filomena1
13.12.06, 09:42
Sama nie wiem czy dlatego pAMIęTNA, że pierwsza z dala od domu i rodziny, czy tez dlatego , że
stan wojenny odciął nas od bliskich i od domu , czy tez dlatego ze na talerzach było mięso ?
z tym tradycyjnym postem wigilijnym to jak z nałogiem?, trudno sie odzwyczaić od postu aby w
Wiglie jeść mięcho. Na pierwszą tu Wigilie 25 lat temu zaprosili nas Szwajcarzy . Gośćmi byli tez
Kanonik i Proboszcz. Mielismy smutne miny, Polska byla odcięta od swiata. Nagłówki gazet
przynosily codziennie wiadomosci o tysiacach poległych stanu wojenngo. Mielismy szacha i mata na
karku. Wigila zapowiadala sie uroczyscie. Zaskoczyly przy wejsciu pieknie nakryty i udekorowany
troche jarmarcznie jak na moj gust stol oraz choinka przyozdobiona na czerono -srebrno. . Do stolu
zasiedlismy zwyczajnie, tzn bezceromanialnie, bez zyczen i oplatka. Zaczęliśmy od łososia z bułką z
masłem, następnie podano pieczn cięleca w jakims sosie. Mielismy ścisk w zołądku i w żaden sposob
nie mogłam ugryźć tej pieczeni. Przełyk miałam zawiązany na supelek. Nie udawalo mi sie połknąć
tej miekkiej i pewnie pysznej cieleciny. Wypiłam łakomie dwa spore kielichy przedniego czerwonego
wina i przystapilam do ataku na cielecine. Gospodarze zauwazyli moje dziwne miotanie sie z
zawartoscia talerza. Nie moglam zrobic takiego afrontu i nie zjesc. Tak Kanonik jak i Proboszcz mieli
juz puste talerze i wszyscy czekali na mnie z nastąpnym daniem . To byla jedyna Wigila z mięsem w
moim zyciu i chyba, mam nadzieje, ostatnia.
Przyzwyczajenie do tradycji ? holubienie zakorzenionej tradycji to chyba nalog, aczkolwiek nie
niebezpieczny.
pozdrawiam adwentowo z dwoma zapalonymi swiecztkami
Filomena