malenka7
26.08.03, 14:35
Z ostatniej Polityki
Zdziczała namiętność
Podparyskie osiedla pełne są gwałtów i przemocy
Na tegorocznych pokazach mody w Paryżu królowały minispódniczki, lecz w
podmiejskich osiedlach tryumfują dresy, spodnie i habity aż do kostek.
Krótsza sukienka, dekolt czy obcisła bluzka to już prowokacja i dowód, że
dziewczyna „sama się napraszała”.
BEATA KOMAND
Korespondencja z Paryża
W podparyskich osiedlach obyczaje zdziczały. Przeznaczone dla ubogiej części
mieszkającej we Francji mieszanki etnicznej z całego świata – zaczęły rządzić
się własnymi prawami, a zwłaszcza prawem silniejszego. Nie widać tu
nastolatek jeżdżących na rowerze lub rolkach; dziewczyny nie grają w
siatkówkę, nie gawędzą z kolegami pod blokiem i nie chodzą na zajęcia do
osiedlowych klubów. Przestrzeń publiczna przeznaczona jest dla mężczyzn.
Dziewczyny nie chodzą więc z chłopakami za rękę i nie patrzą im w oczy. Dla
chłopców to byłby wstyd wobec kolegów. Dziewczyny boją się, że uznano by je
za zdziry. – Gdy chcę się spotkać z chłopakiem, to umawiam się na randkę w
Paryżu – wzrusza ramionami 17-letnia Anne. – Tak samo kiedy chcę po prostu
pochodzić i pooglądać wystawy sklepów, jadę do centrum. Tu grupka kretynów
terroryzuje wszystkich, a policja nawet do nas nie zagląda.
Dziewczyna, która sama spaceruje po osiedlu, ryzykuje, że grupa chłopaków
obrzuci ją stekiem obelg i grubiańskich komentarzy. Zbiorowe obmacywanie
dziewczyny, naplucie jej w twarz, skopanie czy zamknięcie w kuble na śmieci i
obsikanie, to dla band wyrostków najlepsza zabawa. Te akty kompletnego
barbarzyństwa stanowią dla niektórych dziewcząt i chłopców pierwsze
doświadczenia seksualne.
Dalila miała trzynaście lat i przeżywała pierwszą miłość. Marzyła o czułych
słówkach i pocałunkach. Ucieszyła się, gdy 15-letni Ahmed pod nieobecność
rodziców zaprosił ją do siebie. Ale romantyczna randka szybko się skończyła,
z szafy wyszło rechocząc trzech kolegów Ahmeda – to była ich kolej. Dalila
nie krzyczała. Sparaliżowana ze strachu i rozżalona nie stawiała nawet oporu.
„To już nie ja leżę na tym łóżku, by znosić ich ręce, tę skórę, zapachy, brud
i zdziczenie. To tylko moje ciało, które stało się rzeczą, czymś biernym i
nieczułym” – pisze w swoich wspomnieniach inna ofiara gwałtów zbiorowych
Samira Bellil. Jako 14-latka snuje się po ulicach, by uniknąć ojca, który ją
bije, i matki, która woli milczeć. Osamotniona, przeżywa wielkie uczucie w
ramionach 19-latka. Za łoże miłości służy im stara brudna kanapa w piwnicy.
Ukochany Jad chwali się szczegółowo swoimi sukcesami kolegom, którzy
postanawiają przetestować Samirę. Wśród razów i obelg, we krwi i łzach
dziewczyna przez całą noc jest gwałcona przez trzy osoby. Po powrocie do domu
nic nie mówi rodzicom: nie była dziewicą, więc w gruncie rzeczy sama pewnie
sobie zasłużyła...
Gwałty zbiorowe to we Francji nic nowego. Scenariusz często jest podobny:
młody chłopak zwabia koleżankę do piwnicy, do pustego mieszkania, czy w jakiś
kąt klatki schodowej, a tam pożycza ją swoim kumplom. Zdarza się, że ofiary
zostają przyprowadzone przez inne dziewczyny, które dzięki takim zasługom
podnoszą sobie status w grupie rówieśników.
Ofiara sterroryzowana najczęściej nie wnosi skargi, ale w osiedlu i tak aż
huczy od plotek. Piwnicznej dziewczynie grozi, że ta sama czy inna banda
nastolatków prędzej czy później znowu ją weźmie w obroty. Jeśli jednak któraś
odważy się zgłosić na policję i dojdzie do procesu, ofiara i jej rodzina
przechodzą prawdziwą kalwarię. Ogłoszeniu wyroku towarzyszą rozdzierające
sceny: zapłakane matki i siostry sprawców wykrzykują w niebogłosy, że to
niesprawiedliwość, że 13-letnia ofiara jest dziwką i że wszyscy o tym dobrze
wiedzą.
– Jeśli dziewczyna nie jest dziewicą, to już nie jest żaden gwałt – wzrusza
ramionami 17-letni Karl z Evry. – Dziewczyny, które się bierze w obroty, to
są takie, które same tego chciały. Dziewczyna, która się szanuje, nie snuje
się po osiedlu – siedzi spokojnie w domu, pilnuje młodszego rodzeństwa.
Według przeprowadzonej przez psychiatrę Patrice’a Huerre analizy ekspertyz
sądowych z lat 1988–2001, większość sprawców zbiorowych gwałtów i napaści
seksualnych to 15–17-letni chłopcy, którzy pochodzą z biednych wielodzietnych
rodzin i mieszkają na przedmieściach. Rodzice mają z reguły podstawowe
wykształcenie. Sami sprawcy również nie święcą tryumfów w szkole: 86 proc.
powtarzało klasę, 18 proc. nawet dwa razy. Co trzeci miał już kłopoty z
prawem, przeważnie chodziło o kradzieże. W osiedlowym światku to ostatnie nie
jest jednak powodem do wstydu, przeciwnie. Jak zauważa etnolog David
Lepoutre, młodociani przestępcy (w żargonie caillera, odwrotność słowa
racaille: złodziejaszki, hołota, łobuzeria), zwłaszcza ci, którzy mieli już
do czynienia z policją, cieszą się nawet pewnym prestiżem wśród rówieśników.
Przestępstwa – wyzwanie dla porządku i prawa – uważane są raczej za wyczyny.
Z kolei szpanowanie na wielkiego macho to, jak wynika z niektórych analiz
socjologicznych, zbiorowa strategia obrony. Bierze się ze strachu przed
bezrobociem, rasizmem i panujący na osiedlach stan bezprawia. Sprawowanie
władzy nad dziewczętami jest dla wielu młodzieńców jednym z niewielu
sposobów, żeby polepszyć sobie samopoczucie. I tak młody chłopak z osiedla ma
np. obowiązek opiekować się swoimi siostrami, lecz jeśli któraś z nich
zaczyna robić głupstwa – czyli coś, co nie odpowiada jego koncepcji
przyzwoitego zachowania – trzeba ją wychować, czyli zbić. Sprawa jest
poważna, bo krnąbrna siostra naraża brata na kpiny kolegów.
Dziewczęta, które nie mogą ścierpieć podporządkowania, przyswajają sobie
niekiedy męski styl w ubraniu i zachowaniu. Chodzą w bandzie przygarbione,
poruszają się ciężkim krokiem, plują, przeklinają. Nie romansują z
chłopakami, raczej biją się z nimi.
Innym rozwiązaniem dla młodych dziewcząt jest – w przypadku muzułmanek –
przysłonięcie włosów chustą. Chusta na głowie to jakby sztandar muzułmanki,
która spełnia ściśle nakazy islamu. – Nosząc chustę dziewczyna ubiera się w
prawowitość muzułmańską i odtąd uważa, że może przekroczyć pewne zakazy,
odważa się chodzić sama po ulicy, rozmawiać publicznie z mężczyznami. Ale
też, w rodzinach bardziej tradycyjnych, może pracować poza domem bez obawy,
że zostaną jej zarzucone kontakty, które mogłyby postawić pod znakiem
zapytania jej dobre obyczaje – obserwuje socjolog Farhad Khosrokhavar,
specjalista od muzułmańskich ruchów religijnych.
Paradoksalnie ta sama chusta, która większości Francuzów kojarzy się z
islamizmem radykalnym i jawnym sprzeciwem wobec emancypacji kobiet, dla
niektórych dziewczyn z osiedli może stać się atutem w stosunkach z braćmi, z
rodzicami, sąsiadami i kolegami z osiedla. Zdarza się, że nakrycie głowy jest
także przepustką do swobody seksualnej – oczywiście poza osiedlem.
Tak zawoalowana tożsamość powoduje napięcie, które na dłuższą metę jest
trudne do zniesienia. Prędzej czy później podwójna gra zostaje odkryta i może
dojść do tragedii, dziewczyna ucieknie z domu lub popełni samobójstwo.
Inny kłopot, że w oczach wielu Francuzów chusta to czysta prowokacja. W
szkole, której laicki charakter to tutaj świętość, ostentacyjne noszenie
znaków religijnych jest zabronione przez prawo. Uczennicom nie wolno więc
paradować w chustach pod groźbą wydalenia ze szkoły. W pracy nakrycie głowy
jest po prostu źle widziane, wzmaga u wielu Francuzów i tak już sięgającą
zenitu złość wobec imigrantów i ich dziatwy.
Schizofrenia kulturowa doprowadza nierzadko do stosowania takich technik, jak
chirurgiczne odtworzenie błony dziewiczej. Taki sposób na pogodzenie
tradycyjnego wymogu dziewictwa z życiem w