Dodaj do ulubionych

czyja wina?

27.03.07, 18:23
Na emamie trwa dyskusja o klapsach i traumach.
Temat ogólnie ciekawy ale najciekawsze wydają mi się sposoby wytłumaczenie
rodziców.
A najbardziej ta wypowiedź:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=59732070&a=59798446
Dla mnie dowód na "sukces" bijących i upupiających rodziców. A może przesadzam?
Obserwuj wątek
    • dagmama Re: czyja wina? 27.03.07, 19:25
      A która wypowiedź?
      Ja też tam pisałam. Co rozumiesz przez sukces bijących i upupiających rodziców
      (czy to jest razem?). Rozumiem, że to ironia.
      Mnie mrożą wypowiedzi typu: "dostałam, bo mi się należało". Piszą tak osoby
      również "klapsujące".
      Ja tam wychowuję inaczej niz byłam wychowywana.
      • sir.vimes Re: czyja wina? 27.03.07, 19:37
        No ta, którą zalinkowałam.

        Jest to właśnie wypowiedź w stylu - "dostałam bo się należało" ale z "pogłębioną
        analizą", samokrytyką siebie jako dziecka.
      • sir.vimes Re: czyja wina? 27.03.07, 19:39
        A "sukces" to trochę ironia a trochę nie - rzeczywiście czasem bijącym i
        upokarzającym udaje sie doskonale wytresować dziecko i osiągnąć "oczekiwany
        produkt". Myslę, że tym czy ten produkt jest szczęśliwy , pogodzony ze sobą itp
        niespecjalnie sobie zaprzątają głowę.
        • verdana Re: czyja wina? 27.03.07, 20:38
          Myślę, ze jak dziecko dostanie parę razy w życiu, bo wybiegło na jezdnię,
          bawiło sie zepsutym kontaktem (to opowiedziała mi studentka z własnego
          dziecinstwa - dzieci na przyjeciu urodzinowym znalazły za szafą zepsute
          gniazdko. Ustawiły się w kolejce, podchodziły i był konkurs, kim bardziej
          zatrzęsie. Dostały wszystkie równo.) Ja też pamiętam jeden raz, gdy dostałam
          klapsa i uwazałam i wtedy i dziś, ze mi się należało.
          Jeżeli nie stosuje się lania jako metody wychowawczej, jeżeli nie leje się
          dziecka, jesli nie dostaje "za karę" i na zimno, z premedytacją, tylko rodzicom
          w skrajnym wzburzeniu "ręka odskoczy" - to dziecko może czasem zrozumieć
          tychże rodziców. Głupie nie jest.
          Natomiast zrozumienie , ze "rodzice mnie bili i tak trzeba, dzieki temu
          wyroslem na człowieka i moje dzieci też będę bił" - to już niedobrze. To
          znaczy, ze na człowieka nie wyrósł.
          • sir.vimes Re: czyja wina? 27.03.07, 20:40
            > Natomiast zrozumienie , ze "rodzice mnie bili i tak trzeba, dzieki temu
            > wyroslem na człowieka i moje dzieci też będę bił" - to już niedobrze. To
            > znaczy, ze na człowieka nie wyrósł.

            Dokładnie o taką sytuację mi chodzi.
            • dagmama Re: czyja wina? 27.03.07, 21:06
              Mam taka sasiadke z dzieckiem minimalnie młodszym od mojego. Mówi 'ona jak nie
              dostnie w dupe to nie zrozumie" i dodaje "ja też taka byłam, jak w dupę nie
              dostałam, to nie byłam grzeczna".
              No i teraz refleksja. Jakie porozumienie z matką, jaka komitywa, jakie to
              wszystko wspaniałe, przechodzące z pokolenia na pokolenie!Gorzka refleksja, ale
              tylko dlatego, że u tych kobiet rzeczywiście to były tylko klapsy dane dwu-
              trzy-latce (znajoma tego nie pamięta), które kończą sie i nie przechodzą w
              bicie/upokarzanie słowne.
              No a ja tak nie miałam. Mogę co najwyżej zazdrościc zgody międzypokoleniowej na
              klapsy dwulatka, jednoczesnie wiedząc, że u niektórych zmieniaja sie w bicie i
              resztę.
              • sir.vimes Re: czyja wina? 27.03.07, 21:19
                A mnie to jakoś męczy. Nawet ta koszmarna reszta jakoś nie jest mi potrzebna by
                uznać taką osobę za ofiarę przemocy.
                Przecież mówiąc o sobie w taki sposób ona dalej krzywdzi to dziecko , który sama
                była.
                Za głupie by zrozumieć.
                Za głupie by starać mu się wytłumaczyć.
                Ja parę razy dałam klapa za który przeprosiłam - wynikały z mojej
                niecierpliwości i innych takich. To ja byłam w danej chwili za głupia by
                wymyślić coś oprócz klapsa, nie dziecko.
                Pierwszy raz dałam kilka klapsów za bicie kota karniszem w głowę. Jako
                pokazówkę, jak się czuję bite mniejsze stworzenie. Może logiczne, ale jest to
                jedna z rzeczy których się naprawdę bardzo wstydzę. Potem przez kilka lat - dwa
                czy trzy klapy, jakieś szarpnięcie za rękę. Niby nic - a mam do siebie ogromny
                żal. I myślę, że gdyby nie ta sprawa z kotem , nie miałabym później łatwości
                klapnięcia, nie przyszłoby mi do głowy.
                Głupio się w ogóle przyznawać do czegoś takiego.
                • sir.vimes Re: czyja wina? 27.03.07, 21:28
                  Na dodatek jestem bardzo, ale to bardzo przeciwna karom cielesnym - tym bardziej
                  czuję się fatalnie przypominając sobie te klapy.

                  • verdana Re: czyja wina? 27.03.07, 22:18
                    Uważam, jako raczej przeciwniczka kar cielesnych, choć je niegdyś czasem
                    stosująca jako osoba "wychodząca z nerw", że akurat przylanie dziecku za
                    znecanie sie nad kotem jest jak najbardziej słuszne, w porządku i prawidłowe. I
                    nie ma sie czego wstydzić. Działalaś tu w obronie pokrzywdzonego kota, ktory
                    naprawde nie powinien być lany przez dwulatka w imię wytlumaczenia dziecku,
                    ktore "za któryms razem zrozumie". Tu nie ma czasu na tłumaczenia! Jestem za
                    szacunkiem dla dziecka, ale w tym wypadku w jeszcze wiekszym stopniu za
                    szacunkiem dla kota, ktory jest pod moja opieką i nie mam prawa pozwalać na
                    krzywdzenie go.
                    Mam przyjaciółkę - psychologa dzieciecego, absolutną przeciwniczkę klapsów.
                    Przez wiele lat tłumaczyła mi, ze nie istnieja okolicznosci usprawiedliwiajace
                    bicie dziecka.
                    Po tak szesciu-siedmiu latach wymiekla. I powiedziała, ze raz w życiu przylala
                    siostrzeńcowi - za kopnięcie kota. I uważa, ze dobrze zrobiła.
                    • dagmama Co z agresją? 28.03.07, 10:29
                      Ja jestem niestety agresywna. Biłam brata, inne dzieci, ostatni raz uderzyłam
                      koleżankę w liceum!
                      Parę razy palnęłam męża. Rzuciłam przez to pracę w szkole.
                      Wszystko w jakimś zaślepieniu, afekcie. Mam wrażenie, że jeśli to się ze mnie
                      wydostanie przy dziecku, to już tego nie powstrzymam.
                      Nie byłabym w stanie odróżnić zwykłego klapsa, bo nie ma czasu na tłumaczenia,
                      kiedy dwulatek wybiegnie na ulicę (nieśmiertelny argument), czy męczy kota.

                      Klapsy dziecka to sprawa rodzica, czy to sobie potem wyrzuca, czy
                      usprawiedliwia, to już wszystko jedno.
                      Oczywiście tu chodzi o mnie osobiście, moich rodziców i moje dziecko.
                      Tak, że mam nadzieję, że nie wymięknę.
                      • dagmama Re: Co z agresją? 28.03.07, 10:32
                        Przepraszam za składnię:

                        > Nie byłabym w stanie odróżnić zwykłego klapsa, bo nie ma czasu na
                        tłumaczenia,
                        > kiedy dwulatek wybiegnie na ulicę (nieśmiertelny argument), czy męczy kota.
                        >
                        od klapsa rozładującego agresję czy frustrację rodzica.
                      • sir.vimes Re: Co z agresją? 28.03.07, 10:46
                        "Parę razy palnęłam męża."

                        Ja też.
                        Ale o to mam mniejszy żal do siebie niż o klapy (mąż jest dorosły i niemal
                        dwumetrowy, a dziecko jest SŁABSZE). Poza tym moje dziecko mimo wszystko nigdy
                        nie potrafiło mnie zirytować tak jak niektórzy dorośli.

                        Moja mama też parę razy uderzyła tatę. Oczywiście, przy mnie. Ja nie byłam ZA
                        BARDZO klapsowana jako dziecko (z 5 razy - co do powodów to różnie, raz
                        zrozumiale - chodziłam po balustradzie balkonu na 3 piętrze i to stara byłam - 6
                        lat) ale później w wieku nastoletnim BIŁAM się z tatą. On nagle próbował
                        wprowadzić patriarchalną karnośc - nonsens. Oddawałam, gryzłam. Koszmar. Mama
                        kilka razy uderzyła mnie w twarz. Do dziś pamiętam jak płakała i jak czułam nad
                        nią wyższość , że jest taka przerażona i głupiutka i usilnie się stara wszystko
                        naprawić.
                        Zastanawiam się czy te kilka klapsów , które wymierzyłam sama, miały w tym
                        jakieś żródło.
                        Nauczyłam się w każdym razie , że bije słabszy, że bije ten, kto nie umie
                        znależć riposty itd itp.
                        • sir.vimes Re: Co z agresją? 28.03.07, 10:48
                          Chcę zaznaczyć, że bardzo kocham moją mamę, tatę też i uważam , że mimo wielu
                          błędów byli bardzo dobrymi rodzicami.
                          • verdana Re: Co z agresją? 28.03.07, 10:52
                            Eh, ale riposty na bicie kota karniszem znaleźć się nie da...
                            • sir.vimes Re: Co z agresją? 28.03.07, 11:02
                              No, ja nie umiałam.
                              Zresztą, myślę sobie, że zabicie kota byłoby dla dziecka tragedią,
                              nieporównywalną z moimi klapsami. Mimo wszystko.
                              Kot był złośliwy i mało "bawiący" - ale dożył w spokoju swoich dni, nie bity i
                              nie zaczepiany , więc może ten jeden raz klaps miał sens.
                              • falafala Re: Co z agresją? 28.03.07, 11:14
                                No widzicie dziewczyny, kazdy slowo klaps najwyrazniej z czyms innym kojarzy,
                                jak tak was czytam to sie nie dziwie, ze macie awersje do tego i utozsamiacie
                                klapsa ze znecaniem. Ja tak nie odczuwam, podobno pare razy dostalam klapsa, ale
                                nie pamietam, za to pamietam godziny spedzone na zabawie, na spacerach z
                                rodzicami, moglabym godzinami opowiadac o pomyslach mojego taty. Moi rodzice sa
                                wspaniali, mialam swietne dziecinstwo, a ze dostalam klapsa za cos tam, a kto to
                                pamieta, kto zwraca na to uwage. Liczy sie caloksztalt, a nie jakis pojedynczy
                                klaps, czy krzyk, to nie on czyni dziecko nieszczesliwym, ponizonym i co tam
                                jeszcze, ale zachowanie rodzicow na codzien.
                            • dagmama Re: Co z agresją? 28.03.07, 11:09
                              A ja niestety nie moge wybaczyć.
                              I fakt, że mój tata umarł niczego nie zmienił.
                              Miałam taki okres w życiu, że strasznie ich obwiniałam za mój brak wiary w
                              siebie. Mój mąz łapie mnie na tym, że sama, jakoś odruchowo, używam słów,
                              którymi mnie określali: jestem bezmyślna, głupia, beznadziejna i do niczego się
                              nie nadaję.
                              A więc WIEM z doświadczenia, że nie kocha się bijących rodziców. Zwłaszcza
                              takich bijących w afekcie.

                              Tak więc mam na imię Dagmara, nie biję już od trzech lat:-)

                              A co z kotem?
                              Rozdzielenie dziecka od kota i zakaz zbliżania. Kara jak najbardziej związana z
                              przewinieniem.
                              Tak bym zrobiła.
                              • sir.vimes Re: Co z agresją? 28.03.07, 11:20
                                A co z kotem?
                                Rozdzielenie dziecka od kota i zakaz zbliżania. Kara jak najbardziej związana z
                                przewinieniem.
                                Tak bym zrobiła.

                                Ale to nie była kara tylko konsekwencja zupełnie naturalna tej "zabawy z
                                karniszem". Moje stworzenia zostały wtedy odseparowane na dłuższy czas. Myślę
                                jednak, ze błędnie zrozumiałaś, że ja zaplanowałam jakoś rozumowo te klapsy.
                                Nie, nie było tak. Po proostu zobaczyłam jak moje własne, nigdy nie uderzone
                                dziecko BIJE CIĘŻKIM PRZEDMIOTEM małe zwierzątko, dużo mniejsze od siebie i tez
                                przeze mnie kochane, bije tak , jakby chciało zatłuc.
                                • dagmama Re: Co z agresją? 28.03.07, 11:25
                                  No ale biciem tłumaczyć, że nie wolno bić?

                                  Moje nigdy nie bite dziecko też zachowuje się agresywnie. Potrafi podejść,
                                  uderzyć i powiedzieć "A teraz płacz".
                                  Co to zmienia?

                                  Naprawdą stawką było życie kota? Uderzenie dziecka uratowało kotu życia, czy
                                  rozdzielenie?
                                  A potem biła kota czy nie? A jeśli nie to czy dzięki klapsom?
                                  • verdana Re: Co z agresją? 28.03.07, 11:38
                                    Tu stawką jest i potencjalne zycie kota, i że tak powiem "luksus życia kota".
                                    Dla mnie w takim wypadku - zagrożenia zdrowia lub zyccia dziecka ew. innego
                                    żywego stworzenia jest powodem, aby dziecko natychmiast powstrzymać od takiej
                                    działalnosci. Problem w tym, ze w przypadku malego dziecka i zachowania,
                                    ktorego pod żadnym pozorem nie wolno mu powtorzyć po raz drugi tlumaczenie moze
                                    byc niewystarcjące. A zaryzykowanie, ze dziecko spróbuje jescze raz - tragiczne
                                    w skutkach.
                                    Rozdzielic kota i dziecka, dziecka i mlodszego rodzeństwa, dziecka i
                                    niebezpiecznego przedmiotu zazwyczaj się nie da.
                                    W tym wypadku uwazam, że klaps ma sens. I nie jest znęcaniem sie nad dzieckiem.
                                    Biciem w tym wypadku niczego sie nie tłumaczy, bo biciem wytlumaczyc niczego
                                    się nie da. Bicie (a własciwie klaps) ma niczego nie tlumaczyć, tylko raz na
                                    zawsze powstrzymać takie dzialanie.
                                    • sir.vimes Re: Co z agresją? 28.03.07, 11:49
                                      Bicie (a własciwie klaps) ma niczego nie tlumaczyć, tylko raz na
                                      > zawsze powstrzymać takie dzialanie.

                                      Tak właśnie się stało.

                                      Może niepotrzebnie próbowałam się usprawiedliwić. Bo i tak nie będę mogła sobie
                                      tego bicia wybaczyć.

                                      Ale - dla mnie moje koty są , mimo, że zabrzmi to okropnie, niemal moimi
                                      dziećmi. Gdybyś zobaczyła jak ktoś rozbija czaszkę twojemu dziecku , Dagmamo,
                                      też byłabyś nieco zirytowana i pewnie nieco agresywna. W tamtej chwili dla mnie
                                      priorytetem była kotka, a moja ogromna w porównaniu do kota córka z karniszem w
                                      łapie była agresorem. Później nieraz żałowałam i do dziś żałuję.
                                      Ale stawką było życie bardzo kochanego przez mnie stworzenia.
                                      • dagmama Re: Co z agresją? 28.03.07, 12:01
                                        Oczywiście, że stoi się po stronie ofiary.
                                        Nie mam kota i, hmmm, to się przyznam. Ja jestem z ludzi zdecydowanie wolących
                                        psy.
                                        Na pewno bym nie miała za złe zwierzęciu, gdyby się broniło, może pies dałby
                                        radę i "się odgryzł".

                                        Czyli rozumiem, że podziałało.
                                        • jagandra Re: Co z agresją? 29.03.07, 17:58
                                          Jakoś nie umiem ocenić tego klapsa w obronie kota. Nie wszystko trzeba koniecznie oceniać. Grunt że kot już nie był bity.
                                          Ogólnie uważam, że klapsy są złe, ale też że jeśli rodzicowi kilka razy w życiu ręka poleci, nie jest to wielkie zło. Na pewno większym jest powtarzanie dziecku, że jest bezmyślne i do niczego się nie nadaje :(
                                          • falafala Re: Co z agresją? 29.03.07, 20:49
                                            >Na pewno
                                            większym jest powtarzanie dziecku, że jest bezmyślne i do niczego się nie nadaje :(
                                            Dla mnie to sa tez najgorsze rzeczy, a tez ostatnio znajoma mi przypomniala"
                                            sposob wychowawczy", ktoremu tez zostalam poddana na wsi (jezdzilam tam w
                                            wakacje i przy okazji poznalam zasady religii katolickiej). Na wsi, jako dziecko
                                            miejskie i najmlodsze bylam pod specjalnym nadzorem, mimo, ze reka tamtejszych
                                            ludzi wobec innych dzieci byla ciezka, to mnie nikt nigdy nie tknal, nie
                                            musialam robic ciezkich rzeczy i wogole dobrze sie bawilam w przeciwienstwie do
                                            tamtejszych dzieciakow. No i wlasnie znajoma jest wierzaca i ostatnio corka je
                                            nie sluchala i w pewnym momencie sie przewrocila i zaczela plakac i nagle slysze
                                            z ust tej znajomej :"A widzisz mowilam, ze jak sie mnie nie sluchasz to... twoj
                                            aniol stroz cie przestaje pilnowac" - to byla jakas lekka wersja bo ja znam
                                            cizsza "i Bog cie ukaral". Jeszcze: "Nie ciesz sie tak bo diabel sie bedzie
                                            cieszyl" "niwe pokazuj tak radosci bo Bog tylko skromnych nagradza" i pare tego
                                            typu. No wlasnie do czego ludziom sluzy wiara..., takie slowa dzwiecza w uszach
                                            przez cale zycie odbieraja umiejetnosc spontanicznej radosci, zawsze gdzies w
                                            podswiadomosci dzwieczy ta kara za zbytnie cieszenie sie.
                                            Slowa zostaja na zawsze.
    • mankencja offtopic na ogolne rozluznienie atmosfery 28.03.07, 14:02
      ładnie się układają wątki na głównej:

      Czyja wina?
      Giertychowa
      • sir.vimes Re: offtopic na ogolne rozluznienie atmosfery 28.03.07, 14:05
        A no rzeczywiście.
        wery słit.
    • beata2802 Re: czyja wina? 06.04.07, 11:43
      > Temat ogólnie ciekawy ale najciekawsze wydają mi się sposoby wytłumaczenie
      > rodziców.

      Temat dla mnie wazny teraz, bo niedlugo chce miec dziecko, a moj partner jest
      za karami cielesnymi, sam byl bity i uwaza, ze to bylo dla niego dobre.
      Dyskutujemy czasem o tym, i narazie jestem na etapie tlumaczenia mu, ze klaps
      JEST aktem fizycznej agresji wobc słabszego (etap ustalnia pojęć i
      definicji:) ).

      Moja mama bila mnie w napadach, kiedy nie radzila sobie z życiem, z
      samotnością, złością. To był koszmar. Brała pas, i biła, czasem uciekalam, a
      ona biegła za mną. Nie tłumaczy się z tego nijak, bo temat nie istnieje - jest
      to tabu; ale teraz kiedy mówię cokolwiek o biciu, to zbywa mnie smiechem i
      udaje, ze to dobry zart, albo sprawa zamknieta, o ktorej nie warto rozmawiać,
      itp. Mur obojętności. A przeciez bylam potulna jako dziecko! Robilam, co mi sie
      kazało, i nie wiedzialam, co to zlosliwość!

      Nie pamietam z dzieciństwa żadnych sytuacji, w ktorej rodzice byliby zwyczajnie
      razem w domu. Pamietam tylko mame: zmeczoną i wscieklą, niebezpieczną (mialam
      takie przekonanie: lepiej siedziec sama w pokoju, bo mama w kazdej chwili moze
      wybuchnac i zaczac mnie oskarżać w nikończącej się głośnej przemowie, albo mnie
      bić).
      Pamietam tylko jedna sytuacje, w ktorej rodzice byli razem: na jakimś wyjeździe
      w pokoju jakiegos pensjonatu wrócilismy zadowoleni z bratem z pokoju zabaw.
      Rodzice stwierdzili, ze cos nam jest "za dobrze" i urządzili nam lanie pasem.
      Pamiętam swoje przerażenie, ból, wstyd przed zdjęciem majtek, i uczucie
      odrzucenia, zdrady, samotnosci i beznadzieji, ktore czułam potem. Dlugo potem
      plakalam, a oni się ze mnie śmiali. Te uczucia byly o wiele gorsze od
      fizycznego bólu. Wtedy zrozumialam z calą jasnością, że biją mnie po to,
      zeby... chyba po to, zeby mnie upokorzyc i pokazac mi moje miejsce, dac upust
      swojej zlosci - wlasciwie to nie wiem!

      > A najbardziej ta wypowiedź:
      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=59732070&a=59798446
      > Dla mnie dowód na "sukces" bijących i upupiających rodziców. A może
      przesadzam?

      Mi się wczytuje początek wątku, wiec nei wiem, ktora wypowiedź. Trafia do mnie
      jednak to, co ktoś tam napisał: że ofiary tłumaczą swoich rodziców, aby móc ich
      nadal szanowac. To rzeczywiście często tak działa. Ten wieczór wtedy w
      pensjonacie zupelnie nie pasuje do obrazu rodziców, jaki mam w sobie na
      codzień. Toszke ich tlumaczę, ze wtedy byly inne czasy, nei bylo dobrej
      literatury o wychowaniu, ze prawie wszyscy bili dzieci, i nikt nie widzial w
      tym nic zlego, ale wiem, ze to wszystko tak naprawde nie jest prawdą. Tak
      naprawdę moi rodzice zachowali się wtedy okropnie wobec nas, i nie ma
      wytlumaczenia.
      Nie wiem, co mam z tym zrobić.

      P.S. Tłumaczenie, że dwulatek wybiegł na ulicę wiec trzeba bylo go uderzyc jest
      dla mnie IDIOTYCZNE. Skad dwulatek ma wiedziec, ze to jest ulica na ktora nie
      moza wybiegac? Dwulatek tak ma, ze lubi sobie biegac i niewiele wie o tym,
      gdzie mozna, a gdzie nie można.
      Ten klaps ktory dostaje dziecko jest to wyżycie się opiekuna na dziecku -
      opiekun ten w głębi duszy wie, że to ON powinien był dostac klapsa, ze nie
      trzymal dziecka za rączkę!!!
      I to jest nie do zniesienia, juz lepiej obwinić dziecko.
      • sir.vimes Re: czyja wina? 06.04.07, 12:32
        "Nie tłumaczy się z tego nijak, bo temat nie istnieje - jest
        to tabu; ale teraz kiedy mówię cokolwiek o biciu, to zbywa mnie smiechem i
        udaje, ze to dobry zart, albo sprawa zamknieta, o ktorej nie warto rozmawiać, "

        Ja bym starała się doprowadzić do tej rozmowy, wymusić ją.
        To będzie truło CIEBIE i gniło w Tobie, jak trup w szafie. I Tobie może zaszkodzić.
        Obserwuję bardzo podobną sytuację z bliska, więc coś niecoś rozumiem z tego co
        napisałaś.
        • triss_merigold6 Re: czyja wina? 06.04.07, 12:39
          Może jej się nie udać doprowadzić do konfrontacji i porozmawiania.
          Moja bardzo asertywna i stanowcza koleżanka już jako dorosła kobieta próbowała
          wielokrotnie rozmawiać z ojcem o dzieciństwie. Pamiętała jak ojciec bił jej
          matkę i co wtedy czuła. Zero kumunikacji, nul, facet zmieniał temat, zacinał
          się, wmawiał, że nic takiego nie miało miejsca.
          • sir.vimes Re: czyja wina? 06.04.07, 12:54
            Kurczę , trudna sprawa - bo moim zdaniem udawanie, że nie było szkodzi
            najbardziej pokrzywdzonej.
            Może w takim razie terapia zamiast konfrontacji , są różne sposoby na
            niby-konfrontację, pisanie listu do krzywdziciela itp, ale nie wiem czy to działa.?
            Tak jak pisałam , obserwuję podobną sytuację z bliska i przeraża mnie to jak
            bardzo zaprzeczanie może wpływać na samoocenę osoby pokrzywdzonej.
            • triss_merigold6 Re: czyja wina? 06.04.07, 13:02
              Na terapię owszem ale samej. Wydaje mi się, że taki osobniki za żadne skarby
              świata nie wyrażą zgody na jakąkolwiek rozmowę, bo ich zdaniem problemu nie ma.
              Musieliby przyznać, że byl parszywymi rodzicami, zniszczyli dziecku
              dzieciństwo, zabrali poczucie bezpieczeństwa. Krótko mówiąc - że spieprzyli po
              całości swoje rodzicielstwo.
              • sir.vimes Re: czyja wina? 06.04.07, 13:11
                Na terapię owszem ale samej.

                No , o to mi chodziło, że jeżeli nie da rady przeprowadzić konfrontacji to
                chociaż udać się na terapię. A może nie chociaż? Może to właśnie najlepszy pomysł?
                A rodziców - tchórzy (bo nie przyznać się do błędów , nie przepraszać, nie
                starać się naprawić - to przede wszystkim tchórzostwo) chyba olać.
                • triss_merigold6 Re: czyja wina? 06.04.07, 13:15
                  Nie mam takich doświadczen ale wydaje mi się, że przyjęcie na klatę
                  świadomości, że rodzice byli całkiem fatalni, że zrobili gigantyczną krzywdę,
                  już jest aktem odwagi. Pójście na terapię tez. Taki pierwszy krok do wyzwolenia.
              • jagandra Re: czyja wina? 06.04.07, 15:32
                > Musieliby przyznać, że byl parszywymi rodzicami, zniszczyli dziecku
                > dzieciństwo, zabrali poczucie bezpieczeństwa. Krótko mówiąc - że spieprzyli po
                > całości swoje rodzicielstwo.

                To że rodzice robili coś okrutnego, nie znaczy, że byli okrutni w każdym okruchu swojego rodzicielstwa. Większość rodziców, nawet tych najgorszych, przynajmniej chwilami okazuje swoim dzieciom trochę serca.
        • beata2802 Re: czyja wina? 06.04.07, 15:17
          Serio? Terapia? Właściwie to jestem szczęśliwa i nie przychodziło mi to do
          głowy! Owszem, mam te doświadczenia z dzieciństwa, ale tak naprawdę bardzo
          rzadko o nich pamiętam. Gdyby nie ten wątek - następnym razem przypomnialabym
          sobie o tym pewnie za jakiś rok...

          Zastanawiam się teraz: jaki jest "papierek lakmusowy", ktorym można by
          sprawdzić, czy sie potrzebuje terapii? Pytanie trudne, bo przecież czasem jest
          się nieświadomym wasnego nieszczęścia.
          • jagandra Re: czyja wina? 06.04.07, 15:37
            Wydaje mi się, że najlepszym papierkiem lakmusowym jest jednak uczucie braku szczęścia.
            Ale - uważaj na męża. Co zrobisz, jeśli będzie bił Wasze dziecko? Skoro ma mocno ugruntowane przekonanie, że bicie jest OK, może nie uda mu się wytłumaczyć? Dorośli ludzie są na ogół odporni na zapędy wychowawcze innych. Opowiadałaś mu o swoich przeżyciach z dzieciństwa?
            Czytałam jakiś czas temu "Coraz mniej milczenia" Marty Fox. Książka składa się z opisu czterech prawdziwych historii. Trzy to opowieści kobiet, które w dzieciństwie były molestowane seksualnie, ostatnia to opowieść mężczyzny, który jako dziecko był bity, jest pokazane, jak przeżycia z dzieciństwa wpływają na ich dorosłe życie. Polecam, świetna książka.
            • beata2802 Re: czyja wina? 07.04.07, 14:38
              > Ale - uważaj na męża. Co zrobisz, jeśli będzie bił Wasze dziecko?
              > Skoro ma moco ugruntowane przekonanie, że bicie jest OK,
              > może nie uda mu się wytłumaczyć?

              Jest na szczęście typem reformowalnym, więc mam nadzieję, że znajdziemy
              porozumienie. Stosuję metodę kropla drąży skałę. :)

              > Dorośli ludzie są na ogół odporni na zapędy wychowawcze innych. Opowiadałaś
              > mu o swoich przeżyciach z dzieciństwa?

              Opowidałam, ale ogolnikowo - nie lubię mowic zle o swoich najblizszych
              krewnych. W dodatku z tej akurat opowieści wyciągnąłby może wniosek, ze dziecko
              trzeba dokladnie poinformowac za co dostaje w tyłek zanim się wymierzy karę...

              > Czytałam jakiś czas temu "Coraz mniej milczenia" Marty Fox. Książka składa
              się
              > z opisu czterech prawdziwych historii. Trzy to opowieści kobiet, które w
              dzieci
              > ństwie były molestowane seksualnie, ostatnia to opowieść mężczyzny, który
              jako
              > dziecko był bity, jest pokazane, jak przeżycia z dzieciństwa wpływają na ich
              do
              > rosłe życie. Polecam, świetna książka.

              Dziękuję, moze podsunę ją narzeczonemu. :)
              • jagandra Re: czyja wina? 09.04.07, 18:49
                > Opowidałam, ale ogolnikowo - nie lubię mowic zle o swoich najblizszych
                > krewnych.

                To trudny temat i zastanawiałam się, czy w ogóle coś napisać. Pytanie, co jest gorsze: gdy jedna osoba zrobi coś złego czy gdy druga (będąca członkiem rodziny) o tym opowie. Moim zdaniem o tym co złe, należy mówić, niekoniecznie wszystkim i w każdej chwili, ale należy. Zdaję sobie jednak sprawę, że ludzie bardzo różnie na to patrzą.

                W dodatku z tej akurat opowieści wyciągnąłby może wniosek, ze dziecko
                > trzeba dokladnie poinformowac za co dostaje w tyłek zanim się wymierzy karę...

                Odebrałam Twoją opowieść o postępowaniu rodziców jako bardzo smutną, nawet dramatyczną. Nie nasunął mi się wniosek, o którym piszesz. Myślę raczej, że wysłuchawszy takiej opowieść można lepiej zrozumieć, dlaczego jesteś przeciwniczką bicia dzieci. Ale oczywiście nie znam Twojego narzeczonego i nie potrafię przewidzieć jego reakcji.

                Pozdrawiam ciepło :)
                • jagandra Re: czyja wina? 15.04.07, 19:31
                  Właśnie przeczytałam interpretację baśni Brat i siostra jako opowieści o ludziach pochodzących z rodzin, w których doznawali przemocy. Tu ją streściłam:

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44753&w=54805397&a=60793710

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka