Gość: EWOK
IP: *.acn.waw.pl
06.10.02, 20:44
Zastanawia mnie jedno- dlaczego silni, wartościowi mężczyźni, inteligentni,
wrażliwi, tacy, których chciałoby się przedstawić rodzicom, nie mają żadnych
problemów z zaakceptowaniem faktu, że rzeczywistośc zmienia się tak, że
kobiety mają coraz więcej do powiedzenia w różnych dziedzinach życia -
zarówno na gruncie społecznym, politycznym, zawodowym, jak i w zaciszu
domowych pieleszy. Natomiast kiedy spotykam faceta, który a/ ma problemy w
życiu prywatnym, b/ ma problemy w życiu zawodowym, c/ ma niską samoocenę, d/
w ogóle ma problemy ze sobą i swoim życiem, w ciemno mogę się zakładać, o co
tylko chcecie, że w trzeciej - piątej minucie rozmowy rzuci kąśliwą uwagę na
temat fe!-minizmu.
Myślę, że wynika to stąd, że człowiek im bardziej niepewny siebie i własnej
wartości, tym większe ma problemy z zaakceptowaniem jakichkolwiek zmian,
gdyż wychodzi z założenia "nie poradzę sobie". Ktoś, kto zna swoją wartość i
dobrze czuje się sam ze sobą, do zmian podchodzi z zaciekawieniem czy nawet
z zapałem, wiedząc, że cokolwiek by się nie działo, on wybrnie z tego
obronną ręką, a może też coś zyska. Traktuje to jako kolejne wyzwanie -
wielkie rzeczy, nauczyłem się projektowania stron www to i pomidorową
potrafię ugotować - wszystko jest dla ludzi. Natomiast ludzie słabi ,
mężczyźni - używając kontrowersyjnego określenia mojego kolegi - uwałaszeni,
albo zastygają w upartym buncie - pomidorowa, po moim trupie, wolę z głodu
umrzeć, albo negują zmiany w przekonaniu, że to czego nie widzimy - nie
istnieje.Przypomina mi to technikę ukrywania się kota - kot jest święcie
przekonany, że jeśli ukryje głowę pod zwisającym ze stołu obrusem to
automatycznie przestaje być widzialny.
Być może działa tu mechanizm podobny to tego, który sprawia, że ludzie
kiepsko radzący sobie w obecnej rzeczywistości tęsknią za powrotem
komunizmu. Wolą krzyczeć, że za komuny było lepiej zamiast wziąć się w garść
i coś zrobić ze sobą i swoim życiem. Antyfeminiści wolą krzyczeć "kobiety do
garów" zamiast wziąć się w garść i stać się odpowiedzialnym partnerem silnej
i niezależnej kobiety. No a potem na forum definiują seks jako akt oddania
się kobiety mężczyźnie. Przykro mi Macieju, nie wiem, jakież to traumatyczne
przeżycia doprowadziły Cię do takiej konkluzji, ale na Twoim miejscu nie
traciłabym nadziei - może Ci się jeszcze kiedyś trafi w życiu dobry seks.
Pozdrawiam