puchaczowa69
24.06.03, 13:54
Uważam się za tolerancyjną i spokojną osobę, ale kiedy czytam te potoki
pomyj, jakie na tym forum wylewa się na feministki i niefeministki będące za
aborcją, tracę zimną krew i całą tolerancyjność wobec wielu ludzkich postaw i
zachowań, jaką nabyłam w czasie swoich 34 lat życia. Od razu zaznaczam, że za
feministkę się nie uważam, aborcji jestem przeciwna i jak każda normalnie
myśląca kobieta nie polecę na skrobankę tylko dlatego, że mi stopa życiowa
spadnie. A o taką motywację do przeprowadzenia aborcji zdaje się podejrzewają
kobiety Forumowicze pokroju tada czy tego dziwoląga o nicku, jakiego nie
potrafię powtórzyć. I egzemplarze typu Paoli. Włos się jeży, kiedy czyta się
te potoki nienawiści. Ludzie, skąd to się w was bierze? Skąd bierze się taka
faryzjeska ochota do bicia się w cudze piersi? I to jeszcze z tak kompletnym
brakiem taktu, klasy czy bodaj zachowania elementarnych form dobrego
zachowania? Do czego to doprowadzi? Ustawa, jaka jest w tej chwili, nie jest
zła - to moje osobiste zdanie. Według mnie nie należy ani jej zaostrzać, ani
łagodzić. Za to stanowczo należałoby ZACZĄĆ JEJ PRZESTRZEGAĆ. To znaczy
zacząć uświadamiać społeczeństwo, zwłaszcza dziewczynki, od jak najmłodszych
lat. Uczyć w szkole - rzetelnie i zgodnie z najnowszym stanem wiedzy -
anatomii i zachowań seksualnych człowieka. Miałam w ręku podręcznik
przygotowania do życia w rodzienie czy jak tam ten przedmiot miał się nazywać
i włosy mi dęba stanęły. Poziom wiedzy w nim prezentowany był żenujący. Poza
tym nie rozumiem, dlaczego do wychowania seksualnego w szkołach koniecznie
trzeba mieszać etyką katolicką. To prawda, że w Polsce znacząca
większość społeczeństwa jest wyznania katolickiego, ale statystyki nie
obejmują wylącznie osób praktykujących i głęboko wierzących, ale też takie,
które wyłącznie ochrzczono w Kościele katolickim i tylko i wyłącznie z tego
tytułu w rubryce ?wyznanie" zaznaczają katolik. Bo na co dzień najzwyczajniej
w świecie o Bogu nie myślą, a w kościele zjawiają się z okazji ślubu
koleżanki albo pogrzebu cioci. Brutalna prawda jest taka, że Kościół
katolicki w Polsce za bardzo wtrąca się w tę sferę życia obywateli. Księża i
działacze LPR, którzy wybrali się do Władysławowa z puszkami z czerwoną farbą
i aparatami fotograficznymi, postrzegają aborcję jako przyczynę wzelkiego
zła, a nie SKUTEK zła. Bo jest to skutek, według mnie nie podlega to
dyskusji. Chce się kobiety zmusić do rodzenia nie dając im nic w zamian.
Jeszcze raz powtórzę - z obowiązującą obecnie ustawą nie należy robić nic
innego poza jej przestrzeganiem. Uczyć, uświadamiać, udostępnić
antykoncepcję, zapewnić pomoc specjalistów ciężarnym kobietom. To nie jest
tak, że kobieta na wieść o niechcianej ciąży natychmiast reaguje myślą: no to
ją usunę. Mam w pracy koleżankę - młoda, 24-letnia dziewczyna, od niespełna
roku mężatka. Zaczęli z mężem się dorabiać, zaciągnęli kredyt na mieszkanie,
rozglądali się za meblami itd. Mimo antykoncpecji zaszła w ciążę. Myślicie,
że ją usunęła? Nie. Choć będzie siedziała rok w domu, nie wiadomo, czy wróci
do pracy i będzie im naprawdę ciężo splacać kredyt i utrzymywać się z jednej
pensji. Drugi przypadek: 39-latka, ma już 16-letnią córkę, zdarzyło się -
jest w ciąży. Ciąża jest zagrożona, kobieta oczywiście leży plackiem na
zwolnieniu, do pracy najprawdopodobniej nie wróci. Pomyślała o skrobance?
Nie. A przecież obydwu ciąża skomplikuje poukładane życie. Jeszcze inny
przypadek. Może czytałyście Newsweeka z poprzedniego tygodnia? Znam
małżeństwo, które dowiedziawszy się, że ich nienarodzone dziecko jest
poważnie chore, nie skorzystało z rady lekarza, żeby ciąże usunąć. Oni
zaczęli walkę, aby dziecko urodziło się zdrowe. I dopięli swego. Dlaczego w
Polsce nie dotuje się medycyny prenatalnej? Przecież wiele wad płodu można
leczyć w łonie matki.
Toczą się tu dyskusje o to, kiedy płód staje się człowiekiem. Nie wiem. Nikt
tego nie wie. Dla mnie aborcja jest złem, którego za wszelką cenę należy
unikać, ale jestem jednocześnie na tyle dorosłą i myślącą osobą, żeby
wiedzieć, że tego zła, jak każdego innego, nie da się wyeliminować. Tak jak
nie da się wyeliminować kradzieży, prostytucji czy alkoholizmu. Żeby pozbyć
się tych zjawisk, trzeba by było zmienić ludzkości chyba kod genetyczny.
Zakazy niczego nie dadzą. Jedyna droga, jaką ja widzę, to robić wszystko, aby
takim zjawiskom zapobiegać. Popatrzcie, jak kolosalnie pozytywne wyniki dała
prowadzona od wielu lat na całym świecie kampania antynikotynowa. Ja sama pod
jej wpływem rzuciłam palenie. Może po prostu wprowadzić modę na
nieprzeprowadzanie aborcji? Nie mieszając do tego Boga, etyki i filozofii.
Nie obrzucając się błotem, nie skacząc sobie do gardeł, nie narzucając swoich
poglądów?
ps Chciałabym bardzo podziękowac kasi lomanczyk za bardzo wyważoną,
kulturalną i powściągliwą polemikę. Chciałabym, aby wszyscy potrafli trzymać
taką klasę jak ta dziewczyna.