nasze zwierzaki.
Dzisiaj umarł mój Zenek

Wiem, że to nie forum o szynszylach ale po prostu ja nigdzie indziej o moich zwierzakach nie rozmawiam, ani poza forum też się nie uzewnętrzniam za bardzo a tak mi zaciążyło. W sumie to tylko gryzoń był....ale kochany. Był wcześniej przed Kaiserem, miałam go 5 lat i boję sie że go zaniedbałam

Bo mam wrażenie, że poza mną to tam do niego nikt nie zaglądał w tygodniu. Bo ja co tydzień jak zjeżdzałam z Łodzi to do Zenka zaglądałam, żeby mu do oporu ząłożyc jedzonka, ogarnąć klatkę itp i tak było ok przez tyle lat, aż dzisiaj zeszłam do piwnicy ( bo tam dla niego była odpowiednia temperatura, w domu za ciepło mam i nie było go

klatka była pusta...nie było trocin..ani jedzenia...zeslzi ze mna Kaiser i Pepsi i od razu pepsika wywalilam z tego pomieszczenia bo myslalam ze ktoś Zenka wypuscil zbey sobie pobiegał i o tyle o ile Kaiser Zenkowi krzywdy nigdy nie zrobił i było ok to kot jednak jest niereformowalny. I nawet mi przez myśl nie przeszło, że skoro klatka nie ma nawet trocin to Zenek nie żyje. Poszłam zapytac rodziców gdzie jest Zenek i okazało się że nie żyje. W sumie to najbardziej wkurzyła mnie reakcja mojej matki...z wyrzutem, jakbym w ogole sie tym Zenkiem nie interesowała...z restzą ona ciągl;e utrzymuje, że wszystko za nas robi a my nic...co jest kompletna bzdurą...i przy rodzicach jeszcze w sumie az sama (w tamtym momencie) dziwiłam się, że jakos moja twarz nie ma grymasu smutku, że nie płacze i jakąś kompleną pustkę mam w głowie, i że te pytania o Zenka (sama miałam takie wrażenie) jakby sztuczne były...zamknęłam się w pokoju i dopiero wtedy nagle sie popłakałam

I tak w sumie poczułam nadal pustkę, no bo w sumie to był Zenek, nie żyje taka kolej rzeczy ale te łzy same sie tak po prostu cisnęły. Przepraszam jeśli zasmiecam forum....ale gdzieś czułam że muszę skoro nawet przy mojej matce nie mogłam.... Jest mi go tak żal, że juz go nie ma...W sumie to cały czas był w klatce, prawie cały czas bo czase go wypuszczałam i Kaiser ganiał za nim op całym pokoju a on mu po głowie skakł i w ogole si e go nie bał. Czasami ze mną spał nawet. Był taką fajna kuleczką, miał najmilsze futerko jakie do tej pory dotykałam i nawet jak miałam wczesniej Zuzkę i MAriana i jak ich oddałam to nie było mi ich w ogole żal bo byli dzicy a Zenek był taki sympatyczny, taki jak mały piesek. Zawsze wychodził ze swojego domku jak przychodziłam do niego i tym swoim noskiem weszył co tym razem mu przyniosłam

I jak Kaiser mu cały łeb do klatki pakowała on mu tej głowie skakał i kompletnie sie nim nie przejmował tylko tym jedzeniem...
Musze wiecej o swojego Kaisera dbać, wiecej z nim na te spacery chodzić, wiecej zabawa, wiecej czasu...zmobilizowac się musze żeby nie patrzec na niego jak on w takie brzydkie dni lezy zwiniety w klebuszek na swoim poslaniu i spi bo nei ma nic innego do roboty a ja len i zmarzzluch boje sie nos spoza domu na zimno wystawić. Żeby nie żałować że go za mało obiegałam... Doceńcie swoje zwierzaki.