05.07.08, 12:23
wyborcza.pl/1,76498,5404819.html
"Moja mama wychowała się na filmach hollywoodzkich. Jej ikonami były Catherine
Hepburn, Carol Lombard, Lauren Bacall, Barbara Stanwyck, Bette Davis, Joanna
Crawford, Ava Gardner, Marilyn Monroe i wiele innych. Kiedy dziś oglądam te
filmy, zdumiewa mnie to, że postaci męskie i żeńskie są równoprawne, przede
wszystkim dlatego, że rozmawiają jak równoprawne i inteligentne ludzkie
istoty. Kiedy przywołuję z pamięci wymowne, dowcipne dialogi prowadzone przez
Catherine Hepburn i Spencera Tracy'ego, a także Cary Granta, w osłupienie
wprawia mnie to, że dzisiejsze wyemancypowane żeńskie postaci głównie milczą.
Milczą, bo najwyraźniej nie mają nic do powiedzenia. Listy dialogowe do
niegdysiejszych filmów hollywoodzkich i seriali telewizyjnych pisali zazwyczaj
mężczyźni. Stosunki między mężczyznami a kobietami były w nich wyidealizowane,
jednocześnie jednak ustanawiały idealny standard zachowania między nimi.
Nieobecność dialogów we współczesnych filmach to dowód na porażający brak
potrzeby dialogu"

Tak się zastanawiam, czy to prawda. Nie znam się dobrze na kinie, ale wydaje
mi się, że takie wytwornie konwersujące i przerzucające się ciętymi ripostami
pary występują nadal - głównie w komediach romantycznych. Tylko czy to jest
tak naprawdę dialog, czy raczej stroszenie piórek?
Obserwuj wątek
    • idzie_nara Re: Bitches 05.07.08, 16:10
      Wychwalanie Lary Croft i tym podobnych bohaterek jako feministycznego ideału
      wydaje mi się co najmniej dziwne. Autorka chyba nie zdaje sobie sprawy, że
      wszystkie one są wytworem męskich fantazji seksualnych, trochę delikatniej
      przedstawionych niż np:
      www.youtube.com/watch?v=8ccr7YlQ5UY&feature=relatedalbo
      www.youtube.com/watch?v=mfXz8fqEDMw&feature=related
      Konstrukcja tych super wyemancypowanych postaci jest prosta jak budowa cepa i
      bez większego wysiłku daje się zredukować do wyglądu wampa. Zresztą wspomniany
      brak dialogów takie wrażenie tylko wzmacnia. One nie mają mówić, one mają wyglądać.
      Co do słownego "stroszenia piórek" to wydaje mi się, że bywa ono inspirujące.
      • kot_w_zimie Re: Bitches 05.07.08, 22:20
        To samo można powiedzieć o męskich bohaterach tego typu filmów. Też są
        efektownymi mięśniakami, latają półnago i w zależności od orientacji, widz może
        się z nimi utożsamiać lub traktować jak obiekt seksualny.
        Np. moim koleżankom bardzo podobał się film "300" (ja nie zdzierżyłam nawet
        dziesięciu minut tego gniota). Po prostu kino akcji z zasady zawiera dużą dawkę
        erotyzmu.
        • idzie_nara Re: Bitches 06.07.08, 09:30
          Tak, tylko, że nikt nie dorabia do tego ideologii tak jak autorka artykułu.
          • kot_w_zimie Re: Bitches 06.07.08, 17:06
            Nie widzę tu dorabiania ideologii. Funkcja obiektu seksualnego nie wyklucza
            funkcji wzorca osobowego.
        • goblin.girl Re: Bitches 10.07.08, 16:22
          kot_w_zimie napisała:
          > Np. moim koleżankom bardzo podobał się film "300" (ja nie zdzierżyłam nawet
          > dziesięciu minut tego gniota). Po prostu kino akcji z zasady zawiera dużą dawkę
          > erotyzmu.

          Mnie też spodobało się "300" od momentu, w którym przestałam patrzeć na to jako
          na film oparty (choćby luźno) na faktach historycznych, a zaczęłam oglądać toto
          jako komiks, co było zresztą założeniem twórców. "Komiksowy" sposób filmowania
          był rzeczywiscie bardzo atrakcyjny wizualnie, a na aktorów też było milo
          popatrzeć; co nie zmienia faktu, ze w kontekscie prawdy historycznej to gniot
          nie z tej ziemi.
          IMO nadal istnieją filmy, gdzie inteligentne i błyskotliwe kwestie są udziałem
          płci obojga, ale na pewno nie ma co szukać takowych w kinie akcji.
    • gotlama Re: Bitches 05.07.08, 16:37
      > Milczą, bo najwyraźniej nie mają nic do powiedzenia.
      Mądry człowiek, gdy nie ma nic do powiedzenia to MILCZY, a nie plepla co mu
      społeczeństwo w roli scenarzysty w imię "idealnego standardu" do pleplania
      napisało.
      No i dobre pary wiedzą na czym polega komunikacja pozawerbalna ;)
    • bene_gesserit Re: Bitches 05.07.08, 18:49
      Mi sie ten artykul wydaje zmyslony. Ogladalam czesc tych staroci o
      ktorych tam pisza, i stosunki miedzy K i M wydwaly mi sie w nich
      staroswiecko seksistowskie. Wymowne, dowcipne dialogi prowadzily w
      nich z pewnoscia postacie meskie miedzy soba.
      • saszenka2 Re: Bitches 06.07.08, 00:21
        Lary Croft wszelkiej maści to żadne nawiązanie feminizmu, lecz
        zaspokajanie męskich potrzeb i fantazji. Poza tym wszelkie filmy z
        tego typu do ambitnych nie należą.
      • stephen_s Re: Bitches 06.07.08, 10:41
        Czy ja wiem? Oczywiście, że nie we wszystkich filmach tak było, ale np.
        Catherine Hepburn rzeczywiście grała silne kobiety...
    • ja.sinner Re: Bitches 06.07.08, 09:45
      Ogladalam ostatnio kultowa dla wlielu pokoleni dzieciakow "MERY
      POPPINS" i szalennie zaintrygowala mnie rola i postawa pana domu.
      A film jest zaledwie z 1964 r.
    • kocia_noga Re: Bitches 10.07.08, 14:18
      W filmach z tamtych i wcześniejszych czasów kobiety prowadziły błyskotliwe
      dialogi z facetami, ale tylko dla atrakcyjności dialogów.
      Pamiętam np jeden z filmów Hitchcocka.Kobieta pracuje i zarabia, a detektyw pije
      i nie pracuje chwilowo.Jednakowoż to on jej kupuje sukienkę,dyktuje warunki,
      poucza moralnie itp.Jakoś tak on ma władzę i pieniądze, a jej praca poza
      pierwszymi scenami nie ma żadnego znaczenia, ani finansowego, ani innego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka