azeitona
30.08.08, 18:55
Witam,
potrzebuje rady,takiej jakiej moglibyscie udzielic np swojej
siostrze...
Z gory dodam ze od pol roku interesuje sie tym "jak to w tej
Kanadzie naprawde jest" aaa... i nie jestem juz (nietety) "jeszcze
jedna naiwna gowniara"
W lutym moj malzonek podpisal umowe o prace z kanadyjska firma
Nexen, jest inz. chemikiem wyspecjalizowanym w technologii ( nowej w
Kanadzie i dosc slabo rozwinietej na calym swiecie) przetworki ropy
naftowej. W momencie podpisywania umowy, europejska firma mego M
wisiala a wlosku ( cena ropy dusi wszystko) wiec dla nas byl to
prawie cud... zdecydowalismy sie na wyjazd...wszyscy bo jednak
rodzina jest najwazniejsza a Kanada to nie Arabia Saudyjska bo tam
bym nie pojechala, albo powiem to inaczej nie zabralabym tam swoich
dzieci. Latwo sie domyslec ze maz ma pracwac w Fort McMurray a Fm
to... wszyscy wiedza...
Dla niego praca w " ropie" to to o czym snil przez cale
zycie...Teraz juz musi tam jechac nie ma wyjscia...ale...fabrka
amoniaku, w ktorej pracuje wychylila nos powyzej powierzchni szamba,
bo cena amoniaku wzrosla w ciagu ostatnich miesiecy prawie
dwokrotnie i teraz tak: M dostal urlop bezplatny na rok + 6 mcy
zaleglego urlopu(!!!!!) to juz jest 1,5 roku, na razie nie musi sie
zwalniac, mnie konczy sie urlop macierzynski i powinnam wrocic do
pracy ( prawie panstwowej)a jemu wyjazd do Kanady przestal wydawac
sie "cudem" a zaczal sie wydawac skokiem w ciemnosc zwlaszcza dla
rodziny bo on na razie jak wyzej" wyjscia nie ma".
Dobilo go czekanie na wize... prawie 3 miesiace, i ogolne glupoty z
tym zwiazane i wymagania, ktore Kanada stawia Europejczykom bo
sprawa ma sie zupelnie inaczej wobec Azjatow na ten przyklad...
No i teraz M wymyslil sobie ze ja powinnam zostac w domu przez rok,
bo Kanadyjczycy to tak calkiem normalni nie sa...tylko ze jezeli ja
zostane tutaj rok i dziecko starsze ( 10 lat) pojdzie do szkoly( 2
cykl) to mnie udupi na amen i zniszczymy calkiem fajna rodzine, bo
jemu sie tam moze spodobac( to wariat- pracoholik)
Mam trzy tygodnie na decyzje bo to ja decyduje czy jade czy zostaje
i pozniej bede musiala ponosic tego konsekwencje... I tesciowa truje
mi zeby nie jechac...
help, tylko prosze bez n.a.p.i.e.r.d.a.l.a.n.k.i bo bede musiala
zmienic nicka a ten strasznie mi sie podoba
...jak siostrze...
Jeszcze jedno, osobiscie nie chce mi sie wracac do pracy(mojej
obecnej)...z wielu powodow( m/in moja szefowa z zachwytem "uczyla"
mnie jak uzywac googla)
M jest Portugalczykiem i mieszkamy w Portugalu, gdzie jest cieplo...
Chodzi mi o to czy na pewno nie bede spbie pluc w brode jezeli
zdecyduje sie jechac bo np za 1,5 roku bedziemy musieli wracac