poniewaz watek o czyszczeniu i pielegnacji uszu u naszych psiakow zostal juz
zarchiwizowany (
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=24053&w=38105063&a=38105063) i nic juz nie mozna nowego dodac to pozwolilam
sobie otworzyc nowy watek, dla tych ktorzy chca dorzucic jakies trzy grosze
No wiec ja bede pierwsza.
W zeszle wakacje pochwalilam dzien przed zachodem slonca, po ponad 1,5 roku
spokoju z uszami Kaisera znowu sie zaczelo

Poniewaz w tygodniu nie ma mnie w domu to gdy wrocilam ktoregos razu na
weekend to az przerazilam sie gdy zobaczlam uszy Kazelota. Nie dosc ze byly
spuchniete i czerwone to od spodu przy brzegu mial wielkie grube strupy o
srednicy okolo 2 cm. Oczywiscie u mnie nikt nie zauwazyl, bo caly dzien
nikogo poza dziadkami nie ma, dziadki sa slepe i gluche, moja mama, ktorej
zaplon "zauwazylam ze cos sie dzieje" zalacza sie dopiero op moim powrocie
takze pies trzepal lbem caly tydzien i nikt nie zauwazyl

FANTASTYCZNIE
Poszlam z nim do weterynarza ale nie do tego co zwykle bo tam byly zawsze
kolejki i mimo ze sie przychodzilo np na 14 to wychodzilo sie okolo 19.
Dostalismy Dicortineff i jakies tabletki na trzepanie uszami, bo wlasnie od
trzepania mial te strupy-uszy obijaly mu sie o rozne rzeczy i strup gotowy.
Uczy jako tako wyladnialy, strupy zeszly. to bylo okolo 3 tygodni temu
W zeszlym tygodniu wykapalam Kaisera ale glowy mu jak zwykle nie moczylam,
mimo to po tygodniu uszy znowu byly czerwone. WKurzylam sie i teraz
przebolalam i poszlam do mojego 1 weterynarza. Okazalo sie ze dicortinef
owszem moze i dobry ale dla ratlerka jakiegos. Dostalismy lek o nazwie
OTISAN, dostepny jedynie u weterynarzy. Ja zaplacilam 28 zl. Lek malo wydajny
mimo tego ze ma 15 ml po 3 dniach musialam kupic nowe opakowanie. Ale widac
jakas poprawe i mam andzieje, ze go wylecze na wakacje bo ja naprawde bym nie
chciala spedzac lata z psem w kolejce do weterynarza.