Dodaj do ulubionych

Bezsilność...

17.09.09, 08:46
Witajcie,

też tak macie, że w pewnym momencie ogarnia taka totalna,
obezwładniająca bezsilność? I wydaje się, że nic nie można zdziałać?
Pozostaje tylko usiąść i płakać...albo ubić gnoja - ale co to da?
pójdę siedzieć i tyle...co wtedy z dzieckiem? Ale czy wytrzymam? Czy
po raz kolejny znajdę siły, żeby rano obudzić się, wstać, zacisnąć
zęby, przyozdobić twarz w usmiech i udawać, że panuję nad sytuacją i
sobą? Tylko jak to zrobić skutecznie po kilku godzinach gorzkiego
szlochu i przespanych raptem dwóch godzinach? Jak opanować drżenie
rąk i głosu? Boshhhh niech juz ten pozew przyjdzie do niego, niech
już odbędzie się rozprawa. Skąd wziąść siły żeby dotrwać i nie stać
się kłębkiem nerwów? Mówią - wytrzymasz dla dziecka. Wiem, ze muszę.
Ale skąd brać wciąż siły? No skąd? crying
Obserwuj wątek
    • eutherpe Re: Bezsilność... 17.09.09, 08:58
      Taj już jest.Parabola nastrojów, reakcji, kryzysy i oczyszczenie.Jesteśmy jak na
      huśtawce. To odejdzie, napewno, wszystko jest świeże, pozwól zadziałać
      czasowi-on jest najlepszym terapeutą, chociaż na dnie pozostanie
      rozgoryczenie.Zawsze coś zostanie na sercu, mimo,ze pokryje się kolejnymi
      warstwami obojętności, zapomnienia.Po prostu staraj się angażować w drobiazgi,
      wykonaj obowiązki każdego dnia. Nie nastawiaj się na nic, po prostu funkcjonuj.
      Przyjmuj wszystko co przyniesie dzień.Pozwól ,że upływający czas podziała jak
      lekarstwo. Inaczej chyba się nie da...Wszak zacni porównują rozwód do żałoby, to
      traumatyczne przeżycie, które w każdym odciska swoje znamię.
      • sauber1 Re: Bezsilność... 17.09.09, 09:17
        Nadzieja zawsze umiera ostania. Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście,
        niekoniecznie najlepsze, tylko do których drzwi pukać ???
    • airwoman Re: Bezsilność... 20.09.09, 11:04
      opisałaś dokładnie to co ja czuję...dokładnie co do słowa...tylko,
      że ja dopiero po dzisiejszej (kolejnej) nieprzespanej nocy podjęła
      decyzję o rozwodzie...
      pzdr,
      • dsz27 Re: Bezsilność... 20.09.09, 11:23
        Opisywane przez Ciebie nastroje są całkowicie normalne i typowe dla takich
        sytuacji jak rozwód. Każdy albo prawie każdy tutaj tak się czuł i niestety nie
        ma złotego środka na wyjście z tej sytuacji. Czas jest największym Twoim
        sprzymierzeńcem, mimo, iż teraz tego nie dostrzegasz ani nie rozumiesz.
        I najważniejsze...to mija!

        pozdrawiam
    • inbluesky Re: Bezsilność... 20.09.09, 11:37
      Przeżywam wszystko bardzo podobnie. Ale to jest tak, że jesteśmy tak naprawdę w
      żałobie i kryzysie, trudno się dziwić i oczekiwać, że zawsze będziemy miały siły
      do walki i banana na twarzy. Też nie przesypiam nocy, mam lęki, nawroty
      depresji, potwornego wrażenia bezsensu i bezsilności. Nawet wzgląd na dziecko
      nie zawsze pomaga, niekiedy płaczę przy nim i nie mogę się opanować. Niekiedy
      nie mam siły wstać z łóżka, zmierzyć się ze zwykłym dniem...

      Ale to przejdzie. Na razie udało mi się wziąć w garść, zaczęłam konkretne
      działania. Zrobiłam plan - spis niezbędnych czynności i staram się go
      realizować. To pomaga, kiedy wiesz, co masz robić dalej smile

      Pozdrawiam i życzę dużo siły, życzę żeby żałoba i cierpienie odeszły jak
      najszybciej w przeszłość.
    • virtualna_ja Re: Bezsilność... 21.09.09, 11:53
      Najbardziej wqrza mnie jego obojętność i unikanie za wszelką cenę
      bycia z dzieckiem. Mała tęskni, pyta - gdzie tata, kiedy będzie,
      może zadzwonimy i zapytamy? A ja wolę tego nie robić bo potem
      słyszę, że minipuluje dzieckiem, nastawiam przeciwko niemu...własnie
      takie sytuacje sprawiają, że z bezsilnej złości ubiłabym gnojka :[
      Ehhh.........ale - złe emocje precz smile mamy piekny dzień, słonko
      świeci, mamy sliczne, zdrowe, mądre dzieci. Nam też nic nie brakuje
      (poza odrobiną szczęścia - ale to przyjdzie big_grin) Zatem żyjemy,
      cieszymy się każdą chwilą i wspieramy dobrym słowem big_grin Mam rację? big_grin
      Buziaki smile))
      • 0-kate Re: Bezsilność... 21.09.09, 12:21
        ja też tak mam!! widocznie tak musi byc!!
        jestem na rozdrozu-nie podjełam jeszcze żadnych działań, podjęłam
        tylko decyzję ... muszę odejść!
        muszę odejść, żeby do końca nie zwariować. muszę odejść, żeby
        wychowac dzieci na porządnych ludzi. muszę odejść, żeby udowodnić
        sobie i innym, że dam sobie radę!
        chciałabym mieć czarodziejską kulę, żeby pokazała mi tylko, że za
        kilka lat będę się usmiechać, że będę szczęśliwa, obojętnie czy z
        kimś czy sama!
        kilka lat dreczenia psychicznego daje efekt. nie wiem, czy sa
        jeszcze we mnie jakieś wartości, nie wiem, czy sama dam sobie radę z
        najmniejszym problemem. i to jest najbardziej przerażające...
        wszyscy mówią, że to minie - UWIERZMY W TO!!
        • virtualna_ja Re: Bezsilność... 21.09.09, 14:14
          0-kate musimy się jakoś trzymać pionu i wierzyć, że damy radę! Ja
          też stwierdziłam, że jeszcze-mąż mnie nieźle wytresował, bo
          cokolwiek warknął to ja juz stałam na baczność tongue_out Dłuuuugo zwlekałam
          z decyzją o rozwodzie, baaardzo długo odkładałam tę myśl, bo
          przecież nie dam sobie rady - słowa prawie-exa. I wierzyłam w to!
          Wierzyłam święcie - a niby jestem wykształconą, dorosłą kobietą. Tak
          sobie czasami myślę - gdzie był mój rozum wtedy? Chyba spał!
          Teraz czekam na papiery z sądu, pozew złożony około miesiąca temu.
          Poza tym nie możemy dojść do porozumienia co do kwoty spłaty
          mieszkania exowi (ja zostaję w nim z dzieckiem)bo wciąż mu mało i
          mało...liczę na to, że w końcu dojdziemy do porozumienia i....że
          dostanę taki kredyt w banku tongue_out
          Miłego popołudnia smile
          • 0-kate Re: Bezsilność... 22.09.09, 12:17
            eee, nie wiem czy to pocieszające - ale ... nie masz tak zle!! smile
            ja mam dwójkę dzieci (jeszcze maluchy), bogatego, bezwzględnego,
            zadufanego w sobie męża i ... rozdzielność majątkową ....
            nie mam nic!! wyjdę z domu tak jak stoję (torbę z ciuchami mogę
            sobie spakować...). nie chce wyjść na materialistkę, ale własnie to
            trzyma mnie jeszcze w domu. mąż nie nalezy do "dajnych", ale zawsze
            coś tam nam skapnie... ciągle mnie straszy, że skoro JA chcę odejść,
            to JA będę musiała zapewnić byt dzieciom a on ... on da mi po 200 zł
            alimentów!!
            mogę wyprowadzic się do rodziców (malutkie mieszkanko), ale boję
            się, że jak się wyprowadzę, zobaczy, że jakoś sama daję sobie radę i
            nic więcej nie wywalczę ... chciałabym żeby kupił nam chociaż 2
            pokoiki w starym bloku... smile
            ja nie zarabiam za dużo, on zarabia kilkanaście tysięcy - ile
            dokładnie? ... oczywiście nie wiem! smile na co dzień stosuje wobec
            mnie i dzieci przemoc psychiczną i ekonomiczną... wypomina każdą
            wydaną złotówkę - wszystko przelicza na pieniądzę!! brzydzę się
            tego!!
            musze tylko zdobyć się na odwagę i przekonac samą siebie, że dam
            sobie radę!!! i ... dzieci kiedyś zrozumieją, że to było dla ich
            dobra!!! narazie często odwiedzam forum, czytam różne porady, różne
            historie pisane przez zycie i mam nadzieję, ... kiedyś dołączę do
            rozwódek!! smile
            ... pozdrawiam!!
    • scriptus Re: Bezsilność... 21.09.09, 14:06
      Też tak miałem. Też (choć to niemęskie) płakałem, rozpaczałem, nie widziałem
      wyjścia.
      Opamiętałem się dopiero, kiedy na sali sądowej zobaczyłem i usłyszałem -
      kłamstwa mówione prosto w oczy, bezczelnie i bezwzględnie. W pierwszym momencie
      zrobiło mi się niewiarygodnie smutno, jeszcze smutniej, jeśli to możliwe, boć
      przecież, jak juz tam szedłem, to wesoło nie było.
      Jednak potem mi odpuściło. Wszystko zobojętniało, to co bolało, odrętwiało,
      udało mi się zracjonalizować całą sytuację i wytworzyć sensowny plan dalszego
      działania. Udało mi się uniknąć popadnięcia w negatywne emocje, odpowiedzi jadem
      na jad. Po prostu zbijam wszystkie kłamstwa, udowadniam ich fałsz. Kłamstwo ma
      krótkie nogi.
      Co więcej, odzyskałem wolę działania, równowagę emocjonalną, żyję dalej
      normalnie. Pogodziłem się z faktycznym rozpadem mojej rodziny i jedyna istotna
      racja działania to ochrona dzieci przed konsekwencjami rozpadu rodziny. Siebie
      już chronić nie muszę, wyrosła mi skorupa. Ona przestała mi być do czegokolwiek
      potrzebna.
      • scriptus Re: Bezsilność... 21.09.09, 14:08
        Napisałem Ci to po to, żebyś miała nadzieję. Stan takiej bezsilności i
        beznadziei się naprawdę skończy, bo co nas nie zabije, to nas wzmocni.
        • panda_zielona Re: Bezsilność... 22.09.09, 13:37
          bo co nas nie zabije, to nas wzmocni.
          A ja słyszałam,że przyzwyczai do bólu
      • cleer13 Re: Bezsilność... 21.09.09, 14:24
        scriptus napisał:

        > Też tak miałem. Też (choć to niemęskie) płakałem, rozpaczałem, nie
        widziałem
        > wyjścia.


        Ale ludzkie. Jak dobrze wiedzieć,że są jeszcze luddzcy faceci smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka