tad9
08.02.06, 21:13
W jednym z wątków pojawiła się kwestia tzw. "gwałtu małżeńskiego" (gm), być
może warto rozważyć ją systematycznie. Otóż, rozważania o gm można toczyć na -
co najmniej - dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, można zastanawiać się czy
zjawisko gm w ogóle istnieje, po drugie zaś, jeśli stwierdzimy, że istnieje,
można zastanawiać się nad jego naturą oraz klasyfikacją moralną. Odpowiedź na
pytanie o istnienie gm zależy rzecz prosta od tego, jak zdefiniujemy
pojęcie "gwałt". Jeśli zdefiniujemy je np. jako: "wymuszenie seksualne
dokonane przez osobę NIE pozostającą w związku małżeńskim z ofiarą
wymuszenia", wtedy odpowiedź na pytanie "czy gm istnieje" brzmiała będzie:
nie. Sporo waży też sposób w jaki postrzegamy małżeństwo. Jeśli widzimy je
jako pewną całość będącą czymś więcej, niż sumą części składowych, zjawisko
gm staje się mocno problematyczne. Można wprowadzić jeszcze inne zmienne
rzutujące na nasz stosunek do gm, ale poprzestanę na tym, w końcu to dopiero
początek owocnej - mam nadzieję - dyskusji. Zasygnalizujmy drugi obszar
rozważań, to jest oceny gm (załóżmy, że gm istnieje). Otóż, wydaje się, że
nawet osoby mające zdecydowanie negatywny stosunek do gwałtu nie-
małżeńskiego, mogą mieć pewne wątpliwości do do gm. Okoliczności często w
sposób zasadniczy zmieniają naszą ocenę czynu, np. zabijanie podczas pokoju
postrzegane bywa zgoła odmiennie od zabijania w czasie wojny. Czy akt
małżeństwa zmienić może naszą ocenę gwałtu? Zapewne tak. Zapraszam do
dyskusji.