Dodaj do ulubionych

Czy na forum są jeszcze jakieś feministki?

12.09.02, 13:25
Trafiłem na to forum, żeby dyskutować z feministkami o feminizmie. Jednak po
dłuższym czasie dyskutowania okazuje się, że tu właściwie nie ma feministek!!!

Pół roku dyskutowałem z Suzume, biorąc ją za feministkę, by nagle zaskoczyła
mnie pytaniem "A czy ja kiedykoilwiek pisałam, że jestem feministką?".
Podobnie Sagan uchyla się od odpowiedzi na pytanie o stosunek do feminizmu...
Czy są tu jeszcze jakieś feministki???
Obserwuj wątek
    • Gość: sagan Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: *.desy.de 12.09.02, 15:25
      maciej.k1 napisał:


      > Podobnie Sagan uchyla się od odpowiedzi na pytanie o
      > stosunek do feminizmu...
      > Czy są tu jeszcze jakieś feministki???

      ja sie nie uchylam, po prostu tam bylo to nie na temat i
      bez zwiazku z meritum.

      poza tym to forum 'feminizm' a nie 'tylko dla
      feministek', wiec w czym problem? poza tym forum jest
      publiczne i kazdy ma prawo sie odezac.

      ja sie raczej nie uwazam za feministke, bo wydaje mi sie,
      ze do tego powinnam byc bardziej zaangazowana. nie znam
      teorii i fali feminizmu, prawie nie znam czolowych
      przedstawicielek nurtow. po prostu dyskutuje o rownosci i
      sprawiedliwosci, o dyskryminacji i rownych szansach.
      jesli to czyni mnie feministka - to nia jestem. ale we
      wlasnym odczuciu musialabym dzialac aby sie tak nazwac.
      tyle. zadowolony, Macieju?
      • Gość: tad Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.02, 16:20
        Gość portalu: sagan napisał(a):

        > maciej.k1 napisał:
        >
        >
        > > Podobnie Sagan uchyla się od odpowiedzi na pytanie o
        > > stosunek do feminizmu...
        > > Czy są tu jeszcze jakieś feministki???
        >
        > ja sie nie uchylam, po prostu tam bylo to nie na temat i
        > bez zwiazku z meritum.
        >
        > poza tym to forum 'feminizm' a nie 'tylko dla
        > feministek', wiec w czym problem? poza tym forum jest
        > publiczne i kazdy ma prawo sie odezac.
        >
        > ja sie raczej nie uwazam za feministke, bo wydaje mi sie,
        > ze do tego powinnam byc bardziej zaangazowana. nie znam
        > teorii i fali feminizmu, prawie nie znam czolowych
        > przedstawicielek nurtow. po prostu dyskutuje o rownosci i
        > sprawiedliwosci, o dyskryminacji i rownych szansach.
        > jesli to czyni mnie feministka - to nia jestem. ale we
        > wlasnym odczuciu musialabym dzialac aby sie tak nazwac.
        > tyle. zadowolony, Macieju?

        Skoro nie zajmują Cię teorie feministyczne, to słusznie robisz unikając
        nazywania się feministką. Jesli się tymi teoriami zaintersujesz, może się nagle
        okazać, ze jesteś antyfeministką.
        • Gość: sagan Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: *.desy.de 12.09.02, 17:13
          Gość portalu: tad napisał(a):


          > Skoro nie zajmują Cię teorie feministyczne, to słusznie
          > robisz unikając nazywania się feministką. Jesli się
          > tymi teoriami zaintersujesz, może się nagle okazać, ze
          > jesteś antyfeministką.

          :)
          ale dyskutowac tutaj prawo ciagle mam, tak? :)
          • zlotyrybek Re: niezły numer 12.09.02, 17:17
            Albo to forum należy skasować (i zastąpić czymś bardziej adekwatnym np.
            Równość/ Równouprawnienie/ Dyskryminacja...) albo bycie feministką to baaardzo
            wstydliwa sprawa ....:)
    • spinelli Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? 13.09.02, 18:19
      Jezus Maria! A do czego tobie Macku feministki potrzebne?
      • Gość: Maciej Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.02, 21:51
        spinelli napisała:

        > Jezus Maria! A do czego tobie Macku feministki potrzebne?

        No wiesz... Przepraszam... Ja tylko chciałem trochę podyskutować z jakąś
        feministką o feminizmie... ;-)

        Ale jeśli uważasz, że feministki są do niczego niepotrzebne - nie będę się
        upierać...
        • spinelli Sa, ale co z tego? 14.09.02, 04:59
          Maciej napisal:
          >>Ale jeśli uważasz, że feministki są do niczego niepotrzebne - nie będę się
          upierać...<<

          A ja mysle ze jednak bedziesz.
          I uwazam ze feministki potrzebne sa... swiatu (!) a nie Mackowi K.

          >>Przepraszam...<<

          Wcale nie przepraszasz

          >>Ja tylko chciałem trochę podyskutować z jakąś feministką o feminizmie...<<

          Problem w tym ze ty nie dyskutujesz. Ty nauczasz.
          Co jakis czas ktoras z nas zostaje utytulowana przez ciebie slodkim a
          poblazliwym mianem "Biedactwo", ze niemal przytulona sie czuje to twej
          szerokiej ojcowskiej piersi (Tatus wie najlepiej).
          Co ty biedactwo wiesz o zyciu...
          Kiedys mnie sie takie biedactwo dostalo, (no i moj feministyczny swiat legl w
          gruzach) a wczoraj czy przedwczoraj Suzume.

          To do dupy taka dyskusja.

          Przy tym masz denerwujacy sposob kontrargumentowania, (niewybaczalny u osoby,
          ktora niewatpliwe ma wielki zasob PRAWDZIWYCH argumentow). Otoz znowu zacytuje:
          >>Ale jeśli uważasz, że feministki są do niczego niepotrzebne - nie będę się
          upierać...<<
          Przeciez wiadomo co ja uwazam i wiadomo tez ze po to jest dyskusja zeby sie
          upierac. (Wiem, wiem, powiesz "nie upierac tylko logicznie polemizowac" albo
          jeszcze ladniej to ujmiesz).

          Nie wiem co mnie bardziej obraza; czy to twoje "biedactwo" (A teraz dodaj "nie
          wiedzialem, ze feministki to takie wrazliwe dusze") czy haslo ze wszystkie
          feministki to kurwy. Nigdy, przenigdy nie bylabym w stanie udowodnic autorowi
          tamtego watku, ze tak nie jest.

          I, zeby to wszystko ujac na koniec do kupy to powtarzam, feministki na pewno
          nie sa ci potrzebne do dyskusji, ot, ladniej to wyglada na forum kiedy miedzy
          Tad a Maciej, Maciej a Tad pojawi sie jakas pani no bo jakze tu Tada nauczac
          kiedy Tad tez juz wszystko wie.
          • Gość: Maciej Re: Sa, ale co z tego? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.02, 18:22
            > I uwazam ze feministki potrzebne sa... swiatu (!)

            Możesz uzasadnić ten pogląd?
            Jestem też ciekaw, czy Ty uważasz się za feministkę i z którą falą (I, II, III,
            IV), ew. z którymi feministycznymi poglądami Ty się utożsamiasz.

            > Problem w tym ze ty nie dyskutujesz. Ty nauczasz.

            Masz chyba tendencję by ustawiac mnie w pozycji autorytetu, żeby następnie się
            buntować. Nie interesuje mnie taka rola.

            > Co jakis czas ktoras z nas zostaje utytulowana przez
            > ciebie slodkim a poblazliwym mianem "Biedactwo", ze
            > niemal przytulona sie czuje to twej szerokiej
            > ojcowskiej piersi (Tatus wie najlepiej).

            To tylko ironia, jakby powiedziała Suzume. Przyznaję ze wstydem - ironizowania
            nauczyłem się od niej... ;-)
            Obiecuję, że będę pamiętać, że jesteś na to przewrażliwiona i nie używać
            ironii wobec Ciebie.

            > Co ty biedactwo wiesz o zyciu... ,
            > Kiedys mnie sie takie biedactwo dostalo, (no i moj
            > feministyczny swiat legl w
            > gruzach) a wczoraj czy przedwczoraj Suzume.

            Ten Twoj swiatopogląd chyba nie był zbyt mocny, skoro tak łatwo runął w
            gruzy... Może nie trzeba go żałować?

            > Przy tym masz denerwujacy sposob kontrargumentowania,
            > (niewybaczalny u osoby,
            > ktora niewatpliwe ma wielki zasob PRAWDZIWYCH
            > argumentow). Otoz znowu zacytuje:
            >>Ale jeśli uważasz, że feministki są do niczego niepotrzebne - nie będę się
            upierać...<<

            Czy zawsze muszę być śmiertelnie poważny? To chyba dyskryminacja - usiłujesz
            zabronić mi czegoś, co wszystkim innym tu wolno - żartowania. Żądam
            równouprawnienia!!! :-)

            > Przeciez wiadomo co ja uwazam

            Przeciwnie. Nie wiadomo. Nie przypominam sobie żadnego postu, w którym
            wyłożyłaś swój światopogląd. Wiadomo tylko, z czym się nie zgadzałaś, ale co Ty
            uważasz - nie wiadomo. Nb. takie ukrywanie własnych pogladów jest dla Was
            bardzo wygodne - zawsze można ni stego, ni zowego zapytać: "a czy ja
            kiedykolwiek napisałam, że jestem feministką/za równouprawnieniem/za
            wymiennością ról*/" (*niepotrzebne skreślić)

            > i wiadomo tez ze po
            > to jest dyskusja zeby sie upierac. (Wiem, wiem,
            > powiesz "nie upierac tylko logicznie polemizowac"
            > albo jeszcze ladniej to ujmiesz).

            Zgadza się. Dyskusja słuzy wymianie poglądów. Upieranie się przy pogladach,
            które okazują się fałszywe lub wewnętrznie sprzeczne - nie wydaje mi się
            rozsądne.

            > Nie wiem co mnie bardziej obraza; czy to twoje
            > "biedactwo" (A teraz dodaj "nie
            > wiedzialem, ze feministki to takie wrazliwe dusze").

            Właśnie! Przecież kobiety są podobno bardziej odporne psychicznie od mężczyzn...

            "Biedactwo" chyba nie jest słowem obraźliwym?
            A co w takim razie ja powinienem powiedzieć, gdybym był podobnie wrażliwy, np.
            po porównaniach do Hitlera, płaza ("maciejka wypełzła"), epitetach ("maciejka
            durniutka"), nagminnym pisaniu mojego imienia z małej litery, itp. ?

            Obiecuję, że się powstrzymam od ironizowania w postach do Ciebie. W zamian
            oczekuję tego samego.

            > czy haslo ze wszystkie feministki to kurwy.

            Ja omijam takie wątki.

            > I, zeby to wszystko ujac na koniec do kupy to
            > powtarzam, feministki na pewno nie sa ci potrzebne
            > do dyskusji.

            Po roku doświadczeń na forum uważam rzeczową dyskusję z feministkami za prawie
            niemożliwą - ze względu na ich nietolerancję, demagogię (skłonność do używania
            argumentów, w które same nie wierzą), zaprzeczanie faktom, stosowanie chwytów
            erystycznych (np. polemizowanie z poglądem, ktorego nikt nie głosi i obalanie
            argumentów, których nikt nie wypowiedział).
            Ciągle jednak nie tracę nadziei... :-)
          • Gość: tad feministyczny marazm IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 11:40
            spinelli napisała:

            > Maciej napisal:
            > >>Ale jeśli uważasz, że feministki są do niczego niepotrzebne - nie będę
            > się
            > upierać...<<
            >
            > A ja mysle ze jednak bedziesz.
            > I uwazam ze feministki potrzebne sa... swiatu (!) a nie Mackowi K.
            >
            > >>Przepraszam...<<
            >
            > Wcale nie przepraszasz
            >
            > >>Ja tylko chciałem trochę podyskutować z jakąś feministką o feminizmie..
            > .<<
            >
            > Problem w tym ze ty nie dyskutujesz. Ty nauczasz.
            > Co jakis czas ktoras z nas zostaje utytulowana przez ciebie slodkim a
            > poblazliwym mianem "Biedactwo", ze niemal przytulona sie czuje to twej
            > szerokiej ojcowskiej piersi (Tatus wie najlepiej).
            > Co ty biedactwo wiesz o zyciu...
            > Kiedys mnie sie takie biedactwo dostalo, (no i moj feministyczny swiat legl w
            > gruzach) a wczoraj czy przedwczoraj Suzume.
            >
            > To do dupy taka dyskusja.
            >
            > Przy tym masz denerwujacy sposob kontrargumentowania, (niewybaczalny u osoby,
            > ktora niewatpliwe ma wielki zasob PRAWDZIWYCH argumentow). Otoz znowu
            zacytuje:
            > >>Ale jeśli uważasz, że feministki są do niczego niepotrzebne - nie będę
            > się
            > upierać...<<
            > Przeciez wiadomo co ja uwazam i wiadomo tez ze po to jest dyskusja zeby sie
            > upierac. (Wiem, wiem, powiesz "nie upierac tylko logicznie polemizowac" albo
            > jeszcze ladniej to ujmiesz).
            >
            > Nie wiem co mnie bardziej obraza; czy to twoje "biedactwo" (A teraz
            dodaj "nie
            > wiedzialem, ze feministki to takie wrazliwe dusze") czy haslo ze wszystkie
            > feministki to kurwy. Nigdy, przenigdy nie bylabym w stanie udowodnic autorowi
            > tamtego watku, ze tak nie jest.
            >
            > I, zeby to wszystko ujac na koniec do kupy to powtarzam, feministki na pewno
            > nie sa ci potrzebne do dyskusji, ot, ladniej to wyglada na forum kiedy miedzy
            > Tad a Maciej, Maciej a Tad pojawi sie jakas pani no bo jakze tu Tada nauczac
            > kiedy Tad tez juz wszystko wie.
            >
    • Gość: wytch oczywiscie, ze tak IP: *.dialup.warszawa.pl 14.09.02, 22:11
      feministki, ktorym czasami sie jeszcze chce ;>

      i uprzedzajac pytanie Macieja "z ktora fala feminizmu sie identyfikuje" - z
      zadna. gdybys zajrzal glebiej dowiedzialbys sie, ze istnieje tyle feminizmow,
      ile feministek.
      • Gość: tad Re: oczywiscie, ze tak IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 11:44
        Gość portalu: wytch napisał(a):

        > feministki, ktorym czasami sie jeszcze chce ;>
        >
        > i uprzedzajac pytanie Macieja "z ktora fala feminizmu sie identyfikuje" - z
        > zadna. gdybys zajrzal glebiej dowiedzialbys sie, ze istnieje tyle feminizmow,
        > ile feministek.

        A więc KAZDY pogląd nazwany może być "feministycznym" jeśli jego zwolennik
        zadeklaruje się jako "feministka" (czy, "feminista", bo w końcu czemu
        dyskryminować mężczyzn). Gdyby np. Hitler zadeklarował się jako "feminista" to
        czy dziś wydawano by "Main Kampf" w "Biblioteczce klasyków feminizmu"?
        Czy ja i Maciej też jesteśmy przedstawicielami "feminizmu" jakiegoś tam rodzaju?
        • maciej.k1 dokładnie tak 16.09.02, 13:20
          Dokładnie tak, droga Wytch. Jeśli jest nieskończona liczba feminizmów, jak
          mówisz, to oznacza, że ten termin już nic nie oznacza, a każdy może go rozumieć
          jak mu się podoba. Np. mój "feminizm" polega na tym, że uważam równouprawnienie
          za szkodliwe dla kobiet.
          • Gość: Aga Re: dokładnie tak IP: *.kbn.gov.pl 19.09.02, 12:29
            maciej.k1 napisał:

            > Dokładnie tak, droga Wytch. Jeśli jest nieskończona liczba feminizmów, jak
            > mówisz, to oznacza, że ten termin już nic nie oznacza, a każdy może go
            rozumieć
            >
            > jak mu się podoba.

            Dokładnie tak, drogi Macieju (przez duże M). Ten termin nic już nie oznacza.
            Jest tylko etykietką, którą się pzryczepia... No właśnie, kiedy?
            Przykre doświadczenia podpowiadają, że wtedy, kiedy mężczyzna nie ma ochoty na
            rzeczową dyskusję na temat jakiegoś "kobiecego" problemu.
    • Gość: zula Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 15.09.02, 20:16
      ale się lejecie po pyskach! wróciłam z wakacji, a tu jak na meczu futbolowym;-)
      jest jeszcze bardziej dziko niż było- te wątki arnolda, no i to o prostytucji...

      love, peace...
      • Gość: wacek Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: *.rrcnet.com 16.09.02, 03:31
        Gość portalu: zula napisał(a):

        > ale się lejecie po pyskach! wróciłam z wakacji, a tu
        jak na meczu futbolowym;-)
        >
        > jest jeszcze bardziej dziko niż było- te wątki
        arnolda, no i to o prostytucji..
        > .
        >
        > love, peace...

        Masz racje zula, ja tez nie lubie prostytucji,
        tylko prawdziwa milosc za ktora tesknie,
        szczegolnie teraz kiedy przyszla jesien.
        A moze razem sie gdzies wybierzemy?
        pozbierac zwiedle liscie?

        Waclawa

        :))))))

        • Gość: zula Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 16.09.02, 22:08
          za słabo się znamy;-)
      • maciej.k1 Zula! Ratuj honor feministek!!! 16.09.02, 13:16
        Gość portalu: zula napisał(a):

        Zulo, podczas Twojej nieobecności okazało się, że na forum "Feminizm" nie ma
        feministek!!! Są wprawdzie panie, które zabierają głos w dyskusji, ale
        zapytanie wprost - nie przyznają się do feminizmu...

        A może Ty zadeklarujesz się jako feministka??? ;-)
        • Gość: zula Re: Zula! Ratuj honor feministek!!! IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 16.09.02, 21:53
          czy moje poglądy nie mówią za mnie;-)?
          feminizm to nie ZHP:-)nie trzeba podpisywać deklaracji:-)

          • Gość: tad Re: Zula! Ratuj honor feministek!!! IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.02, 22:00
            Gość portalu: zula napisał(a):

            > czy moje poglądy nie mówią za mnie;-)?
            > feminizm to nie ZHP:-)nie trzeba podpisywać deklaracji:-)

            Ale czy nie można jasniej?

            • Gość: zula Re: Zula! Ratuj honor feministek!!! IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 16.09.02, 22:06
              czyżbyś nie umiał zweryfikować wroga:-)? może zakup ogara? czy to cos na
              kształt legendarnego 'jak rozpoznać Żyda'?
    • zlotyrybek Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? 16.09.02, 15:44
      Moi Drodzy,

      Jeśli feministki mają taki problem z samym określeniem / przyznaniem się do
      swojej tożsamości/wyznawanej ideologii/ sposobu życia/ samoświadomości
      (jakkolwiek to nazwiemy) - to co one robią, żeby poprawić ten niEcny świat ?

      Jeśli jedno zapytaniE "czy są tu jakiś feministki" wywołuje popłoch - i dopiero
      prowokacja może nakłonić niektóre do napisania czegoś lakonicznego i wcale nie
      zawierającego odpowiedZI na postawione pytanie - to jak one walczą o prawa
      kobiet ?

      Jeśli mnie zarzuca się egoizm, zapatrzenie w siebie , w sytuacji gdy z moją
      centralą prowadzę od tygodnia bój o każdą kobietę zatrudnioną w mojej firmie
      (koniec roku finansowego- zwolnienia) i co dzień kładę własny łeb pod topór.
      A potem słyszę, że znów kreuję się na zbawcę świata !! Ja - antyfeministka -
      według co poniektórych - mam wrażenie Drogie Feministki - jestem bardziej
      feministyczna od Was ! Przynajmniej nie boję się walczyć o dziewczynę pomimo,
      że wiem, że zamierza mieć dziecko.

      A co Wy drogie feministki ROBICIE dla innych kobiet - bo jeśli boicie się nawet
      przyznać do feminizmu albo Wasza ideologia upada (w którymś z powyższych
      postów) po jednym delikatnym pytaniu.....

      Pochwalcie się swoimi osiągnięciami ! Może napisałyście list do papieża nt.
      zgwałconych w czasie wojny jugosłowiańskiej muzułmańskich kobiet, którym papież
      kazał rodzić dzieci ? Może COŚ WIĘCEJ niż mail z prośbą o zachowaniu przy życiu
      kobiety skazanej na ukaminowanie ?
      Pozdrawiam
      • Gość: jonka Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: 213.25.31.* 16.09.02, 16:24
        zlotyrybek napisał:
        > Jeśli mnie zarzuca się egoizm, zapatrzenie w siebie , w sytuacji gdy z moją
        > centralą prowadzę od tygodnia bój o każdą kobietę zatrudnioną w mojej firmie
        a czy o mężczyzn nie walczysz?

        Nie każdy lubi pisać takie peany na swoją cześć jak Ty. I to, że nie pisze, to
        jeszcze nie dowodzi, że nie miałby o czym. Może po prostu uważać, że
        pisanie "dzisiaj przyjęłam do pracy kobietę bo miała najwyższe kwalifikacje i
        wcale mi nie przeszkadza, że ma macicę" nie przekłada się na Wielki Dowód o
        Niedyskryminowaniu Kobiet W Miejscu Pracy.

        NB. szanuję fakt, że starasz się dbać o pracowników i nie kierujesz
        uprzedzeniami.

        Pozdrawiam
        • zlotyrybek Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? 17.09.02, 10:03

          Znudziły mi się słowa i deklaracje.

          Poproszę FAKTY , bo to czyny mówią o człowieku a nie słowa :)
      • Gość: zula Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 16.09.02, 22:01
        ja wczoraj wróciłam z wakacji, niestety nie mogłam telepatycznie odpowiedzieć:-)
        że tak, jestem femi... (ta deklaracja budzi czasem ogromne zdziewienie w
        miejscach publicznych, podejżewam, że z racji rozbieznosci stereotypów
        feminizmu w mediach i w prawdziwym życiu)
        była jeszcze KAti, ale wkurzyła się i poszła sobie (wielka szkoda), jest
        Soso...oni nie mają chyba oporów? co to za nagonka, hę? ładnie to tak?

        love...peace...
      • b.u.zz Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? 17.09.02, 10:00
        zlotyrybek napisał:

        > Może napisałyście list do papieża nt.
        > zgwałconych w czasie wojny jugosłowiańskiej muzułmańskich kobiet, którym
        papież
        >
        > kazał rodzić dzieci ?

        nie kazal.
      • Gość: wytch Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: *.dialup.warszawa.pl 17.09.02, 10:47
        sluze uprzejmie. pracuje wolontariacko w pozarzadowej organizacji pomagajacej
        kobietom i promujacej kobiety. czasami musze wyciagac pieniadze na przerozne
        cele (np. promoca zdrowia kobiet - finansowanie badan profilaktycznych na skale
        masowa; promocja polityczek; dofinansowanie inicjatyw lokalnych na terenach
        objetych bezrobociem) od bogatych ludzi. czasami spotykam sie z kobietami,
        ktore potrzebuja pomocy i wspolnie pracujemy nad rozwiazaniem problemu. czasami
        siedze przy "telefonie zaufania". te wszystkie "czasami" skladaja mi sie na
        teoretycznie ok. 30. godzinny tydzien pracy. praktycznie - ta praca sie nie
        zaczyna i nie konczy, tylko trwa.
        poza tym z odziedziczonych pieniedzy finansuje prace 2 prawnikow
        specjalizujacych sie w sprawach przemocy domowej.
        wystarczy ci praktyki? mam zaczac o krewnych, przyjaciolach, znajomych
        feministach/feministkach?

        P.S. co do wczesniejszego postu i odpowiedzi tada i maciej.ka (o ile dobrze
        pamietam) - jutro.
    • suzume Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? 16.09.02, 16:17
      tak, maćku, są - całe zastępy z Twojego mianowania :)
      ogólnie odnoszę wrażenie, że każda kobieta odmienna od Twojej żony jest
      feministką

      maciej.k1 napisał:

      > Trafiłem na to forum, żeby dyskutować z feministkami o feminizmie. Jednak po
      > dłuższym czasie dyskutowania okazuje się, że tu właściwie nie ma feministek!!!
      >
      > Pół roku dyskutowałem z Suzume, biorąc ją za feministkę, by nagle zaskoczyła
      > mnie pytaniem "A czy ja kiedykoilwiek pisałam, że jestem feministką?".
      > Podobnie Sagan uchyla się od odpowiedzi na pytanie o stosunek do feminizmu...
      > Czy są tu jeszcze jakieś feministki???
      • Gość: zula Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 16.09.02, 22:03
        :-)))))
        trafiłaś w sedno
    • Gość: ZORA chyba są! IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 16.09.02, 22:54
      Wszystko zależy od definicji:)
      Jeśli pod hałem 'feministka' rozumiemy oszołoma - jasne że nią nie jestem.
      Uważam, że wszelkich ortodoksów należy albo wystrzelać, albo humanitarnie
      uśpić, w ostateczności wysłać na Marsa, albo w okolice Prima Centauri.
      Jeśli jest to osoba, która za wszelką cenę usiłuje znaleźć 'chodliwe'
      usprawiedliwienie dla swoich niepowodzeń - też nie bardzo.
      Jestem feministką, jeśli mówimy o równych szansach, o prawie wyboru - dla
      obojga płci. Jestem też biologiem, od dobrych dziesięciu lat zafascynowanym
      teoriami socjobiologii (Cieszę się, Macieju, że nie ja sama jedna czytam
      takie 'zberezieństwa' ;-))) Specjalne, feministyczne pozdrowienie!)
      Niestety, pewne biologiczne uwarunkowania z góry predysponują kobietę do grania
      podrzędnej roli - i żadne wzniosłe bredzenie o matce Polce, karmieniu piersią i
      rozkoszach macierzyństwa moich poglądów tu nie zmieni.
      Zmiany, które miały doprowadzić do równouprawnienia, postawiły kobiety na
      przegranej pozycji - obowiązku rodzenia i spełniania się macierzyńsko nikt z
      kobiety nie zdjął i w tej chwili nie zdejmie.
      Natomiast możliwość zdobywania kasy w jakiś sposób odciąża faceta od
      odpowiedzialności za byt rodziny. Facet to zwierzę leniwe, nie bardzo jemu się
      chce gary myć czy podłogę pucować (=podejmować szeroko pojęte obowiązki
      domowe), więc...
      No więc mamy teoretyczne równouprawnienie, absurdalność niektórych założeń
      Forumowicze wytykali tu niejednokrotnie, natomiast w praktyce te równe szanse
      wyglądają tak, że ich nie ma.
      Bo niestety, ale pewna dysproporcja jest zapisana w DNA a od biologii się nie
      ucieknie, nawet za pomocą Konstytucji.
      Stereotypy istnieją i istnieć będą.
      Różnice między płciami - tak samo.
      Ale czy to znaczy, że mamy godzić się z niższymi zarobkami za tę samą pracę?
      Nachalnym zachowaniem samców, które twierdzą, że jak kobieta mówi nie, to mówi
      tak? Czy to znaczy że mamy godzić się na upokorzenia, bo 'taki los kobiety'?
      Jak pogodzić macierzyństwo, które z definicji niesie utratę niezależności, z
      zachowaniem tej niezależności? Jak wytłumaczyć samcowi, że skoro samica podała
      ten cholerny obiadek, to on powinien pozmywać gary?
      A może nie powinien?
      Co to jest 'naturalny porządek rzeczy'?
      Pozdrawiam Forumowiczów i wszystkie Feministki, szczególnie serdecznie te,
      które zachowały nieco zdrowego rozsądku (a to trudna sztuka :))

      ZORA
      • maciej.k1 Re: chyba są! 17.09.02, 12:39
        Gość portalu: ZORA napisał(a):

        > Wszystko zależy od definicji:)
        > Jeśli pod hałem 'feministka' rozumiemy oszołoma - jasne że nią nie jestem.
        > Uważam, że wszelkich ortodoksów należy albo wystrzelać, albo humanitarnie
        > uśpić, w ostateczności wysłać na Marsa, albo w okolice Prima Centauri.

        Jesteś pewna, że nie jesteś radykalna w swoich poglądach? Ja nie byłbym aż tak
        surowy wobec nawet najbardziej zacietrzewionych feministek...

        > Jeśli jest to osoba, która za wszelką cenę usiłuje znaleźć 'chodliwe'
        > usprawiedliwienie dla swoich niepowodzeń - też nie bardzo.

        Zgadzam się z Tobą.

        > Jestem feministką, jeśli mówimy o równych szansach, o prawie wyboru - dla
        > obojga płci. Jestem też biologiem, od dobrych dziesięciu lat zafascynowanym
        > teoriami socjobiologii (Cieszę się, Macieju, że nie ja sama jedna czytam
        > takie 'zberezieństwa' ;-))) Specjalne, feministyczne pozdrowienie!)

        Dzięki! Cieszę się, że lubisz socjobiologię! (Specjalne dla Ciebie,
        patrialchalne ucałowanie w rękę!)

        > Niestety, pewne biologiczne uwarunkowania z góry predysponują kobietę do
        > grania
        > podrzędnej roli - i żadne wzniosłe bredzenie o matce Polce, karmieniu piersią
        > i
        > rozkoszach macierzyństwa moich poglądów tu nie zmieni.

        Muszę Ci zwrócić uwagę, że znaczna część, jeśi nie zdecydowana większość kobiet
        nie narzeka na tą "podrzedną rolę" - a nawet za nic nie chciałaby się zamienić
        z mężczyznami... :-)

        > Zmiany, które miały doprowadzić do równouprawnienia, postawiły kobiety na
        > przegranej pozycji - obowiązku rodzenia i spełniania się macierzyńsko nikt z
        > kobiety nie zdjął i w tej chwili nie zdejmie.

        Nie ma ustawowego obowiązku rodzenia ani spełniania się w macierzyństwie.
        Ciągle pozostaje to wolnym wyborem kobiet.

        > Natomiast możliwość zdobywania kasy w jakiś sposób odciąża faceta od
        > odpowiedzialności za byt rodziny. Facet to zwierzę leniwe, nie bardzo jemu
        > się
        > chce gary myć czy podłogę pucować (=podejmować szeroko pojęte obowiązki
        > domowe), więc...
        > No więc mamy teoretyczne równouprawnienie, absurdalność niektórych założeń
        > Forumowicze wytykali tu niejednokrotnie, natomiast w praktyce te równe szanse
        > wyglądają tak, że ich nie ma.
        > Bo niestety, ale pewna dysproporcja jest zapisana w DNA a od biologii się nie
        > ucieknie, nawet za pomocą Konstytucji.

        Tak!

        > Stereotypy istnieją i istnieć będą.

        Oczywiście!

        > Różnice między płciami - tak samo.

        Jasne!

        > Ale czy to znaczy, że mamy godzić się z niższymi zarobkami za tę samą pracę?

        Tu mam zastrzeżenia. O takiej samej pracy i zarobkach pisałem w wątku "Feminizm
        to nowa wersja komunizmu" (nie chciałbym się powtarzać, bo znowu Suzume będzie
        narzekać...)

        > Nachalnym zachowaniem samców, które twierdzą, że jak kobieta mówi nie, to
        mówi
        > tak? Czy to znaczy że mamy godzić się na upokorzenia, bo 'taki los kobiety'?

        Nie godzić się na upokorzenia! Jestem przeciwko upokorzaniu kogokolwiek,
        niezależnie od płci i wieku.

        > Jak pogodzić macierzyństwo, które z definicji niesie utratę niezależności, z
        > zachowaniem tej niezależności?

        Nie da się pogodzić. Trzeba wybrać jedno lub drugie. Albo skrzywdzić dziecko
        samotnym macierzyństwem.

        > Jak wytłumaczyć samcowi, że skoro samica podała
        > ten cholerny obiadek, to on powinien pozmywać gary?

        Wziąć go na ambicję: "nie mam do ciebie żalu, że nie umiesz zapewnić mi
        zmywarki..." ;-)

        > A może nie powinien?
        > Co to jest 'naturalny porządek rzeczy'?
        > Pozdrawiam Forumowiczów i wszystkie Feministki, szczególnie serdecznie te,
        > które zachowały nieco zdrowego rozsądku (a to trudna sztuka :))

        O tak! Ale trzeba się starać! Z patrialchalnym ucałowaniem -
        • Gość: tad Jedyny sposób? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 15:26
          Jak podaje Pliniusz Starszy w uczonym dziele "Historia naturalna" dobrym
          (jedynym?) sposobem, na to, by skłonić kobietę do udzielenia szczerej
          odpowiedzi jest położenie jej na sercu (gdy śpi) języka żaby. Zdaje się, ze
          jest to jednoczesnie jedyny sposób, by skłonić tutejsze panie do udzialenia
          jasnej odpowiedzi na pytanie, czy są feministkami...
          • zlotyrybek Re: Jedyny sposób? 17.09.02, 16:54
            Zajrzyj na forum "Kobieta" - wątek o reportażu Kingi Dunin "Egon". Tam się roi
            od feministek !! Widziałam!!!
            • Gość: soso naprawde? IP: *.njl.dk 17.09.02, 17:48
        • Gość: ZORA :-) IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 17.09.02, 23:12
          maciej.k1 napisał:

          ) Gość portalu: ZORA napisał(a):
          )
          ) ) Wszystko zależy od definicji:)
          ) ) Jeśli pod hałem 'feministka' rozumiemy oszołoma - jasne że nią nie jestem.
          ) ) Uważam, że wszelkich ortodoksów należy albo wystrzelać, albo humanitarnie
          ) ) uśpić, w ostateczności wysłać na Marsa, albo w okolice Prima Centauri.
          )
          ) Jesteś pewna, że nie jesteś radykalna w swoich poglądach? Ja nie byłbym aż
          tak
          ) surowy wobec nawet najbardziej zacietrzewionych feministek...
          )

          Nie, nie jestem. Jednak ten pogląd nie dotyczy tylko feministek, ale wszystkich
          skrajnych, niezależnie od ukierunkowania.

          ) ) Jeśli jest to osoba, która za wszelką cenę usiłuje znaleźć 'chodliwe'
          ) ) usprawiedliwienie dla swoich niepowodzeń - też nie bardzo.
          )
          ) Zgadzam się z Tobą.
          )
          ) ) Jestem feministką, jeśli mówimy o równych szansach, o prawie wyboru - dla
          ) ) obojga płci. Jestem też biologiem, od dobrych dziesięciu lat zafascynowany
          ) m
          ) ) teoriami socjobiologii (Cieszę się, Macieju, że nie ja sama jedna czytam
          ) ) takie 'zberezieństwa' ;-))) Specjalne, feministyczne pozdrowienie!)
          )
          ) Dzięki! Cieszę się, że lubisz socjobiologię! (Specjalne dla Ciebie,
          ) patrialchalne ucałowanie w rękę!)
          )

          oho!!!!
          Czyżby socjobiologia dziś jeszcze była nauką zakazaną?

          ) ) Niestety, pewne biologiczne uwarunkowania z góry predysponują kobietę do
          ) ) grania
          ) ) podrzędnej roli - i żadne wzniosłe bredzenie o matce Polce, karmieniu pier
          ) sią
          ) ) i
          ) ) rozkoszach macierzyństwa moich poglądów tu nie zmieni.
          )
          ) Muszę Ci zwrócić uwagę, że znaczna część, jeśi nie zdecydowana większość
          kobiet
          )
          ) nie narzeka na tą "podrzedną rolę" - a nawet za nic nie chciałaby się
          zamienić
          ) z mężczyznami... :-)

          no to super. Co prawda z tym akurat bywa różnie, zauważ, że pewne "poglądy" się
          miewa, bo "tak trzeba". Zdarzało mi się rozmawiać z kobietami "zadowolonymi z
          podrzędnej roli", ale między wierszami brzmiały całkiem inne nuty. Gorzkie.
          Nie mówię tu o macierzyństwie - prawdopodobnie instynkt macierzyński jako taki
          istnieje (prawdopodobnie - bo mimo macierzyństwa niespecjalnie go odczuwam, ale
          trudno wykluczyć, że w ramach zmienności osobniczej 'inne mają inaczej').
          Mówię tu o czystym, chamskim utrzymaniu rodziny w sensie tego całego chłamu,
          który się nazywa domowym ogniskiem, a którego kobieta ma być strażniczką.
          Tak się składa, że przez stulecia układ rodzinny był optymalnym sposobem życia
          naszego gatunku - w zasadzie chyba jedynym możliwym, niezależnie od istnienia
          różnych wariacji typu poli-coś tam. Jednak życie w rodzinie pociąga za sobą
          pewne konsekwencje - fakt uprzywilejowania samca był konieczny, aby zapewnić
          przetrwanie rodzinie. Na pewnym etapie wskazana była nawet jego pewna
          brutalność.
          Tyle że teraz warunki się zmieniły, i niestety, nasza biologia (socjobiologia?)
          nie za bardzo nadąża. Pod pewnymi względami struktura rodziny w tradycyjnym
          znaczeniu przestała funkcjonować poprawnie w dzisiejszych warunkach.
          Szalenie mnie ciekawi, jak będzie wyglądała ewolucja życia społecznego naszego
          gatunku.
          Macieju, masz jakiś pomysł?
          Patrialchalne świnie zdołają nagiąć niepokorne karki wrednych samic, czy też
          szalone, głupie i nieodpowiedzialne feministki zdołają wcisnąć dziecko w brzuch
          (dosłownie ;-))) swoim samcom?


          )
          ) ) Zmiany, które miały doprowadzić do równouprawnienia, postawiły kobiety na
          ) ) przegranej pozycji - obowiązku rodzenia i spełniania się macierzyńsko nikt
          ) z
          ) ) kobiety nie zdjął i w tej chwili nie zdejmie.
          )
          ) Nie ma ustawowego obowiązku rodzenia ani spełniania się w macierzyństwie.
          ) Ciągle pozostaje to wolnym wyborem kobiet.
          )

          bla bla bla
          czysto teoretycznie.
          bądź pewien, jeśli przyrost naturalny spadnie poniżej pewnego poziomu, znajdą
          się 'naturalne mechanizmy', aby przynajmniej część pań (tych o bardziej uległym
          charakterze moze) 'przekonać' do tej najszlachetniejszej dzialalności, jaką
          jest propagacja DNA.
          I tu ja, jako feministka mam dylemat... powinnam dodac 'DNA samca'... jednak
          jako biolog mam te satysfacje, ze moj syn ma jakies 55 - 60% wiecej mojego DNA,
          niz jego ojca...

          poważnie: tak naprawdę wolny wybór nie istnieje. Istnieje tylko wybór
          konsekwencji


          ) ) Natomiast możliwość zdobywania kasy w jakiś sposób odciąża faceta od
          ) ) odpowiedzialności za byt rodziny. Facet to zwierzę leniwe, nie bardzo jemu
          ) ) się
          ) ) chce gary myć czy podłogę pucować (=podejmować szeroko pojęte obowiązki
          ) ) domowe), więc...
          ) ) No więc mamy teoretyczne równouprawnienie, absurdalność niektórych założeń
          )
          ) ) Forumowicze wytykali tu niejednokrotnie, natomiast w praktyce te równe sza
          ) nse
          ) ) wyglądają tak, że ich nie ma.
          ) ) Bo niestety, ale pewna dysproporcja jest zapisana w DNA a od biologii się
          ) nie
          ) ) ucieknie, nawet za pomocą Konstytucji.
          )
          ) Tak!
          )
          ) ) Stereotypy istnieją i istnieć będą.
          )
          ) Oczywiście!
          )
          ) ) Różnice między płciami - tak samo.
          )
          ) Jasne!
          )
          ) ) Ale czy to znaczy, że mamy godzić się z niższymi zarobkami za tę samą prac
          ) ę?
          )
          ) Tu mam zastrzeżenia. O takiej samej pracy i zarobkach pisałem w
          wątku "Feminizm
          )
          ) to nowa wersja komunizmu" (nie chciałbym się powtarzać, bo znowu Suzume
          będzie
          ) narzekać...)

          tu mam własne poglądy ugruntowane doświadczeniem :(((
          (prezes jednej z firm, gzie pracowalam, nawet sie nie kryl z tym, ze moj kolega
          (tylko srednie, wydajnosc ponizej sredniej, liczne wpadki i bledy, podejrzenie
          o kradziez w firmie) - zarabial wiecej, no bo 'chlop ma rodzine na utrzymaniu a
          ty na kosmetyki tyle nie potrzebujesz'. Nadmieniam, ze juz wtedy bylam
          samodzielna (nie na garnuszku rodzicow)

          )
          ) ) Nachalnym zachowaniem samców, które twierdzą, że jak kobieta mówi nie, to
          ) mówi
          ) ) tak? Czy to znaczy że mamy godzić się na upokorzenia, bo 'taki los kobiety
          ) '?
          )
          ) Nie godzić się na upokorzenia! Jestem przeciwko upokorzaniu kogokolwiek,
          ) niezależnie od płci i wieku.
          )

          ...to w takim razie propaguj swoje DNA :))) szczegolnie ten chromosom,
          odpowiedzialny za poglady... :)))) traktuj to jako misje dziejowa!!

          ) ) Jak pogodzić macierzyństwo, które z definicji niesie utratę niezależności,
          ) z
          ) ) zachowaniem tej niezależności?
          )
          ) Nie da się pogodzić. Trzeba wybrać jedno lub drugie. Albo skrzywdzić dziecko
          ) samotnym macierzyństwem.
          )

          ,,,ano wlasnie. I z tego wynika ten odruch niecheci wzgledem feministek - jest
          to zdrowy instynkt samozachowawczy. Baba ma macice i ma rodzic, a nie wymyslac
          farmazony o rownouprawnieniu. Bo tu konieczny jest wybor - dobro jednostki albo
          dobro gatunku. Wiec albo utozsamimy sie (my jako samice) z dobrem gatunku, albo
          jestesmy przeciw temu dobru wybierajac dobro (wygoda, kasa, przemile poczucie
          niezaleznosci) swoje wlasne.
          Pierwsze wyjscie nawet czasami sie konczy sukcesem i w ten sposob mamy biel
          jeszcze bielsza meza handlowca, ktoremu obowiazkowa zona prasuje koszule

          Ale i tak jestem feministka. Nawet jesli pomysl na parytet wydaje mi sie
          chybiony... juz znacznie mniej chybione sa inne pomysly


          ) ) Jak wytłumaczyć samcowi, że skoro samica podała
          ) ) ten cholerny obiadek, to on powinien pozmywać gary?
          )
          ) Wziąć go na ambicję: "nie mam do ciebie żalu, że nie umiesz zapewnić mi
          ) zmywarki..." ;-)
          )

          to chyba mam pecha... minimalizacja wysilku - to haslo naczelne i motto
          wiekszosci samcow (ok, nie wszystkich, ale jednak wiekszosci) dookola mnie.
          Szczegolnie jak nie lubia danej czynnosci (moj pan maz kilka razy rozrzewnial
          sie jak to on kocha myc podloge... efekt wiadomy... na pewno on jej nie myje!)

          ) ) A może nie powinien?
          ) ) Co to jest 'naturalny porządek rzeczy'?
          ) ) Pozdrawiam Forumowiczów i wszystkie Feministki, szczególnie serdecznie te,
          )
          ) ) które zachowały nieco zdrowego rozsądku (a to trudna sztuka :))
          )
          ) O tak! Ale trzeba się starać! Z patrialchalnym ucałowaniem -

          Ave Caesar morituri te salutant....

          • Gość: soso Re: :-) IP: 195.41.66.* 18.09.02, 07:33



            Gratuluje, ZORA! Kapitalny tekst! Widac, ze mialas wene. Czytalem z zapartym
            tchem. Masz zdolnosci!
            Szkoda tylko, ze to co piszesz nie trafia do glow zakutych w zelazne zbroje.
            Nie otrzymasz odpowiedzi na zapytanie, dokad zmierza rozwoj spoleczny i
            przemiany kultury. Rycerze patriarchatu nie maja zwyczaju przyznawac sie do
            porazek bo czuja upokorzenie, kiedy widza zmiany dookola. No wiesz, 'a tak bylo
            fajnie dawnymi czasy'. Nawet mozna bylo w przyplywie wlasnego dobrodziejstwa
            okazac nieco 'rycerskosci' damie i pocalowac ja w reke. No a jak przyszedl gosc
            to 'Magda, pocaluj pana'.

            Eh, czasy...

            pzdrw

            soso

            PS

            Coz, jeden z najlepszych tekstow na tym forum a zapewne bedzie zignorowany
            przez naszych 2 'Ave_Cezarow'.
          • Gość: zula Re: :-) IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 18.09.02, 08:10
            fajny post, mądry i ciekawy:-)
            pozdrawiam
          • maciej.k1 Re: :-) 18.09.02, 12:26
            Gość portalu: ZORA napisał(a):

            ) Nie, nie jestem. Jednak ten pogląd nie dotyczy tylko feministek, ale
            ) wszystkich skrajnych, niezależnie od ukierunkowania.

            Mam tutaj pewne wątpliwości... Np. 2 tysiące lat temu pewien osobnik zaczął
            głosić rewolucyjny, z gruntu skrajny pogląd, iż powinniśmy kochać swoich
            nieprzyjaciół. Czy Twoim zdaniem - słusznie go ukrzyżowano?

            ) miewa, bo "tak trzeba". Zdarzało mi się rozmawiać z kobietami "zadowolonymi z
            ) podrzędnej roli", ale między wierszami brzmiały całkiem inne nuty. Gorzkie.

            Ja z kolei znam kobiety, które nie są wprawdzie tak hałaśliwe jak feministki,
            więc ich nie słychać wszędzie, a które są zadowolone z tego, że są kobietami. A
            o "podrzędnej roli" nie piszę inaczej niż w cudzysłowie, bo trudno mi traktować
            jako coś "podrzędnego" rolę kobiet, do których należy przekazywanie życia,
            czyli w istocie najważniejsza sprawa dla naszego gatunku.

            ) Nie mówię tu o macierzyństwie - prawdopodobnie instynkt macierzyński jako
            ) taki
            ) istnieje (prawdopodobnie - bo mimo macierzyństwa niespecjalnie go odczuwam,
            ) ale
            ) trudno wykluczyć, że w ramach zmienności osobniczej 'inne mają inaczej').

            W sprawie instynktu się zgadzamy. :-)

            ) Mówię tu o czystym, chamskim utrzymaniu rodziny w sensie tego całego chłamu,
            ) który się nazywa domowym ogniskiem, a którego kobieta ma być strażniczką.

            A tu się różnimy. Dla mnie, jak i znacznej części społeczeństwa, rodzina nie
            jest "chłamem", lecz ważną wartością. O ile pamiętam, badania socjologiczne
            pokazują, że Polacy, wśród róznych wartości, stawiają rodzinę pa pierwszym
            miejscu.

            ) Tak się składa, że przez stulecia układ rodzinny był optymalnym sposobem
            ) życia
            ) naszego gatunku - w zasadzie chyba jedynym możliwym, niezależnie od istnienia
            ) różnych wariacji typu poli-coś tam. Jednak życie w rodzinie pociąga za sobą
            ) pewne konsekwencje - fakt uprzywilejowania samca był konieczny, aby zapewnić
            ) przetrwanie rodzinie. Na pewnym etapie wskazana była nawet jego pewna
            ) brutalność.

            Można to tak ująć. Można również stwierdzić, że to kobiety były
            uprzywilejowane, bo były (i w zasadzie ciągle są) zwolnione z najcięższych
            prac, polowań, czy udziału w wojnach.

            ) Tyle że teraz warunki się zmieniły, i niestety, nasza biologia
            ) (socjobiologia?)
            ) nie za bardzo nadąża.

            Zgadza się. Warunki się zmieniają, ale ludzie pozostali wciąż tacy sami.

            ) Pod pewnymi względami struktura rodziny w tradycyjnym
            ) znaczeniu przestała funkcjonować poprawnie w dzisiejszych warunkach.
            ) Szalenie mnie ciekawi, jak będzie wyglądała ewolucja życia społecznego
            ) naszego gatunku.
            ) Macieju, masz jakiś pomysł?
            ) Patrialchalne świnie zdołają nagiąć niepokorne karki wrednych samic, czy też
            ) szalone, głupie i nieodpowiedzialne feministki zdołają wcisnąć dziecko w
            ) brzuch
            ) (dosłownie ;-))) swoim samcom?

            Myślę, że coraz mniejsze znaczenie będą miały czynniki ekonomiczne, a coraz
            większe - emocjonalne. Mimo to "patrialchalny model rodziny" pozostanie
            najbardziej rozpowszechniony. Nie tylko dlatego, że kobiety, które wybierają
            dominujących mężczyzn, dobrze na tym wychodzą materialnie, ale też dlatego, że
            odpowiada to potrzebom emocjonalnym kobiet. A potrzeby emocjonalne nie
            zmieniają się od tysięcy lat, pomimo zmiany warunków ekonomicznych.

            Oczywiście, pozostanie pewnien margines kobiet, którym zależność od mężczyzny
            kojarzy się fatalnie i mężczyzn - pantoflarzy - których te kobiety będą
            wybierać, by nie dać się zdominować mężczyźnie. O ile jednak "patrialchalne
            małżeństwo" samo w sobie nie gwarantuje jeszcze nikomu szczęścia (choć daje
            taką szansę), to małżeństwa, w których dominują kobiety lub małżonkowie walczą
            o władzę - zawsze są nieudane. Nie widziałem jeszcze kobiety, która zdominowała
            swojego męża i była dzięki temu szczęśliwa.

            ) bądź pewien, jeśli przyrost naturalny spadnie poniżej pewnego poziomu, znajdą
            ) się 'naturalne mechanizmy', aby przynajmniej część pań (tych o bardziej
            ) uległym
            ) charakterze moze) 'przekonać' do tej najszlachetniejszej dzialalności, jaką
            ) jest propagacja DNA.

            I może także dlatego feministki skazane są na wymarcie? :-)

            ) poważnie: tak naprawdę wolny wybór nie istnieje. Istnieje tylko wybór
            ) konsekwencji

            Na tym właśnie polega wybieranie. Wybieramy zawsze wady i zalety jakiegoś
            rozwiązania. Nie można wybrać zalet rozwiązania A i zalet rozwiązania B,
            odrzucając wady A i B. Mam wrażenie, że czasem kobietom trudno przyjąć ten fakt
            do wiadomości. Wybierają mężą ze względu na jego zalety, (np. wysoką pozycję
            społeczną i zasoby materialne), a potępiają potem jego "wady", które są niczym
            innym, jak tylko drugą stroną zalet, które same wybrały (np. pracoholizm i brak
            czasu na dom i rodzinę). Wybierają np. gangstera za jego siłę, spryt
            i "zaradność", a potem są zawiedzione, gdy czasem jego siła obraca się
            przeciwko nim w postaci przemocy domowej.

            ) tu mam własne poglądy ugruntowane doświadczeniem :(((
            ) (prezes jednej z firm, gzie pracowalam, nawet sie nie kryl z tym, ze moj
            ) kolega
            ) (tylko srednie, wydajnosc ponizej sredniej, liczne wpadki i bledy,
            podejrzenie
            ) o kradziez w firmie) - zarabial wiecej, no bo 'chlop ma rodzine na utrzymaniu
            ) a
            ) ty na kosmetyki tyle nie potrzebujesz'.

            Pracodawca ma ustawowy obowiązek utrzymywać w pracy kobietę w ciąży, czy na
            urlopie macierzyńskim i płacić jej tak samo, pomimo, że na ogół nie jest ona
            już pełnowartościowym pracownikiem. Feministki tu obecne wskazywały mi, że
            pracodawca płaci w ten sposób na dziecko, a nie dla kobiety, wobec tego mój
            zarzut, że kobiety są w ten sposób uprzywilejowane - jest bezsasadny.

            Skoro tak, to należałoby również akceptować sytuacje, gdy pracodawca ze swojej
            dobrej woli finansuje utrzymanie dzieci swych pracowników - mężczyzn (nawet,
            gdy nie ma takiego ustawowego obowiązku). Jesteśmy za równouprawnieniem, czy
            nie?

            A może jesteś za tym, żeby pracodawca płacił tylko za pracę, a dziećmi niech
            zajmuje się opieka społeczna? W takim razie czy jesteś za zniesieniem
            finansowych przywilejów kobiet ciężarnych?

            ) ...to w takim razie propaguj swoje DNA :))) szczegolnie ten chromosom,
            ) odpowiedzialny za poglady... :)))) traktuj to jako misje dziejowa!!

            Dzięki! Tak właśnie robię! :-)

            ) ,,,ano wlasnie. I z tego wynika ten odruch niecheci wzgledem feministek -
            ) jest
            ) to zdrowy instynkt samozachowawczy. Baba ma macice i ma rodzic, a nie
            ) wymyslac
            ) farmazony o rownouprawnieniu.

            Spróbuj kobietom zabronić rodzenia, a dopiero wtedy zobaczysz, jak się im
            narazisz.

            ) Bo tu konieczny jest wybor - dobro jednostki
            ) albo
            ) dobro gatunku.

            Mam wrażenie, że większość kobiet hormony niejako skłaniają do tego, by
            utożsamiły swoje szczęście z działaniem na rzecz gatunku. Te, które tak nie
            mają - giną bezpotomnie.
            Nb. podobnie jest z mężcyznami - ich też hormony skłaniają do określonego
            działania, choć nieco innego, to również zgodnego z interesem gatunku. :-)

            Ja wybrałem życie w zgodzie z własnymi hormonami, na tyle, na ile to możliwe i
            rozsądne i Tobie polecałbym to samo - życie w zgodzie z Twoimi hormonami.

            ) Wiec albo utozsamimy sie (my jako samice) z dobrem gatunku, albo
            ) jestesmy przeciw temu dobru wybierajac dobro (wygoda, kasa, przemile poczucie
            ) niezaleznosci) swoje wlasne.

            Przemiłe poczucie niezależności w pewnym momencie zmienia się w przygniatające
            poczucie osamotnienia i wtedy pozostaje wrócić do punktu pierwszego (jeśli,
            niestety, nie jest już za późno).

            ) to chyba mam pecha... minimalizacja wysilku - to haslo naczelne i motto
            ) wiekszosci samcow (ok, nie wszystkich, ale jednak wiekszosci) dookola mnie.

            Samce ujarzmiły przyrodę i stworzyły cywilizację. Trudno mi uwierzyć, by
            uczyniły to z lenistwa. Może to Ty źle wybrałaś? A może wybrałaś go ze względu
            na sukcesy w innej dziedzinie, a teraz dziwisz się, że nie angażuje się w dom,
            tylko w pracę? A może wzięłaś takie
            • maciej.k1 Re: :-) [2] 18.09.02, 12:32
              Samce ujarzmiły przyrodę i stworzyły cywilizację. Trudno mi uwierzyć, by
              uczyniły to z lenistwa. Może to Ty źle wybrałaś? A może wybrałaś go ze względu
              na sukcesy w innej dziedzinie, a teraz dziwisz się, że nie angażuje się w dom,
              tylko w pracę? A może wzięłaś takiego faceta, dlatego, że łatwo dał się
              zdominować, ale, niestety, razem z władzą oddał Ci też całą odpowiedzialność i
              w rezultacie masz wszystko na swojej głowie i do tego niewdzięczną rolę
              poganiacza? A może kiedy mówisz mu o zmywaniu podłogi, tak naprawdę chodzi Ci o
              to, by zajął się Tobą?
              Z patrialchalnym ucałowaniem -
              • Gość: ZORA Oho!! [2] IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 18.09.02, 23:26
                nie, to niezupełnie tak było... historia całkowicie odmienna... na pewno żadne
                sukcesy zawodowe w paradę nie wchodziły (były inne, których do dzisiaj nie
                rozumiem), natomiast były różne takie wzniosłe o partnerstwie.



                A może kiedy mówisz mu o zmywaniu podłogi, tak naprawdę chodzi Ci o
                >
                > to, by zajął się Tobą?


                nooooo.... bez przesady....
                ta freudoanaliza Ci nie wyszła!
                aż takich zahamowań to ja nie mam...


                Feministki wszystkich krajów łączcie się.... (hehe)

                Pozdrawiam Cię Macieju, za to że z góry nie założyłeś że nie powinnam sobie
                tymi sprawami główki zaprzątać i że z góry nie odesłałeś mnie do strażnikowania
                z żelazkiem :-)))))
                ZORA
            • Gość: ZORA oho!... IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 18.09.02, 23:22

              Witam Forumowiczów... nie wiedziałam że dziś znajdę na swój post tyle
              odpowiedzi...
              zula & soso : pozdrawiam serdecznie i feministycznie ;-)

              Postaram się odpowiedzieć i na zarzuty Tada... czy może zamiast tego powinnam
              spuścić głowę pokornie i przyznać rację we wszystkim?...
              ok po kolei

              maciej.k1 napisał:

              ) Mam tutaj pewne wątpliwości... Np. 2 tysiące lat temu pewien osobnik zaczął
              ) głosić rewolucyjny, z gruntu skrajny pogląd, iż powinniśmy kochać swoich
              ) nieprzyjaciół. Czy Twoim zdaniem - słusznie go ukrzyżowano?

              Moim zdaniem on nie prezentował skrajności - był rewolucjonistą. Zauważ,
              istnieje pewna zasadnicza różnica między orto-ekstremami a rewolucjonistami. Ci
              pierwsi nie widzą dookoła siebie miejsca dla myślących inaczej.
              Natomiast jego następcy z rewolucyjnych poglądów wytworzyli sobie skrajną ich
              interpretację, w efekcie czego nastały wyprawy krzyżowe, przymusowa
              chrystianizacja, polowania na czarownice i inkwizycja. Morze krwi, pokrywające
              zagrabiane 'przy okazji' dobra materialne.
              Nie, w życiu nie przypiszę temu człowiekowi skrajnych poglądów. Wystarczy
              wsłuchać się w jego nauki i zrozumieć je w kontekście środowiska
              (społeczeństwa) w którym żył.

              ) Ja z kolei znam kobiety, które nie są wprawdzie tak hałaśliwe jak feministki,
              ) więc ich nie słychać wszędzie, a które są zadowolone z tego, że są kobietami.
              A
              )
              ) o "podrzędnej roli" nie piszę inaczej niż w cudzysłowie, bo trudno mi
              traktować
              )
              ) jako coś "podrzędnego" rolę kobiet, do których należy przekazywanie życia,
              ) czyli w istocie najważniejsza sprawa dla naszego gatunku.

              Dużo pięknych wzniosłych słów. Nie lubię wzniosłych słów (tad!), dlatego styl
              pisania mam taki jaki mam. Jeśli natomiast styl pisania ma być wykładnią
              pozostałych cech mojej osobowości... co powiedzieć o Witkacym?
              Nie, tad, ja się do niego nie porównuję, nawet go nie lubię...
              koniec dygresji.
              Jeśli kobieta jest cicha z natury i nie lubi eksponować swoich poglądów, to
              raczej nie będzie się narażała na rzekome lub faktyczne szykany (vide z
              niniejszego podwórka: namiętna miłość niektórych forumowiczów dla poglądów
              feministycznych) z powodu wyrażania swojego niezadowolenia z faktu, że znajduje
              się na bardziej upośledzonej pozycji od swojego parnera (bo to niestety fakt i
              to nie tylko w naszych warunkach)
              co do przekazywania życia itd - wybacz Macieju - ale podobnych wzniosłych
              bredni nasłuchaliśmy się już dość. Zauważyłeś, że wiele razy oczywiste bzdury
              były przykrywane wzniosłymi słowami? Vide: kwiatek dla Ewy. To słowo klucz, ale
              Ty jako osobnik inteligentny nie powinieneś mieć problemów z rozwiązaniem
              zagadki.
              Dla mniej inteligentnych: fakt, że pełnimy funkcje biologiczne nie powinien
              rodzić dyskryminacji społecznych.


              ) A tu się różnimy. Dla mnie, jak i znacznej części społeczeństwa, rodzina nie
              ) jest "chłamem", lecz ważną wartością. O ile pamiętam, badania socjologiczne
              ) pokazują, że Polacy, wśród róznych wartości, stawiają rodzinę pa pierwszym
              ) miejscu.
              )

              O tak, pewnie. Tylko że: 1. wszystkie statystyki kłamią. W zasadzie mając
              dowolny zestaw danych można wyciągnąć dowolne wnioski, kwestia manipulacji
              2. rodzina jako taka i owszem, jest wartością. Tylko z samczego punktu widzenia
              (panowie, jak uczą starsze podręczniki do psychologii, mają skłonność do
              myślenia globalnego i analitycznego, bez zagłębiania się w niepotrzebne detale)
              pewne drobiazgi są mniej dostrzegalne: mówiąc 'chłam' miałam tu na myśli nie
              rodzinę jako tako, ale raczej cały bagaż uciążliwych czynności z
              utrzymaniem 'domowego ogniska' związanych. Domowe obiadki, czyste mieszkanie,
              świeżutkie firanki (umyte żaluzje, rolety - co Zosia uważa), wyprane skarpety
              itp. same sie nie zrealizują. Jasne, że dzięki AGD te czynności nie są tak
              upierdliwe jak kiedyś, ale wciąż muszą być zrobione. A niestety, z reguły
              brudny kibelek myje 'strażniczka domowego ogniska'... Cóż za zaszczyt!

              ) Można to tak ująć. Można również stwierdzić, że to kobiety były
              ) uprzywilejowane, bo były (i w zasadzie ciągle są) zwolnione z najcięższych
              ) prac, polowań, czy udziału w wojnach.
              )
              No, kontrowersyjne poglądy. Co do armii kobiecych (=w sensie działań
              operacyjnych, a nie łączność czy medycyna polowa) może i lepiej że były
              rzadkością - znając kobiecą agresję (często utajoną, niedostrzeganą, ale często
              dużo bardziej brutalną i bezwzględną niż męską) lepiej aby nie walczyły.
              Co do polowania - bywało różnie.
              Co do najcięższych prac - nie zgadzam się. Wiele kobiet wykonuje ciężkie prace
              w wymiarze przekraczającym 8 godzin dziennie.
              Mam w swoim życiorysie wątki związane z naprawdę ciężką, fizyczną pracą - mogę
              z czystym sumieniem oświadczyć, że wysiłek włożony w pracę pojmowaną
              jako 'męska' i 'kobieca' jest porównywalny w wielu przypadkach.
              No i argument trochę nie fair na forum feministycznym, ale co mi tam.
              Praca włożona w sam fakt urodzenia dzieciątka (bez cesarki czy oksytocyny) w
              wielu przypadkach dla przeciętnego pana jest ponad wyobrażenia. (jakbym chciała
              zagrać na niskich emocjach feministek, dodałabym jakieś finezyjne zdanie typu
              ona się wije w bólach, on z koleżkami pije pępkowe... niezłe, co?)
              A to dopiero początek...

              tak że z tą najcięższą pracą to pogląd dyskusyjny


              )
              ) Myślę, że coraz mniejsze znaczenie będą miały czynniki ekonomiczne, a coraz
              ) większe - emocjonalne.

              obyś się nie mylił - całkiem niedawno czytałam wypowiedź jakiegoś oszołoma
              (jaka szkoda, że nie pamiętam nazwiska!), że istnienie zależności ekonomicznej
              kobiety od mężczyzny jest istotnym czynnikiem zwiększającym trwałość rodziny.
              W nieco podobnym tonie są też utrzymane sprzeciwy przeciwko akcjom związanym z
              tępieniem przemocy w rodzinie (takie numery męscy rodacy robili na forum
              międzynarodowym) - trwałość za wszelką cenę.


              Mimo to "patrialchalny model rodziny" pozostanie
              ) najbardziej rozpowszechniony. Nie tylko dlatego, że kobiety, które wybierają
              ) dominujących mężczyzn, dobrze na tym wychodzą materialnie, ale też dlatego,
              że
              ) odpowiada to potrzebom emocjonalnym kobiet.

              To ja aż taka nietypowa jestem???
              Fakt, że facet ma osobowość dominującą, zapewnia lepszą pozycję materialną
              tylko w nielicznych przypadkach.
              Czy studiując socjobiologię nie zauważyłeś, że już od kilku tysięcy lat lepiej
              się dzieje samcom nastawionym na współpracę, niż na bezwzględną dominację?
              D. Morris w kilku swoich książkach opisał to jeszcze mniej literackim językiem
              niż mój :)) (nie tad, nie tylko 'naga małpa', on popełnił jeszcze parę innych
              dzieł)

              A potrzeby emocjonalne nie
              ) zmieniają się od tysięcy lat, pomimo zmiany warunków ekonomicznych.

              nie odczuwam potrzeby posiadania dominującego samca. Lwi model rodziny budzi
              mój sprzeciw

              )
              ) Oczywiście, pozostanie pewnien margines kobiet, którym zależność od mężczyzny
              ) kojarzy się fatalnie i mężczyzn - pantoflarzy - których te kobiety będą
              ) wybierać, by nie dać się zdominować mężczyźnie. O ile jednak "patrialchalne
              ) małżeństwo" samo w sobie nie gwarantuje jeszcze nikomu szczęścia (choć daje
              ) taką szansę), to małżeństwa, w których dominują kobiety lub małżonkowie
              walczą
              ) o władzę - zawsze są nieudane. Nie widziałem jeszcze kobiety, która
              zdominowała
              )
              ) swojego męża i była dzięki temu szczęśliwa.

              ... ale możesz mnożyć przykłady szczęśliwych, zdominowanych żon. Na ile ta
              ich 'szczęśliwość' jest maską? Dominant lubi wrócić i oprócz wypranych gaci
              mieć jeszcze uśmiechniętą, bezkrytyczną buzię przy stole (kochanie, podać Ci
              sól? Czy Ci smakuje?.. Ach, naprawdę, powiedziałeś to szefowi? Jaki Ty jesteś
              odważny!!!)
              Dominacja != partnerstwo.
              Pomijam przypadki dobrania się sadysty z masochistką.


              ) I może także dlatego feministki skazane są na wymarcie? :-)

              więc proszę więcej szacunku dla wymierającego gatunku...
              Dobrze, że poglądów nie zapisuje się w genach...

              ) Na tym właśnie polega wybieranie. Wybieramy zawsze
            • Gość: Aga Re: :-) IP: *.kbn.gov.pl 19.09.02, 13:00
              maciej.k1 napisał:

              > Myślę, że coraz mniejsze znaczenie będą miały czynniki ekonomiczne, a coraz
              > większe - emocjonalne. Mimo to "patrialchalny model rodziny" pozostanie
              > najbardziej rozpowszechniony. Nie tylko dlatego, że kobiety, które wybierają
              > dominujących mężczyzn, dobrze na tym wychodzą materialnie, ale też dlatego,
              że
              > odpowiada to potrzebom emocjonalnym kobiet. A potrzeby emocjonalne nie
              > zmieniają się od tysięcy lat, pomimo zmiany warunków ekonomicznych.

              Potrzeby emocjonalne są absolutnie indywidualne. Nie dzielą się na "męskie:",
              kobiece" itp. Np. o wiele bliższe mi są potzreby emocjonalne mojego meża
              (mężczyzny przecież) co poniektórych moich przyjaciółek czy tam koleżanek (jak
              by nie patrzeć - kobiet).
              >
              > Oczywiście, pozostanie pewnien margines kobiet, którym zależność od mężczyzny
              > kojarzy się fatalnie i mężczyzn - pantoflarzy - których te kobiety będą
              > wybierać, by nie dać się zdominować mężczyźnie. O ile jednak "patrialchalne
              > małżeństwo" samo w sobie nie gwarantuje jeszcze nikomu szczęścia (choć daje
              > taką szansę), to małżeństwa, w których dominują kobiety lub małżonkowie
              walczą
              > o władzę - zawsze są nieudane.

              A czy nie moze być tak, ze mężczyzna z własnej woli zrzeka się części tej
              władzy czy tam - jak to nazywasz - dominacji? Czy wogóle musi być "dominacja"?
              Taki mężczyzna nie musi być pantoflarzem. Pantoflarz to ktoś słaby, ulegający
              ze strachu przed bardziej energiczną od siebie kobietą. Tymczasem meżczyzna, o
              jakim piszę, może być człowiekiem bardzo silnym psychicznie, budzącym szacunek
              i miłość u kobiety, z którą żyje. I która jest mu od wielu lat wdzieczna, że
              konie tylko kocha, ale i tak pięknie pozwala się kochać.

              > Pracodawca ma ustawowy obowiązek utrzymywać w pracy kobietę w ciąży, czy na
              > urlopie macierzyńskim i płacić jej tak samo, pomimo, że na ogół nie jest ona
              > już pełnowartościowym pracownikiem. Feministki tu obecne wskazywały mi, że
              > pracodawca płaci w ten sposób na dziecko, a nie dla kobiety, wobec tego mój
              > zarzut, że kobiety są w ten sposób uprzywilejowane - jest bezsasadny.
              >
              > Skoro tak, to należałoby również akceptować sytuacje, gdy pracodawca ze
              swojej
              > dobrej woli finansuje utrzymanie dzieci swych pracowników - mężczyzn (nawet,
              > gdy nie ma takiego ustawowego obowiązku). Jesteśmy za równouprawnieniem, czy
              > nie?

              Zgadzam się z Tobą w zupełności. I stąd wziął się pomysł aby urlop macierzyński
              zastąpić urlopem rodzicielskim, do którego prawo będzie miało dow9olne z
              rodziców. Miało to mieć rangę ustawową, ale ponieważ nie dotyczy mnie to na
              razie osobiście, umknęło mi, czy rzeczywiscie już te zmiany wprowadzono:))


              >
          • Gość: tad soso i Zulo....1 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.02, 17:01
            ...zaintrygowaliście mnie tym zachwytem nad postami Zory. Zula stwierdza, że
            post jest "fajny mądry i ciekawy", soso, gratuluje dodając, ze post
            jest "kapitalny" i, że jest to "jeden z najmądrzejszych tekstów na forum".
            Trochę mnie to dziwi, zwazywszy na to jakie poglądy przedstawialiście tu
            wcześniej. Popatrzmy co pisze Zora:
            Gość portalu: ZORA napisał(a):
            > Wszystko zależy od definicji:)Jeśli pod hałem 'feministka' rozumiemy
            >oszołoma - jasne że nią nie jestem.Uważam, że wszelkich ortodoksów należy albo
            >wystrzelać, albo humanitarnie uśpić, w ostateczności wysłać na Marsa, albo w
            >okolice Prima Centauri.
            Na to Macej:
            > ) Jesteś pewna, że nie jesteś radykalna w swoich poglądach? Ja nie byłbym aż
            > tak surowy wobec nawet najbardziej zacietrzewionych feministek...
            Zora:
            > Nie, nie jestem. Jednak ten pogląd nie dotyczy tylko feministek, ale
            >wszystkich skrajnych, niezależnie od ukierunkowania.
            Jeśli Zora pisze to co pisze poważnie - jest szalona, jeśli jest to tylko
            kwestia stylu, nie ma tu nic, z czym nie mógłby się nie zgodzić Maciej czy ja -
            zbytni fanatyzm jest szkodliwy. Idźmy dalej:
            Zora:
            > ) ) Jeśli jest to osoba, która za wszelką cenę usiłuje znaleźć 'chodliwe'
            > ) ) usprawiedliwienie dla swoich niepowodzeń - też nie bardzo.
            Maciej:
            > ) Zgadzam się z Tobą.
            Jeśli więc jest to "mądre i kapitalne", to jest to "mądrość i kapitalność", pod
            ktorą podpisuje się też Maciej. Dalej:
            Zora:
            > Jestem feministką, jeśli mówimy o równych szansach, o prawie wyboru - dla
            > obojga płci.
            To nic nowego tutaj. Powtarzają to właściwie wszyscy. Trudno uznać to za
            szczególne odkrycie. Dalej:
            >Jestem też biologiem, od dobrych dziesięciu lat zafascynowany
            > ) m teoriami socjobiologii (Cieszę się, Macieju, że nie ja sama jedna czytam
            > ) ) takie 'zberezieństwa' ;-))) Specjalne, feministyczne pozdrowienie!)
            To już dla Was powinna być herezja. Za nawiązywanie do socjobiologii
            okrzyknięty zostałem tu już rok temu uczniem Hitlera. Dla Kingi Dunin
            socjobiologia to nie nauka, tylko mit mający uzasadniać patriarchalne status
            quo. Nic więc dziwnego, że faszysta-mitoman Maciej pisze:
            > ) Dzięki! Cieszę się, że lubisz socjobiologię! (Specjalne dla Ciebie,
            > ) patrialchalne ucałowanie w rękę!)
            Na co Zora:
            > oho!!!! Czyżby socjobiologia dziś jeszcze była nauką zakazaną?
            Trudno uznać mi tą odpowiedź za szczyt "mądrości i kapitalności". Ot - taka
            sobie odpowiedź. Ani głupia, ani mądra. Za to dalej Zora wygłasza zupełną już -
            z Waszego punktu widzenia - herezję:
            > Niestety, pewne biologiczne uwarunkowania z góry predysponują kobietę do
            > grania podrzędnej roli - i żadne wzniosłe bredzenie o matce Polce, >karmieniu
            >piersią i rozkoszach macierzyństwa moich poglądów tu nie zmieni.
            Toż za pisanie czegoś takiego okrzyknięto nas tu z Maciejem durniami! Tyle, że
            my nie pisaliśmy o "wzniosłych bredniach o Matce Polce", ale o feministycznych
            bredniach o "równości". Czy to aż tak duża różnica? Maciej pisze dalej:
            > ) Muszę Ci zwrócić uwagę, że znaczna część, jeśi nie zdecydowana większość
            > kobiet nie narzeka na tą "podrzedną rolę" - a nawet za nic nie chciałaby się
            > zamienić z mężczyznami... :-)
            Na co Zora:
            > no to super. Co prawda z tym akurat bywa różnie, zauważ, że pewne "poglądy"
            >się miewa, bo "tak trzeba". Zdarzało mi się rozmawiać z
            >kobietami "zadowolonymi z podrzędnej roli", ale między wierszami brzmiały
            >całkiem inne nuty.
            Czyli Zora zgadza się z Maciejem, dodając, że bywa też inaczej - z czym z kolei
            każdy się zgodzi. Od kazdej reguły bywają wyjątki.Dalej Zora pisze:
            > Nie mówię tu o macierzyństwie - prawdopodobnie instynkt macierzyński jako
            >taki istnieje (prawdopodobnie - bo mimo macierzyństwa niespecjalnie go
            >odczuwam, ale trudno wykluczyć, że w ramach zmienności osobniczej 'inne mają
            >inaczej').
            Tu też Zora powtarza, to co pisaliśmy wcześniej z Maciejem. Za stwierdzenie, że
            instynkt macierzyński istnieje soso ogłosił nas przy innej okazji półgłówkami.
            Teraz jest to przejaw "mądrości". Cóż. Czasy się zmieniają. Idźmy dalej. Zora:
            > Mówię tu o czystym, chamskim utrzymaniu rodziny w sensie tego całego chłamu,
            > który się nazywa domowym ogniskiem, a którego kobieta ma być strażniczką.
            Język jakiego Zora tu używa najlepiej o niej nie swiadczy, na co Maciej zwrócił
            jej uwagę. Być może dla Was ten styl jest oznaką mądrości. Dla mne nie. Rzecz
            gustu (i charakteru?). Dalej, Zora pisze:
            > Tak się składa, że przez stulecia układ rodzinny był optymalnym sposobem
            >życia naszego gatunku - w zasadzie chyba jedynym możliwym, niezależnie od
            >istnienia różnych wariacji typu poli-coś tam. Jednak życie w rodzinie pociąga
            >za sobą pewne konsekwencje - fakt uprzywilejowania samca był konieczny, aby
            >zapewnić przetrwanie rodzinie. Na pewnym etapie wskazana była nawet jego pewna
            > brutalność.
            I znów jest to to, co piszemy tu z Maciejem od roku. Dlaczego nas się za to
            wyzywa od chamów, a Zorę wynosi się pod niebiosa? To już jest zagadka zgoła
            psychologiczna. Dalsza część w poscie nr 2.


            • Gość: ZORA Re: soso i Zulo....1 IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 18.09.02, 23:50
              ,,,wiem, nie bezpośrednio do mnie, ale jako istota chamska i prymitywna
              pozwalam sobie na odpowiedź...


              > Jeśli Zora pisze to co pisze poważnie - jest szalona, jeśli jest to tylko
              > kwestia stylu, nie ma tu nic, z czym nie mógłby się nie zgodzić Maciej czy
              ja -

              Najzupełniej poważnie, zresztą widzę że sie zgadzasz:
              >
              > zbytni fanatyzm jest szkodliwy.

              skrajne poglądy = zbytni fanatyzm.
              Dlaczego uśpić albo na księżyc? Bo tam mogą sobie fanatykować bez wpływu na
              resztę społeczeństwa. Mogą się pozabijać w imię wyimaginowanych wartości, nie
              moje kredki, jeśli nie będzie to na mnie oddziaływać. Podobny sprzeciw budzi
              fakt, aby banda ograniczonych kretynów blokowała szansy połowy swojego
              społeczeństwa tylko dlatego, że jeden z nich przeczytał i 'pomyślał', podzielił
              się z resztą, a reszta bezkrytycznie zaakceptowała.
              Hitler nie nawiązywał do socjobiologii, może i lepiej


              > Jeśli więc jest to "mądre i kapitalne", to jest to "mądrość i kapitalność",
              pod
              >
              > ktorą podpisuje się też Maciej.

              excuse me, a co ma jedno do drugiego? Nie roszczę sobie wyłączności do moich
              poglądów...


              > To nic nowego tutaj. Powtarzają to właściwie wszyscy. Trudno uznać to za
              > szczególne odkrycie.

              Nie widać w naszej rzeczywistości.
              Poza tym tad, zauważ, że 'wszyscy' to takie ładne słowo. Wszyscy to znaczy
              nikt...


              > To już dla Was powinna być herezja. Za nawiązywanie do socjobiologii
              > okrzyknięty zostałem tu już rok temu uczniem Hitlera. Dla Kingi Dunin
              > socjobiologia to nie nauka, tylko mit mający uzasadniać patriarchalne status
              > quo.

              Naprawdę to takie ryzykowne?... O Wielka Femino, jak ja ryzykowałam...
              Co do Kingi Dunin, miło się ją czyta, ale jej pojęcie o socjobiologii jest
              wyrywkowo- hasłowe, z nastawieniem na tanią sensację. To żaden autorytet - ale
              przecież jest dziennikarzem, więc o co chodzi?...



              > z Waszego punktu widzenia - herezję:

              Czy to coś złego?

              > Toż za pisanie czegoś takiego okrzyknięto nas tu z Maciejem durniami! Tyle,
              że

              jaki wątek, przepraszam? Ograniczenia czasowe powodują, że nie śledzę
              wszystkich wątków, które są tego warte...

              > my nie pisaliśmy o "wzniosłych bredniach o Matce Polce", ale o
              feministycznych
              > bredniach o "równości". Czy to aż tak duża różnica?

              Oczywiście że tak. Kolosalna. Przyklejenie aktowi biologicznemu, którym jest
              rozród, wzniosłej etykiety moze by było znośne, gdyby nie cała otoczka braku
              szacunku, który w odniesieniu do matek jest widoczny niemal na każdym kroku.
              Feministyczne brednie o równości musiały się skądś wziąć. Np. z zauważenia, że
              się nie ma prawa wyborczego, własnym majątkiem rządzi mąż/ojciec/brat/syn itp.

              Na marginesie, czemu się nic nie pisze o 'Ojcu Polaku?' Podobno akt płciowy
              wymaga od faceta jakiegoś straszliwego wysiłku (gdzieś czytałam o 3000 kcal,
              ale chyba to mało prawdopodobne, nie dotarłam do danych źródłowych), dlaczego
              nikt tego nie eksponuje?... może dlatego, że szacunek do ojcostwa jest w
              społecznej podświadomości wryty na tyle głęboko, że żadna indoktrynacja nie
              jest tu potrzebna...
              ot, taki wtręt feministyczny


              > Czyli Zora zgadza się z Maciejem, dodając, że bywa też inaczej - z czym z
              kolei
              >
              > każdy się zgodzi. Od kazdej reguły bywają wyjątki.

              Miałam ja (albo Maciej) na siłę poszukać kontrargumentu?


              > Tu też Zora powtarza, to co pisaliśmy wcześniej z Maciejem. Za stwierdzenie,
              że
              >
              > instynkt macierzyński istnieje soso ogłosił nas przy innej okazji
              półgłówkami.
              > Teraz jest to przejaw "mądrości". Cóż.

              Przyjmij wyrazy współczucia za bycie niedocenionym, niezrozumiałym i
              niepodziwianym przez wredne babsztyle...
              Szkoda że nie śledziłam tego wątku. Inne wypowiedzi soso jednak widziałam i
              chyba coś tu pokręciłeś?
              Faktu że instynkty takie lub inne ciągle nas obowiązują, nie da się zanegować.
              Ale też nie można wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków, może tego typu
              patriarchalny grzeszek uczyniłeś na forum?...
              Przykład? Jest faktem, że pan ma instynkt skłaniający go do wykorzystywania
              określonych części swojej anatomii w określony sposób. Czy wobec tego mam
              sprowadzać każdego faceta, z definicji, do roli tego właśnie organu?



              > Język jakiego Zora tu używa najlepiej o niej nie swiadczy, na co Maciej
              zwrócił
              >
              > jej uwagę. Być może dla Was ten styl jest oznaką mądrości. Dla mne nie. Rzecz
              > gustu (i charakteru?).

              wobec tego masz bardzo zawodny system oceny, jeśli mój z lekka chamski,
              ironiczny styl skłonił Cię do oceny mojej skromnej osoby...
              Jak dotąd nie udało mi się znaleźć w Twoim poście żadnego konkretnego zarzutu.
              Cóż, geniusze, chodźmy dalej (to cytat mojej nauczycielki)


              Dalej, Zora pisze:
              > > Tak się składa, że przez stulecia układ rodzinny był optymalnym sposobem
              > >życia naszego gatunku - w zasadzie chyba jedynym możliwym, niezależnie od
              > >istnienia różnych wariacji typu poli-coś tam. Jednak życie w rodzinie pocią
              > ga
              > >za sobą pewne konsekwencje - fakt uprzywilejowania samca był konieczny, aby
              >
              > >zapewnić przetrwanie rodzinie. Na pewnym etapie wskazana była nawet jego pe
              > wna
              > > brutalność.
              > I znów jest to to, co piszemy tu z Maciejem od roku. Dlaczego nas się za to
              > wyzywa od chamów, a Zorę wynosi się pod niebiosa? To już jest zagadka zgoła
              > psychologiczna. Dalsza część w poscie nr 2.
              >
              >
              • Gość: zula tadzio IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 19.09.02, 11:45
                dlaczego wprost nie poprosisz, ze chciałbyś być pogłaskany po główce?
          • Gość: tad soso i Zulo ......cz.2 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.02, 17:02
            Idźmy dalej. Gość portalu: ZORA napisał(a):
            > Tyle że teraz warunki się zmieniły, i niestety, nasza biologia
            (socjobiologia?)nie za bardzo nadąża. Pod pewnymi względami struktura rodziny w
            >tradycyjnym znaczeniu przestała funkcjonować poprawnie w dzisiejszych
            >warunkach.Szalenie mnie ciekawi, jak będzie wyglądała ewolucja życia
            >społecznego naszego gatunku. Macieju, masz jakiś pomysł?
            > Patrialchalne świnie zdołają nagiąć niepokorne karki wrednych samic, czy też
            > szalone, głupie i nieodpowiedzialne feministki zdołają wcisnąć dziecko w
            >brzuch(dosłownie ;-))) swoim samcom?
            Pomijając knajacki język (wybacz Zoro) nie ma tu nic, czego nie pisaliśmy, lub
            niemoglibyśmy z Maciejem napisać. Zora niczego tu nie deklaruje, a jedynie
            stwierdza, że jest ciekawa jak będzie wyglądać przyszłość. Jak wszyscy. Dalej:
            > ) ) Zmiany, które miały doprowadzić do równouprawnienia, postawiły kobiety na
            > ) ) przegranej pozycji - obowiązku rodzenia i spełniania się macierzyńsko nikt
            > ) z kobiety nie zdjął i w tej chwili nie zdejmie.
            To po prostu stwierdzenie, że tylko kobiety rodzą dzieci i są matkami. Trudno
            uznać to za odkrycie. Maciej na to:
            > ) Nie ma ustawowego obowiązku rodzenia ani spełniania się w macierzyństwie.
            > ) Ciągle pozostaje to wolnym wyborem kobiet.
            Na co Zora:
            > bla bla bla czysto teoretycznie.bądź pewien, jeśli przyrost naturalny spadnie
            >poniżej pewnego poziomu, znajdą się 'naturalne mechanizmy', aby przynajmniej
            >część pań (tych o bardziej >uległym charakterze moze) 'przekonać' do tej
            >najszlachetniejszej dzialalności, jaką jest propagacja DNA.
            O ile Maciej pisze tu o tym co jest, Zora prorokuje jak to będzie w
            przyszłości. Czy to jest ten fragment pełen mądrości? Dalej. Zora:
            > I tu ja, jako feministka mam dylemat... powinnam dodac 'DNA samca'... jednak
            > jako biolog mam te satysfacje, ze moj syn ma jakies 55 - 60% wiecej mojego
            >DNA,niz jego ojca...
            Poniewaz potem Zora sugeruje, ze nie pisałA tego poważnie, więc nie zatrzymujmy
            się nad tym, idźmy dalej. Zora:
            > poważnie: tak naprawdę wolny wybór nie istnieje. Istnieje tylko wybór
            > konsekwencji
            To też nie powinno się Wam podobać! Przecież tyle się tu nagadaliście o wadze
            wolnego wyboru! Dalej. Zora:
            > Natomiast możliwość zdobywania kasy w jakiś sposób odciąża faceta od
            > odpowiedzialności za byt rodziny. Facet to zwierzę leniwe, nie bardzo jemu
            > się chce gary myć czy podłogę pucować (=podejmować szeroko pojęte obowiązki
            >domowe), więc...No więc mamy teoretyczne równouprawnienie, absurdalność
            >niektórych założeń Forumowicze wytykali tu niejednokrotnie, natomiast w
            >praktyce te równe szansewyglądają tak, że ich nie ma Bo niestety, ale pewna
            >dysproporcja jest >zapisana w DNA a od biologii się nie ucieknie, nawet za
            >pomocą Konstytucji.
            To też jest to co piszemy tu od roku z Maciejem!! Nic dziwnego, że Maciej
            pisze na to:
            > ) Tak!
            Zora:
            > ) ) Stereotypy istnieją i istnieć będą.
            Nawet nie komentuję. Zrobił to Maciej:
            > ) Oczywiście!
            Zora:
            > ) ) Różnice między płciami - tak samo.
            Maciej:
            > ) Jasne!
            Zora:
            > Ale czy to znaczy, że mamy godzić się z niższymi zarobkami za tę samą pracę?
            Odpowiadam - nie znaczy, i nigdy nie twierdziłem, że powinno być inaczej. Jesli
            jest to "mądrość" to i moja. Dalej. Zora:
            > tu mam własne poglądy ugruntowane doświadczeniem :(((
            > (prezes jednej z firm, gzie pracowalam, nawet sie nie kryl z tym, ze moj
            >kolega(tylko srednie, wydajnosc ponizej sredniej, liczne wpadki i bledy,
            >podejrzenie o kradziez w firmie) - zarabial wiecej, no bo 'chlop ma rodzine na
            >utrzymaniu a ty na kosmetyki tyle nie potrzebujesz'. Nadmieniam, ze juz wtedy
            >bylam samodzielna (nie na garnuszku rodzicow)
            To nic nowego. Takie historie były już tu przytaczane. Można w odpowiedzi
            opowiedzieć o paniach awansujących "przez łóżko". Dalej jest dialog o
            macierzyństwie, gdzie obie streony się zgadzają. Zora:
            > ) ) Jak pogodzić macierzyństwo, które z definicji niesie utratę niezależności,
            > ) z zachowaniem tej niezależności?
            Maciej:
            > ) Nie da się pogodzić. Trzeba wybrać jedno lub drugie. Albo skrzywdzić
            dziecko samotnym macierzyństwem.
            Zora:
            > ,,,ano wlasnie. I z tego wynika ten odruch niecheci wzgledem feministek -
            >jest to zdrowy instynkt samozachowawczy. Baba ma macice i ma rodzic, a nie
            >wymyslac farmazony o rownouprawnieniu. Bo tu konieczny jest wybor - dobro
            >jednostki albo dobro gatunku. Wiec albo utozsamimy sie (my jako samice) z
            >dobrem gatunku, albo jestesmy przeciw temu dobru wybierajac dobro (wygoda,
            >kasa, przemile poczucie niezaleznosci) swoje wlasne.Pierwsze wyjscie nawet
            >czasami sie konczy sukcesem i w ten sposob mamy biel jeszcze bielsza meza
            >handlowca, ktoremu obowiazkowa zona prasuje koszule.
            Jeśli mogę dodać tu coś od siebie, to tylko to, że jesli Zora pisze poważnie,
            to znaczy, ze socjobiologią przejęła się za mocno. Popadła w skrajność, przed
            którą sama przestrzega. Zdarza się. Reszta w cz. 3


            >
            > Ale i tak jestem feministka. Nawet jesli pomysl na parytet wydaje mi sie
            > chybiony... juz znacznie mniej chybione sa inne pomysly
            >
            >
            > ) ) Jak wytłumaczyć samcowi, że skoro samica podała
            > ) ) ten cholerny obiadek, to on powinien pozmywać gary?
            > )
            > ) Wziąć go na ambicję: "nie mam do ciebie żalu, że nie umiesz zapewnić mi
            > ) zmywarki..." ;-)
            > )
            >
            > to chyba mam pecha... minimalizacja wysilku - to haslo naczelne i motto
            > wiekszosci samcow (ok, nie wszystkich, ale jednak wiekszosci) dookola mnie.
            > Szczegolnie jak nie lubia danej czynnosci (moj pan maz kilka razy rozrzewnial
            > sie jak to on kocha myc podloge... efekt wiadomy... na pewno on jej nie myje!)
            >
            > ) ) A może nie powinien?
            > ) ) Co to jest 'naturalny porządek rzeczy'?
            > ) ) Pozdrawiam Forumowiczów i wszystkie Feministki, szczególnie serdecznie te,
            > )
            > ) ) które zachowały nieco zdrowego rozsądku (a to trudna sztuka :))
            > )
            > ) O tak! Ale trzeba się starać! Z patrialchalnym ucałowaniem -
            >
            > Ave Caesar morituri te salutant....
            >
            • Gość: ZORA Re: soso i Zulo ......cz.2 IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 19.09.02, 00:16


              > Pomijając knajacki język (wybacz Zoro) nie ma tu nic, czego nie pisaliśmy,
              lub
              > niemoglibyśmy z Maciejem napisać.

              język rzecz zmienna, następny post mogę napisać stylem barokowym lub biblijnym,
              nieistotne.
              Ale kolejna rzecz '...lub niemogliśmy z Maciejem napisać'

              jednak nie napisaliście.

              Widzisz, kiedyś czytałam taką małą książkę. Powiedzmy, 'łatwiejsze kawałki'
              Fermata. Coś Erich Fromm. Może Ojciec Bocheński - godny polecenia! Nieważne.
              Czy wiesz, że każdy z nich nie napisał niczego, czego nie mogłabym napisać?
              Ale nie napisałam.


              > To po prostu stwierdzenie, że tylko kobiety rodzą dzieci i są matkami. Trudno
              > uznać to za odkrycie.

              Powiedzmy, spłyciłeś. No ale, mężczyzna który rozumuje ogólnie bez zwracania
              uwagi na zaciemniający obraz szczegóły, może spłycać bezkarnie.

              > O ile Maciej pisze tu o tym co jest, Zora prorokuje jak to będzie w
              > przyszłości. Czy to jest ten fragment pełen mądrości?

              Przyszłość pokaże


              > Poniewaz potem Zora sugeruje, ze nie pisałA tego poważnie, więc nie
              zatrzymujmy
              >
              > się nad tym, idźmy dalej.

              no cóż, tym nie mniej fakty te pozostają faktami. Można pokusić się o
              stwierdzenie, że podczas rozrodu samce w jakiś sposób 'pasożytują' na samicach,
              bo ich wkład w tworzenie gamet w odniesieniu gameta/potomek jest znacznie
              mniejszy niż samic (róznica między jajem, szczególnie politroficznym, jak u
              ptaka czy gada, a plemnikiem mówi sama za siebie). No, ale to tylko wtręt
              biologa. Co nie znaczy, ze ten i tamten (o 55% DNA matki w materiale
              genetycznym syna) były pisane niepowaznie lub z naginaniem faktów


              > To też nie powinno się Wam podobać! Przecież tyle się tu nagadaliście o wadze
              > wolnego wyboru!

              nagadaliście. Czy to znaczy że jesteś za odgórnymi dyrektywami?
              Ja też uważam, że mozliwość wolnego wyboru jest rzeczą świętą. Tylko że za tym
              wyborem idą konsekwencje i tego się nie da uniknąć. Odkrywcze to nie jest,
              przynajmniej w teorii. W praktyce bywa róznie


              > To też jest to co piszemy tu od roku z Maciejem!! Nic dziwnego, że Maciej
              > pisze na to:
              > > ) Tak!

              odkrywcze, rzeczywiście.


              > Nawet nie komentuję.
              Dzięki i za to

              > Odpowiadam - nie znaczy, i nigdy nie twierdziłem, że powinno być inaczej.
              Jesli
              >
              > jest to "mądrość" to i moja.

              i każdego (no, prawie, nawiązując do moich doświadczeń), kogo wprost o to
              zapytasz
              Jacy my wszyscy mądrzy i wspaniali. Szkoda tylko, że w życiu jest inaczej


              > To nic nowego. Takie historie były już tu przytaczane. Można w odpowiedzi
              > opowiedzieć o paniach awansujących "przez łóżko".

              Rozumiem, że zgwałcony facet przerażony tym faktem awansował panią w nadziei,
              że żaden inny mobing mu się nie trafi.
              Niestety, moja historia jest niczym nowym. Tyle że to stwierdzenie (nihil novi)
              samo w sobie jest dość przerażające. Drastyczniej? Zgwałcono muzułmankę w
              charakterze zemsty plemiennej. Nic nowego, takie rzeczy i gorsze jeszcze, też
              opisali w gazecie.

              Dalej jest dialog o
              > macierzyństwie, gdzie obie streony się zgadzają.

              aż tak to trudno przyjąć?



              > Jeśli mogę dodać tu coś od siebie, to tylko to, że jesli Zora pisze poważnie,
              > to znaczy, ze socjobiologią przejęła się za mocno.

              jestem biologiem, ale żaden z odłamów tej pięknej nauki nie zaszkodził mi,
              wbrew temu, co sugerujesz. Gdybym popadła w skrajność, zamiast tego, co robię,
              prałabym pieluchy kolejnego potomka, radośnie oczekując, że pan i władca rąbnie
              mnie w twarz za zupę zbyt słoną. Radośnie - bo brutalną przemoc odebrałabym
              jako symptom jego biologicznej wartościowości.
              Nie, nie przejęłam się aż tak.
              Socjobiologia to narzędzie. Za pomocą tego narzędzia można określić przyczyny
              pewnych zjawisk, a uwzględniając podstawowe jego założenia, zbudować coś nowego.
              Zanim spłycisz i uogólnisz: budując samolot musisz wziąć pod uwagę kilka
              twierdzeń fizycznych. Czy mając świadomość, że na Ziemi obowiązuje grawitacja,
              a powietrze stawia opór, popadasz w skrajność?
              Jako gatunek podlegamy prawom biologicznym.
              Socjobiologia odarła część mitu zwanego humanizmem (tad: humanizm jako rodzaj
              antropocentryzmu, nie myl, proszę, z humanitaryzmem)

              Popadła w skrajność, przed
              > którą sama przestrzega. Zdarza się.

              nie mnie.

              Reszta w cz. 3

              ok
              • Gość: zula tadzio tadzio IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 19.09.02, 11:54
                zazdrość to baardzo brzydka cecha...ale skoro chcesz się dalej kompromitować-
                proszę. to forum jest jak twoja wyśniona Matka
                Polka- zniesie wszysko, wszystkie pomyje i rzygowiny które tutaj wylewasz. poza
                tym zrób mi przysługę i nie tłumacz wiecej postów Zory i Maćka. Wszyscy umiemy
                czytać, i dobrze znamy swoje poglady.
          • Gość: tad Soso i Zulo... cz 3 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.02, 17:02
            Zora pisze:
            > Ale i tak jestem feministka. Nawet jesli pomysl na parytet wydaje mi sie
            > chybiony... juz znacznie mniej chybione sa inne pomysly
            Parytet to chybiony pomysł? To jest mądre - ja się zgadzam, ale Wy?. Dalej.
            Zora:
            > ) ) Jak wytłumaczyć samcowi, że skoro samica podała
            > ) ) ten cholerny obiadek, to on powinien pozmywać gary?
            Maciej:
            > ) Wziąć go na ambicję: "nie mam do ciebie żalu, że nie umiesz zapewnić mi
            > ) zmywarki..." ;-)
            Zora:
            > to chyba mam pecha... minimalizacja wysilku - to haslo naczelne i motto
            > wiekszosci samcow (ok, nie wszystkich, ale jednak wiekszosci) dookola mnie.
            > Szczegolnie jak nie lubia danej czynnosci (moj pan maz kilka razy rozrzewnial
            > sie jak to on kocha myc podloge... efekt wiadomy... na pewno on jej nie myje!)
            Zora opowiada tu o mężczyznach ze swojego otoczenia. To raczej obserwcja
            środowiskowa niż "mądrość". Kończy się to wszystko tak:

            > ) ) A może nie powinien?
            > ) ) Co to jest 'naturalny porządek rzeczy'?
            > ) ) Pozdrawiam Forumowiczów i wszystkie Feministki, szczególnie serdecznie te,
            > ) ) które zachowały nieco zdrowego rozsądku (a to trudna sztuka :))
            > ) O tak! Ale trzeba się starać! Z patrialchalnym ucałowaniem -
            >
            > Ave Caesar morituri te salutant....

            I teraz mam do Was moi drodzy pytanie. Co takiego wyjątkowo błyskotliwego, jest
            w tym co napisała Zora? Większość tego, co tu przedstawiła pisaliśmy z Maciejem
            w setkach już chyba postów i spotkały nas za to głównie obelgi. Jedyna różnica
            jest taka, ze Zora używa miejscami języka - nazwijmy to - nieparlamentarnego,
            czego ja i Maciej unikamy, i że - najwyraźniej - uwiodła ją socjobiologia w
            stopniu już nieco zbyt duzym, (co Wam akurat nie powinno się chyba podobać).
            Czy o ten język chodzi? O radykalizm? To są wyznaczniki mądrości dla tutejszych
            feministek? Chmmmmmm.....................
            • Gość: ZORA Re: Soso i Zulo... cz 3 IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 19.09.02, 00:35

              > Parytet to chybiony pomysł? To jest mądre

              OOOO!!!!! TAD POCHWALIŁ MÓJ POGLĄD!!!!!
              (przepraszam jeśli mój okrzyk zachwytu uraził czyjeś wrażliwe oczka)

              > Zora opowiada tu o mężczyznach ze swojego otoczenia.

              to chyba oczywiste - cechą nauk biologicznych jest czerpanie wiedzy
              ('mądrości', jak sarkastycznie chce tad) z obserwacji - w laboratorium czy w
              terenie. A jeśli szereg obserwacji niesie podobne spostrzeżenia, opracowuje się
              hipotezę, która czasami tak, a czasami nie przechodzi do kanonu.
              Fakt wykorzystywania swoich doświadczeń i obserwacji uważam za słuszny, tym
              bardziej, że w tym akurat przypadku rzeczywiście większość partnerów żywi
              niechęć do opisywanych zajęć i raczej cennego czasu na nie nie marnuje.
              Piwko z kumplami czy też motokross w tv - ileż to bardziej inspirujące!


              >
              > I teraz mam do Was moi drodzy pytanie. Co takiego wyjątkowo błyskotliwego,
              jest
              >
              > w tym co napisała Zora? Większość tego, co tu przedstawiła pisaliśmy z
              Maciejem
              >
              > w setkach już chyba postów i spotkały nas za to głównie obelgi. Jedyna
              różnica

              chyba niekoniecznie jedyna różnica?... nie ma wyjścia, chyba muszę pooglądać te
              setki wątków, bo jak w sumie wyjdzie, że ja, wojująca feministka (no, prawie)
              mam w gruncie rzeczy poglądy patriarchalnych samców... to się schizofrenia
              nazywa, czyż nie?
              tad, myślę że spłycasz

              > jest taka, ze Zora używa miejscami języka - nazwijmy to - nieparlamentarnego,
              > czego ja i Maciej unikamy,

              ja swój język nazywam dosadnym, ale do języka naszych parlamentarzystów jeszcze
              mi daleko. Z tego wszystkiego, co tu napisałeś, wynika, że w zasadzie Ty masz
              podobne poglądy co ja, tyle że Ciebie zelżono, nie zrozumiano i w ogóle dno,
              a ja, dzięki wulgarnemu językowi...

              Jeżeli tylko ta róznica rzuciła Ci się w oczy, to cóż...

              i że - najwyraźniej - uwiodła ją socjobiologia w
              > stopniu już nieco zbyt duzym,

              patrz końcowy fragment poprzedniego postu. Z tą opinią nie mogę się zgodzić.
              Odrzuciłam pryzmat humanitaryzmu (antropocentryzmu) i pewne zjawiska postrzegam
              z biologicznego punktu widzenia - ale to nie oznacza, że się z tym godzę i
              akceptuję.
              Może tu tkwi róznica?

              > Czy o ten język chodzi? O radykalizm? To są wyznaczniki mądrości dla
              tutejszych
              >
              > feministek? Chmmmmmm.....................


              ...radykalizm?! No fakt, nie lubię ortodoksyjnych ekstremistów, bez wahania
              zamykałabym sprawców pobić i gwałtów (nie przyjmując tłumaczenia, że zupa była
              za słona albo że ona myślała tak chociaż mówiła nie), ale tak poza tym poglądy
              mam niezbyt skrajne.
              A może się mylę i przez fakt niechęci do żelazka i szmaty należałoby mnie
              wysłać na księżyc lub uśpić? humanitarnie???
              Hmm!!!


              Soso i zula :- )) Pozdrawiam serdecznie
              Wasze posty czytam z dużą przyjemnością... chociaż dopiero po poście tada
              zorientowałam sie, że chyba dużo ciekawych wypowiedzi udało mi się przegapić.
              Z feministycznym pozdrowieniem
              ZORA
          • Gość: maly.k Re: :-) IP: *.sympatico.ca 19.09.02, 02:31
            Gość portalu: ZORA napisał(a):
            > Czyżby socjobiologia dziś jeszcze była nauką zakazaną?
            Z tego co wiem, socjobiologia nie jest zakazana. Ale nie
            jest też nauką.

            Pozdrawiam,

            mk.
            • Gość: soso forma i tresc IP: 195.41.66.* 19.09.02, 07:13


              Tad pisal w swym poscie rzekomo mnie cytujac:

              '..zaintrygowaliście mnie tym zachwytem nad postami Zory. Zula stwierdza, że
              post jest "fajny mądry i ciekawy", soso, gratuluje dodając, ze post
              jest "kapitalny" i, że jest to "jeden z najmądrzejszych tekstów na forum".'

              Prosze na drugi raz nie wkladac w cudzyslowy czegos, czego nie napisalem.
              Powazne wypaczenie, Tad!!! :-)




              Niestety, mimo checi adoracji tego watku (w koncu przeciez trafilem na tytuly!)
              nie mialem sil czytac dokladnie wielkich postow. Jednak mimo wszystko cos musze
              napisac bo mi reka swierzbi. Otoz, tak Maciej jak i Tad chyba nie wyczuli o co
              chodzi, przynajmniej o co mi chodzilo i prawdopodobni Zori.

              Drodzy moi w umilowaniu, Zora mi sie spodobala bo teks jest napisany z polotem,
              w swobodnym stylu i przyjemnie sie czyta bo usmiech bezwiednie sam pojawia sie
              na twarzy. Co do tresci: walkowane sa od lat te same sprawy i powtorzenia po
              stronie szczegolnie Macieja nic nowego nie wnosza. Czytam te ograne melodie i
              nawet zaczynam sie bac, ze na dowolnym kongresie towarzystwa przyjaciol
              patriarchatu moglybym prawie bezblednie odtwarzac jego poglady i byc uznanym za
              swego - zgroza! Co do Zory zas to zwyczajnie podoba mi sie kladzenie kawy na
              lawe + jezyk. I to wszystko. Tad, jak zaczepiasz o slowka i ze nie jestes
              Hitlerem (wiemy przeciez) czy ze Zora jest nim bo powystrzeliwala by fanatykow
              to dajesz tylko wyraz swego braku wyczucia konwencji. Nie wszystko nalezy
              czytac wprost! Ale wiemy, co Zora ma na wysli, wiemy, ze skrajnosci budza w
              niej niechec i to chciala przekazac i to sie jej udalo, no moze za wyjatkiem 2
              panow ktorzy 'nie zrozumieli'.

              Czekam na dalszy ciag!

              pzdrw

              soso
              • Gość: zula oraz znak, styl, konwencja... IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 19.09.02, 12:08
                Tak już jest ze słowem- jeżeli patrzycie na kazdy wyraz osobno nigdy nie
                powstanie z tego całość. I proponuję nie słuchać już podszeptów dochodzacych z
                głowy, bo moga zaburzać percepcję. Dlatego zachęcam do ponownej próby
                interpretacji wielce ciekawego, lekkiego, błyskotliwego wątku Zory.
                z tej rozprawki Tad dostaje dwójkę plus. nie postarał się czy nie rozumie?
                • maciej.k1 do Tada 19.09.02, 15:17
                  Zula i Soso zupełnie nie potrafią dyskutować, abstrahując od płci dyskutanta i
                  jego samookreślenia jako zwolennika lub przeciwnika feminizmu. Twój post
                  doskonale to wykazał. Działają jak automaty - gdy post podpisuje osoba
                  deklarująca się jako feministka - automatycznie kiwają głowami. Gdy post
                  podpisuje osoba deklarująca się jako antyfeminista - będą próbować podważać
                  każde zdanie, nawet "ziemia jest okrągła".

                  List Zory to był poniekąd dobry eksperyment. Zora zaprzeczyła większości ich
                  tez, które jeszcze niedawno tak gorąco popierali. Co nie przeszkodziło im
                  uznać, że to bardzo mądry tekst.

                  Czy feminizm Soso i Zuli to są jakieś określone poglądy, które oni wyznają? Nic
                  podobnego - ich poglądy się zmieniają jak horągiewka na wietrze. To tylko "stan
                  umysłu" i "znak zapytania stawiany kulturze", cokolwiek to oznacza...
                  • suzume do maćka 19.09.02, 15:26
                    maciej.k1 napisał:

                    > Gdy post podpisuje osoba deklarująca się jako antyfeminista - będą próbować
                    > podważać każde zdanie, nawet "ziemia jest okrągła".

                    maciej, to powiedziałam rok temu o Tobie (oczywiście zamiast 'antyfeminista'
                    było 'feministka'). miło, że pamiętałeś :)

                    > List Zory to był poniekąd dobry eksperyment. Zora zaprzeczyła większości ich
                    > tez, które jeszcze niedawno tak gorąco popierali. Co nie przeszkodziło im
                    > uznać, że to bardzo mądry tekst.

                    ale czy aby na pewno oni popierali te tezy? jesteś pewien? czy może znowu
                    robisz projekcję swoich wyobrażeń na temat poglądów zuli, soso (i np. moich) na
                    rzeczywistość?

                    > ich poglądy się zmieniają jak horągiewka na wietrze. To tylko "stan
                    > umysłu" i "znak zapytania stawiany kulturze", cokolwiek to oznacza...

                    a może to Ty zacząłeś w końcu czytać zamiast wiedzieć z góry co inni napisali?
                    cokolwiek by napisali...
                    • maciej.k1 Re: do maćka 19.09.02, 15:37
                      suzume napisała:

                      > maciej.k1 napisał:
                      >
                      > > Gdy post podpisuje osoba deklarująca się jako antyfeminista - będą próbowa
                      > ć
                      > > podważać każde zdanie, nawet "ziemia jest okrągła".
                      >
                      > maciej, to powiedziałam rok temu o Tobie (oczywiście zamiast 'antyfeminista'
                      > było 'feministka'). miło, że pamiętałeś :)

                      Tym razem jest właściwie zaadresowane. :-)
                      • maciej.k1 Re: do maćka 19.09.02, 15:39
                        Nb. nie polemizujesz z Zorą w sprawie istnienia instynktu macierzyńskiego? Ty
                        przecież uważasz, że istnieje tylko "instynkt zamorealizacji"?
                        • suzume Re: do maćka 19.09.02, 16:06
                          mam polemizować ze słowami:
                          "Nie mówię tu o macierzyństwie - prawdopodobnie instynkt macierzyński jako taki
                          istnieje (prawdopodobnie - bo mimo macierzyństwa niespecjalnie go odczuwam, ale
                          trudno wykluczyć, że w ramach zmienności osobniczej 'inne mają inaczej')."
                          ?

                          i o czym sobie porozmawiamy? że zora niespecjalnie ten instynkt odczuwa? czy że
                          zakłada jego istnienie? czy o zmienności osobniczej? czy o 'prawdopodobnie'? a
                          może o tym, że ona jest matką a ja nie? skoro już próbujesz moderować, to rób
                          to porządnie :)
                      • suzume Re: do maćka 19.09.02, 16:03
                        taaak. a świstak zawija w sreberka ;)

                        maciej.k1 napisał:

                        > suzume napisała:
                        >
                        > > maciej.k1 napisał:
                        > >
                        > > > Gdy post podpisuje osoba deklarująca się jako antyfeminista - będą pr
                        > óbowa
                        > > ć
                        > > > podważać każde zdanie, nawet "ziemia jest okrągła".
                        > >
                        > > maciej, to powiedziałam rok temu o Tobie (oczywiście zamiast 'antyfeminist
                        > a'
                        > > było 'feministka'). miło, że pamiętałeś :)
                        >
                        > Tym razem jest właściwie zaadresowane. :-)
                  • Gość: tad Re: do Tada IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 16:36
                    maciej.k1 napisał:

                    > Zula i Soso zupełnie nie potrafią dyskutować, abstrahując od płci dyskutanta
                    i
                    > jego samookreślenia jako zwolennika lub przeciwnika feminizmu. Twój post
                    > doskonale to wykazał. Działają jak automaty - gdy post podpisuje osoba
                    > deklarująca się jako feministka - automatycznie kiwają głowami. Gdy post
                    > podpisuje osoba deklarująca się jako antyfeminista - będą próbować podważać
                    > każde zdanie, nawet "ziemia jest okrągła".
                    >
                    > List Zory to był poniekąd dobry eksperyment. Zora zaprzeczyła większości ich
                    > tez, które jeszcze niedawno tak gorąco popierali. Co nie przeszkodziło im
                    > uznać, że to bardzo mądry tekst.
                    >
                    > Czy feminizm Soso i Zuli to są jakieś określone poglądy, które oni wyznają?
                    Nic
                    >
                    > podobnego - ich poglądy się zmieniają jak horągiewka na wietrze. To
                    tylko "stan
                    >
                    > umysłu" i "znak zapytania stawiany kulturze", cokolwiek to oznacza...

                    Mniej więcej to samo napisałem przed chwilą w poscie do Zory. Zula i soso
                    przeszli tym razem samych siebie. Przyznaję - zaskoczyli mnie.
                  • Gość: ZORA Re: do Tada IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 19.09.02, 23:07
                    maciej.k1 napisał:

                    > Zula i Soso zupełnie nie potrafią dyskutować, abstrahując od płci dyskutanta
                    i
                    > jego samookreślenia jako zwolennika lub przeciwnika feminizmu. Twój post
                    > doskonale to wykazał. Działają jak automaty - gdy post podpisuje osoba
                    > deklarująca się jako feministka - automatycznie kiwają głowami. Gdy post
                    > podpisuje osoba deklarująca się jako antyfeminista - będą próbować podważać
                    > każde zdanie, nawet "ziemia jest okrągła".
                    >
                    > List Zory to był poniekąd dobry eksperyment. Zora zaprzeczyła większości ich
                    > tez, które jeszcze niedawno tak gorąco popierali. Co nie przeszkodziło im
                    > uznać, że to bardzo mądry tekst.
                    >
                    > Czy feminizm Soso i Zuli to są jakieś określone poglądy, które oni wyznają?
                    Nic
                    >
                    > podobnego - ich poglądy się zmieniają jak horągiewka na wietrze. To
                    tylko "stan
                    >
                    > umysłu" i "znak zapytania stawiany kulturze", cokolwiek to oznacza...



                    Chorągiewka, nie horągiewka. Tak kardynalne błędy ortograficzne budzą
                    podświadomą nieufność wobec autora.
                    Znak zapytania stawiany kulturze - bardzo dobry pomysł, szkoda że w ironicznym
                    cudzysłowie.
                    Feminizm z pewnością wywodzi się z takich zapytań. Jest gorączkową próbą
                    uzyskania odpowiedzi, nawiązania dyskusji.
                    Wolę już taki stan umysłu niż stan umysłu charakterystyczny dla macho z piwem w
                    jednej garści a pilotem od zestawu tv w drugiej
                    Pozdrawiam
                    ZORA
      • Gość: Aga Skończmy z "macierzyństwem" IP: *.kbn.gov.pl 19.09.02, 12:42
        Gość portalu: ZORA napisał(a):

        > Niestety, pewne biologiczne uwarunkowania z góry predysponują kobietę do
        grania
        > podrzędnej roli - i żadne wzniosłe bredzenie o matce Polce, karmieniu piersią
        i
        > rozkoszach macierzyństwa moich poglądów tu nie zmieni.
        > Zmiany, które miały doprowadzić do równouprawnienia, postawiły kobiety na
        > przegranej pozycji - obowiązku rodzenia i spełniania się macierzyńsko nikt z
        > kobiety nie zdjął i w tej chwili nie zdejmie.

        Ma sz rację, jeśli chodzi o urodzenie dziecka, o wykarmienie go (oczywiście mam
        tu na myśli jedynie karmienie piersią).

        A jeśli chodzi o szeroko pojęte "macierzyństo"? W sensie etymologicznym ("bycie
        matką" - oczywiście mężczyzna nie może przejąć tej roli.

        Natomiast w prawdziwym życiu...
        Kiedy moja córka miała dwa lata wyjechałam do Warszawy do szkoły. Przez
        następne dwa lata mój mąż był samotnym ojcem - i to ojcem wspaniałym. Potrafił
        zadbać i o psychicznyc rozwój Marty i jej edukację, ucałować zranione kolano,
        zacerować rozdartą spódniczkę. Ja bylam mamą jedynie w weekendy - wstyd
        przyznać - nie radziłam sobie z tą rolą.
        Od czterech lat znów jesteśmy razem. Moja rola w wychowywaniu - to ta
        tradycyjnie przypisywana ojcu: zadbać o wycieczki, zabawę, ale też - doradzić
        jeśli są kłopoty "życiowe" - szkolne, towarzyskike, egzystencjalne. Mąż nadal
        dba o "praktyczną stronę naszego życia (nie musi już sam cerować ubrań :))
        W pewnym sensie oboje jesteśmy naraz matką i ojcem. Może już czas
        stereotyp "MACIERZYŃSTWA" zastąpić pojęciem rodzicielstwa?
        • maciej.k1 Re: Skończmy z 'macierzyństwem' 19.09.02, 13:26
          No cóż, mam pewne wątpliwości... Czy Twój mąż lepiej od Ciebie może nauczyć
          Waszą córkę, jak być kobietą? Innymi słowy, czy może być dla niej codziennym
          wzorem kobiecości?
          Jeśli tak, to albo powiniem Ci pogratulować niezwykle "wszechstronnego" męża,
          albo współczuć Tobie jako kobiecie... ;-)
          • Gość: Aga Re: Skończmy z 'macierzyństwem' IP: *.kbn.gov.pl 19.09.02, 14:10
            maciej.k1 napisał:

            > No cóż, mam pewne wątpliwości... Czy Twój mąż lepiej od Ciebie może nauczyć
            > Waszą córkę, jak być kobietą? Innymi słowy, czy może być dla niej codziennym
            > wzorem kobiecości?
            > Jeśli tak, to albo powiniem Ci pogratulować niezwykle "wszechstronnego" męża,
            > albo współczuć Tobie jako kobiecie... ;-)

            Czy żeby mężczyzna był "męski" musi koniecznie zgrywać pana i władcę i
            wojownika z maczugą?

            Pisałam o tym, że podziała na "macierzyństwo" i "tacierzyństwo" to już (dla
            coraz większej liczby rodzin, szczęśliwie) przestarzały stereotyp. W coraz
            większej liczbie rodzin ojcowie normalnie uczestniczą w życiu domu - także na
            tym najbardziej prozaicznym poziomie - pomogą w lekcjach, zrobią obiad,
            nakarmić dziecko. podmuchają zranione kolano. I w niczym to ich męskiej dumie
            nie ubliża
            A matka? Matka np. kiedy ojciec gotuje - mama myje kibelek. A inny razem
            odwrotnie. Robota zrobi sie dwa razy szybciej, a potem cała rodzina może usiaść
            i wspólnie kleić model "Tomcata" (albo "Sukhoi'a", jeśli ktoś woli). Tato
            dyryguje robotą, a zręczne palce mamy wymalują najmniejsze części modelu.

            Tak jest w naprawdę wielu rodzinach. Nasza jest o tyle wyjątkowa, ze na całe
            dwa lata funcjonowała beze mnie (jak napisałam, od czterech lat znów jesteśmy
            razem - jesteśmy więc "kompletną rodziną - z mamą tatą i córką, nie powinno
            wiec być problemów z dostępnością "wzorca kobiety" - choć niewątpliwie będzie
            to inny wzorzec niż zdjesz się preferować).



            • maciej.k1 Re: Skończmy z 'macierzyństwem' 19.09.02, 15:06
              Gość portalu: Aga napisał(a):

              > Czy żeby mężczyzna był "męski" musi koniecznie zgrywać pana i władcę i
              > wojownika z maczugą?

              Oczywiśćie, że nie. :-)

              > Pisałam o tym, że podziała na "macierzyństwo" i "tacierzyństwo" to już (dla
              > coraz większej liczby rodzin, szczęśliwie) przestarzały stereotyp.

              Niestety, z tym się nie mogę zgodzić. Ojciec może starać się zastąpić matkę, a
              matka ojca - do pewnego stopnia. Wcześniej czy później trafią na ograniczenia.
              Najbardziej oczywisty przykład: karmienie piersią nie jest
              jeszcze "przestarzałym stereotypem", przeciwnie - zwyczaj ten zdaje się coraz
              bardziej umacniać, po okresie facynacji butelką.

              > W coraz
              > większej liczbie rodzin ojcowie normalnie uczestniczą w życiu domu - także na
              > tym najbardziej prozaicznym poziomie - pomogą w lekcjach, zrobią obiad,
              > nakarmić dziecko. podmuchają zranione kolano. I w niczym to ich męskiej dumie
              > nie ubliża

              Oczywiście. Spytaj też męża, czy bawił się z córką lalkami, czy zaplatał jej
              warkocze, na ile sposobów umie zakladać frotki na włosy, jak sobie radził z
              zakupami sukienek, naklejaniem klipsów na uszy, itd., itp.

              Spytaj też córki, czy nie brakowało jej Ciebie przez te 2 lata. Zaobserwuj nie
              boi się do Ciebie przywiązywać. Komu się zwierza. Zobacz, czy ufa innym
              kobietom, czy bawi się z koleżankami, czy może woli towarzystwo chłopców.
              Spytaj, czy jest zadowolona z tego, że urodziła się dziewczynką. Czy chciałaby
              być taka jak Ty? Czy identyfikuje się z Tobą, czy raczej ze swoim ojcem?

              A za 20 lat zobacz, czy sama będzie umiała zająć się swoimi dziećmi, czy też
              będzie skłonna zostawić opiekę nad dziećmi (zwłaszcza nad córką) mężowi, w
              przekonaniu, że matki są nieważne i niepotrzebne.
              • suzume Re: Skończmy z 'macierzyństwem' 19.09.02, 15:26
                maciej.k1 napisał:

                > Oczywiście. Spytaj też męża, czy bawił się z córką lalkami, czy zaplatał jej
                > warkocze, na ile sposobów umie zakladać frotki na włosy, jak sobie radził z
                > zakupami sukienek, naklejaniem klipsów na uszy, itd., itp.
                >
                > Spytaj też córki, czy nie brakowało jej Ciebie przez te 2 lata. Zaobserwuj
                > nie boi się do Ciebie przywiązywać. Komu się zwierza. Zobacz, czy ufa innym
                > kobietom, czy bawi się z koleżankami, czy może woli towarzystwo chłopców.
                > Spytaj, czy jest zadowolona z tego, że urodziła się dziewczynką. Czy
                > chciałaby być taka jak Ty? Czy identyfikuje się z Tobą, czy raczej ze swoim
                > ojcem?
                >
                > A za 20 lat zobacz, czy sama będzie umiała zająć się swoimi dziećmi, czy też
                > będzie skłonna zostawić opiekę nad dziećmi (zwłaszcza nad córką) mężowi, w
                > przekonaniu, że matki są nieważne i niepotrzebne.

                maciek: chciałam napisać, że pojechałeś po bandzie. po przeczytaniu powyższego
                stwierdzam jednak, że przekroczyłeś ją na wirażu...

                aga: spoko. witaj w czarno-białym świecie macieja. zostałaś przydzielona do
                drużyny nienormalnych :)
                • maciej.k1 Re: Skończmy z 'macierzyństwem' 19.09.02, 15:52
                  Z tego właśnie wynika mój odruch niecheci wzgledem feministek. Jest
                  to po prostu zdrowy instynkt samozachowawczy. Kobieta ma macicę i powinna
                  rodzić, a nie snuć swoje absuralne wizje rownouprawnienia. Musi wybrać - dobro
                  jednostki albo dobro gatunku. Więc albo utożsami się (jako kobieta) z dobrem
                  gatunku, albo jest przeciw temu dobru, wybierajac dobro (wygoda, pieniądze,
                  poczucie niezależności) swoje wlasne.
                  • suzume dzięki, maciek 19.09.02, 16:08
                    robię copy-paste i zakładam nowy wątek. nie żeby poplotkować o Tobie, ale
                    dlatego, że niektórzy mogliby przeoczyć tę, jakże cenną deklarację :)

                    maciej.k1 napisał:

                    > Z tego właśnie wynika mój odruch niecheci wzgledem feministek. Jest
                    > to po prostu zdrowy instynkt samozachowawczy. Kobieta ma macicę i powinna
                    > rodzić, a nie snuć swoje absuralne wizje rownouprawnienia. Musi wybrać -
                    dobro
                    > jednostki albo dobro gatunku. Więc albo utożsami się (jako kobieta) z dobrem
                    > gatunku, albo jest przeciw temu dobru, wybierajac dobro (wygoda, pieniądze,
                    > poczucie niezależności) swoje wlasne.
                  • Gość: Aga Re: Skończmy z 'macierzyństwem' IP: *.kbn.gov.pl 19.09.02, 16:18
                    No i wreszcie jakas feministka cie zdrowo wkurzyla, a sama nadal spokojna :))
                  • Gość: zula na księzyc... IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 20.09.02, 10:08
                    Co za bełkot! Doprawdy! Jeżeli ktoś nie chce rodzić, to musi sam się zmusić,
                    przezwyciężyć swoją niechęc i płodzić? Nie sądzisz, że natura jest jakieś 100
                    tysięcy razy przebieglejsza od twojego zgrzytajacego mózgu, który generuje
                    jakieś oczywistości o tym, że macica służy do ciąży, i ze tylko kobieta może
                    być matką? nie sadzisz, ze seks nie byłby tak przyjemny, gdyby nie służył
                    prokreacji? a ty piszesz- kobieta MUSI! to zmuś jakąś to pogadamy. powodzenia.
                    po to własnie jest flirt, uwodzenie, itd itd- właśnie po to, zeby się
                    prokreować, więc nie mów swojej żonie, ze musi urodzić dziecko, tylko spraw,
                    zeby chciała z tobą to dziecko posiadać, i zachęcaj nie takimi nudnymi
                    tekstami, które kojażą mi się z barchanowymi majtami, tylko czyms bardziej
                    sexy.
                    Moze idz na forum mężczyzna i zachęcaj forumowiczów, zeby robili dzieci na
                    prawo i lewo- tam pewnie też się skompromitujesz, ale być może będzie to dla
                    ciebie jakaś lekcja, ze twoje poglądy przybyły z kosmosu, i tam na razie
                    pozostaną (prawdopodobnie na zawsze).
                    Dla genów kobiety najlepiej by było gdyby każde dziecko miała z innym facetem-
                    gdyby któryś z zestawów propagowanych przez jej partnerów byłby wybrakowany,
                    zostaje jeszcze kilka wariacji. To samo dotyczy męzczyzny. I jak to się ma do
                    twojej tradycyjnie rozumianej roli rodziny? Tam gdzie wygodnie użyć biologię-
                    uzywasz jej, gdzie indziej (np. posty Zory), jak nazwała to Suzume, zaliczasz
                    autora postu do drużyny nienormalnych!

                    jak zawsze zadziwiona i stawiająca znak zapytania kulturze
                    ZULA
                • Gość: Aga Re: Skończmy z 'macierzyństwem' IP: *.kbn.gov.pl 19.09.02, 16:16
                  Dzięki za słowa otuchy.

                  Zresztą to nie mnie zaliczył do "nienormalnych" a mojego męża...
                  Chyba tzw. "mężczyzn" strasznie musi wkurzać mężczyzna (tym razem bez
                  cudzysłowu), co to i równouprawnienie czynnie praktykuje, i na pantoflarza się
                  nie nadaje :))

                  • suzume aga 19.09.02, 17:20
                    obawiam się, że Ty też niestety jesteś nienormalna - zupełnie jak ja, zula,
                    kati, zora i soso. normalni są: tad, maciek i złotyrybek (za łaskawym
                    przyzwoleniem panów). póki co mamy 6:3 dla nienormalnych. a ponieważ normy
                    ustala się poprzez odniesienie do większości...

                    pozdrawiam
                    • Gość: maly.k A ja? Ha? IP: 139.57.24.* 19.09.02, 17:27
                      Mnie juz zupelnie ignorujesz. I tylu innych. Chlip, chlip...

                      suzume napisała:

                      > obawiam się, że Ty też niestety jesteś nienormalna - zupełnie jak ja, zula,
                      > kati, zora i soso. normalni są: tad, maciek i złotyrybek (za łaskawym
                      > przyzwoleniem panów). póki co mamy 6:3 dla nienormalnych. a ponieważ normy
                      > ustala się poprzez odniesienie do większości...
                      Su (jesli pozwolisz sie w ten sposob do Ciebie zwrocic),

                      Mam wrazenie, ze tad i maciek prezentuja dosc odmienne poglady. W kazdym zas
                      razie - odmienny styl. Rowniez to co wyrazaja soso i zora to raczej odmienne
                      poglady.

                      Czy odczuwasz potrzebe podzielenia swiata na: My contra Oni?

                      Pozdrawiam,

                      mk.
                      • suzume wasza książęcość :))) 19.09.02, 17:36
                        > Mnie juz zupelnie ignorujesz. I tylu innych. Chlip, chlip...

                        to tylko z głupoty, wasze wieliczestwo - nie wiem, na której półce umieścić.
                        ale spytam maćka. jemu nawet powieka nie drgnie przy dzieleniu :)

                        > Mam wrazenie, ze tad i maciek prezentuja dosc odmienne poglady. W kazdym zas
                        > razie - odmienny styl. Rowniez to co wyrazaja soso i zora to raczej odmienne
                        > poglady.

                        ale ja pisałam o czarno-białym świecie maćka (w którymś z poprzednich postów).
                        w tym świecie istnieją dwie grupy ludzi - patrz wyżej. a _ja_ nienormalna
                        jestem - maciek sam mi powiedział :) więcej, bez mojej deklaracji
                        zakwalifikował mnie do feministek. ale co tam. niech ma :)

                        > Czy odczuwasz potrzebe podzielenia swiata na: My contra Oni?

                        ja? a skądże. śmichy sobie z maćka robię, bo się chyba zdenerwował. wiem
                        brzydko z mojej strony - pójdę klęczeć na grochu.
                        kiedy nawet próbowałam maćkowi pokazać, że on przeciwstawia sobie obie płcie
                        (ścisły podział zadań, nierównoprawne role) i sugerować, że współpraca i
                        kompromis są dużo lepsze. ale dowiedziałam się, że nawołuję do walki płci.

                        no. to wyłakałam się na książęcej piersi i od razu mi lepiej.

                        pozdrawiam :)
                        • Gość: maly.k Aha, teraz rozumiem IP: 139.57.24.* 19.09.02, 17:43
                          Zatem udzielam Ci specjalnej dyspensy. Mozesz uzyc grochu rozgotowanego.

                          Pozdrawiam,

                          mk.
                          • suzume stokrotne dzięki 19.09.02, 17:47
                            ludzkie z waszej wysokości panisko :)
                • Gość: tad do Zory IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 16:32
                  Twoja polemika ze mną jest właściwie chybiona. A już zupełnym nieporozumieniem
                  są Twoje słowa: "Jak dotąd nie udało mi się znaleźć w twoim poście zadnego
                  konkretnego zarzutu", które oznaczają, ze odebrałaś moje posty jako polemikę z
                  tym co napisałaś. Rzecz w tym, że ja niczego Ci nie zarzucam i na tym własnie
                  polega cały dowcip. Moje posty w NAJMNIEJSZYM stopniu nie były polemika z Tobą.
                  Przeciwnie - podobały mi się. To co pisałem, pisałem do soso i Zuli, co
                  zresztą wyraźnie zaznaczyłem. Ponieważ jesteś na tym forum nowa (tak sądzę)i
                  nie znasz całej pisaniny tutejszych bywalców, więc przedstawię Ci bliżej
                  kontekst tego co napisałem w 3 postach do Zuli i soso. Ja i Maciej rozmawiamy z
                  tutejszymi bywalcami już prawie od roku (nie cały czas oczywiście). W tym
                  czasie przedstawiałem tu poglądy zblizone (jesli nie tożsame) do tego co
                  napisałaś w swoich postach(oczywiście mam na mysli te tematy, które są
                  analogiczne do tych, które poruszyłaś. Pisałem tu dodatkowo o wielu innych
                  sprawach, ale - mniejsza z tym. To akurat nie ma tutaj nic do rzeczy). To co
                  pisałem, było zdecydowanie odrzucane, a ja (i Maciej) przy tej okazji
                  dowiedzieliśmy się, że jesteśmy skończonymi durniami i łajdakami (i nie tylko.
                  Podobnymi epitetami mozna by zapełnić pół strony). Wśród tych, którzy uznawali
                  to co piszemy (podkreślam raz jeszcze, chodzi mi o tematy analogiczne do tych,
                  o których Ty pisałaś) za szczyt głupoty i łajdatwa był między innymi soso. Zuli
                  dotyczy to właściwie w nieco mniejszym stopniu. Też uznała mnie za chama i
                  faszystę, ale z nią rozmawiałem głównie o nieco innych sprawach. Niemniej z
                  tego co pisała wynika dość jasno, że trudno byłoby się jej zgodzić z kimś, kto
                  ma dobre zdanie o socjobiologii. W tej sytuacji ich wyrazy uznania dla Ciebie
                  zaskoczyły mnie rozbawiły. Zapewniam, że gdybym ja, lub Maciej napisał coś
                  takiego jak Ty - portal "Feminizm" zostałby zalany jadem wydzielanym przez soso
                  i Zulę. Pytanie brzmi: czemu w Twoim przypadku tak nie było? Moim zdaniem
                  zadecydowało głównie to, ze napisałaś mn: "jestem feministką", ale to tylko
                  moja hipoteza i dlatego prosiłem Zulę i soso, by sami wyjaśnili swoje
                  stanowisko. Co do Twojego języka - moje uwagi też trzeba widzieć w odpowiednim
                  kontekście. Nie zarzucam Ci "schamienia".Po prostu dziwi mnie, że przyjmują to
                  co piszesz w sposób - jak to mówisz - dosadny, a nie przyjmują, kiedy ja piszę
                  to samo w sposób mniej radykalny. Taka zagadka psychologiczna. Jeśli istotnie -
                  jak wspominasz -chcesz poczytać dokładniej tutejsze wątki, to na początek
                  polecam wątki: "genetyka" i "instynkt macierzyński" ( w tej kolejności).
                  Zobaczysz dokładniej o co mi chodziło kiedy pisałem posty do soso i Zuli (choć
                  Zula akurat w tych wątkach chyba się nie pojawia. Soso za to jest na pewno)
                  • Gość: ZORA do Tada, ale nie tylko IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 20.09.02, 00:23
                    Ave Wielka Femina:)))
                    Witam wszystkie feministki i resztą świata.
                    Tad: przepraszam za swoją nieuzasadnioną napaść.
                    Przejrzałam te posty, które pojawiły tu się od wczoraj i na przeglądnięciu
                    miałam zakończyć (mój Zegar Biologiczny pokazuje czas spanka), ale na te parę
                    zdań się skuszę...
                    Tad! Miło mi że tak się ze mną zgadzasz... chociaż czuję się nieco
                    schizofrenicznie. Ja tu sobie głupio wyobrażałam jakąś polemiczkę i dyskusyjkę,
                    a tu się okazało, ze feminiści i antyfeminiści płci obojga w dużym stopniu się
                    ze mną zgadzają. A więc moje poglądy są AŻ tak wyważone?!!!
                    No i przepraszam Cię za napastliwy ton mojego postu:-)
                    Istotnie jestem tu nowa, no coż, przedtem czytałam to i owo, ale dopiero teraz
                    odważyłam się na wysłanie swojej wypowiedzi.
                    Nie będę tu się wdawała w filozoficzne dywagacje na temat dlaczego ktoś kogoś
                    potępił albo nie.
                    Może Zula i Soso odebrały fakt powoływania się na socjobiologię jako
                    usnakcjonowanie 'świętego porządku' i 'naturalnej podrzędnej roli kobiety'?
                    Socjobiologia jest świetnym przykładem na to, że nie fakt się liczy, nie fakt
                    budzi emocje i oceny, ale jego interpretacja.
                    Ten sam fakt może być przedstawiany na wiele sposobów i wyciągane z niego mogą
                    być sprzeczne wnioski.
                    Socjobiologia jest szczególnie wdzięczną kopalnią takich faktów
                    Fakt, że feministki (przynajmniej niektóre) jej nie lubią, jest niekorzystny -
                    ponieważ można tam znaleźć wskazówki, co zrobić, aby otoczenie stało się
                    bardziej przyjazne dla feministki.
                    Jeśli ktoś jakąkolwiek nauką tłumaczy swoje czy cudze świństewka, musi to
                    budzić sprzeciw.
                    Jeśli próbuję odnaleźć przyczynę, dlaczego męski samiec (jaki ładny pleonaizm!)
                    pobił żone, to nie dlatego, aby go pogłaskać po łysym łbie, wyrazić współczucie
                    i puścić wolno... pobił to za kratki, a wiwisekcja jego doznań pseudoduchowo-
                    intelektualnych ma dostarczyć informacji, jak podobnych sytuacji uniknąć w
                    przyszłości. Tłumaczenie 'musiałem jej wp... bo kobiety to lubią' może być
                    efektem nadinterpretacji którejś z całkiem przyzwoitych książek.

                    Wiadomo, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Nie wiem, jakie
                    miałabym poglądy, gdyby matka natura obdarowała mnie chromosomem Y i dodatkowo
                    zapewniła jakieś tam skomplikowane okoliczności, dzięki którym facet ma samcze
                    zachowania. Może oburzałabym się (oburzałbym? zagadka dla polonisty!...), że
                    moja kobieta zamiast prasować mi koszule i podawać obiadki z milutkim uśmiechem
                    na naiwnej buzi, wpiera mi jakieś farmazony o równouprawnieniu...
                    Władza smakuje, a te parę tysięcy lat to dośc długo, aby się do tego
                    przyzwyczaić. Władza dzielona to już nie to. Miło jest mieć własne królestwo,
                    nawet czteroosobowe.
                    Jako biolog, zafascynowany (ale bez przesady!) możliwością spojrzenia na nasz
                    gatunek tak jak na kazdy inny gatunek (=z dystansem, bez zbędnego panegiryzmu),
                    jaką daje socjobiologia, a także jako kobieta, którą drażni to, że fakt
                    upośledzenia kobiet jest faktem rzeczywistym i jako taki raczej regułą niż
                    wyjątkiem, staram się analizować możliwie jak najszerzej przyczyny tego stanu
                    rzeczy, jego skutki, a także sposoby poprawy natury (natura nie jest bezbłędna
                    i nie zawsze wybiera najlepszą alternatywę - na przeszkodzie temu stoi m.in.
                    jej przypadkowość) w taki sposób, aby obyło się to bez ofiar w feministkach.
                    Co prawda są to dywagacje czysto teoretyczne, ale co mi szkodzi.
                    Parę postów wcześniej maciej.k. streścił krótko część moich poglądów, zgadzając
                    się z nimi (pochlebia mi to, Macieju! Specjalne, feministyczne pozdrowienie!)
                    Ja albo mój gatunek. Sama albo jako podnóżek. Kupy i zupy albo puste mieszkanie.
                    Z biologią nie da się walczyć, ale kulturę można modyfikować do pewnego
                    stopnia. To banał. Podobnie jak większość opinii tego wątku - zresztą zarzut
                    banalności i powtarzania się poglądów też w tym wątku już figuruje.
                    Jednak to nie jest powód, aby o tych banałach przestać mówić, buntować się,
                    wytykać, drążyć. Temat jest potwornie trudny - wybór między dobrem swoim a
                    dobrem gatunku nie może być łatwy.
                    Kobieta wywalczyła sobie już bierne i czynne prawo wyborcze, może dysponować
                    swoim majątkiem, zlikwidowano nawet ten symbol, jakim była przysięga
                    posłuszeństwa mężowi, składana w kościele. To dużo, ale najgorsza orka na
                    ugorze, przebudowa mentalności swojej (tak!!! agresja kobiet jest ogromna, a
                    ich bezwzględność zbyt łatwo się zwraca przeciw innym kobietom) i 'reszty
                    społeczeństwa.
                    Bzdury typu parytet są bzdurami bo zakładają odgórne załatwienie tego, co może
                    być efektem jedynie dłuższego procesu. Więc musi zakończyć się pośmiewiskiem i
                    tryumfalną konstatacją 'baby do garów' (kończę z macierzyństwem, bo temat chyba
                    rzeczywiście oklepany).
                    Wzajemne obwinianie się niewiele da. Jasne, że facet to wygodny leń z natury,
                    ale jego wychowanie jest możliwe Jedna z Forumowiczek tego dowiodła, jakkolwiek
                    jej Partner stanął na wysokości zadania. (Aga! Gratulacje!... Nie przejmuj się
                    złowieszczymi prognozami Macieja... elastyczność gatunku Homo sapiens jest
                    zdumiewająca, nie czas aby się martwić nad przyszłymi relacjami seksualno-
                    rodzicielskimi Twojej Córeczki, szkoda zachodu, jak zamiast tego można iść w
                    trójkę do lasu... zabierając koszyczek z pysznym obiadkiem przygotowanym przez
                    Twojego Pantoflarza :-)))) )

                    Wydaje mi się, że istnieją dwie drogi wyjścia z tego dylematu - albo
                    rzeczywiście wszystkie panie zostaną krótko wzięte za twarz i mniej lub
                    bardziej brutalnie zmuszone do zaakceptowania swojej podrzędności
                    jako "naturalnego porządku rzeczy", albo postawimy na elastyczność.
                    Rodzicielstwo zamiast macierzyństwa i tacierzyństwa - dobry początek.
                    Tyle że poza dobrą wolą przydało by się też jakieś wsparcie, czyż nie?

                    Feministki, nie jest źle... facet to zwierzę leniwe i wygodne, nie sądzę, aby
                    podjął się tego trudu, jakim jest ujarzmienie feministki i zmuszenie jej do
                    posłuszeństwa. Raczej spróbuje się jakoś odnaleźć w nowej rzeczywistości...
                    Co jest wybitnie niebezpieczne, jeśli się zważy, że jak dotąd równouprawnienie
                    dowaliło kobietom więcej obowiązków niż ujęło...


                    Pozdrawiam serdecznie i czekam na coś rzeczywiście kontrowersyjnego i
                    nietuzinkowego...
                    Ave Wielka Femina :-)
                    ZORA
                    • Gość: Aga partner idealny IP: *.kbn.gov.pl 20.09.02, 10:45
                      Nie użyłabym tu słowa "wychowanie". Brzmi to tak, jakby tzw.partner
                      potrzebował "naprawy" czy "ulepszenia".
                      A tutaj były (i są )dwie pełnoprawne osoby. Żadne z nas nie musiało ustępować
                      wiecej, niż chciało. Żadne nie musiało jakoś specjalnie się zmieniać (no,
                      dobrze, dałam się wychować czy raczej wychowałam sie sama - zrezygnowałam ze
                      znacznej części mojego wrodzonego egoizmu i nauczyłam - w pewnym stopniu -
                      odpoweidzialności :)))

                      Wiem że trafiłam na kogoś wyjątkowego.
                      I nie nazwałabym go pantoflarzem.
                      Pantoflarz jest człowiekiem słabym, podporzadkowanym. Nie broni swojego zdania
                      (nawet, jeśli je ma, nie wypowiada go ze strachu przed ew. konsekwencjami).
                      Pantoflarza się nie szanuje.
                      Pantoflarza trudno kochać.

                      Nie utrwalajmy tych paskudnych stereotypów.
                      Jeżeli mężczyzna chce być naszym partnerem, wziąć na siebie część domowych
                      obowiązków, umożliwić nam w miarę swobodne życie (i takich mężczyzn - takich
                      związków - widzę wokół siebie coraz więcej) - to tylko dowód na to, ze jest
                      odpowiedzialny - i silny. Bo rezygnuje z części swoich nawyków, ogranicza swój
                      rozkład dnia, naraża sie na uwagi "Miśków ( śliczne określenie Kingi D.)
                      A za to chce tylko naszej miłości. No i trochę wspólnej radości:)



                  • Gość: zula KŁAMSTWO! IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 20.09.02, 10:15
                    pojawiam, się pojawiam. wygodniej by ci było, gdybym się nie pojawiła, i nie
                    powiedziała: niewykluczone, ze istnieje instynkt maciezyński.
                    interesuje mnie socjobiologia, ale to co wy prezentujecie NIE JEST
                    SOCJOBIOLOGIĄ, jest dygresją na jej temat.
                    • Gość: tad KŁAMSTWO .........................? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.02, 12:58
                      Gość portalu: zula napisał(a):

                      > pojawiam, się pojawiam. wygodniej by ci było, gdybym się nie pojawiła, i nie
                      > powiedziała: niewykluczone, ze istnieje instynkt maciezyński.
                      > interesuje mnie socjobiologia, ale to co wy prezentujecie NIE JEST
                      > SOCJOBIOLOGIĄ, jest dygresją na jej temat.

                      Zatrzymam się chwilę na tutule jaki nadałaś swoejmu postowi
                      (czyli: "KŁAMSTWO"). To drobiazg, ale dobrze ilustruje mechanizm psychologiczny
                      jakiemu ulegają tu często "feministki". Napisałem o pewnych wątkach: "akurat w
                      tych wątkach Zule chyba się nie pojawia". Pomyliłem się.( Trudno chyba wymagać,
                      żebym pamiętał kto i gdzie się pojawiał w każdym wątku na forum feminizm.
                      Dlatego też użyłem słowa "chyba"). Ty natychmiast przypisałaś mi jakąś ciemną
                      intencję: kłamie w celu pogębienia feminizmu! Pomyślże chwilę dziewczyno zanim
                      coś napiszesz! Jaki cel miałoby to "kłamstwo", zwłaszcza, że zostałoby
                      natychmiast "zdemaskowane", gdyby Zora przeczytała wątki do których sam ją
                      odesłałem? Proszę o odpowiedź na tę zagadkę.
                      Co do twierdzenia, że to co tu prezentujemy nie jest socjobiologią
                      tylko "dygresją na jej temat". Trudno mi się do tego odnieść, bo takie
                      stwierdzenie mozna rozumieć na wiele sposobów. Rozwiń to jakoś, ( najlepiej
                      podając przyklady z moich postów) wtedy będę mógł powiedzieć więcej.

                      • Gość: zula prawda niepełna? IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 22.09.02, 09:30
                        kłamstwo ponieważ pamiętasz tylko rzeczy, które wygodnie ci pamietać, i to mnie
                        oburza. nie mówię, że robisz to świadomie. gdy ktoś odbiega od twojej
                        standardowej definicji feminiski, starasz się tego nie zauważać, wyłapujesz
                        tylko te poglady, słowa, argumenty, które pasują do twojej wizji danej osoby. i
                        ja, jako ta osoba, nie godzę się na to.
              • Gość: Aga Re: Skończmy z 'macierzyństwem' IP: *.kbn.gov.pl 19.09.02, 16:11
                maciej.k1 napisał:
                > > Pisałam o tym, że podziała na "macierzyństwo" i "tacierzyństwo" to już (dl
                > a
                > > coraz większej liczby rodzin, szczęśliwie) przestarzały stereotyp.
                >
                > Niestety, z tym się nie mogę zgodzić. Ojciec może starać się zastąpić matkę,
                a
                > matka ojca - do pewnego stopnia.

                Nikt tu nikogo nie zastepuje. Po prostu jestesmy razem. Coś nieuważnie czytasz.
                Czy moze tendencyjnie?

                Wcześniej czy później trafią na ograniczenia.
                > Najbardziej oczywisty przykład: karmienie piersią nie jest
                > jeszcze "przestarzałym stereotypem", przeciwnie - zwyczaj ten zdaje się coraz
                > bardziej umacniać, po okresie facynacji butelką.

                Masz racje. Tyle, że wychowywanie dziecka nie ogranicza się do karmienia - czy
                to piersią (karmiłam przez 13 miesiecy), czy też butelką.
                >
                > > W coraz
                > > większej liczbie rodzin ojcowie normalnie uczestniczą w życiu domu - także
                > na
                > > tym najbardziej prozaicznym poziomie - pomogą w lekcjach, zrobią obiad,
                > > nakarmić dziecko. podmuchają zranione kolano. I w niczym to ich męskiej du
                > mie
                > > nie ubliża
                >
                > Oczywiście. Spytaj też męża, czy bawił się z córką lalkami , czy zaplatał jej
                > warkocze, na ile sposobów umie zakladać frotki na włosy, jak sobie radził z
                > zakupami sukienek, naklejaniem klipsów na uszy, itd., itp.

                Nie, nie bawił się z nią lalkami (ja zresztą też nie). Natomiast razem kleili
                latawca, razem grywają w kosza i w nogę. We trójkę gramy w gry planszowe,
                układamy przedstawienia teatralne, czytamy sobie nawzajem - nawet we trójkę
                grywamy w gumę:))
                Jest całe mnóstwo zajęć, które nadają się i dla kobiet, i dla mężczyzn.

                Sukienki kupujemy razem, we trójkę. Liczy się głos każdego z nas i każde z nas
                ma tu coś do powiedzenia. Nie jest to ujmą dla nikogo.
                Podobnie we trójkę wybieramy rolki czy narty - bez różnicy.

                Klipsów na uszy Marta nie nakleja bo uważa że to głupie i kiczowate.
                Włosy nosi krótko obcięte, więc warkoczyk.ów się nie plecie.

                Mimo to chyba nie ma kłopotów z właściwą identyfikacją plci :))
                >
                > Spytaj też córki, czy nie brakowało jej Ciebie przez te 2 lata.

                Oczywiście, ze brakowało. Wiedziałam o tym wtedy, wiem i dzisiaj. Starałam się
                to jak najbardziej łagodzić. Być może dlatego Marta naż adnym eta[pie nie miała
                poczucia, że jest niekochana.

                Zaobserwuj nie
                > boi się do Ciebie przywiązywać.

                Nie, nie boi się.

                Komu się zwierza.

                Częściej mnie, niż ojcu "bo ty mamo zawsze lepiej wiesz, co poradzić".

                Zobacz, czy ufa innym
                > kobietom,

                Jeżeli są dla niej życzliwe -aż za bardzo.

                czy bawi się z koleżankami,

                Owszem,

                czy może woli towarzystwo chłopców.

                Ma wielu kolegów i ma z nimi świetny kontakt.

                > Spytaj, czy jest zadowolona z tego, że urodziła się dziewczynką.
                Twierdzi, ze bardzo. Zresztą to widać :)

                Czy chciałaby
                > być taka jak Ty?
                To zależy. Są punkty wspólne, ale wiele własnych pomysłów na życie.

                Czy identyfikuje się z Tobą, czy raczej ze swoim ojcem?

                Co to znaczy "identyfikuje sie"?
                >
                > A za 20 lat zobacz, czy sama będzie umiała zająć się swoimi dziećmi, czy też
                > będzie skłonna zostawić opiekę nad dziećmi (zwłaszcza nad córką) mężowi, w
                > przekonaniu, że matki są nieważne i niepotrzebne.

                Nie wiem, jaka będzie za 20 lat. Na razie widzę, że jest dzieckiem stabilnym
                emocjonalnie, optymistycznym, umiarkowanie pewnym siebie. Że umie bronić swojej
                niezależności (zwłaszcza kiedy ktoś próbuje nią manipulować - może dlatego że w
                domu widzi, że takich rzeczy się nie robi). Umie też być dobrą i lojalną
                przyjaciółką i i dla dziewczyn, i dla chłopców.
                Nie martw, się, jak na razie moja rodzina ma się dobrze.

                Doceniam Twoje wspólczucie - dla mnie jako kobiety, ze mam takiego niemęskiego
                męża, dla mojej córki, że jej matka nie umiała zająć sie swojimi dziećmi tylko
                zodstawiła opiekę mężowi.
                Nie jest tak źle. Rodzina ma się dobrze. Życzę podobnej.
                • Gość: maly.k macierzyństwo niech jeszcze chwilke zostanie IP: 139.57.24.* 19.09.02, 16:28
                  Podobnie jak i ojcowstwo. To jednak rozne rzeczy. Choc dla mnie osobiscie
                  (podobnie jak i dla Ciebie chyba) odkad dziecko osiagnie np. dwa lata (czy iles
                  tam, sam juz nie pamietam) roznica robi sie bardziej etymologiczna niz
                  semantyczna.

                  Co do bycia rodzicem weekendowym - to nie jest dobre ani gdy sie jest matka,
                  ani gdy sie jest ojcem. Zycie uklada najrozniejsze scenariusze i czasem inaczej
                  nie mozna. Ale z dzieckiem warto byc - zarowno dla niego jak i dla siebie
                  samego (czy siebie samej). Zadne zaklecia tego nie zmienia.

                  Pozdrawiam,

                  mk.
                  • spinelli posiadaczka macicy 19.09.02, 18:20
                    Maciej napisal:
                    >>Kobieta ma macicę i powinna rodzić,<<

                    ...Ale ma takze mozg, i co z tym fantem zrobic?
                    • Gość: Maciej Re: posiadaczka macicy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 20:42
                      spinelli napisała:

                      > Maciej napisal:
                      > >>Kobieta ma macicę i powinna rodzić,<<
                      >
                      > ...Ale ma takze mozg, i co z tym fantem zrobic?

                      Musi wybrać - dobro jednostki albo dobro gatunku. Więc albo utożsami się jako
                      kobieta z dobrem gatunku, albo jest przeciw temu dobru, wybierajac dobro swoje
                      własne.
                      • Gość: ZORA wybór IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 20.09.02, 00:41
                        Dobro wspólne, ogół i tym podobne już przerabialiśmy w historii kilka razy.
                        Ja czy mój gatunek - ciekawa jestem wyborów męskiej części naszego
                        społeczeństwa, gdyby postawiono panów przed takim wyborem.
                        Nie elegancką, bohaterską śmiercią w obronie ojczyzny - ale długoletnim,
                        upierdliwym (czasami) i nieraz męczącym obowiązkiem.

                        Twoj, Macieju, pogląd jest eleganckim zepchnięciem odpowiedzialnosci za mniej
                        miłą część egzystencji na jedną połowę gatunku, to brzmi prawie jak 'umywam
                        ręce' powiedziane 2 tysiace lat temu.
                        Poświęć się, bo taka jest powinność. A jak nie chcesz to egoistycznie wybierasz
                        wlasne dobro nie bacząc ile zawdzięczasz Gatunkowi. Ja nie muszę. Ja nie mam
                        jajniki tylko jądra, więc (na szczęście!) dylemat mnie nie dotyczy. Natura tak
                        chce. Bóg i Ojczyzna ją popierają jednogłośnie. Bo to naturalny porządek
                        rzeczy. A ja na szczęście nic nie muszę. Mam telewizor. Ty się męcz. Ty miej
                        dylemat.
                        Kobieta musi wybrać.

                        OK, musi. Nie da się inaczej. Nawet jeśli ma wsparcie, wybór może być trudny.
                        Ona wybiera, ty nie oceniaj. Nawet jeśli wybierze dobro swoje.

                        • spinelli Re: wybór 20.09.02, 04:03
                          >>Twoj, Macieju, pogląd jest eleganckim zepchnięciem odpowiedzialnosci za mniej
                          miłą część egzystencji na jedną połowę gatunku<<

                          ELEGANCKIM?!
                          • Gość: ZORA Re: wybór IP: 62.148.89.* 20.09.02, 07:48
                            spinelli napisała:

                            > >>Twoj, Macieju, pogląd jest eleganckim zepchnięciem odpowiedzialnosci za
                            > mniej
                            > miłą część egzystencji na jedną połowę gatunku<<
                            >
                            > ELEGANCKIM?!

                            Ależ tak! Najelegantszym chyb rozwiązaniem jest zepchnięcie
                            brudnego/kontrowersyjnego/nieprzyjemnego zadania na coś/kogoś innego, najlepiej
                            mającego oznaki 'siły wyższej'.
                            I już można z obłudnym westchnieniem stwierdzić : och, am bardzo wery sory, ale
                            to nie mój pogląd, to nie moja opinia, to ten wredny 'niezależny czynnik
                            czynnik zewnętrzny tak Cię załatwił...'
                            Czyż nie elegancko proste?
                            pozdr
                            ZORA


                            >
                            >
                        • Gość: Aga Re: wybór IP: *.kbn.gov.pl 20.09.02, 09:25
                          Gość portalu: ZORA napisał(a):

                          .
                          >
                          > Twoj, Macieju, pogląd jest eleganckim zepchnięciem odpowiedzialnosci za mniej
                          > miłą część egzystencji na jedną połowę gatunku,

                          Nie. Absolutnie nieeleganckim :))

                          A tak poza tym się zgadzam.
                        • Gość: tad Re: wybór IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.02, 17:21
                          Gość portalu: ZORA napisał(a):

                          > Dobro wspólne, ogół i tym podobne już przerabialiśmy w historii kilka razy.
                          > Ja czy mój gatunek - ciekawa jestem wyborów męskiej części naszego
                          > społeczeństwa, gdyby postawiono panów przed takim wyborem.
                          > Nie elegancką, bohaterską śmiercią w obronie ojczyzny - ale długoletnim,
                          > upierdliwym (czasami) i nieraz męczącym obowiązkiem.
                          >
                          > Twoj, Macieju, pogląd jest eleganckim zepchnięciem odpowiedzialnosci za mniej
                          > miłą część egzystencji na jedną połowę gatunku, to brzmi prawie jak 'umywam
                          > ręce' powiedziane 2 tysiace lat temu.
                          > Poświęć się, bo taka jest powinność. A jak nie chcesz to egoistycznie
                          wybierasz
                          >
                          > wlasne dobro nie bacząc ile zawdzięczasz Gatunkowi. Ja nie muszę. Ja nie mam
                          > jajniki tylko jądra, więc (na szczęście!) dylemat mnie nie dotyczy. Natura
                          tak
                          > chce. Bóg i Ojczyzna ją popierają jednogłośnie. Bo to naturalny porządek
                          > rzeczy. A ja na szczęście nic nie muszę. Mam telewizor. Ty się męcz. Ty miej
                          > dylemat.
                          > Kobieta musi wybrać.
                          >
                          > OK, musi. Nie da się inaczej. Nawet jeśli ma wsparcie, wybór może być trudny.
                          > Ona wybiera, ty nie oceniaj. Nawet jeśli wybierze dobro swoje.

                          W tym co piszez jest fałsz psychologiczny. Kto w realnym świecie rozumuje w
                          takich kategoriach?
                          • Gość: ZORA rozumowanie IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 20.09.02, 22:28
                            ...ano rozumuje ta część męskiego społeczeństwa, która do takich wysiłków
                            intelektualnych jest zdolna.
                            Jako facet powinieneś zdawać sobie sprawę, do jakich wygibasów moralnych zdolny
                            jest facet, który zwyczajnie nie ma ochoty na wykonanie jakiejś czynności.
                            Piskorz to przy nim sztywniak.
                            Kwestie typu 'tak, to prawda, to trudny wybór ale sama jesteś odpowiedzialna za
                            swój wybór' słyszałam nieraz. A chwilę potem, jak wyrażałam swoje wątpliwości,
                            z tych samych ust męskich padało 'ależ tak nie można, kobieta z którą chcę musi
                            być... (prawie cytat).
                            Nie, to nie fałsz psychologiczny, może tylko leciutkie podbarwienie.
                            Podbarwienia mniej lub bardziej niesubtelne stosuję aby ułatwić niektórym panom
                            skomplikowane procesy myślowe.
                            Ave Femina
                            ZORA
                      • Gość: Aga Re: posiadaczka macicy IP: *.kbn.gov.pl 20.09.02, 09:24
                        Gość portalu: Maciej napisał(a):

                        > spinelli napisała:
                        >
                        > > Maciej napisal:
                        > > >>Kobieta ma macicę i powinna rodzić,<<
                        > >
                        > > ...Ale ma takze mozg, i co z tym fantem zrobic?
                        >
                        > Musi wybrać - dobro jednostki albo dobro gatunku.


                        Kobiety wszstkich krajów! W imię dobra ludzkości przekażmy nasze mózgi na
                        szczytny cel charytatywny - na początek proponują choć odrobinę przekazać
                        Maciejowi. Żeby tylko nie zmarnował:))
                        Więc albo utożsami się jako
                        > kobieta z dobrem gatunku, albo jest przeciw temu dobru, wybierajac dobro
                        swoje
                        > własne.
                        • Gość: ZORA Re: posiadaczka macicy IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 20.09.02, 22:34
                          Ave Wielka Femina...
                          Po co Maciejowi nasz mózg... jego neurony i nasze neurony, to by była wojna
                          światów...!
                          Jeśli każda z nas odstąpi po małym kawałku macicy, to utworzymy wspólnie Macicę
                          dla Macieja. Maciej z Macicą da nam przykład na to co kobieta powinna.
                          No i wtedy nie będziemy miały innego wyjscia, jak się zabrać galopem za
                          rozmnażanie - bo inaczej świat zaleją małe maciusie (zgodnie z moją dyrektywą
                          zresztą), wszystko to będzie zbyt jednolite genetycznie, współczynnik inbredu
                          nam skoczy i skarłowaciejemy jako gatunek...

                          Pozostaną po nas tylko sreberka

                          Gość portalu: Aga napisał(a):

                          > Gość portalu: Maciej napisał(a):
                          >
                          > > spinelli napisała:
                          > >
                          > > > Maciej napisal:
                          > > > >>Kobieta ma macicę i powinna rodzić,<<
                          > > >
                          > > > ...Ale ma takze mozg, i co z tym fantem zrobic?
                          > >
                          > > Musi wybrać - dobro jednostki albo dobro gatunku.
                          >
                          >
                          > Kobiety wszstkich krajów! W imię dobra ludzkości przekażmy nasze mózgi na
                          > szczytny cel charytatywny - na początek proponują choć odrobinę przekazać
                          > Maciejowi. Żeby tylko nie zmarnował:))
                          > Więc albo utożsami się jako
                          > > kobieta z dobrem gatunku, albo jest przeciw temu dobru, wybierajac dobro
                          > swoje
                          > > własne.
                  • Gość: Aga Re: macierzyństwo niech jeszcze chwilke zostanie IP: *.kbn.gov.pl 20.09.02, 09:20
                    Gość portalu: maly.k napisał(a):

                    > Podobnie jak i ojcowstwo. To jednak rozne rzeczy. Choc dla mnie osobiscie
                    > (podobnie jak i dla Ciebie chyba) odkad dziecko osiagnie np. dwa lata (czy
                    iles
                    >
                    > tam, sam juz nie pamietam) roznica robi sie bardziej etymologiczna niz
                    > semantyczna.

                    Według mnie jednak różnice są bardziej "logistyczne" - a w gruncie rzeczy
                    polegają na fakcie urodzenia i karmienia piersią. Jeśli chodzi o uczucie do
                    dziecka - nie wiem, nigdy nie byłam ojcem. Ale ponieważ chyba nikt nie był
                    jednocześnie i matką, i ojcem, możemy założyć, że wszelkie dywagacje na
                    temat "uczucie matki" i "uczucie ojca" są oparte wyłącznie na subiektywnych
                    intuicjach.
                    Ojciec potrafi wcale nie gorzej niż matka zaopiekować się dzieckiem i dać mu
                    wcale nie mniej uczucia. I - jak twierdzi wielu znajomych ojców - daje im to
                    prawdziwą satysfakcję.
                    >
                    > Co do bycia rodzicem weekendowym - to nie jest dobre ani gdy sie jest matka,
                    > ani gdy sie jest ojcem.

                    Oczywiście. Nigdy nie twierdziłam inaczej. Jeżeli natomiast trzeba się
                    rozdzeielić, należy naprawdę wiele serca włożyć w to, aby skutki rozstania były
                    jak najmniejsze. Dzieci są naprawdę otwarte na naszą miłość. I wszuystko będzie
                    dobrze, dopóki w nią nie zwątpią.

                    Zycie uklada najrozniejsze scenariusze i czasem inaczej
                    >
                    > nie mozna. Ale z dzieckiem warto byc - zarowno dla niego jak i dla siebie
                    > samego (czy siebie samej). Zadne zaklecia tego nie zmienia.
                    >
                    > Pozdrawiam,
                    >
                    > mk.
                    • Gość: soso do tada i nie tylko IP: 195.41.66.* 20.09.02, 10:18
                      Przepraszam tada za zalanie go jadem.

                      Dziwie sie, ze dyskutujecie nad tym, czyja biore strone. Otoz juz od dobrych
                      kilku miesiecy staram sie nie barac udzialu w dyskusji merytorycznej bo kreci
                      sie ona niemal caly czas wokol tego samego i wciaz te same argumenty sa
                      przytaczane - nudy, moscipanowie i wacpanny, nudy.

                      Wynurzylem sie roztkliwiajac sie nad sympatycznym i milym mym oczom stylem
                      zory. I tyle tylko. Ma pani talent, pani zoru! I chodzi o styl a nie o to, ze
                      zmieniam poglady, dojrzewam czy wbrew naturze zielenieje.

                      pzdrw

                      soso

                      PS

                      Ja takze oddaje czesc 'malemu ksieciu'. A propos, czy lubisz Princa tak jak ja?
                      On tez jest maly a muzyke robi wielka :-)

                      Nic, wracajac do ciebie, obejmuje za kolanka i caluje stopy starannie wylizujac
                      to co miedzy paluszkami - buzi!

                      Caly soso - znowu wylal wiadro jadu, a fe!

                      pzdrw

                      • Gość: tad Re: do tada i nie tylko IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.02, 15:27
                        Gość portalu: soso napisał(a):

                        > Przepraszam tada za zalanie go jadem.
                        >
                        > Dziwie sie, ze dyskutujecie nad tym, czyja biore strone. Otoz juz od dobrych
                        > kilku miesiecy staram sie nie barac udzialu w dyskusji merytorycznej bo kreci
                        > sie ona niemal caly czas wokol tego samego i wciaz te same argumenty sa
                        > przytaczane - nudy, moscipanowie i wacpanny, nudy.
                        >
                        > Wynurzylem sie roztkliwiajac sie nad sympatycznym i milym mym oczom stylem
                        > zory. I tyle tylko. Ma pani talent, pani zoru! I chodzi o styl a nie o to, ze
                        > zmieniam poglady, dojrzewam czy wbrew naturze zielenieje.

                        OK. Więc teraz odnieś się może nie do stylu, lecz do treści postu Zory.

                        >
                        > pzdrw
                        >
                        > soso
                        >
                        > PS
                        >
                        > Ja takze oddaje czesc 'malemu ksieciu'. A propos, czy lubisz Princa tak jak
                        >ja? On tez jest maly a muzyke robi wielka :-)

                        Ta część jest dla mnie dosć zagadkowa. Ale na wszelki wypadek wyjaśniam: nie
                        oddaję czci żadnemu "małemu księciu", (cokolwiek miałoby to znaczyć), a Prince
                        jest mi obojętny.



                        > Nic, wracajac do ciebie, obejmuje za kolanka i caluje stopy starannie
                        >wylizujacto co miedzy paluszkami - buzi!

                        To też do mnie? Jeśli tak niestety, nie skorzystam z Twojej oferty. Wylizanie
                        przez Ciebie moich stóp nie jest doświadczeniem, które chciałbym przeżyć.
                        Przeciwnie - wolałbym tego uniknąć. Być może wyda Ci się to dziwne -ale tak
                        jest. Jestem zacofany. Trudno. Skoro "kręcą" Cię takie rzeczy musisz zaoferować
                        swoje usługi komuś innemu. Nie wątpię, że w dekadenckiej Skandynawii znajdziesz
                        mnóstwo amatorów podobnych figli. Życzę powodzenia.



                        >
                    • Gość: maly.k Re: macierzyństwo niech jeszcze chwilke zostanie IP: 139.57.24.* 20.09.02, 16:30
                      Ago,

                      Niezrecznie mi to wyszlo. Nie mialem zamiaru z Toba polemizowac, raczej
                      podkreslic, ze to, w jaki sposob kazdy z nas ulozy sobie zycie rodzinne zalezy
                      tak naprawde tylko od nas. Mackowe bzdury o obowiazkach wobec gatunku, wzorcach
                      kobiety, mezczyzny itp. nic tu nie zmienia - odpowiedzialnosc za swoje
                      szczescie i za swoje dzieci ponosimy my, konkretne osoby, a nie 'gatunek'
                      czy 'wzorce'. Czyli po prostu zgadzam sie z Toba.

                      Natomiast pojec 'macierzynstwo' i 'ojcowstwo' w sensie wychowawczym
                      (biologiczny zostanie z nami; koniec, kropka) nie odsylalbym do lamusa dlatego,
                      ze wcielanie sie w 'spoleczne role' jest czyms, co wielu ludziom jest
                      potrzebne. Tak pojmuja swoje rodzicielstwo i juz. Wazne, aby robili to dobrze;
                      dobrze dla siebie i swoich dzieci.

                      Pozdrawiam,

                      mk.
    • spinelli Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? 20.09.02, 18:40
      >>Trafiłem na to forum, żeby dyskutować z feministkami o feminizmie<<

      Po czym jasno okreslasz, ze w/g ciebie kobieta (bo feministki panie Macku to
      takze kobiety) do dyskusji stworzona nie jest. I definiujesz do czego JEST
      stworzona.

      Wiec co to za dyskusja?
      • Gość: maly.k Re: Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? IP: 139.57.24.* 20.09.02, 18:46
        spinelli napisała:

        > Wiec co to za dyskusja?
        Homilia.

        ;-)

        mk.
    • Gość: Maciej PODSUMOWANIE UDANEJ PROWOKACJI :-)) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.02, 00:05
      Zainspirował mnie post Tada, w którym słusznie zauważył, że feministki
      zachwycają się postem Zory, zawierającym treści, przeciwko ktorym przez cały
      rok ostro protestowały - wtedy, gdy to my je głosiliśmy. Wystarczyło jednak, że
      napisała to samo autorka deklarująca się jako feministka - i natychmiast
      łyknęły to z zachwytem.

      Postanowiłem zrobić małą prowokację i skopiowac fragment postu Zory,
      przedstawiając go jako swój własny pogląd. Co się wtedy stanie? Czy feministki
      zgodza się z treścią postu Zory, gdy to ja się pod tym podpiszę? Czy raczej
      zaprotestują?

      W wątku "Czy na forum są jeszcze jakieś feministki?" w poście z dnia 17-09-2002
      23:12 Zora napisała m.in.:

      "I z tego wynika ten odruch niecheci wzgledem feministek - jest to zdrowy
      instynkt samozachowawczy. Baba ma macice i ma rodzic, a nie wymyslac farmazony
      o rownouprawnieniu. Bo tu konieczny jest wybor - dobro jednostki albo dobro
      gatunku. Wiec albo utozsamimy sie (my jako samice) z dobrem gatunku, albo
      jestesmy przeciw temu dobru wybierajac dobro (wygoda, kasa, przemile poczucie
      niezaleznosci) swoje wlasne."

      Ja nie używam tak kolokwialnego języka, złagodziłem więc co drastyczniejsze
      sformułowania. Zamiast słowa "samica" lub "baba" wstawiłem "kobieta",
      zamiast "farmazony" - "absurdalne wizje". Po drobnych korektach całość brzmiała
      tak:

      "Z tego właśnie wynika mój odruch niecheci wzgledem feministek. Jest to po
      prostu zdrowy instynkt samozachowawczy. Kobieta ma macicę i powinna
      rodzić, a nie snuć swoje absuralne wizje rownouprawnienia. Musi wybrać - dobro
      jednostki albo dobro gatunku. Więc albo utożsami się (jako kobieta) z dobrem
      gatunku, albo jest przeciw temu dobru, wybierajac dobro (wygoda, pieniądze,
      poczucie niezależności) swoje wlasne."

      *******************************************

      A teraz przypomnijmy sobie, jak brzmiały entuzjastyczne komentarze feministek
      po poście Zory:

      Soso: "Gratuluje, ZORA! Kapitalny tekst! Widac, ze mialas wene. Czytalem z
      zapartym tchem. Masz zdolnosci!
      Szkoda tylko, ze to co piszesz nie trafia do glow zakutych w zelazne zbroje.
      (...)
      (...)jeden z najlepszych tekstow na tym forum (...)"

      Zula: "fajny post, mądry i ciekawy:-)"
      W innym miejcu Zula zauważa też, że post był "wielce ciekawy, lekki i
      błyskotliwy".

      Z kolei Soso zachwycil się także stylem postu Zory: "Wynurzylem sie
      roztkliwiajac sie nad sympatycznym i milym mym oczom stylem zory."

      **************************************************

      A jak feministki zareagowały na ten sam tekst, gdy myślały, że to ja jestem
      jego autorem? Świętym oburzeniem, protestami i kpinami:

      Zula: "Co za bełkot! Doprawdy! Jeżeli ktoś nie chce rodzić, to musi sam się
      zmusić, przezwyciężyć swoją niechęc i płodzić? Nie sądzisz, że natura jest
      jakieś 100 tysięcy razy przebieglejsza od twojego zgrzytajacego mózgu (...)"

      Soso stanowczo zaprotestował przeciwko mojej sugestii, że musi sie ze mną
      zgodzić: "Qurtka na wacie, nie wiedzialem, ze Maciej wie co soso, itd. Ale na
      szczescie
      nie wie :-)"

      Spinelli oburzyła się na twierdzenie, że kobieta ma macicę i powinna rodzić,
      wskazując, że ma także mózg.

      Co zaskakujące, polemikę ze mną (czy raczej z sobą samą?!) podjęła także...
      Zora (sic!!!), porównując mnie do Piłata: "Twoj, Macieju, pogląd jest
      eleganckim zepchnięciem odpowiedzialnosci za mniej miłą część egzystencji na
      jedną połowę gatunku, to brzmi prawie jak 'umywam ręce' powiedziane 2 tysiace
      lat temu."

      Spinelli i Aga zaprotestowała przeciwko sugestii Zory, że w moim poście było
      cokolwiek eleganckiego. Uznały "moj" tekst za "absolutnie nieelegancki".
      I po co mi było tak pracowicie usuwać kolokwializmy z tekstu Zory... ;-)

      W innym miejscu Zora podjęła najbardziej szczegółową polemikę ze (moim? swoim?)
      tekstem, analizując go słowo po słowie. Wyszło jej, że "mój" tekst da się
      częsciowo podważyć: "części 'faktowej' Twojego akapitu podważyć się nie da.
      Światopoglądową... i owszem...

      Jeszcze inne osoby, które tekst Zory łyknęły bez ciena wątpliwości, "mój"
      powitały kpinami.

      Dobrym podsumowaniem całości jest celne spostrzeżenie Lady_d: "Aga - uważaj, bo
      teraz Ty piszesz o sobie , swoich doświadczeniach (cudowny mąż - gratuluję) - a
      Złotyrybek został za to spalony na stosie. Pamiętaj, że
      fakt, że twój luby Cię nie dyskryminuje może być bardzo źle odebrany
      przez "feministki" - ale one chyba Cię pokochały i już nie ma znaczenia co
      napiszesz"

      I to byłoby najlepszym podsumowaniem feministek na tym wątku. Nie ma znaczenia,
      co napiszesz - ważna jest twoja deklaracja ideowa.

      O ile dla mnie i dla Tada dyskusja polega na wspólnym poszukiwaniu prawdy, dla
      Was, Drogie Panie, dyskusja to tylko manifestowanie swoich sympatii i antypatii
      ("kogo kocham, kogo lubię, temu potakuję..." A potem zdziwione zakładacie wątki
      pt. "Dlaczego mężczyźni nie traktują poważnie feministek?" A mozna Was poważnie
      traktować? ;-)

      Nie można. Ale można pobawic się w kotka i myszkę. W dalszych planach mam
      kolejne, podobne prowokacje. Być może wkrótce wystąpię na forum z nowym
      nickiem, jako feministka. Uważajcie więc, z kim się zgadzacie... ;-))))
      • spinelli zaraz, zaraz... 21.09.02, 03:39
        >>>Spinelli oburzyła się na twierdzenie, że kobieta ma macicę i powinna
        rodzić,<<<

        Chyba sobie tu troszke dorabiamy konkluzje panie Macieju, prosze mi pokazac
        gdzie Spinelli sie oburzyla panskim twierdzeniem JEDNOCZESNIE zachwycajac sie
        postem Zory.
        (Zeby bylo jasne - twierdzenie jest oburzajace)
        Nie czytam wszystkich watkow wiec nie wiem w jakim kontekscie napisala to Zora
        ale podejrzewam ze w nieco innym niz ty.

        ...

        >>wskazując, że ma także mózg<<

        A co, nie ma?

        ...

        >> dla Was, Drogie Panie, dyskusja to tylko manifestowanie swoich sympatii i
        antypatii ("kogo kocham, kogo lubię, temu potakuję..." <<

        Pan, Drogi Panie znowu sobie dorabia.... i do tego uogolnia zeby ladniej
        pasowalo do wnioskow wyciagnietych przed rozpoczeciem dyskusji.
        Ja, nie wiem czy pan zauwazyl, tylko zadawalam pytania.
        • Gość: dick do Tada, czyli teoretyka feminizmu IP: *.dyn.optonline.net 21.09.02, 05:35

          Sluchaj, czy Ty naprawde jestes teoretykiem feminizmu,
          czy tez udajesz takiego?
          Co to wogole znaczy byc takim?
          A moze TY sie w ten sposob realizujesz,jezeli tak
          to przepraszam.

          z powazaniem,

          dick
          • Gość: tad Re: do Tada, czyli teoretyka feminizmu IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.02, 13:40
            Gość portalu: dick napisał(a):

            >
            > Sluchaj, czy Ty naprawde jestes teoretykiem feminizmu,
            > czy tez udajesz takiego?

            Oczywiście, że jestem.

            > Co to wogole znaczy byc takim?

            To po prostu pewien stan umysłu. Polega to z grubsza rzecz biorąc na stawianiu
            feminizmowi znaków zapytania.

            > A moze TY sie w ten sposob realizujesz,jezeli tak
            > to przepraszam.

            Skoro tu bywam, choć nie muszę, to znaczy, że coś mi to daje. To samo można
            powiedzieć o reszcie bywalców. Jednak nazywanie tego "realizowaniem siebie" to
            ogromna przesada. Przynajmniej w odniesieniu do mnie (i mam wrażenie - nie
            tylko do mnie)

            >
            > z powazaniem,
            >
            > dick
        • Gość: Maciej Re: zaraz, zaraz... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.02, 09:01
          spinelli napisała:

          > Nie czytam wszystkich watkow

          Ale moje posty czytasz wszystkie bardzo uważnie? Nie pominiesz żadnego, żeby
          móc zaprotestować? Dziękuję za uwagę! :-) Miło mi, że jako antyfeminista mam
          takie wierne czytelniczki - na co Zora, jako feministka - nie może liczyć...

          > wiec nie wiem w jakim kontekscie napisala to Zora
          > ale podejrzewam ze w nieco innym niz ty.,

          A może zadaj sobie trochę trudu i sprawdź? Podałem adres i datę, nic
          łatwiejszego...
          Zupełnie jak Soso - "nie czytałem książki Graf, ale mi się podoba". Brawo,
          brawo!
      • Gość: tad Re: PODSUMOWANIE UDANEJ PROWOKACJI :-)) IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.02, 13:01
        Gość portalu: Maciej napisał(a):

        > Zainspirował mnie post Tada, w którym słusznie zauważył, że feministki
        > zachwycają się postem Zory, zawierającym treści, przeciwko ktorym przez cały
        > rok ostro protestowały - wtedy, gdy to my je głosiliśmy. Wystarczyło jednak,
        że
        >
        > napisała to samo autorka deklarująca się jako feministka - i natychmiast
        > łyknęły to z zachwytem.
        >
        > Postanowiłem zrobić małą prowokację i skopiowac fragment postu Zory,
        > przedstawiając go jako swój własny pogląd. Co się wtedy stanie? Czy
        feministki
        > zgodza się z treścią postu Zory, gdy to ja się pod tym podpiszę? Czy raczej
        > zaprotestują?
        >
        > W wątku "Czy na forum są jeszcze jakieś feministki?" w poście z dnia 17-09-
        2002
        >
        > 23:12 Zora napisała m.in.:
        >
        > "I z tego wynika ten odruch niecheci wzgledem feministek - jest to zdrowy
        > instynkt samozachowawczy. Baba ma macice i ma rodzic, a nie wymyslac
        farmazony
        > o rownouprawnieniu. Bo tu konieczny jest wybor - dobro jednostki albo dobro
        > gatunku. Wiec albo utozsamimy sie (my jako samice) z dobrem gatunku, albo
        > jestesmy przeciw temu dobru wybierajac dobro (wygoda, kasa, przemile poczucie
        > niezaleznosci) swoje wlasne."
        >
        > Ja nie używam tak kolokwialnego języka, złagodziłem więc co drastyczniejsze
        > sformułowania. Zamiast słowa "samica" lub "baba" wstawiłem "kobieta",
        > zamiast "farmazony" - "absurdalne wizje". Po drobnych korektach całość
        brzmiała
        >
        > tak:
        >
        > "Z tego właśnie wynika mój odruch niecheci wzgledem feministek. Jest to po
        > prostu zdrowy instynkt samozachowawczy. Kobieta ma macicę i powinna
        > rodzić, a nie snuć swoje absuralne wizje rownouprawnienia. Musi wybrać -
        dobro
        > jednostki albo dobro gatunku. Więc albo utożsami się (jako kobieta) z dobrem
        > gatunku, albo jest przeciw temu dobru, wybierajac dobro (wygoda, pieniądze,
        > poczucie niezależności) swoje wlasne."
        >
        > *******************************************
        >
        > A teraz przypomnijmy sobie, jak brzmiały entuzjastyczne komentarze feministek
        > po poście Zory:
        >
        > Soso: "Gratuluje, ZORA! Kapitalny tekst! Widac, ze mialas wene. Czytalem z
        > zapartym tchem. Masz zdolnosci!
        > Szkoda tylko, ze to co piszesz nie trafia do glow zakutych w zelazne zbroje.
        > (...)
        > (...)jeden z najlepszych tekstow na tym forum (...)"
        >
        > Zula: "fajny post, mądry i ciekawy:-)"
        > W innym miejcu Zula zauważa też, że post był "wielce ciekawy, lekki i
        > błyskotliwy".
        >
        > Z kolei Soso zachwycil się także stylem postu Zory: "Wynurzylem sie
        > roztkliwiajac sie nad sympatycznym i milym mym oczom stylem zory."
        >
        > **************************************************
        >
        > A jak feministki zareagowały na ten sam tekst, gdy myślały, że to ja jestem
        > jego autorem? Świętym oburzeniem, protestami i kpinami:
        >
        > Zula: "Co za bełkot! Doprawdy! Jeżeli ktoś nie chce rodzić, to musi sam się
        > zmusić, przezwyciężyć swoją niechęc i płodzić? Nie sądzisz, że natura jest
        > jakieś 100 tysięcy razy przebieglejsza od twojego zgrzytajacego mózgu (...)"
        >
        > Soso stanowczo zaprotestował przeciwko mojej sugestii, że musi sie ze mną
        > zgodzić: "Qurtka na wacie, nie wiedzialem, ze Maciej wie co soso, itd. Ale na
        > szczescie
        > nie wie :-)"
        >
        > Spinelli oburzyła się na twierdzenie, że kobieta ma macicę i powinna rodzić,
        > wskazując, że ma także mózg.
        >
        > Co zaskakujące, polemikę ze mną (czy raczej z sobą samą?!) podjęła także...
        > Zora (sic!!!), porównując mnie do Piłata: "Twoj, Macieju, pogląd jest
        > eleganckim zepchnięciem odpowiedzialnosci za mniej miłą część egzystencji na
        > jedną połowę gatunku, to brzmi prawie jak 'umywam ręce' powiedziane 2 tysiace
        > lat temu."
        >
        > Spinelli i Aga zaprotestowała przeciwko sugestii Zory, że w moim poście było
        > cokolwiek eleganckiego. Uznały "moj" tekst za "absolutnie nieelegancki".
        > I po co mi było tak pracowicie usuwać kolokwializmy z tekstu Zory... ;-)
        >
        > W innym miejscu Zora podjęła najbardziej szczegółową polemikę ze (moim?
        swoim?)
        >
        > tekstem, analizując go słowo po słowie. Wyszło jej, że "mój" tekst da się
        > częsciowo podważyć: "części 'faktowej' Twojego akapitu podważyć się nie da.
        > Światopoglądową... i owszem...
        >
        > Jeszcze inne osoby, które tekst Zory łyknęły bez ciena wątpliwości, "mój"
        > powitały kpinami.
        >
        > Dobrym podsumowaniem całości jest celne spostrzeżenie Lady_d: "Aga - uważaj,
        bo
        >
        > teraz Ty piszesz o sobie , swoich doświadczeniach (cudowny mąż - gratuluję) -
        a
        >
        > Złotyrybek został za to spalony na stosie. Pamiętaj, że
        > fakt, że twój luby Cię nie dyskryminuje może być bardzo źle odebrany
        > przez "feministki" - ale one chyba Cię pokochały i już nie ma znaczenia co
        > napiszesz"
        >
        > I to byłoby najlepszym podsumowaniem feministek na tym wątku. Nie ma
        znaczenia,
        >
        > co napiszesz - ważna jest twoja deklaracja ideowa.
        >
        > O ile dla mnie i dla Tada dyskusja polega na wspólnym poszukiwaniu prawdy,
        dla
        > Was, Drogie Panie, dyskusja to tylko manifestowanie swoich sympatii i
        antypatii
        >
        > ("kogo kocham, kogo lubię, temu potakuję..." A potem zdziwione zakładacie
        wątki
        >
        > pt. "Dlaczego mężczyźni nie traktują poważnie feministek?" A mozna Was
        poważnie
        >
        > traktować? ;-)
        >
        > Nie można. Ale można pobawic się w kotka i myszkę. W dalszych planach mam
        > kolejne, podobne prowokacje. Być może wkrótce wystąpię na forum z nowym
        > nickiem, jako feministka. Uważajcie więc, z kim się zgadzacie... ;-))))


        Ciekawy eksperyment Macieju. Całe to forum powinno nazywać się nie "Feminizm",
        ale, tak jak nazwałem jeden z wątków: "Feminizm jako fenomen psychologiczny". Z
        pewnych względów wolę tego teraz nie rozwijać, ale radzę przyjąć taki właśnie
        punkt widzenia.
        • b.u.zz Re: PODSUMOWANIE UDANEJ PROWOKACJI :-)) 21.09.02, 17:01
          nie ukrywam, Macieju, ze w sama pore przyznales sie do prowokacji :) juz
          chcialem goraco zaprotestowac przeciw takiemu stwierdzeniu.
          ale zeby nie bylo tak slodko, to powiem, ze wydaje mi sie, ze blednie w tym
          momencie zinterpretowales tekst zory (chyba). w moim odczuciu byl ironiczny.
          cos jakby to ona streszczala zlosliwie twoje poglady. wiec nie dziwne, ze w
          twoich ustach brzmialy one dla reszty jak twoje wlasne. ale moze sie myle.
          pozdrawiam
          b.
          • Gość: Maciej Re: PODSUMOWANIE UDANEJ PROWOKACJI :-)) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.02, 19:38
            b.u.zz napisał:

            > ale zeby nie bylo tak slodko, to powiem, ze wydaje mi sie, ze blednie w tym
            > momencie zinterpretowales tekst zory (chyba). w moim odczuciu byl ironiczny.
            > cos jakby to ona streszczala zlosliwie twoje poglady.

            Nie ma podstaw do takiego przypuszczenia, że była to ironia. Powinieneś zadać
            sobie trud i sprawdzić. Ten fragment jest równie kolokwialny jak cały, długi
            post Zory. Dotyczył możliwości pogodzenia macierzyństwa z pragnieniem
            niezależności. Oboje z Zorą zgodziliśmy się, że nie da się pogodzic
            niezależności z macierzyństwem.

            Zora: "Jak pogodzić macierzyństwo, które z definicji niesie utratę
            niezależności, z zachowaniem tej niezależności?

            Ja: "Nie da się pogodzić. Trzeba wybrać jedno lub drugie. Albo skrzywdzić
            dziecko samotnym macierzyństwem."

            Zora: ",,,ano wlasnie. I z tego wynika ten odruch niecheci wzgledem feministek -
            jest to zdrowy instynkt samozachowawczy. Baba ma macice i ma rodzic, a nie
            wymyslac farmazony o rownouprawnieniu. Bo tu konieczny jest wybor - dobro
            jednostki albo dobro gatunku. Wiec albo utozsamimy sie (my jako samice) z
            dobrem gatunku, albo jestesmy przeciw temu dobru wybierajac dobro (wygoda,
            kasa, przemile poczucie niezaleznosci) swoje wlasne.
            Pierwsze wyjscie nawet czasami sie konczy sukcesem i w ten sposob mamy biel
            jeszcze bielsza meza handlowca, ktoremu obowiazkowa zona prasuje koszule

            Ale i tak jestem feministka. Nawet jesli pomysl na parytet wydaje mi sie
            chybiony... juz znacznie mniej chybione sa inne pomysly."

            Tak więc,jeśli chodzi o tzw. kontekst wypowiedzi Zory - najważniejsza różnica
            leży w deklaracji, że i tak, pomimo swych socjobiologicznych poglądów, jest
            feministką.
            • Gość: ZORA Co autor miał na myśli... IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 21.09.02, 23:35
              Nie jesteście w tak fatalnej sytuacji jak dzieciaczki w szkółce, które właśnie
              w taką, podobną do Twojej, Macieju, interpretację są zmuszone się zabawiać.
              Tyle, że A. Mickiewicz z zaświatów nie wyjaśni im, co miał na myśli pisząc o
              panieńskim rumieńcu dzięcieliny. Ja jeszcze żyję, może już niedługo, więc
              proszę, poczekajcie te glupie parę lat do dowolnego przyklejania mi poglądów.

              Macieju, Twój głos:
              > Nie ma podstaw do takiego przypuszczenia, że była to ironia.

              fatalnie, bo jednak sporo ironii było w całym tym poście. W innych też.
              Widzisz, ja rzadko kiedy piszę nieironicznie, a potem się dziwię, że co mniej
              bystre jednostki nie umieją oddzielić ziarna od plew...
              Może dlatego, że w gruncie rzeczy problem feminizmu jest żenujący. To znaczy:
              fatalnie świadczy o ludzkości, że taki problem istnieje. Wstrętne jest że w
              imię własnej wygody część osobników zasłania się przeinterpretowanymi
              fragmentami nauk przyrodniczych i humanistycznych, aby tylko nie dać się
              zepchnąć z tego idiotycznego piedestału 'fater familiaris'

              Powinieneś zadać
              > sobie trud i sprawdzić. Ten fragment jest równie kolokwialny jak cały, długi
              > post Zory.

              ale antyreklama, he he. Nie szkodzi.

              Dotyczył możliwości pogodzenia macierzyństwa z pragnieniem
              > niezależności. Oboje z Zorą zgodziliśmy się, że nie da się pogodzic
              > niezależności z macierzyństwem.
              >

              bo rzeczywiście się nie da w tych warunkach w jakich żyjemy - tu i teraz.
              Trzeba niestety trochę dobrej woli z obu stron, aby to zmienić.
              Ludzie kobietom zgotowali ten los.
              To też ironicznie.
              I już śpieszę z wyjaśnieniem, póki jeszcze żyję, nie jak ten biedak Słowacki,
              któremu teraz można wcisnąć dowolną bzdurę. To, Macieju, że ironicznie
              rozdzieliłam ludzi od kobiet, wcale nie oznacza, że moim poglądem jest że
              kobieta to rodzaj inwentarza domowego. To tylko taka mała ironia, aby pokazać
              jak wredne są patriarchalne samce które nie traktują kobiet jak ludzi, jak
              równych sobie istot.

              > Zora: "Jak pogodzić macierzyństwo, które z definicji niesie utratę
              > niezależności, z zachowaniem tej niezależności?
              >
              > Ja: "Nie da się pogodzić. Trzeba wybrać jedno lub drugie. Albo skrzywdzić
              > dziecko samotnym macierzyństwem."
              >
              > Zora: ",,,ano wlasnie. I z tego wynika ten odruch niecheci wzgledem
              feministek
              > -
              > jest to zdrowy instynkt samozachowawczy.

              zapomniałam dodać: samców. Mea maxima culpa. Poprawię się i będę pisać jaśniej.
              w innym miejscu w porywie optymizmu napisałam, że nic (tzn. z biologicznego
              punktu widzenia) nie stoi na przeszkodzie, aby macierzyństwo nie wiązało się ze
              zgodą na poddaństwo. Gdyby tak było, mechanizm płodności kobiet zostałby
              sprzęgnięty z jakimś mechanizmem odczuwania bólu i frustracji. To by Wam,
              mizogyni, pasowało co?

              Baba ma macice i ma rodzic, a nie
              > wymyslac farmazony o rownouprawnieniu. Bo tu konieczny jest wybor - dobro
              > jednostki albo dobro gatunku. Wiec albo utozsamimy sie (my jako samice) z
              > dobrem gatunku, albo jestesmy przeciw temu dobru wybierajac dobro (wygoda,
              > kasa, przemile poczucie niezaleznosci) swoje wlasne.
              > Pierwsze wyjscie nawet czasami sie konczy sukcesem i w ten sposob mamy biel
              > jeszcze bielsza meza handlowca, ktoremu obowiazkowa zona prasuje koszule
              >

              no tutaj moja ironia przechodziła mnie samą.
              Maciejowi się spodobało. Prometeusz był kobietą?

              A zresztą, co se będę żałować,co powiecie na taką analogię do macicy:

              samiec ma mięśnie, biologicznie jest predysponowany do wykonywania ciężkich
              prac fizycznych. Kobieta tych mięśni ma mniej, ma zdecydowanie delikatniejszą
              budowę ciała. Z powyższego wynika podział ról - pana zapraszamy do fizycznej
              pracy, brak pracy źle mu wpływa na wszystko, bo zaczyna myśleć i z tego
              wychodzą posty niektórych znanych nam myślicieli i interpretatorów. Powinien
              jeden z drugim iks igrekiem zaiwaniać tak ze dwanaście godzin na dobę,
              fizycznie, łopata i pług, żadnych komputerków, telewizorków, pracy zza
              biureczka. Sama biologia pokazuje nam, czym się kończy brak regularnego wysiłku
              fizycznego (nadciśnienie, zawał, otyłość, skleroza i kilkaset innych pozycji
              podręcznika patologii).
              A więc zgodnie ze świętym prawem natury i biologii, pani naszej, panowie jazda
              do łopat. A jak się który tą robotą za szybko wykończy, nie szkodzi. Selekcja
              naturalna, ci co zostaną znaczy są lepsi biologicznie. W naturze zapisano, że
              facet ma starczyć na krócej i 100 lat życia mu do szczęścia niepotrzebne. Jak
              kto chce to chętnie dam liczne naukowe przykłady, teraz mi się nie chce.


              > Ale i tak jestem feministka. Nawet jesli pomysl na parytet wydaje mi sie
              > chybiony... juz znacznie mniej chybione sa inne pomysly."
              >

              ale o tych innych pomysłach, aby trochę przedmiotowy konflikt interesów
              załagodzić, ani słówka, nie? Ani jednej pozytywnej idei. Tylko się uczepić
              jednego zdania i w koło Macieju to samo...
              Po raz enty: fakty są te same dla feministek i mizogynów, ale z interpretacją
              można czynić cuda.
              Tylko kobieta może urodzić. Fakt ten można potraktować jako powód, aby otaczać
              ją szacunkiem (rzeczywistym, Macieju, a nie bredząc o Matce Polce ze zwiędłym
              kwiatkiem dla Ewy w garści), ale także, aby zepchnąć do roli domowego
              popychadła (co oczywiście jest tylko wymysłem feministek).



              > Tak więc,jeśli chodzi o tzw. kontekst wypowiedzi Zory - najważniejsza różnica
              > leży w deklaracji, że i tak, pomimo swych socjobiologicznych poglądów, jest
              > feministką.

              Tego postu, w którym jak sołtys krowie na miedzy wykładałam, dlaczego i w jaki
              sposób "godzę" swoje poglądy femi z socjobiologią, nie zauważyłeś. Po co?
              Zauważać się godzi tylko to, co pasuje do ulubionego obrazka.
              A zatem, skoro już mnie cytujesz, nie interpretuj jak Ci wygodnie, bo jeszcze
              żyję.
              Jestem feministką właśnie DZIĘKI socjobiologi, łyf kapital leters.
              Czasami jest to ciężki do zaakceptowania odłam nauki i choć jego założenia
              brzmią tak tanio-sensacyjnie, można i warto brać je poważnie i starać rozwijać.
              A nie jest to łatwe, czego doświadczył jeden z twórców tej nauki, E. Wilson,
              podczas jednego ze swoich wykładów.

              Ok, a tak w zasadzie: odpowiedź na zapytanie w tytule już masz.
              Są feministki.
              Podobno tu bywasz aby dyskutować z feministkami o feminiźmie.
              Czy może już Ci się znudziło?

              Pozdrawiam serdecznie wszystkie Feministki
              ZORA
              • Gość: Maciej Re: Co autor miał na myśli... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.02, 08:56
                Gość portalu: ZORA napisał(a):

                > fatalnie, bo jednak sporo ironii było w całym tym poście. W innych też.
                > Widzisz, ja rzadko kiedy piszę nieironicznie, a potem się dziwię, że co mniej
                > bystre jednostki nie umieją oddzielić ziarna od plew...

                Rozumiem, w jak trudnej sytuacji się znalazłas, polemizując sama ze sobą...
                Jakos to trzeba sobie wytłumaczyć, prawda?

                Rzecz w tym, że jeśli nawet Twój post byłby ironiczny (choć nic na to nie
                wskazuje) - to "mój" post z całą pewnością był ironiczny. I jak to się dzieje,
                że Ty (jak i inne feministki) nie umiesz poznac się na mojej ironii? Czy to
                dlatego że (tu znów użyję cytatu z Ciebie) "co mniej bystre jednostki nie
                umieją oddzielić ziarna od plew"?

                > Może dlatego, że w gruncie rzeczy problem feminizmu jest żenujący>
                > ale antyreklama, he he. Nie szkodzi.

                Zgadzam się z Tobą. Feminizm rzeczywiście jest żenujący. Tad ma rację -to
                fenomen psychologiczny. Feminizm wymaga dużego samozakłamania, co bardzo dobrze
                widać w tym wątku. Nb. jesteście prawdopodobnie jedynymi osobami na tym wątku,
                które udaje się wam okłamać, tj. skutecznie okłamujecie wyłacznie same siebie -
                i nikogo więcej. Żenada.
                • Gość: ZORA Re: Co autor miał na myśli... IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 22.09.02, 21:41

                  > Rozumiem, w jak trudnej sytuacji się znalazłas, polemizując sama ze sobą...
                  > Jakos to trzeba sobie wytłumaczyć, prawda?

                  Nie wiem co rozumiesz i jak rozumiesz. Akurat w tym temacie (a raczej w całej
                  kategorii tematów zwanej potocznie feminizmem) nie mam nic do polemizowania z
                  samą sobą, jakkolwiek sam fakt posiadania wątpliwości jest cechą istot
                  myślących.
                  Mam mnóstwo wątpliwości, ale nie wtedy jeśli widzę (dostrzegam/jestem
                  świadkiem/sama doświadczam) formy dyskryminacji kobiet i upośledzania ich tylko
                  w imię płci.
                  A Ty? Miewasz czasami wątpliwości?
                  Czy Twoje szare komórki zastygły już w nieróbstwie, postrzegając Twój świat
                  uporządkowany,, dwukolorowy, jedno jest cacy a inne jest be. Podział
                  rzeczywistości na jajniki i jądra, rzeka genów, naturalny porządek, obiadek
                  podany, domek czyściutki. Ugruntowane poglądy, betonik.
                  Współczuję.
                  Wątpliwości warto mieć, zawsze. Nawet jeśli pokonało się wrodzone lenistwo i
                  przeczytało parę książek w życiu.
                  Jestem w trudnej sytuacji... dlaczego tak sądzisz?
                  Mam sobie cokolwiek wytłumaczyć? Po co?


                  > Rzecz w tym, że jeśli nawet Twój post byłby ironiczny (choć nic na to nie
                  > wskazuje) - to "mój" post z całą pewnością był ironiczny. I jak to się
                  dzieje,
                  > że Ty (jak i inne feministki) nie umiesz poznac się na mojej ironii? Czy to
                  > dlatego że (tu znów użyję cytatu z Ciebie) "co mniej bystre jednostki nie
                  > umieją oddzielić ziarna od plew"?

                  nic nie wskazywało na ironię mojego postu... pewno za mało jadu w nim było?
                  No cóż, jeśli w swoich postach zamieściłeś samą ironię, to nie widzę powodu do
                  polemiki... jeśli oboje ironicznie mówimy co 'powinna'/'ma'/'musi' kobieta, to
                  oboje się zgadzamy że istniejący układ patriarchalny obecnie się przeżył i jako
                  taki nie ma za bardzo już racji bytu. Że jest utrzymywany, bo 'nic lepszego
                  jeszcze nie ma' albo dlatego że jest wygodniejszy dla tej części społeczeństwa,
                  która przywykła do wygód i bezpłatnej obsługi. Ironia, zauważ, jest formą
                  niezgadzania się z czymś.


                  > Zgadzam się z Tobą. Feminizm rzeczywiście jest żenujący. Tad ma rację -to
                  > fenomen psychologiczny. Feminizm wymaga dużego samozakłamania, co bardzo
                  dobrze
                  >
                  > widać w tym wątku. Nb. jesteście prawdopodobnie jedynymi osobami na tym
                  wątku,
                  > które udaje się wam okłamać, tj. skutecznie okłamujecie wyłacznie same
                  siebie -
                  >
                  > i nikogo więcej. Żenada.


                  Dobrze, to oświeć mnie i napisz gdzie to zakłamanie.
                  Może w końcu podyskutujemy merytorycznie, bo w Twoim poście nie ma poruszonej
                  ani jednej sprawy konkretnej i rzeczowej. Jest natomiast biedniutka próba gry
                  na emocjach.
                  Żenada.
                  Czekam na tę listę kłamstw, które ja/my/feministki serwujemy samym sobie.
                  No, chyba że z uwagi na pełnione role biologiczne nie znajdziesz czasu. Spoko.
                  Zrozumiem.
                  Pozdrawiam
                  ZORA
                  • maciej.k1 Re: Co autor miał na myśli... 23.09.02, 10:24
                    Gość portalu: ZORA napisał(a):

                    > Czekam na tę listę kłamstw, które ja/my/feministki serwujemy samym sobie.
                    > No, chyba że z uwagi na pełnione role biologiczne nie znajdziesz czasu.

                    O tym pisaliśmy już z Tadem szeroko. Nie chciałbym się powtarzać, bo zaraz
                    Suzume znów się przyczepi, że piszę w kółko to samo. Zajrzyj np. do
                    wątku "Feminizm to nowa wersja komunizmu", gdzie streściłem swoje poglądy w 10-
                    ciu postach.
                    Pozdrawiam -
                    • maciej.k1 Re: Co autor miał na myśli... 23.09.02, 10:26
                      Adres tego wątku: www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?
                      f=212&w=2129748
      • Gość: zula czyżby;-)? IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 22.09.02, 10:00
        nie wiem, czy nie zauważyłeś macieju, ale post mój do ciebie o wdzięcznej
        nazwie 'na księżyc' dotyczył zagadnienia uwodzenia- streszczę raz jeszcze-
        ŻADNA kobieta nie zechce mieć z tobą dziecka, jeżeli nie zweryfikujesz swoich
        poglądów, lub przynajmniej nie będziesz o nich mówił głośno; posiadanie dziecka
        jest procesem naturalnym, posiadacz plemników i posiadaczka komórek j. nie
        rozmyślają o tym fakcie przy każdej okazji, np. gdy poznaja atrakcyjną osobę
        płci przeciwnej nie przychodzą jej/jemu do głowy myśli: o! zapładniać!
        zapładniać! (myślę o kulturalnych ludziach) ponieważ ich instynkt/podświadomosc
        robią to za nich.
        poza tym jest to identyczne ze stwierdzeniem: każdy mężczyzna musi płodzić,
        więc skoro taką filozofię wyznajesz, to to forum jest marnowaniem czasu: idź
        płodzić bądź polować na mamuta dla swojej ciężarnej samicy.

        poza tym mężczyzna mówiący do grupy kobiet, jak podejrzewam, w większości
        dobrze wykształconych, inteligentych, pracujących, że nadają się tylko do
        płodzenia- jest, uważam, duzym nietaktem- to tak jakby puscić bąka w
        towarzystwie i jeszcze prosić, zeby inni powiedzieli np.: na zdrowie.

        Zora nie powiedziała natomiast, że kobieta MUSI rodzić (zauważ to, proszę;
        wydaje mi się, że tak to wszystko poukładałeś, zeby wyszło na twoje, ale w
        międzyczasie zmieniłeś sens zdania Zory). Pisała jak to wyglada z czysto
        biologicznego punktu widzenia- z którym my, ludzie nie identyfikujemy się już w
        100%, ponieważ stworzylismy cywilizację, i ona dużo w naszym zyciu pozmieniała,
        miedzy innymi to, ze jesteśmy NIE TYLKO samcami i samicami, ale również np.
        forumowiczami (i 1000 innych ról niepodporządkowanych tylko i wyłącznie
        prokreacji). jeżeli ty macieju chcesz być tylko i wyłącznie samcem...cóż, twój
        wybór, twoja rezygnacja z jakze wielu ciekawych rzeczy na tym swiecie...
        • Gość: tad Zoro IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.02, 13:36
          Przyjmuję, że - jak stwierdziłaś - jesteś ironistką, i to co piszesz
          to "...tylko taka mała ironia, aby pokazać jak wredne są patriarchalne samce,
          które nie traktują kobiet jak ludzi, jak równych sobie istot". Ironizowanie
          jakie tu uprawiasz, ma jednak to do siebie, że często kończy się walką z
          potworem stworzonym przez samego siebie. Czasami zarzuca się nam tutaj (mnie i
          Maciejowi), że nie polemizujemy z feminizmem, ale z naszym o nim wyobrażeniem,
          i że uprawiamy demagogię. Nawet jeśli w takim czy innym stopniu tak jest, zaden
          z nas nie robi tego z takim rozmachem z jakim robisz to Ty atakując "samce".
          Opisujesz istniejącego tylko w Twojej głowie "demona patriarchatu" i potem
          zwalczasz go zawzięcie. Takie przerysowanie, nie może być w dłuższej
          perspektywie zbyt nośne intelektualnie,( dlatego też zbyt często nie uprawiam
          tu czegoś takiego w odniesieniu do feminizmu, choć -wierz mi - znalazłbym dość
          powodów, by sobie mocno ironizować na jego temat przez rok z okładem).
          • Gość: ZORA Re: Zoro IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 22.09.02, 22:03
            Gość portalu: tad napisał(a):

            > Przyjmuję, że - jak stwierdziłaś - jesteś ironistką, i to co piszesz
            > to "...tylko taka mała ironia, aby pokazać jak wredne są patriarchalne samce,
            > które nie traktują kobiet jak ludzi, jak równych sobie istot". Ironizowanie
            > jakie tu uprawiasz, ma jednak to do siebie, że często kończy się walką z
            > potworem stworzonym przez samego siebie. Czasami zarzuca się nam tutaj (mnie
            i
            >
            > Maciejowi), że nie polemizujemy z feminizmem, ale z naszym o nim
            wyobrażeniem,
            > i że uprawiamy demagogię. Nawet jeśli w takim czy innym stopniu tak jest,
            zaden
            >
            > z nas nie robi tego z takim rozmachem z jakim robisz to Ty atakując "samce".
            > Opisujesz istniejącego tylko w Twojej głowie "demona patriarchatu" i potem
            > zwalczasz go zawzięcie. Takie przerysowanie, nie może być w dłuższej
            > perspektywie zbyt nośne intelektualnie,( dlatego też zbyt często nie uprawiam
            > tu czegoś takiego w odniesieniu do feminizmu, choć -wierz mi - znalazłbym
            dość
            > powodów, by sobie mocno ironizować na jego temat przez rok z okładem).



            OK, przyjmuję zarzuty i mniej lub bardziej dobre rady. Podczas dyskusji - dość
            ironizowania, dość przerysowywania, dość walki z wyimaginowanymi wiatrakami. .
            Konkretna dyskusja o konkretach.
            Dostrzegam, że hasło 'feminizm' jako tako stało się słowem-kluczem, workiem, do
            którego można wpakować wszystko co się chce i jak się chce.
            O haśle 'patriarchat' można powiedzieć to samo.
            Podobno trafiamy tutaj aby dyskutować o feminiźmie, jednak zbyt często kończy
            się to grą emocji.
            Fakt istnienia konfliktu dostrzegamy wszyscy, inaczej problematyka dotycząca
            ról poszczególnych płci w życiu ludzkiego stada nie budziłaby takich emocji.
            Gdyby wszystko było tak czarno-białe i oczywiste, jak chce Maciej, zjawiska
            podejmowania buntu czy nawet tylko dyskusji o wyzwoleniu miałyby znaczenie
            jedynie marginalne. Tak nie jest.
            Na początek proponuję rzeczowe wyliczenie paru chociażby (na początek, aby nie
            rozwadniać rzeczowej dyskusji) niedorzeczności związanych z kobiecym żądaniem
            sprawiedliwego traktowania, albo inaczej: równego dostępu do władzy. Bo
            ostatecznie chyba tylko o to chodzi, o władzę w szerokim tego słowa znaczeniu -
            władza polityczna ma tu znaczenie tylko jednego z licznych elementów.
            No więc czekam niecierpliwie. A nuż mnie przekonacie i zaraz galopem postaram
            się o te brakujące 1,3 dziecka aby zapewnić sobie i swemu władcy zastępowalność
            pokoleń, a potem resztę należnej obsługi.
            Pozdrawiam
            ZORA

            • Gość: tad Re: Zoro IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.02, 16:15
              Gość portalu: ZORA napisał(a):


              > OK, przyjmuję zarzuty i mniej lub bardziej dobre rady. Podczas dyskusji -
              dość
              > ironizowania, dość przerysowywania, dość walki z wyimaginowanymi wiatrakami. .
              > Konkretna dyskusja o konkretach.
              > Dostrzegam, że hasło 'feminizm' jako tako stało się słowem-kluczem, workiem,
              do
              >
              > którego można wpakować wszystko co się chce i jak się chce.
              > O haśle 'patriarchat' można powiedzieć to samo.

              Fakt

              > Podobno trafiamy tutaj aby dyskutować o feminiźmie, jednak zbyt często kończy
              > się to grą emocji.
              > Fakt istnienia konfliktu dostrzegamy wszyscy, inaczej problematyka dotycząca
              > ról poszczególnych płci w życiu ludzkiego stada nie budziłaby takich emocji.
              > Gdyby wszystko było tak czarno-białe i oczywiste, jak chce Maciej, zjawiska
              > podejmowania buntu czy nawet tylko dyskusji o wyzwoleniu miałyby znaczenie
              > jedynie marginalne. Tak nie jest.
              > Na początek proponuję rzeczowe wyliczenie paru chociażby (na początek, aby
              nie
              > rozwadniać rzeczowej dyskusji) niedorzeczności związanych z kobiecym żądaniem
              > sprawiedliwego traktowania, albo inaczej: równego dostępu do władzy. Bo
              > ostatecznie chyba tylko o to chodzi, o władzę w szerokim tego słowa
              znaczeniu .

              Stwierdzenie o "żądaniu sprawiedliwości" jest rozwadnianiem dyskusji, czy
              raczej nie wywołuje dyskusji wcale. Któż nie zgodzi się, że ma
              być "sprawiedliwie"? Diabeł tkwi w szczegółach.
              Nie utożsamiaj kobiet z feministkami. Kobiety bynajmniej nie "żądają równego
              dostępu do władzy". Nie słyszałem kobiet nie będacych feministkami,
              stawiających takie "żądania". To feministki twierdzą, że kobiety dręczy żądza
              tego rodzaju, a one owo żądanie jedynie "wyrażają". W istocie to feministki
              PRAGNĄ władzy. Chcę być dobrze zrozumiany: nie twierdzę, że kobiety chcą się
              zamknąć w domach. Twierdzę, ze większość z nich - jeśli władzy pożąda - to po
              prostu bierze udział w grze o władzę korzystając z mechanizmów demokracji.
              Problem polega na tym, że feministki nie chcą mieć mozliwości wpływu. Chcą mieć
              GWARANCJĘ wpływu. Możesz powiedzieć jak ma się zrealizować ów "równy udział"
              jesli wykluczyć parytety, które sama uważasz za nienajlepszy pomysł? (chyba, że
              to też była ironia).


              > władza polityczna ma tu znaczenie tylko jednego z licznych elementów.
              > No więc czekam niecierpliwie. A nuż mnie przekonacie i zaraz galopem postaram
              > się o te brakujące 1,3 dziecka aby zapewnić sobie i swemu władcy
              zastępowalnośćpokoleń, a potem resztę należnej obsługi.

              Z tego wnoszę, że na razie - póki nikt Cię nie przekona - Twój "pan i władca"
              pozbawiony jest "reszty należnej obsługi". Nie chcę zgadywać co kryje się pod
              tym określeniem, ale zważywszy na to, że feministki zdanie zmieniają (dają się
              przekonać) średnio co 15 - 20 lat, prędko się owej "obsługi" nie doczeka.

              > Pozdrawiam
              > ZORA
              >
              • Gość: ZORA Tadzie IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 23.09.02, 23:43
                Ave Wielka Femina!

                Zula: nie przejmuj się :-) Jakbym miała beton zamiast neuronów, to bym
                siedziała wygodnie przed harlekinem czy inną izaurą kontemplowała własną
                doskonałość i omijałabym forum dyskusyjne, gdyż możliwość zmiany poglądów
                wydałaby mi się świętokradztwem.
                Ale tak nie jest, mój neokorteks pracuje wciąż nieźle :-), tyle że żaden z
                naszych Drogich Dyskutantów nie zdołał zmienić moich poglądów w tzw. kwestiach
                zasadniczych.

                Nie mówiąc o tym, że moja subtelna prośba do Macieja o wypunktowanie mi
                kłamstw, którymi siebie (jak i inne feministki) obdarzam, została
                niewysłuchana. No, ale ok, Macieju, potrzebujesz czasu do namysłu, ja to
                rozumiem. Śpieszyć się należy tylko przy łapaniu pcheł. czekam na tę listę
                kłamstw i prawie umieram z kobiecej ciekawości.

                Tad :-) miło, że odpowiedziałeś. Pozdrowienie czysto feministyczne specjalnie
                dla Ciebie

                > Stwierdzenie o "żądaniu sprawiedliwości" jest rozwadnianiem dyskusji, czy
                > raczej nie wywołuje dyskusji wcale. Któż nie zgodzi się, że ma
                > być "sprawiedliwie"? Diabeł tkwi w szczegółach.

                Zgoda. Rzuciłam ogólnikiem, ale nie chcę rozwadniać dyskusji. Według mnie
                kobiety nie są traktowane sprawiedliwie. Nie są i bie były.
                I tu też masz rację (choć może nadinterpretuję Twoje słowa), że ta
                niesprawiedliwość jest ukryta w subtelnych szczegółach, tak że nie rozwiąże się
                jej za pomocą ustawy czy postanowienia - jak zakazać np. dowcipów o blondynce,
                które jako takie 'nikomu nie szkodzą', ale ich rodowód i znaczenie jest
                oczywiste.

                > Nie utożsamiaj kobiet z feministkami. Kobiety bynajmniej nie "żądają równego
                > dostępu do władzy". Nie słyszałem kobiet nie będacych feministkami,
                > stawiających takie "żądania".

                Odwracasz pojęcia. Kobieta, która żąda równych szans dostępu do władzy (tutaj:
                bez względu na płeć), jest okrzykiwana feministką niezależnie od jej własnych
                poglądów na feminizm. Zatem istnieją tutaj dwukierunkowe zależności.
                Słowo 'feministka' nabrało emocjonalnego wymiaru i nie każda kobieta, która
                czuje się krzywdzona/upośledzana i żąda zmiany tego stanu rzeczy, życzy sobie
                być nazywana w ten sposób.

                To feministki twierdzą, że kobiety dręczy żądza
                > tego rodzaju, a one owo żądanie jedynie "wyrażają". W istocie to feministki
                > PRAGNĄ władzy.

                Skąd ta wiedza na temat wewnętrznych życzeń kobiet? Skąd możesz wiedzieć,
                czego 'w istocie' pragną kobiety?
                Wracając do Twojej wypowiedzi.
                Władzy pragną nie tylko feministki. Chcę być dobrze zrozumiana: władza to nie
                tylko stołek w partii politycznej, bycie wójtem a nie asystentką wójta, czy
                prezydentem a nie żoną prezydenta. Czy znasz pojęcie 'głowy rodziny'? To
                również rodzaj władzy.
                Zapewne znów posłużyłam się słowem-kluczem, ale na potrzeby dalszej dyskusji
                załóżmy, że chodzi o władzę w szerszym znaczeniu, ok?
                Polityka jest niezłym polem do dyskusji, ale mimo wyznawanego przez siebie
                feminizmu nie cierpię polityki z przyległościami. O politykach obojga płci
                (sic!) mniemanie mam niezbyt dobre, właściwie fatalne. Ale pewien zakres władzy
                chcę mieć - i chyba każdy chce. Każdy, niezależnie od płci, jest w pewnym
                zakresie żądny władzy. Tylko do stereotypu mężczyzny żądza władzy lepiej
                pasuje.
                Czy naprawdę uważasz, że w naturze kobiecości jest chęć bycia podwładną? (w
                bardzo szerokim tego słowa znaczeniu)

                Chcę być dobrze zrozumiany: nie twierdzę, że kobiety chcą się
                > zamknąć w domach. Twierdzę, ze większość z nich - jeśli władzy pożąda - to po
                > prostu bierze udział w grze o władzę korzystając z mechanizmów demokracji.

                Ale mechanizmy demokracji, jeśli chodzi o kobiety, mocno kuleją i to nie tylko
                w Polsce. Spójrz na poziom naszych polityków, niech będzie, że męskich (w końcu
                jestem na forum 'feminizm'). Posłuchaj, jak bredzą. Jak naćpani. Spróbuj z
                treści tego mętnego dukania wytrząsnąć więcej niż 3 sensowne zdania na godzinę.
                Czy naprawdę uważasz, nie ma w Polsce wystarczającej liczby chętnych do objęcia
                sterów kobiet-kandydatek na polityków, które prezentowałyby sobą znacznie
                wyższy poziom?
                Zauważ jeszcze jedną, żenującą rzecz - jeśli jakiejś pani już się uda wejść w
                świat 'wielkiej polityki', w 90% kreuje się na kobietę zgodną z patriarchalnym
                wzorcem kobiety (dzieci, super małżonek, wręcz autor jej sukcesu, natomiast
                pani polityk z reguły kocha sprzątać i gotować i tylko te ohydne obowiązki
                polityka jej przeszkadzają. Tylko macierzyństwo jest źródłem nadzwyczajnych jej
                zalet i zawsze było na pierwszym miejscu, a wybory, polityka - lata świetlne za
                pieluchami i zupkami). Czyż nie jest to hipokryzja? Po cóż te krygowanie?

                Mechanizmy demokracji jeszcze nie działają poprawnie. Ilu wyborców za parę
                tygodni weźmie pod uwagę tylko serwowany sobie bełkot kandydatów? Ilu wybierze
                przystojniejszą twarz? Mechanizmy demokracji w Polsce to targowisko
                stereotypów. A z nimi jest ciężko walczyć. Nawet jeśli poprawnie zapewnię, że
                nie jestem antysemitą, to i tak wybiorę blondyna o aryjskich rysach twarzy. Bo,
                oczywiście, przekonują mnie jego poglądy (ironia)

                > Problem polega na tym, że feministki nie chcą mieć mozliwości wpływu. Chcą
                mieć
                >
                > GWARANCJĘ wpływu. Możesz powiedzieć jak ma się zrealizować ów "równy udział"
                > jesli wykluczyć parytety, które sama uważasz za nienajlepszy pomysł? (chyba,
                że
                >
                > to też była ironia).
                >
                >
                Parytet to idiotyzm. Dlatego, ponieważ 'odgórnie' ma załatwić rzeczy, których
                odgórnie załatwić się nie da. Jak większość sztucznych mechanizmów musi wziąć w
                łeb i stać się jednym z argumentów zwolenników 'naturalnego porządku świata'.
                Pytanie, jak dokonać tego 'równego udziału' jest bardzo trudne, zwłaszacza
                jeśli wykluczymy możliwości utopijne (np. parytet przy zlewozmywaku ;-) ). Moim
                zdaniem rzecz się musi dokonać u podstaw. I tu powiem rzecz, za którą
                feministki pewno mnie wyklną - co najmniej połowa sukcesu znajduje się w nas -
                w kobietach, ale robimy bardzo niewiele, aby go osiągnąć. Jeśli chcemy w końcu
                wywalczyć ten równy status (bo ani niewolnik, ani Murzyn, ani chłop
                pańszczyźniany nie otrzymał go w prezencie. Ludzie nie dorośli do dobrowolnego
                dzielenia się korzyściami i sytuacja kobiet nie jest wyjątkiem), musimy zacząć
                doceniać się wzajemnie. I wspierać - myślą, mową i uczynkiem.
                Nie mówię tu jednak o promowaniu kobiet na siłę - jasne, że lepszy fachowiec
                dyrektor niż ślamazara dyrektor i to jest niezależne od płci.

                > Z tego wnoszę, że na razie - póki nikt Cię nie przekona - Twój "pan i władca"
                > pozbawiony jest "reszty należnej obsługi".

                A co to ma do rzeczy? Męska solidarność?
                jasne że jest pozbawiony. Doba ma 24 godziny a ja po 22 nie pracuję :-) ani za
                kasę, ani dla idei. I tak mój dzień pracy trwa średnio od 7.00-7.30 do 20.30-
                21.00, czasu na obsługę pana i władcy jest raczej niewiele i stąd jest ona
                cokolwiek wybrakowana, a najczęściej w ogóle jej nie ma.

                Nie chcę zgadywać co kryje się pod
                > tym określeniem, ale zważywszy na to, że feministki zdanie zmieniają (dają
                się
                > przekonać) średnio co 15 - 20 lat, prędko się owej "obsługi" nie doczeka.
                >

                Proszę o komentarz 'co autor miał na myśli'. Bezpośrednio, prostymi słowy.
                Współczucie dla pana i władcy czy też subtelne ostrzeżenie dla mnie?

                Z feministycznym pozdrowieniem
                ZORA

                PS: Tad, pamiętaj o bukiecie róż dla Twojej pani. Nie codziennie, czasami. I
                raz na tydzień warto pokonać wrodzone lenistwo, zerwać się wcześniej od niej i
                przygotować jej śniadanko do łóżeczka. I podziękuj za wyprane skarpetki,
                chociażby od czasu do czasu.
                • maciej.k1 Re: Tadzie 24.09.02, 11:07
                  Gość portalu: ZORA napisał(a):

                  > Nie mówiąc o tym, że moja subtelna prośba do Macieja o wypunktowanie mi
                  > kłamstw, którymi siebie (jak i inne feministki) obdarzam, została
                  > niewysłuchana. No, ale ok, Macieju, potrzebujesz czasu do namysłu, ja to
                  > rozumiem. Śpieszyć się należy tylko przy łapaniu pcheł. czekam na tę listę
                  > kłamstw i prawie umieram z kobiecej ciekawości.

                  O tym szeroko pisałem już kilka miesięcy temu w wątku "Feminizm to nowa wersja
                  komunizmu". Nie chcę się powtarzać. Adres do tego wątku podałem Ci już wczoraj -
                  pewnie to przeoczyłaś.
                  • Gość: ZORA Przeczytałam IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 24.09.02, 23:38
                    Tak, Macieju.
                    Zagrałeś mi na ambicji i przeczytałam, choć szkoda było czasu na ten
                    przydługawy esej, z którego przy odrobinie dobrej woli daloby się wytrząsnąć
                    parę sensownych zdań. Co do reszty - melanż fobii, agresji i lęków
                    przedziwnych. Totalne pomieszanie, przeczytałam ze zdziwieniem najpierw, a
                    potem z rosnącym rozbawieniem. Nie wiedziałam, że tak też można... Aż takie
                    emocje! Aż takie brednie pod płaszczykiem wiedzy głębokiej o kobiecych
                    potrzebach... Miałeś rację nie chcąc się powtarzać, ja bym też nie chciała
                    powtarzać takich 'odkrywczych treści'... W końcu każdy wie, że Kopernik był
                    kobietą, czyż nie?
                    Feministki nie umieją dyskutować, powiadasz... Dlaczego? Z facetami jest
                    gorzej. Takie samce głuszców na przykład. Z głuszcami chyba nie bardzo się da.
                    Jako znawca teorii Łysenki i wszystkich możliwych oszołomów z pewnością wiesz,
                    że do tokującego głuszca dochodzi niewiele.
                    (to porównanie nieprzypadkowe)
                    Ale w dalszym ciągu nie widzę swojego zakłamania związanego z moimi poglądami -
                    mimo że Twoja teoria jest szczelna jak dobrze związany betonik - nie do
                    przebicia. Mimo że przed chwilą przeczytałam coś co brzmiało jak agitująco-
                    propagandowe przemówienie inteligentnego aparatczyka.
                    No, ale bądźmy optymistyczni, może jeszcze coś ciekawego napiszesz.
                    Pozdrawiam wciąż feministycznie:-)
                    ZORA

          • Gość: zula ??????????????????????????????????????????????? IP: *.leased-02.binet.pl 23.09.02, 09:05
            skoro tak zgdzacie się z pogladami Zory, to czemu piszecie na nią KALUMNIE? czy
            to nie jest przypadkiem jakaś archaiczna samcza zazdrość? Mogę Was, moi drodzy
            dyskutanci, uspokoić, że nigdy nie mieliście poparcia na tym forum, więc ta
            rzekoma strata pozycji, i odwrócenie uwagi od Waszych zacnych postów nie
            nastąpiła przez degradację, tylko drogą pokojową i naturalną.

            jeśli tak nie jest, to dlaczego szukacie wroga w kimś, kto ma poglądy takie jak
            wy? chyba nie chodzi o jakies plotkarskie zatargi, że Zora pozdrawia feministki?
            • Gość: tad Re: ????????????????????????????????????????????? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.02, 20:37
              Gość portalu: zula napisał(a):

              > skoro tak zgdzacie się z pogladami Zory, to czemu piszecie na nią KALUMNIE?
              czy

              Przesadzasz Zulo. Rozmawiamy z Zorą. W jakimś zakresie się z nią zgadzamy, w
              jakimś nie. Trudno mi ustalić zakres tych zakresów, bo - jak wynika z tego co
              pisze teraz Zora - wiele z tego co pisała wczesniej, było czymś w rodzaju
              żartu. Nie uważam, że rzucam na Zorę "kalumnie". Jeśli Zora uważa, ze jest
              inaczej - niech zwróci mi uwagę. Wtedy będę się tłumaczył.

              > to nie jest przypadkiem jakaś archaiczna samcza zazdrość? Mogę Was, moi
              >drodzy dyskutanci, uspokoić, że nigdy nie mieliście poparcia na tym forum,
              >więc ta rzekoma strata pozycji, i odwrócenie uwagi od Waszych zacnych postów
              >nie nastąpiła przez degradację, tylko drogą pokojową i naturalną.
              > jeśli tak nie jest, to dlaczego szukacie wroga w kimś, kto ma poglądy takie
              >jak wy? chyba nie chodzi o jakies plotkarskie zatargi, że Zora pozdrawia
              feministki?

              Oj Zulo, Zulo.....

        • Gość: Maciej Re: czyżby;-)? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.02, 16:07
          Zauważyłem, że postem Zory się zachwycałaś:
          "fajny post, mądry i ciekawy:-)" a w innym miejscu napisałas o nim: "wielce
          ciekawy, lekki i
          błyskotliwy".

          Ten sam tekst, gdy myślałaś, że ja jestem jego autorem,
          nazwałaś "bełkotem": "Co za bełkot! Doprawdy! Jeżeli ktoś nie chce rodzić, to
          musi sam się zmusić, przezwyciężyć swoją niechęc i płodzić? Nie sądzisz, że
          natura jest
          jakieś 100 tysięcy razy przebieglejsza od twojego zgrzytajacego mózgu (...)"

          > Zora nie powiedziała natomiast, że kobieta MUSI rodzić
          > (zauważ to, proszę).

          Masz rację! Ale ja też nie napisałem, że MUSI. Jak zwykle, nie czytasz uważnie,
          tylko piszesz, co Ci się wydaje akurat wygodne. Zora napisała "ma rodzić", a ja
          napisałem "powinna rodzić". Czy chcesz mi powiedzieć, że ta drobna i zupełnie
          nieistotna zmiana redakcyjna wpłynęła na aż tak dramatyczną zmianę Twojej oceny
          tego postu? :-)

          Z tak błahego powodu, z postu "wielce błyskotliwego, mądrego i ciekawego" stał
          się nagle "bełkotem"? ;-))

          > Wydaje mi się, że tak to wszystko poukładałeś, zeby
          > wyszło na twoje, ale w międzyczasie zmieniłeś sens
          > zdania Zory).

          Sens zdania nie zmienił się ani o odrobinę.

          > Pisała jak to wyglada z czysto biologicznego punktu
          > widzenia-

          Ja też. :-)

          > miedzy innymi to, ze jesteśmy NIE TYLKO samcami i
          > samicami,

          A gdzie ja napisałem, że jesteśmy tylko samcami i samicami?

          Szkoda czasu na Twoje dalsze pogrążanie się. Mnie nie okłamiesz, choć rozumiem,
          że po tym wszystkim, czego dowiedziałas się o sobie, bardzo chcesz jakoś szybko
          poprawić sobie samopoczucie. Samozakłamanie to jedna z najgorszych rzeczy,
          którą można sobie samemu zafundować. Najbardziej krzywdzisz tym samą siebie.
          Nie chodzi mi bynajmniej o ten drobiazg, że przez to swoje zakłamanie dałaś się
          tutaj zrobić w balona - to w sumie tylko drobna przykrość, o której można
          szybko zapomnieć. Chodzi o to, że całe swoje zycie próbujesz oprzeć na
          kłamstwie (feministycznej ideologii), a konsekwencje tego kłamstwa będa dla
          Ciebie znacznie boleśniejsze, niż anonimowa kompromitacja na forum dyskusyjnym,
          bo dotkną Cię osobiście i Twoich najblizszych, w realnym życiu.
          • Gość: zula UJAŻMICIEL ŻMIJI ZUZANNY IP: *.leased-02.binet.pl 23.09.02, 09:01
            :-)))
            znów bardzo mnie ucieszyłeś, jak dziecko.
            czuję się świetnie, dziękuję, że życzysz mi miłego dnia:-)
            jak mówi zajawka MTV, tudzież inni mniej popularni w róznych
            kulturach, 'agresja zawsze wraca do ciebie' , so watch out babe.

            Po raz kolejny uważam, że twoja rzekoma parafraza jest bełkotem, ponieważ jest
            wyrwana z kontekstu. I to zmienia jej sens. I jesteś jedyną osobą, która uważa
            inaczej:-) więc może jednak spróbuj raz jeszcze? Może jeszcze parę sprytnych,
            przebiegłych pułapak UJAŻMICIELU ŻMIJI ZUZANNY?
            Bełkot jest bełkotem.
            Nic nie zmieni bełkotliwości bełkotu.

            Twoje posty zawsze poprawiają mi humor, gdy jest nienajlepszy- myślę sobie
            wtedy- on to dopiero ma spapraną percepcję, wszędzie widzi wrogów (feministki,
            aaa, ratunku, stada feministek!!!!)

            teraz udaję się do pracy, czuję, ze to będzie bardzo płodny dzień, że stworzę
            dziś coś 'fajnego, ładnego i ciekawego':-)

            tobie również życzę płodnego dnia, fajnego, mądrego i ciekawego, niczym post
            Zory.
    • spinelli Cala para idzie w gwizdek 23.09.02, 19:51
      Od dluzszego czasu zastanawiam sie czemu sluzy ofensywa Macka, co jest takiego
      w feministkach ze nie-feminisci zaczynaja widziec na czerwono. Pewne rzeczy
      wydaja sie w dzisiejszym swiecie tak oczywiste, ze niepowazne jest o tym
      jeszcze dyskutowac.
      Kilka osob, miedzy innymi ja, spotkalo sie z druzgoczaca krytyka za
      zdefiniowanie feminizmu jako mozliwosci wyboru. Nadal nie wiem co w tym jest
      nie tak.
      Wyobrazmy sobie murzyna wystepujacego przeciwko rasizmowi. On(a) mowi ja chce
      miec mozliwosc wyboru, chce siedziec w aubusie gdziekolwiek sobie zazycze a nie
      w sekcji przeznaczonej dla czarnych. Na to wstaje bialy i pyta: -Po co,
      przeciez w sekcji dla czarnych masz takie same siedzenia. Jestes nielogiczny ze
      swoja nieracjonalna potrzeba wyboru!

      Idiotyczne, czyz nie?

      To czego w sumie ci czarni chcieli?
      • b.u.zz Re: Cala para idzie w gwizdek 23.09.02, 23:54
        w skrocie chcialbym ci odpowiedziec, bo ja tez nie lubie feminizmu. z dwoch
        powodow:
        1. tzw. feministki prezentuja wymyslone zadania (ang: demands, a nie - tasks),
        ktore nijak sie maja do wlasciwych potrzeb kobiet, ktore (potrzeby) naprawde
        istnieja. to np. parytety, ktore w rzeczywistosci sluza feministkom i ich
        kolezankom, ale nijak sie maja do dyskryminacji.
        2. feminizm nie ogranicza sie li tylko do zwalczania dysrkryminacji, ale dazy
        do ogolnej przebudowy spoleczenstwa, zwalczajac przy okazji wiele instytucji i
        tradycji wcale nie zwiazanych z utrzymywaniem tej dyskryminacji. tu zaliczylbym
        naprzyklad antyklerykalizm feminizmu. mnie to sie nie podoba.
        b.
        • spinelli Re: Cala para idzie w gwizdek 24.09.02, 04:38
          1.
          >>tzw. feministki<<
          Kto to sa "tzw" feministki?

          2.
          >>ktore nijak sie maja do wlasciwych potrzeb kobiet<<
          Co to sa wlasciwe potrzeby kobiet?

          3.
          >>feminizm nie ogranicza sie li tylko do zwalczania dysrkryminacji, ale dazy
          do ogolnej przebudowy spoleczenstwa<<
          Wiekszosc ruchow spolecznych dazy do obalenia zastalego ladu jako, ze czesto
          dyskryminacja jest bezposrednim rezultatem albo podlozem tegoz porzadku.
          (feudalizm, niewolnictwo, rasizm). Dla tych, ktorzy czerpia korzysci z
          panujacych ukladow zmiany oznaczaja koniec swiata. Tenze swiat wymyka im sie
          spod kontroli wiec za wszelka cene beda dazyc to utrzymania panujacych ukladow.
          Ruch wyzwolenczy bedzie zatem nazywany herezja, swietakradztwem, szalenstwem.
          itp. (Pamietasz, w ZSRR chcacych zmian zamykano w zakladach psychiatrycznych).
          Wydaje sie ze jesli zajda zmiany to swiat przestanie funkcjonowac, tymczasem
          swiat istnieje i wbrew temu co mowi moja babcia jest swiatem lepszym niz np.
          200 lat temu.

          5.
          >>zwalczajac przy okazji wiele instytucji i tradycji wcale nie zwiazanych z
          utrzymywaniem tej dyskryminacji. tu zaliczylbym naprzyklad antyklerykalizm
          feminizmu<<
          Na forum Kobieta jest taki watek Katofeminizm, jest tam pare ciekawych
          wypowiedzi za i przeciw www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?
          f=16&w=2838582

          Spinelli

          PS :)
          >>feministkom i ich kolezankom<<
          kto to sa kolezanki feministek?
          • b.u.zz Re: Cala para idzie w gwizdek 25.09.02, 01:13
            spinelli napisała:

            > 1.
            > >>tzw. feministki<<
            > Kto to sa "tzw" feministki?

            napisalem tzw., zeby nie wnikac w problemy definicyjne. obecne tu dyskutantki,
            na przyklad, czasami nagle wyskakuja z twierdzeniem, ze nie sa feministkami. to
            ja juz glupi jestem i dlatego nie chce wnikac, w to, kto nia jest, a kto - nie.

            >
            > 2.
            > >>ktore nijak sie maja do wlasciwych potrzeb kobiet<<
            > Co to sa wlasciwe potrzeby kobiet?

            no to ty juz chyba wiesz lepiej ode mnie. w tym co ja napisalem, chodzilo o to,
            ze nie uwazam, ze swiat jest doskonaly i zgadzam sie, ze istnieje jakas
            dyskryminacja kobiet. u nas mniejsza, w innych krajach - wieksza. i nie uwazam,
            ze takie np. parytety cokolwiek zalatwia.

            >
            > 3.
            > >>feminizm nie ogranicza sie li tylko do zwalczania dysrkryminacji, ale d
            > azy
            > do ogolnej przebudowy spoleczenstwa<<
            > Wiekszosc ruchow spolecznych dazy do obalenia zastalego ladu jako, ze czesto
            > dyskryminacja jest bezposrednim rezultatem albo podlozem tegoz porzadku.
            > (feudalizm, niewolnictwo, rasizm). Dla tych, ktorzy czerpia korzysci z
            > panujacych ukladow zmiany oznaczaja koniec swiata. Tenze swiat wymyka im sie
            > spod kontroli wiec za wszelka cene beda dazyc to utrzymania panujacych
            ukladow.
            > Ruch wyzwolenczy bedzie zatem nazywany herezja, swietakradztwem, szalenstwem.
            > itp. (Pamietasz, w ZSRR chcacych zmian zamykano w zakladach
            psychiatrycznych).
            > Wydaje sie ze jesli zajda zmiany to swiat przestanie funkcjonowac, tymczasem
            > swiat istnieje i wbrew temu co mowi moja babcia jest swiatem lepszym niz np.
            > 200 lat temu.

            nie wrzucaj wszystkiego do jednego worka. zsrr to chyba jednak przypadek
            szczegolny - w tym sensie, ze szczesliwie zmarl i mamy demokracje. ja jestem
            przeciwnikiem wszelkich rewolucji, bo jej efektem jest zazwyczaj sytuacja
            gorsza od wyjsciowej. jestem tez przeciwnikiem zmian gleboko idacych, bo swiat -
            zmieniajac sie, to naturalne - opiera sie na kontynuacji. i nie jest prawda,
            ze wiekszosc ruchow spolecznych dazy do obalenia zastanego ladu. zdecydowana
            mniejszosc ruchow spolecznych do tego dazy i zaden nie cieszy sie moja
            sympatia. problem z feminizmem polega moim zdaniem na tym, ze wszedzie, ale to
            wszedzie, widzi patriarchat i ucisk kobiet.

            >
            > 5.
            > >>zwalczajac przy okazji wiele instytucji i tradycji wcale nie zwiazanych
            > z
            > utrzymywaniem tej dyskryminacji. tu zaliczylbym naprzyklad antyklerykalizm
            > feminizmu<<
            > Na forum Kobieta jest taki watek Katofeminizm, jest tam pare ciekawych
            > wypowiedzi za i przeciw <a
            href="www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,79465
            > 2.html?"target="_blank">www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?</a>
            > f=16&w=2838582
            >

            czytalem, czytalem.. i pozostaje przy swoim. feminizm idzie czesto (a moze
            zawsze?) reka w reke z ruchami lewicowymi, roznymi zielonymi itp., a te ruchy
            sa czesto (a moze zawsze?) antyklerykalne. moze sie to zmieni, ale na razie
            idzie to powoli.

            > Spinelli
            >
            > PS :)
            > >>feministkom i ich kolezankom<<
            > kto to sa kolezanki feministek?

            to sa te panie, ktore nie dostaly sie do parlamentu, ale jak beda parytety, to
            sie dostana - nie z powodu ich kompetencji, ale plci.
            pozdrowienia
            b.
      • maciej.k1 Re: Cala para idzie w gwizdek 24.09.02, 11:29
        spinelli napisała:

        > Wyobrazmy sobie murzyna wystepujacego przeciwko rasizmowi. On(a) mowi ja chce
        > miec mozliwosc wyboru, chce siedziec w aubusie gdziekolwiek sobie zazycze a
        > nie
        > w sekcji przeznaczonej dla czarnych. Na to wstaje bialy i pyta: -Po co,
        > przeciez w sekcji dla czarnych masz takie same siedzenia. Jestes nielogiczny
        > ze swoja nieracjonalna potrzeba wyboru!

        Do feminizmu bardziej pasuje porównanie wymyślone swego czasu przez Darra, ze
        skoczkami narciarskimi. Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia Murzyni pytają we
        wszystkich mediach: "Jak to się dzieje, że wśród skoczków narciarskich dominują
        sami biali? W klasyfikacji Pucharu Świata nie ma ani jednego Murzyna!!! To
        dyskryminacja! Żądamy wprowadzenia parytetów przy obsadzaniu miejsc na
        podium!!!" Biali próbują się tłumaczyć, że to kwestia klimatu, naturalnych
        różnic w budowie ciała, że Murzyni sami nie chcą startować w sportach zimowych,
        itp. co tylko jeszcze bardziej rozsierdza Murzynów: "Nie startują, bo nie są
        dopuszczani!!! Jakie naturalne różnice??!! Nie ma żadnych różnic! Wszyscy
        ludzie są sobie równi, co zostało jasno zapisane w konwencji ONZ. To rasizm!!!"

        Oskarżeni o rasizm biali pokornie milkną (przecież żaden nie chce wyjść na
        rasistę). Jeden z białych zauważa: "No to, skoro wprowadzamy parytety w skokach
        narciarskich, to trzeba by je też wprowadzić w biegach, w których dominują
        Murzyni." Na to Murzyni: "Co to za bełkot?! Jakie parytety biegach?! Jesteś ze
        szkoły im. Adolfa Hitlera!"
        • Gość: ZORA Coś optymistycznego IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 24.09.02, 23:05
          Pozdrawiam feministki!
          Coraz więcej wielkich słów ze strony naszych antyfeministów. Coraz mocniejsze
          autorytety powoływane. Coraz potężniejszy kaliber argumentów wywoływanych do
          tablicy, aby 'wytłumaczyć' błądzącym niewiastom, którędy wiedzie droga do ich
          poczucia zadowolenia i samorealizacji (modne słowo...). Coraz mniej naprawdę
          rzeczowych argumentów. Coraz więcej emocji i niechęci, świętoszkowatego
          oburzenia.
          Spokojniej panowie :-) ! To zaczyna być zabawne~!
          To wszystko już było, te argumenty powtarzano przy wielu okazjach, gdy 'trzeba
          było' uciszyć jakiś bunt i utrzymać 'naturalny i jedynie słuszny' porządek
          świata.
          Można się zdziwić czytając posty osób skądinąd uchodzących za rozumne. Feminizm
          porównany do komunizmu, do faszyzmu, do choroby psychicznej, do infantylnej
          niedojrzałości. Ba, występowanie przeciwko lepszej połowie ludzkości jest
          uzasadniane nawet obroną świętej wiary katolickiej... Coraz więcej emocji,
          coraz mniej myślenia.
          No, chyba że to kolejne 'prowokacje'?
          To mnie ubawiło szczególnie: feminizm jako kolejne ruszanie bryły świata z
          posad... bezsens. Jasne, że dla samca fakt konieczności podzielenia się
          przywilejami z istotą uważaną przez niego za nienadającą się do dzielenia
          władzy (zauważcie, panowie - uściślam: uważaną za nienadającą się) może być
          postrzegany jako koniec świata albo przynajmniej potężny wstrząs.
          Nie bójcie się, zdołacie się jakoś przystosować...
          Mnóstwo tu, na forum, biegłych psychologów i psychiatrów, znawców kobiecej
          duszy i psychiki, uważających że 'wiedzą lepiej' co 'normalna' kobieta 'chce'
          czy 'powinna', niż inna kobieta, zwłaszcza opatrzona etykietą 'feministka' - w
          domyśle nienormalna, infantylna, głupia czy po prostu szalona. Zabawne,
          ile 'autorytetów' rodzaju męskiego wypowiada się na tematy, o których pojęcie
          ma raczej niewielkie :-), bo niby skąd. Przyczyna tego najczęściej tkwi w
          bardzo powierzchownej ocenie otaczającej, żeńskiej części rzeczywistości.
          Jeśli, przykładowo, mamusia zrezygnowała z własnego życia (studia, praca,
          własne pomysły), aby zapewnić rodzinie tzw. ognisko domowe, tacie miłe poczucie
          bycia 'głową', synkowi wygodniejsze dzieciństwo i zestaw gotowych idei na temat
          związków, to wcale nie znaczy, że jest to pełnia jej szczęścia i szczyt marzeń.
          Nawet jeśli upomina przy tym siostrzyczkę omawianego synusia, aby była
          grzeczniejsza dla taty i nie odszczekiwała mu się, bo przecież to jest ojciec
          rodziny.
          Jest to kwestia pewnego wyboru, ale niekoniecznie światopoglądu. Nie zawsze
          wybieramy to, co byśmy chciały wybrać, często wybory te dokonywane są pod
          presją mającą różne źródła. I żaden facet nie musi tu ładować swoich wywodów,
          bo kwestie wybierania wbrew sobie kobiety opanowały do perfekcji w ciągu
          jakichś kilku tys. lat, a może i więcej.

          Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. To truizm. Ale każdy, w tym kobieta,
          powinien mieć możliwość wyboru takiego ciastka, jakie mu/jej odpowiada. Jeśli
          lubię, dajmy na to, sernik, nie wpierajcie mi, że powinnam dla tych albo
          innych 'jedynie słusznie' przyczyn wybrać ciastko z tłustym, ciężkim kremem, po
          którym wątroba mnie będzie boleć długo i wytrwale. A jeśli już pod presją tych
          lub innych czynników wybiorę to paskudne ciastko z kremem, to nie wmawiajcie
          mi, że ten ból wątroby to nic innego, tylko przyjemne poczucie sytości i
          zadowolenia z życia...

          Piękno tego świata tkwi w różnorodności. Dlatego nie ma innego wyjścia, jak
          zaakceptować istnienie całych rzesz mizogynów i szowinistów jako interesujących
          gatunków, coś w rodzaju dinozaurów czy może diabłów tasmańskich. Ich świat
          przemija, czy tego chcą, czy nie. Proces zmian został zapoczątkowany już dawno
          temu i żadne talibopodobne poglądy nie są w stanie tego zatrzymać. Najwyżej
          zahamować.
          Jasne, że na pewne opinie aż przykro patrzeć, inne wzbudzają śmiech, inne
          politowanie - mam tu na myśli opinie zarówno z damskiej, jak i męskiej strony.
          Na tym forum i innych też. Mimo niewątpliwych przewag płeć piękna także ma
          swoje liczne wady.
          Faktem jest, że model typowo patriarchalny bezpowrotnie odchodzi w przeszłość.
          Faktem jest, że większość kosztów tych przemian ponoszą znowu kobiety, często
          wbrew swojej woli. Niestety, pewne 'skutki uboczne' procesu emancypacji są
          żałosne w skutkach.
          No ale kto obiecał, że będzie łatwo?
          Szanowne Feministki, pozdrawiam serdecznie. Życzę poczucia humoru :-)
          szczególnie podczas lektury postów niektórych mizogynów.
          Zulo:-) z prawdziwą przyjemnością przejrzałam posty Twojego nowego wątku
          Nam się również należy odrobina radości, nie ma chyba nic w tym złego?
          Tad... przeczytałam także posty Twojego nowego wątku... mnóstwo wielkich słow,
          po co?... I nic przekonującego, nic odkrywczego, zero! A już się szykowałam na
          rzeczową dyskusję... i nic!
          Rozczarowanie kolejne... ;-) Ach, ci faceci!...

          Pozdrawiam Forumowiczów bez względu na to czy są za czy nawet przeciw
          ZORA
          • b.u.zz Re: Coś optymistycznego 25.09.02, 01:22
            pare cytatow:

            ZORA:

            > To mnie ubawiło szczególnie: feminizm jako kolejne ruszanie bryły świata z
            > posad... bezsens.

            spinelli (o feminizmie):

            Wiekszosc ruchow spolecznych dazy do obalenia zastalego ladu jako, ze czesto
            dyskryminacja jest bezposrednim rezultatem albo podlozem tegoz porzadku.
            (feudalizm, niewolnictwo, rasizm). Ruch wyzwolenczy bedzie zatem nazywany
            herezja, swietakradztwem, szalenstwem.
            itp.

            zora:

            > Jasne, że na pewne opinie aż przykro patrzeć, inne wzbudzają śmiech, inne
            > politowanie - mam tu na myśli opinie zarówno z damskiej, jak i męskiej
            strony.
            > Na tym forum i innych też. Mimo niewątpliwych przewag płeć piękna także ma
            > swoje liczne wady.

            i potem:

            > Życzę poczucia humoru :-)

            oj tak, przyda sie :-)


            b.
            • maciej.k1 celne spostrzeżenie 25.09.02, 10:42
              Celne spostrzeżenie, Buzz. Gratuluję!

              Kochane Zoro i Spinnelli! Może uzgodnijcie między sobą wspolne stanowisko w tej
              sprawie! Jest feminizm "ruszaniem z posad bryły świata"/"dążeniem do obalenia
              zastanego porządku", czy nie jest?
              • Gość: zula Re: celne spostrzeżenie IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 25.09.02, 10:56
                czemu mają uzgadniać? feminizm to nie jest Trójca Święta. nie musimy myśleć
                tego samego i nie myslimy.
                • maciej.k1 Re: celne spostrzeżenie 25.09.02, 12:05
                  Gość portalu: zula napisał(a):

                  > czemu mają uzgadniać? feminizm to nie jest Trójca Święta. nie musimy myśleć
                  > tego samego i nie myslimy.

                  To prawda. Feminizm jest tak mgławicowy, że feministki mogą nie zgadzać się ze
                  sobą nawet w podstawowych sprawach, a jednocześnie sobie nawzajem uprzejmie
                  potakiwać. I żadnej to nie przeszkadza.

                  Mało tego. Feministka może nie zgadzać się nawet sama ze sobą, co jej samej też
                  w niczym nie przeszkadza. Pragnienie, by wyznawany światopogląd był spójny, a
                  wykrywane w nim sprzeczności były usuwane - jest Wam obce. Zapewne "męska
                  logika" to tylko jeszcze jeden "patrialchalny przesąd"?
                  • Gość: zula Re: celne spostrzeżenie IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 25.09.02, 14:54
                    tak, istotnie, nie mylisz się. można kogoś lubić i szanować, nawet jeśi ma inne
                    poglądy. i nie dotyczy to tylko feministek, ale wszystkich nastawionych
                    pokojowo do świata ludzi.

                    co do męskiej logiki- nie wiem, w moim środowisku nie figuruje taki slogan-
                    stereotyp, więc nie mogę uważać jej za mit. sprawdzę w Kopalińskim, może on coś
                    pisze na ten temat.
                    nie, nie pisze.
                    może to "legendarna męska logika"? nie, też nie.
                    • maciej.k1 o "męskiej logice" co dyskryminuje kobiety 25.09.02, 15:28
                      Gość portalu: zula napisał(a):

                      >
                      > co do męskiej logiki- nie wiem, w moim środowisku nie figuruje taki slogan-
                      > stereotyp, więc nie mogę uważać jej za mit. sprawdzę w Kopalińskim, może on
                      > coś
                      >
                      > pisze na ten temat.
                      > nie, nie pisze.
                      > może to "legendarna męska logika"? nie, też nie.

                      Chyba za mało czytasz na ten temat. Co z Ciebie za feministka? Powinnaś
                      pogłębić swoją znajomość feminizmu, żeby spróbować dorównać w tym Tadowi.

                      Dla przypomnienia, cytat z postu Tada:

                      "[Niektóre feministki uważąją, że] kobiety są z natury
                      biseksualne, i, że w związku z tym mogą swobodnie wybierać orientację
                      seksualną, a to, że większośc wybiera heteroseksualizm, wynika po prostu z
                      patriarchalnego nacisku, za bzdurę uważam tzw. antysystynkcjonizm, zgodnie z
                      którym podziały w rodzaju: subiektywny-obiektywny, racjonalny-irracjonalny,
                      prywatny-publiczny, podmiot - przedmiot, są wytworem męskiej kultury i
                      dyskryminują kobiety. (Te podziały biorą się zaś stąd, że chlopiec zyskując
                      tożsamośc musi przejśc przez podwójną negację - matka to nie ja, oraz ja to nie
                      matka, tymczasem dziewczynce wystarcza negacja pojedyncza, bowiem utożsamiają
                      się z matką, i właśnie ta chłopięca, podwójna negacja leży u podłoża "męskiej"
                      dwuwartościowej logiki, ktora dyskryminuje kobiety), "
                      • maciej.k1 Re: o 'męskiej logice' co dyskryminuje kobiety 25.09.02, 15:30
                        To czego właściwie Was uczą na tych "gender studies"?
                        • Gość: tad do Zory IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.02, 16:20
                          Ponieważ zająłem się rewelacyjnym postem Zuli, nie mogę brać zbyt intensywnego
                          udziału w innych dyskusjach. Z drugiej strony nie chcąc pozostawiać tego wątku
                          pozwalam sobie na streszczenie naszej dalszej rozmowy (tej o "kobietach
                          żądających władzy"). Ten zabieg skróci naszą dyskusję o jakieś 1,5 tygodnia
                          (ok. 75 postów - wliczając w to posty tych, którzy dorzuciliby swoje "3
                          grosze"). Tak więc ja dowodziłbym, ze głoszenie przez f. haseł w
                          rodzaju: "kobiety żądają....", jest nadużyciem, i powinny raczej
                          mówić "feministki żądają....", że feministyczny opis jak zwykle grzeszy przesadą
                          i że mniejsza od męskiej liczba "kobiet u władzy" może być tłumaczona nie tylko
                          przy pomocy dość topornego wytrycha "dyskryminacji". Ty pisałabyś coś wręcz
                          przeciwnego. Przytaczalibyśmy różne argumenty, przy tym moje przekonywałyby Cię
                          w takim mniej więcej stopniu jak mnie Twoje (chociaż...). Skończyć mogłoby się
                          to tak:
                          Zora:twierdzisz więc, że dyskryminacja k tu nie istnieje?
                          Tad: powiedzmy, że JAKAŚ istnieje, ale nie w takiej skali w jakiej opisują to
                          feministki, i nie ma tak magicznej mocy jaką one jej nadają
                          Zora:feministki pisząc o dyskryminacji mają nie mniej niż 350,5% racji, ale
                          mniejsza z tym. Zlikwidujmy czynnik dyskryminacji nie rozwodząc się nad
                          jego "mocą i skalą". Jakie masz pomysły?
                          Tad:Czas. Z czasem samo się to ułoży, choć zapewne nie tak jak życzyłyby sobie
                          feministki. Mechanizmy zostały już urochomione. Poczekajmy.
                          Zora: Kpisz chyba. Nie ma czasu. Trzeba działać tu i teraz.
                          Tad: Jak? Masz jakieś pomysły "systemowe", a nie "kosmetyczne"? Przedstaw je,
                          jeśli masz, wypadałoby jednak, by "lekarstwo" nie było gorsze od "choroby"
                          I to pytanie stawiam: masz jakieś pomysły w tej sprawie?
                          PS.
                          piszesz, o moim nowym wątku, że "nie ma tam nic nowego". Cóż. Zadam więc
                          pytanie: a co nowego i odkrywczego jest w Twoim - dość długim przecie -
                          poscie "Coś optymistycznego"? Wiem, że to nie ma wcale związku z moim wątkiem.
                          Pytam z ciekawości: co - Twoim zdaniem - nowego i odkrywczego wniósł Twój
                          wątek "coś optymistycznego"? Jest optymistyczny -dla feministek. Zgoda. Tak jak
                          mój jest dla nich pesymistyczny, ale - co poza tym?
                          • Gość: ZORA Re: do Zory IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 25.09.02, 23:10
                            Witajcie;
                            dziś krócej, ale to nie z powodu przytyku Tada, tylko jakichś wrednych wirusów
                            (antyfeminiści!!!)
                            1. feminizm nie jest ruszaniem z posad bryły świata. Podobne działania opisywał
                            Mickiewicz, Dziady owszem i piękne ale niewiele zmieniły. Poza tym, co to za
                            rozwalanie porządku świata, jeśli się faceta zmusi do prania własnych skarpetek
                            i traktowania partnerki lepiej może nie od samochodu (bo to niemożliwe), ale
                            lepiej od ulubionego psa. Akurat w tym przypadku jeśli feminizm ma wyjść poza
                            akademickie dyskusje potrzebna jest praca u podstaw. A więc nie romantyczny
                            zryw a'la napad Amazonek. Ruszanie z posad i burzenie porządku by było wtedy,
                            jakbyśmy nagle zażądały, aby wszyscy faceci przymusowo implantowali sobie
                            funkcjonalne macice albo przynajmniej hormonalnie doprowadzili się do laktacji
                            (raczej łatwiejsze) w celu równego dzielenia obowiązków. Takich pomysłów jednak
                            nigdzie nie znalazłam, ale może experci Tad&Maciej udowodnią mi że takie coś
                            jednak było.
                            2. Coś optymistycznego - proszę bardzo, z ludzkiego na męskie. Po porównaniu
                            naszych zdegenerowanych czasów z czasami wysokiej kultury antycznej i
                            średniowiecznej, kiedy kobiety robiły albo za kurtyzany albo za służące, albo
                            za krowy rozpłodowe (bo żona miałaby jakieś prawa, one nie miały w zasadzie
                            żadnych, za wyjątkiem rzeczywiście niezwyczajnych osobowości), ten optymizm sam
                            się pcha do psychologii :-).
                            Tad, to moje słowa, że proces już się zaczął i raczej jest nie do
                            powstrzymania. Czy się rozwinie 'wbrew' czy 'zgodnie' z kobiecym dobrem (tak,
                            wiem, mamy na ten temat inne poglądy) - inna sprawa, ale to wciąż zależy od nas.
                            My to musimy zrobić same, naszymi rękami. Faceci raczej dobrowolnie, z dnia na
                            dzień nie przejmą od nas obowiązków, nawarstwionych w ciągu ostatnich kilkuset
                            lat. To trzeba przeprowadzać bardziej sukcesywnie. Moje dziecko już dziś uczy
                            się sprzątać swoje zabawki, zmywanie to dla niego uciecha i nie bronię mu tego -
                            mało tego, w pomywanie najlepiej bawić się z tatą. Pamiętam, że mojego brata
                            mama zawsze odganiała od zlewu w obawie o całość szklanek :-) ale ja
                            mam 'arkoroki' więc jest ok.
                            Mało? Pewno, że tak. Ale ten aspekt feminizmu jest szalenie ważny. Dzisiejsi
                            szowiniści i patriarchalni wstecznicy zostali wychowani przez kobiety. Czyż nie?
                            Tad, to jest to zdrowe, w miarę nieszkodliwe podejście do praktycznego
                            wprowadzenia zasad feministycznych w życie. Jest nas nieco więcej niż 50%
                            populacji. Wystarczająco, aby w swoich działaniach uwzględnić pewne aspekty
                            feminizmu. Niekoniecznie na siłę i byle szybko - systematycznie i długofalowo.
                            O męskiej logice nie słyszałam. O męskiej solidarności - i owszem. I
                            zaobserwowałam ją też, a jakże.
                            Musisz przyznać, Tad, że podejście do tego wszystkiego mam bardzo przyziemne -
                            po co się męczyć z 'rewolucyjnymi' zrywami, wykopywać topór wojenny i krzyczeć.
                            Samce to solidarnie wyśmieją (vide:niniejsze forum).
                            Nie szkodzi, że powyższe nie jest odkryciem Ameryki co najmniej i że Nobla za
                            to nie dostanę.
                            Tak samo nie szkodzi, że Twoje dywagacje pseudonaukowe raczej nie są tworem
                            Twojego umysłu, tylko zręczną kompilacją idei innych istot.
                            Zachowuję optymistyczne spojrzenie, pozdrawiam wszystkich niezależnie od
                            ukierunkowania i poglądów... robię to, co uważam za stosowne.
                            Szczególnie serdeczne pozdrowienia dla Feministek ;-)
                            ZORA

                            PS: Asinus asinum fricat
                            • maly.ksiaze Zora i Dziady 26.09.02, 03:02
                              Każdy chce czegoś innego, Zoro. Ty chciałabyś, aby Twój
                              facet prał sam swoje skarpetki, a Zula chce zmienić kulturę.
                              To drugie - to już całkiem ambitne przedsięwzięcie. Może
                              nie ruszanie całej bryły, ale poważne prace górnicze.

                              Ze sztygarskim pozdroweniem,

                              mk.

                              PS. Z niewiadomych przyczyn rozśmiesza mnie niesamowicie,
                              gdy ktoś pisze: "My to musimy zrobić same, naszymi
                              rękami. Faceci raczej dobrowolnie, z dnia na dzień nie
                              przejmą od nas obowiązków, nawarstwionych w ciągu
                              ostatnich kilkuset lat." Czy potrafisz, Zoro, docenić
                              ukryty humor Twoich własnych wypowiedzi.
                              • Gość: ZORA Mały Książę ;-)) IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 26.09.02, 23:30
                                Witajcie!

                                > Każdy chce czegoś innego, Zoro.

                                Słusznie - różnorodność stanowi o pięknie tego świata

                                Ty chciałabyś, aby Twój
                                > facet prał sam swoje skarpetki, a Zula chce zmienić kulturę.
                                > To drugie - to już całkiem ambitne przedsięwzięcie. Może
                                > nie ruszanie całej bryły, ale poważne prace górnicze.

                                Może nie dorosłam do zmieniania kultury? Może już mi się nie chce? A może po
                                prostu z faktu, że mój facet sam zacznie sobie prać skarpetki, odniosę większe
                                korzyści mniejszym wysiłkiem?
                                Jakkolwiek, serdecznie życzę powodzenia Zuli i jej podobnym.


                                >
                                > Ze sztygarskim pozdroweniem,
                                >
                                > mk.
                                >
                                > PS. Z niewiadomych przyczyn rozśmiesza mnie niesamowicie,
                                > gdy ktoś pisze: "My to musimy zrobić same, naszymi
                                > rękami. Faceci raczej dobrowolnie, z dnia na dzień nie
                                > przejmą od nas obowiązków, nawarstwionych w ciągu
                                > ostatnich kilkuset lat." Czy potrafisz, Zoro, docenić
                                > ukryty humor Twoich własnych wypowiedzi.


                                Oczywiście, że potrafię. Mimo wszystkich wad wrodzonych kobiecego mózgu mam
                                spore poczucie humoru.
                                Jak przetrwać inaczej?
                                Cieszę się, że dostrzegasz ten 'ukryty humor'... nawet jeśli jest podszyty
                                warstewką goryczki.
                                Pozdrawiam

                                ZORA
                              • Gość: jendza zapraszam IP: *.abo.wanadoo.fr 27.09.02, 14:28
                                zatem do kilofa, moj ksiaze...

                                pozdrawia uzbrojona w inkryminowane narzedzie
                                jendza

                                Ps.
                                Sztygarem bedzie najlepszy.
                                Wybierzemy demokratycznie

                                :-)
                            • Gość: zula Re: do Zory IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 27.09.02, 09:17
                              mnie też dopadły jakieś wirusy :(
                            • Gość: tad Re: do Zory IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.02, 14:19
                              Gość portalu: ZORA napisał(a):
                              > 1. feminizm nie jest ruszaniem z posad bryły świata. Podobne działania
                              >opisywałMickiewicz, Dziady owszem i piękne ale niewiele zmieniły. Poza tym, co
                              >to za rozwalanie porządku świata, jeśli się faceta zmusi do prania własnych
                              >skarpeteki traktowania partnerki lepiej może nie od samochodu (bo to
                              >niemożliwe), ale lepiej od ulubionego psa.
                              Feminizmów jest wiele, także takie, ktorych programy smialo można określić
                              jako "ruszanie z posad bryły świata", ale zatrzymajmy się na tej "pracy od
                              podstaw" o jakiej piszesz. Jest tu pewien problem: feministki "szeregowe"
                              (nazywę je też "intuicyjnymi", bo określają się "feministkami" raczej w odruchu
                              serca, niż w wyniku wiedzy o teoriach tworzonych przez feministyczne ideolożki)
                              posługują się nieco histeryczną retoryką: "totalna dyskryminacja", "panowie i
                              niewolnicy", "kat i ofiara", "albo zmiana kultury, albo zostają nam
                              narkotyki", "kobieta jest na straconej pozycji", "faceci traktują partnerki nie
                              lepiej niż ulubionego psa" itp, itd,słowem dmią w trąbę demogogii ile sił w
                              piersi, a kiedy "nacisnąć je mocniej" okazuje się, że chodzi o to, by...mąż
                              prał skarpetki. I jak tu się nie uśmiechnąć pod nosem?
                              >Ruszanie z posad i burzenie porządku by było wtedy,
                              > jakbyśmy nagle zażądały, aby wszyscy faceci przymusowo implantowali sobie
                              > funkcjonalne macice albo przynajmniej hormonalnie doprowadzili się do
                              >laktacji (raczej łatwiejsze) w celu równego dzielenia obowiązków. Takich
                              >pomysłów jednak nigdzie nie znalazłam, ale może experci Tad&Maciej udowodnią
                              >mi że takie coś jednak było.

                              Zależy, co chcesz, by Ci udowodniono, czy to, że: 1. nie było dokładnie takich
                              pomysłów o jakich piszesz, czy też, że: 2.wcale nie było feministycznych
                              pomysłów na reformę ludzkiej rozrodczości. Tego pierwszego nie dowiodę, to
                              drugie - tak.
                              > 2. Coś optymistycznego - proszę bardzo, z ludzkiego na męskie. Po porównaniu
                              > naszych zdegenerowanych czasów z czasami wysokiej kultury antycznej i
                              > średniowiecznej, kiedy kobiety robiły albo za kurtyzany albo za służące, albo
                              > za krowy rozpłodowe (bo żona miałaby jakieś prawa, one nie miały w zasadzie
                              > żadnych, za wyjątkiem rzeczywiście niezwyczajnych osobowości), ten optymizm
                              >sam się pcha do psychologii :-).

                              Ten fragment to typowa feministyczna propagandowa czytanka. Jak można traktować
                              poważnie ruch, który posługuje się takimi -nazwijmy to - prostymi sloganami?
                              Ale, nie chcę otwierać tu kolejnych wątków, więc nie będę tego rowijał. Zwrócę
                              tylko uwagę, że nieco wyżej piszesz (cyt. z pamięci): "kiedyś patriarchat miał
                              może jakieś uzasadnienie". Czy pisałaś to szczerze, czy była to "ironia"?

                              > Tad, to moje słowa, że proces już się zaczął i raczej jest nie do
                              > powstrzymania.

                              Dlaczego "moje słowa"? Zastrzegłaś je w urzędzie patentowym?
                              (....)

                              > Tad, to jest to zdrowe, w miarę nieszkodliwe podejście do praktycznego
                              > wprowadzenia zasad feministycznych w życie. Jest nas nieco więcej niż 50%
                              > populacji. Wystarczająco, aby w swoich działaniach uwzględnić pewne aspekty
                              > feminizmu.

                              A więc na tej planecie ponad 50% populacji to...feministki? Ponad 3 miliardy
                              feministek? Czy troszkę nie przesadziłaś Zoro? Przecież nawet wśród kobiet
                              feministki to garstka, (nie wspominając już o mężczyznach), skąd więc nagle
                              te "ponad 50%"?.

                              > O męskiej logice nie słyszałam.

                              A słyszałaś o tzw. antydystynkcjonizmie?

                              > Nie szkodzi, że powyższe nie jest odkryciem Ameryki co najmniej i że Nobla za
                              > to nie dostanę. Tak samo nie szkodzi, że Twoje dywagacje pseudonaukowe raczej
                              >nie są tworem Twojego umysłu, tylko zręczną kompilacją idei innych istot.

                              Mógłbym na to odpowiedzieć, że o ile ja uprawiam pseudonaukę na publicznym
                              forum za swoje pieniądze, o tyle feministki uprawiają pseudonaukę za nasze
                              pieniądze na publicznych uniwersytetach, ale powiem: to co tu uprawiamy nie
                              jest "pseudonauką", nie jest też "nauką. To nie te kategorie. "Zręczna
                              kompilacja"? Dziękuję. Co w dobie postmodernizmu może być większym komplementem?

                              > PS: Asinus asinum fricat

                              To zawołanie z chorągwi cechowej feministek? Nawet pasuje...
                              • Gość: ZORA od Zory IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 28.09.02, 22:34
                                Gość portalu: tad napisał(a):

                                > Feminizmów jest wiele, także takie, ktorych programy smialo można określić
                                > jako "ruszanie z posad bryły świata", ale zatrzymajmy się na tej "pracy od
                                > podstaw" o jakiej piszesz. Jest tu pewien problem: feministki "szeregowe"
                                > (nazywę je też "intuicyjnymi", bo określają się "feministkami" raczej w
                                odruchu
                                >
                                > serca, niż w wyniku wiedzy o teoriach tworzonych przez feministyczne
                                ideolożki)
                                >
                                > posługują się nieco histeryczną retoryką: "totalna dyskryminacja", "panowie i
                                > niewolnicy", "kat i ofiara", "albo zmiana kultury, albo zostają nam
                                > narkotyki", "kobieta jest na straconej pozycji", "faceci traktują partnerki
                                nie
                                >
                                > lepiej niż ulubionego psa" itp, itd,słowem dmią w trąbę demogogii ile sił w
                                > piersi, a kiedy "nacisnąć je mocniej" okazuje się, że chodzi o to, by...mąż
                                > prał skarpetki. I jak tu się nie uśmiechnąć pod nosem?

                                Cóż za uproszczenie!... Widzisz, Tadzie, skłonność do upraszczania jest zaletą,
                                ale Ty tu wyraźnie trywializujesz.
                                Bycie feministką nie jest kwestią podpisania deklaracji i otrzymania stosownej
                                etykiety, nie jest też odruchem serca. Jest odruchem samoobrony. Jeśli zaś
                                chodzi o trąbę demagogii, to prawdziwym wirtuozem tego instrumentu jesteś Ty
                                (twój pseudonaukowy zestaw postów) i jeszcze jeden sympatyczny skądinąd
                                osobnik, porównujący nas do komunistów. Nawet nieźle te wasze posty brzmiały,
                                pytanie, dlaczego obliczone na budzenie emocji.
                                Pranie skarpetek to tylko jedno, czego się wymaga od cywilizowanego pana.
                                Upośledzona pozycja kobiet, jeśli chodzi o takie atrybuty życia jak władza,
                                pieniądze i poważanie jest faktem i żadne brednie o rycerskim całowaniu w rękę,
                                jej światłej misji straży domowego ogniska i o dżentelmeńskim stawaniu w
                                obronie niewiasty tego nie zmienią. Jeśli mamy się licytować co do demagogii,
                                to na niniejszym forum nie muszę szukać daleko, aby znaleźć mnóstwo apetycznych
                                kąsków.
                                Pranie skarpetek... pozostańmy przy tym pachnącym temacie. Potraktuj je jako
                                słowo-klucz, coś jakby trąba demagogii. Równouprawnienie będzie wtedy, jak
                                pranie skarpetek stanie się oczywiste dla pana i władcy. Teraz jesteśmy mniej
                                więcej na etapie czułego kląskania, próśb gróźb i umizgów, a 'mądre' książki
                                zalecają, aby 'mądra' kobieta nie ustawała w pochwałach, jeśli jej partner te
                                skarpetki dobrowolnie wypierze. Powaga! Czy widzisz tu analogię do układania
                                zwierząt? Akurat na tym polu mam niezłe doświadczenie, rzeczywiście, pochwała
                                działa, byle nie za dużo i nie za często. Tylko że traktując faceta jak
                                tresowaną małpę tracimy też coś bardzo, bardzo istotnego.
                                Nie licząc ortodoxyjnych feministek (jeśli są skrajne to moją opinię na ich
                                temat już znasz) feministki po prostu chcą partnerstwa. Równych szans. I paru
                                innych demagogicznych sloganów, które niestety są wyśmiewane lub wcielane w
                                życie w kuriozalny sposób.

                                jeśli chodzi o ludzką rozrodczość, to nie wiem, kto był autorem bardziej
                                idiotycznych pomysłów - panowie czy panie, feministki czy szowiniści.


                                > Ten fragment to typowa feministyczna propagandowa czytanka. Jak można
                                traktować
                                >
                                > poważnie ruch, który posługuje się takimi -nazwijmy to - prostymi sloganami?

                                he he rzecz jasna, jak trzeba, to bez trudu mogę posłużyć się Twoją
                                pseudoakademicką nowomową, gdzie każde słowo może i nieźle brzmi ale jak to
                                próbować złączyć razem... !
                                Tak trudno to zauważyć i odkryć, że w gruncie rzeczy większość kobiet domaga
                                się bardzo oczywistych rzeczy?


                                > Ale, nie chcę otwierać tu kolejnych wątków, więc nie będę tego rowijał.
                                Zwrócę
                                > tylko uwagę, że nieco wyżej piszesz (cyt. z pamięci): "kiedyś patriarchat
                                miał
                                > może jakieś uzasadnienie". Czy pisałaś to szczerze, czy była to "ironia"?
                                >

                                Kiedyś patriarchat miał może jakieś uzasadnienie, ale było to jakieś pięć
                                tysięcy lat temu...


                                > Dlaczego "moje słowa"? Zastrzegłaś je w urzędzie patentowym?
                                > (....)
                                >

                                Nie, ale przypisałeś sobie moje słowa, a następnie przypisałeś mi coś wręcz
                                przeciwnego. Miało prawo mi się średnio spodobać, czyż nie?


                                > A więc na tej planecie ponad 50% populacji to...feministki? Ponad 3 miliardy
                                > feministek? Czy troszkę nie przesadziłaś Zoro? Przecież nawet wśród kobiet
                                > feministki to garstka, (nie wspominając już o mężczyznach), skąd więc nagle
                                > te "ponad 50%"?.
                                >

                                ponad 50% populacji to kobiety. Nie wmawiaj mi czegoś czego nie powiedziałam.
                                Ponad 50% populacji ludzkiej to kobiety i raczej niewielki odsetek życzy sobie
                                permanentnej dyskryminacji w imię wygody władców tego świata.
                                To jest clou imprezy, o obrońco patriarchów uciśnionych. O ile można zrozumieć
                                konieczność wyrzeczenia się czegoś (powiedzmy, kariera. Słowo klucz) z powodu
                                potrzeby urodzenia dziecka i zadbanie o nie, to konieczność wyrzeczenia się
                                tego czegoś dla wygody partnera jest w dzisiejszych warunkach trudna do
                                zaakceptowania.


                                > A słyszałaś o tzw. antydystynkcjonizmie?

                                tak zwanym?


                                > Mógłbym na to odpowiedzieć, że o ile ja uprawiam pseudonaukę na publicznym
                                > forum za swoje pieniądze, o tyle feministki uprawiają pseudonaukę za nasze
                                > pieniądze na publicznych uniwersytetach, ale powiem: to co tu uprawiamy nie
                                > jest "pseudonauką", nie jest też "nauką. To nie te kategorie. "Zręczna
                                > kompilacja"? Dziękuję. Co w dobie postmodernizmu może być większym
                                komplementem
                                > ?

                                aż tak cię zabolały osławione gender studies...

                                > > PS: Asinus asinum fricat
                                >
                                > To zawołanie z chorągwi cechowej feministek? Nawet pasuje...

                                Nie, Tadzie, tym razem nie doczytałeś. Dla feministek zawołanie to musiałoby
                                brzmieć 'Asina asinae fricat'... Asinus to rodzaj męski w Nominativie, a asinum
                                w Accusativie... oj, jeśli tak jest z wszystkimi Twoimi teoriami... luźnie
                                prześliźnięcie po wierzchu bez głębszej analizy...
                                A może ten słynny ścisły męski umysł to też fikcja?...

                                Pozdrawiam feministki:-))

                                Zula, najszczersze życzenia powrotu do zdrowia. Mam nadzieję, że czujesz się
                                lepiej!
                                • Gość: tad Re: od Zory IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.02, 12:15
                                  Gość portalu: ZORA napisał(a):
                                  (.....)
                                  > Nie licząc ortodoxyjnych feministek (jeśli są skrajne to moją opinię na ich
                                  > temat już znasz) feministki po prostu chcą partnerstwa. Równych szans. I paru
                                  > innych demagogicznych sloganów, które niestety są wyśmiewane lub wcielane w
                                  > życie w kuriozalny sposób.

                                  Dlaczego "nie licząc ortodoksyjnych"? Czy one nie zabarwiają ruchu
                                  feministycznego swoim "kolorkiem"?

                                  > jeśli chodzi o ludzką rozrodczość, to nie wiem, kto był autorem bardziej
                                  > idiotycznych pomysłów - panowie czy panie, feministki czy szowiniści.

                                  Prezytocz jakiś "szowisnistyczny" pomysł, ja przytoczę "feministyczny".
                                  Porównamy. Twierdzę, że to co wymyślały feministki, przebija nawet pomysły
                                  nazistów z "Dziedzictwa Przodków".

                                  > he he rzecz jasna, jak trzeba, to bez trudu mogę posłużyć się Twoją
                                  > pseudoakademicką nowomową, gdzie każde słowo może i nieźle brzmi ale jak to
                                  > próbować złączyć razem... !

                                  Zrób to. Chętnie poczytam

                                  > Tak trudno to zauważyć i odkryć, że w gruncie rzeczy większość kobiet domaga
                                  > się bardzo oczywistych rzeczy?

                                  Nikt temu nie przeczy. Ale my rozmwiamy o feministkach, a nie o "większości
                                  kobiet".

                                  > Kiedyś patriarchat miał może jakieś uzasadnienie, ale było to jakieś pięć
                                  > tysięcy lat temu...

                                  Co stało się 5000 tysięcy lat temu, że nagle przestał mieć uzasadnienie?

                                  > Nie, ale przypisałeś sobie moje słowa, a następnie przypisałeś mi coś wręcz
                                  > przeciwnego. Miało prawo mi się średnio spodobać, czyż nie?

                                  W jaki sposób "przypisałem Ci potem coś wręcz przeciwnego"?

                                  > ponad 50% populacji to kobiety. Nie wmawiaj mi czegoś czego nie powiedziałam.
                                  > Ponad 50% populacji ludzkiej to kobiety i raczej niewielki odsetek życzy
                                  sobie
                                  > permanentnej dyskryminacji w imię wygody władców tego świata.
                                  > To jest clou imprezy, o obrońco patriarchów uciśnionych. O ile można
                                  zrozumieć
                                  > konieczność wyrzeczenia się czegoś (powiedzmy, kariera. Słowo klucz) z powodu
                                  > potrzeby urodzenia dziecka i zadbanie o nie, to konieczność wyrzeczenia się
                                  > tego czegoś dla wygody partnera jest w dzisiejszych warunkach trudna do
                                  > zaakceptowania.

                                  Feministki nie potrafią dogadać się same ze sobą w wielu kluczowych sprawach,
                                  jak więc mogą wogóle aspirować do tego, by reprezentować OGÓŁ kobiet? Równie
                                  dobrze mogę wołać: to JA wiem najlepiej czego kobietom potrzeba. Uważasz, że
                                  płeć stoi tu na przeszkodzie? Mylisz się - np. kluczowy tekst dla feminizmu
                                  napisał mężczyzna. Równanie: feministki=kobiety, to feministyczna uzurpacja.

                                  > > A słyszałaś o tzw. antydystynkcjonizmie?

                                  > tak zwanym?

                                  Tak,tak zwanym. Czy słyszałaś o czymś takim?

                                  > > > PS: Asinus asinum fricat
                                  > > To zawołanie z chorągwi cechowej feministek? Nawet pasuje...
                                  > Nie, Tadzie, tym razem nie doczytałeś. Dla feministek zawołanie to musiałoby
                                  > brzmieć 'Asina asinae fricat'... Asinus to rodzaj męski w Nominativie, a
                                  >asinum w Accusativie... oj, jeśli tak jest z wszystkimi Twoimi teoriami...
                                  >luźnie prześliźnięcie po wierzchu bez głębszej analizy...
                                  > A może ten słynny ścisły męski umysł to też fikcja?...

                                  Doczytałem Zoro. Uczyłem się łaciny, choć nie twierdzę, że łacinę ZNAM.
                                  Chodziło w tym raczej o tłumaczenie tekstów, ze słownikiem w jednej, a
                                  podręcznikiem gramatyki w drugiej ręce, niż o posługiwanie się łaciną tak jak
                                  to robiono powiedzmy - w średniowieczu. Nie mogę powiedzieć, że jestem w tym
                                  mistrzem - narzędzie nieużywane rdzewieje - ale złożone z 3 słów zdanie
                                  przetłumaczyć mogę. Resztę dodaję, jako ciekawostkę historyczną:
                                  "Motta" na chorągwiach cechowych, zawołania herbowe, czy sentencje rodowe wcale
                                  nie musiały być ściśle związane z cechem, płcią, czy czymkoliwek innym, tego,
                                  kto ich używał. (Np. "motto" Paryża to "Rzuca nim fala, ale nie tonie". I jak
                                  to się ma do Paryża?) Chodziło raczej o wyrażenie pewnej ideii, a sentencja
                                  którą przytoczyłaś świetnie oddaje feministyczną idee "siostrzeństwa". Ale -
                                  nie rozwódźmy się na tym, bo to temat poboczny.

                                  > Pozdrawiam feministki:-))
                                  >
                                  > Zula, najszczersze życzenia powrotu do zdrowia. Mam nadzieję, że czujesz się
                                  > lepiej!
                        • Gość: zula Re: o 'męskiej logice' co dyskryminuje kobiety IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 25.09.02, 23:16
                          piszę o tym w poście do Małego Księcia.
                          • Gość: zula a propos powyższego IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 25.09.02, 23:23
                            tzn o tym czego nas ucza na gender studies.

                            uczę się też innych rzeczy, czemu nikt o to nie spyta:-)? lubię chodzić do
                            kina! i umiem też grać na pianinie- dlaczego to nikogo nie obchodzi? ale
                            forumowi mężczyźni mają w głowie tylko jedno...geendeeeer.

                      • Gość: zula Re: Mi Fa Sol La Si Do.... IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 25.09.02, 23:14
                        Tad nie jest dla mnie zadnym autorytetem, więc nie mam motywacji, żeby mu
                        dorównywac. teraz pozwolę sobie użyć Twojego_Ulubionego_Zania-Wytrychu: o moich
                        autorytetach pisałam już w innym wątku, gdybyś uważniej czytał na pewno byś
                        wiedział.

                        ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka