Czy spacer w letni deszcz w towarzystwie może byc odbierany jako niefart? Tak, może. A było to tak:
Po południu postanowiłem sobie pojeździć na rowerze. Słoneczko, cieplutko, będzie dobrze.
Pojechałem sobie kawałek i postanowiłem załatwić coś w supermarkecie. Jakieś 4-5 km. od domu. Sobie podjechałem bez problemów, zostawiłem rower w uchwycie, poszedłem tam gdzie chciałem. Wróciłem po 10 minutach, odpinam rower i ... Na tylnej oponie kompletny flak. ZERO powietrza. Cóż, ani chybi jakis rodak popisał się swoim świetnym poczuciem humoru. Trudno, nie zrozumiałem dowcipu.
Ale nie ma co się załamywać, ze 100 metrów dalej jest stacja benzynowa, kompresorek, ok, będzie git. No niestety po dokladnym obejrzeniu opony dał się w niej zauważyć duży drut w kształcie litery U. No i dwie dziurki dość duże. Czyli miłość bliźniego raczej wykluczona. Pesio.
Dmuchanie nic nie pomogło. No trudno, 4 km. na piechotę w towarzystwie roweru to żadna sztuka. Idę.
I nagle, jak nie lunęło. Bardzo miły, ciepły deszcz. Dużo deszczu. Bardzo dużo deszczu. Ja p..., coraz zimniej. Doszedłem do serwisu rowerowego, zamknięty od 15 minut. Gdybym nie poszedł na dmuchanie, to bym zdążył. Pesio.
Cóż, dotarłem do domu, piwo wypiłem i jest OK. Serwis czynny jutro od 10. Czeka mnie zakup nowej dętki. Tej już się nie uratuje.
A to jeszcze nie koniec tygodnia