Dodaj do ulubionych

Pamiętna Wigila

13.12.06, 09:42
Sama nie wiem czy dlatego pAMIęTNA, że pierwsza z dala od domu i rodziny, czy tez dlatego , że
stan wojenny odciął nas od bliskich i od domu , czy tez dlatego ze na talerzach było mięso ?
z tym tradycyjnym postem wigilijnym to jak z nałogiem?, trudno sie odzwyczaić od postu aby w
Wiglie jeść mięcho. Na pierwszą tu Wigilie 25 lat temu zaprosili nas Szwajcarzy . Gośćmi byli tez
Kanonik i Proboszcz. Mielismy smutne miny, Polska byla odcięta od swiata. Nagłówki gazet
przynosily codziennie wiadomosci o tysiacach poległych stanu wojenngo. Mielismy szacha i mata na
karku. Wigila zapowiadala sie uroczyscie. Zaskoczyly przy wejsciu pieknie nakryty i udekorowany
troche jarmarcznie jak na moj gust stol oraz choinka przyozdobiona na czerono -srebrno. . Do stolu
zasiedlismy zwyczajnie, tzn bezceromanialnie, bez zyczen i oplatka. Zaczęliśmy od łososia z bułką z
masłem, następnie podano pieczn cięleca w jakims sosie. Mielismy ścisk w zołądku i w żaden sposob
nie mogłam ugryźć tej pieczeni. Przełyk miałam zawiązany na supelek. Nie udawalo mi sie połknąć
tej miekkiej i pewnie pysznej cieleciny. Wypiłam łakomie dwa spore kielichy przedniego czerwonego
wina i przystapilam do ataku na cielecine. Gospodarze zauwazyli moje dziwne miotanie sie z
zawartoscia talerza. Nie moglam zrobic takiego afrontu i nie zjesc. Tak Kanonik jak i Proboszcz mieli
juz puste talerze i wszyscy czekali na mnie z nastąpnym daniem . To byla jedyna Wigila z mięsem w
moim zyciu i chyba, mam nadzieje, ostatnia.
Przyzwyczajenie do tradycji ? holubienie zakorzenionej tradycji to chyba nalog, aczkolwiek nie
niebezpieczny.
pozdrawiam adwentowo z dwoma zapalonymi swiecztkami
Filomena
Obserwuj wątek
    • filomena1 Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 10:04
      własciwie to dzisiejsza rocznica tak mnie nastroiła, bo gdyby nie Stan Wojenny 13 grudnia, to nie
      byłoby tej Wigilii, a tak to te dwa wydarzenia łaczą sie w całość.
      Jesli zalożny nowy watek nie pobudza Was do zadnych nowych wpisow, lecz jest powtórką, to prosze
      Natlo wykasuj.
      Fil,
      • natla Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 10:12
        No spoko! wink
        Przcież wątek jest noworodkiem. Tylko gdzieś Malwina też podobny zaczęła, ale
        trafić nie mogę. Dajmy mu pożyć. Jest trochę nowych ludzi od zeszłego
        roku....też chyba obchodzili całe życie wigilię.
        A potem się to w ksiażce pozbiera do kupy. wink
        • sagittarius954 Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 10:40
          Nie wyobrażam sobie wigili w innym kraju , wśród obcych , z daniami mięsnymi.
          Nieraz bez żadnego uczucia podchodzimy do tych, którzy musieli opuścić nasz
          kraj. Twoja wigilia filomeno, jest cząstką polskości rozsianą po swiecie , taką
          drobina nad którą nie tylko trzeba ,ale powinniśmy pokłonić się w pokorze . Stan
          wojenny był... ale jakże inaczej obchodziliśmy tamte święta , zjednoczeni, każdy
          kęs opłatka był solidarnością dusz . Była choinka ,bliscy , dania postne i
          czegóż do szczęścia było potrzeba więcej . Dlatego wszystkim tym, którzy "tułali
          się po świecie " należa się specyjalne ukłony .
          • tofika Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 11:07
            Mam dziadziusia sasiada, nie przyjada corki z rodzinami, zza granicy
            pracodawcy nie dali urlopu sadma sporo rodzinke kuzynow,ale pragnie byc
            najbardziej a corkami..
            Bywa i teraz tak ,ze nie pojawia dzieci z pracy "zagranicznej" koniecznej do
            trwania, tak teraz bywa, ale coz trzeba pogodzic
            z takimi czasami jakie nam ulozyly,
            Szczegolnie pozdrawiam tych , ktorzy w mniejszym gronie spedza te Swieta,
            Niech zyja nadzieja ze to tylko chwilka.. i znow kiedys beda razem..
            Wracajac do tematu watku, pamietne sa Wigile szczegolnie, gdy zabraklo wsrod
            nas ( mialam 19l ) najblizszej osoby.. pozniej kolejnej..
            Czas powolutku goii rany, takie jest zycie takie trwanie w doli i niedoli.
            Czlowiek kazdy duzo potrafi zniesc.. duzo..
            Miejmy wiec sile by wszystko co przynosi los wytrwac jak najspokojniej..
          • filomena1 Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 13:25
            Sagi , pieknie ujales te solidarna wspolnosc wszystkich Polakow. Dziekuje.
            Mysle jednakze , ze nie mam zadnej zaslugi by odbierac uklony. Prawda jest iz
            byly to male dramaty dla jednych a duze dla drugich i duze lzy. W naszym
            przypadku przymusowo zostalismy, a wyjezdzac nie musielismy , lecz wyjechalismy
            na wakacje...i jakos tak ciagle nadal od 25 lat jestesmy na wakacjach.

          • tesunia Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 13:36
            sagittarius954 napisał:

            > Nie wyobrażam sobie wigili w innym kraju , wśród obcych , z daniami mięsnymi.
            > Nieraz bez żadnego uczucia podchodzimy do tych, którzy musieli opuścić nasz
            > kraj.

            **sagi,tu nie trzeba wyobrazini,
            mieszkajac na obczyznie kultuwuje sie polskie tradycyjne wigilje,wzbogacajac je
            daniami danego kraju gdy mamy przy stole takiego goscia.
            rowniez mozna i miec karpia wigilijnego na stole,przez naplyw obcokrajowcow i
            to zaczeli sprzeddawac w sklepach,
            gdy sie jest samotnym,organizacje polonijne organizuja spotkanie dla samotnych
            z pelna tradycja polska,nie czuje sie czlek zupelnie sam,jedynie w duszy
            pragnie i teskni do swoich.
            jest oplatek/ksiadz/koledy.
    • filomena1 Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 13:29
      Nie pamietam , byc moze juz o tym opowiadalam . O pamietnych prezentach
      wigilijnych. Wlasnie ze wzgledu na pamietne prezente niektore wigile mocno
      utrwalily sie w pamieci.Bardziej niz inne,chociaz tyle ich juz bylo.
      Dlugo lyzwy figurowe z butami byly objektem moich marzen ale tez objektem nie
      do kupienia, bo najzwyczajniej nie bylo ich w sprzedazy. A gdy znalzlam je
      pod choinka to tak bardzo sie cieszylam, ze zasnelam tulac je w ramionach.
      Jezdzilam juz kilka zim na nartach gdy pojawily sie na rynku Wierchy z
      plastikowym spodem, kosztowaly fortune , totez nawet w snach nie marzylam o
      nich jak i o wiazaniach bezpiecznikowych kadra 3. Mialma za soba sporo
      przejsc „domowych” i cieszylam sie na zimowisko w Szczyrku . W Wigile
      otrzymalam telefon, ze czeka na mnie przesylka z Warszawy. Odebralam te
      plastiki Wierchy z kadrami oraz zalaczony list i zrozumialam , ze ta Wigila
      jest najsmutniejsza w moim zyciu. Narty dotaszczylam do domu we lzach i
      wstawilam za drzwi, nie cieszyly mnie , nie chcialam na nie patrzec w te dni.
      Nie byly udane, popsuly sie, musialam je wymienic.
      Pare lat temu znalzlam pod choinka olbrzymie pudlo, nie zauwazylam nawet kiedy
      i kto je pod choinke podlozyl. Wszyscy uczestnicy wieczerzy z tajemniczymi
      minami i w napieciu patrzyli jak odpakowuje po kolei pudelko po pudelku ,
      az w najmniejszym 23 pudeleczku , znajdujacym sie w tym wielkim pudle, oczom
      wlasnym nie wierzac zobaczylam malenki kamyk. Kamyk troche tylko wiekszy od
      glowki szpilki. Omal serce moje nie fiknelo z radosci. Wszyscy obecni cieszyli
      sie razem ze mna. Otoz , poprzedniego dnia po pracowitym dniu, na nartach,
      na zakupach, na gotowaniu, poznym wieczorem stwierdzilam, ze w pierscionku na
      moim palcu brak jest kamyka. . To byl pierscionek szczegolny i kamyk rowniez.
      Przynosil pomyslnosc 3 moim poprzedniczkom. Pierscionek podarowala mi Mama
      zdejmujac go z wlasnego palca w bardzo waznej chwili, dla niej ten pierscionek
      byl jeszcze wazniejszy . Przez 24 godziny bylam potwornie smutna
      beznadziejnie szukajac wszedzie, tez martwilam sie jak spojrze Mamie w oczy.
      Do dzisiejszego dnia ten odnaleziony kamyk jest najwspanialszym prezentem jaki
      znalzlam kiedykolwiek pod choinka a tamta radosna Wigilia wszystkim
      uczestnikom zostala w pamieci!
    • goskaa.l Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 14:07
      Napiszę jutro o najbardziej bolesnej dla mnie wigilii...
      • kalesonyzony Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 18:21
        Panstwo wybacza, to tak bardzo teatralne to dazenie do wspolnej Wigilii
        rodzinnej, a co z cala reszta roku w samotnosci? A co z bliskoscia kiedy
        indziej? Teatrzyk i zielona ges....Polska to dziwny kraj.
        • natla Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 18:49
          Kalesony, nie przesadzajcie. wink
          Kto mówi o dążeniu tylko w tym dniu.
          A poza tym, to przecież tradycja, czy ją kto lubi, czy nie, czy wierzy czy
          nie.Myślę, że przykro by mi było, gdybym nie miała w tym dniu ryby i czerwonego
          barszczu z uszkami i gdyby nie świeciła mi choinka.
          Nawet jestem za dużymi rodzinnymi wigiliami, bylebym nie musiała sama ich
          urządzać, bo wtedy niestety mam przechlapane wszystko.....nastrój, przyjemność
          z prezentów, śpiewanie kolęd mnie wprost denerwuje, bo wszyscy mają wigilię, a
          ja nie! Jestem umordowana i zdenerwowana. Ale skończyły się takie wigilie, bo
          najbliżsi w różny sposób się oddalili, mają swoje rodziny gdzieś w Polsce i
          poza.
          I mino wszystko brak mi ich. Tradycje mamy wpojoną, jest naszą częścią i jak ta
          część się odrywa, to czuje się pustkę.
          Poza tym Kalesony, dla wielu rodzin jest to jedyna okazja do spotkania się, no
          może jeszcze poza ślubami i pogrzebami. Wiec dążność do wspólnych dużych
          rodzinnych kolacji wigilijnych jest jak najbardziej wskazana. Tylko..........
          służbe mi dajcie wink)))
      • grazyna10 Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 18:25
        Odkad wyjechalam z kraju swieta spedzam raz w Polsce raz tu. Moja pierwsza
        Wigilia na obczyznie - umowilysmy sie z kolezanka tez polka, ze zrobimy ja
        razem, troche po holendersku troche po polsku. Zaproszona zostala jeszcze jedna
        holenderska para. Byl barszcz z uszkami, byly pierogi i ryby ale bylo tez i
        mieso, ktorego my nie jadlysmy. Szokiem dla mnie bylo, ze zaproszona para
        przyszla w strojach bardzo nieuroczystych, on w flanelowej kraciastej koszuli
        ona w bluzie dresowej. Dwa lata temu robilam juz Wigilie sama, zapowiedzialam,
        ze bedzie po polsku. Oprocz nas byla tesciowa i szwagierka z corka. Maz juz
        troche zna polskie obyczaje i polskie potrawy ale dziewczyny probowaly po raz
        pierwszy. Byl oczywiscie barszcz z uszkami (bez tego nie ma dla mnie Wigilii),
        pierogi z kapusta i grzybami, krokiety z kapusta, ryba smazona, ryba po grecku,
        sledzie i masa surowek a na zyczenie mojego meza polska salatka jarzynowa. No i
        na koniec tort makowy i bezy. Dziewczynom wszystko bardzo smakowalo i nieraz
        pytaja mnie kiedy zrobie pierogi hihihi W tym roku wypada mi trzecia
        holenderska Wigilia i jestem zalamana, bo bedzie nas tylko troje. Maz uwaza ze
        nie powinnam nic gotowac, zrobic najwyzej cos do przekaszenia ale dla mnie
        Wigilia to rowniez te potrawy robione raz do roku, ich specyficzny smak... Eee,
        sama nie wiem co mam robic, z jednej strony faktycznie dla 3 odob to nie oplaca
        sie balaganu w kuchni robic ale z drugiej strony to ma byc bardziej dla mnie
        niz dla nich. To dla mnie ta Wigilia ze swoja niepowtarzalna atmosfera jest
        wazna. Chyba jednak wezme sie za gotowanie...
        • natla Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 19:00
          Grażyko, ja robie na 2 osoby!
          Barszcz sie kisi, bedą ryby, sałatka, strudel, kutia, ze 2 kapusty. Wszystko w
          minimalnych ilosciach oczywiscie. No i na święta gołąbki....moje gołąbki wink)
          I to jest tragiczne, bo udało mi sie 8 kg zrzucić, a przy gołąbkach wrócę
          pewnie do siebie wink)
          • basiader Re: Pamiętna Wigila 13.12.06, 21:59
            Oj mam swoja pamietna wigilie. Opowiem Wam o niej. Byl rok 1980.Sytuacja w
            kraju juz bardzo napieta,strajki, puste sklepy.Ja swiezo upieczona absolwentka
            PS w Gliwicach,mama 7-letniej corci,w 9-tym miesiacu ciazy(termin porodu 18
            styczen 1981.Tuz przed wigilja dostajemy pierwsze(chyba) kartki na mieso i inne
            produkty.Ustawiam sie wiec dzielnie w kolejce dla "uprzywilejowanych"- sklep
            peka w szwach. Ludzie stoja od poprzedniego wieczora.Po 2 godzinach od otwarcia
            sklepu "rzucaja" upragnione wedzonki.Jestm 8 w kolejce "uprzywilejowanych",a
            pani sprzedawczyni informuje ,ze bedzie obslugiwala co 5 osobe z naszej
            kolejki. W niesamowitym scisku po 4 godzinach zostaje wypchnieta ze sklepu z 80
            dkg szynki i 1 kg miesa(jest godzina 17).W domu wielka awantura , gdy
            opowiadam mezowi o mojej"zdobyczy"(byl wtedy u swojej matki i nie mial pojecia
            o moim wyczynie). Wieczorem ok 19 zaczynaja sie bole.Nie przyznaje sie do
            nich, aby nie zaognic sytuacji. Licze po cichu, ze to przejsciowy efekt moich
            sklepowych zmagan.Cala noc bole nie ustepuja ,a nad ranem odczuwam juz
            regularne skurcze.O 4 rano siadamy do samochodu-Syreny(zostawiajac spiaca
            corke sama w domu).Pani na izbie wita nas milym "takie straszne czasy ,a glupim
            babom rodzic sie zachciewa i nawet w wigilje nie ma spokoju.Kaze oddac mezowi
            obraczke i pierscionek ,bo nigdy nie wiadomo co moze byc "zeby potem nie bylo,
            ze kto ukradl".Maz wraca do dziecka,a ja przerazona laduje na porodowce wsrod 3
            innych b. juz krzyczacych pan.Nie bede opisywala szczgolow(to byl horror), w
            kadym razie o 10.30 po 3 dziewczynkach w tym dniu glosnym wrzaskiem powital ten
            swiat moj syn.Tak wrzeszczal i robil takie miny, ze lekarz orzekl- ty facet
            bedziesz artysta.Dzis po 26 latach syn jest absolwentem Akademii Teatralnej(ale
            lekarz mial nosa).A wigilja-wprawdzie w szpitalu,jedyna bez meza ,corci ale
            b.szczesliwa.A co bylo potem to juz temat na zupelnie inny post(to byl
            niesamowity czas). Przepraszam ,ale mnie zebralo na wspomnienia.Ciesze sie ,bo
            syn od 26 lat jest zawsze w wigilje z nami i w tym roku,choc mieszka w
            Warszawie, tez bedzie -juz z zona i 3miesiecznym synkiem.
      • goskaa.l Re: Pamiętna Wigila 19.12.06, 11:55
        Obiecałam co prawda w ubiegłym tygodniu, ale nie zawsze udaje się zrobić tak,
        jak się zaplanowało.
        To była druga wigilia po śmierci mojego ojca. Po jego śmierci pod wspólnym
        dachem mieszkałam z mamą i dorastającym synem. Była to zarazem pierwsza wigilia
        (od czasu niefortunnego małżeństwa), podczas której nie byłam sama – w sierpniu
        pojawił się TŻ. Z tym, że TŻ po pierwsze – nie mógł w niej uczestniczyć,
        albowiem mieszkała wtedy pod jednym dachem (oprócz byłej żony) jego ukochana
        córka, a po drugie – nie był (i dotąd nie jest) akceptowany przez moją mamę.
        Mój syn wcześniej chciał w ten wieczór być ze swoim ojcem, został jedynie na
        wyraźną prośbę moją i TŻ.
        Obawiałam się przebiegu tej wigilii. Byłam wtedy pod opieką psychologa, który
        zapoczątkował odcięcie więzów narzuconych mi przez mamę i podczas spotkań
        szczerze mówiłam o tym. Zdawałam sobie sprawę z tego, że mam spróbuje swoich
        gierek, że prawdopodobnie powtórzy się kolejny raz rozmowa (przy okazji życzeń)
        o tym, jaki to on jest itd…
        Wigilia przygotowana, stół nakryty. Poszłam poprosić syna, żeby się
        przygotował. I moje dziecko mówi: - Mamo, nie usiądę razem z babcią, bo mnie
        znów dziś rano obraziła.
        Wyjaśniam, że moja mama (niestety) traktuje każdego, kto jest od niej młodszy
        (nawet niewiele) jak chłystka i gówniarza. Uważa, że jej się wszystko z racji
        wieku należy – nie zapomnę jej oburzenia, kiedy TŻ powtórzył jej gest i
        zachowanie, a ja pękałam wprost ze śmiechu, usiłując jej wytłumaczyć, ze on nie
        zrobił niczego innego, niż to, co ona sama. Jej odpowiedź: - Ja mam prawo, to
        moje mieszkanie, ja mam prawie 80 lat!
        Próbowałam przez kilka minut przekonać syna, żeby puścił w niepamięć słowa
        babci, ale był nieugięty. Wobec tego nie miałam wielkiego wyboru. Ze względu na
        to, że został w domu tylko na wyraźną moją i TŻ prośbę, stwierdziłam, że muszę
        w tę wigilię usiąść do stołu z nim właśnie.
        Poszłam do mamy i ze ściśniętym gardłem przekazałam jej słowa mojego dziecka i
        moją decyzję. Oczywiście, mamy reakcja była przewidywalna: wyskoczyła z
        zarzutem, że winien jest TŻ i że nie ma już rodziny, że doprowadził do takiej
        sytuacji. Nie pomagało żadne tłumaczenie (nawiasem dodam, że w kilka lat
        później dobra znajoma moja i mamy spytała mnie o ten wieczór – jak mogłam tak
        postąpić – i po moim wytłumaczeniu kolei rzeczy przyznała mi rację).
        Szybko nakryłam mały stolik, przyniosłam opłatek. Ale nie dane nam było
        spokojnie złożyć sobie życzenia, bo w drzwiach stanęła moja mama, w ukochanej
        pozycji krakowianki (tj z podpartymi bokami) i gromkim głosem huknęła, że nie
        dopuści do tego, żebyśmy sobie złożyli życzenia. Nie pomagały żadne prośby ani
        tłumaczenia. W końcu stwierdziłam, że trudno – nie przekonam i nie wyproszę jej
        bez stosowania przemocy. Wobec tego zaproponowałam synowi, żebyśmy usiedli i
        zaczęli jeść śledzie. Dopiero wtedy mama poszła i mogłam zamknąć drzwi.
        To była najtrudniejsza wigilia, jaką przeżyłam w moim życiu. Mama do dziś mi ją
        wypomina, nie mając zamiaru zrozumieć przyczyn mojego postępowania. Przede mną
        kolejna wigilia spędzona razem – osobno. Tym razem będzie o tyle łatwiej, że
        przypada w niedzielę, więc usiądę z mamą wcześnie (podobnie TŻ podzieli się
        opłatkiem z córką), po czym pojedziemy oboje do samotnej tego dnia Justyny (to
        niepełnosprawna dziewczyna, o której pisałam na forum). I to dopiero będzie
        właściwa wigilia.
        • greedowski Re: Pamiętna Wigila 19.12.06, 13:39
          ja opiszę 2 wigilie.
          pierwsza (w sumie kilka pierwszych) jaką pamiętam to cała rodzina przy jednym
          stole u babci. babcia ma 4 dzieci, każde z dzieci ma po 2 dzieci itd więc było
          mas ponad 20 osób. było głośno, wesoło, pyszne jedzenie dużo prezentów itd. to
          dla mnie taki ideał wigili. niestety od kilku lat takich wigili nie ma bo
          rodzina przestała się ze sobą dogadywać. negatywna wersja to pierwsza wigilia
          jaka spędziłem z ojcem i rodziną z jego strony. rodzice rozwiedli się jak
          miałem 1 rok a ojciec jakoś nigdy specjalnie nie przejawiał chęci widywania
          mnie częściej niż sąd zasądził. tylko raz poszedłem na wigilię do ojca i wiem
          że więcej tego nie zrobię. wszyscy wiedzieli że się pojawię a mimo to nie było
          dla mnie nakrycia na stole. "zaliczono" mnie jako "niespodziewanego gościa" dla
          którego zostawia się dodatkowe nakrycie. nikt nie podzielił się ze mną
          opłatkiem. to było ze 4-5 lat temu. miałem wtedy jakoś 24-25 lat i niezależało
          mi na prezentach. i tu będzie takie porównanie: dostałem za mały sweter taki
          jak we wczesnych latach 90 były na stadionie X lecia, za małą piżamę i zestaw
          promocyjny old spice (brat dostał drukarkę do komputera, bieliznę puma i
          kosmetyki adidasa). może to było chamskie z mojej strony ale po tym jak mnie
          potraktowano nawet nie próbowałem udawać że sie cieszę z prezentów. to jedyne
          święta jakie negatywnie wspominam i mam nadzieję że tak zostanie. życze
          wszystkim zdrowych i wesołych świąt smile
          • natla Re: Pamiętna Wigila 19.12.06, 14:33
            No tak właśnie jest, ze jeżeli wigilia u babci i jest tam cała rodzina, to na
            ogół wszystko gra. Chyba, że babcia "taka jak u Gosi", bo to jednak babcie
            nadają ton, a ponieważ są kochane przez wszystkich, więc nie robi się im
            przykrości i odrzuca wszelkie anse rodzinne przynajmniej na ten jeden wieczór.
            Pamietam nasze wigilie w olbrzymim mieszkaniu, z prababciami (dziadkowie sie
            nam w rodzinie nie uchowali sad( ), olbrzymi stół, choinka pod sam sufit (w
            starej kamienicy), prezenty. Zawsze był przygotowany dzwoneczek i po kolacji
            moja mama dzwoniła pod stołem. Oooooo, aniołek przyszedł....i wtedy najmłodszy
            uczestnik kolacji był oddelegowywany do rozdawania prezentów. wink)
            Ten gwar, te ochy i achy przy prezentach, te "katastrofy" typu ...płonaca
            choinka, kutia na suficie, babcia na podłodze po odsunieciu jej krzesła, no i
            zawsze przysłowiowo zimny barszcz, nawet jak był gorący. wink)
            A te wszytkie przygotowania też nastrój światezny wprowadzały. Ja jako ofiara
            rękodzielnictwa, robiłam z kolorowego papieru kilometry łańcucha....rany! jak
            ja tego nienawidziłam wink, ale to był mój psi obowiązek i póki nie pokazały
            się "gotowce", to zawsze je kleiłam. Jak sie kupowało nowe ozdoby (stare piękne
            rękodzieła zawsze były w centralnym miejscu choinki, m.in. gwiaza "złota"
            opalona przez świeczki, chyba 100-letnia, różne koszyczki i gwiazdki z
            koralików itp), więc jak sie kupowało nowe ozdoby, to trzeba było przywiazywać
            do nich sznureczki....tego też nie lubiłam okrutnie.
            Natomiast samo ubieranie drzewka, to była największa przyjemnosć (i do dzisiaj
            jest), zawsze podziwiane przez rodziców, choć moja mama,której chyba odebrałam
            te przyjemnosć, zawsze coś troszeczke zmieniała, za moja zgodą oczywiście smile
            Ok. Nagadałam sie, teraz trzeba zejść na ziemię....w tym roku ubieram 2
            choinki....jedna sztuczna idzie na balkon. smile
            • natla Re: Pamiętna Wigila 19.12.06, 14:39
              No i na zakończenie miałam napisać, że życzę wszystkim, aby nie mieli tak
              negatywnych przeżyc, jak opisane wcześniej 2 wigilie (Gosia i Greedowski).
              Dla mnie najgorszą wigilią była ta, po śmierci mamy, i choć minęło ponad pół
              roku, była okropna. Chyba pierwszy raz poza domem i chociaż u brata, i chociaż
              bratowa wychodziła z sercem na dłoni, chociaż było nas wiele, to dla mnie było
              to okrutne przeżycie.
              • regine Re: Pamiętna Wigila 20.12.06, 00:17
                Miałam jedną. To było 26 lat temu, mój Tatuś był już bardzo chory.
                Wigilię spędzał z nami w pokoju, wyszedł ze szpitala na przepustkę, leżąc na
                wersalce. Jak strasznie się wtedy czułyśmy...Podaliśmy mu opłatek i gdy z
                wielkim wysiłkiem odmówił modlitwę, podchodziłyśmy do niego i składliśmy
                życzenia. Życzenia zdrowia. Jak on na nas patrzył... Wiedziliśmy, ze to Jego
                ostatnia Wigilia z nami. Zmarł 1 stycznia.
                To była najbardziej smutna Wigilia w moim życiu. Były i jeszcze inne, też
                niewesoołe, ale tamtych "już zapomniałam". Tej z Tatusiem, nigdy....
    • filomena1 czy tylko Wigilie smutne są Pamiętne? 20.12.06, 12:41
      Moje Miłe.
      Nie chciałam przywoływać aż tak smutnych i bolesnych wspomnień. Jednak czasem zrzucenie takiego
      kamienia pozwala żyć lepiej a tzn uwolnic sie od obciążeń smutku. Wzruszyło mnie zaufanie z jakim
      podzieliłyście się tymi wspomnieniami, może nie powtorzą sie takie błedne chwile i sytuację.

      Mistrz - mędrzec , wędrował ze swym uczniem. O świcie ujrzeli w rzece topącego się człowieka. Mistrz
      rzucił się w wir rzeki, wyniosł kobietę i położył na brzegu . O zachodzie słońca , po przejściu sporego
      kawłka drogi, uczeń wreszcie zapytał : Mistrzu, przecież nam nie wolno było dotykać tej kobiety?
      Tak, ale ja ją zostawiłem na brzegu, a Ty ją jeszcze ciągle niesiesz.

      Ja postanowiłam szereg spraw zostawic na brzegu w Nowy Rok wejść i iść z jak najmniejszym
      "bagażem".
      • regine Re: czy tylko Wigilie smutne są Pamiętne? 20.12.06, 17:54
        W moim wypadku, Filomeno, nie wywołało to smutnych i bolesnych wspomnień. Po
        prostu, miałam takie Wigilie. Takie jest czasami życie. Może jedną jaką
        pamiętam jak jeszcze byłam dzieckiem, gdy żyli dziadkowie, rodzice Tatusia.
        No a teraz, gdy już sa dorosłe dzieci, wnusia. Oni wnoszą podczas tych świąt
        wiele, wielkiej radości smile))
        Ale czasami nie wszystkim udaje się, tak jak Tobie, zostawić "bagaż na brzegu".
        Nie za bardzo potrafię "uwolnić" się od niego....I idę dalej, ocierając czasami
        pot z czoła...Ale po co i dlaczego "niosę", nie potrafię odpowiedzieć.
    • sagittarius954 Re: Pamiętna Wigila 23.12.06, 11:52
      Miałem wtedy 6 lat.
      Nadszedł upragniony 24.12.1960 roku.
      Babcia od samego rana krzątała się w kuchni . Przygotowywała kolację wigilijną .
      Piekła ciasta a aromaty ich, mieszały się w małym mieszkanku, z zapachem
      pieczonego mięsa . Te zapachy obudziły nas i zaraz zaczeliśmy pomagać babci .
      Ja i moi dwaj bracia , Marek i Andrzej , staraliśmy się ulżyć w jej pracy , jak
      tylko potrafiliśmy . Najstarszy brat przynosił z komórki kubełki węgla i
      dokładał do rozgrzanego piecyka . Średni brat Andrzej , razem z babcią zagniatał
      ciasta , lepił pierogi i kroił kluski . Praca wypełniała mieszkanie . Ponieważ
      byłem najmłodszy , moja praca ograniczała sie do pilnowania kur i psów na podwórku.
      Nie mogłem doczekać się kolacji, nie tyle jej ,jak prezentów na które z
      utęsknieniem czekaliśmy, zostawione przez św . Mikołaja .
      Około południa na prośbę babci , zaczelismy ubierać choinkę . Już obsadzona
      przez dziadka ,czekała na nas w pokoju , miała naszymi rękoma stać się pięknym
      kolorowym drzewkiem przynoszącym szczęście .
      Ze śmiechem stroiliśmy ją w małe jabłuszka , cukierki,bombki i papierowe ozdoby
      .Cały adwent w sobotnie wieczory i niedziele wykonywaliśmy te ozdoby .
      Światła małych żarówek , pomalowane różnokolorowymi farbami, przygotowane przez
      mojego ojca , mieniły się wśród zielonych gałązek świerku .
      Wreszcie mogliśmy razem z babcia , obejrzeć nasze dzieło .
      Uśmiechnięta kobieta wnosiła na talerzu , świeżo upieczone ciasto i trzy kubki
      mleka .
      - Proszę , częstujcie się - powiedziałą - Zasłużyliście sobie .
      - Babciu , - najstarszy brat prosił - proszę , daj nam po kawałku szynki...
      - Mareczku przecież wiesz - odpowiedziała z powagą - Dzisiaj jest post . Od
      jutrzejszego ranka je się mięso.
      Nasze zawiedzione miny zrobiły jednak na baci duże wrażenie i zmiękczyły kochane
      serce .
      - No dobrze , po jednym kawałeczku - podnosiła palec wskazujacy do góry.
      Śmiejąc się i podskakując weszliśmy do kuchni , przypatrując się jak babcia
      odcinała plastry z niedawno wedzxonej szynki, w przydomowym ogródku.
      Drożdżowe ciasto posmarowane masłem , pachniało cudownie .
      Na jego wierzchu , czerwona szynka posmarowana żółtą musztardą , prezentowała
      się okazale .
      - Mój Boże , jak wy możecie to jeść - babcia z radościa spoglądała na trzy
      buziaki , pałąszujące przysmak . Gdy skończyliśmy jedzenie , zaczelismy sprzątać
      pomieszczenia . Trzepaliśmy chodniki , rozstawialiśmy okrągły stół , mogący
      pomieścić 12 osób . Kłądliśmy na nim sianko a babcia dodawała do niego kilka
      złotych . Przykrywaliśmy blat stołu białym obrusem . Zastawa babcina pięknie na
      nim wyglądała .
      Nareszcie sami zmienialiśmy ubiór , zakładając czyste koszule i wyprasowane
      wcześniej spodnie , z przyklejonymi nosami w oknie kuchennym oczekiwaliśmy na
      przybycie dziadka , rodziców i św . mikołaja .
      Każda minuta wydawała się godziną i ze strachem w oczach patrzyliśmy na
      zachodzące słońce .Dopytywaliśmy babci , a co to będzie gdy Oni nie przyjsdą a
      na niebie ukaże się pierwsza gwiazdka . Babcia łagodnym tonem głósu uspokajała
      nas .Wreszcie nastąpiła upragniony momentfurtka do obejścia uchyliła się i
      zobaczyliśmy idących całą grupą , dziadka Aleksandra , mamę Martę , ojca Józefa,
      oraz brata mamy Tadeusza z żoną Celiną i malenką nasz ą cioteczną sistrą Anią .
      Babcia wydałą nam nowe polecenie , chcąć mieć wolne pomieszczenie pod ułożenie
      prezentów pod choinką . Mieliśmy nakarmić trzódkę zwierząt . Ubraliśmy się
      ciepło i po przywitaniu z gośćmi , wyszliśmy do komórki nakarmić zwierzęta .
      Kury już spały , przytulone do siebie na grzędach . Tylko dwie zerwały się
      rozsypanego ziarna zboża . Psy natomiast przywitały nas radosne , machając
      ogonami i skomląc . Czarny Bobik , zajadał swoją porcję chleba posmarowanego
      grubą warstwą smalcu z dużą ilością skwarek . Do drugiego psa podchodził już
      tylko najstarszy brat Marek . Bober - tak miał na imię mieszaniec wilczura .
      Marek mówił , że jest to wilok azjatycki a fama szybko obiegła okolicę ,
      skutecznie odstraszając zapędy amatorów kur i nieproszonych gości.
      Pies był zły ale nigdy nie ugryzł dziecka . Gdy miał dość pieszczot malutkich
      rączek , bezceremonialnie odpychał nas swoim wielkim pyskiem , nie próbując
      nawet warknąć . Był na tyle dużym i silnym psem , że niejednokrotnie moja
      szczupła pupina zapoznała się z twrdą ziemią .
      C.D.N.
      • sagittarius954 Re: Pamiętna Wigila 23.12.06, 13:00
        Pies był zły ,ale nigdy nie ugryzł dziecka . Gdy miał dość pieszczot małych
        rączek bezceromanialnie odpychał nas swoim wielkim pyskiem , nie próbując nawet
        warknąć . Był na tyle dużym psem , że moja szczupła pupina niejednokrotnie
        zapoznała się z twardą ziemią . Poza tym honor wilka nie pozwalał mu na
        zajmowanie się tak małymi istotami. Bylismy zawiedzeni , że żadne ze zwierząt
        nie odezwało się do nas ludzkim głosem . Mój 12-letni brat Marek uśmiechał się
        tajemniczo . Pewnie dostąpił już zaszczytu wtajemniczenia przez rodziców .
        Babcia wyszła z domu i zapraszała nas na kolację . Ojciec powiedziała do Marka
        ,żeby sprawdziła czy już na niebie jest pierwsza gwiad=zdka .
        Brat stawała na schodkach sinki , zwijała ręce w ruloniki i przykładał do oczu ,
        lornetowała niebo .
        - Jest , tato jest - krzyczał radośnie.
        - No to siadamy do stołu - stwierdzała dziadek .
        Brał opłatek ze stołu podchodził do każdego i dzielił się nim z nami . Później
        starsi składali sobie życzenia , na końcu podchodząc do nas . Pierwszym zawsze
        był dziadek . Jeszcze pamiętam jego szorstką brodę , gdy całował mnie w
        policzki.Radosne twarze domowników przewijały się mi przed oczyma . A my mali ,
        ciągle kierowaliśmy swój wzrok ku prezentom , przykrytymi szarym papierem . I
        tego roku św Mikołaj nie miał czasu na zostanie w naszym domu , spiesząc się do
        innych dzieci .
        W czasie kolacji nie chciałem jeść , taki byłem przejęty. Jednak surowe
        spojrzenia ojca i tkliwe mamy , zmuszały mnie do przełknięcia kilku łyżek zupy
        grzybowej z kluskami , jednego pieroga i kilku racuszków .
        Po długiej dla nas dzieci , nie kończącej się kolacji , nastepował długo
        oczekiwany moment. Rozdanie prezentów . Każdy ze swoim , zostawialiśmy dorosłych
        przy stole a sami wymykaliśmy się do kuchni , ciesząc wzrok kolorowymi pakunkami.
        Tamtej Wigilii otrzymałem od Mikołaja kolejkę . Sliczny parowóz z kilkoma
        wagonikami . Szczyt szczęścia małego chłopca .Moi bracia pomagali mi rozstwaiać
        tory i obsługiwać pędzący pociąg , kręcaćy siękółko po torach .
        Brat Andrzej podniósła się z klęczek .
        - Babciu , babciu ktoś do nas idzie -
        Do domu zbliżała się tajemnicza postać , lekko przygarbiona .
        Dziwne ,ale nie słyszeliśmy szczekania naszych psów .
        Kobiety podnosiły się od stołu i przechodziły do kuchni.
        - Przecież to Stefa , moja siostra - zauważyła babcia .
        Do kuchni weszła nasza ciotka Stefania .Była zapłakana , ujrzawszy babcię
        osuwała się w jej ramiona .
        - Aniela , nie żyje - zdołała wykrztusić .
        Aniela była jej córką i serdeczną przyjaciółką mej mamy.
        Radosny dom w jednej chwili zmienił się .
        Zawodzenie ciotki i płacz kobiet , poważne miny panów wypełniały tę chwilę .
        Staliśmy w kącie przy gorącym piecyku trzymając się za ręce .
        Mój dziadek z ojcem wzięli cocię pod ramina i poprowadzili na tapczan.
        My zostaliśmy w kuchni a ja małą rączka pokazywałem na zgniecioną kolejkę . W
        moich oczach też pojawiły się łzy ,ale jakże inne od tych dorosłych łez .
        Po dłuższej chwili wypełnionej wyjaśnieniami przyczyną śmierci Anieli
        usłyszeliśmy głos dziadka , który zainicjował jedną jedyną kolędę tego wiecziru .
        ":Wśród nocnej ciszy , głos się rozchodzi..."

        Smutno zabrzmiała kolęda przerywana żałosnym szlochem ciotki Stefy.
        Tego wieczoru zasypiałem z parowozikiem zgniecionym przez kogoś kto niechcący
        nadepnął na mój prezent .
        W kilka miesięcy później zakopałem parowozik i wagoniki w ziemi, chcąć pożegnać
        nieszczęśliwy prezent .
        Pewnie już znikł, po przeszło 40 mlatach przebywania w ziemii. Pamięć tamtego
        dnia jest we mnie jak obraz tego parowozika . I nie zniknie . Nauczyła mnie ta
        wigilia cieszyć się z każdego prezentu , choćby ziarnka gorchu smile)))( to już
        inna historia )
        Nie zniknie pamięć , jak nie zniknie wigilia , jakakolwiek by nie była .
    • filomena1 Czy tegoroczne Świeta czymś sie wyróżniają? (7) j 26.12.06, 11:53
      A tutaj temat tegorocznej pamietnej Wigili.

      Sagi piekna ta Twoja opowiesc,
      pozdrowiam,
      Filomena pierwsza
      • sagittarius954 Re: Czy tegoroczne Świeta czymś sie wyróżniają? 26.12.06, 19:56
        To tylko przeproszę was za błędy , palec mi zostaje w tyle i dlatego wyskakuje
        "a" w rodzaju męskim smile)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka