Zawsze drugiej polowie cyklu mam ogromna ochote na weglowodany. Rzucam sie

na chipsy, chrupki, chleb, ziemniaki

itp. i pochlaniam je w nadmiernych(czyt. KOLOSAAAALNYCH) ilosciach. Najgorsze jest to, ze nigdy nie mam dosyc momo pelnego juz zoladka. Nie jestem pewna czy jest to sympton napiecia przedmiesiaczkowego, bo procz obzarstwa

nie obserwuje zadnych innych objawow charakterystycznych dla PSM. Nie mam humorkow

(czuje sie swietnie!), nie puchne, nie psuje mi sie twarz (mam na mysli wypryski), no moze poza lekkim przesuszeniem naskorka, ktory sie luszczy, nie bola mnie piersi itd, itd. Innymi slowy wszystko gra

poza wspomnianym "cyklicznym lakomstwem"

)).
O czym swiadczy ten objaw? O napieciu przedmiesiaczkowym??? Jesli tak to jak mozna temu zaradzic? (bo niedlugo przestane miescic sie w ubraniach

)). Moze znacie drogie forumowiczki jakies babcine

sposoby na zmniejszenie apetytu? Moze sa na rynku jakies dobre i co najwazniejsze lagodnie dzialajace ziolka, ktore moglyby mi pomoc? Za kazda sugestie baede bardzo wdzieczna.
Dziekuje i serdecznie pozdrawiam.