kochanica-francuza
26.02.06, 00:14
Patrole modlitewne chodzą po Łodzi
Michał Stangret (08-02-2006 03:00)
Chodzą po ulicach w dwu-, trzyosobowych zespołach. Przystają i odmawiają
różaniec. Po co? - Bo w Łodzi źle się dzieje - mówią
Artykuł archiwalny; Metro
Najpierw poszłam pod urząd miasta, żeby odmówić koronkę za urzędników, potem
przeszłam kilka razy w tę i z powrotem Piotrkowską i zmówiłam różaniec w
intencji ludzi w pubach - tak o swoim wczorajszym patrolu modlitewnym
opowiada 21-letnia Magda. Dziewczyna przemierza w ten sposób Łódź od
tygodnia. Najczęściej towarzyszy jej koleżanka z bloku. Dziś dziewczyny mają
się przejść po hipermarketach. - Chcemy pomodlić się o siły dla dziewczyn
pracujących przy kasach i o wyrozumiałość dla ich pracodawców - mówi Magda.
O tym, że poszukiwani są ludzie do patrolowania miasta, powiedziała Magdzie
jej koleżanka z grupy "Mocni w Duchu", która działa przy parafii oo. jezuitów
w Łodzi. To właśnie tam narodziła się idea patroli modlitewnych. - W Łodzi
dzieje się wiele zła. Dzielnice, urzędy, dyskoteki potrzebują naszej
modlitwy - tłumaczy ks. Marcin Gryz, opiekun grupy.
Jej członkowie dobierają się w pary - czasem trójki - i chodzą po mieście,
nawiedzając miejsca, które chcą otoczyć modlitwą. - Odmawiamy Koronkę do
Miłosierdzia Bożego, albo różaniec. Odbywa się to bardzo dyskretnie, nie ma
ostentacyjnego stania z różańcem w ręku - mówi ks. Kryz.
Grupa stworzyła już "Mapę Modlitewną" Łodzi z "czarnymi miejscami"
najbardziej zaznaczonymi przez zło albo tymi, które wymagają szczególnej
modlitwy. Oprócz dyskotek, domów publicznych, klubów nocnych i urzędów są to
szpitale, sklepy i firmy prywatne.
Ponieważ 30-osobowa grupa to za mało, cały czas poszukiwani są chętni. Każdy,
kto chce patrolować Łódź, może wysłać e-maila na adres:
modlitwazamiasta@jezuici.pl.
Patrole będą pracować do 20 kwietnia. Właśnie wtedy do Łodzi przyjedzie Terry
Borg, amerykańska ewangelizatorka, która wymyśliła "patrole modlitewne". -
Poprowadzi warsztaty i szkolenia, jak organizować modlitwy w intencji miast.
Być może wtedy nasza akcja przerodzi się w coś większego na skalę całej
Polski - mówi ks. Gryz.
Czy łodzianie nie mają nic przeciw temu, że ktoś się za nich modli? - Jeśli
jest to dyskretne, w porządku. Ale gdyby przyszła do mnie jakaś grupa
głośnych kolędników pod sklep, tobym zadzwoniła po ochronę, bo odstraszaliby
klientów - komentuje pani Maria, która przy ul. Sienkiewicza w Łodzi prowadzi
sklep spożywczy.
O, rany...