tad9
28.10.05, 19:47
"Jedna z kłód na drodze ku pełnemu wyzwoleniu to rzekoma "potrzeba" kontaktów
seksualnych. Trzeba ją odrzucić, odpędzić, odmitologizować ją - inaczej
sprawa nasza jest z góry przegrana. Ciągle jeszcze spotykamy dużo kobiet
wyzwolonych intelektualnie i postrzegających z przeraźliwą jasnością swą
opresyjną sytuację, które jednak starają się - z premedytacją, a nawet
histerycznie - być atrakcyjne dla mężczyzn. Dla tych samych mężczyzn, których
nie szanują, czy zgoła nienawidzą. Popychać ma je do tego "podstawowa
potrzeba seksualno-emocjonalna". Seks nie jest niezbędny do życia jak
jedzenie. Wielu miłych, serdecznych i szczęśliwych ludzi nigdy się weń nie
zaangażowało. To mit, że wstrzemięźliwość rodzi zgorzknienie, zasuszenie i
wypaczenie. (...). Paryzanci nie spółkują. Jedzą, jeśli mogą, ale nie
spółkują. Mają ważniejsze sprawy na głowie, które pochłaniają ich energię.
Każdy z nas miewa okresy, gdy intensywnie czymś zajęty - walką, pracą,
myśleniem czy pisaniem - rezygnuje ze snu, a jedzenie pozostawia przypadkowi.
Przede wszystkim eliminuje wówczas seks. Jest kłopotliwy, pożera czas,
wyczerpuje energię i nie ma większego znaczenia. (...). Nie nawołuję tu do
celibatu, lecz do zaakceptowania celibatu jako wyjścia honorowego; wyjścia
uczciwszego od degradacji, jaką odznacza się większość związków damsko-
męskich. Dopiero całkowita akceptacja celibatu umożliwi nam prawdziwe
wyzwolenie" (Dana Densmore, O celibacie, w: Nikt nie rodzi się kobietą)