anula_a
23.07.06, 11:29
nie wiem czy jest to odpowiednie miejsce na tego typu wątek, jeśli nie to
bardzo proszę o podpowiedź, gdzie byłby bardziej na miejscu,
mieszkam w mieście liczącym ok 50 tys mieszkańców, jest tu wiele sklepów -
duże markety, drogerie, sklepy z odzieżą - które przyjmują płatności kartami
(kredytową, zwykłą płątniczą) a przynajmniej tak informują nalepki na szybach
tych sklepów,
jednakże w mniejszych sklepach na propozycję zapłaty kartą twierdzą, że: a to
terminal maja zepsuty (w ciągu miesiąca tak ok 10 razy w jednym sklepie), a
to głośno mówią, że WOLĄ GOTÓWKĘ, a to, że kwota minimalna do zapłaty kartą
to 100 zł,
zdarzało mi sie w paru przypadkach, że rezygnowałam z zakupu, ponieważ nie
chciało mi sie iść do bankomatu po gotówkę, kiedy usłysząłam powalający
komunikat, że wolą gotówkę, albo, że terminal mają popsuty,
ale w momencie rezygnacji przy rachunku ok 200-300 zł szanowna pani sklepowa
twierdziła, że no dobrze, ostaecznie moze być karta, albo spróbuje uruchomić
terminal...
czy takie działania są właściwe? czy jeśli sklep decyduje się na terminal
płatniczy ma prawo wprowadzac jakieś ograniczenia, czy jest to po prostu
zacofanie i przyzwyczajenie do tego, że jedyną formą pieniądzem jest gotówka?