Dodaj do ulubionych

Wielka feministyczna reinterpretacja

IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.03, 19:56
Natchniony felietonami Kingi D., która wszystko potrafi zinterpretować na
modłę feministyczną postanowiłem ogłosić konkurs, na feministyczną
interpretację kanonu kultury (czy to polskiej, czy to, po prostu, kanonu
kultury Zachodu). Nagrody niestety obiecać nie mogę, lecz myślę, że najlepszą
nagrodą będzie dla uczestników świadomość, że biorą udział w WIELKIEJ
REINTERPRETACJI kultury. Na początek, proponuję wziąźć "na warsztat" znaną
wszystkim (którzy nie uchylali się od czytania lektur)powieść Bolesława Prusa
pt. "Lalka". Czy nie da się tam znaleźć jakichś wątków niedostrzeganych przez
androcentrycznych krytyków? Ostrze krytyki feministycznej bez trudu odkryje
takie wątki. Np. mizoginizm i skrywany homoseksualizm bohaterów. Przyjżyjmy
się bliżej -oczywiście stosując metodologię feministyczną - bohaterom tej
powieści. Uzbrojeni w narzędzia stworzone przez feministyczne badaczki, bez
trudu zauważymy, że największym (oprócz doktora Szumana) mizoginem w powieści
jest poczciwy Rzecki. Niewątpliwie zakochany w Stachu, sypiał z nim kiedyś w
jednym łóżku, wyczekuje go tęsknie, przytula się do niego, obejmuje, i - być
może - umiera z rozpaczy po jego odejściu. Mamy zatem w "Lalce" motyw
homoseksualny, którego nie dostrzeglibysmy - gdyby nie feministyczna
metodologia. Jakie jeszcze tajemnice znajdziemy w na pozór dobrze znanych
dziełach? Bogini jedna wie! Zabierajmy się zatem do roboty!
Obserwuj wątek
    • nadszyszkownik.kilkujadek W kwestii formalnej... 24.10.03, 20:06
      Z tego, co pamiętam, to poczciwy Wokulski i jego lalka już pod nóż Kingi Dunin
      trafili.

      (-) Kilkujadek

      -
      Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
      • tad9 Re: W kwestii formalnej... 24.10.03, 20:51
        nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

        > Z tego, co pamiętam, to poczciwy Wokulski i jego lalka już pod nóż Kingi
        Dunin
        > trafili.


        To nic. Kinga jest bardzo zajętą badaczką, i mogła wiele ciekawych wątków
        przeoczyć w pośpiechu. W końcu ma chyba ambicję, by zreinterpretować
        feministycznie cały kanon naszej cywilizacji, więc nie może skupiać się na
        jednym dziele. Warto więc "Lalce" przyjżeć się bliżej.

        PS
        A co właściwie znalazła w "Lalce" KD?
        • nadszyszkownik.kilkujadek Dziwne pytanie... 24.10.03, 21:29
          tad9 napisał:

          > A co właściwie znalazła w "Lalce" KD?
          Patriarchat oczywiście.
    • ich1 Wlazł kotek na płotek 24.10.03, 21:23
      Utwór opisuje typowe relacje panujące w społeczeństwie patriarchalnym. Wejście
      na płotek to oczywiście metafora kariery, jak w patriarchacie dostępna jest
      jedynie dla kotów, czyli mężczyzn. O kotkach, czyli kobietach autor nawet nie
      wspomina, w świecie rządzonym przez koty nie ma dla nich miejsca koło płota. W
      drugim wersie opisana zostaje bezczelność tych świń, pardon, kotów, które po
      wejściu na płot drwią sobie z kotek, mrugając do nich. Mruganie to typowy
      przejaw seksizmu rządzącego kotami, którym tylko jedno w głowie ( zwłaszcza w
      marcu).Kotki w świecie opisanym przez autora nie mają co marzyć o prawdziwym
      sukcesie (jaki wiąże się z wdrapywaniem się na płoty), dla nich pozostaje
      rodzenie małych kociąt. Ale na zakończenie mamy cień nadziei: "niedługa ta
      piosnka", zatem koniec patriarchatu już bliski - chociaż z drugiej strony
      należy uzbroić się w cierpliwość, bo piosnka nie będzie też krótka. Dadzą
      przykład polskim kotkom jak zwyciężać mają wyzwolone kocice z dalekiej
      Szwecji, gdzie już dawno to one rządzą wszystkimi płotami. I wtedy to koty
      będą śpiewać jak im zagrają...
      • Gość: Zły Wilk znakomite!!! :-) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.03, 16:02
      • agrafek Re: Wlazł kotek na płotek 27.10.03, 10:37
        ich1 napisał:

        > Utwór opisuje typowe relacje panujące w społeczeństwie patriarchalnym.
        Wejście
        > na płotek to oczywiście metafora kariery, jak w patriarchacie dostępna jest
        > jedynie dla kotów, czyli mężczyzn. O kotkach, czyli kobietach autor nawet nie
        > wspomina, w świecie rządzonym przez koty nie ma dla nich miejsca koło płota.
        W
        > drugim wersie opisana zostaje bezczelność tych świń, pardon, kotów, które po
        > wejściu na płot drwią sobie z kotek, mrugając do nich. Mruganie to typowy
        > przejaw seksizmu rządzącego kotami, którym tylko jedno w głowie ( zwłaszcza w
        > marcu).Kotki w świecie opisanym przez autora nie mają co marzyć o prawdziwym
        > sukcesie (jaki wiąże się z wdrapywaniem się na płoty), dla nich pozostaje
        > rodzenie małych kociąt. Ale na zakończenie mamy cień nadziei: "niedługa ta
        > piosnka", zatem koniec patriarchatu już bliski - chociaż z drugiej strony
        > należy uzbroić się w cierpliwość, bo piosnka nie będzie też krótka. Dadzą
        > przykład polskim kotkom jak zwyciężać mają wyzwolone kocice z dalekiej
        > Szwecji, gdzie już dawno to one rządzą wszystkimi płotami. I wtedy to koty
        > będą śpiewać jak im zagrają...
        Niestety! Optymizm szanownego interpretatora jest przedwczesny! "Niedługa"
        piosenka oznacza tylko tyle, że kocur po wykorzystaniu kotki natychmiast
        porzuci ją i zainteresuje się inną. Pierwszą zaś swoją zdobycz porzuci i
        zostawi z potomstwem, do którego urodzenia, zapewne, ją zmusił.
        pozdrawiam.
    • Gość: man Re: Wielka feministyczna reinterpretacja IP: *.aster.pl / *.acn.pl 24.10.03, 22:47
      Rozumiem, że nie czytałeś Olgi Tokarczuk (bo o plagiat Cię nie podejrzewam).
      Zresztą większość Szanownych Pań Feministek też pewnie tego nie czytała, chyba
      że jakieś omówienie w kolorowym tygodniku. W końcu nie każda jest Panią Kazią.
      Na szczęście;)
      Pozdrawiam
      man
    • Gość: barbinator a Skłodowska i tak była mężczyzną i już! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.03, 20:08
      Gość portalu: tad napisał(a):

      > Natchniony felietonami Kingi D., która wszystko potrafi zinterpretować na
      > modłę feministyczną postanowiłem ogłosić konkurs, na feministyczną
      > interpretację kanonu kultury (czy to polskiej, czy to, po prostu, kanonu
      > kultury Zachodu).


      Taaaa, ta Dunin to istotnie wyjątkowej podłości babsko. Nie dosyć że ogłupia
      swoje czytelniczki (chociaż one z pewnościa i tak sa głupie) wmawiając im na
      siłę feministyczną interpretację takiego 100% androcentryczno-patriarchalno-
      fallocentrycznego filmu jak Dogville, to co gorsza - ta wszeteczna niewiasta
      skłoniła samego twórcę wspomnianego dzieła by zgodził się z jej wstrętną sercu
      każdego Prawdziwego Polaka Antyfeministy interpretacją (zapewne poprzez jakieś
      feministyczne obrzędy woodoo w wyniku których Trier zmienił się w zombie)
      Aż strach pomyśleć co będzie dalej: pewno niedługo Dunin zacznie twierdzić, że
      Świat bez kobiet Graff też jest dziełem feministycznym...
      Tylko patrzeć jak ta wredna baba zrobi feministkę nawet z prof. Janion!
      A co do meritum Tad, to twój pomysł jest niestety rybką drugiej świeżości. Nasz
      uroczy kolega brumbrum już od dawna propaguje takie odczytywanie dzieł
      wszelakich, by każdemu z nich przypiąć feministyczną łatkę - np byc może
      pamiętasz: przez pustynię jedzie dwóch gangsterów i prostytutka, na końcu
      wszyscy giną. Pytanie: kto jest winny? Odpowiedź: feministki, bo ten film to on
      feministyczny jest i już. Swoją drogą to krytyka...hmmm...patriarchalna tez ma
      na swoim koncie znaczne sukcesy w dziedzinie rozrywki. Np coś takiego: mąż
      karci żonę za pomocą dobrze podkutego buta. Pytanie: dlaczego żona nie
      protestuje? Odpowiedź: bo taką mają umowę, że jak ona sobie zasłuży, to on ją
      skarci. To najzabawniejsze wyjasnienie zagadnienia przesolonej zupy jakie
      spotkałam na tym forum i nie tylko.
      Tych wszystkich którzy właśnie mieli zamiar posłać mi post pt "ależ ty nie masz
      poczucia humoru" informuję, że niniejszy post jest wyrazem mojego własnego,
      prywatnego i ulubionego poczucia humoru. Jestem do niego bardzo przywiązana i
      nie zamierzam go zmieniać.
      Pozdr. B.
      • tad9 Re: a Skłodowska i tak była mężczyzną i już! 25.10.03, 21:21
        Gość portalu: barbinator napisał(a):


        > A co do meritum Tad, to twój pomysł jest niestety rybką drugiej świeżości.

        Ale jaki pomysł masz na myśli? Tą interpretację "Lalki"?

        > Tych wszystkich którzy właśnie mieli zamiar posłać mi post pt "ależ ty nie
        >masz poczucia humoru" informuję, że niniejszy post jest wyrazem mojego
        >własnego, prywatnego i ulubionego poczucia humoru. Jestem do niego bardzo
        >przywiązana i nie zamierzam go zmieniać.

        Masz wybitne poczucie humoru (o ile nikt nie rusza feminizmu). Cóż, skoro nie
        podobały Ci się wątki mizoginiczno-homoerotyczne w "Lalce", to weźmy na
        warsztat inne znane dzieło patriarchalne, czyli "Pana Tadeusza". Czy nie da się
        z niego czego feministycznego wycisnąć? Warto zauważyć, że pojawiająca się w
        Inwokaji Panna Święta, to tożsama z naturą wojowniczka, matka i opiekunka. Czyż
        nie mamy tu do czynienia z typowym motywem boginicznym odkrywanym przez
        feministyczne badaczki pod skorupą patriarchalnej kultury? Charakterystyczny
        ciąg figur: Litwa/Ojczyzna/Panna Święta/łono/przyroda może być dalekim echem
        Bogini! Być może "bursztynowy świerzop", biel gryki i rumieniec dzięcieliny, to
        owe trzy kolory aspektów Bogini. Co prawda czerń zastąpiona została
        przez "bursztyn", ale to na użytek idylli! Zaprawdę "Pan Tadeusz" niejedną
        kryje tajemnicę!


        > Pozdr.
      • Gość: ich1 Czując się wywołanym do tablicy... IP: *.ists.pl / *.ists.pl 26.10.03, 00:17
        Każdy, kto się nie zgadza z feministkami to bydlak, który okłada pięściami
        swoją żonę przy każdej okazji. Każda próba polemiki oznacza poparcie dla
        gwałtów, przemocy domowej, prostytucji, pornografii, klepania po pupie i
        stanowi atak na prof. Janion. Taki styl dyskusji niezmiernie mi odpowiada, bo
        bardzo dobitnie świadczy o argumentach, jakimi dysponują drogie panie.
        Skończę pisać posta i pójdę natłuc moją kobietę, bo mam frustracje. Nie wiem
        jak inni, ale ja bawię się nawet nieźle. A co do Triera, to mam dwie uwagi: na
        temat poważnego traktowania jego deklaracji prasowych już się wypowiadałem w
        wątku pierwotnym. Było spokojnie i rzeczowo, za co przepraszam, powinienem był
        zaatakować Dunin personalnie. A po drugie, nadal drogi Barbinatorze nie
        widziałaś filmu. Wypowiadasz się zatem o czymś, o czym nie masz pojęcia (no bo
        skąd). Można z tego wywnioskować, że wystarczy ci to, co napisała Dunin i jej
        felieton zwolnił cię z obowiązku myślenia. Gratuluję.
        Jeśli zaś chodzi o meritum, to wielcem ciekaw feministycznej wykładni (bo
        przecież nie sposób nazwać tej radosnej działalności interpretacją) wierszy
        Emily Dickinson. Niby nic trudnego, ale mam niejasne przeczucie, że nie jest
        to twórczość przesadnie obecna w materiale Gender Studies... A może się
        mylę?
        • e_wok Jestem pod wrazeniem 26.10.03, 00:52
          I calkowicie sie zgadzam z celowoscia medoty stosowanej przez er1, o ile za
          cel przyjac niemacenie sobie dobrego samopoczucia - po co odpowiadac na posty
          rozmowcow, skoro mozna odpowiadac samemu sobie?
        • kasia.lomanczyk Re: Czując się wywołanym do tablicy... 26.10.03, 09:41
          Hm, akurat jesli chodzi o Emily Dickinson, to się faktycznie mylisz. Sam fakt,
          że w ogóle w tej chwili wiemy, że był ktoś taki jak Dickinson oraz że ją
          czytamy i cenimy (w sensie, że przez światową krytykę uznawana jest za wysokiej
          klasy poetkę - bo zaraz odezwą się głosy, że ktoś tam wcale jej nie lubi
          itepe_, jest zasługą feministycznego "rediscovery" kultury tworzonej przez
          kobiety, a poprzednio całkowicie pomijanej w oficjalnych historiach literatury.
          Podobnie jest na przykład z całym szeregiem kobiet-autorek science fiction. Co
          więcej, jeden ważny krytyk kiedyś kłócił się, że C.J. Cherryh jest z pewnością
          mężczyzną (wywnioskował to jakoby ze stylu pisania - kobieta wg niego nie
          mogłaby lubować się w szczegółach technicznych itp.). Dla wyjaśnienia dodam, że
          pod pseudonimem tym kryła się pisarka Alice Sheldon.
          Barbinator: pomysł tada to rybka wręcz trzeciej świeżości. Takie
          reinterpretacje dzieł światowej kultury już powstały, krytyka feministyczna
          jest uznawaną gałęzią krytyki literackiej (i to, uwaga, uznawaną nie tylko
          przez badaczki genderowe) - tylko tada, biedaka, to jeszcze szokuje. Maaaatko,
          krytyka jak każda inna - jest marksistowska, formalistyczna,
          poststrukturalistyczna, dekonstruktywistyczna, to dlaczego ma nie być
          feministycznej? Zawsze to jedna interpretacja danego dzieła więcej.
          • tad9 Re: Czując się wywołanym do tablicy... 26.10.03, 11:02
            kasia.lomanczyk napisała:
            Takie
            > reinterpretacje dzieł światowej kultury już powstały, krytyka feministyczna
            > jest uznawaną gałęzią krytyki literackiej (i to, uwaga, uznawaną nie tylko
            > przez badaczki genderowe) - tylko tada, biedaka, to jeszcze szokuje.
            Maaaatko,
            > krytyka jak każda inna - jest marksistowska, formalistyczna,
            > poststrukturalistyczna, dekonstruktywistyczna, to dlaczego ma nie być
            > feministycznej? Zawsze to jedna interpretacja danego dzieła więcej.


            Chodzi mi o jakość tej "krytyki". Czy np. to co tutaj napisałem uznałabyś za
            krytykę feministyczną wysokiej jakości?
            • kasia.lomanczyk Re: Czując się wywołanym do tablicy... 26.10.03, 11:41
              (Nie mogę się zalogować, błąd mi wyskakuje).
              Nie, tego co tu napisałeś nie uznałabym za krytykę feministyczną wysokiej
              jakości. Ale też, prawdę mówiąc, niewiele prowadzonych na tym forum dyskusji
              można uznać za wysokiej jakości. Dlatego też przestałam bywać na tym forum -
              jestem nim mocno rozczarowana. Miałam nadzieję, że będzie to miejsce gdzie
              można będzie konstruktywnie wymienić poglądy na przeróżne tematy z feminizmem
              związane, a z tego co widzę na forum dominują przepychanki przeciwników
              feminizmu ze zwolenni(cz)kami, na dość niskim poziomie niestety, a poza tym
              mało oryginalne - w sensie, że poruszane kwestie nie są zbyt odkrywcze.
              • kasia.lomanczyk [OT] A jednak udało się zalogować :) n/txt 26.10.03, 11:44
              • tad9 Re: Czując się wywołanym do tablicy... 26.10.03, 14:15
                kasia.lomanczyk napisała:

                > Nie, tego co tu napisałeś nie uznałabym za krytykę feministyczną wysokiej
                > jakości.

                A czegóż jej brakuje u diabła? Ja myślę, że nie odbiega ona wcale od tego, co
                drukują w swoich dziełach "badaczki" feministyczne (to co napisał ich1 też jest
                na tym poziomie, a nawet - ośmielę się powiedzieć - jest na poziomie wyższym!)

                >Ale też, prawdę mówiąc, niewiele prowadzonych na tym forum dyskusji
                > można uznać za wysokiej jakości.

                Są jakie są. Zwracam jednak uwagę, że to forum internetowe, a nie sympozjum
                naukowe. Będę wdzięczny gdy skierujesz mnie na jakieś dobre polskie
                feministyczne forum internetowe, które -Twoim zdaniem - "trzyma poziom".

                >Dlatego też przestałam bywać na tym forum -
                > jestem nim mocno rozczarowana.

                Kasiu, zauważyłem, że masz w zwyczaju (nie wiem czy tylko na tym forum czy
                wogóle) informować wszystkich wokół, że nie są dość dobrzy, by z Tobą
                rozmawiać. W ten mniej więcej sposób zaczęłaś swój pobyt na forum, i - jak
                widzę - w ten mniej więcej sposób go kończysz (?). Mam więc do Ciebie prośbę.
                Zanim znikniesz na dobre, napisz jakiś pokazowy post wysokiej jakości, byśmy
                mogli się czegoś od Ciebie nauczyć (tak, tak, pamiętam, że zamieściłaś tu już
                kiedyś streszczenie "Feminizmu" Ślęczki i to po angielsku, chodziłoby mi o coś
                jeszcze, bardziej "od siebie" - na pożegnanie)



                Miałam nadzieję, że będzie to miejsce gdzie
                > można będzie konstruktywnie wymienić poglądy na przeróżne tematy z feminizmem
                > związane, a z tego co widzę na forum dominują przepychanki przeciwników
                > feminizmu ze zwolenni(cz)kami, na dość niskim poziomie niestety, a poza tym
                > mało oryginalne - w sensie, że poruszane kwestie nie są zbyt odkrywcze.

                O tą odkrywczość właśnie mi chodzi! Nim znikniesz - odkryj coś dla nas! Mogę na
                Ciebie liczyć?
                • kasia.lomanczyk Re: Czując się wywołanym do tablicy... 26.10.03, 19:59
                  tad9 napisał:

                  > kasia.lomanczyk napisała:
                  >
                  > > Nie, tego co tu napisałeś nie uznałabym za krytykę feministyczną wysokiej
                  > > jakości.
                  >
                  > A czegóż jej brakuje u diabła? Ja myślę, że nie odbiega ona wcale od tego, co
                  > drukują w swoich dziełach "badaczki" feministyczne (to co napisał ich1 też
                  jest
                  >
                  > na tym poziomie, a nawet - ośmielę się powiedzieć - jest na poziomie wyższym!)

                  Tad, a co dokładnie czytałeś z tych "dzieł badaczek feministycznych"? Z tego co
                  wiem, paru krytyków próbowało obalić ich tezy poprzez zarzut, że ich
                  metodologia jest nieprawidłowa. Nie udało się...

                  >
                  > >Ale też, prawdę mówiąc, niewiele prowadzonych na tym forum dyskusji
                  > > można uznać za wysokiej jakości.
                  >
                  > Są jakie są. Zwracam jednak uwagę, że to forum internetowe, a nie sympozjum
                  > naukowe. Będę wdzięczny gdy skierujesz mnie na jakieś dobre polskie
                  > feministyczne forum internetowe, które -Twoim zdaniem - "trzyma poziom".

                  Ha, sama takiego szukam!

                  >
                  > >Dlatego też przestałam bywać na tym forum -
                  > > jestem nim mocno rozczarowana.
                  >
                  > Kasiu, zauważyłem, że masz w zwyczaju (nie wiem czy tylko na tym forum czy
                  > wogóle) informować wszystkich wokół, że nie są dość dobrzy, by z Tobą
                  > rozmawiać. W ten mniej więcej sposób zaczęłaś swój pobyt na forum, i - jak
                  > widzę - w ten mniej więcej sposób go kończysz (?). Mam więc do Ciebie prośbę.
                  > Zanim znikniesz na dobre, napisz jakiś pokazowy post wysokiej jakości, byśmy
                  > mogli się czegoś od Ciebie nauczyć (tak, tak, pamiętam, że zamieściłaś tu już
                  > kiedyś streszczenie "Feminizmu" Ślęczki i to po angielsku, chodziłoby mi o
                  coś
                  > jeszcze, bardziej "od siebie" - na pożegnanie)

                  Zdarzyło mi się, zdaje się, wysłać parę w miarę sensownych postów, choćby na
                  temat emerytury (to w ciągu ostatnich dni). Twoje zarzuty dotyczące
                  rzekomej "odtwórczości" mojej pracy już gdzieś odparłam, nie chcę powtarzać po
                  raz kolejny. A jeśli chodzi o "popisowe" posty, to raczej się nie pokuszę, bo
                  jak sądzę nie będę miała czytelników. Natychmiast pojawi się Brum ze swoją
                  barokową składnią oraz Zły Wilk z milionem pytań wynikających z braku
                  podstawowej orientacji w temacie - więc po prostu mi się nie chce, zwłaszcza że
                  choćbym miała najsensowniejsze argumenty, to i tak ich nie przekonam. Natomiast
                  nie mam zamiaru w najbliższym czasie wynieść się z tego forum. Czytam je sobie
                  na bieżąco, choć ze znacznie mniejszym zapałem niż na początku, omijam też
                  posty różnych forumowych osobistości pokroju loko. Pisałam także, że akurat Ty
                  wybijasz się poziomem ponad resztę obecnych tu antyfeministów i liczy Ci się to
                  na plus.

                  > Miałam nadzieję, że będzie to miejsce gdzie
                  > > można będzie konstruktywnie wymienić poglądy na przeróżne tematy z feminiz
                  > mem
                  > > związane, a z tego co widzę na forum dominują przepychanki przeciwników
                  > > feminizmu ze zwolenni(cz)kami, na dość niskim poziomie niestety, a poza ty
                  > m
                  > > mało oryginalne - w sensie, że poruszane kwestie nie są zbyt odkrywcze.
                  >
                  > O tą odkrywczość właśnie mi chodzi! Nim znikniesz - odkryj coś dla nas! Mogę
                  na
                  >
                  > Ciebie liczyć?

                  Po prawdzie, to pewnie za młoda jestem jeszcze i za głupia żeby coś wielkiego
                  odkryć. Po cichu liczyłam tu na jakieś autorytety, osoby od których mogę się
                  czegoś nauczyć, które polecą na przykład ciekawą lekturę i z którymi będzie
                  można rozpocząć dyskusję na temat tej lektury. Przeliczyłam się. No, ale jak
                  już powiedziałeś, lepiej będzie, jeśli w tym celu skieruję swoją uwagę na
                  jakieś konferencje czy sympozja.
                  • tad9 Re: Czując się wywołanym do tablicy... 26.10.03, 22:04
                    kasia.lomanczyk napisała:

                    > Tad, a co dokładnie czytałeś z tych "dzieł badaczek feministycznych"?

                    To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Pytałem o to, na jakiej właściwie
                    podstawie uznałaś to, co napisałem, za marny przykład "interpretacji
                    feministycznej"?

                    >Z tego co wiem, paru krytyków próbowało obalić ich tezy poprzez zarzut, że
                    >ich metodologia jest nieprawidłowa. Nie udało się...

                    Dajże spokój! Mówimy tu o dziedzinie, gdzie metodologia jest tak rozmyta, że
                    udowodnić coś na tej podstawie, czy to za, czy przeciw "interpretacji"
                    niesposób. Myslisz, że np. niemieckich ariozofów którzy w międzywojniu
                    stosowali "interpretację rasową" dałoby nadgryźć od strony "metodologicznej"?
                    Nigdy! Mieli metodę nie gorszą od interpretatorek feministycznych. "Duch płci"
                    da się znaleść wszędzie tak jak i "duch rasy", "kompleks edypa", czy "wola
                    mocy". Feministki medytując nad tym czy owym wysnuwają z tego
                    ślady "matriarchatu" i "boginiczności", a Guido von List wysnuwał na podstawie
                    równie mglistego materiału slady prastarej cywilizacji i religi aryjskiej. I
                    któż to może sfalsyfikować? W jaki niby sposób można sfalsyfikować twierdzenie,
                    że na planie symbolicznym malarze-mężczyźni malują penisami? Wierzy się w coś
                    takiego, albo się nie wierzy. Ty np. wierzysz, że "kobiety są rozbite" (mogłem
                    coś pomieszać - wziąłęm to z Twojej rozmowy z Moniką, a nie pamiętam jej za
                    dobrze) i jak sądzę wyczytałas to w jakiejś książce feministycznej, a Monika
                    rozbita wcale się nie czuje, bo książki nie czytała. I co zrobić z takim
                    fantem? Czy to "rozbicie" jest stwierdzeniem faktu dotyczącego kondycji kobiet,
                    czy konstrukcją stworzoną przez autorkę książki, w którą uwierzyłaś?

                    > Ha, sama takiego szukam!

                    Zatem, to nie jest dobre, ale lepszego wskazać nie potrafisz?

                    > Zdarzyło mi się, zdaje się, wysłać parę w miarę sensownych postów, choćby na
                    > temat emerytury (to w ciągu ostatnich dni).

                    Akurat dyskusji o emeryturach unikam.

                    >Twoje zarzuty dotyczące
                    > rzekomej "odtwórczości" mojej pracy już gdzieś odparłam, nie chcę powtarzać
                    >po raz kolejny.

                    A gdzie to było. Nie pamiętam. Jeśli Ty pamiętasz - proszę o wskazanie miejsca.
                    Jeśli nie pamiętasz - trudno, nie jest to aż tak ważne (moim zdaniem)

                    > A jeśli chodzi o "popisowe" posty, to raczej się nie pokuszę, bo
                    > jak sądzę nie będę miała czytelników.

                    I znów postawa "jestem dla was za dobra". Zaryzykuj. Cóż Ci szkodzi rzucić
                    jedną perłę przed wieprze (męskie i szowinistyczne rzecz jasna).

                    >Natomiast nie mam zamiaru w najbliższym czasie wynieść się z tego forum.

                    To i dobrze.

                    >Po prawdzie, to pewnie za młoda jestem jeszcze i za głupia żeby coś wielkiego
                    >odkryć.

                    Chwalebna skromność, ale w świetle tego co pisałaś wyżej bardzo gorzka to
                    skromność - dla innych bywalców. Choć z drugiej strony można to różnie
                    interpretować (skoro już o interpretacji tu mówimy). Skoro masz się za głupią,
                    a przy tym to forum postrzegasz jako marne, to albo jego bywalcy są jeszcze
                    głupsi niż Ty, albo też Ty w swej głupocie źle to forum oceniasz. Albo też nie
                    jesteś aż tak głupia, a forum aż tak marne. Któż to może wiedzieć?

                    >Po cichu liczyłam tu na jakieś autorytety, osoby od których mogę się
                    > czegoś nauczyć, które polecą na przykład ciekawą lekturę i z którymi będzie
                    > można rozpocząć dyskusję na temat tej lektury.

                    Mogę pełnić rolę autorytetu i to gratis!

                    >Przeliczyłam się. No, ale jak
                    > już powiedziałeś, lepiej będzie, jeśli w tym celu skieruję swoją uwagę na
                    > jakieś konferencje czy sympozja.

                    To nigdy nie zaszkodzi.

                    PS

                    Skoro nie chcesz pisać postów odkrywczych, proszę o "post informacyjny".
                    Napisałaś, że jeśli wogóle wiemy dziś, że istniała Emily Dickinson, to tylko
                    dzięki feministycznemu kulturowemu "rediscovery". Czy nie jest to aby przesada?
                    Nie wiem wiele o Dickindon i o losach jej twórczości, więc zerknąłem do
                    encyklopedii, i dowiedziałem, się, że Dickinson istotnie "doceniono po
                    smierci", ale jeszcze w XIX wieku. Pierwszy zbiór jej wierszy wydano w 1890, a
                    pełna edycja ukazała się w 1955 (co by nie mówić, przed pojawieniem
                    się "feminizmu II fali"). Czy mówiąc o "feministycznym rediscovery" miałaś
                    dzięki któremu wogóle "dowiedziano się o Dickinson" miałaś na myśli jakieś
                    działania XIX wiecznych sufrażystek, które doprowadziły do wydania zbioru w
                    1890? Proszę o jakieś szczegóły dotyczące "odzyskania" twórczości i postaci
                    Dickinson przez feministki.
          • Gość: barbinator Re: Czując się wywołanym do tablicy... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.03, 12:22
            To wynika zapewne stąd iż zdaniem wielu ludzi dobra krytyka to krytyka zgodna z
            ich wyobrażeniami o tym "co poeta miał na myśli". Jeżeli zaś jest niezgodna, to
            znaczy naturalnie że jest głupia i bez sensu. Klinicznym przykładem tego był
            wątek o Dogville. Dla mnie oczywiste jest to, iż każdy utwór warto przepuścić
            przez żarna rozmaitych metod badawczych, zachowując wobec wszystkich dystans i
            szacunek, po to by być może odkryć w nich coś nowego i ciekawgo - dla wielu
            osób takie podejście jest niestety niezrozumiałe. Znacznie łatwie nazwać coś z
            mety głupim.
            Pozdr. B.
        • Gość: barbinator Re: Czując się wywołanym do tablicy... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.03, 12:09
          Podobnie jak Ewok jestem pod wrażeniem. Drogi Ich1, poszukaj dobrze w moim
          poście - skoro znalazłeś w nim zarzut bicia żony tak czytelny że aż poczułeś
          się wywołany do tablicy, to jak jeszcze trochę pogrzebiesz może trafisz np na
          przepis na zupę Julienne z kluseczkami (nieprzesoloną rzecz jasna, bo przecież
          za przesolona mogłabym cię pobić - feministki jak wiadomo są wredne i
          wszechmocne)
          Co do filmu Dogville to nie oberzjrzałam go podobnie jak tysięcy innych
          nakręconych w dziejach kinematografii - szalenie mi przykro, że cię zawiodłam w
          tej kwestii. Zauważ jednak, że sama się do tego przyznałam od razu w pierwszym
          poście tego serialu, ponadto nadal nie rozumiem dlaczego fakt mojego oglądania
          lub nieoglądania czegokolwiek miał mieć wpływ na to co o sobie mówi Trier. Zaś
          twoje przekonanie iż wiesz lepiej co Trier myśli o swoim własnym filmie uważam
          za dosyć...hmmm...zabawne. Po prostu takie mam poczucie humoru, czy mam do tego
          prawo?
          A w ogóle to dziwne: dlaczego przeciwnicy feminizmu uważaja siebie za szalenie
          dowcipnych tak długo jak ktoś nie zacznie żartować z nich samych oraz z mielizn
          ich własnych poglądów? Jakieś tabu czy co?
          Pozdr. B.
    • Gość: EWOK A ja uparcie IP: *.acn.waw.pl 26.10.03, 17:24
      chce ustalic nastepujaca sprawe : czy czlowiek ma prawo do osobistego odbioru
      filmu? Z roznych postow wynika, ze pani Dunin mianowicie takiego prawa nie
      posiada. I chce teraz dookreslic, dlaczego. Czy dlatego, ze Dunin, czy
      dlatego, ze feministka czy dlatego, ze komunistka (wszak wiadomo, ze jedno z
      drugim sie scisle laczy), czy jeszcze z jakiegos innego powodu. I czy zakaz
      interpretacji dotyczy wszystkich feministek w kazdym wypadku czy tylko wtedy
      gdy osmiela sie patrzec na sprawe przez pryzmat swoich obrzydliwych pogladow?
      Kojarzy mi sie to z inna omawiana tu sprawa : odbioru instalacji Nieznalskiej
      poprzez pryzmat swiatopogladu religijnego - o ile pamietam, dyskutanci, ktorzy
      teraz deklaruja niechec wobec jednostronnej interpretacji Dunin, uznaly
      zgorszenie srodowisk katolickich krzyzem, moim zdaniem zdjetym wprost z
      apteki, za usprawiedliwione i zrozumiale. A zatem nasuwa mi sie wniosek, ze
      dla oceny slusznosci interpretacji podstawa jest ustalenie, czy jest ona
      feministyczna (fatalnie), czy tez jakakolwiek inna (moze byc).
      • tad9 Re: A ja uparcie 26.10.03, 17:32
        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        > chce ustalic nastepujaca sprawe : czy czlowiek ma prawo do osobistego odbioru
        > filmu?

        A ja uparcie powtarzam: ten wątek jest nie o tym.





        • Gość: barbinator Re: A ja uparcie IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.03, 08:24
          Możliwe. Ale to co napisała Ewok jest dużo ciekawsze...
    • Gość: Zły Wilk Kopciuszek IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.03, 19:15
      Patriarchalne społeczeństwo wmówiło Kopciuszkowi, że pragnie małżeństwa, które
      jest w istocie formą niewolnictwa kobiet. Kopciuszek tymczasem skrycie marzył o
      wolnym, związku dwóch lesbijek z córeczką, lecz nie było mu to dane. Dobra
      macocha (w patriarchalnej wersji bajki błędnie przedstawiana jako zła) pragnęła
      oszczędzić mu tego losu, który stał się jej udziałem. Pozwoliła mu do woli
      realizować się w pracy oraz segregować groch i kapustę (symbole kobiecości),
      gdyż znała jego prawdziwe, lesbijskie preferencje. Niestety, magiczne działanie
      fałszywej świadomości ujawniło się pod postacią wizji tzw. "dobrej wróżki",
      która wmówiła Kopciuszkowi, że woli udział w orgii Wielkiego Szowinistycznego
      Samca, zakładając suknię zamiast swych ulubionych spodni.

      Stąd Kopciuszek, wbrew swojej woli, musiał wybrać się na bal, gdzie niestety
      zwrócił na siebie uwagę Wielkiego Samca. Jego prawdziwe, tłumione preferencje
      ujawniały się dopiero po północy, gdy słabł wpływ patriarchatu. Wówczas
      udręczony Kopciuszek zrzucał siebie niewygodne szklane pantofelki, w które
      wcisnęło go patriarchalne społeczeństwo ku radości i zabawie mężczyzn.
      Niestetu, macki patriarchatu były wówczas długie i w końcu Kopciuszek został
      wyśledzony. Choć dobra macocha próbowała go ratować, nawet poświęcając piętę
      własnej córki, to zdradził go jego własny ojciec. Powodowany męską
      solidarnością oddał Kopciuszka w łapska Wielkiego Samca. Zakończenie ukazuje w
      całej rozciągłosci męski spisek wymierzony we wszystkie kobiety, który służy
      zmuszaniu kobiet do niewolnictwa w patriarchalnym małżeństwie.
      • tad9 Re: Kopciuszek 26.10.03, 22:06
        Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

        > Patriarchalne społeczeństwo wmówiło Kopciuszkowi, że pragnie małżeństwa,
        które
        > jest w istocie formą niewolnictwa kobiet. (.......)

        Kopciuszek został przebadany przez feministyczne badaczki gruntownie. Ale,
        niechże i ta interpretacja wzbogaci skarbnicę feministycznej myśli!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka