Dodaj do ulubionych

życie pod jednym dachem

08.01.10, 12:31
Oprócz tego,że obydwoje bardzo mocno odczuliśmy kryzys (mąż w tej
chwili w ogóle już nie ma pracy),to jeszcze obydwoje mamy dość
poważne kłopoty zdrowotne (mnie np. czeka poważna,skomplikowana
operacja,po której ok. roku nie będę mogła pracować-rehabilitacja, a
że od lat pracuję na czarno-nic mi się nie należy).
Sytuacja jest więc dosyć ponura i nijak nie sprzyja rozwodowi,który
nastąpić musi. Żyjemy teraz razem na 50m2 i co chwila wybuchają
awantury,żadne z nas nie ma dokąd pójść a myślę,że każdemu by się to
bardzo przydało. Rodziny praktycznie nie mamy a Ci nieliczni nie
mają warunków do przyjęcia kogoś z nas. Po rozwodzie będzie tak
samo,nie wiadomo jak długo i psychicznie jest to nie do wytrzymania.
Wiem,można powiedzieć,żeby nie wchodzić sobie w drogę,nawet czasami
to wychodzi,ale między nami jest tyle negatywnych emocji,wspomnień
bardzo złych wydarzeń,że wcześniej czy później któreś wychodzi z
jakimiś pretensjami. A i życie codzienne na małej przestrzeni
przysparza kłopotów,wszystko wspólne a my osobno...
Jakieś słowa otuchy a może rady przydałyby mi się teraz.
Pozdrawiam rozwodnikówsmile
Obserwuj wątek
    • jumanji_7 Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 13:08
      hellena6 napisała:

      > Oprócz tego,że obydwoje bardzo mocno odczuliśmy kryzys


      Rzeczywiście sytuacja nie do pozazdroszczenia, może na początek, by to wszystko
      załagodzić wystarczyło by zmienić barwy ścian ... ?
    • canan_13 Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 13:14
      Cóż...sytuacja rzeczywiście jest trudna. Nie napiszę, że wiem co
      czujesz, bo nie wiem. Nie wiem, czy dodadzą Ci otuchy takie banały,
      że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. I że kiedyś wszystko się
      wyprostuje. Napisałaś, że mieszakcie razem w 50m mieszkaniu. Jeżeli
      nie jest obciążone kredytami, to można sprzedac i spróbowac kupic 2
      oddzielne mieszkania, czy raczej małe klitki. Ale chyba lepiej życ w
      spokoju nawet na 18m, i byc panią własnego losu.
      Życzę Ci dużo zdrowia, spokoju i pozytywnych myśli
      • wiosenka.pl a może to 08.01.10, 13:22
        kryzys finansowy i zdrowotny przyczynił się w dużej mierze do rozpadu? A z
        próżnego i ...

        Kurcze, no trzymaj się, bo nie wiem, jak pocieszać i dać nadzieję. (Po latach
        chudych ...smile
        • hellena6 Re: a może to 08.01.10, 13:52
          Pewnie w jakimś stopniu kryzys się przyczynił. W każdym razie kiedy
          po 10 latach zaczęło dochodzić do rękoczynów,powiedziałam: Dość!
          Koniec związku następował stopniowo,jakiś czas zajęły rozważania o
          rozstaniu i próby ratowania,ale nic z tego,było coraz gorzej.
          Ostateczna decyzja o rozwodzie jest świeża (ok. miesiąca),ale
          trzymam się jej i raczej już nie zawrócęsad ...
          Bardzo dziękuję za odzew,miło mi,że ktoś się odezwałsmile
          • wiosenka.pl Re: a może to 08.01.10, 14:50
            >każdym razie kiedy
            > po 10 latach zaczęło dochodzić do rękoczynów,powiedziałam: Dość!

            I słusznie. W takiej sytuacji nie ma się co łudzić.
            Czy w grę wchodzi zamiana mieszkania na 2 ?
            • hellena6 Re: a może to 08.01.10, 15:37
              Aż wstyd pisać o ty jak wygląda sprawa z mieszkaniem,bo byłam zbyt
              głupia kiedyś i nie zadbałam o te rzeczy,zawsze odkładałam na
              później zabezpieczanie się na czarną godzinę,choć z drugiej strony
              możliwości zbyt wielkich nie miałam.
              Sprawa ma się tak,że to mieszkanie zostało przepisane na dziecko
              mojego męża z pierwszego małżeństwa. On po rozwodzie zostawił swojej
              pierwszej małżonce dom a ona za to kupiła mu to mieszkanie a po
              jakimś czasie przepisali to na dziecko dla którego będzie to kiedyś
              jakieś zabezpieczenie. Jedyne moje prawo do przebywania tu to
              meldunek. Także zostałam jak to się mówi "na lodzie". Nikt mnie na
              szczęście nie wyrzuca,ale perspektywy są marne a przede wszystkim ja
              sama już nie chcę tu mieszkać. Jedyne rozwiązanie jakie widzę,to
              wnająć coś,ale jak patrzę na ceny (Warszawa) to mi się w głowie
              kręci,bo jakbym nie liczyła to za mało zarabiam,żeby wynająć i
              przeżyć. Straszanie się wkopałam!sad
              • wiosenka.pl Re: a może to 08.01.10, 15:55
                hellena6 napisała:

                > Aż wstyd pisać o ty jak wygląda sprawa z mieszkaniem,bo byłam zbyt
                > głupia kiedyś i nie zadbałam o te rzeczy

                Nie wiń siebie, bo w opisanej sytuacji i tak nie miałaś wielkiego pola manewru.
                Niemniej fakty są okrutne zostajesz "na lodzie". Kurcze, nie wiem co radzić.
                Napad na bank?winkwinkwink

                >Straszanie się wkopałam!sad

                Jesteś w ciężkiej sytuacji, ale czy rzeczywiście SAMA się wkopałaś? czasami tak
                sie po prostu życie układasad
    • esteraj Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 14:29
      Chyba wiem, co czujesz, bo jestem w podobnej, choć lepszej sytuacji.
      Mieszkam z mężem i dzieckiem w domu jego rodziców. Mamy oddzielne mieszkania
      (a'la bliźniak) - teściowie i my. Mąż ma kochankę, z którą pracuje, więc rozwód
      nieunikniony. Nie mam gdzie się przeprowadzić, bo moi rodzice zajmują pokój z
      kuchnią i nie bardzo widzę zabranie dziecka do gorszych warunków. Poza tym w tej
      sytuacji dziecko chciałoby zostać z ojcem (nie jest świadome, że tatuś ma inną
      panią), ma tu szkołę i swój kąt. Nie potrafię opuścić dziecka, bo tatuś już mnie
      nie kocha. Trwam w tej sytuacji około dwóch lat. Pojawia się jednak dla mnie
      szansa, bo dziecko idzie do gimnazjum i mogę namówić je na zmianę szkoły, oraz
      mogę sprzedać działkę i za uzyskane pieniądze postawić niewielki dom. Myślę, że
      może jakimś cudem uda mi się w końcu wyrwać z tego matrixa.
      • hellena6 Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 14:37
        esteraj,na pewno wszystko się uda,myślę,że jesteś na dobrej drodzesmile
        Życzę Ci wszystkigo najlepszego i udanego następnego związku!
      • wiosenka.pl Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 14:51
        esteraj napisała:


        > mogę sprzedać działkę i za uzyskane pieniądze postawić niewielki dom. Myślę,
        że może jakimś cudem uda mi się w końcu wyrwać z tego matrixa.

        Ależ to zycie sie kręci. Uda Ci się, na pewnosmile
        • esteraj Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 15:22
          Dzięki, bardzo bym chciała. To forum niesamowicie mnie pokrzepia, bo widzę, że
          innym się udało. Odnaleźli spokój i szczęście. Na razie na pewno nie myślę o
          żadnym związku. Cieszę się, że mam wokoło tyle życzliwych osób i żyję wiarą, że
          będzie lepiej. Nauczyłam się ignorować sprawy mojego męża, dla mnie on już nie
          istnieje. Na szczęście widuję go raptem dwie, trzy godziny dziennie, bo po pracy
          ma randkę z kochanką. W weekendy długo śpi, a ja popołudniami mogę spotkać się
          ze znajomymi. W gruncie rzeczy to się mijamy. Sama dziwię się sobie, że dopadł
          mnie taki spokój emocjonalny. Chyba dlatego, że w moim umyśle i sercu już go po
          prostu nie ma.
    • plujeczka Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 15:28
      mogę powiedziec ,ze Cię rozumiem poniewaz własnie taka perspektywa
      wspólnego zamieszkiwania po rozwodzie skutecznie powstrzymywała mnie
      przez rozwodem 22 lata, dzisiaj bardzo załuję ze tak zwlekałam bo ja
      wiecie z moich watków przypłaciłam to zdrowiem i niestety wina na
      pół.W moim przypafku nie szło porozumieć się z exem a jeszcze
      wówczas mezem co do mieszkani bo gdyby tak yło chetnie poszłabym
      wówczas w swoja stronę chocbym miała przeprowadzic się do kawalerki.
      Do tego rozumiem jak jest ci trudno patrzec izyc pod jednym dachem z
      kim kto wobec Ciebie stosował przemoc fizyczna,wszak to opRAWCA A
      TEGO SIĘ NIE DA ZAPOMNIEC. spróbuj porozmawiac i zaproponować
      sprzedaz mieszkania a moze w twoim miescie są TBS wówczas
      starczyłoby ci na kaucję choc musisz popytac jak wyglada kolejka do
      takich mieszkań.jesli sprzedaz mieszkanie w moim miescie napweno
      nie wystarczyłoby to na 2 kawalerki. Bardzo Ci współczuje,
      faktycznie sytuacja jest patowa tylko zrób jedno -rozwidź się bo
      póxnirj bedzie jeszcze gorzej, ostre ciecia są lepsze od
      przewlekłości to juz sama wiem. Zyczę Ci powodzenia i przede
      wszystkim zdrowia.
      • hellena6 Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 15:40
        jeszcze raz dziękuję za wsparcie. To bardzo pomagasmile
        • madziczek79 Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 15:56
          rozumiem że nie macie dzieci?A myślałaś o wynajęciu pokoju?Czasem sa oferty o
          pokojach np w wolno stojącym domu,niedogodność to wspólna łazienka i kuchnia ale
          jak jest fajna ekipa to można przezyć.Koszt wynajęcia takiego pokoju jest o
          wiele niższy niż utrzymania mieszkania,a spokój jest bezcenny
          • hellena6 Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 16:02
            Szczerze mówiąc nie myślałam o czymś takim,muszę się rozejrzeć...
            Dzieci na szczęście z tego nie było (choć to jego "zasługa",bo ja
            chciałam),ale zupełnie sama nie będę się wyprowadzać,bo mam psa co
            pewnie komplikuje pomysł z pokojem. Ale dzięki za jego podsunięcie,
            madziczek79.Pozdrawiam.
            • hellena6 Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 16:06
              No i jeszcze dochodzą moje meble i sprzęty,których trochę jest...
              chyba jednak pokój to już nie dla mnie. Czas pokaże...
    • canan_13 Re: życie pod jednym dachem 08.01.10, 16:24
      Słuchaj, a próbowałaś porozmawiac na ten temat z mężem. Wiem, że
      obecna atmosfera nie sprzyja spokojnym i racjonalnym dyskusjom, ale
      może jednak. W końcu kiedyś byliście sobie bliscy. Pewnie jestem
      naiwna, ale może facet poczuje się do odpowiedzaialności i zachowa
      się przyzwoicie. Pozdrwiam Cię bardzo ciepło. I dbaj o zdrowiesmile
      • buzkashi czy wy wszyscy macie rowno pod sufitem? 08.01.10, 19:00
        jakies rady w stylu "zjadziesz se drugiego", "pomaluj se sciany na
        inny kolor" ha ha. jakie rady = tacy ludzie.
        dlaczego nikt nie wspomni o terapii? moim zdaniem autorka i jej maz
        nadaja sie jak najbardziej do malzenskiej terapii! nie maja juz
        rodzin, sa skazani na siebie, wiec niech sprobuja budowac od nowa, a
        nie niszczyc na proch! niejeden dom juz splonal i niejeden udalo sie
        odbudowac ze zgliszcz.
        • canan_13 ... 08.01.10, 19:51
          Zasugerowałaś terapię. Uważasz, że to dobry pomysł. Ok. Tylko po co
          te złośliwe (wredne) komentarze? Autorka wątku wyraźnie napisała o
          przemocy i wiecznych awanturach. I o tym, że podjeła już decyzję o
          zakończeniu małżeństwa. Nie zgadzam się, że są na siebie skazani.
          Niby dlaczego? W każdym wieku można zacząc wszystko od nowa. A w tym
          przypadku nawet trzeba.
        • jumanji_7 Re: czy wy wszyscy macie rowno pod sufitem? 09.01.10, 01:14
          buzkashi napisała:

          > jakies rady w stylu "zjadziesz se drugiego", "pomaluj se sciany na
          > inny kolor" ha ha. jakie rady = tacy ludzie.
          > dlaczego nikt nie wspomni o ...


          A jakie masz zastrzeżenia co do mojej sugestii oddziaływania kolorów na psychikę
          człowieka ???
          • vella84 Re: czy wy wszyscy macie rowno pod sufitem? 09.01.10, 08:49
            jeśli chodzi o uspokajające działanie zielonego -to działa podobno
            tylko żywa zieleń..
            a tak serio to 50m dla dwojga to przecież nie tak żle,utrzymuj
            spokój/dystans/bez pretensji itp -szkoda zdrowia- dbaj o
            siebie,piszesz,że rok bez pracy/rehabilitacja.. a może mogłabyś
            jakieś korepetycje dawać? uczyć czegoś? odłożyć pieniądze a póżniej
            np wyjechać z Polski.. pozdrawiam Cię ciepło i duuuuuużo
            zdrowia/spokoju i szczęścia życzęsmile
            • hellena6 Re: czy wy wszyscy macie rowno pod sufitem? 09.01.10, 09:58
              Dziękujęsmile
              Te 50m to raczej otwarta przestrzeń. Mieszkanie tak urządzone,że
              właściwie nie ma gdzie się zamknąć oprócz łazienki,która ma zresztą
              już rozwalone drzwi od wiecznego trzaskania. Spokojni ludzie może i
              by wytrzymali,ale u nas niestety ostatnia walka miała miejsce
              wczoraj wieczorem a kłótnia dziś rano...super.
              Nie mówię,że jestem bez winy,bo nie jestem miła. Poprostu nie umiem
              się przemóc,żeby taką być w stosunku do osoby,która mi wtrządziła
              tyle krzywd. Powiedziałam mu,że jeśli mnie przeprosi,ja też zachowam
              się po ludzku i kulturalnie się rozstaniemy,ale on niestety z dnia
              na dzień jest coraz bardziej złośliwy... Jedno wielkie 24-godzinne
              piekło. Nawet pies się męczy,bo przeżywa to wszystko,to chyba mnie
              najbardziej boli.
              • esteraj Re: czy wy wszyscy macie rowno pod sufitem? 09.01.10, 11:11
                A czy wyjaśniliście sobie skąd ta wrogość do Was się wzięła? Rozstrzygaliście
                wspólne problemy? Czasami czekamy na domysły drugiej strony, zamiast jasno
                zakomunikować w czym jest problem. Owszem bywa taka odmienność zdania i upartość
                drugiej osoby, że powstaje złość i agresja. Uważam, że nawet decydując się na
                rozstanie, druga strona powinna wiedzieć jakie są tego przyczyny.

                Ja starałam się jasno określić co mnie boli, wkurza i czego nie mogę
                zaakceptować. Mój mąż dalej twierdzi, że mnie kocha, ale nie może przestać
                spotykać się z kochanką i dbać o jej sprawy. Ja jestem spychana na ostatnie
                miejsce, bo daję sobie radę. Chce odwrócić sytuację, że to ja nie chcę ratować
                tego małżeństwa, wszak on mnie kocha... Sorry, ale są rzeczy na które ja się nie
                zgodzę.
                • hellena6 Re: czy wy wszyscy macie rowno pod sufitem? 09.01.10, 11:25
                  Niezły numer z Twojego męża... czyli czego on chce- mieć 2 kobiety?
                  2 pieczenie na jednym ogniu? Współczuję Ci,musisz się okropnie czuć
                  z tym wszystkim...
                  Jeśli chodzi o nasze rozmowy,to ja jestem typem otwartym,który o
                  wszystkich bolączkach mówi w oczy a mąż niestety dusi wszystko w
                  sobie. Wiem,że to kwestia osobowości,ale ja często naprawdę nie wiem
                  co on myśli.bo nie umiem tego z niego wycisnąć. Nie wiem jak. Za to
                  wyzwiska przychodzą mu bez problemu i tu znika jego zamykanie się w
                  sobie...sad
                  • esteraj Re: czy wy wszyscy macie rowno pod sufitem? 09.01.10, 12:55
                    Mój mąż twierdzi, że chce zakończyć ten romans, ale jakoś od prawie dwóch lat to
                    mu się nie udaje, bo dziewczyna go szantażuje samobójstwem i biedaczek nie wie,
                    jak z tego wybrnąć.

                    A co do Twojej sytuacji, to właśnie nie wiem, dlaczego faceci na początku bywają
                    szczerzy, wzbudzają w nas kobietach uczucie, a potem zamykają się w sobie i
                    nijak nie można do nich dotrzeć.
                    Gdyby ludzie (szczególnie kobiety i mężczyźni) potrafili się jasno ze sobą
                    komunikować, pewnie nie byłoby tylu konfliktów.

                    Ja, na przykład mówiłam mężowi, że mam problem z samochodem, muszę dać do
                    naprawy, brakuje mi na to kasy (mamy rozdzielność majątkową i każdy żyje na swój
                    koszt), to on mi na to, że on też ma problem, bo nie wie jaki samochód może
                    kupić za ok. 60.000. (ja jeżdżę samochodem za 6.000). O pożyczce dla mnie nawet
                    nie wspomniał. Padło mi ogrzewanie w aucie, ale guzik go to obchodziło, ale
                    podobno kocha...

                    Po wigilii trzeba było posprzątać, a on się z d...ą nie ruszył by mi pomóc, ale
                    cały czas twierdzi, że mnie kocha...

                    Kochankę zabrał w Mikołajki do kawiarni, bo podobno chciał z nią zerwać i w
                    publicznym miejscu miała nie robić mu awantury i ja mam w to wierzyć...
                    (oczywiście wcześniej dostał od niej upominek)

                    Owszem krew mnie czasami zalewa, że ktoś próbuje zrobić ze mnie idiotkę, ale po
                    tak długim czasie, to człowiek się bardzo uodparnia.
                    Ale jak to mówią: co nas nie zabije, to nas wzmocni. I to jest święta prawda.
                    Tylko boję się, że po jakimś czasie stanę się bezuczuciowym cyborgiem.
              • lima Re: czy wy wszyscy macie rowno pod sufitem? 09.01.10, 13:21
                wydzielcie sobie w mieszkaniu przestrzeń, Twoją <-> jego. choćby
                meblami, oddzielne pomieszczenia. i zanim zaczniecie podnosić głos
                to weź pięć głębokich oddechów, albo piętnaście jesli trzeba.
                panowania nad emocjami można się nauczyć. Kłóć się tylko wtedy gdy
                jest o co i z "kim". Bo większość kłotni to tylko wylew agresji a
                nie dysputa do czegoś sensownego prowadząca. Szkoda na takie
                przepychanki energii.
                Najzdrowiej by było się wyprowadzić, zamienić mieszkanie na dwa
                małe. jesli on stosował wcześniej przemoc, to sytuacja może się
                zaogniać, bo przemocowcy nie znoszą gdy ich "własność" zaczyna
                przestać być im podporządkowana.
                I jeszcze -> do awantur domowych wzywa się w dzisiejszych czasach
                policję. A sama możesz iść do najbliższego ośrodka interwencji
                kryzysowej pogadać z psychologiem, może poradzi jak nienakręcać
                konfliktu.
    • plujeczka Re: życie pod jednym dachem 12.01.10, 08:06
      widzi8sz mieszkałam z ex mezem przez 22 lata na również tak małej
      przestrzeni zamiast psa miałam dziecko i niestste mimo ,z pokoje sa
      ddzielne ex maz potrafil skitecznie naruszac terytorium , które
      storzyłam dla siebie. Jak zamykałam sie w kuchni co chwile
      ostentacyjnie do nie przycgodził nie wiadomo po co , do tego z
      komentarzem a jak widział ,ze sie nie odzywam to leciały wyzwiska.W
      łazience dzrwi sie nie zamykały ( uszkodzonyy zamek) to wchodził bez
      pardonu.zamykał się w pokoju, właczał telewizor na pełna pare ,
      ogladał do 2-3 w nocy a spalismy w jednym pokoju, ja zasypiałam przy
      huku karabinów maszynowych ( filmy wojenne) wstawałam ledowo zywa,
      dziecko niewyspane on spał do południa. W domu byył syf, nieumytane
      stosy szklanek, chleb pokruszony na blacie ale po co sprzatac,m
      przyjdzie zona i posprzata i tak mozna wyliczaqć godzinami. Dklatego
      wiem jak sie czujesz nie ma na to porostego sposobu wbrew pozorom bo
      trudno jest tez ostawic dorobek zycia i wynieśc się schorowanej
      kobiecie tylko dlatego ,ze pan znalazł sobie kochankę i układa zycie
      na boku.Pewnie inaczej twoja sytuacja by sie przedstawiała gdybyś
      była osoba zdrowa i miała prac bo wówczas po prostu kredyt i koiniec
      gehenny tykko spłacanie pewnie do konca zycia tak jak w moim
      przypadku. Szczerze mówiac sytuacja patowa, dlatego też staraj sie w
      sytuacji podbrankowej wołać policję, nie daj sie uderzyć, idź do
      dzielnicowego załozyy "niebieską kartę'wówczas przy rozowdzie masz
      szanse wystapić o jego eksmisje.Ostatnio czytałam prase i są
      zapowiedzi eksmisji na bruk to wówczas faktycznie przy takim
      zachowaniu meza musisz mieć twarde dowody własnie w postaci
      interencji policji .Bardzo ci współczyuje bo faktycznie twoja
      sytuacja jest cieżka.Co do pieska nie martw sie sa również ludzie ,
      którzy wynajmuja pokoje lub mieszkania również ludziom posiadajacym
      takie fantastyczne zwierzeta. Pocałuj swojego psa ode mnie w psie
      ucho oj, sobie wyobrazam jakim jest dla ciebie wielkim przyjacielem
      a jego miłośc pewnie ogrzewa twoje serce.
      • admila3 Re: życie pod jednym dachem 12.01.10, 10:44
        jestem w podobnej sytuacji. Za tydzień mam pierwszą rozprawę. Dom w którym mieszkamy jest własnością teściów. Po rozwodzie będę musiała się wyprowadzić z trójką synów (najmłodszy ma 15 lat) w takim wypadku znaleźć mieszkanie to nie prosta sprawa, bo podejrzewam że opłaty mnie zjedzą, Pracuje ale nie zarabiam kokosów. Na jakieś konkretne alimenty nie licze bo mąż jest na rencie. Nie wiem jak będzie orzeczona wina na rozprawie. Ja złożyłam pozew bez orzekania o winie, ale mój "wąż" napewno będzie chciał orzekać o mojej winie, wtedy ja wystąpie o rzeczenie z jego winy. Rozpad małżeństwa nastąpił jakieś 15 lat temu. stosował przemoc psychiczną, jest seksoholikiem, ja byłam osobą współuzależnioną. 2 lata temu postanowiłam wziąć separacje. Potem zrobiłam głupstwo zdradziłam go a on się dowiedział. Powiedział że wybacza i próbowaliśmy ale ciągłe awantury i wracanie do sprawy, wykrzykiwanie przy dzieciach ja to dawałam dupy innemu spowodowały że dojrzałam do decyzji o rozwodzie. I tu zaczynają się schody, bo nie mam dokąd iść z dziećmy. Teść już wojuje więc jestem pewna że po rozwodzie będzie jeszcze większe piekło. Niestety nie mamy żadnego majątku więc nie ma co podzielić. jedynie spłata zobowiązań wobec banku których jest nie mało i jeśli to zostanie podzielone to będę miała co spłacać i jak tu jeszcze wynająć mieszkanie. Też nie wiem co robić. Ale cieszę się że trafiłam na to forum. Nigdy nie korzystałam z czegoś takiego. Tu jednak można znaleść jakieś wskazówki a napewno wsparcie emocjonalne. pozdrawiam wszystkich

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka