Dodaj do ulubionych

"Jak się kobieta powinna kochać"

27.10.07, 16:08
Czytaliście ten artykuł w dzisiejszych "Wysokich Obcasach"? Nie, żeby był
rewelacyjny, ale można o nim zawsze podyskutować :)))

Moje uwagi:

1. Jest dla mnie coś dziwacznego w publikowaniu przez gazetę kolumny, której
autorka co tydzień opisuje swoje doznania seksualne... Dla mnie to jest jak
najbardziej ekshibicjonizm, nie wyzwolenei seksualne.

2. Ciekaw jestem, czy jakby to jakiś facet zaczął publikować felietony ze
opisami swoich podrywów, seksu itd., to czy też by to zostało uznane za
przejaw postępowości ;)

3. Bardzo podoba mi się to, co mówi Ariel Levy o "ślepej uliczce wyzwolenia
seksualnego".

4. Ciekawe, czy ktoś tutaj zgodzi się, że jest trochę racji w wypowiedzi Wendy
Shalit :))
Obserwuj wątek
    • rosa_de_vratislavia Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 16:17
      stephen_s napisał:

      > Czytaliście ten artykuł w dzisiejszych "Wysokich Obcasach"? Nie,
      żeby był
      > rewelacyjny, ale można o nim zawsze podyskutować :)))
      >
      > Moje uwagi:
      >
      > 1. Jest dla mnie coś dziwacznego w publikowaniu przez gazetę
      kolumny, której
      > autorka co tydzień opisuje swoje doznania seksualne... Dla mnie to
      jest jak
      > najbardziej ekshibicjonizm, nie wyzwolenei seksualne.

      Zgadzam się...dla mnie to sfera intymna ,a nie ranking lub coś, co
      się sprawozdaje.
      >
      > 2. Ciekaw jestem, czy jakby to jakiś facet zaczął publikować
      felietony ze opisami swoich podrywów

      taki facet zostałby uznany za męskiego
      szowinistę/"zaliczacza"/buraka.

      > 3. Bardzo podoba mi się to, co mówi Ariel Levy o "ślepej uliczce
      wyzwolenia
      > seksualnego".

      Moim zdaniem wyzwolenie seksulane to nic z łego. Przykłady podane
      przez Levy ukazują raczej zaakceptowanie przez kobiety uczestnictwa
      w rozrywkach, które sprawiają przyjemność facetom.
      Bo co jest atrakcyjnego dla heteroseksualnej kobiety w pójściu do
      klubu z damskim tańcem na rurze?
      Efektem wyzwolenia jest możliwość pójścia na występ umieśnionych
      panów, wykonujących mocno erotyczne układy taneczne lub
      np.zamawianie sobie panów na godziny.
      • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 16:20
        jakby przyjąć tezę o znacznej płynności kobiecej orientacji seksualnej to z
        oglądania tancerek kobieta może czerpać dużo przyjemności.Zresztą mnie
        najbardziej przekonuje stwierdzenie,że bardzo mało jest osób stuprocentowo homo
        lub hetero, pozostali sytuują się w różnych miejscach pomiędzy.
        • saszenka2 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:42
          bitch.with.a.brain napisała:

          > jakby przyjąć tezę o znacznej płynności kobiecej orientacji
          seksualnej to z
          > oglądania tancerek kobieta może czerpać dużo przyjemności.Zresztą
          mnie
          > najbardziej przekonuje stwierdzenie,że bardzo mało jest osób
          stuprocentowo homo
          > lub hetero, pozostali sytuują się w różnych miejscach pomiędzy.
          Bitch, przychylam się do Twojej opinii. 100-procentowych
          heteroseksualistów i homoseksualistów jest tak naprawdę bardzo
          niewielu. Większość stanowią osoby biseksualne, które poszukują
          danej osoby, płeć nie jest tu najważniejsza.
      • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 16:49
        > Zgadzam się...dla mnie to sfera intymna ,a nie ranking lub coś, co
        > się sprawozdaje.

        Właśnie. Będę kontrowersyjny i powiem, że jak słyszę o zawodach typu
        "sexcolumnist", to naprawdę mam wrażenie, że coś jest nie tak z nasza cywilizacją.

        Pisać co tydzień o swoim seksie w gazecie? Yyyyyyy???

        > taki facet zostałby uznany za męskiego
        > szowinistę/"zaliczacza"/buraka.

        Dokładnie. Ale Zoe Margolin (ta "Dziewczyny, która ma jedno w głowie") okazuje
        się już wyzwoloną kobietą bez kompleksów itd.

        Przykłady podane
        > przez Levy ukazują raczej zaakceptowanie przez kobiety uczestnictwa
        > w rozrywkach, które sprawiają przyjemność facetom.

        Tak, ale są to rozrywki tak naprawdę uwłaczające kobietom... Z tego, co
        rozumiem, to wg niej wyzwolenie seksualne sięgnęło obecnie takich poziomów,
        że... już nie wypada kobietom napiętnować tańców na rurze itd. Bo wychodzą na
        staroświeckie itd. A tymczasem taniec na rurze to przejaw totalnego męskiego
        szowinizmu...
        • evita_duarte Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 17:46
          stephen_s napisał:
          > Tak, ale są to rozrywki tak naprawdę uwłaczające kobietom... Z
          tego, co
          > rozumiem, to wg niej wyzwolenie seksualne sięgnęło obecnie takich
          poziomów,
          > że... już nie wypada kobietom napiętnować tańców na rurze itd. Bo
          wychodzą na
          > staroświeckie itd. A tymczasem taniec na rurze to przejaw
          totalnego męskiego
          > szowinizmu...

          Naprawde uwazasz, ze taniec na rurze uwlacza kobietom? Ja nie czuje,
          zeby mi to uwlaczalo. Sama chodze na wystepy chippendales i nie
          uwazam, ze wkladanie im drobnych za majtki uwlaczalo mezczyznom. To
          w koncu ich praca i dokonali takiego wyboru dobrowolnie. Nie chodze
          tam prowadzic interesujace dyputy, ale poklepac panow po tylkach, co
          w tym zlego?

          >
          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 18:56
            > Naprawde uwazasz, ze taniec na rurze uwlacza kobietom? Ja nie czuje,
            > zeby mi to uwlaczalo. Sama chodze na wystepy chippendales i nie
            > uwazam, ze wkladanie im drobnych za majtki uwlaczalo mezczyznom. To
            > w koncu ich praca i dokonali takiego wyboru dobrowolnie. Nie chodze
            > tam prowadzic interesujace dyputy, ale poklepac panow po tylkach, co
            > w tym zlego?

            No cóz, wg mnie występy chippendalesów jak najbardziej uwłaczają mężczyznom.
            Klepanie facetów po tyłkach - co w tym złego, pytasz sie? Ja się pytam, jak
            można nie widzieć w tym nic niesmacznego / uprzedmiotawiającego / złego...
            • bene_gesserit Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 10:36
              Stefa - mozliwe, ze tak czujesz, bo na ich miejscu tak bys sie
              wlasnie czul. Ale nie przyszlo ci do glowy, ze oni tak nie czuja?
              Nadal 'twoje czucie' jest wazniejsze?
        • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 17:48
          szownistyczne jest przede wszystkim podejście na zasadzie "ja lepiej wiem czego
          jej trzeba".
          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 18:56
            A kto to podejście przejawia?
            • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 22:53
              Własnie rózni konserwatyści.
              • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:18
                Hm. Samo konserwatywne podejście do seksu szowinistyczne nie jest. Szowinizm
                raczej kryje się w tym, jeśli z tym podejściem w parze idzie traktowanie kobiet
                z góry oraz wymaganie od nich wiecej, niż od mężczyzn...
                • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:20
                  Nie chodzi mi o indywidualne konserwatywne podejście, tylko o takie, częste u
                  konserwatystów, przekonanie,że lepiej wiedzą czego trzeba innym ludziom. Tak
                  samo obrzydza mnie to co robią niektóre feminsitki, które uważaja,że lepiej ode
                  mnie wiedzą,co mnie poniża, co mi uwłacza, a co sprawia przyjemność.
                  • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:23
                    > Nie chodzi mi o indywidualne konserwatywne podejście, tylko o takie, częste u
                    > konserwatystów, przekonanie,że lepiej wiedzą czego trzeba innym ludziom.

                    No, ale w sumie to oczywiste? Konserwatyzm zasadza sie na przekonaniu, że
                    istnieje obiektywnie słuszna hierarchia wartości. Z tego punktu widzenia, jeśli
                    się ma taki obiektywny punkt odnisienia, jak najbardziej mozna ocenić, co jest
                    dla innych dobre, a co nie.
                    • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:25
                      Tak,tylko dziwnym trafem dla konserwatysty obiektywnie dobre jest to,co jemu się
                      podoba.
                      • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:32
                        No, ale to w sumie też oczywiste - bo skoro konserwatysta uważa pewną
                        hierarchię wartości za obiektywną, to nie może przecież postępować przeciwko
                        niej... Inaczej byłby hipokrytą, prawda?
                        • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:37
                          Moim zdaniem to działa w druga stronę - coś mi pasuje,więc zakładam,ze jest to
                          obiektywnie dobre, bo potrzebuję uzasadnienia dla swojej postawy.
                          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:43
                            Ha, widzisz, to już jest kwestia perspektywy :)

                            Poza tym, myśle, że są konserwatyści, którzy szczerze pewną hierarchię wartości
                            wyznają i starają się sami do niej dążyć, choć dla nich samych nei jest to łatwe.
                            • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:45
                              nie trzeba być konserwatysta,żeby mieć pewne ideały i do nich dążyć.Szkoda,że
                              konserwatyści uważają,że tylko im przypisana jest przyzwoitość i wierność własym
                              zasadom
                              • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:51
                                > nie trzeba być konserwatysta,żeby mieć pewne ideały i do nich dążyć.

                                No właśnie, czy na pewno? Jak można mieć ideały, skoro w zasadzie... wszystko
                                jest względne..?
                                • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:55
                                  Ja zapytam inaczej:a co to za moralność, jeśli się zyje przyzwoicie ze strachu
                                  przed piekłem czy innym brakiem zbawienia?

                                  Ideały są różne. Dla mnie to przede wszystkim szacunek dla drugiego człowieka,
                                  nauczenie się otwarcia na jego doświadczenia.Poza tym honor, dotrzymywanie słowa
                                  nawet jeśli jest to trudne. Umiejętnosć zareagowania kiedy komuś dzieje się
                                  krzwda.Bycie wierną sobie nawet jeśli mogę przez to stracić.Bycie w pełni
                                  odpowiedzialną za swoje słowa i czyny.duzo tego jest...
                                  • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 09:43
                                    > Ja zapytam inaczej:a co to za moralność, jeśli się zyje przyzwoicie ze strachu
                                    > przed piekłem czy innym brakiem zbawienia?

                                    To akurat jest chyba dość strywializowana wizja motywacji człowieka wierzącego?
                                    Głeboko wierzący człowiek nie postępuje moralnie z prostego strachu przed piekłem...

                                    > Ideały są różne. Dla mnie to przede wszystkim szacunek dla drugiego człowieka,
                                    > nauczenie się otwarcia na jego doświadczenia.Poza tym honor, dotrzymywanie słow
                                    > a
                                    > nawet jeśli jest to trudne. Umiejętnosć zareagowania kiedy komuś dzieje się
                                    > krzwda.Bycie wierną sobie nawet jeśli mogę przez to stracić.Bycie w pełni
                                    > odpowiedzialną za swoje słowa i czyny.

                                    A z czego te wartości wyprowadzasz?
                                    • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 09:50
                                      Z moich przemyśleń.Oczywiście to dużo trudniejsze niz przyjąć jakiś z góry
                                      narzucony kodeks i poczuć się zwolnionym od myślenia i odpowiedzialności.Poza
                                      tym to wszystko wynika z uznania,że nie wolno krzywdzić innych ludzi.
                                      • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 11:06
                                        > Z moich przemyśleń.Oczywiście to dużo trudniejsze niz przyjąć jakiś z góry
                                        > narzucony kodeks i poczuć się zwolnionym od myślenia i odpowiedzialności.

                                        Ale jaką masz gwarancję, że Twoje przemyślenia są prawidłowe?
                                        • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 11:23
                                          żadnej!ale tym się różnie od konserwatystów,że nie mam wewnęrznego
                                          przekonania,że powinnam wszystkim narzucić mój styl życia.
                                          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 11:28
                                            > żadnej!

                                            I nie brakuje Ci jakiejś takiej elementarnej pewności, że to, co robisz, jest
                                            obiektywnie słuszne?

                                            > ale tym się różnie od konserwatystów,że nie mam wewnęrznego
                                            > przekonania,że powinnam wszystkim narzucić mój styl życia.

                                            No dobra, to ja (niestety czy stety) o sobie tego powiedzieć nie mogę.
                                            • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 11:54
                                              Wiem,że nie ma takiej obiektywnej słuszności.I wiem też,że przekonanie o
                                              istnieniu obiektywnej słuszności doprowadziło wiele razy do wielkich podłości i
                                              zbrodni.Cóż to za problem uznać na przykład,że obiektywnie słuszne jest
                                              zlikwidowanie jakiegoś narodu?i zero odpowiedzialności, bo przecież to wyższa
                                              instancja narzuciła.
                                              Ja przynajmniej za swoje czyny odpowiadam samodzielnie.
                                              • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 12:01
                                                Hm. A przekonanie, że wszystko jest względne i można sobie wybrać takie
                                                wartości, jakie się chce, do podłości nie doprowadziło..?
                                              • stephen_s Poza tym... 28.10.07, 12:02
                                                ... mówisz, że za swoje czyny odpowiadasz samodzielnie. Ba, ale jak w zasadzie
                                                może ktokolwiek ewentualnie sądzić Cię za Twoje czyny, skoro tak naprawdę
                                                obiektywnego punktu odniesienia nie ma? Jak można mówić o odpowiedzialności,
                                                skoro nie ma jej względem czego mierzyć?
                                                • bitch.with.a.brain Re: Poza tym... 28.10.07, 12:06
                                                  oczywiście osadza się stosując przepisy prawne.
                                                  A jeżeli chodzi ci o osąd moralny to dlaczego np ty miałbyś być jednostką lepszą
                                                  do oceny mojego postepowania niż ja sama?
                                                  Owszem, wybór wartości może doprowadzić do zbrodni.ale wybór wymaga
                                                  przemyslenia.Przyjęcie tzw obiektywnego systemu moralnego odbywa się bezmyślnie.
                                                  • kocia_noga Re: Poza tym... 28.10.07, 12:14
                                                    bitch.with.a.brain napisała:

                                                    > Owszem, wybór wartości może doprowadzić do zbrodni.ale wybór wymaga
                                                    > przemyslenia.Przyjęcie tzw obiektywnego systemu moralnego odbywa
                                                    się bezmyślnie
                                                    > .

                                                    Poza tym wybór wartości i praktyke z niego wynikająca reguluje
                                                    obecnośc innych ludzi.To ich reakcje, np protesty,świadczą o tym,że
                                                    wchodzimy w kolizję z czyimś dobrem.Wartości narzucone z góry
                                                    zwalniają od wrażliwości.Na protesty odpowiada się wtedy" przecież
                                                    nic się tobie złego nie stało", albo "stul pysk, ja wiem lepiej".
                                                  • stephen_s Re: Poza tym... 28.10.07, 12:33
                                                    > oczywiście osadza się stosując przepisy prawne.

                                                    No, prawo to z moralnością nie ma w ogóle nic wspólnego...

                                                    > A jeżeli chodzi ci o osąd moralny to dlaczego np ty miałbyś być jednostką lepsz
                                                    > ą
                                                    > do oceny mojego postepowania niż ja sama?

                                                    Nie chodzi o to, że ja jestem lepszy od Ciebie. Chodzi o zgodzenie się, że oboje
                                                    nie mamy możliwości obiektywnego oceniania - więc musimy odwołać się do czegoś
                                                    obiektywnego. Do jakiejś hierarchii, która jest poza naszymi indywidualnymi
                                                    sumieniami.
                                                  • bitch.with.a.brain Re: Poza tym... 28.10.07, 12:38
                                                    ale jeżeli my nie mamy możliwości obiektywnej oceny to znaczy,że inni ludzie
                                                    mają identyczne ograniczenia.Czyli nikt nie moze tej obiektywnej hirarchii stworzyć
                                                  • saszenka2 Re: Poza tym... 28.10.07, 19:18
                                                    stephen_s napisał:

                                                    > > oczywiście osadza się stosując przepisy prawne.
                                                    >
                                                    > No, prawo to z moralnością nie ma w ogóle nic wspólnego...
                                                    Mylisz się. Prawo jest w pewnym stopniu osadzone na zasadach
                                                    moralnych i etycznych. Oczywiście, nie reguluje wszelkich kwestii,
                                                    nie zabrania na pozamałżeńskie relacje seksualne, ale np. karze już
                                                    za inne kwestie.
                                                    >
                                                    > > A jeżeli chodzi ci o osąd moralny to dlaczego np ty miałbyś być
                                                    jednostką
                                                    > lepsz
                                                    > > ą
                                                    > > do oceny mojego postepowania niż ja sama?
                                                    >
                                                    > Nie chodzi o to, że ja jestem lepszy od Ciebie. Chodzi o zgodzenie
                                                    się, że oboj
                                                    > e
                                                    > nie mamy możliwości obiektywnego oceniania - więc musimy odwołać
                                                    się do czegoś
                                                    > obiektywnego. Do jakiejś hierarchii, która jest poza naszymi
                                                    indywidualnymi
                                                    > sumieniami.
                                                    >
                                                  • stephen_s Re: Poza tym... 28.10.07, 20:30
                                                    Prawo przede wszystkim reguluje funkcjonowanie społeczeństwa. Penalizuje te
                                                    zjawiska, które uznaje się za "zaburzające" dla porzadku w społeczeństwie.
                                                    Dlatego np. nie karze się za zdradę małżeńską, okłamywanie itd. - bo są to
                                                    kwestie wyłacznie etyczne, a prawo ma być tak obiektywne i neutralne
                                                    światopoglądowo, jak się da.
                                                  • saszenka2 Re: Poza tym... 28.10.07, 23:50
                                                    stephen_s napisał:

                                                    > Prawo przede wszystkim reguluje funkcjonowanie społeczeństwa.
                                                    Penalizuje te
                                                    > zjawiska, które uznaje się za "zaburzające" dla porzadku w
                                                    społeczeństwie.
                                                    > Dlatego np. nie karze się za zdradę małżeńską, okłamywanie itd. -
                                                    bo są to
                                                    > kwestie wyłacznie etyczne, a prawo ma być tak obiektywne i
                                                    neutralne
                                                    > światopoglądowo, jak się da.
                                                    >
                                                    I takie też powinno być. Ludzie powinni przestrzegać pewnych zasad,
                                                    bo tak uważają, a nie dlatego, że ktoś trzyma nad nimi bata i im tak
                                                    nakazuje. Zdrada nie powinna być regulowana przez prawo, to kwestia
                                                    pomiędzy dwojgiem ludzi i ich wewnętrzny problem. Jeśli ktoś nie
                                                    zdradza, bo grożą mu za to jakieś przykre konsekwencje, to trudno
                                                    mówić tu o moralności, tylko o strachu.
                                                  • stephen_s Re: Poza tym... 29.10.07, 00:51
                                                    Tu się zgadzamy.
                                        • saszenka2 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 19:03
                                          stephen_s napisał:

                                          > > Z moich przemyśleń.Oczywiście to dużo trudniejsze niz przyjąć
                                          jakiś z gór
                                          > y
                                          > > narzucony kodeks i poczuć się zwolnionym od myślenia i
                                          odpowiedzialności.
                                          >
                                          > Ale jaką masz gwarancję, że Twoje przemyślenia są prawidłowe?
                                          >

                                          Ty również nie możesz być pewien słuszności swoich. Nikt nie jest w
                                          stanie udowodnić, że jego hierarchia jest tą jedynie słuszną. Nawet
                                          jeśli przyjmiesz jakiś kodeks narzucony odgórnie, to nie masz żadnej
                                          gwarancji, że jest on prawidłowy. Trzeba wyjść od założenia, że nie
                                          wolno krzywdzić innych, bo sam nie chciałbyś być skrzywdzony.
                                          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 20:35
                                            > Ty również nie możesz być pewien słuszności swoich. Nikt nie jest w
                                            > stanie udowodnić, że jego hierarchia jest tą jedynie słuszną. Nawet
                                            > jeśli przyjmiesz jakiś kodeks narzucony odgórnie, to nie masz żadnej
                                            > gwarancji, że jest on prawidłowy.

                                            Well, to kwestia intuicji tak w zasadzie. Mówię, ja mam narastające wątpliwości,
                                            czy nowoczesna, liberalna etyka udziela wszystkich potrzebnych odpowiedzi... a
                                            skoro ona nie działa, to intuicyjna podpowiedź jest taka, by - do licha - po
                                            prostu wrócić do wartości, które funkcjonowąły "od zawsze", za którymi stoi siła
                                            tradycji oraz religii...
                                            • sonia1199 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 20:42
                                              stephen_s napisał:

                                              > > Ty również nie możesz być pewien słuszności swoich. Nikt nie jest w
                                              > > stanie udowodnić, że jego hierarchia jest tą jedynie słuszną. Nawet
                                              > > jeśli przyjmiesz jakiś kodeks narzucony odgórnie, to nie masz żadnej
                                              > > gwarancji, że jest on prawidłowy.
                                              >
                                              > Well, to kwestia intuicji tak w zasadzie. Mówię, ja mam narastające wątpliwości
                                              > ,
                                              > czy nowoczesna, liberalna etyka udziela wszystkich potrzebnych odpowiedzi... a
                                              > skoro ona nie działa, to intuicyjna podpowiedź jest taka, by - do licha - po
                                              > prostu wrócić do wartości, które funkcjonowąły "od zawsze", za którymi stoi sił
                                              > a
                                              > tradycji oraz religii...

                                              Mój Drogi, tu się odkryłeś !!!! Do tradycji należą: Savonarola, Giordano Bruno,
                                              Lukrecja Borgia, Kopernik, Wojny krzyzowe. Dziekuję za taką TRADYCJĘ!!!! A
                                              religia?? Czy masz świadomośc, że najwiecej wojen (czyt. mordów na cywilnej
                                              ludności) było i jest na tle religijnym, bo jedno "wiedzą lepiej" od drugich (to
                                              im mówi ich religia) jak żec i w co wierzyć. Człowieku, nie znasz historii
                                              społeczeństw?
                                              • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 20:48
                                                > Mój Drogi, tu się odkryłeś !!!! Do tradycji należą: Savonarola, Giordano Bruno,
                                                > Lukrecja Borgia, Kopernik, Wojny krzyzowe. Dziekuję za taką TRADYCJĘ!!!! A
                                                > religia?? Czy masz świadomośc, że najwiecej wojen (czyt. mordów na cywilnej
                                                > ludności) było i jest na tle religijnym, bo jedno "wiedzą lepiej" od drugich (t
                                                > o
                                                > im mówi ich religia) jak żec i w co wierzyć.

                                                Moja droga, do sfery tradycji oraz religii należy również np. Jezus Chrystus
                                                broniący prostytutki przed tłumem, Budda czy chociażby sikhijski Guru Nanak. Ta
                                                sfera to także chociażby - że tak pojadę po postaciach historycznych - Salah
                                                ad-Din, którego głeboka wiara prowadziła do humanitaryzmu w toczeniu wojen...
                                                Nie demonizuj religii zatem.
                                                • sonia1199 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 20:56
                                                  stephen_s napisał:

                                                  > > Mój Drogi, tu się odkryłeś !!!! Do tradycji należą: Savonarola, Giordano
                                                  > Bruno,
                                                  > > Lukrecja Borgia, Kopernik, Wojny krzyzowe. Dziekuję za taką TRADYCJĘ!!!!
                                                  > A
                                                  > > religia?? Czy masz świadomośc, że najwiecej wojen (czyt. mordów na cywiln
                                                  > ej
                                                  > > ludności) było i jest na tle religijnym, bo jedno "wiedzą lepiej" od drug
                                                  > ich (t
                                                  > > o
                                                  > > im mówi ich religia) jak żec i w co wierzyć.
                                                  >
                                                  > Moja droga, do sfery tradycji oraz religii należy również np. Jezus Chrystus
                                                  > broniący prostytutki przed tłumem, Budda czy chociażby sikhijski Guru Nanak. Ta
                                                  > sfera to także chociażby - że tak pojadę po postaciach historycznych - Salah
                                                  > ad-Din, którego głeboka wiara prowadziła do humanitaryzmu w toczeniu wojen...
                                                  > Nie demonizuj religii zatem.
                                                  >
                                                  Humanitaryzm w czasie wojen!!! Hahaha!!! A może lepiej ich wogóle nie
                                                  zaczynać, zwłaszcza na tle religijnym, hę????
                                                  • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 20:59
                                                    > Humanitaryzm w czasie wojen!!! Hahaha!!! A może lepiej ich wogóle nie
                                                    > zaczynać, zwłaszcza na tle religijnym, hę????

                                                    No, to już jest skrajny idealizm. Oraz nieuwzględnianie realiów historycznych.

                                                    Przeczytaj biografię Salah ad-Dina i potem mi powiedz, że to nie był wielki
                                                    człowiek. A jednym z motywatorów jego wielkości była religia.
                                                  • sonia1199 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 21:11
                                                    stephen_s napisał:

                                                    A jednym z motywatorów jego wielkości była religia.

                                                    Mam nadzieję, że jestes świadom, tego, że te wszystkie wojny religijne zaczynali
                                                    MĘŻCZYŹNI - kipiał z nich testosteron a cene płaciły kobiety. A Ty poczytaj
                                                    sobie kim była Hypatia i co jej zrobili mężczyżni - a konkretnie buskup.

                                                  • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 21:13
                                                    > Mam nadzieję, że jestes świadom, tego, że te wszystkie wojny religijne zaczynal
                                                    > i
                                                    > MĘŻCZYŹNI - kipiał z nich testosteron a cene płaciły kobiety.

                                                    Wiesz, sama wymieniłaś Lukrecję Borgię...
                                            • saszenka2 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 23:57
                                              stephen_s napisał:

                                              > > Ty również nie możesz być pewien słuszności swoich. Nikt nie
                                              jest w
                                              > > stanie udowodnić, że jego hierarchia jest tą jedynie słuszną.
                                              Nawet
                                              > > jeśli przyjmiesz jakiś kodeks narzucony odgórnie, to nie masz
                                              żadnej
                                              > > gwarancji, że jest on prawidłowy.
                                              >
                                              > Well, to kwestia intuicji tak w zasadzie. Mówię, ja mam
                                              narastające wątpliwości
                                              > ,
                                              > czy nowoczesna, liberalna etyka udziela wszystkich potrzebnych
                                              odpowiedzi... a
                                              > skoro ona nie działa, to intuicyjna podpowiedź jest taka, by - do
                                              licha - po
                                              > prostu wrócić do wartości, które funkcjonowąły "od zawsze", za
                                              którymi stoi sił
                                              > a
                                              > tradycji oraz religii...
                                              >

                                              Ale czy dawniej przez to, że nikt nie pisał seksfelietonów do "New
                                              York Timesa", ludzie byli dla siebie lepsi? Nie sądzę. Nie widzę
                                              potrzeb, żeby komukolwiek narzucać cokolwiek, prócz pewnych norm,
                                              takich jak zakaz kradzieży,zabijania etc. Niech każdy decyduje za
                                              siebie. Czy chciałbyś, żeby Twoja żona była z Tobą, bo tak jej ktoś
                                              karze, bo nie wolno się rozwodzić, czy dlatego, że tak po prostu
                                              czuje? To oczywiście przykład, ilustrujące hipokryzję i bezsens
                                              wymuszania na ludziach pewnych wzorców zachowań, trzymając nad nimi
                                              bata. Istnieją państwa, w których można o wiele więcej i o dziwo
                                              tam, gdzie ludzie mają okazję decydować o swoim życiu, ludzie są dla
                                              siebie lepsi, bardziej życzliwi.
                                      • stephen_s Poza tym... 28.10.07, 11:07
                                        ... z tego, co napisałaś, wynika, ze wartością nadrzębną jest dla Ciebie nie
                                        wolność, ale niekrzywdzenie innych.

                                        A skąd bierzesz przekonanie, że nie powinno się krzywdzic innych?
                                • saszenka2 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 00:19
                                  stephen_s napisał:

                                  > > nie trzeba być konserwatysta,żeby mieć pewne ideały i do nich
                                  dążyć.
                                  >
                                  > No właśnie, czy na pewno? Jak można mieć ideały, skoro w
                                  zasadzie... wszystko
                                  > jest względne..?
                                  >

                                  Można mieć własne zasady, którym nie narzuca się innym i wynikają
                                  one z naszych własnych przemyśleń.
                            • sonia1199 Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 20:14
                              I Bóg z nimi. Myśle, że wiekszość ludzi żyje zgodnie z WŁASNYMI zasadami. I tak
                              długo, jak długo nie robią krzywdy innym - Bóg z nimi. Ja do nich należę. Żyję
                              według WŁASNYCH zasad, nie robię krzywdy innym i ich NIE OCENIAM. A panom, co
                              mówią, że mężczyzni nie uprawiali exhibicjonizmu literackiego, polecam Stendhala
                              - gorąco a z bardziej współczesnych Hemingwaya i innych.
                              • stephen_s Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 20:24
                                > I Bóg z nimi. Myśle, że wiekszość ludzi żyje zgodnie z WŁASNYMI zasadami. I tak
                                > długo, jak długo nie robią krzywdy innym - Bóg z nimi. Ja do nich należę. Żyję
                                > według WŁASNYCH zasad, nie robię krzywdy innym i ich NIE OCENIAM.

                                Nigdy?
                                • sonia1199 Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 20:34
                                  stephen_s napisał:

                                  > > I Bóg z nimi. Myśle, że wiekszość ludzi żyje zgodnie z WŁASNYMI zasadami.
                                  > I tak
                                  > > długo, jak długo nie robią krzywdy innym - Bóg z nimi. Ja do nich należę.
                                  > Żyję
                                  > > według WŁASNYCH zasad, nie robię krzywdy innym i ich NIE OCENIAM.
                                  >
                                  > Nigdy?


                                  NIGDY !!!!!!
                                  • stephen_s Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 20:40
                                    Czyli jak np. spotkasz męża zdradzającego regularnie żonę to też nie przejdzie
                                    Ci przez myśl, że facet postępuje źle?
                                    • sonia1199 Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 20:52
                                      stephen_s napisał:

                                      > Czyli jak np. spotkasz męża zdradzającego regularnie żonę to też nie przejdzie
                                      > Ci przez myśl, że facet postępuje źle?


                                      TO nie moja sprawa, NIGDY nie oceniam. A może Ona Go do tego doprowadziła. Nie
                                      jestem ich ani materacem ani mikrofonem. NIE OCENIAM!!!!!!!!!!
                                      • stephen_s Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 20:54
                                        > TO nie moja sprawa, NIGDY nie oceniam. A może Ona Go do tego doprowadziła. Nie
                                        > jestem ich ani materacem ani mikrofonem. NIE OCENIAM!!!!!!!!

                                        I widzisz, tego nie rozumiem. Bo ja uznaję takie zasady, jak chociazby uczciwość
                                        - a zdradzanie żony, z jakiegokolwiek powodu, jest nieuczciwością i tyle. I nie
                                        rozumiem, jak można nie mieć odwagi tego tak ocenić...
                                        • sonia1199 Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 21:07
                                          stephen_s napisał:
                                          > rozumiem, jak można nie mieć odwagi tego tak ocenić...

                                          To nie jest kwestią odwagi ale postawy moralno etycznej. "Nie sądźcie a nie
                                          bedziecie sądzeni". Nawet zawodowy sędzia MUSI wysłuchać OBU stron. Postronni
                                          oserwatorzy, żadko majz szane poznac "obie strony medalu". Poza tym ja naprawdę
                                          nie lubię sądzić ani osądzać ani oskarżać. Jestem, z natury, pokojowo
                                          nastawionym człowiekiem - pacyfistka - i kocham człowieka (choć czasami
                                          nienawidzę ludzi). Współczuje Mu, że jest niedoskonały. No cóż, Bóg nie jest
                                          perfect i nie wszystkim włożył do serca miłość. Pozdrawiam. NIE OCENIAJ - to
                                          moje credo.
                                          • stephen_s Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 21:16
                                            > To nie jest kwestią odwagi ale postawy moralno etycznej. "Nie sądźcie a nie
                                            > bedziecie sądzeni". Nawet zawodowy sędzia MUSI wysłuchać OBU stron. Postronni
                                            > oserwatorzy, żadko majz szane poznac "obie strony medalu".

                                            Jest w tym sporo racji, z drugiej strony - moim zdaniem, gdyby być wiernym tej
                                            zasadzie, to prawie niczego nie możnaby ocenić.

                                            Poza tym ja naprawdę
                                            > nie lubię sądzić ani osądzać ani oskarżać.

                                            Ja też staram się tego nie robić, ale przekonałem się, że jak tak człowiek stara
                                            się nikogo nie oceniać, wszystko rozumieć itd... to w pewnym momencie można
                                            zacząć się dusić. Może Ty masz inaczej, ale mnie trafia szlag na pewne rzeczy i
                                            ani mogę, ani chcę je rozumieć... Zło czasem też trzeba napiętnować.
                                            • sonia1199 Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 21:31
                                              stephen_s napisał:
                                              Zło czasem też trzeba napiętnować.
                                              >
                                              Zło tak, jeśli ONO krzywdzi innych. Np. pedofilstwo jest złem, bo krzywdzi
                                              dzieci. Homoseksualizm - nie - nikogo nie krzywdzi. Czy Ty naprawde nie widzisz
                                              różnicy w naszych (Twojej versus mojej) postawach?
                                              • stephen_s Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 21:43
                                                Przepraszam, czy ja gdziekolwiek coś mówiłem nt. mojego stosunku do homoseksualizmu?
                                                • sonia1199 Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 21:47
                                                  stephen_s napisał:

                                                  unku do homoseksualizmu?

                                                  To był TYLKO przykład!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                                  • stephen_s Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 21:49
                                                    OK, OK :)

                                                    A róznic międy Twoją postawą, a moją, nie widzę, bo nie różnimy się aż tak bardzo...
                                            • sonia1199 Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 21:33
                                              stephen_s napisał:

                                              pl.wikipedia.org/wiki/Hypatia_z_Aleksandrii - przeczytałes, polecam gorąco.
                                              • stephen_s Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 21:48
                                                Przeczytałem. Faktycznie ciekawe, ale nie wiem, jak to się ma do tego, o czym
                                                rozmawiamy?
                                                • sonia1199 Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 21:50
                                                  Bo podniosłeś role tradycji i religii w "ustanawianiu" kryteriów
                                                  moralności/punktu odniesienia - dla Ciebie.
                                                  • stephen_s Re: Powinna? a co to za słowo? 28.10.07, 21:54
                                                    Hm. Więc historia Hypatii przekreśla w ogóle jakikolwiek pozytywny wkład religii
                                                    w społeczeństwo?
                                        • saszenka2 Re: Powinna? a co to za słowo? 29.10.07, 00:09
                                          stephen_s napisał:

                                          > > TO nie moja sprawa, NIGDY nie oceniam. A może Ona Go do tego
                                          doprowadziła
                                          > . Nie
                                          > > jestem ich ani materacem ani mikrofonem. NIE OCENIAM!!!!!!!!
                                          >
                                          > I widzisz, tego nie rozumiem. Bo ja uznaję takie zasady, jak
                                          chociazby uczciwoś
                                          > ć
                                          > - a zdradzanie żony, z jakiegokolwiek powodu, jest nieuczciwością
                                          i tyle. I nie
                                          > rozumiem, jak można nie mieć odwagi tego tak ocenić...
                                          >
                                          >
                                          Ja tego również nie zamierzam oceniać. Po pierwsze, to nie moja
                                          sprawa. Po drugie, nie znam wszystkich okoliczności, nie wiem, czy
                                          na pewno zdradza, nie wiem, co nim kieruje, nie wiem, czy żona o tym
                                          wie. A może on jej wcale nie oszukuje i obydwoje zgadzają się na
                                          taki układ?
                                      • sir.vimes "Nie oceniam" 28.10.07, 21:19
                                        "TO nie moja sprawa, NIGDY nie oceniam. A może Ona Go do tego doprowadziła. Nie
                                        jestem ich ani materacem ani mikrofonem. NIE OCENIAM!!!!!!!!!! "

                                        NIGDY nie oceniasz? Gwałciciela tez nie oceniasz , bo może 'zgwałcona go do tego
                                        doprowadziła' a mikrofonem nie jesteś?
                                        • sonia1199 Re: "Nie oceniam" 28.10.07, 21:37
                                          sir.vimes napisała:

                                          > "TO nie moja sprawa, NIGDY nie oceniam. A może Ona Go do tego doprowadziła. Nie
                                          > doprowadziła' a mikrofonem nie jesteś?

                                          Gwałt jest przemoca fizyczna nad słabszym, krzywdzi go!!!!!!! Zdrada, jest z
                                          kategorii moralnych. Nie widzisz różnicy? Dla mnie np. sex mojego męża z inną
                                          kobietą nie jest zdradą. Zdrada, dla mnie, jest nielojalność Jego. A więc, sa to
                                          kategorie etyczno-moralne a każdy może mieć inne kryteria moralne zdrady.
                                          Natomiast zadawanie gwałtu nie jest z kategori etyczno-moralnej. Rozumiesz teraz??
                                          • sir.vimes Re: "Nie oceniam" 29.10.07, 08:25
                                            Zdrada tez często krzywdzi(oczywiśćnie - nie porównujmy ilości krzywdy w
                                            krzywdzie, bo to nie ma sensu) - np. dzieci którejkolwiek osoby ze związku.
                                            Zdrada może prowadzić do: ciązy u którejś z zaangażowanych osób, komplikacji
                                            rodzinnych (najtrudniejszych zazwyczaj dla niezaangażowanych w przyjemne
                                            czynności czyli dzieci), może prowadzić do "podarowania" żonie czy mężowi
                                            przeróżnych chorób przenoszonych drogą płciową...
                                            Krzywdzenie dzieci (np. sprzedawnie im poczucia, ze były "gorsze" , od gorszej
                                            mamy i nie maja prawa do czasu tatusia(czy mamusi)), narażanie niewinnej osoby
                                            na śmiertelna choobę (HIV) - to jest krzywda jak najbardziej w każdej kategorii.
                        • saszenka2 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 00:04
                          stephen_s napisał:

                          > No, ale to w sumie też oczywiste - bo skoro konserwatysta uważa
                          pewną
                          > hierarchię wartości za obiektywną, to nie może przecież postępować
                          przeciwko
                          > niej... Inaczej byłby hipokrytą, prawda?
                          >

                          Jest hipokrytą, jeśli zachowuje się tak, jakby wiedział lepiej od
                          innych, co powinni robić ze swoim życiem, jakie wartości wyznawać, w
                          jakiego Boga wierzyć,jaki seks uprawiać, z kim go uprawiać.
                    • saszenka2 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:59
                      stephen_s napisał:

                      > > Nie chodzi mi o indywidualne konserwatywne podejście, tylko o
                      takie, częs
                      > te u
                      > > konserwatystów, przekonanie,że lepiej wiedzą czego trzeba innym
                      ludziom.
                      >
                      > No, ale w sumie to oczywiste? Konserwatyzm zasadza sie na
                      przekonaniu, że
                      > istnieje obiektywnie słuszna hierarchia wartości. Z tego punktu
                      widzenia, jeśli
                      > się ma taki obiektywny punkt odnisienia, jak najbardziej mozna
                      ocenić, co jest
                      > dla innych dobre, a co nie.
                      >

                      Nie istnieje taka hierarchia, która pozwalałaby nam ocenić do jest
                      dobre dla danej osoby. Każdy jest inny, ma inne spojrzenie na pewne
                      kwestie. Zresztą obiektywizm w ocenianiu cudzych wyborów w zasadzie
                      nie istnieje, każdy z nas jest w pewnym sensie subiektywny.
                  • kocia_noga Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 10:35
                    bitch.with.a.brain napisała:

                    > Nie chodzi mi o indywidualne konserwatywne podejście, tylko o
                    takie, częste u
                    > konserwatystów, przekonanie,że lepiej wiedzą czego trzeba innym
                    ludziom. Tak
                    > samo obrzydza mnie to co robią niektóre feminsitki, które
                    uważaja,że lepiej ode
                    > mnie wiedzą,co mnie poniża, co mi uwłacza, a co sprawia
                    przyjemność.


                    Warto się nad tym osobno zastanowić w aspekcie naszej dyskusji o
                    stosunku do trolli.Jest część osób, którym nie uwłacza kolo, piszący
                    tak czy owak o feministkach-ochoczo szczerzą zęby w żartach, albo
                    podejmuja z nim rozmowę.
                    Mnie pisanina trolli nie pasuje, więc wygaszam, ale nie zadowala
                    mnie to.Widzę związek z uleganiem przemocy domowej a postawą
                    niedostrzegania obelg na forum.Widze to jako szersze zjawisko.
                    I zabieram, jak umiem głos od czasu do czasu w tej sprawie.Daję
                    znać,że MNIE to przeszkadza.Nie jestem taka święta, przeszkadza mi
                    również to,że ubliżania się niedostzrega albo nie ukróca, ale staram
                    się, jak mogę zagryzac zęby.
                    Tolerancja na innośc a obojetnośc to dwie różne sprawy.Jesli widze
                    kobietę z obitą twarzą to mam ochotę pogadać z nią i namówić,żeby
                    się nie dała.
    • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 16:18
      1)felieton z zasady jest ekshibicjonistyczny,ale z dużą dozą kreacji.Więc to
      tylk owejście w nowy temat.
      2)a nie było czegoś takiego?Pewnie byłoby to mniej ciekawe,bo niemal cała
      literatura aż do XX wieku jest ekspresją męskiej seksualności i męskimi
      wyobrażeniami na temat seksualności kobiecej.Jakby było dobrze napisane to
      chętnie bym poczytała też męski felieton.
      3)ślepa uliczka wyzwolenia seksualnego?Nie mam pojęcia co to znaczy,że pewne
      rodzaje praktyk seksualnych upokarzają kobietę.Tak jakby można było podzielić
      seks na słuszny i niesłyuzny.Osobna sprawa,że niektorzy (dotyczy to i kobiet i
      mężczyzn) własnei z poniżenia czerpią satysfakcję.Poza tmy jakoś nikt nie
      lamentował jak przez tyle czasu mężczyźni z siebie robili obiekty
      seksualne.Oczywiście takie podejście do seksu nie jest dla każdego,ale sa ludzie
      ktorym to sprawia przyjemność.I mają do tego prawo.
      4)na pewno zero seksu przed ślubem jest wyrazem buntu i odważną decyzją.Tak samo
      jak wszystko inne - dla kogo to jest fajne niech z tego korzysta,kogo bawią inne
      rzeczy niech się inaczej realizuje.
      • ggigus brawa, bisia!! 27.10.07, 16:32
        (na teks musze poczekac do poniedzialku, ale juz sie z Toba zgadzam)
      • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 16:43
        > 1)felieton z zasady jest ekshibicjonistyczny,ale z dużą dozą kreacji.Więc to
        > tylk owejście w nowy temat.

        No nie wiem. Dla mnie pisanie o swoim seksie w gazecie jest ekshibicjonizmem...

        > 2)a nie było czegoś takiego?

        Nie słyszałem o czymś takim :) Mam wrażenie, że jakby ktoś spróbował być męską
        Zoe Margolin, to by się podniósł niezły zamęt.

        > 3)ślepa uliczka wyzwolenia seksualnego?Nie mam pojęcia co to znaczy,że pewne
        > rodzaje praktyk seksualnych upokarzają kobietę.

        Wiesz, osobiście nigdy nie mogłem zrozumieć, czemu niektóre feministki uwązają,
        że tańczenie na rurze może nie upokarzać kobiety. Helou? Taniec na rurze
        wymyślono po to, by mężczyźni mieli radochę. To jest absolutnie dziwaczne, że
        obecnie oznaką wyzwolenia u kobiety jest to, jeśli nie ma kompleksów, by na
        rurze zatańczyć...

        > 4)na pewno zero seksu przed ślubem jest wyrazem buntu i odważną decyzją.Tak sam
        > o
        > jak wszystko inne - dla kogo to jest fajne niech z tego korzysta,kogo bawią inn
        > e
        > rzeczy niech się inaczej realizuje.

        Ach, ten współczesny permisyworelatywizm, który wszystkie dylematy etyczne
        rozbraja na zasadzie "Wszystkie poglądy są dobre"! :))

        Wiesz, jak tak piszesz, że "jak ktoś chce nie uprawiać seksu, to niech nie
        uprawia, inni niech się realizują inaczej", to mam dziwne wrażenie, że po prostu
        w przenośni poklepałaś wszystkich konserwatystów lekceważąco po głowie i nie
        zastanowiłaś się nad tym, co mówią...
        • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 17:16
          dla mnie wiekszym ekshibicjonizmem jest pisanie o swoich uczuciach - kwestia
          tego, gdzie jest granica prywatności i intymności.znacznie łatwiej mi zrozumeić
          te felietonistki niż osoby wystepujące w programie Drzyzgi.

          Nawet jeśkli nie było specjalnej kolumny w której facet opowiada o swoim
          seksie,to wszystko to można znaleźć w literaturze.Chocby w polskiej prozie cała
          seria literatury typu: jak byłem chłopcem, nazalcizałem się panienek i zostałem
          mężczyzną" Np "Ciało obce" Ziemkiewicza jest ekspresją męskiej
          seksualności.Oczywiscie możesz mi zarzucic,że jest róznica między fikcją
          literacką a osobistymi wyznaniami.Tylko tak naprawdę rzadko kiedy pojawia się
          fikcja całkowicie oderwana od doświadczeń autora (czyli nie bardzo mogę sobie
          wyobrazić,że Ziemkiewicz napisałby taką książkę będac prawiczkiem i mając samych
          kumpli prawiczków).A w felietonie po prostu dajesz się nabrac na autentyzm. Taka
          jest idea tego typu felietonów, ale jakby się nad tym zastanowić to ma to w
          sobie tyle z autentyzmu, ile zdjęcie w Playboyu ma z prawdziwej kobiety.

          Co do tańca na rurze...Owszem,pewnie może to upokarzać kobietę.Ludzi różne
          rzeczy upokarzają.a może też jej sprawiać przyjemność. Dlaczego nikt nie
          podejrzewa ekshibicjonisty pokazującego penisa w parku o upokorzenie?Przecież
          tańcząca przed mężczyznami kobieta moze realizować identyczne pragnienia.
          Poza tym owszem,wymyślono to po to by dawac facetom radochę.Ale czy sprawianie
          mężćzyznom przyjemności musi kobietę upokarzać?
          (żeby nie było - zdaję sobie doskonale sprawę z tego,że przemysł erotyczny to
          bardzo często bagno, duzo w tym przemocy i wykorzystywania. Jednak między
          tancerką gogo która chce to robić,a dziewczyną sprzedaną jako prostytutka jest
          tak różnica jak mięzy seksem a gwałtem)

          wole relatywizm od postawy jedyniesłusznieoburzonych speców którzy chcą swoją
          seksualność uznać za najlepszą i powsze4chnie obowiązującą.A jest to całkowicie
          dowolne.dla mnie dobra seksualność to taka, która jest wyrazem potrzeb danej
          osoby.Dla kogo to będzie monogamia i seks po ślubie,dla innego związek otwarty i
          wymiana partnerów.Kto miałby być instancją rozstrzygająca która opcja jest lepsza?
          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 19:34
            > dla mnie wiekszym ekshibicjonizmem jest pisanie o swoich uczuciach - kwestia
            > tego, gdzie jest granica prywatności i intymności.znacznie łatwiej mi zrozumeić
            > te felietonistki niż osoby wystepujące w programie Drzyzgi.

            Nie, żebym uważał, że obnażanie się przed widownią w TV nie było
            ekshibicjonizmem - ale jednak z dwojga złego wolę taki ekshibicjonizm niż jak
            ten z "seksfelietonów"...

            > Nawet jeśkli nie było specjalnej kolumny w której facet opowiada o swoim
            > seksie,to wszystko to można znaleźć w literaturze.

            Ale jest jednak różnica między literaturą a, hm, cotygodniowym raportem z
            własnego życia seksualnego, nieprawdaż? Zauważ, że przeciwko literaturze
            opisującej kobiecą seksualność nic nie mam...

            > Oczywiscie możesz mi zarzucic,że jest róznica między fikcją
            > literacką a osobistymi wyznaniami.Tylko tak naprawdę rzadko kiedy pojawia się
            > fikcja całkowicie oderwana od doświadczeń autora

            Racja, ale czym innym jest bazować fikcję na własnych przezyciach, choćby
            seksualnych, a czym innym dokładnie te przeżycia opisać przed szerokim audytorium...

            > A w felietonie po prostu dajesz się nabrac na autentyzm. Tak
            > a
            > jest idea tego typu felietonów, ale jakby się nad tym zastanowić to ma to w
            > sobie tyle z autentyzmu, ile zdjęcie w Playboyu ma z prawdziwej kobiety.

            Może, jednak te felietony (przynajmniej w teorii) maja niby być autentyczne,
            prawda? Za takie się podają... Więc znowu: czemu ktokolwiek miałby opisywać
            publicznie swój seks, chocby ubarwiając?

            > Poza tym owszem,wymyślono to po to by dawac facetom radochę.Ale czy sprawianie
            > mężćzyznom przyjemności musi kobietę upokarzać?

            Tak, jeśli robi to wpisując się w formę, u której podstaw legł właśnie męski
            szowinizm i uprzedmiotawianie kobiet. Możesz do tego dorobić ideologię jaką
            tylko chcesz, ale nie zmienisz tego, że taniec na rurze powstał na użytek
            striptisów itd., które dbały o męskie potrzeby, nie kobiece.

            > wole relatywizm od postawy jedyniesłusznieoburzonych speców którzy chcą swoją
            > seksualność uznać za najlepszą i powsze4chnie obowiązującą.A jest to całkowicie
            > dowolne.

            Czy aby na pewno? Na tej zasadzie to mozna uznać, że wszystko, co ludzie robią,
            jest dobre, bo zaspokaja czyjeś potrzeby. I w ogóle odpuścić sobie jakąkolwiek
            moralność...
            • saszenka2 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 00:33
              stephen_s napisał:

              > > dla mnie wiekszym ekshibicjonizmem jest pisanie o swoich
              uczuciach - kwes
              > tia
              > > tego, gdzie jest granica prywatności i intymności.znacznie
              łatwiej mi zro
              > zumeić
              > > te felietonistki niż osoby wystepujące w programie Drzyzgi.
              >
              > Nie, żebym uważał, że obnażanie się przed widownią w TV nie było
              > ekshibicjonizmem - ale jednak z dwojga złego wolę taki
              ekshibicjonizm niż jak
              > ten z "seksfelietonów"...
              A ja zdecydowanie wolę opisywanie przeżyć seksualnych od dzieleniem
              się z całą Polską swoimi wewnętrznymi przeżyciami.
              >
              > > Nawet jeśkli nie było specjalnej kolumny w której facet opowiada
              o swoim
              > > seksie,to wszystko to można znaleźć w literaturze.
              >
              > Ale jest jednak różnica między literaturą a, hm, cotygodniowym
              raportem z
              > własnego życia seksualnego, nieprawdaż? Zauważ, że przeciwko
              literaturze
              > opisującej kobiecą seksualność nic nie mam...
              Ale te felietony są często tak samo fikcyjne jak powieści. Naprawdę
              wierzysz, że ta felietonistka opisuje jedynie prawdę?
              >
              > > Oczywiscie możesz mi zarzucic,że jest róznica między fikcją
              > > literacką a osobistymi wyznaniami.Tylko tak naprawdę rzadko
              kiedy pojawia
              > się
              > > fikcja całkowicie oderwana od doświadczeń autora
              >
              > Racja, ale czym innym jest bazować fikcję na własnych przezyciach,
              choćby
              > seksualnych, a czym innym dokładnie te przeżycia opisać przed
              szerokim audytori
              > um...
              >
              > > A w felietonie po prostu dajesz się nabrac na autentyzm. Tak
              > > a
              > > jest idea tego typu felietonów, ale jakby się nad tym zastanowić
              to ma to
              > w
              > > sobie tyle z autentyzmu, ile zdjęcie w Playboyu ma z prawdziwej
              kobiety.
              >
              > Może, jednak te felietony (przynajmniej w teorii) maja niby być
              autentyczne,
              > prawda? Za takie się podają... Więc znowu: czemu ktokolwiek miałby
              opisywać
              > publicznie swój seks, chocby ubarwiając?
              >
              > > Poza tym owszem,wymyślono to po to by dawac facetom radochę.Ale
              czy spraw
              > ianie
              > > mężćzyznom przyjemności musi kobietę upokarzać?
              >
              > Tak, jeśli robi to wpisując się w formę, u której podstaw legł
              właśnie męski
              > szowinizm i uprzedmiotawianie kobiet. Możesz do tego dorobić
              ideologię jaką
              > tylko chcesz, ale nie zmienisz tego, że taniec na rurze powstał na
              użytek
              > striptisów itd., które dbały o męskie potrzeby, nie kobiece.
              >
              > > wole relatywizm od postawy jedyniesłusznieoburzonych speców
              którzy chcą s
              > woją
              > > seksualność uznać za najlepszą i powsze4chnie obowiązującą.A
              jest to całk
              > owicie
              > > dowolne.
              >
              > Czy aby na pewno? Na tej zasadzie to mozna uznać, że wszystko, co
              ludzie robią,
              > jest dobre, bo zaspokaja czyjeś potrzeby. I w ogóle odpuścić sobie
              jakąkolwiek
              > moralność...]
              Wszystko jest dobre i nikt nie ma prawa tego potępić, jeśli nie
              szkodzi innym. Prosta, jedna zasada, możesz robić wszystko, byleś
              nie krzywdził przy tym innych.
              >
        • marla66 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 18:49
          Stephen...
          Musze choć w części się z Tobą zgodzić..pisanie o własnym seksie jest
          ekshibicjonizmem,z tego prostego powodu,że opisuje sferę intymną życia
          człowieka, biorąc pod uwagę naturalnie kulturowe uwarunkowania..Być może kultura
          zachodnia tak pędzi naprzód[właściwie dokąd?],że nie mówienie o seksie jest już
          passe..Cóż,ja jeszcze otwarcie o tym nie mówię, nawet przyjaciółce, czyżbym była
          konserwatystką? Łatwo popadamy w stereotypy. Wierze w wolny wybór jednostki "rób
          to z kim chcesz,gdzie i jak", tak samo jak w wybór dzielenia się z tym na łamach
          gazety...Na razie w new york times nikt nie opisuje swoich aktów..
          Ale tak właściwie, o co chodzi z tym ekshibicjonizmem? Moim zdaniem o to, że po
          prostu o to, że nie wszyscy chcemy czytać o fizjologii, płynach ustrojowych,
          seksie, który nic nie ma wspólnego z uczuciami...ale są tacy co chcą. I jest ich
          sporo.Choćby dla porównania, gdyż sami często nie mają na
          tyle..ekshibicjonizmu;) żeby o tym porozmawiać...szczególnie panie,bo przecież
          nam "nie wypada".
          Zatem odpowiadam Stephenowi: tak, tu chodzi o ekshibicjonizm, ale legalny, gdyż
          społecznie staje on się coraz bardziej przyzwolony.
          I zgadzam się ze ślepą uliczką Levy, jeżeli chodzi o pewną grupę kobiet. One po
          prostu myślą,że teraz tak trzeba,że to nowa norma całować się z koleżanką na
          dyskotece, myślą, ze są wyzwolone, niestety stają się znowu obiektem, znowu tak
          naprawdę..starają się zwrócić uwagę na siebie facetów. Na pewno to nie jest
          feministyczne zachowanie:)
          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 19:04
            > Wierze w wolny wybór jednostki "rób
            > to z kim chcesz,gdzie i jak", tak samo jak > w wybór dzielenia się z tym na
            łamach
            > gazety...

            Och, oczywiście nie chodzi mi, by komus odmawiać wolnego wyboru... Natomiast
            zastanawia mnie, czy coś nie jest nie tak z naszym społeczeństwem, że ktoś taki
            wybór podejmuje, ktoś inny podejmuje wybór, by takie zwierzenia o seksie
            publikować - a jeszcze ktoś inny podejmuje wybór, by to czytać...

            > Ale tak właściwie, o co chodzi z tym ekshibicjonizmem? Moim zdaniem o to, że po
            > prostu o to, że nie wszyscy chcemy czytać o fizjologii, płynach ustrojowych,
            > seksie, który nic nie ma wspólnego z uczuciami...ale są tacy co chcą. I jest ic
            > h
            > sporo.Choćby dla porównania, gdyż sami często nie mają na
            > tyle..ekshibicjonizmu;) żeby o tym porozmawiać...szczególnie panie,bo przecież
            > nam "nie wypada".

            Oczywiscie, że o seksie można rozmawiać, pisać itd. Jednak co innego np. porada
            seksuologiczna w gazecie, a co innego kolumna, w której ktoś opisuje regularnie
            swoje intymne przeżycia seksualne. Może wychodzi, ze jestem staroświecki, ale
            dla mnie sa rzeczy, o których publicznie się po prostu nie mówi...
            • bene_gesserit Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 10:44
              stephen_s napisał:

              > Oczywiscie, że o seksie można rozmawiać, pisać itd. Jednak co
              innego np. porada
              > seksuologiczna w gazecie, a co innego kolumna, w której ktoś
              opisuje regularnie
              > swoje intymne przeżycia seksualne. Może wychodzi, ze jestem
              staroświecki, ale
              > dla mnie sa rzeczy, o których publicznie się po prostu nie mówi...

              Noi wlasnie z tego caly twoj i wielu innych problem wynika.
              Stawiasz sie - siebie doslownie na miejscu tamtej osoby i
              stwierdzasz, ze czulbys sie upokorzony, zdegradowany i odarty z
              czego tam, a wiec i oni sie tak czuja, a wiec to nie jest ok.

              Czyli twoja skala wartosci, twoje doswiadczenia, twoja postawa - nie
              ma w tym miejsca na tamta osobe, w ktorej nibyto butach sie
              stawiasz. Tak naprawde ona cie nie interesuje, wiec o czym my mowimy?
    • evita_duarte Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 17:39
      stephen_s napisał:

      > Czytaliście ten artykuł w dzisiejszych "Wysokich Obcasach"? Nie,
      żeby był
      > rewelacyjny, ale można o nim zawsze podyskutować :)))
      >
      > Moje uwagi:
      >
      > 1. Jest dla mnie coś dziwacznego w publikowaniu przez gazetę
      kolumny, której
      > autorka co tydzień opisuje swoje doznania seksualne... Dla mnie to
      jest jak
      > najbardziej ekshibicjonizm, nie wyzwolenei seksualne.
      >

      Wiesz nawet jesli jest to ekshibicjonizm, to kontrolowany. Nikt nie
      zmusza Cie do czytania jej wynurzen wiec to chyba ok.



      > 2. Ciekaw jestem, czy jakby to jakiś facet zaczął publikować
      felietony ze
      > opisami swoich podrywów, seksu itd., to czy też by to zostało
      uznane za
      > przejaw postępowości ;)

      Na to juz bwab odpowiedziala Ci bardzo wyczerpujaco.


      Generalnie tekstu nie czytalam, ale wydaje mi sie, ze skoro takie
      felietony powstaja to musi byc na nie popyt.
      • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 18:53
        > Wiesz nawet jesli jest to ekshibicjonizm, to kontrolowany. Nikt nie
        > zmusza Cie do czytania jej wynurzen wiec to chyba ok.

        Tym niemniej chyba mogę mieć jakąś opinię nt. takich felietonów jako pewnego
        zjawiska kulturowego, no nie? No więc, dla mnie jest to zjawisko dziwne...

        > Generalnie tekstu nie czytalam, ale wydaje mi sie, ze skoro takie
        > felietony powstaja to musi byc na nie popyt.

        I to rozwiązuje wszystkie wątpliwości moralne? Ktoś czyta, więc jest
        zapotrzebowanie - i nie można się pozastanawiać nad kondycją kultury, gdzie
        istnieje potrzeba ludzi do czytania raz na tydzień felietonu o czyimś życiu
        erotycznym?
        • kocia_noga Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 19:03
          stephen_s napisał:

          ...wydaje mi sie, ze skoro takie
          > > felietony powstaja to musi byc na nie popyt.
          >
          > I to rozwiązuje wszystkie wątpliwości moralne? Ktoś czyta, więc
          jest
          > zapotrzebowanie - i nie można się pozastanawiać nad kondycją
          kultury, gdzie
          > istnieje potrzeba ludzi do czytania raz na tydzień felietonu o
          czyimś życiu
          > erotycznym?

          To zalezy od modelu etyki , jaki ci bardziej pasuje - albo
          autorytarny-jakaś elita decyduje co jest moralne a co nie, albo
          demokratyczny,opierający się na zaufaniu do ludzi.Jesli jacyś ludzie
          chcą o tym czytać, to widac to im jest potrzebne=dla nich dobre.
          >
          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 19:37
            > To zalezy od modelu etyki , jaki ci bardziej pasuje - albo
            > autorytarny-jakaś elita decyduje co jest moralne a co nie, albo
            > demokratyczny,opierający się na zaufaniu do ludzi.Jesli jacyś ludzie
            > chcą o tym czytać, to widac to im jest potrzebne=dla nich dobre.

            I nie ma nic pośrodku? Albo zgadzamy się na totalny relatywizm, albo opowiadamy
            się za autorytaryzmem?
            • kocia_noga Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 19:41
              Co ma "totalny relatywizm" do tego? Postawa zaufania ludziom,że
              wybiorą to co dla nich dobre, jeśli tylko nikomu nie szkodzą to
              według ciebie "totalny relatywizm"?
              Czy urozmaicone menu w restauracji tez uznasz za przejaw TR? Były
              czasy,że faktycznie jedzenie mogło być obce klasowo i niesłusZne.
              • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 19:52
                > Co ma "totalny relatywizm" do tego? Postawa zaufania ludziom,że
                > wybiorą to co dla nich dobre, jeśli tylko nikomu nie szkodzą to
                > według ciebie "totalny relatywizm"?

                Jeśli kryterium oceny moralnej ma być tylko to, czy ktoś coś uważa za dobre dla
                siebie, to tak, jest to totalny relatywizm.

                > Czy urozmaicone menu w restauracji tez uznasz za przejaw TR?

                Nie, natomiast mam wrażenie, ze Ty postulujesz, żeby w restauracji człowiekowi
                wolno było podać nawet cykutę, jeśli tylko sobie tego zażyczy.
                • kocia_noga Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 19:58
                  stephen_s napisał:

                  > > Co ma "totalny relatywizm" do tego? Postawa zaufania ludziom,że
                  > > wybiorą to co dla nich dobre, jeśli tylko nikomu nie szkodzą to
                  > > według ciebie "totalny relatywizm"?
                  >
                  > Jeśli kryterium oceny moralnej ma być tylko to, czy ktoś coś uważa
                  za dobre dla
                  > siebie, to tak, jest to totalny relatywizm.


                  nadal patrzysz z punktu sędziego moralnego.Istnieje też takie
                  spojrzenie: dobór lektury jest poza moralną oceną, o ile nie
                  rani/szkodzi nikomu.
                  Ty zdaje się masz cenzorskie zapędy.

                  >
                  > > Czy urozmaicone menu w restauracji tez uznasz za przejaw TR?
                  >
                  > Nie, natomiast mam wrażenie, ze Ty postulujesz, żeby w restauracji
                  człowiekowi
                  > wolno było podać nawet cykutę, jeśli tylko sobie tego zażyczy.

                  Nie zauważyłeś tego, co napisałam o szkodzeniu komuś.Zamawiający to
                  też ktoś.A poza tym prawo do samobójstwa to odrębna kwestia, skupmy
                  się na felietonach opisujących czyjeś życie płciowe - czy ma to
                  związek i jaki, z moralnością.
                  >
                  • kocia_noga Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 20:00
                    No i odpowiedz mi: sądzisz,ze ktoś wie lepiej, co dla ludzi dobre i
                    takiego kogos powinni wszyscy słuchać?
                    • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 20:12
                      No nie no, jasne, ze nie... Ale czy to oznacza, że naprawdę wszystko, co ludzie
                      wymyślą, jest dobre?
                      • saszenka2 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 00:47
                        stephen_s napisał:

                        > No nie no, jasne, ze nie... Ale czy to oznacza, że naprawdę
                        wszystko, co ludzie
                        > wymyślą, jest dobre?
                        >

                        Jeśli założymy, że to coś nikomu nie szkodzi, to ocena, czy jest to
                        dobre, czy nie należy do jednostki i jej indywidualnych potrzeb.
                  • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 20:18
                    > nadal patrzysz z punktu sędziego moralnego.

                    No bo rozmawiamy o moralności, nie?

                    Istnieje też takie
                    > spojrzenie: dobór lektury jest poza moralną oceną, o ile nie
                    > rani/szkodzi nikomu.
                    > Ty zdaje się masz cenzorskie zapędy.

                    ALe czy ja coś mówię o cenzurze? Ja się zastanawiam nad moralną oceną istnienia
                    "seksfelietonów", nie nad tym, czy wolno je drukować, czy nie.

                    > Nie zauważyłeś tego, co napisałam o szkodzeniu komuś.Zamawiający to
                    > też ktoś.

                    Pytanie, wedle jakich kryterium ocenimy, co komu szkodzi? Istnieje punkt
                    widzenia, wedle którego seksualny permisywizm właśnie ludziom szkodzi...

                    > A poza tym prawo do samobójstwa to odrębna kwestia, skupmy
                    > się na felietonach opisujących czyjeś życie płciowe - czy ma to
                    > związek i jaki, z moralnością.

                    Ma taki zwiazek, że opisywanie własnego seksu w felietonach (wg mnie
                    przynajmniej) nie jest czymś ani w dobrym guście, ani pożytecznym dla osoby,
                    która pisze. Więc zastanawiam się, czy moralnie takie coś powinno się akceptować
                    - i jak to świadczy o stanie naszego społeczeństwa, że zapotrzebowanie na takie
                    rzeczy istnieje.
                    • kocia_noga Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 20:27
                      stephen_s napisał:

                      > > nadal patrzysz z punktu sędziego moralnego.
                      >
                      > No bo rozmawiamy o moralności, nie?

                      A to nie oznacza wcale sędziowania.


                      > Pytanie, wedle jakich kryterium ocenimy, co komu szkodzi? Istnieje
                      punkt
                      > widzenia, wedle którego seksualny permisywizm właśnie ludziom
                      szkodzi...
                      >

                      Och, wiem! Niestety wiem do bólu.I promowanie zboczeń szkodzi, i
                      przyzwolenie na obrzydlistwa w rodzaju przebieractwa,czy seksu tfu
                      oralnego i innych zboczeń.Znam grupe sędziów moralności bardzo
                      chętnie moralizujących sferę seksu.

                      .
                      >
                      > Ma taki zwiazek, że opisywanie własnego seksu w felietonach (wg
                      mnie
                      > przynajmniej) nie jest czymś ani w dobrym guście, ani pożytecznym
                      dla osoby,
                      > która pisze.

                      Czy w dobrym guscie, to nie wiem, nie czytałam.Ale daję prawo do
                      złego gustu innym ludziom dopóki nie zechcą mi urządzić mieszkania
                      czy życia na swoją modłę.
                      • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 20:43
                        > A to nie oznacza wcale sędziowania.

                        No to jak mam mówić o moralnosci, by jednocześnie nie sędziować?

                        > Znam grupe sędziów moralności bardzo
                        > chętnie moralizujących sferę seksu.

                        No ale jest to jakiś punkt widzenia, nie? Więc teraz się pytam: jak w zasadzie
                        ocenić, co jest moralne, a co nie - jeśli oprzemy sie na zasadzie "wolno
                        wszystko, co nie szkodzi"? Skoro zgody co do tego, co szkodzi, tak naprawdę nie
                        ma? Jeśli wszystko, co nie szkodzi, jest OK, to tak naprawdę przyznajemy, że
                        wszystko, co tylko ludzie zechcą, jest OK. Dlatego taka metoda wartościowania
                        nie wystarcza, IMHO.

                        > Czy w dobrym guscie, to nie wiem, nie czytałam.Ale daję prawo do
                        > złego gustu innym ludziom dopóki nie zechcą mi urządzić mieszkania
                        > czy życia na swoją modłę.

                        Ale w tym momencie odstępujesz od zasady, ze złe jest robienie czegoś, co
                        szkodzi innym. Ja w tym momecnie podnoszę wątpliwość co do długofalowych
                        negatywnych skutków takiego wyciągania seksu ze sfery intymności. I właśnie
                        pytam: może to naprawdę nikomu na zdrowie nie wychodzi i może powinniśmy to
                        oceniać negatywnie? A Ty w tym momencie odpowiadasz, że dopóki Ciebie to nie
                        dotyczy, to wszystko OK...
                        • kocia_noga Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 21:21
                          stephen_s napisał:

                          > > A to nie oznacza wcale sędziowania.
                          >
                          > No to jak mam mówić o moralnosci, by jednocześnie nie sędziować?

                          Możesz np mówić o wartościach,oraz przykładać wartości do
                          rozważanego pzrypadku.Jaką wartość narusza, bądź nie określony
                          przypadek?Nie znam twojego systemu wartości, ani nawet nie wiem,
                          jaką wartośc wg ciebie narusza(jeżeli już) felieton.

                          >
                          > > Znam grupe sędziów moralności bardzo
                          > > chętnie moralizujących sferę seksu.
                          >
                          > No ale jest to jakiś punkt widzenia, nie?
                          No oczywiście, pisałam o tym na samym początku.

                          Więc teraz się pytam: jak w zasadzie
                          > ocenić, co jest moralne, a co nie - jeśli oprzemy sie na
                          zasadzie "wolno
                          > wszystko, co nie szkodzi"?


                          Przecież to chyba jasne - to co nie szkodzi,nie jest naganne
                          moralnie.To co pomaga, jest wartościowe moralnie.

                          Skoro zgody co do tego, co szkodzi, tak naprawdę nie
                          > ma?


                          ???? Nie rozumiem.jakiej zgody?


                          Jeśli wszystko, co nie szkodzi, jest OK, to tak naprawdę
                          przyznajemy, że
                          > wszystko, co tylko ludzie zechcą, jest OK.

                          Nie, skąd taki wniosek?Ludzie chcą rzeczy, które szkodzą i
                          wprowadzanie ich w czyn podlega ocenie etycznej.



                          daję prawo do
                          > > złego gustu innym ludziom dopóki nie zechcą mi urządzić
                          mieszkania
                          > > czy życia na swoją modłę.
                          >
                          > Ale w tym momencie odstępujesz od zasady, ze złe jest robienie
                          czegoś, co
                          > szkodzi innym.


                          W którym miejscu odstępuję? Ktos kto urządza sobie mieszkanie/życie
                          po swojemu robi to, co jemu służy.Urządzając wbrew mojej woli
                          mieszkanie/życie mnie szkodzi mi.


                          Ja w tym momecnie podnoszę wątpliwość co do długofalowych
                          > negatywnych skutków takiego wyciągania seksu ze sfery intymności.
                          I właśnie
                          > pytam: może to naprawdę nikomu na zdrowie nie wychodzi i może
                          powinniśmy to
                          > oceniać negatywnie? A Ty w tym momencie odpowiadasz, że dopóki
                          Ciebie to nie
                          > dotyczy, to wszystko OK...

                          Bzdura, Steph, nie pzrekręcaj i nie mieszaj, prosze.
                          Póki co nikt ci nie pakuje swojej intymności na siłę, więc niczego
                          wbrew twojej woli nie musisz doznawać.
                          Rozumiesz? Jesli ktos czyta/pisze takie felietony i czerpie z tego
                          pożytek, to jest to dobre.
                          A pzrypisywanie mi powyższego twierdzenia jest wręcz paskudne.
                          >
                          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 22:06
                            > Możesz np mówić o wartościach,oraz przykładać wartości do
                            > rozważanego pzrypadku.Jaką wartość narusza, bądź nie określony
                            > przypadek?Nie znam twojego systemu wartości, ani nawet nie wiem,
                            > jaką wartośc wg ciebie narusza(jeżeli już) felieton.

                            OK. Powiedzmy zatem, że naruszaną wartością jest intymność ludzkiej sfery
                            seksualnej...

                            > Przecież to chyba jasne - to co nie szkodzi,nie jest naganne
                            > moralnie.To co pomaga, jest wartościowe moralnie.

                            No tak, ale ja się pytam: CO szkodzi? CO pomaga? Każdy człowiek chyba udzieli tu
                            innej odpowiedzi...

                            > Nie, skąd taki wniosek?Ludzie chcą rzeczy, które szkodzą i
                            > wprowadzanie ich w czyn podlega ocenie etycznej.

                            Tak, ale mało kto chyba chce wprowadzać w czyn coś, o czym wie, że to szkodzi -
                            zwłaszcza jemu samemu? Więc znowu wracamy do pytania - na jakiej podstawie
                            rozstrzygać, co szkodzi i czego nie powinno się robić?

                            > W którym miejscu odstępuję? Ktos kto urządza sobie mieszkanie/życie
                            > po swojemu robi to, co jemu służy.Urządzając wbrew mojej woli
                            > mieszkanie/życie mnie szkodzi mi.

                            Chodziło mi o to, że czyjś "zły gust" (przejawiający się w owych felietonach)
                            może Tobie nie wchodzi z butami w życie, ale może jednocześnie komuś innemu
                            szkodzić.

                            > Rozumiesz? Jesli ktos czyta/pisze takie felietony i czerpie z tego
                            > pożytek, to jest to dobre.

                            ALe może ktos inny czyta i dobrze to na niego nie wpływa?

                            > A pzrypisywanie mi powyższego twierdzenia jest wręcz paskudne.

                            Hmm, nie za bardzo w sumie rozumiem, czym poczułaś się urażona, ale jeśli jednak
                            uraziłem, to szczerze przepraszam.
                        • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 22:59
                          Dla mnie własnie z punktu widzenia moralnosci najlepszym kryterium oceny jest
                          to,czy postępowanie tej osoby narusza wolność innych.
                          Uważam,że człowiek ma prawo szkodzić samemu sobie.Z tego punktu widzenia pisanie
                          seksfelietonów jest moralne, bo nie ma przymusu ich czytania.
                          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:20
                            Hmm... Jest to jakieś podejście...
                          • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:24
                            Ja jestem zwolenniczką takiej koncepcji wolnośći:moja wolność kończy się
                            tam,gdzie zaczyna się wolnośćdrugiego człowieka.I dopiero naruszenie tej granicy
                            jest niemoralne.
                            • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:25
                              Wiesz, kiedyś też byłem zwolennikiem tej teorii, ale ostatnio zaczynam skłaniac
                              się do przekonania, że ona jednak nie wyjaśnia wszystkich problemów etycznych w
                              wystarczający sposób.
                              • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:28
                                Oczywiście, pozostaje problem podmiotowości dziecka.To znaczy kiedy uznajemy
                                dziecko za ową jednostke,której wolności nie wolno naruszać.Ja się skłaniam do
                                uznania magicznej 18, choć to też arbitralnie wyznaczona granica.
                                • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:34
                                  Własnie, sama widzisz, bez arbitralnie ustalonych granic obyć się nie da...

                                  Podrzucam prowokacyjną myśl: czemu zatem w ogóle hierarchii wartości nie ustalić
                                  arbitralnie? Skoro i tak z arbitralności całkiem zrezygnować sie nie da...
                                  • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:40
                                    Dlatego wybieram taką zasadę,która daje maksymalnie dużo wolności jednostce.Nie
                                    da się arbitralnie ustalić hierarchii z jednego prostego powodu: wymaga to
                                    najpierw arbitralnego ustalenia kto narzuca hierarchię, a decyzje o tym trzeba
                                    podjąć arbitralnie itd:)
                                    Poza tym musisz się przygotować na to,ze arbitralnie ustalona hierarchia byłaby
                                    dla ciebie pod względem etycznym nie do przyjecia.Chciałbyś żyć w państwie
                                    islamskim, w którym wartości to reguły Koranu zinterpretowane przez pewną grupę
                                    osób?
                                    • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:47
                                      > Dlatego wybieram taką zasadę,która daje maksymalnie dużo wolności jednostce.Nie
                                      > da się arbitralnie ustalić hierarchii z jednego prostego powodu: wymaga to
                                      > najpierw arbitralnego ustalenia kto narzuca hierarchię, a decyzje o tym trzeba
                                      > podjąć arbitralnie itd:)

                                      Nie no, jasne :) Ale jeśli zgodzimy sie na arbitralną hierarchię wartości, to
                                      też możemy zogdzić się arbitralnie, kto ją ustala...

                                      > Poza tym musisz się przygotować na to,ze arbitralnie ustalona hierarchia byłaby
                                      > dla ciebie pod względem etycznym nie do przyjecia.

                                      Ale zauwaz, że jeśli godzimy się na takie arbitralne ustalenie hierarchii
                                      wartości, to cóż - godzimy się po prostu podporządkować i tyle. Osoba ustalająca
                                      hierarchię "wie lepiej"...
                                      • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:48
                                        ale jak znaleźć tego pierwszergo,który wie lepiej, kto wie lepiej co jest
                                        najlepsze?:)
                                        • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:51
                                          Losować? :)))
                                          • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:55
                                            a jak wybrac tego kto wyciągnie los?:)
                                          • saszenka2 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 01:05
                                            stephen_s napisał:

                                            > Losować? :)))
                                            >
                                            Niepoważnie podchodzisz do problemu. A co jeśli wybierzesz osobę,
                                            która się po prostu do tego nie nadaje? Nie ma ludzi nieomylnych,
                                            czemu mamy żyć według czyjegoś widzimisię? Nasunęło mi się
                                            skojarzenie z moim ulubionym dramatem-"Antygoną". Konflikt pomiędzy
                                            prawem boskim a ludzkim. Ktoś może uznać(ten, którego wylosujesz),
                                            że trzeba zalegalizować np. łapówki, których jesteś przeciwnikiem.
                                            Czy to jest moralne? Każdy ma swoje poczucie moralności i niech tak
                                            pzoostanie, dopóki nie szkodzi innym. Inny problem, jak ustalić, kto
                                            będzie losował?
                • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 22:56
                  Niestety odejście od prawa do wolnego wyboru prowadzi do autorytaryzmu. ciebie
                  niepokoi,że pisze się co tydzień raporty z własnego życia seksualnego, dla kogoś
                  czymś szkodliwym i niepokojącym bedzie to,że dwie kobiety chcą zyć razem, dla
                  jeszcze kogoś innego seks ludz, którzy nie mają ślubu kościelnego.
                  • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:30
                    Z drugiej strony, wartościowanie wszystkiego wyłacznie według prawa każdego do
                    dokonywania wyborów prowadzi do ostrego relatywizmu i sytuacji, kiedy w ogóle
                    nie można niczego ocenić, nie można czegoś nazwać złym itd. Mam wrażenie, że
                    prowadzić to może w ostatecznych rachunku do strasznego cynizmu i hihilizmu...

                    Czasem mam wrażenie, że w społeczeństwie na dłuższą metę relatywizm prowadzi do
                    chaosu - i może po prostu nie ma lewara, dla wspólnego dobra ktoś musi jakaś
                    niepodważalną hierarchię wartości określić?
                    • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:35
                      napisałam ci w innym miejscu jak oceniać co dobre,a co złe.
                      Kto miałby tę niepodważalną hierarchię określać? Dlaczego na przykład ty a nie
                      ja?To oczywiscie tylko przykład.
                      • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:50
                        Widzisz, ale ja nie mówię, że to ja muszę ustalać hierarchię... :)

                        Nie wiem, po prostu życie w totalnie liberalnym społeczeństwie nieco zaczyna
                        mnie czasem przerastać, mam wrażenie. Ja mam potrzebę posiadania pewnego ładu na
                        poziomie moralnym - i żałuję, że nie mogę jakiejś obiektywnej hierarchii
                        wartości odkryć. I tego chyba zazdroszczę konserwatystom: stąłego punktu
                        odniesienia...
                        • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:52
                          ja jestem liberałką i mam ten punkt odniesienia.Kiedy zastanawiam się czy moje
                          postępowanie jest słuszne to rozważam,czy nie naruszam czyjejś wolności, czy
                          kogoś nie krzywdzę.
                          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:54
                            No ale jak uzasadniasz - według wartości liberalnych - czemu wolność jest
                            wartością obiektywną? Przecież wszystko jest relatywne... :\\
                            • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:56
                              bo zawiera w sobie wszystkie inne wartości.
                              • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 23:57
                                Hmmm... No nie wiem :) Ale pomyślę nad tym jutro, bo na razie muszę iść spać...

                                Dobranoc :)
                                • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 00:02
                                  dobranoc i niech ci się przyśni Hierarchia:)
                                  • stephen_s Nie przyśniła się... 28.10.07, 09:40
                                    Swoją drogą, ciekawe, jak taki sen mógłby wyglądać :)))
                              • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 09:45
                                W jakim sensie?
                                • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 09:56
                                  w takim sensie że wolność pozwala ci realizować inne wartości.
                        • sonia1199 Re: Punkt odniesienia? 28.10.07, 20:18
                          stephen_s napisał:

                          > Widzisz, ale ja nie mówię, że to ja muszę ustalać hierarchię... :)
                          >
                          > Nie wiem, po prostu życie w totalnie liberalnym społeczeństwie nieco zaczyna
                          > mnie czasem przerastać, mam wrażenie. Ja mam potrzebę posiadania pewnego ładu n
                          > a
                          > poziomie moralnym - i żałuję, że nie mogę jakiejś obiektywnej hierarchii
                          > wartości odkryć. I tego chyba zazdroszczę konserwatystom: stąłego punktu
                          > odniesienia...
                          >
                          Szczerze polecam Ci taki punkt: Miłuj bliźniego jak siebie samego, nie czyń
                          drugiemu, co Tobie niemiłe - czyli kwintesencja 10-ciu przykazań w najczystszej
                          formie. MIŁOŚĆ BLIŹNIEGO !!!!!!!!
                          • stephen_s Re: Punkt odniesienia? 28.10.07, 20:22
                            Ha, ale rozumiesz, że milość blixniego można rozumieć bardzo różnie? To na tyle
                            ogólna wartość, że można mieć wątpliwości, jak ją realizować...
                            • sonia1199 Re: Punkt odniesienia? 28.10.07, 20:33
                              stephen_s napisał:

                              > Ha, ale rozumiesz, że milość blixniego można rozumieć bardzo różnie? To na tyle
                              > ogólna wartość, że można mieć wątpliwości, jak ją realizować...

                              Tutaj Twój relatywizm wykipiał. MIŁOŚĆ spytaj o znaczenie tego słowa
                              jakakolwiek MATKĘ. Miłość, to NIE ocenianie i sądzenie, ale dawanie i pomaganie.
                              Widze, że słowo relatywizm Cie fascynuje. A generalnie, zauwazyłam, że ludzkość
                              się dzieli na 2 kategorie, które mozna porównać do zawodów prawniczych. Jedni
                              nadają się (są mentalnie) "prokuratorami" a inni "obrońcami". Cieszę sie, że
                              należe do tych drugich. A do której grupy Ty, myślisz, że należysz? Pytanie
                              skierowane jest do wszystkich. Pomyślcie nad tym.
                              • stephen_s Re: Punkt odniesienia? 28.10.07, 20:38
                                > Tutaj Twój relatywizm wykipiał. MIŁOŚĆ spytaj o znaczenie tego słowa
                                > jakakolwiek MATKĘ.

                                Po pierwsze: czemu nie pytać o to ojców? Co to za seksizm, hę? ;))

                                Po drugie: matki miłość rozumieją też bardzo różnie.

                                > Widze, że słowo relatywizm Cie fascynuje.

                                A owszem.

                                A generalnie, zauwazyłam, że ludzkość
                                > się dzieli na 2 kategorie, które mozna porównać do zawodów prawniczych. Jedni
                                > nadają się (są mentalnie) "prokuratorami" a inni "obrońcami". Cieszę sie, że
                                > należe do tych drugich. A do której grupy Ty, myślisz, że należysz?

                                Mając te dwie możliwości do wyboru, jednak wybiorę "obrońcę"...
                                • sonia1199 Re: Punkt odniesienia? 28.10.07, 20:48
                                  stephen_s napisał:

                                  > > Tutaj Twój relatywizm wykipiał. MIŁOŚĆ spytaj o znaczenie tego słowa
                                  > > jakakolwiek MATKĘ.
                                  >
                                  > Po pierwsze: czemu nie pytać o to ojców? Co to za seksizm, hę? ;))
                                  >
                                  > Po drugie: matki miłość rozumieją też bardzo różnie.
                                  >
                                  > > Widze, że słowo relatywizm Cie fascynuje.
                                  >
                                  > A owszem.
                                  >
                                  > A generalnie, zauwazyłam, że ludzkość
                                  > > się dzieli na 2 kategorie, które mozna porównać do zawodów prawniczych. J
                                  > edni
                                  > > nadają się (są mentalnie) "prokuratorami" a inni "obrońcami". Cieszę sie,
                                  > że
                                  > > należe do tych drugich. A do której grupy Ty, myślisz, że należysz?
                                  >
                                  > Mając te dwie możliwości do wyboru, jednak wybiorę "obrońcę"...
                                  >
                                  To nie kwestia wyboru, tlko osobowości i wrażliwości. Ty, szczególnie, nie
                                  wyglądasz mi na obrońcę (ale to MOJA opinia). Zacząłes swoje wypowiedzi od
                                  oskarżeń, tego "obrońcy" nigdy nie robią. Twój wybór, by sie postawić po stronie
                                  "obrońców" jest oportunistyczny. Wiesz, (jestes na tyle inteligentny) że nikt
                                  nie lubi prokuratorów. A wiec dokonałaś WYBORU i to dośc populistycznego. Ja
                                  widzę w Tobie typowego prokyratora. A jeszcze na dokładkę, manipulatora, który
                                  chce sie (lub wmawia sobie) przedstawić z "lepszej strony". Ale to Twój wybór. I
                                  na szczescie w demokracji mamy takie wybory i dzięki za to historii.
                                  • stephen_s Re: Punkt odniesienia? 28.10.07, 20:53
                                    > To nie kwestia wyboru, tlko osobowości i wrażliwości. Ty, szczególnie, nie
                                    > wyglądasz mi na obrońcę (ale to MOJA opinia).

                                    Myślę, że jednak trochę źle mnie oceniasz :)

                                    Zacząłes swoje wypowiedzi od
                                    > oskarżeń, tego "obrońcy" nigdy nie robią.

                                    Ludzkie osobowości są nierzadko złożone, wiesz.

                                    > Twój wybór, by sie postawić po stroni
                                    > e
                                    > "obrońców" jest oportunistyczny. Wiesz, (jestes na tyle inteligentny) że nikt
                                    > nie lubi prokuratorów. A wiec dokonałaś WYBORU i to dośc populistycznego.

                                    Wiesz, mam wrażenie, że jakbym Ci zalinkował inne moje dyskusje z innych forów,
                                    to... trochę byś się zdziwiła.
                                    • sonia1199 Re: Punkt odniesienia? 28.10.07, 21:00
                                      stephen_s napisał:
                                      > to... trochę byś się zdziwiła.
                                      >
                                      Ja bazuje na TEJ dyskusji. Opieram swoją opinie na Twoich wypowiedziach teraz i
                                      tutaj. Polemizuje z Tobą w oparciu o te dane. Nie znam Cie i ty mnie. Może to
                                      dobrze a może źle - nie bedziemy tego oceniać. Z szacunkiem. Ona
                                • sonia1199 Re: Punkt odniesienia? 28.10.07, 20:50
                                  jednak wybiorę "obrońcę"...
                                  >
                                  Cyt>: "gwiazdy nade mna i prawo moralne WE MNIE" polecam. Kant
        • evita_duarte Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 20:54
          stephen_s napisał:

          > > Wiesz nawet jesli jest to ekshibicjonizm, to kontrolowany. Nikt
          nie
          > > zmusza Cie do czytania jej wynurzen wiec to chyba ok.
          >
          > Tym niemniej chyba mogę mieć jakąś opinię nt. takich felietonów
          jako pewnego
          > zjawiska kulturowego, no nie? No więc, dla mnie jest to zjawisko
          dziwne...

          Mowilam to raczej w kontrascie do innego ekshibicjonizmu, kiedy to
          pan pokazuje swe wdzieki bezx przyzwolenia osob ogladajacych.


          >
          > > Generalnie tekstu nie czytalam, ale wydaje mi sie, ze skoro takie
          > > felietony powstaja to musi byc na nie popyt.
          >
          > I to rozwiązuje wszystkie wątpliwości moralne? Ktoś czyta, więc
          jest
          > zapotrzebowanie - i nie można się pozastanawiać nad kondycją
          kultury, gdzie
          > istnieje potrzeba ludzi do czytania raz na tydzień felietonu o
          czyimś życiu
          > erotycznym?
          >

          I tu sie roznimy. Dopoki ktos nie robi krzywdy drugiej osobie to nie
          powionna nikogo obchodzic jego moralnosc. Wiesz filozofowie
          klasyczni zastanawiali sie nad moralnoscia i etyka i jakos nie
          wymyslili niczego, co moznaby uznac za uniwersalne. Kim zatem ja
          jestem zeby swoja moralnosc na innych rozciagac. Jakos nie wyobrazam
          sobie nikogo postulujacego: zabrnic palenia, a jest ono o wiele
          bardziej szkodliwe niz seksualne felietony.
          • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 21:08
            > Mowilam to raczej w kontrascie do innego ekshibicjonizmu, kiedy to
            > pan pokazuje swe wdzieki bezx przyzwolenia osob ogladajacych.

            A, no w tym sensie to masz rację. Ale przecież słowo "ekshibicjonizm" używane
            jest w kontekście tych felietonów w innym znaczeniu...

            > I tu sie roznimy. Dopoki ktos nie robi krzywdy drugiej osobie to nie
            > powionna nikogo obchodzic jego moralnosc.

            Zależy, co przez to rozumiesz... Oczywiście, ja też nie mówię, żeby takich
            felietonów zakazać. Co mówię, to to, że mam wrażenie, ze są one symptomem
            stosunku do seksu w naszej kulturze, który to stosunek budzi moje wątpliwości. I
            naprawdę nie wiem, czy to całe wyzwolenie seksualne nie wyjdzie nam kiedyś bokiem...
            • kocia_noga Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 21:28
              stephen_s napisał:

              mam wrażenie, ze są one symptomem
              > stosunku do seksu w naszej kulturze, który to stosunek budzi moje
              wątpliwości.
              > I
              > naprawdę nie wiem, czy to całe wyzwolenie seksualne nie wyjdzie
              nam kiedyś boki
              > em...
              >
              Tego nikt nie wie, świat toczy się swoim torem.Ja widze dobre strony
              i dostrzegam też to,że wyzwolenie może być użyte w złych celach, jak
              wszystko.
              Samo w sobie natomiast wg mnie nie jest moralne-ani dobre ani
              złe.Będzie takie, kiedy się z tego zrobi użytek dla, lub przeciwko
              drugiemu człowiekowi.
        • saszenka2 Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 00:40
          stephen_s napisał:

          > > Wiesz nawet jesli jest to ekshibicjonizm, to kontrolowany. Nikt
          nie
          > > zmusza Cie do czytania jej wynurzen wiec to chyba ok.
          >
          > Tym niemniej chyba mogę mieć jakąś opinię nt. takich felietonów
          jako pewnego
          > zjawiska kulturowego, no nie? No więc, dla mnie jest to zjawisko
          dziwne...
          >
          > > Generalnie tekstu nie czytalam, ale wydaje mi sie, ze skoro takie
          > > felietony powstaja to musi byc na nie popyt.
          >
          > I to rozwiązuje wszystkie wątpliwości moralne? Ktoś czyta, więc
          jest
          > zapotrzebowanie - i nie można się pozastanawiać nad kondycją
          kultury, gdzie
          > istnieje potrzeba ludzi do czytania raz na tydzień felietonu o
          czyimś życiu
          > erotycznym?
          >

          Ludzie mają różnorodne potrzeby. Wielu z nich interesuje się życiem
          innych ludzi, czego najlepszym dowodem są tabloidy i programy typu
          reality show. Dopóki obie strony się na to zgadzają, jest okej i nic
          nam do tego. Jeśli są osoby, które chcą się dzielić swoimi
          seksualnymi preżyciami i są ludzie, którzy lubią to czytać, to jest
          okej. Nikt nikogo nie zmusza, nie poniża, nie krzywdzi.
    • gassda Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 27.10.07, 17:59
      Drogie użytkowniczki tego forum i drodzy użytkownicy - nie macie
      mniej oklepanych (to nie jest aluzja do klepania damskich
      pośladków :-) ) tematów?

      Seks zajmuje mniej niż 1% czasu życia człowieka, ale tu bez przerwy
      o tym. Czyżby paniom feministkom aż tak seksu brakowało?
      No bo o jedzeniu mówią najwięcej głodni, najedzony do przesady o
      jedzeniu nie chce słyszeć...

      -----------------
      Seksmisja:
      "Wiem! Wiem! Sfiksowałyście boście chłopa dawno nie miały! Chłopa
      wam trzeba! Sam siądę!"
      • marla66 Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 27.10.07, 21:59
        gassda napisał:

        > Drogie użytkowniczki tego forum i drodzy użytkownicy - nie macie
        > mniej oklepanych (to nie jest aluzja do klepania damskich
        > pośladków :-) ) tematów?
        >
        > Seks zajmuje mniej niż 1% czasu życia człowieka, ale tu bez przerwy
        > o tym. Czyżby paniom feministkom aż tak seksu brakowało?

        > No bo o jedzeniu mówią najwięcej głodni, najedzony do przesady o
        > jedzeniu nie chce słyszeć...
        >
        > -----------------
        > Seksmisja:
        > "Wiem! Wiem! Sfiksowałyście boście chłopa dawno nie miały! Chłopa
        > wam trzeba! Sam siądę!"



        seks to super temat.
        Stephen wyraźnie temat podtrzymuje bo już nie może wytrzymać:DDD
        A propos, seks w wielu wypadkach, np moich zajmuje 20% czasu mojego życia więc
        wypraszam sobie...

        Stephen! co mnie obchodzi Twoje CV! W ogole nie na temat!
        pozdrawiam!
        • stephen_s Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 27.10.07, 22:07
          > Stephen! co mnie obchodzi Twoje CV! W ogole nie na temat!

          Zaraz, jakie CV..??? Nie rozumiem...
          • marla66 Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 27.10.07, 22:48
            stephen_s napisał:

            > > Stephen! co mnie obchodzi Twoje CV! W ogole nie na temat!
            >
            > Zaraz, jakie CV..??? Nie rozumiem...
            >


            W sensie..co mnie obchodzi jakie masz doświadczenie..do czego się odnosisz..być
            może odnosisz się do jakiś własnych przeżyć..

            pozdrawiam gorąco i ekshibicjonistycznie
            • stephen_s Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 27.10.07, 23:11
              > W sensie..co mnie obchodzi jakie masz doświadczenie..do czego się odnosisz..być
              > może odnosisz się do jakiś własnych przeżyć..

              Ciągle nie rozumiem..? O którym fragmencie wątku teraz mówisz?
        • gassda Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 28.10.07, 08:15
          marla66 napisała:

          > A propos, seks w wielu wypadkach, np moich zajmuje 20% czasu
          mojego życia więc wypraszam sobie...

          20 procent????
          Czyli przy codziennym wychodzi prawie 5 godzin dziennie. A ponieważ
          codziennie się nie da (wyjazdy, partner się naprał, itp.) - to Ty
          jesteś po prostu nimfomanką :-)
        • gassda Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 28.10.07, 20:28
          marla66 napisała:

          > A propos, seks w wielu wypadkach, np moich zajmuje 20% czasu
          mojego życia więc
          > wypraszam sobie...

          20 procent doby to niecałe pięć godzin. Do tego nie zawsze da się
          codziennie seks uprawiać - a to ważny egzamin, a to partner się
          naprał lub boli go głowa, a to samotny wyjazd...
          Czyli w dniu, w którym uprawiasz seks, przeznaczasz nań jakieś 7 do
          dziesięciu godzin - toż to czysta nimfomania :-)


          P.S. Serwer wam nawala, musiałem powtórzyć ten wpis do marli66, bo
          znikł.
      • bitch.with.a.brain Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 27.10.07, 22:51
        najwyraźniej tobie najbardziej brakuje w zyciu feministki bo tylko o tym
        piszesz:)A my tu o seksie rzadko piszemy.Tylko niejaki Kaleson o miniówkach sie
        rozpisuje
        • gassda Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 28.10.07, 08:10
          bitch.with.a.brain napisała:

          > najwyraźniej tobie najbardziej brakuje w zyciu feministki bo tylko
          o tym piszesz

          Tylko o tym piszę na tym forum.
          Bo tylko o tym z Tobą da się gadać - przecież znudzony feminizmem
          proponowałem Ci dyskusję o dziwozwierzu delphinusie, ale Ty nie
          podjęłaś tematu...
          • bitch.with.a.brain Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 28.10.07, 09:35
            najwyraźniej brakuej ci feministki i dziwozwierza delphinusa.:)eż dość
            ograniczony zakres...Zreszt ą ktoś kto nie chce rozmiawiać o feministkach nie
            przychodzi na forum na którym rzekomo tylko o tym da się gadać.
            • gassda Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 28.10.07, 20:49
              bitch.with.a.brain napisała:

              > najwyraźniej brakuej ci feministki i dziwozwierza delphinusa.:)

              I milionów innych tematów, o których mógłbym z feministką pogadać,
              gdyby ta miała cosik do powiedzenia.

              >Zresztą ktoś kto nie chce rozmiawiać o feministkach nie przychodzi
              na forum na którym rzekomo tylko o tym da się gadać.

              Nie chce rozmawiać o feministkach, tylko chce porozmawiać z
              feministkami. Pochodzę z normalnej rodziny, chodziłem do normalnych
              szkół i żadnej feministki nie spotkałem. Zatem chciałbym lepiej
              poznać, cóż to za dziwo, rozmaite egzotyczne monstra zawsze mnie
              fascynowały - a to smoki, a to tyranozaury, a to dziwozwierz
              delphinus, a to strzygi, a to feministki.


              • bitch.with.a.brain Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 28.10.07, 21:33
                Niestety pewnie się rozczarujesz.Feministki specjalnie egzotyczne nie są.A o
                czym chcesz porozmawiać?co cię interesuje?Poza monstrami oczywiście
                • gassda Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 29.10.07, 19:19
                  Jam ci człek renesansu, mam rozległe zainteresowania.
                  Skoro dziwozwierz delphinus nie okazał się godny Twej uwagi -
                  zaproponuj Ty temat dyskursu.
              • saszenka2 Re: Zieeeeeeeeewaaaaaam..... 29.10.07, 20:38
                gassda napisał:

                > bitch.with.a.brain napisała:
                >
                > > najwyraźniej brakuej ci feministki i dziwozwierza delphinusa.:)
                >
                > I milionów innych tematów, o których mógłbym z feministką pogadać,
                > gdyby ta miała cosik do powiedzenia.
                >

                > >Zresztą ktoś kto nie chce rozmiawiać o feministkach nie
                przychodzi
                > na forum na którym rzekomo tylko o tym da się gadać.
                >
                > Nie chce rozmawiać o feministkach, tylko chce porozmawiać z
                > feministkami. Pochodzę z normalnej rodziny, chodziłem do
                normalnych
                > szkół i żadnej feministki nie spotkałem. Zatem chciałbym lepiej
                > poznać, cóż to za dziwo, rozmaite egzotyczne monstra zawsze mnie
                > fascynowały - a to smoki, a to tyranozaury, a to dziwozwierz
                > delphinus, a to strzygi, a to feministki.
                Co to znaczy "normalnej"? Ilu ludzi tyleż definicji "normalnych"
                i "nienoramalnych" cech, zachowań? Czyżbyś feministki traktował jako
                jakieś "nienormalne" zjawy, głupie, niemogące dorównać Ci w
                dyskusji? Z Twoich postów bije jakaś nienawiść do kobiet.
                Najwyraźniej masz z tym problem, skoro swoje projekcje i żale
                wylewasz na forum w formie mniej lub bardziej zawoalowanej. Czy
                fakt, iż proponowane przez Ciebie tematy nas nie interesują,
                oznacza, że nie mamy nic mądrego do powiedzenia? Nie wiem, czy
                zauważyłeś, ale to jest forum dotyczące feminizmu, a tyranozaurów. W
                Internecie z pewnością znajdziesz parę stron poświęconych
                krasiejowskim dinozaurom i swoim zainteresowaniom. Tam też być może
                znajdziesz rozmówców. Masz pretensje o to, że na forum
                feministycznym rozmawia się o feminizmie. To tak, jakby mieć
                pretensje, że gazeta motoryzacyjna pisze o samochodach. Skoro Ty tu
                przyszedłeś, to dostosuj się do tutejszych realiów, a nie żądaj od
                nas, żebyśmy dostosowywały się do Twoich wymagań. Jak nie chcę
                czytać o Kościele, to po prostu nie wchodzę na forum katolickie,
                gdzie wszyscy debarują nt. wiary. Sam zapewne znasz feministki,
                czego dowodem jest Twoja pogarda wobec feministek, którą ukazujesz
                na tym forum. Skoro masz z tym taki problem, to coś musi być na
                rzeczy.
                >
                >
    • bene_gesserit Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 27.10.07, 21:30
      Zupelnie nie rozumiem, czego sie tu czepiac.
      Opowiesci o podrywach w gronach meskich istnialy od stuleci - od
      dziesiecioleci zaistnialy w gronach damskich. Celebrities z checia
      wyznaja szczegoly swojego pozycia, lacznie z niby to skradzionymi
      zapisami cyfrowymi miodowych miesiacow albo innych niemiodowych
      figli. To sie sprzedaje we wspolczesnej kulturze - bo ludzie to
      kupuja, albo - dlatego ludzie to kupuja.

      Noi oczywiscie, ze istnieja meskie odpowiedniki takich rubryk, skad
      pomysl, ze ich nie ma?
    • cartahena Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 01:05
      Nie czytalam wszystkich wypowiedzi, ale zgadzam sie z wiekszoscia
      tego, co na pisal stephen_s.
      Oczywiscie, ze wystepowanie "na rurze" jest dla kobiety
      upokarzajace i nie ma co do tego dopisywac teorii, ze ona "lubi sie
      facetom podobac". Gdyby tak naprawde lubila, to by nie brala za to
      pieniedzy.

      A co do pisania artykulow przez felietonistke o swoich przezyciach
      seksulanych, no coz... a kogo to obchodzi? To sa sprawy intymne i
      niech lepiej takimi pozostana. Oczywiscie, inaczej sprawa sie ma,
      jesli chodzi o literature wyzszych lotow....
      • bene_gesserit Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 01:46
        cartahena napisała:

        > Nie czytalam wszystkich wypowiedzi, ale zgadzam sie z wiekszoscia
        > tego, co na pisal stephen_s.
        > Oczywiscie, ze wystepowanie "na rurze" jest dla kobiety
        > upokarzajace i nie ma co do tego dopisywac teorii, ze ona "lubi
        sie
        > facetom podobac".

        Tak, kobiety to wieczne ofiary, cierpietnice przesladowane przez
        system...
        Jak mnie irytuje niemoznosc wyjscia poza te optyke!

        Upokorzenie to nie jest cos, co sie bierze z powietrza. Osoba A moze
        upokorzyc osobe B tylko w takim stopniu, w jakim osoba B do tego
        dopusci. Ludziom udawalo sie ocalic godnosc w o wiele bardziej
        ekstremalnych sytuacjach, niz bar go-go. Jesli dziewczyna za
        pokazanie cyckow i pol godziny wygibasow bierze niezla kase i smieje
        sie ze sliniacych sie frajerow, ktorzy moga sobie na nia tylko
        popatrzec, to naprawde nie ona jest w tej sytuacji upokarzana.

        Gdyby tak naprawde lubila, to by nie brala za to
        > pieniedzy.

        Zdarzylo mi sie w zyciu dostawac forse za robienie tego, co lubie,
        dlatego dziwi mnie tego typu opinia.

        > A co do pisania artykulow przez felietonistke o swoich przezyciach
        > seksulanych, no coz... a kogo to obchodzi?

        Setki tysiecy ich czytelnikow?

        To sa sprawy intymne i
        > niech lepiej takimi pozostana.

        Nie wiem, czy zauwazylas, ale w dzisiejszych czasach intymnosc
        najlepiej sie sprzedaje.

        Oczywiscie, inaczej sprawa sie ma,
        > jesli chodzi o literature wyzszych lotow....

        A - czyli jak wyzszych, to mozna sprzedac?
        • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 09:49
          > Upokorzenie to nie jest cos, co sie bierze z powietrza. Osoba A moze
          > upokorzyc osobe B tylko w takim stopniu, w jakim osoba B do tego
          > dopusci. Ludziom udawalo sie ocalic godnosc w o wiele bardziej
          > ekstremalnych sytuacjach, niz bar go-go. Jesli dziewczyna za
          > pokazanie cyckow i pol godziny wygibasow bierze niezla kase i smieje
          > sie ze sliniacych sie frajerow, ktorzy moga sobie na nia tylko
          > popatrzec, to naprawde nie ona jest w tej sytuacji upokarzana.

          Absolutnie się z tym nie zgadzam.

          > Nie wiem, czy zauwazylas, ale w dzisiejszych czasach intymnosc
          > najlepiej sie sprzedaje.

          I to jest właśnie w dzisiejszych czasach chore...
          • bene_gesserit Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 10:34
            stephen_s napisał:

            > Absolutnie się z tym nie zgadzam.

            No to napisz, z czym sie w takim razie zgadzasz.

            > > Nie wiem, czy zauwazylas, ale w dzisiejszych czasach intymnosc
            > > najlepiej sie sprzedaje.
            >
            > I to jest właśnie w dzisiejszych czasach chore...

            Mozna sie obrazac na rzeczywistosc, ale to nic nie da. Imo lepiej z
            tej sytuacji - skoro jest - wyciagnac to, co dobre, zamiast cmoktac
            z oburzeniem.
            • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 11:16
              > No to napisz, z czym sie w takim razie zgadzasz.

              Z tym odwracaniem przez Ciebie sytuacji... Z tym wnioskiem, że kobieta tańczy na
              rurze, ale śmieje się z facetów na nią się gapiacych i jeszcze bierze od nich
              pieniądze - więc to ona ich poniża, nie oni ich. Sorry, dla mnie to jest
              racjonalizacja. Dokładnie na tej samej logice można uzasadnić dawne
              patriarchalne stosunki w społeczeństwie: kobiety nie miały prawa głosu itd.?
              Ależ nic złego się nie działo, przecież one tylko tak wmanewrowały mężczyzn, by
              oni je utrzymywali, a same nie musiały przejmować odpowiedzialności...

              > Mozna sie obrazac na rzeczywistosc, ale to nic nie da.

              Wiesz, jakby dwieście lat temu kobiety postanowiły "nie obrażać się na
              rzeczywistość", to do dzisiaj kobiety nie miałyby równych praw.
              • bene_gesserit Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 12:32
                stephen_s napisał:

                > > No to napisz, z czym sie w takim razie zgadzasz.
                >
                > Z tym odwracaniem przez Ciebie sytuacji... Z tym wnioskiem, że
                kobieta tańczy n
                > a
                > rurze, ale śmieje się z facetów na nią się gapiacych i jeszcze
                bierze od nich
                > pieniądze - więc to ona ich poniża, nie oni ich. Sorry, dla mnie
                to jest
                > racjonalizacja.

                To nie jest zadne 'odwracanie sytuacji' - to jest proba spojrzenia z
                innej perspektywy, tak bardzo ci obca. Zaloz przez chwile (wiem, ze
                to dla ciebie trudne, ale moze jednak nie niemozliwe), ze tarcerki
                rurowe nie czuja upokorzenia. Kto w takiej sytuacji jest upokorzony -
                one, ktore go nie czuja, czy ci faceci, ktorzy maja z tego tyle, ze
                moga sobie popatrzec i ewentualnie zmarszczyc freda przy
                wspomnieniach?
                Dla mnie zreszta sytuacja, w ktorej nikt nie jest upokorzony, tez
                jest do przyjecia.

                Dokładnie na tej samej logice można uzasadnić dawne
                > patriarchalne stosunki w społeczeństwie: kobiety nie miały prawa
                głosu itd.?
                > Ależ nic złego się nie działo, przecież one tylko tak wmanewrowały
                mężczyzn, by
                > oni je utrzymywali, a same nie musiały przejmować
                odpowiedzialności...

                Bzdury. Nikt nikogo nie manewrowal - tamte porzadki wynikaly z
                trudnych warunkow zycia - ani kobiety nie mialy wyboru roli zyciowej
                ani mezczyzni. Porownanie jest bez sensu i manipulanckie.

                >
                > > Mozna sie obrazac na rzeczywistosc, ale to nic nie da.
                >
                > Wiesz, jakby dwieście lat temu kobiety postanowiły "nie obrażać
                się na
                > rzeczywistość", to do dzisiaj kobiety nie miałyby równych praw.

                Jest roznica miedzy 'obrazaniem sie' a 'zmiana'. Roznica ta polega
                na tym, co sie zrobi z uczuciem niezgody na cos, co istnieje.
                • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 12:43
                  > To nie jest zadne 'odwracanie sytuacji' - to jest proba spojrzenia z
                  > innej perspektywy, tak bardzo ci obca. Zaloz przez chwile (wiem, ze
                  > to dla ciebie trudne, ale moze jednak nie niemozliwe), ze tarcerki
                  > rurowe nie czuja upokorzenia.

                  No dobra, powiem coś potencjalnie oburzającego: jeśli tancerka rurowa nie czuje
                  upokorzenia, to jest to bardzo dziwne, bo ona powinna czuć upokorzenie. Bo w
                  takiej sytuacji JEST upokarzana.

                  Przez analogie: jeśli ktoś by mnie lał po twarzy, a ja nie czułbym się bity, to
                  czy byłaby to moja własna swoista perspektywa, wybór - czy też powiedziałabyś,
                  że to jednak coś nie tak ze mną jest?
                  • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 12:46
                    mylisz emocje i fakty.Bicie jest faktem.ale emocje w tej sytuacji bedą różne.
                    Ja na przykład czuję się upokorzona w takich sytuacjach,w ktorych wiele osób
                    odczuwa coś zupełnie innego.
                  • bene_gesserit Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 13:30
                    stephen_s napisał:

                    > No dobra, powiem coś potencjalnie oburzającego: jeśli tancerka
                    rurowa nie czuje
                    > upokorzenia, to jest to bardzo dziwne, bo ona powinna czuć
                    upokorzenie. Bo w
                    > takiej sytuacji JEST upokarzana.

                    Takie sa byc moze intencje A. Ktore spala na panewce, jesli B tak
                    sie nie poczuje. Ma sie tak poczuc dlatego, ze powinien? Oczywiscie,
                    wiele osob moze tak zrobic - poczuje sie upokarzanymi, bo z kultury
                    wie, ze tak powinny sie poczuc. Sa jednak osoby, ktore nie czuja
                    tego, co 'powinny'.

                    Pomysl o ekstremalnych sytuacjach, typu np obozy koncentracyjne, w
                    ktorych bylo mnostwo upodlenia i tego upodlenia sie poddawaniu. Byli
                    jednak ludzie - glodzeni, bici, poddawani okrutnym praktykom -
                    ktorzy byli w stanie ocalic wlasna godnosc nawet w tych warunkach.

                    Eleanor Roosevelt powiedziala kiedys: 'No one can make you feel
                    inferior without your consent.' i to jest swieta prawda.

                    > Przez analogie: jeśli ktoś by mnie lał po twarzy, a ja nie czułbym
                    się bity, to
                    > czy byłaby to moja własna swoista perspektywa, wybór - czy też
                    powiedziałabyś,
                    > że to jednak coś nie tak ze mną jest?

                    Mozesz czuc bol ale nie musisz sie czuc upokorzony.
                    • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 14:18
                      > Takie sa byc moze intencje A. Ktore spala na panewce, jesli B tak
                      > sie nie poczuje. Ma sie tak poczuc dlatego, ze powinien?

                      No dobrze, ale czy to, że ktoś nie czuje się upadlany, to automatycznie upadlany
                      nie jest? Myślę, że inaczej rozumiemy "upodlenie" - dla Ciebie to stan ducha,
                      dla mnie zdarzenie, sytuacja, która człowieka upadla - niezależnie od tego, co
                      on sam czuje.

                      > Mozesz czuc bol ale nie musisz sie czuc upokorzony.

                      Chodziło mi o to, że jak osobę A bije osoba B, to obiektywnie rzecz biorac,
                      osoba A jest bita i raniona - niezależnie od tego, że ona sama może psychicznie
                      wznieść się ponad to i powiedzieć, że ból jej nie przeszkadza. W sensie
                      subiektywnym więc ból po niej "spływa", ale obiektywnie i tak ból jest jej zadawany.

                      Tak samo, kobieta na rurze może nie czuć upokorzenia, ale obiektywnie jest to
                      sytuacja, gdzie zostaje ona upokorzona.
                      • bene_gesserit Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 14:28
                        Z pwn:
                        upokorzenie «uczucie poniżenia, wstydu; też: to, co kogoś poniża,
                        obraża»
                        upokorzyć — upokarzać «poniżyć kogoś, urazić czyjąś godność»


                        Czyli jesli nie czujesz sie upokorzony, to nie jestes upokorzony,
                        chociaz sytuacja mogla byc w czyims zamysle upokarzajaca. Nie chodzi
                        o stan ducha, ale o konkretna emocje. Jesli jej nie czujesz, to jej
                        nie czujesz, jak rany.
                        • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 14:39
                          > Czyli jesli nie czujesz sie upokorzony, to nie jestes upokorzony,
                          > chociaz sytuacja mogla byc w czyims zamysle upokarzajaca.

                          Hm. Czyli, przez analogię - jeśli ktoś za moimi plecami się ze mnie śmieje, to
                          nie jestem wyśmiewany, dopóki się o tym nie dowiem?
                          • bene_gesserit Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 21:26
                            'Wysmiewanie' nie dzieje sie wglab ciebie, tak jak dzieje
                            upokarzanie. Jesli ktos cie wysmiewa moze w tobie wzbudzic cos w
                            srodku (agresje, politowanie albo uczucie upokorzenia). Jesli ktos
                            cie probuje upokorzyc, to nie upokorzy, dopoki ty tego upokorzenia
                            nie poczujesz. Slowo 'wysmiewac sie' jest slowem, ktore nazywa pewna
                            czynnosc - slowo 'upokarzac' okresla emocje, co ci udowodnilam,
                            cytujac slownikowa definicje - w zludnej nadziei, ze pojmiesz.
                            eot, bo naprawde ile mozna
        • cartahena Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 20:54
          Nie chodzi mi o to wcale, ze kobiety to cierpietnice. Podejrzewam
          tylko, ze wielu paniom, gdyby zaproponowac wystepowanie przy rurze z
          darmo, to by sie nie zgodzily. Wiekszosc z nich to robi wlasnei dla
          pieniedzy, a nie dlatego, ze sa ekshibicjonistkami. Chyba tym razem
          wyrazilam sie jsno?
          Poza tym dla mnie upokarzajace jest zarowno wystepowanie jak i
          ogladanie takich pokazow. I wcale nie mialabym ochoty ogladac
          Chippendales'ow, mimo, ze to przystojniaki sa.
          Troche mnie dziwi, ze Wy dziewczyny tak uparcie bronicie tancow na
          rurze. Przeciez feministki walcza przeciwko pornografii, a takie
          tance w pewnym stopniu maja cos wspolnego z pornografia.
          Nie przemawia do mnie argument, ze felietonami tej pani
          zainteresowane jest iles tam czytelnikow. Dawniej ludzie masowo
          ogladali publiczne egzekucje. I czy by to znaczylo, ze nalezy takie
          zwyczaje nadal kultywowac?
          Ta pani robi tez to dla pieniedzy: sprzedaje swoja intymnosc. I mnie
          sie to nie podoba. Chyba moze mi sie cos nie podobac w czyims
          zachowaniu? Czy postepowcy tego tez zakazali?
          • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 21:36
            Tak samo jak co co lubią pisać pewnie nei zgodziliby się na wydanie ksiązki za
            darmo.
            Mylisz dwie rzeczy:robić coś za pieniądze i dla pieniędzy.
            Mnóstwo ludzi wykonuje nudną,biurową pracę dla pieniędzy.Tak samo jak wiele osób
            robi coś co lubi za pieniądze.

            Poza tym feministki nie walczą z pornografią.Tylko niektóre.Pomylilaś feministki
            z wszechpolkami:)

            A czy ja gdzieś napisałam,że jest zakazane,żeby się coś komuś nie podobało?
          • kocia_noga Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 29.10.07, 08:50
            cartahena napisała:

            > Poza tym dla mnie upokarzajace jest zarowno wystepowanie jak i
            > ogladanie takich pokazow. I wcale nie mialabym ochoty ogladac
            > Chippendales'ow, mimo, ze to przystojniaki sa.

            Ale też nikt ciebie do tego nie zmusza,nie zabraniaj więc innym
            tego, co tobie nie pasuje-mnóstwo kobiet ogląda tańczące ciacha i ma
            z tego satysfakcję.


            > Nie przemawia do mnie argument, ze felietonami tej pani
            > zainteresowane jest iles tam czytelnikow. Dawniej ludzie masowo
            > ogladali publiczne egzekucje.

            Dzisiaj też, i to znacznie więcej.Oglądamy śmierć na zywo wTV,
            kinie , prasie.
            • cartahena Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 29.10.07, 09:18
              kocia_noga napisała:

              > cartahena napisała:
              >
              > > Poza tym dla mnie upokarzajace jest zarowno wystepowanie jak i
              > > ogladanie takich pokazow. I wcale nie mialabym ochoty ogladac
              > > Chippendales'ow, mimo, ze to przystojniaki sa.
              >
              > Ale też nikt ciebie do tego nie zmusza,nie zabraniaj więc innym
              > tego, co tobie nie pasuje-mnóstwo kobiet ogląda tańczące ciacha i ma
              > z tego satysfakcję.

              Alez ja nikomu nie zabraniam. Tylo dlaczego sie potem dziwimy uprzedmiotowieniu
              kobiet, skoro same chcemy ogladac "ciacha".

              >
              > > Nie przemawia do mnie argument, ze felietonami tej pani
              > > zainteresowane jest iles tam czytelnikow. Dawniej ludzie masowo
              > > ogladali publiczne egzekucje.
              >
              > Dzisiaj też, i to znacznie więcej.Oglądamy śmierć na zywo wTV,
              > kinie , prasie.

              No tak, tylko czesto jest to nam narzucane (np. w wiadomosciach tv), a nie
              chodzimy na specjalnie zorganizowane egzekucje. Mam nadzieje, ze tak jest w
              cywilizowanym swiecie. A ogladanie filmikow z obcinania glowy ludziom nie jest
              powszechnie pochwalane.
              Jesli chodzi o kino, to jest to fikcja, ale i tak osoby wrazliwe unikaja film
              epatujacych przemoca.

              Ta dyskusja, wg mnie, tez dotyczy poziomu wrazliwosci.
              • stephen_s Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 29.10.07, 10:59
                > Alez ja nikomu nie zabraniam. Tylo dlaczego sie potem dziwimy uprzedmiotowieniu
                > kobiet, skoro same chcemy ogladac "ciacha".

                Dokładnie...
      • bitch.with.a.brain Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 12:11
        Trzeba być bardzo bezkrytycznym żeby dawać sobie prawo do oceny tego,co w
        jakiejś sytuacji mają czuć ludzie.
        Poza tym jeśli kobieta czuje się w takiej sytuacji upokorzona,to moze przyczyną
        jest własnie powszechne przekonanie,że tak powinna się czuć.
        Nie neguję oczywiście takich kobiecych doświadczeń, znam kobiety,ktore tego typu
        wystepy przeżyły jako upokorzenie.znam tez takie, ktore miały zupełnie inne uczucia.
        Nie widzę podstaw, by dac sobie prawo do oceniania ich emocji, dzielenia ich na
        własciwe i niewłasciwe.

        A to co piszesz o braniu pieniędzy to kompletna bzdura!
        Czy dziennikarz,który lubi pisac powinien robić to za darmo? Cóż złego,że ktoś
        pracuje i zarabia robiąc to co lubi?
    • sir.vimes Zgadzam się z Ariel Levy. nt 28.10.07, 08:44
      • kocia_noga Zagrożenie 28.10.07, 10:25
        związane z w/w felietonami może wynikac ze strachu przed badaniem
        własnej seksualności.Dotychczas było,że grupa arbitrów moralizowała
        zachowania seksualne i tabuizowała je.Grupa reprezentowała wyłącznie
        męskie interesy, tak, jak je pojmowała, tzn nie było tabu ani
        moralnie naganne korzystanie z zamtuzów,literatura opisująca
        uprzedmiotowienie kobiet.
        Tabu były takie aspekty męskiej seksualności jak: skłonności
        homoseksualne,onanizm,brak partnerki czy partnera seksualnego.
        Jeśli coraz to nowa osoba ujawnia się ze swoim życiem seksualnym, to
        może się budzić lęk,że kiedyś ktoś przyjdzie i spyta: a jak z tym
        jest u ciebie?
        Poza tym fakt,ze kobieta zwierza się ze swoich doznań seksualnych
        odbiera monopol na pokazywanie całej sprawy z punktu widzenia
        mężczyzny - to jest dopiero przerażające!
        Nie ironizuję,albo jeśli, to tylko troszke.Lęk wisi w
        powietrzu.Wiele osób wybiera schorzałych seksualnie moralizatorów-
        ucieczkę lękających się, ale ten powrót już nie jest bezpieczny, za
        dużo się stało, nie da się zamknąc oczu i udawać,ze odkrywanie sfery
        seksualnej jest "niemoralne" a krzywdzenie drugiego człowieka - nie
        musi.Coraz więcej głosu maja ludzie dotychczas bezkarnie krzywdzeni
        i nie da się już udawać, w każdym razie nie tak komfortowo,że nic im
        się nie dzieje, bo o moralności de3cyduje jakaś mniej lub bardziej
        samozwańcza elita.
        • stephen_s Re: Zagrożenie 28.10.07, 11:11
          > Jeśli coraz to nowa osoba ujawnia się ze swoim życiem seksualnym, to
          > może się budzić lęk,że kiedyś ktoś przyjdzie i spyta: a jak z tym
          > jest u ciebie?

          No nie no. Ja nie mam lęku przed analizowaniem mojego życia seksualnego... w
          stosownym ku temu miejscu, rzecz jasna.

          > Poza tym fakt,ze kobieta zwierza się ze swoich doznań seksualnych
          > odbiera monopol na pokazywanie całej sprawy z punktu widzenia
          > mężczyzny - to jest dopiero przerażające!

          No, to to mnie na pewno nie dotyczy.
          • kocia_noga Re: Zagrożenie 28.10.07, 11:14
            Ja nie piłam do ciebie, tylko wyobraziłam sobie np przedstawiciela
            MW, i co jemu mogłoby przeszkadzać.
            • sir.vimes Re: Zagrożenie 28.10.07, 11:18
              Wątpie by statystycznemu chłopcu z MW przeszkadzało wyznanie tego typu jak z
              przywoływanego artykułu.
              • kocia_noga Re: Zagrożenie 28.10.07, 11:58
                sir.vimes napisała:

                > Wątpie by statystycznemu chłopcu z MW przeszkadzało wyznanie tego
                typu jak z
                > przywoływanego artykułu.

                A ja jestem pewna,zeby przeszkadzało.Im przeszkadza w ogole
                jawnośc.Przeszkadza im też aktywnośc i autonomicznośc kobiet.
                Przecież to oni atakuja maszerujące lesbijki i gejów.
                Gej pisarz,aktor, ksiądz czy dziennikarz bluzgający nienawiścia do
                kobiet im nie wadzi,nie chcą wiedzieć nic o jego orientacji.Jesli
                się im powie,ze poniża kobiety i jest gejem, to odpowiedź jest mniej
                więcej taka: X - gejem? to oszczerstwo, to prawdziwy patriota.
                Wyznania kobiet na temat ich seksualności pzreszkadzają im,
                jaknajbardziej.Zauwaz,że używają sfery seksualnej jako narzędzia
                obelg w stosunku do kobiet.Kobieta ma milczec i wstydzić się,ze jest
                seksualna.
                • sir.vimes Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:12
                  Kobieta ma milczec i wstydzić się,ze jest
                  > seksualna.

                  To z jednej strony.
                  A z drugiej strony burdele itp opierają się miedzy innymi na możliwości
                  posłuchania wyznań tego typu.
                  Seks felieton o tym czy lubi się czy nie "ssać członek" nie zmieni podejścia
                  przeciętnych chłopców z MW do kobiecej seksualnosci czy czegokolwiek. Są to
                  takie same wyznania jak wyznania ze stron xxxx , które ci chłopcy pilnie
                  podczytują w necie.
                  taka "redaktorka" IMo spełnia w piśmie tą smą rolę co cycata dziewczyna na
                  ostatniej stronie niektórych dzienników. Nie przeszkadza - przeciez taj jak w
                  całej "idei" prostytucji wiekszości klientów nie chodzi o to by prostytukę
                  zgwałcić tylko o to by udawała, że seks z klientem sprawia jej przyjemnośc. Tak
                  samo w zdjęciu biuściastej dziewczyny nie chodzi o to, że sie ją wbrew jej woli
                  podglada tylko, że ona lubi ten biust pokazać , o iluzję, że chce by ten
                  konkretny Henio czy Zenek na nią patrzył. To, że mamy do czynienia z tekstem
                  zamiast obrazka IMo nic nie zmienia.
                  • sir.vimes Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:15
                    A, i z tych samych przyczyn analogia dziewczyny robiącej striptiz na rurze do
                    ekshibicjonisty w parku wydaje mi się nie trafiona (ktoś w wątku taką analogię
                    przywołał).
                    Ekshibicjonista w parku obnaża się kiedy ON chce, przed kim chce i gdzie chce.
                    • bitch.with.a.brain Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:19
                      To nie była taka analogia.Chodziło mi o to,ze mimo różnych realizacji motywacja
                      może być taka sama.Choć oczywiscie tancerka go go nie narusza niczyjej wolności,
                      bo ogląda ją ten kto chce.
                    • kocia_noga Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:21
                      sir.vimes napisała:

                      > A, i z tych samych przyczyn analogia dziewczyny robiącej striptiz
                      na rurze do
                      > ekshibicjonisty w parku wydaje mi się nie trafiona (ktoś w wątku
                      taką analogię
                      > przywołał).
                      > Ekshibicjonista w parku obnaża się kiedy ON chce, przed kim chce i
                      gdzie chce.


                      Zara zara.Ekshibicjonista musi się strzec policji i ukrywac przed
                      ludźmi.Tancerka go-go pracuje legalnie i może jawnie mówić o swojej
                      pracy, w dodatku zarabia niezłe pieniądze często mając marne
                      kwalifikacje.To ma być gorsze?
                      Sama znałam kobiety, które marzyły o tym,żeby zatańczyć seksualny
                      taniec, odkryć się w ten sposób wobec najaranych samców.Być tą ,no,
                      boginią seksu.
                      Niektóre robią z tego zawód albo pzrygodę życiową,tam nie pracują
                      same cierpiętnice.
                      • sir.vimes Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:29
                        tam nie pracują
                        > same cierpiętnice.

                        Oczywiście, że tak.

                        • sir.vimes Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:30
                          I naprawdę nie o to mi chodzi by udowadniać , ze wszystkie striptizerki są
                          uciśnione.

                      • stephen_s Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:29
                        > Niektóre robią z tego zawód albo pzrygodę życiową,tam nie pracują
                        > same cierpiętnice.

                        I znowu wyjdzie ze mnie konserwa, ale naprawdę szlag mnie trafia na myśl, że
                        ktoś może chcieć uprawiać taki zawód... Nie oznacza to, że potępiam kogoś
                        takiego jako osobę - ale nie ma lewara, by zaakceptował tego typu wybór.
                        • bitch.with.a.brain Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:32
                          a właściwie dlaczego przeszkadzają ci czyjeś potrzeby?Przecież one nie mają
                          żadnego wpływu na twoje życie.
                          • bene_gesserit Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:35
                            Przylaczam sie do pytania, bo moim zdaniem trafia w sedno: dlaczego?
                        • sir.vimes A ja mogę jak najbardziej 28.10.07, 13:05
                          zaakceptować fakt, ze niektórzy ludzie chcą byc oglądani czy pisać o swoich
                          erotycznych przeżyciach.
                          Ale - striptizerka nie jest zatrudniana ze względu na swoja chęć rozbierania się
                          tylko przede wszystkim ze względu na warunki fizyczne które czynią to
                          rozbieranie przyjemnym dla innych.
                          Nie jest ani żadną nowością ani "pokazywaniem kobiecej perspektywy" pozwalanie
                          by młody "kociak" rozbierał sie i wypowiadał o pozycjach jakie lubi.
                          • bitch.with.a.brain Re: A ja mogę jak najbardziej 28.10.07, 13:08
                            przyjemne jest samo to,że kobieta się rozbiera.To mit,że striptizerki są
                            ładniejsze czy zgrabniejsze niż przeciętna kobieta.Cellulit, rozstępy, blizny
                            czy obwisły biust w niczym nie przeszkadzają.Tak naprawdę liczy się własnei chęć
                            rozbierania.
                            • sir.vimes Re: A ja mogę jak najbardziej 28.10.07, 13:16
                              Hmmm, naprawdę?

                              Zresztą, jasne, ze striptizerki to nie tylko dwudziestolatki z idealnie zgrabnym
                              ciałem ale - nie chodzio samą chęć rozbierania się . Warunki fizyczne to
                              niekoniecznie idealne ciało - ale np. gracja. Cellulit, rozstępy czy blizny -
                              można do pewnego stopnia ukryć światłem, pudrem, biżuterią... Nie przypadkiem
                              jednak nie jest to zawód na całe życie, nawet dla chcących (choć na pewno są
                              wyjątki).
                              Ekshibicjonistka w barze go-go ma być przyjemnym produktem, towarem atrakcyjnym
                              dla klienta, ekshibicjonista w parku nie kłopocze się tym aspektem swojego
                              ekshibicjonizmu.
                              • bitch.with.a.brain Re: A ja mogę jak najbardziej 28.10.07, 13:20
                                Owszem,striptizerka ma być atrakcyjnym towarem,ale w tym przypadku o
                                atrakcyjności przesądza zrzucanie ubrań.Nie mówię oczywiście o rewiach,gdzie są
                                pióra, bizuteria i układy taneczne.
                                Zwyczajny striptiz wygląda tak,że wchodzi dziewczyna, wygina się niekoniecznie w
                                rytm muzyki, podciąga na rurce, zjeżdża z niej i zdejmuje majtki:)Nie ma żadnego
                                pudru.Oczywiscie wiek jest pewnym ograniczeniem,ale raczej jest to granica 40
                                niż 25.
                  • kocia_noga Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:17
                    Ok, no dobra.Ale co w tym złego tak na prawdę?Chłopak z MW jak się
                    naogląda pornoli, poczuje się może pewniej i radykalizm mu zelżeje,
                    kto wie?
                    • bene_gesserit Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:37
                      Niekoniecznie chodzi o cos takiego.
                      Jesli za 'normalne', 'ludzkie' i 'nieszkodliwe' tego typu zachowania
                      bedzie uznawac coraz wiecej ludzi, MW po prostu sie rozplynie w
                      powietrzu, poniewaz ich poglady beda przez coraz wieksza grupe
                      uznawane za 'faszystowskie' i 'szkodliwe'.
                      Oni istnieja, bo maja jakiestam poparcie w spoleczenstwie.
          • bene_gesserit Re: Zagrożenie 28.10.07, 11:16
            stephen_s napisał:

            > No nie no. Ja nie mam lęku przed analizowaniem mojego życia
            seksualnego... w
            > stosownym ku temu miejscu, rzecz jasna.

            Mozna zapytac, co to jest to 'stosowne miejsce' - i znowu opowiesz o
            sobie. A rzecz w tym, ze komus innemu twoje stosowne miescje moze
            sie wydawac miejscem niestosownym. Czyje stosowne miejsce jest
            stosowniejsze?
            • stephen_s Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 11:25
              No dobra, to mnie złapałaś na tym, co Kocia nazwałaby autorytaryzmem moralnym.
              Bo widzisz, akurat w tej kwestii uważam, że to, co ja uznaję za stosowne miejsce
              na mówienie o seksie, nie jest dla mnie tylko "moim" stosownym miejscem - ale
              uważam, że jest to stosowne miejsce dla wszystkich. I nie umiem zaakceptować, że
              dla kogoś innego właśnie publiczne obnażanie sie z takimi wyznania może być
              stosowne. To nie powinno być stosowne dla nikogo...
              • kocia_noga Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 11:46
                stephen_s napisał:

                > No dobra, to mnie złapałaś na tym, co Kocia nazwałaby
                autorytaryzmem moralnym.


                Ja się nie wkurzę! Właśnie dlatego,że daję ci prawo do wyboru.
                I nie chcę,żebyś się czuł przyłapany.Masz prawo do swoich
                poglądów.Tak ja uważam, a dodatkowo uważam,że ja mam prawo do
                własnych.
                • stephen_s Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 12:23
                  Hmmm, w pewnym sensie sam siebie przyłapałem na czymś, czego się nie
                  spodziewałem - i dlatego się skonfundowałem... Bo generalnie od dawna starałem
                  się mieć takie podejście, jak Ty - że swoboda wyboru, każdy decyduje za siebie
                  itd. Ale ostatnio jakoś... coraz mi trudniej taki punkt widzenia uznać. Po
                  prostu nie mogę się zgodzić, że w każdej sytuacji jest to podejście odpowiednie.
                  Są dla mnie standardy, które są niepodważalne i które wyborowi nie podlegają.
                  Może jestem konserwą, ale sfera seksu do nich należy...
                  • bitch.with.a.brain Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 12:25
                    ale dlaczego właściwie przeszkadza ci,że ktoś lubi praktyki seksualne których ty
                    nie lubisz?
                    Ja też się dziwię,że kogoś może podniecać zabawa odchodami,ale nie budzi to
                    mojego sprzeciwu.
                    tak samo jak to,że nie jem selera i od samego zapachu mam mdłości nie wywołuje u
                    mnie potrzeby wprowadzenia regulacji spożycia selera:)
                    • stephen_s Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 12:27
                      > ale dlaczego właściwie przeszkadza ci,że ktoś lubi praktyki seksualne których t
                      > y
                      > nie lubisz?

                      To nie jest kwestia praktyk, których po prostu"nie lubię" - ja te praktyki
                      negatywnie moralnie oceniam.
                      • bitch.with.a.brain Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 12:30
                        I o to mi własnie chodzi!dlaczego własciwie uważasz,że to powinno być moralnei
                        wartościowane?Ja praktyki seksualne wartościuję w bardzo prosty sposób: ok jest
                        to co dotyczy osób dorosłych i dzieje się za zgodą wszystkich uczestników.Cała
                        reszta to już są oceny estetyczne.
                        • stephen_s Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 12:39
                          Czemu? Nie wiem. Po prostu tak czuję :)
                          • bene_gesserit Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 12:50
                            stephen_s napisał:

                            > Czemu? Nie wiem. Po prostu tak czuję :)

                            I to by bylo wszystko, jesli chodzi o poglebiony wglad studentow
                            psychologii :)

                            (Imo w twoim 'po prostu tak czuje' miesci sie osobowosc, w ktorej
                            dominuje wewnetrzny rodzic, a nie wewnetrzny dorosly.)
                            • stephen_s Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 12:57
                              A co to ma wspólnego z wglądem? Raczej odwołałbym się tutaj do Hume'a, który
                              twierdził, że tak naprawdę wartościowanie moralne opiera się na emocjach, nie
                              tylko rozumie. Moim zdaniem zawsze analizując nasz stosunek do czegokolwiek, w
                              pewnym momencie rozbijemy się o to, ze pewne rzeczy "czujemy" tak lub inaczej.
                              Nie wszystko da się uzasadnić...
                              • kocia_noga Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 12:58
                                stephen_s napisał:

                                > A co to ma wspólnego z wglądem? Raczej odwołałbym się tutaj do
                                Hume'a, który
                                > twierdził, że tak naprawdę wartościowanie moralne opiera się na
                                emocjach, nie
                                > tylko rozumie. Moim zdaniem zawsze analizując nasz stosunek do
                                czegokolwiek, w
                                > pewnym momencie rozbijemy się o to, ze pewne rzeczy "czujemy" tak
                                lub inaczej.
                                > Nie wszystko da się uzasadnić...
                                >

                                Od czasów Hume'a upłynęło sporo wody w Wiśle.
                              • bitch.with.a.brain Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 13:00
                                problem w tym,że ty byś chciał żeby czucie jednej, przypadkowej osoby stało się
                                czuciem obowiązującym wszystkich
                                • stephen_s Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 13:03
                                  Złośliwie zapytam: co w tym złego? :)
                                  • bitch.with.a.brain Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 13:09
                                    ja po prostu nie lubię hipokryzji.Cóż, tak czuję;)
                                    a hipokryzją jest domaganie się narzucenia własnej subiektywnej wizji pod
                                    pretekstem walki z subiektywizmem.
                                    • stephen_s Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 14:19
                                      Ha! A co, jeśli subiektywnie czuję, że coś jest obiektywnie takie a nie inne? ;)
                              • bene_gesserit Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 13:46
                                stephen_s napisał:

                                > A co to ma wspólnego z wglądem?
                                (...)
                                > Nie wszystko da się uzasadnić...

                                Nie chodzi o uzasadnienie, ale - w twoim przypadku - brak checi jego
                                odszukania. Widac tu naprawde spory opor. 'po prostu tak czuje'. Tym
                                dziwniejszy, ze przeciez studia psycholo sa tak naprwde paroletnia
                                jazda wglab siebie, wiec w zasadzie autoanalizę powinienes jesc na
                                sniadanie. Gdybym np ja u siebie doszla do takiego punktu, w ktorym
                                bym stwierdzila 'ze tak mam bo tak', to by mi sie zapalila czerwona
                                lampka. Potraktuj to jako forumowa radę, z ktora zrobisz, co
                                zechcesz :)

                                Raczej odwołałbym się tutaj do Hume'a, który
                                > twierdził, że tak naprawdę wartościowanie moralne opiera się na
                                emocjach, nie
                                > tylko rozumie. Moim zdaniem zawsze analizując nasz stosunek do
                                czegokolwiek, w
                                > pewnym momencie rozbijemy się o to, ze pewne rzeczy "czujemy" tak
                                lub inaczej.

                                Nie trzeba Hume'a, zeby uznac, ze nasz stosunek do swiata opiera sie
                                na afekcie, na pierwszym, w 99% zautomatyzowanym odruchu 'lubie-nie
                                lubie' czy 'podoba mi sie- nie podoba'.

                                Ale nie calkiem w tym rzecz: mi sie wiele rzeczy moze nie podobac,
                                ale to nie oznacza, ze odmawiam komukolwiek prawa do robienia tego.
                                To, co mi sie podoba, nie musi sie podobac innym i na odwrot. A ty
                                przez wieksza czesc tego watku i watku o Abby Lee probujesz
                                udowodnic, ze twoje jest lepsze, wiec powinno obowiazywac. A jesli
                                nie twoje jest lepsze, to w kazdym razie jakies jest lepsze, i
                                powinno obowiazywac. Stanowczo mi sie to kojarzy z zamieszaniem w
                                miedzy Wewnetrznym Rodzicem a Wewnetrznym Dzieckiem - przy
                                calkowicie nieobecnym Doroslym. Co jest, chlopaki - zwiazaliscie i
                                zakneblowaliscie go przy zabawie w Indian?
                                • stephen_s Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 14:12
                                  > Nie chodzi o uzasadnienie, ale - w twoim przypadku - brak checi jego
                                  > odszukania.

                                  No dobra, czekaj. O uzasadnienie mojego stosunku do czego w tym momencie pytacie?

                                  > To, co mi sie podoba, nie musi sie podobac innym i na odwrot. A ty
                                  > przez wieksza czesc tego watku i watku o Abby Lee probujesz
                                  > udowodnic, ze twoje jest lepsze, wiec powinno obowiazywac.

                                  Zależy, w jakim sensie mówisz o obowiązywaniu... Ja przecież nie mówię, by
                                  zakazywać czegokolwiek prawem. Natomiast cieszyłbym się, jakby więcej osób
                                  myslało jak ja...

                                  Stanowczo mi sie to kojarzy z zamieszaniem w
                                  > miedzy Wewnetrznym Rodzicem a Wewnetrznym Dzieckiem - przy
                                  > calkowicie nieobecnym Doroslym.

                                  To znaczy?
                                  • bene_gesserit Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 21:54
                                    Poczytaj sobie sam o analizie transakcyjnej, musisz to miec w
                                    notatkach, bo nie wierze, zescie tego nie brali. I jeszcze o
                                    systemie terapii Wewnetrznego Dziecka, jesli uda ci sie znalezc
                                    materialy. Albo sie zapisz na jakas terapie?
                                    • stephen_s Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 21:56
                                      > Poczytaj sobie sam o analizie transakcyjnej, musisz to miec w
                                      > notatkach, bo nie wierze, zescie tego nie brali.

                                      Mieliśmy, ale to było w sumie już z 6 lat temu, wiec nie pamiętam dokładnie.
                                      Poza tym, jestem ciekaw, co Ty konkretnie myślisz...

                                      > I jeszcze o
                                      > systemie terapii Wewnetrznego Dziecka, jesli uda ci sie znalezc
                                      > materialy. Albo sie zapisz na jakas terapie?

                                      No, teraz to czuję się naprawdę personalnie atakowany...
                            • kocia_noga Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 12:57
                              bene_gesserit napisała:

                              >
                              > (Imo w twoim 'po prostu tak czuje' miesci sie osobowosc, w ktorej
                              > dominuje wewnetrzny rodzic, a nie wewnetrzny dorosly.)


                              Albo rodzic zmieniający się w dziecko.Analiza transakcyjna dobrze to
                              tłumaczy.
                              • bene_gesserit Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 13:38
                                Rzeczywiscie - raczej dziecko, mimo wszystko. Bo niby to rodzic
                                domaga sie posluszenstwa, ale to dziecko chce, zeby caly swiat byl
                                nim.
                                • stephen_s No no, tylko bez argumentów ad personam ;)) (n/t) 28.10.07, 13:44

                      • kocia_noga Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 12:34
                        stephen_s napisał:

                        > > ale dlaczego właściwie przeszkadza ci,że ktoś lubi praktyki
                        seksualne któ
                        > rych t
                        > > y
                        > > nie lubisz?
                        >
                        > To nie jest kwestia praktyk, których po prostu"nie lubię" - ja te
                        praktyki
                        > negatywnie moralnie oceniam.
                        >


                        Kiedyś bywałam na czacie dla róznych seksualnych odmieńców.Kilka
                        razy pogadałam sobie np z koprofilem.Opisywał mi dokładnie swoje
                        akcje, albo tylko fantazje, a kontakt z nim i rozmowy o innych
                        sprawach pozwoliły oswoić się z nim jako człowiekiem mającym równe z
                        e mną prawa.Nie odbyłabym stosunku kałowego z nim czy bez niego, ale
                        nie napluje na takich gosci, ani na miłosników rajstop tak na
                        przykład.
                        Może pogadaj z innymi ludźmi to nabędziesz więcej zrozumienia?
                        • bene_gesserit Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 12:40
                          He, ja tez bywalam. To byly bardzo fajne, ciekawe rozmowy. Stef -
                          polecam, niezla akademia seksualnej demokracji.
                          • saszenka2 Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 29.10.07, 20:58
                            bene_gesserit napisała:

                            > He, ja tez bywalam. To byly bardzo fajne, ciekawe rozmowy. Stef -
                            > polecam, niezla akademia seksualnej demokracji.
                            Ja również niegdyś odbyłam parę ciekawych rozmów. Muszę przyznać, że
                            były bardzo twórcze, poszerzające horyzonty. Mogę nie być
                            zwolenniczką takiej, a nie innej sposobu zaspokojenia potrzeb
                            seksualnych, ale nie mam prawa potępiać innych. Te rozmowy były
                            naprawdę wzbogacające. Polecam każdemu, który pragnie spojrzeć na
                            pewne kwestie z innej perspektywy.
                            • bene_gesserit Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 29.10.07, 21:13
                              Ja tam daje sobie prawo do potepiania innych - nic nie poradze ze
                              mam takie a nie inne uczucia. Ale niekoniecznie musze je
                              werbalizowac, bo to moja sprawa i moj problem, jesli mam z czyms
                              problem.

                              Noi wlasnie - takie rozmowy, cale tamto doswiadczenie licznych,
                              intensywnych kowersacji ze 'zbokolami', jak kazde doswiadczenie
                              innosci daje mozliwosc _poznania_ a wiec czasem i _zrozumienia_.
                              Wlasnie o tym jest ten watek - o tym, ze jesli sie robi miejsce dla
                              Innego, nie powinno sie go zajmowac soba i swoim systemem wartosci.
                              • stephen_s Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 29.10.07, 21:37
                                Podsumowując, Bene, wg Ciebie jestem po prostu nietolerancyjny, tak..?
                    • saszenka2 Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 20:09
                      bitch.with.a.brain napisała:

                      > ale dlaczego właściwie przeszkadza ci,że ktoś lubi praktyki
                      seksualne których t
                      > y
                      > nie lubisz?
                      > Ja też się dziwię,że kogoś może podniecać zabawa odchodami,ale nie
                      budzi to
                      > mojego sprzeciwu.
                      > tak samo jak to,że nie jem selera i od samego zapachu mam mdłości
                      nie wywołuje
                      > u
                      > mnie potrzeby wprowadzenia regulacji spożycia selera:)
                      >

                      Dziwię się, że niektórzy uważają, że posiedli patent na nieomylność
                      i wiedzą lepiej, co ktoś powinien robić, myśleć, czuć, kiedy
                      powinien czuć się upokorzony etc. Irytuje mnie, że ktoś chce innym
                      mówić, co mają robić, bo jemu to nie pasuje, choć to, co robi ktoś
                      inny, nie ma żadnego wpływu na jego życie. Nie lubię facetów w
                      dredach, ale nie latam za nimi na ulicy z misją obcinania dredów.
                      Nienawidzę kawy i pietruszki, na sam zapach, szukam łazienki, ale
                      nie postuluję zakazu sprzedaży kawy i pietruszki. Nie znoszę
                      sukienek, ale nie robię manifestacji antysukienkowych. Nie podoba mi
                      się "Nie" Urbana, więc go nie czytuję. Nie przepadam za jazzem, więc
                      nie kupuję płyt jazzowych. Może Ci się nie podobać pisanie
                      seksfelietonów, nie musisz ich czytać. Dbaj o swoją moralność, a nie
                      cudzą. Niechaj każdy uprawia swój ogródek.
                      • stephen_s Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 20:27
                        Zauważ, że ja nie postuluję, by ZAKAZAĆ seksfelietonów. Ja tylko mówię, że dla
                        mnie jest nie do pomyślenia, że można takie coś pisać - i nie umiem przejść nad
                        nimi do porządku dziennego na zasadzie "Każdy niech robi to, co lubi".
                        Powtarzam, nie mówię o zakazach! Ale chyba wolno mi uznać, że robienie czegoś
                        przez ludzi jest błędem?
                        • sonia1199 Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 20:36
                          stephen_s napisał:

                          > Zauważ, że ja nie postuluję, by ZAKAZAĆ seksfelietonów. Ja tylko mówię, że dla
                          > mnie jest nie do pomyślenia, że można takie coś pisać - i nie umiem przejść nad
                          > nimi do porządku dziennego na zasadzie "Każdy niech robi to, co lubi".
                          > Powtarzam, nie mówię o zakazach! Ale chyba wolno mi uznać, że robienie czegoś
                          > przez ludzi jest błędem?
                          >

                          Lepij by to zabrzmiało, gdybyś powiedział: uważam to za błąd, brzmi mniej
                          prokuratorsko i świadczy, że jest to TWOJA opinia a nie osądzanie w kategoriach
                          absolutnych.
                          • stephen_s Re: Kocia się wkurzy, ale to powiem... 28.10.07, 20:42
                            > Lepij by to zabrzmiało, gdybyś powiedział: uważam to za błąd, brzmi mniej
                            > prokuratorsko i świadczy, że jest to TWOJA opinia a nie osądzanie w kategoriach
                            > absolutnych.

                            Mam wrażenie, ze trochę tu już wchodzimy w kwestei formalne...
        • sir.vimes Re: Zagrożenie 28.10.07, 11:17
          "ze odkrywanie sfery
          seksualnej "

          Zgadzam się z każdym twoim słowem ale nie uważam, że każdy tekst czy obraz
          poruszający temat seksu jest "odkrywaniem" czy jakims wartościowym
          spostrzeżeniem. Moze być zwyczajną pornografią przebraną za literatuę czy dokument.

          • kocia_noga Re: Zagrożenie 28.10.07, 11:23
            sir.vimes napisała:

            > "ze odkrywanie sfery
            > seksualnej "
            >
            > Zgadzam się z każdym twoim słowem ale nie uważam, że każdy tekst
            czy obraz
            > poruszający temat seksu jest "odkrywaniem" czy jakims wartościowym
            > spostrzeżeniem. Moze być zwyczajną pornografią przebraną za
            literatuę czy dokum
            > ent.
            >

            To tez może być wartosciowe poznawczo.
            • sir.vimes Re: Zagrożenie 28.10.07, 11:25
              Zapewne.
              • sir.vimes Re: Zagrożenie 28.10.07, 11:27
                O ile dysponuje sie możliwością (wypływającą np. z edukacji) zauważenia , że to
                mistyfikacja. Że pornografia przepbrana za np. literaturę nadal jest
                pornografią. Jeżeli się tą możliwością nie dysponuje - to już wartościowe
                poznawczo nie jest.
                • bene_gesserit Re: Zagrożenie 28.10.07, 12:42

                  Znowu: nikt nikogo do czytania nie zmusza, nie trzeba nawet kupowac
                  tej gazety, jesli sie nie chce miec finansowego udzialu w 'takich
                  rzeczach'.
                  • sir.vimes Re: Zagrożenie 28.10.07, 14:07
                    Hm, trochę nie na temat mi odpowiedziałaś.

          • piekielnica1 Re: Zagrożenie 28.10.07, 13:40
            > ale nie uważam, że każdy tekst czy obraz
            > poruszający temat seksu jest "odkrywaniem" czy jakims wartościowym
            > spostrzeżeniem.

            ale literatura gdzie autor pisal "...i posiadl ja", a ona myslala w
            tym czasie o "Bogu, Ojczyznie", lub zwyczjnie "koncz waszsc,
            oszczedz wstydu" chyba jednak nie dawala rzeczywistego obrazu zycia
            w tej sferze.
            • sir.vimes Re: Zagrożenie 28.10.07, 14:10
              Nie wiem, możliwe , ze w sumie tak - bo całkiem realne jest , że w czasie seksu
              z nieatrakcyjnym, wybranym przez rodziców mężem , mysli się o "Ojczyźnie".
              Zresztą, motyw myślenia w czasie seksu z niepożądaną juz osobą, o zakupach czy
              rachunkach pojawia sie i we współczesnej literaturze.

              > ale literatura gdzie autor pisal "...i posiadl ja", a ona myslala w
              > tym czasie o "Bogu, Ojczyznie", lub zwyczjnie "koncz waszsc,
              > oszczedz wstydu"
              • piekielnica1 Re: Zagrożenie 28.10.07, 15:37
                > Zresztą, motyw myślenia w czasie seksu z niepożądaną juz osobą,
                > o zakupach czy rachunkach pojawia sie i we współczesnej
                > literaturze.

                Podczas satysfakcjonujacego seksu nie sposob myslec o tych
                przyziemnych sprawach.
                • sir.vimes Re: Zagrożenie 28.10.07, 16:41
                  Własnie o tym piszę- że i teraz i kiedyś (sądzę , że kiedyś częściej) zdarzał
                  się seks z osobą , której się nie pożąda...
    • bene_gesserit Abby Lee i Stefan 28.10.07, 11:07
      Taka sama dyskusje, z podobnymi wnioskami i postawa Stefa odbylismy
      jakis czas temu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=53721048&v=2&s=0
      • kocia_noga Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 11:26
        Hmm... czyli książka Andermanna nie, a wyznania kobiet-
        tak.Oczywiście A. pisał o bohaterze fikcyjnym, wiem, wiem.IMO
        dokładnie tak samo jak dyskutowane autorki,dla mnie to identyvczna
        literacka kreacja, cokolwiek przyszpilonego słowem to już niecałkiem
        rzeczywistość.
        • bene_gesserit Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 12:57
          kocia_noga napisała:

          > Hmm... czyli książka Andermanna nie, a wyznania kobiet-
          > tak.Oczywiście A. pisał o bohaterze fikcyjnym, wiem, wiem

          Nie rozumiem

          > IMO
          > dokładnie tak samo jak dyskutowane autorki,dla mnie to identyvczna
          > literacka kreacja, cokolwiek przyszpilonego słowem to już
          niecałkiem
          > rzeczywistość.

          Jakby sztuka byla zyciem, to by nie byla sztuka, no jasne.
          • kocia_noga Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 13:02
            bene_gesserit napisała:

            > kocia_noga napisała:
            >
            > > Hmm... czyli książka Andermanna nie, a wyznania kobiet-
            > > tak.Oczywiście A. pisał o bohaterze fikcyjnym, wiem, wiem
            >
            > Nie rozumiem

            No Steph na książkę Abby Lee i felieton nieznanej mi autorki
            zareagował obuzreniem, a na książkę Andermanna ( tak mi się tylko
            skojazryło, takiej literatury jest pzrecież więcej) nie.Drażni hgo
            więc nie sam fakt wywlekania sfery seksu z zacisza intymności, ale
            to,ze robią to kobiety.
            To faktycznie drastyczne i raniące dobry smak dla kogos, kto tkwi w
            zastanym systemie wartości moralno-estetycznych.Moge to zrozumieć,
            jasne.
            • bitch.with.a.brain Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 13:03
              On najwyraxniej bardzo serio traktuje pakt autobiograficzny i nie widzi,że
              między literaturą a tzw autentykiem róznica nie jest w stopniu kreacji tylko w
              stopniu ujawnienia tej kreacji.
              • stephen_s Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 13:06
                Co to jest "pakt autobiograficzny"?
                • bitch.with.a.brain Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 13:15
                  to jest kategoria związana z literatura autobiograficzną, dokumentalną itp. To
                  taki styl odbioru, w którym żeby czerpać przyjemność z lektury przyjmujesz
                  założenie,że autor pisze prawdę.Jest to rodzaj milczącego porozumienia między
                  twórcą i czytelnikiem.Tylko,że fajnie się dzieki temu czyta,ale nie ma to
                  żadnego związku z rzeczywistością.Tak naprawdę nie ma literatury pozbawionej
                  kreacji.O ile możesz zweryfikowac fakty (najczęściej) to nigdy nie zweryfikujesz
                  prawdziwości opisanych emocji.
                  Odwrotnie jest przy literaturze opartej na fikcji - zakładasz,że to się nie
                  zdarzyło.Choć jak wiadomo często jakieś elementy przeżyć autora do ksiażki trafiają.
                  Z tego punktu widzenia literatura fikcjonalna i niefikcjonalna rózni się nie
                  samą istota tylko stylem odbioru.To twój odbiór sprawia,że czytając Abby Lee
                  wierzysz w to co ona pisze i traktujesz to jako dokument, a na przykład czytając
                  Mury Hebronu nie zakładasz,że Stasiuk odbył stosunek ze zwierzęciem:)
                  A co do felietonów to z samej definicji wynika,że rzeczywistość jest w nich
                  materiałem podlegającym dość duzej obróce.
                  • saszenka2 Re: Abby Lee i Stefan 29.10.07, 21:42
                    bitch.with.a.brain napisała:

                    > to jest kategoria związana z literatura autobiograficzną,
                    dokumentalną itp. To
                    > taki styl odbioru, w którym żeby czerpać przyjemność z lektury
                    przyjmujesz
                    > założenie,że autor pisze prawdę.Jest to rodzaj milczącego
                    porozumienia między
                    > twórcą i czytelnikiem.Tylko,że fajnie się dzieki temu czyta,ale
                    nie ma to
                    > żadnego związku z rzeczywistością.Tak naprawdę nie ma literatury
                    pozbawionej
                    > kreacji.O ile możesz zweryfikowac fakty (najczęściej) to nigdy nie
                    zweryfikujes
                    > z
                    > prawdziwości opisanych emocji.
                    > Odwrotnie jest przy literaturze opartej na fikcji - zakładasz,że
                    to się nie
                    > zdarzyło.Choć jak wiadomo często jakieś elementy przeżyć autora do
                    ksiażki traf
                    > iają.
                    > Z tego punktu widzenia literatura fikcjonalna i niefikcjonalna
                    rózni się nie
                    > samą istota tylko stylem odbioru.To twój odbiór sprawia,że
                    czytając Abby Lee
                    > wierzysz w to co ona pisze i traktujesz to jako dokument, a na
                    przykład czytają
                    > c
                    > Mury Hebronu nie zakładasz,że Stasiuk odbył stosunek ze
                    zwierzęciem:)
                    > A co do felietonów to z samej definicji wynika,że rzeczywistość
                    jest w nich
                    > materiałem podlegającym dość duzej obróce.

                    Każde dzieło literackie zawsze zawiera elementy fikcji, jest w
                    pewnym sensie ubarwione. Żaden poeta nie opisuje drogi do sklepu po
                    mleko w "zwyczajny" sposób, za każdym razem dodaje jakiś fragment,
                    porównanie, metaforę, która ma dodać niepowtarzalności jego dziełu.
                    Jest taka mądra zasada, żeby nigdy nie utożsamiać podmiotu
                    lirycznego i narratora z osobą autora i jego biografią. Przerwa-
                    Tetmajer pisząc swoje dekadenckie wiersze, jak choćby "Koniec wieku
                    XIX", nie znajdował się w stanie depresji, lecz po prostu tworzył
                    pewną kreację. Myślę, że w podobny sposób należy podchodzić do
                    seksfelietonów. Owszem, być może są tam jakieś elementy z
                    rzeczysistych przeżyć ich autorki, ale zapewne wiele
                    zostało "podbarwione", aby wywoływało taką, a nie inną reakcję.
                    • stephen_s Kontraargument 29.10.07, 23:09
                      > Jest taka mądra zasada, żeby nigdy nie utożsamiać podmiotu
                      > lirycznego i narratora z osobą autora i jego biografią. Przerwa-
                      > Tetmajer pisząc swoje dekadenckie wiersze, jak choćby "Koniec wieku
                      > XIX", nie znajdował się w stanie depresji, lecz po prostu tworzył
                      > pewną kreację.

                      Z drugiej strony, w twórczości np. P.K. Dicka ewidentnie odbijały się osobiste
                      problemy
                      autora.
            • stephen_s Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 13:05
              > No Steph na książkę Abby Lee i felieton nieznanej mi autorki
              > zareagował obuzreniem, a na książkę Andermanna ( tak mi się tylko
              > skojazryło, takiej literatury jest pzrecież więcej) nie.Drażni hgo
              > więc nie sam fakt wywlekania sfery seksu z zacisza intymności, ale
              > to,ze robią to kobiety.

              No nie no, teraz to Ty mi coś insynuujesz. Nie mogę zareagować oburzeniem na
              książkę Andermana, bo nie mam zielonego pojęcia, o jakiej książce mówisz...

              > To faktycznie drastyczne i raniące dobry smak dla kogos, kto tkwi w
              > zastanym systemie wartości moralno-estetycznych

              To niby o mnie? :))
              • kocia_noga Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 15:31
                stephen_s napisał:
                >
                > No nie no, teraz to Ty mi coś insynuujesz. Nie mogę zareagować
                oburzeniem na
                > książkę Andermana, bo nie mam zielonego pojęcia, o jakiej książce
                mówisz...
                >

                Aaa, to przepraszam, myslałam,że znasz ten wątek, niedawno
                dyskutowaliśmy tu na ten temat.

                > > To faktycznie drastyczne i raniące dobry smak dla kogos, kto
                tkwi w
                > > zastanym systemie wartości moralno-estetycznych
                >
                > To niby o mnie? :))

                No jasne, a niby o kim? Rany, przecież sam tak o sobie piszesz.Albo
                podobnie.Jeśli cię uraziło, to jakich słów użyłam, to pzrepraszam,
                chodziło mi o konserwatyzm.
                >
                • stephen_s Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 16:37
                  > Aaa, to przepraszam, myslałam,że znasz ten wątek, niedawno
                  > dyskutowaliśmy tu na ten temat.

                  Wątek widziałem, ale nie zaglądałem. Ksiązki nie czytałem - ani żadnych
                  wypowiedzi o książce...

                  Czy większym oburzeniem reaguję na swobodę seksualną kobiet, niż mężczyzn? Dobre
                  pytanie - mam nadzieję, że nie...

                  > No jasne, a niby o kim? Rany, przecież sam tak o sobie piszesz.

                  No wiesz, nie napisałem, że "tkwię w zastanym systemie wartości
                  moralno-estetycznych". :))

                  Poza tym, jeśli już, to to idzie w drugą stronę. Z fazy buntu przeciwko
                  tradycyjnemu systemowi wartości przechodzę na pozycję, kiedy zaczynam
                  dostrzegać, że świat zastany (z jego totalnym permisywizmem, relatywizmem i
                  owładnięciem seksem) mnie zaczyna drażnić. I czasem sie zastanawiam, czy w
                  konserwatywnym podejściu do pewnych spraw nie było więcej sensu, niż się
                  spodziewałem.

                  Poza tym, w pewnym sensie zazdroszczę konserwatystom poczucia stałości,
                  posiadania moralnych pewników itd. Zawsze wolałem myśleć o sobie jako o
                  liberale, ale nie mogę zaprzeczyć, że trochę mi się te moje liberalne ideały
                  rozłażą w palcach. Odczuwam zagubienie - i czasem zazdroszczę tej jasności i
                  jednoznaczności, jakie daje konserwatyzm...
                  • piekielnica1 Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 20:55
                    > Z fazy buntu przeciwko
                    > tradycyjnemu systemowi wartości przechodzę na pozycję, kiedy
                    > zaczynam dostrzegać, że świat zastany (z jego totalnym
                    > permisywizmem, relatywizmem i owładnięciem seksem)
                    > mnie zaczyna drażnić.

                    Mam wrazenie, ze te fazy warunkuja hormony,
                    trudno by mlodzieniec skladajacy sie w zasadzie z samego testosteronu
                    miewal takie przemyslenia
                    • stephen_s Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 21:00
                      > Mam wrazenie, ze te fazy warunkuja hormony,
                      > trudno by mlodzieniec skladajacy sie w zasadzie z samego testosteronu
                      > miewal takie przemyslenia

                      Czy ja wiem? Ja bardziej poddaję się wpływom testosteronu teraz, niż kiedyś :))
                      • piekielnica1 Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 21:36
                        > Ja bardziej poddaję się wpływom testosteronu teraz, niż kiedyś :))

                        moze u ciebie poziom testosteronu ciagle rosnie?
                        • stephen_s Re: Abby Lee i Stefan 28.10.07, 21:46
                          Raczej teraz przestałem się przed nim bronić ;)
    • six_a Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 28.10.07, 22:29
      1. a cóż jest dziwacznego w chęci podniesienia sobie sprzedaży? jest
      pewna grupa ludzi, która poczytałaby chętniej o tym, co przeleciał
      ex-poseł łyżwiński na śniadanie, to i znajdą się tacy, co przelecą
      quasi-blogaska erotycznego.

      2. w normalnej gazecie na poziomie typu dziennik ogólnopolski nie
      byłoby możliwe analizowanie parametrów cipek różnych i różnistych
      ani wyłapywanie zalet seksu na kacu, na kocu i na kucu przez
      redaktora płci męskiej - nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić
      oburzenia, które by się podniosło. i nie sądzę, by oburzone były
      • six_a Re: jeszcze raz 28.10.07, 22:32
        pisałam i pisałam, aż mi seksja wygasła i skończyło się kastracją:)

        1. a cóż jest dziwacznego w chęci podniesienia sobie sprzedaży? jest
        pewna grupa ludzi, która poczytałaby chętniej o tym, co przeleciał
        ex-poseł łyżwiński na śniadanie, to i znajdą się tacy, co przelecą
        quasi-blogaska erotycznego.

        2. w normalnej gazecie na poziomie typu dziennik ogólnopolski nie
        byłoby możliwe analizowanie parametrów cipek różnych i różnistych
        ani wyłapywanie zalet seksu na kacu, na kocu i na kucu przez
        redaktora płci męskiej - nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić
        oburzenia, które by się podniosło. i nie sądzę, by oburzone były
        tylko kobiety.

        3. No, coś w tym jest. O ile rozwojem w moim pojęciu rewia męska dla
        pań, o tyle cofnięciem się w rozwoju jest podłączanie się pod męskie
        zabawy i męskie reakcje - bycie bardziej agresywnym, bezczelnym,
        napastliwym niż niejeden facet.

        4. Wendy Shalit przegina w drugą stronę.

        W sumie rację przyznam samej Bussel: nikt nie ma prawa mówić ci, jak
        masz się pieprzyć.
        A skoro tak uważa, niech pisze do szuflady albo wróci do opowiadań
        erotycznych.

        Artykuły o seksie mają wg mnie sens, gdy: a) są poradnicze:
        seksuologiczne, psychologiczne
        b) gdy służą podnieceniu ---> odpowiednia prasa

        Jest takie zjawisko jak erotoman gawędziarz, teraz będzie erotoman
        redaktor i erotoman czytelnik.

        Czekam na sekskolumnę w gościu niedzielnym, to by było coś!
        • stephen_s Niezłe, niezłe :) 28.10.07, 22:44
          Podoba mi się Twoja ironia :)

          > W sumie rację przyznam samej Bussel: nikt nie ma prawa mówić ci, jak
          > masz się pieprzyć.
          > A skoro tak uważa, niech pisze do szuflady albo wróci do opowiadań
          > erotycznych.

          To było ostre :)

          > Jest takie zjawisko jak erotoman gawędziarz, teraz będzie erotoman
          > redaktor i erotoman czytelnik.

          To też :)
        • kocia_noga Re: jeszcze raz 29.10.07, 09:02
          six_a napisała:

          cofnięciem się w rozwoju jest podłączanie się pod męskie
          > zabawy i męskie reakcje - bycie bardziej agresywnym, bezczelnym,
          > napastliwym niż niejeden facet.


          A co to, to nie. Znałam niejedną dziewczynę bardzo bezczelną,
          agresywną i napastliwą, w tej chwili mam na myśli pewną kolezankę z
          liceum.Dodatkowo była wulgarna :) Kilka lat temu przypadkiem
          poczytałam jej felietonik w jakiejś gazecie i zasmuciłam się
          ogromnie, bo widac ,że zmusiła samą siebie do udawania słodkiej
          c.ipy, co się odbyło z krzywda dla tekstu.Była bezczelna i wulgarna
          i taka ja kochałyśmy, a potem się wykastrowała nie tylko z
          bezczelności ale i talentu.


          >
          > W sumie rację przyznam samej Bussel: nikt nie ma prawa mówić ci,
          jak
          > masz się pieprzyć.
          > A skoro tak uważa, niech pisze do szuflady albo wróci do opowiadań
          > erotycznych.
          >

          A nie, nie! Parę pięknych pań to przeczyta i się uspokoi.

          >
          > Czekam na sekskolumnę w gościu niedzielnym, to by było coś!

          Mateńko świnta!To by było coś!
          • six_a Re: jeszcze raz 29.10.07, 10:24
            1. :) ujarzmianie się na siłę, jest tym samym co chamienie na siłę.
            nie mówię o osobach, które od dziecka mają określony, niezłomny
            charakterek, tylko o takich, co to chcą pluć dalej, chlać więcej i a
            najlepiej przyczepić sobie ptaka i klepać striptiserki po tyłku.


            2. to te teksty służą temu, żeby uspokoić piękne panie? :)
            Tak się właśnie zastanawiałam, kto to w ogóle czyta? tzn. kto czyta
            z zainteresowaniem teksty, w których są czyjeś tam indywidualne
            odczucia seksualne połączone z analizą na sucho.
            jakieś podglądactwo w tym wyłącznie widzę a la zobaczmy, co u
            sąsiada:)
            • kocia_noga Re: jeszcze raz 29.10.07, 13:32
              six_a napisała:

              > 1. :) ujarzmianie się na siłę, jest tym samym co chamienie na siłę.
              > nie mówię o osobach, które od dziecka mają określony, niezłomny
              > charakterek, tylko o takich, co to chcą pluć dalej, chlać więcej i
              a
              > najlepiej przyczepić sobie ptaka i klepać striptiserki po tyłku.

              Myślę,że to przeminie.A jeśli nie , to jak im zabronić? Dopóki tak
              rozumiana męskośc będzie przedstawiana jako super i kul, poniektóre
              osoby będa chciały tak się zachowywac,żeby pokazać że też sa
              super&kul.
              Mnie też się to nie podoba, ale wszystko nie musi mi się
              podobać.Sama zanim jako tako dojrzałam,pzrymierzałam sobie rózne
              maski nie raz i nie dwa robiąc z siebie idiotkę.Czemu mam innym tego
              zabraniać?

              >
              > 2. to te teksty służą temu, żeby uspokoić piękne panie? :)
              > Tak się właśnie zastanawiałam, kto to w ogóle czyta? tzn. kto
              czyta
              > z zainteresowaniem teksty, w których są czyjeś tam indywidualne
              > odczucia seksualne połączone z analizą na sucho.
              > jakieś podglądactwo w tym wyłącznie widzę a la zobaczmy, co u
              > sąsiada:)
              >
              >Nosz kurcze, i co z tego? Nie będą czytać, to sz. redakcja nie
              będzie zamieszczać, a jeśli będa, to widac trafiło w potzrebe, nie
              wiem jaką, ale wystarczającą,żeby się pomeczyć lekturą te kilka
              minut.
              Czekam aż zamieszczą w/w felieton,to sama przeczytam, co to takiego.
              • six_a Re: jeszcze raz 29.10.07, 14:01
                ale nie chodzi o zabranianie, tępienie albo odmawianie prawa do
                eksperymentowania z własną osobowością. chodzi tylko o to, żeby nie
                podciągać tego pod wyzwolenie i feminizm, bo to takie fajne,
                rozciągalne etykietki się zrobiły, że każdy ze swoimi buciorami
                wlezie.

                widzisz to tak?: mężczyźni (bo chyba nie kobiety?) przedstawiają
                bycie szowinistą jako super i kul, a kobiety to podchwytują? no, to
                jest obrazek więcej niż żałosny, w takim przypadku Levy ma rację do
                kwadratu:)

                eee nie, to nie tak chyba, redakcja zamieszcza taką kolumnę, bo
                liczy na skandalik i dyskusję o tytule (przecież nikt do cholery nie
                pisze do dziennika błagalnych listów, żeby dali jakieś opisy seksu,
                bo przy śniadaniu się nudzi). jakby zamieszczali zamiast
                seksfelietonu fetyszofelieton, to też by go ktoś tam przeczytał,
                tylko czy jest to wystarczający powód, żeby to pchać do dziennika?
                chcę poczytać o seksie, kupuję dajmy na to cosmo, chcę poczytać o
                polityce, kupuję gazetę codzienną. prasa jest już dość dobrze
                sprofilowana i robienie grochu z kapustą jest imho niepotrzebne.

                no, przedsmak już był:) "lubię ssać członka, bo jest przytwierdzony"
                eureka normalnie
                • kocia_noga Re: jeszcze raz 29.10.07, 16:01
                  Fakt, przeoczyłam kontekst.rzeczywiście jest wybór tematów i gazet.I
                  jeśli WO daje takie cuś, to sugeruje tym samym,że to ma coś
                  wspólnego z feminizmem.
              • sir.vimes Wtrącę się 29.10.07, 14:49
                > 1. :) ujarzmianie się na siłę, jest tym samym co chamienie na siłę.
                > nie mówię o osobach, które od dziecka mają określony, niezłomny
                > charakterek, tylko o takich, co to chcą pluć dalej, chlać więcej i
                a
                > najlepiej przyczepić sobie ptaka i klepać striptiserki po tyłku.

                "Myślę,że to przeminie.A jeśli nie , to jak im zabronić? Dopóki tak
                rozumiana męskośc będzie przedstawiana jako super i kul, poniektóre
                osoby będa chciały tak się zachowywac,żeby pokazać że też sa
                super&kul.
                Mnie też się to nie podoba, ale wszystko nie musi mi się
                podobać.Sama zanim jako tako dojrzałam,pzrymierzałam sobie rózne
                maski nie raz i nie dwa robiąc z siebie idiotkę.Czemu mam innym tego
                zabraniać?"

                Wtrącę się.
                Też nie uważam by wolno było zabronić (i nie uważam by było poco) ale chciałabym
                by "ogólnosdostępne" mediaprezentowały wiekszy wybór niz miedzy 'przyczepianiem
                sobie ptaka" i dziewicą co 'odda się po slubie'. Mnie to wisi i powiewa co
                ludzie czytaja i po co - ale nie rozumiem czemu nawet 'prokobiece' media
                zostawiaja mnie 'samą przeciwko światu" jeśli chodzi o wychowanie mojej córki.
                Samą Zadra wyżyć się nie da - dorastającej dziewuszki przed presja kultury
                schować się nie da. Dlaczego w tej kulturze jest coraz mniej miejsca pomiędzy
                "zapieczętowanym źródłem życia" a "ssaniem członka"?(i nie chodzi oczywiscie o
                sam fakt uprawiania seksu oralnego - tylko fakt, ze żadna to perspektywa kobieca
                tylko nudna , przemielona miliony razy, gorsza literacko niż "ramoty" typu Henry
                Miller a tak samo feministyczna, pornografia). Chciałabym by moja córka mogła
                poczytać za parę lat fajne teksty o seksie z perspektywy kobiecej - nie takie
                same jak w Cats i nie takie same jak w Naszym Dzienniku.
                • sir.vimes Re: Wtrącę się 29.10.07, 14:50
                  A, zapomniałam o konkluzji - to, że media "kobiece" zlewaja to "pomiedzy" jest
                  IMO antykobiece.
    • rozczochrany_jelonek Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 29.10.07, 00:57
      seksfelietonistki przypominają mi mojego siostrzeńca który ostatnio
      podekscytowany wyciągnął mnie do ogrodu i z rozbrajającym zachwytem pokazał że
      piłka którą wrzucił do basenu pływa :)
      myślę że te felietonistki trzeba potraktować jak mojego siostrzeńca, czyli
      należy cieszyć razem z nim jego odkryciem ,być wyrozumiałym i cierpliwie czekać
      aż przestanie uznawać pływającą piłkę za coś niezwykłego :)
    • stephen_s Jakby ktoś chciał przeczytać tekst, to jest tutaj: 29.10.07, 14:41
      kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/51,53581,4612383.html?i=0
    • stephen_s A w ogóle to... 29.10.07, 14:42
      ... podoba Wam się to zdjęcie Catherine Townsend? Bo dla mnie jest jakieś...
      dziwne...
      • six_a Re: A w ogóle to... 30.10.07, 00:02
        podoba mi się jej twarz i nastrój zdjęcia, natomiast ciało ma jakieś
        mdłe i serdelkowate.
        widocznie sportów jednak za mało zażywa;)
        • stephen_s Re: A w ogóle to... 30.10.07, 09:56
          No właśnie, mi ani twarz, ani nastrój zdjęcia nie podoba... Jakieś
          takie... mroczne i nieco wyuzdane to zdjęcie jest :) Pani nie
          wygląda na nim wcale sympatycznie...
    • turbomini Re: "Jak się kobieta powinna kochać" 29.10.07, 20:44
      Sfera wolności seksualnej to moim zdaniem jeden z najbardziej spornych tematów
      feminizmu w ogóle.
      Z jednej strony antyszowinizm dwokinowski, ale z drugiej feminizm III fali z
      klubami go-go, z czipendejlsami, etc.
      Mnie tylko denerwuje, że ktokolwiek nie zabiera głosu, mówi w imieniu
      wszystkich. Ani mi nie po drodze do Dworkin, ani do tej pani od seks kolumn.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka