Gość: Zdumiony
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
14.08.09, 13:05
W ostatnich miesiącach dyżurnymi tematami stały się "gdzie szukać
oszczędności" i "przybywa nowych firm". Premier nakazuje redukować wydatki,
cieszy się też, że Polacy stają się coraz bardziej przedsiębiorczy. Dopływają
też informacje, że by redukować koszty - zlikwidowanych zostanie ileś tam
etatów w administracji. Chwalebne to! Jednak ja chcę Wam pokazać inny obraz:
jak Ministerstwo Finansów rzuca kłody pod nogi przedsiębiorczym osobom, a
dzięki temu trwoni pieniądze, a na dodatek pozbawia budżet przychodów! W
pierwszej chwili sytuacja wydaje się groteskowa, ot, taki "polski Monty
Python", po chwili jednak przychodzi refleksja: W JAKIM KRAJU MY ŻYJEMY???
Zatem do rzeczy:
By w Polsce móc prowadzić usługowo księgowość, trzeba zdać specjalny egzamin
organizowany przez Ministerstwo Finansów (oczywiście słono za niego płacąc).
Kropka. W tym roku zmieniły się zasady. Było o tym wiadome już w ubiegłym
roku. Procedury przygotowawcze trwały jednak... PÓŁ ROKU! Pierwsze egzaminy
odbyły się w... CZERWCU!!! Podczas, gdy zgłoszenia były wysyłane do MF jeszcze
pod koniec ubiegłego roku! Tyle czasu urzędnikom zajęło przygotowanie
dokumentów. Tłumaczenia były typu: zmieniły się zasady, musimy przygotować
dokumenty. TRWAŁO TO SZEŚĆ MIESIĘCY!!! Dla mnie sytuacja jest prosta, jasna i
klarowna: jeśli "fachowcy" mają problem z dokumentacją - wystarczy przyjąć
prostą zasadę: dopóki jej nie przygotujemy - obowiązuje ta, wcześniejsza! PO
KŁOPOCIE! Szybko i sprawnie.
W końcu w czerwcu egzamin się odbył! Przesiew - straszny. Zdała tak
statystycznie co trzecia osoba, wśród nich moja Żona! Wypiliśmy szampana z
tego tytułu. I plany: firma już założona, klienci czekają na zdany egzamin i
CERTYFIKAT. Bez tego ostatniego - ANI RUSZ! Szanujemy prawo. Tacy jesteśmy.
Komisja przysłała oficjalne potwierdzenie zdania egzaminu. Wszystko nadal
wydaje się proste. Teraz czekamy na oficjalną informację z Ministerstwa
Finansów. W końcu - tak mniej więcej po SZEŚCIU tygodniach jest!!! I teraz
zaczyna się już Monty Python w pełnej krasie! Otóż, by otrzymać certyfikat
koniecznym jest: ODESŁANIE DOKUMENTU PRZYSŁANEGO PRZEZ MINISTERSTWO FINANSÓW
(W ORYGINALE!!!) DO... MINISTERSTWA FINANSÓW!!! Odsyłamy.
Czekamy. Żona liczyła, że otrzyma certyfikat do końca lipca, zatem 1 sierpnia
mogłaby rozpocząć pracę, czytaj: PŁACIĆ PODATKI PAŃSTWU!!! Błąd! Certyfikatu
nie ma! Przesuwa zatem termin na 1 września. OPTYMISTKA! Czekamy! W tym
tygodniu przychodzi list polecony, za zwrotnym potwierdzeniem odbioru
(generowanie kosztów czy ratowanie Poczty Polskiej???). Z listu wynika jedno:
Z UWAGI NA NAWAŁ PRACY URZĘDNIKÓW, CERTYFIKAT ZOSTANIE WYSTAWIONY DO... 31
GRUDNIA 2009 ROKU!!! Od postanowienia nie ma odwołania! (Moim skromnym
zdaniem, Pani, która się pod tym podpisała - ŁAMIE PRAWO!)
Żona, z natury spokojna i wyważona, nie wytrzymała! Nie będę cytował, ale
sławne określenie doktora Strosmayera było najłagodniejszym!
Rodzi się kilka pytań:
1. dlaczego Ministerstwo Finansów nie dba o ludzi, którzy CHCĄ UCZCIWIE
PROWADZIĆ FIRMY I PŁACIĆ PODATKI?
2. dlaczego Ministerstwo Finansów nie dba o dochody budżetu państwa?
3. dlaczego ktoś wymyślił tak idiotyczny tryb pracy (wysyłanie i odsyłanie
dokumentu pod ten sam adres)?
4. KTO poniesie koszty utraconych dochodów przez osoby, które zdały egzamin i
z ewidentnej winy MINISTERSTWA FINANSÓW nie mogą rozpocząć pracy???