Tak sobie poczytałem wątek "szukam dziewczyny - czemu tak trudno?"
oraz komentarze na temat tego jacy to mężczyźni są przebieracze i
postanowiłem opisać swój przypadek. A co mi tam, anonimowy
ekshibicjonizm.
No to się przedstawię. Pochodzę z dosyć małej miejscowości. Przez
chwilę mieszkałem w dużej

, niestety wynajmowanie u obcych ludzi
przestało mi się podobać. Nie zdecydowałem się na zakup kawalerki,
którą spłacałbym do końca swoich dni tak więc wróciłem. Mieszkam z
rodzicami, z czego wcale nie jestem dumny ale nie wierzę by nasz
ukochany kraj umożliwił mi zmianę tego stanu. Nie mam żadnych
znajomych, ponieważ nieliczni, których miałem dawno wyjechali i
założyli rodziny. Koledzy z pracy mieszkają w "dużej miejscowości".
Nigdy nie przepadałem za imprezowym stylem życia. Za to zawsze
kochałem sport. Tysiące godzin spędzone na jeżdżeniu na rowerze czy
bieganiu, niemalże zawsze w samotności, nie sprzyjały zawarciu
jakiejkolwiek znajomości z płcią przeciwną. Ukończyłem studia
techniczne, na roku miałem trzy dziewczyny, oczywiście zajęte. W
pracy mam dwie, oczywiście obie dawno założyły rodzinę. Tak więc
chodzę czasem po tym swoim mieście, patrzę na pary młodsze ode mnie
o jakieś 10 lat. I nie przebieram, lata obecnego stanu utrzymują
mnie już niemalże w pewnośći że już na zawsze zostałem sam. Każdy
swój dzień staram się maksymalnie wypełnić, siłownia, rower,
spacery. Angażuję się w pracy maksymalnie, ponieważ wymaga sporo
myślenia, wykonując ją mogę przez chwilę całkowicie zapomnieć o
codziennych troskach. To najlepsze lekarstwo na samotność, czyni
mnie powoli całkowicie obojętnym i niewzruszonym. Mógłbym napisać,
że żałuję tego jaki byłem i tego jaki jestem, niestety nie potrafię
być inny. Zostałem wrzucony do wora, zwanego "singlami" choć
synonim ten oznacza na ogół szczęśliwych "przebieraczy". Nie użalam
się nad sobą. Zamiast tego wolę sobie znaleźć kolejne zajęcie. Tak
został świat skonstruowany, jedni są piękni inni bogaci, jedni
szczęśliwi a inni codziennie muszą zadawać sobie pytania.
PS: Nie jestem specjalnie wysoki, nie jestem brunetem, nie jestem
przystojny. I nie mam specjalnie "renomowanego" zawodu, ponieważ w
naszym kraju-kolonii sprzedawców i handlowców inżynier nic nie
znaczy.