnie to samo czyli co wlasciwie?
          Odpowiadam-dokladnie ten sam rodzaj szoku po skutecznym "zwabieniu".Wiek
          zwabionej ofiary jak i plec nie ma jak widzisz znaczenia.A tak na happy end a
          raczej jako dobry zart dodam,ze zona zwabionego zapalala don nowa
          miloscia,zszokowana jego bolem,cierpieniem wrocila do niego, mimo rozwodu a
          jesli nauka nie poszla w las nie bedzie maz szukal uciech w ogloszeniach,tylko
          doceni to co ma :-)Wabienie czasami ma sens jak widac :-)
          • Gość: Monia Do Teda IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.05, 11:17
            Napiszę teraz coś od siebie
            W wieku 7 lat byłam molestowana przez dorosłego mężczyznę , dzieciatego ,
            żonatego . Mężczyzna ów zabawiał się z wieloma dziećmi z sąsiedztwa . Mężyczna
            ten nigdy nie został ukarany . Wiesz , Ted , dlaczego ? Moja matka( i cała
            reszta rodziców ) BAŁA SIĘ zgłosić sprawę . Bała się , bo w tamtych czsach nie
            było pokojów przesłuchań dla dzieci. Bała się , bo przy przesłuchiwaniu ofiary
            molestowania były wyśmiewane , sugerowało się , że SPROWOKOWAŁY sprawcę .
            Wreszcie bała się , bo sprawa niechybnie wiązała się z rozgłosem w okolicy.
            Moja matka zrobiła wywiad wśród znajomych sąsiadów( opowiadając jakoby o
            wypadku zaszłyszanym gdzieś tam ).Wiesz co większosc z nich powiedziała ? "
            Noo , to ta mała COŚ musiała zrobić " , " Pewnie go kokietowała , małe
            dziewczynki często tak robią ", " Pewnie jej matka to się szlajała , to i
            córka ....".
            Podążając twoim tropem , tak , sprowokowałam go . Gdy jechałam z nim i jego
            dziećmi ( chodzącymi ze mną do klasy , po uprzedniej konsultacji z moją matką ,
            zostawieniu adresu i nr tel pana )zgodziłam się usiąść na przednim siedzeniu
            samochodu .Sprowokowałam go , bo po dotarciu na miejsce , gdy wysłał swoje
            dzieciaki na górę ( z garażu ) nic nie powiedziałam , gdy zamknął moje drzwi.
            Sprowokowałam go , bo gdy wpychał swoje paluchy w moje majtki , nie
            powiedziałam " nie " . To była moja wielka , życiowa prowokacja .

            • kocia_noga Re: Do Teda 08.09.05, 11:34
              Gość portalu: Monia napisał(a):

              > Napiszę teraz coś od siebie
              > W wieku 7 lat byłam molestowana przez dorosłego mężczyznę , dzieciatego ,
              > żonatego . Mężczyzna ów zabawiał się z wieloma dziećmi z sąsiedztwa .
              Mężyczna
              > ten nigdy nie został ukarany . Wiesz , Ted , dlaczego ? Moja matka( i cała
              > reszta rodziców ) BAŁA SIĘ zgłosić sprawę . Bała się , bo w tamtych czsach
              nie
              > było pokojów przesłuchań dla dzieci. Bała się , bo przy przesłuchiwaniu
              ofiary
              > molestowania były wyśmiewane , sugerowało się , że SPROWOKOWAŁY sprawcę .
              > Wreszcie bała się , bo sprawa niechybnie wiązała się z rozgłosem w okolicy.
              > Moja matka zrobiła wywiad wśród znajomych sąsiadów( opowiadając jakoby o
              > wypadku zaszłyszanym gdzieś tam ).Wiesz co większosc z nich powiedziała ? "
              > Noo , to ta mała COŚ musiała zrobić " , " Pewnie go kokietowała , małe
              > dziewczynki często tak robią ", " Pewnie jej matka to się szlajała , to i
              > córka ....".
              > Podążając twoim tropem , tak , sprowokowałam go . Gdy jechałam z nim i
              jego
              > dziećmi ( chodzącymi ze mną do klasy , po uprzedniej konsultacji z moją
              matką ,
              >
              > zostawieniu adresu i nr tel pana )zgodziłam się usiąść na przednim siedzeniu
              > samochodu .Sprowokowałam go , bo po dotarciu na miejsce , gdy wysłał swoje
              > dzieciaki na górę ( z garażu ) nic nie powiedziałam , gdy zamknął moje drzwi.
              > Sprowokowałam go , bo gdy wpychał swoje paluchy w moje majtki , nie
              > powiedziałam " nie " . To była moja wielka , życiowa prowokacja .
              >


              Ech , Moniu , szkoda gadać.Ani argumenty logiczne , ani próby uruchomienia
              wyobraxni nie zadziałają. Zobaczysz poza tym , co się stanie.Tad uzna swoje
              tezy za udowodnione w tym wątku , oraz w następnym , który założył i zacznie
              się posługiwac tym jako dowodem w swojej sprawie.Jego sprawa jest pzryczyną
              bywania na tym forum.

              Zapraszamy do rozmowy
              • Gość: Monia Ehhh IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.05, 12:22
                Ja po prostu nie rozumiem takiej pokrętnej logiki. Jak czytam teda od razu
                przypominają mi się ci wszyscy " uczciwi ludzie " z tamtych dni. I mną trzęsie .
                • kocia_noga Re: Ehhh 08.09.05, 12:34
                  Gość portalu: Monia napisał(a):

                  > Ja po prostu nie rozumiem takiej pokrętnej logiki.

                  Bo to nie jest racjonalne.

                  Jak czytam teda od razu przypominają mi się ci wszyscy " uczciwi ludzie " z
                  tamtych dni. I mną trzęsie
                  > .

                  Mam nadzieję ,że się to zmienia , między innymi dzięki feminizmowi.To marna
                  pociecha dla ciebie , ale krok po kroku , powoli ludzie zaczynaja inaczej
                  mysleć , oprócz takich jak tad9 , zainteresowanych w niezmienianiu stanu
                  rozumianego jako dla nich korzystny.
                • ziemiomorze Re: Ehhh 08.09.05, 12:40
                  Gość portalu: Monia napisał(a):

                  > Ja po prostu nie rozumiem takiej pokrętnej logiki. Jak czytam teda od razu
                  > przypominają mi się ci wszyscy " uczciwi ludzie " z tamtych dni. I mną
                  trzęsie.

                  Tacy sami 'uczciwi ludzie' (w tym rodzice ofiar) bronili przestepcy -
                  dyrygenta, ktory przez kilkadziesiat lat molestowal malych chlopcow ze swojego
                  choru. Jednak mysle, ze cos sie zmienia, skoro po latach ofiary dyrygenta
                  zdecydowaly sie mowic, a facet - w koncu - zostal odizolowany i osadzony.
                  Pojawiaja sie filmy na takie tematy, artykuly w prasie... ludzie powoli zdaja
                  sobie sprawe, ze to nie ofiara jest winna. Osmielili sie na tyle, ze pojawiaja
                  sie oskarzenia na wsiach w stosunku do molestujacych ksiezy (!).

                  Mysle, ze ted w swojej glupocie (co do ktorej zrodel mam swoje mroczne
                  przypuszczenia) jest osamotniony. Popatrz na dyskusje - z poparcia dla niego
                  wycofal sie nawet ultraprawicowy balthazarus, a trevik mowil o czym zupelnie
                  innym, niz 'wspolodpowiedzialnosc'.

                  A takie traumy jak Twoja najlepiej rozwiazac z fajna terapeutka.
                  • Gość: Monia Re: Ehhh IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.05, 13:09
                    Fajną terapeutkę znalazłam. Chodzę sobie do niej i świat pomału robi się
                    lepszy. :)
                    A co do zmian to masz rację - zmienia się na lepsze , powoli ale się
                    zmienia .Chociażby jeśli chodzi o metody działania policji , aczkolwiek kary za
                    takie przestępstwa nadal są za niskie .
    • margot_may Re: wabienie 08.09.05, 19:03
      tad9 napisał:

      > W "GW" na pierwszej stronie czytamy dziś o gwałcie. Policjanci ponoć
      > nieoficjalnie sugerują, że kobieta sama sprowokowała gwałcicieli. "GW"
      > pisze: "Po dyskotece zwabiono ją do jednego z lubelskich mieszkań, gdzie
      > została brutalnie pobita i zgwałcona przez trzech mężczyzn". Niewiele tu
      > faktów, ale i to co jest daje do myślenia. Co to znaczy "zwabiono ją"? Wabić
      > można pięciolatki, no, powiedzmy dziesięciolatki, nawet 15 latki, ale 22
      > letnią kobietę?

      a dlaczego nie? pięciolatka rozumiem nie jest współwinna zaistniałej sytuacji,
      ale 22 latka już tak? czyli o współwinie decyduje wiek?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka