Dodaj do ulubionych

Historia, jakich wiele

13.01.09, 10:04
Opowiesc o autorce slynnego 'krzesla Le Corbusiera':

>>Biuro na rue de S`evres 35 wydało jej się zimne, a powitanie Le
Corbusiera lodowate. - Czego chcesz? - zapytał na widok dziewczyny
o wyglądzie nastolatki. - Pracować z panem - położyła przed nim
tekę z rysunkami. Niedbale je przerzucił. - My tu nie wyszywamy
poduszek - skwitował i pokazał drzwi. Zdążyła jeszcze zostawić swój
adres i powiedzieć, że wystawia na Salonie Jesiennym. Była
załamana. Ale już następnego dnia Jean Fouquet rozpromienił się na
jej widok: 'Le Corbusier i Pierre Jeanneret byli rano przy twoim
stoisku. Będziesz z nimi pracować'.<<


>>Na zdjęciu z 1928 roku Charlotte Perriand leży na szezlongu
swojego projektu. Nie patrzy w obiektyw, głowę odwróciła do ściany.
Upozowała się tak, żeby podkreślić wygodę fotela, pokazać jego
funkcję, a nie siebie. Nie protestowała także, gdy rok później
firma Thonet rozpoczęła produkcję szezlonga pod nazwiskami trójki
projektantów Le Corbusier - Jeanneret - Perriand. Uznała, że
indywidualne autorstwo jest mniej ważne niż postrzeganie przedmiotu
jako wspólnej wizji nowoczesnego życia. Była głównym autorem całej
serii mebli ze stalowych rurek - krzesła Basculant No. B301,
szezlonga No. B306 i fotela klubowego Grand Confort No. LC2, które
prezentowały nową, surową estetykę typową dla stylu
międzynarodowego. Te modele należące do klasyki designu do dzisiaj
są w masowej produkcji i - w powszechnej opinii - uchodzą za dzieła
Le Corbusiera. Dopiero koniec lat 80. i 90. przyniósł indywidualne
wystawy projektantek modernizmu i dyskusje na temat roli, jaką
odegrały. Faktem jest, że niewiele kobiet miało wówczas szansę na
indywidualną karierę. Dwudziestolecie międzywojenne to czas
zespołów i duetów: w Niemczech Ludwig Mies van der Rohe i Lilly
Reich, w Holandii Gerrit Rietveld i Truus Schröder-Schräder, w
Polsce Zygmunt Łoboda i Jadwiga Dobrzyńska oraz Helena i Szymon
Syrkusowie. Tymczasem wypowiedzi samych projektantek, ich styl
życia i pracy często obalają współczesny trend traktowania ich jako
ofiar. Perriand nieraz powtarzała, że jest graczem zespołowym, że
zawsze cieszyła się ze współpracy ze świetnymi projektantami i
artystami - poza Le Corbusierem i Pierre'em Jeanneretem pracowała
choćby z Louisem Sognotem i René Herbstem, Jeanem Prouvé, Paulem
Nelsonem i Fernandem Légerem - i nie dość, że nie uważa się za
pierwszą kobietę projektantkę we Francji, to nawet nie interesuje
jej feminizm. Liczy się projekt.<<

tinyurl.com/8vvhls
Obserwuj wątek
    • bri Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 11:03
      No cóż, trzeba się podlizać, żeby Cię przyjęli do swojego klubiku. A
      swoją drogą to ciekawe, czy jacyś mężczyźni pozwolili mu swoje
      projekty nazwać jego imieniem.
      • kocia_noga Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 11:36
        Gdyby nie nauczyła się przełykać pogardliwe traktowanie nazwaliby
        jej projekty wyłącznie swoim imieniem:)
        • troppo_bella Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 11:43
          Mnie strasznie zasmucil ten tekst, tym bardziej, ze opisywane
          projekty znam i lubie, i zawsze funkcjonowaly w opisach jako
          corbusierowskie. Ile takich kobiet bylo w historii, ktore nie mogly
          sie realizowac pod swoim nazwiskiem?

          WYsokie Obcasy w ogole jakas demaskatorska serie rozpoczely, chwile
          wczesniej byl podobny w duchu tekst o kobiecie, ktora podzielila sie
          z Jungiem swoimi myslami na temat animy i animusa oraz cienia, co on
          rozslawil pod swoim nazwiskiem.

          No i zycie jest niesprawiedliwe, bo mimo uwaznej lektury tego tekstu
          ja tez zapomnialam jej nazwiska, a Junga nieustajaco pamietam.
          • bene_gesserit Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 12:28

            Sabina Spielrein:
            tinyurl.com/94tdc5

            >>Relacja łącząca Spielrein z Jungiem miała silne intelektualne
            podłoże. Wspólnie dochodzili do wielu wniosków, wspólnie
            opracowywali nowe teorie. Jednakże bieg historii sprawił, że
            wszystkie zasługi przypadły Jungowi. Sabina jest odpowiedzialna za
            powstanie pojęć podstawowych dla teorii Junga - animy i cienia. O
            dziwo, on sam przyznaje się do wpływu, jaki wywarła na niego
            znajomość ze Spielrein. W 1919 roku w jednym z ostatnich
            zachowanych listów pisze: Miłość S. do J. sprawiła, że uświadomił
            on sobie coś, co wcześniej jedynie przeczuwał, czyli siłę
            nieświadomości, która kształtuje ludzkie przeznaczenie, siłę, która
            później poprowadziła go do spraw wielkiej wagi.

            W 1911 roku na jednym ze sławnych środowych spotkań prestiżowego
            Wiedeńskiego Stowarzyszenia Psychoanalitycznego skupionego wokół
            Freuda Spielrein prezentuje fragmenty swojej najnowszej pracy.
            Porusza zagadnienia destrukcji i popędu śmierci - kwestie, które
            wkrótce staną się fundamentalne dla psychoanalizy. Od kilku tygodni
            jest jedyną członkinią stowarzyszenia, drugą w historii. Męskie
            grono słuchaczy nie jest gotowe na prezentowane przez nią
            nowatorskie teorie. Wystąpienie wzbudza burzliwą dyskusję, a
            Spielrein jest ostro krytykowana. Freud, który za kilka lat sam
            poświęci się zagadnieniu destrukcji, wydaje się ignorować pracę
            Sabiny. W liście do Junga traktuje ją z pobłażliwością,
            nazywa 'małą dziewczynką' i czyni nieprzyzwoite aluzje. Muszę
            powiedzieć, że jest bardzo miła i zaczynam rozumieć... - pisze.
            Istnieją dowody, że praca o destrukcji zainspirowała również Junga.
            W liście do Spielrein chwali błyskotliwość i oryginalność tekstu.
            Jednak w korespondencji z Freudem, za plecami rosyjskiej
            psychoanalityczki, wytyka powierzchowność, nieerudycyjność i
            osobisty wymiar pracy. Spielrein podejrzewa nawet Junga o plagiat.
            Notuje wątpliwości co do uczciwości dawnego terapeuty: Muszę
            przyznać, że obawiam się, że mój przyjaciel ( ) może zwyczajnie
            pożyczyć całą moją teorię. ( ) Jakże mam szanować osobę, która
            kłamie, kradnie moje pomysły, która nie jest mi przyjacielem, ale
            marnym knującym rywalem? Freud dopiero w 1920 roku składa
            symboliczny hołd odkryciom Spielrein w przypisie do 'Poza zasadą
            przyjemności'. To właśnie ten przypis wpisał nazwisko Sabiny
            Spielrein do historii psychoanalizy. Tymczasem jej własne prace
            zostały zapomniane. Jung zdobywa się na podobny gest ponad 30 lat
            później.<<
      • maly.ksiaze Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 22:40
        > No cóż, trzeba się podlizać, żeby Cię przyjęli do swojego klubiku.
        > A swoją drogą to ciekawe, czy jacyś mężczyźni pozwolili mu swoje
        > projekty nazwać jego imieniem.

        Oczywiscie. Przytlaczajaca wiekszosc pozwala, bo nie ma innego
        wyjscia. Caly system publikacji naukowych funkcjonuje mniej wiecej w
        ten sposob. Miejsce na liscie autorow wynika nie tylko z wkladu do
        dziela, ale tez z funkcji i prestizu 'w srodowisku'. Podbnie jest z
        patentami. Strasznie mnie dziwi ze Was to dziwi...

        Pozdrawiam,

        mk.
    • johnny-kalesony Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 11:54
      No, no ... Coś takiego ... pojawiają się wzmianki o moim ulubionym stylu designu
      i architektury, który swoje szczytowe osiągnięcia miał w l. 50', 60' i w
      porównaniu z którym dzisiejsi projektanci wyglądają jak wieśniacko. Czyżby i za
      Oscarem Niemeyerem kryła się jakaś wyzyskiwana autorsko koleżanka?


      Pozdrawiam
      Keep Rockin'
      • samiecwydymaniec666 Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 16:23
        Feministki też przeinaczają historie tak aby ukazać jakie kobiety
        były genialne ... sranie w banie dziś mające 100% równouprawnienia
        niczego nie wnoszą do tego świata a co dopiero kiedyś! To mężczyzni
        tworzą 99% wynalazków bo mają "piękny umysł" a kobiety piękne ciało
        dlatego kobiety szukaja mężczyzn inteligentnych a mężczyzni pięknych
        kobiet...
        • kochanica-francuza Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 16:56
          sranie w banie

          To był przykład tego pięknego umysłu?
          • johnny-kalesony Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 22:37
            E tam ... To są piękne umysły! -->

            www.youtube.com/watch?v=9pxEieRaGmA

            Pozdrawiam
            Keep Rockin'
        • bene_gesserit Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 17:00
          To moze niech kolega opowie, co do tej pory stworzyl pieknego jego
          piekny umysl. Chyba ze nie jest mezczyzna?
          • samiecwydymaniec666 Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 17:11
            hahhaha a co nie możesz juz przeboleć że Skłodowska zawdzięcza dużo
            swojemu mężowi???...aha jeszce jedno co za głupek odwołuje sie do
            materiałów z internetu?? Internet to nie jest sprawdzone i rzetelne
            źródło informacji hahah...
            • bene_gesserit Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 17:18
              Nie, kiedy ja z ciekawosci.
              Jak to kobieta - jestem piekna z pieknym cialem. Ty - poniewaz
              jestes mezczyzna - masz piekny umysl, ktory pieknie tworzy.
              Zainteresowalo mnie, czym tez do tej pory mozesz sie popisac. Nie
              badz niesmialy, bo wszyscy tu mozemy pomyslec, ze twoj umysl nie
              jest znowu taki piekny. :)
            • kochanica-francuza Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 17:47
              samiecwydymaniec666 napisał:

              > hahhaha a co nie możesz juz przeboleć że Skłodowska zawdzięcza dużo
              > swojemu mężowi???

              Widzę, że twój piękny umysł nie potrafi nawet prawidłowo użyć okolicznika czasu.
              • samiecwydymaniec666 Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 18:28
                A co ty jesteś?? Słownik języka polskiego??
                • kochanica-francuza Re: Historia, jakich wiele 14.01.09, 00:20
                  samiecwydymaniec666 napisał:

                  > A co ty jesteś?? Słownik języka polskiego??

                  Plus ortograficzny. Polecam się na przyszłość. :-PPPPP Czekam na dowody
                  piękności twego umysłu. Rozumiem, że nick jest jednym z nich?
                  :-PPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPP
            • bene_gesserit Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 19:13
              No nie! Zadnych osiagniec, odznaczen, wynikow? Nie odkryles
              lekarstwa na raka? To moze chociaz na katar? Nie masz chocby malego
              Nobelka? A nagrode Bookera? No to nie wiem, moze Nike? Nominacja
              tez nie? To jak z tym pieknym umyslem - pozostaje ufac, ze Bozia na
              otarcie lez dala ci wyglad chlopca z reklamy maszynek do golenia,
              bo inaczej to nic tylko siasc i plakac.
              • samiecwydymaniec666 Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 19:27
                A dyplomy mogą być??
                • bene_gesserit Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 19:42
                  No pochwal sie - jakie?
                  Moj maloletni siostrzeniec ma cala sciane dyplomow, wiec moze i
                  tobie sie cos trafilo?
            • easz Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 21:16
              > Internet to nie jest sprawdzone i rzetelne
              > źródło informacji hahah...

              Ale bywa, wystarczy myśleć.
          • johnny-kalesony Re: Historia, jakich wiele 14.01.09, 00:20
            No dobrze. Skoro kobiety są rzekomo aż tak genialne, to dlaczego żadna z nich
            nie gra twista z Mumiami?

            www.youtube.com/watch?v=9pxEieRaGmA
            www.youtube.com/watch?v=UYOR9HKQyQ0

            Pozdrawiam
            Keep Rockin'
            • easz Re: Historia, jakich wiele 14.01.09, 01:06
              Hmhmm, a skąd Ty wiesz, że to w ogóle są mężczyźni? Ja tam nie
              widzę "oznak"...
              • johnny-kalesony Re: Historia, jakich wiele 14.01.09, 01:13
                Mumie koleżankowe nie mają takich głosów, nie mają takiej budowy i nie poruszają
                się w ten sposób.


                Pozdrawiam
                Keep Rockin'
                • easz Re: Historia, jakich wiele 14.01.09, 01:20
                  I tu Cię mam! A feministki, hę? Poza tym "mumia" to rodzaj żeński.
                  Zrób se neologizm.
        • easz Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 21:14
          kiedyś! To mężczyzni
          > tworzą 99% wynalazków bo mają "piękny umysł" a kobiety piękne
          ciało
          > dlatego kobiety szukaja mężczyzn inteligentnych a mężczyzni
          pięknych
          > kobiet...

          A tak a propos, w tym wątku o babce, która się niby zastanawia jak
          złapać chłopa na dziecko, a który ktoś tu przeciągnął, wpadła mi w
          oko taka fajna sygnaturka -

          >> Mężczyźni wolą kobiety ładne niż mądre, ponieważ łatwiej im
          przychodzi patrzenie niż myślenie.>>

          ;)'
          • margot_may Re: Historia, jakich wiele 14.01.09, 00:00
            > >> Mężczyźni wolą kobiety ładne niż mądre, ponieważ łatwiej im
            > przychodzi patrzenie niż myślenie.>>
            >
            > ;)'

            Świetne. :)
      • 2_sara Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 16:33
        johnny-kalesony napisał:
        Czyżby i za
        > Oscarem Niemeyerem kryła się jakaś wyzyskiwana autorsko koleżanka?

        Ba,nie tylko za nim.Podejrzewam,że za każdym z wielkich.No,może poza Zahą Hadid:)
        • seriabolesnychzastrzykow Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 16:37
          A za Marysią Skłodowską jej mąż Piotruś
          • bene_gesserit Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 16:45
            Tak, dlatego po jego smierci przyznano jej kierowanie katedra na
            jednej z najlepszych swiatowych uczelni.
            Wez sie puknij w serię.
          • 2_sara Re: Historia, jakich wiele 19.02.09, 12:59
            Szczególnie po śmierci,kiedy np.Maria S. dostała w 1911 drugiego Nobla.
    • spiteful Rosalind Franklin 13.01.09, 16:46
      pl.wikipedia.org/wiki/Rosalind_Franklin
      • easz Re: Rosalind Franklin 14.01.09, 00:05
        Oglądałam kiedyś dawno film, trochę naiwny, i coż, nie mogę
        powiedzieć, że o niej -

        www.filmweb.pl/f10776/Life+Story,1987
        ale przez gugiel znalazłam też info, że ma w tym roku wyjść kolejny
        film i tym razem może już bardziej o Franklin?

        www.imdb.com/title/tt0794266/
    • easz Re: Historia, jakich wiele 13.01.09, 21:05
      bene_gesserit napisała:

      > Perriand nieraz powtarzała, że jest graczem zespołowym, że
      > zawsze cieszyła się ze współpracy ze świetnymi projektantami i
      > artystami - poza Le Corbusierem i Pierre'em Jeanneretem pracowała
      > choćby z Louisem Sognotem i René Herbstem, Jeanem Prouvé, Paulem
      > Nelsonem i Fernandem Légerem - i nie dość, że nie uważa się za
      > pierwszą kobietę projektantkę we Francji, to nawet nie interesuje
      > jej feminizm. Liczy się projekt.<<

      No i pięknie, pewnie, że się liczy projekt. Czy tamci panowie też
      tak się wypowiadali w temacie? Nie słyszę?.. A by się wypowiadali
      gdyby itd?.. Wątpię. Ciekawe, czy myślała o tym z tej strony? A ci
      panowie dzisiejsi?.. Warto by spytać. Ale z góry - też wątpię, no bo
      kto by chciał być wiecznie pomijany? Niewolnik, który WIE, że i tak
      na nic się zda, co by nie robił.

      Trochę ta historia mi przypomina historię Lisy Meitner, fizyczki,
      która współpracowała m.in. z Hahnem, późniejszym noblistą. Oglądałam
      kiedyś o niej dokument i naprawdę "pięknie" ją, wg jego twórców
      przynajmniej, wyrugowano. Została w ogóle wykluczona podwójnie - raz
      jako kobieta, potem jako żydówka. Sprawa była dosyć dwuznacznie też
      w tym filmie pokazana, bo wyszło chyba? na to, że w pewnym sensie
      zdradził ją jej najbliższy współpracownik, najlepszy przyjaciel (a
      może więcej). Tak, jak pamiętam z filmu, to jedyną jej reakcją w
      sferze emocji było rozżalenie, dystans. Nie wiem, co przeżywała, ale
      wyglądało to tak, jakby nie wychodziła za "linię", bo wiedziała,
      gdzie jej miejsce, co jej wolno, a czego nie, i że tak już MUSI BYĆ.
      Ale może tak to tylko pamiętam, a/bo pamiętam smutną i poważną
      kobietę. Tutaj trochę o Meitner, o Noblu w ostatnim akapicie -

      pl.wikipedia.org/wiki/Lise_Meitner

      To też tak trochę przy okazji świetny wtręt do wątku o słowie
      na "f", które by może warto było porzucić/odrzucić z
      całą "zawartością" i a propos tych kobiet, które chciałyby sobie <po
      prostu robić swoje, bo liczy się projekt>. Liczy się ŚWIADOMOŚĆ
      przede wszystkim, np. świadomość , że się ma prawa. Bez niej każdy
      zawsze będzie wolontariuszem, jak Meitner, a
      raczej "wolontariuszem" - jest różnica, wcale nie subtelna.
      • 2_sara Re: Historia, jakich wiele 19.02.09, 12:53
        Lisa Meitner była "zdradzona" kilkukrotnie:
        -podstawowe odkrycie Hahna i Strassmanna z 1938 było ukoronowaniem ich wspólnych
        badań,ba badan którymi Meitner kierowała aż do Anschlussu."Autorzy"
        artykułu(Hahn,Strassmann) jakoś o tym zapomnieli.
        -To Meitner i Frisch zinterpretowali właściwie dane
        eksperymentalne,zaproponowali termin "rozszczepienie" uranu itp.
        -mimo to Nobla w 1944 dostał sam.....Hahn!!
        Jedno z wielu przegięć,jak to z R.Franklin,J.Bell i innych
      • 2_sara Re: Historia, jakich wiele 19.02.09, 12:57
        Tak tez sobie myślę,ze to smutne,że nigdy nie będziemy wiedzieli jaki naprawdę
        był wkład w dzieło "ojca chemii"Lavoisiera jego żony Marie Anne
        Paulze,fascynującej osoby związanej z dwoma wielkimi uczonymi tamtych czasów z
        Lavoisierem właśnie i Benjaminem Thompsonem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka