Cześć,
Proszę o poradę, podzielenie się spostrzeżeniami czy doświadczeniami, bo nie wiem, jak odnieść się do "zaleceń" lekarza. Wybrałam się do endokrynologa/ginekologa z pytaniem, czy da się coś zrobić z bardzo męczącymi objawami PMS-a: bóle migrenowe, ogromne zdenerwowanie i takie poczucie utraty kontroli nad swoimi reakcjami, zmiany nastrojów. I dostałam odpowiedź - w drugiej połowie cyklu brać fluoksetynę i bromergon. Pierwszy z nich to antydepresant, co wydaje mi się dziwnym rozwiązaniem i dosyć ryzykownym. Czy to normalna praktyka (zestaw leków) na takie dolegliwości?
PS Wątek był już na innym forum, ale bez odzewu