Dodaj do ulubionych

dosn't metter what you know only who you know

02.09.04, 02:54
to jest moje 'jedyne' kanadyjskie doswiadczenie (jak do tej pory) smile
znalezienie pracy - takiej jaka byscie chceli - jest mordercza praca jezeli
sie nie zna 'odpowiedniego wejscia' uncertain
jak to bylo z wami ??

pzdrw smutas
Obserwuj wątek
    • marekd65 Re: dosn't metter what you know only who you know 02.09.04, 11:49
      Tak jest wszędzie. To dlatego konsultanci zarabiają przy firmach fortuny. A z
      drugiej strony czy zatrudnianie nieznajomych nie jest, z punktu widzenia
      interesów firmy, dużym ryzykiem?Można zatrudnic np. szpiega konkurencji.
      • za_morzem dosn't metter what you know only who you know?? 03.09.04, 08:50
        nie chce sie czepiac, ale moze jezyk angielski tez jest wazny?
        • smutas Re: doesn't metter what you know only who you know 06.09.04, 21:58
          LOL ha ha ha smile ale sie czepiasz - powiedz mi czy znasz jakiegos Angola /
          Hamburgera ( i nie tylko) ktory po np. ..nastu latach spedzonych w Polsce wlada
          naszym jezykiem na poziomie Dr. Miodka ???? ( D. Norman, J. Porter, itd)
          posluchaj ich sobie a smiechom nie bedzie konca. Oczywiscie nie mam zamiaru
          porownywac sie do tych wybitnych osob - daleko mi do nich -.
          Wiekszosc 'tutejszych' oswoila sie juz z naszymi smiesznymi akcentami i
          bledami - nie, nie mysle by nieskonczona bieglosc byla tu problemem. A z
          drugiej strony nawet urodzonemu torontonczykowi(?) z trudem przychodzi
          zrozumienie 'Newfee'ego' , texanczyka czy bryta z Londynu.....

          smutas
          • za_morzem doesn't metter what you know only who you kno 06.09.04, 22:05
            emigrant ktory przyjechal majac wiecej niz 15 lat na ogol zawsze bedzie mial
            akcent, mi chodzilo o to zeby nie robic w jedym krotkim zdaniu pare bledow.
            wink
            • smutas Re:doesn't metter what you know but who you know 06.09.04, 23:16
              hm i tu sie zgadzam - proste zdanie a bledy - tak je slyszalem tak
              napisalem sad a swoja droga wiesz o co tu chodzi wiec i angol zrozumie - a co
              powiesz na ludzi na dosc wisokich stanowiskach dla ktorych 30 to 'turti' a 13
              turti wink) podzwon sobie rowiez do np. bell, rogers czy do swojego banku ile
              jestes w stanie zrozumiec ???
              • kveldulv Re:doesn't metter what you know but who you know 07.09.04, 05:32
                >>a co powiesz na ludzi na dosc wisokich stanowiskach dla ktorych 30 to 'turti'
                a 13 turti wink) <<

                turti ! LOL ! ale sie obsmialem czytajac twoj komentarz - dobre smile))) ! dla mnie
                to tekst tygodnia big_grin

                apropos - co jakis czas wydzwaniaja do mnie, zeby np. wcisnac prenumerate
                toronto star czy czegokolwiek innego. raz zadzwonil jakis hindus ( nie urazajac
                hindusow ) i nie moglem mu przerwac jak przez dluzsza chwile cos dyrdal mi do
                sluchawki. absolutnie nie do zrozumienia ! co to sie dzieje, ze niekiedy
                zatrudniaja osoby z przyciezkimi akcentami do rozmawiania z ludzmi przez telefon ?
      • smutas Re: No matter what you know but who you know 07.09.04, 19:54
        He he staram sie porawic moj anglicki smile teraz dobrze?? ale wracajac do
        tematu, jak bym mial firme i moglbym zaproponowac dobre zarobki to oczywiscie
        pracownikow szukalbym wsrod znajomych - hipokryzja, czyz nie ??? ale jesttez
        inna sprawa - jezeli gospodarka rzeczywiscie pruje do przodu to takiej potrzeby
        nie ma - bo kazdy moglby znalezc prace w swoim zawodzie za godziwe pieniadze i
        to niekonieczne u stryjka Henia. Czyli to pracodawca mial by towar na sprzedarz
        a nie ewentualny pracownik.....

        zdrowko smutas
        • ryla Re: No matter what you know but who you know 11.09.04, 10:59
          Gdybyś miał firmę i dwóch kandydatów do pracy o zbliżonych kwalifikacjach w tym
          jeden mający doświadczenie w Kanadzie i referencje a drugi dopiero poznający
          realia Kanady, to którego przyjmiesz? Albo jednego poleca ci twój dobry
          pracownik /tym samym biorąc za niego odpowiedzialność/, a drugi przychodzi "z
          ulicy", to który ma większe szanse? Wydaje mi się, że takie zasady obowiązują
          na całym świecie i trudno się w tym dopatrzeć złośliwości czy jakiejś "zmowy".
          Natomiast gdy już będziesz miał firmę to zastanów się czy to dobry pomysł
          przyjmować do pracy wyłącznie "dobrych znajomych" nie biorąc pod uwagę ich
          kwalifikacji i doświadczenia. Pozdrowienia.
          • starypierdola Dobry wpis, Ryla. 11.09.04, 16:35
            Czasem zapominamy o realiach zycia. No i dodaj jeszcze ze ten "drugi" pracownik
            moze nie mowoc zbyt dobrze (po anielsku?)

            Pamieam moj pierwszy interview w Kanadzie. Wydawalo mi sie ze mowie dobrze. A
            na inerwiew co mi zadali pytanie to nie wiedzialem o co chodzi i zgadywalem.
            Jak ja mowilem to co chwile slyszalem: "pardon me?", "Pardon me?".

            Zeby dostac prace trzeba byc LEPSZYM niz ini kandydaci. Nikt nikogo nie
            wynajmuje na podstawie jakichs egzotycznych dyplomow, ale OCENY umiejetnosci. I
            jak sie ma wyzsze wyksztalcenie ale slaby jezyk i brak referencji
            (potwierdzenia ze sie potrafi cos zrobic) to trudno jest liczyc na "ladne oczy".

            Dobre referencje od kogos znanego tym co prowadza interivew to jeden z waznych
            punktow. Dokladnie jak piszesz: "kogo bys Ty wynajal / wynajela?"

            SP
            • smutas Re: Dobry wpis, Ryla. 20.09.04, 05:25
              yare yare yare... macie poniekad racje, jezeli istnieje rownowaga miedzy
              popytem a podaza to sie zgadza. Kanada jedna podobno cierpi na BRAK
              wykwalifikowanych pracownikow np. lekarzy a co ciekawe tych to pelno za
              kierownicami taksowek a nie w szpitalach - do tego dochodzi kuriozum - koszt
              jednego roku na uniwersytecie toronto na medycynie to okolo 75 000 dol a czesne
              jedynie 16 000 rocznie. dlaczego my - podatnicy - doplacamy do nauki zawodu
              ktory przynosi srednio 100 000 do 150 000 dol rocznego dochodu??? nota bene 90%
              mieszkancow kanady zarabia miedzy 28 000 a 75 000 dol/rok. sprowadza sie tu
              ludzi o bogatym doswiadczeniu i dobrym wyksztalceniu ( imigacja na warunkach
              punktowych) a oferuje sie im prace nie majace nic wspolnego z kierunkiem ich
              wiedzy.
              mr.SP moj angielski byl w czasie gdy dotarlem do Kanady wystarczajaco
              zrozumialy - 4 lata w stanach i nie pracowalem dla polaka na
              konstrakszynie smile)
              smutas
              --
              ==zarabiaj i daj zarobic innym==

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka