piciak76
15.01.07, 21:42
Witam wszystkich gorąco. Dziś rano zostałem nieco zaszokowany przez
zaszokowaną moją własną żonę, która powiedziała, że dzwonili z ambasady.
Chodzi o to, że do końca listopada ubiegłego roku mieli przysłać nam jakieś
konkretne instrukcje dotyczące postępowania emigracyjnego. Niestety,
przysłali tylko zbywalczą wiadomość, że na dalsze instrukcje mamy czekać do
sierpnaia 2007 roku. Długo jednak nie czekaliśmy, bo dziś rano babka z
ambasady zadzwoniła z zapytaniem - czy interesuje nas przyspieszenie
procedury emigracyjnej. Żona odpowiedziała, że zdecydowanie tak. W odpowiedzi
usłyszała - proszę 26 stycznaia 2007 roku przyjechać z mężem do ambasady na
rozmowę emigracyjną, która odbędzie się o godzinie 8.15. Proszę również
zabrać ze sobą oryginały wszystkich kopii złożonych u nas dokumentów.
Zastanawiam się teraz o co chodzi. Przecież, nie mamy jeszcze badań
lekarskich, bo nie było o nich jeszcze mowy. Dlaczego mam jechać z żoną,
skoro ona nie jest głównym aplikantem. W ogóle nie wiem o co chodzi. Może
ktoś pokusi się na jakieś mądre wnioski na ten temat. A może ktoś z Was miał
podobną sytuację. Dzięki za uwagę i pozdrawiam.