15.01.10, 21:46
charaktery.eu/seks/1862/Milosc-na-smyczy/
Zainspirował mnie do pewnych przemyśleń. Gdzie leży granica między
zachowaniem własnej autonomii, a byciem w związku? Kiedy jedno
wyklucza drugie? Myślę, że to bardzo indywidualna kwestia. Ale też
bardzo ważne jest ustalenie możliwie wcześnie pewnych obszarów, w
których jesteśmy MY i takich, w których posiadamy pewną wolność
osobistą. Zasadnicza kwestia jest taka, by były one akceptowalne dla
obu stron.
Ciekawi mnie, gdzie dla was istnieją takie granice.
Obserwuj wątek
    • zmeczona100 Re: Artykuł 15.01.10, 21:57

      Wg mnie najważniejszą sprawą w związku jest wzajemne zaufanie. Reszta
      jest tylko konsekwencją.
    • mola1971 Re: Artykuł 15.01.10, 22:11
      Kurcze, trudno określić gdzie jest ta granica. To zależy... Ona zmienia się wraz z wiekiem, doświadczeniem i okolicznościami.
      Tej drugiej osoby ma być akurat - ani za mało, ani za dużo. Strasznie precyzyjna jestem wink))
      Z jednej strony muszę mieć swoją czasoprzestrzeń, do której ta druga osoba nie ma dostępu a z drugiej powinna być zawsze gdy jej potrzebuję.
      Oczywiście wszystko to działa w dwie strony i wymaga wzajemnego zaufania i szacunku do świata partnera.
      No i najtrudniejsze pewnie będzie spotkanie drugiego człowieka, który potrzeby będzie miał tożsame z moimi.
    • z_mazur Re: Artykuł 15.01.10, 23:25
      Doskonale rozumiem dylematy które porusza autor artykułu.

      Aktualnie jestem na takim etapie gdzie nie wyobrażam sobie rezygnować ze swojej niezależności i swobody na rzecz jakiejś innej osoby.

      Dobrze mi z tym że robię co chcę i kiedy chcę nie musząc tego z nikim uzgadniać i do nikogo się dostosowywać.

      Jeżę się na samą myśl o tym, że ktoś w jakikolwiek sposób mógłby wpływać na moje decyzje. Może to jakiś etap przejściowy, odreagowywanie po byciu w związku z dość dużym wzajemnym uzależnieniem?
      • kalpa Re: Artykuł 16.01.10, 00:11
        Być może jest właśnie tak, jak pisze z_mazur-odreagowanie po nadmiernym
        uzależnieniu.
        A może dopiero po przejściu pewnej drogi z druga osoba zaczynamy sobie zdawać
        sprawy jak bardzo to uzależnienie we wszystkim nam ciążyło. I wtedy zaczyna si e
        własne droga do swojego wnętrza i odpowiadanie na ważne pytania.
        ja też po kilku m-cach niezależności doceniam ten stan. Po prostu odetchnęłam. I
        już nie chce takiego stanu jak kiedyś. to chyba przychodzi wraz dojrzałością.
        Ale jak będzie, kiedy znowu wejdę w nowy związek... nie wiem.
        Jedno jest dla mnie w tej chwili już jasne- od kiedy przestałam się bać
        "porzucenia" jest mi lepiej ze sobą i z innymi.
        Kiedyś byłam skłonna rezygnować z wszystkiego, żeby tylko M. Został ze mną. To
        był chory stan świadomości, który wyczerpał mnie kompletnie. Wtedy moje własne
        granice nie istniały, bo strach je zatarł niemal do zera.
        Dopiero kiedy dotarłam chyba do końca poniżenia własnego przyszło otrząśniecie-
        uświadomiłam sobie co robiłam i sobie i M.
        Myślę, że teraz odreagowuje w podobny sposób jak z_mazur. Z czasem pewnie
        znormalnieję smile
      • kasiapfk Re: Artykuł 16.01.10, 08:15
        Może to jakiś etap przejściowy, odreagowywanie po byciu w związku z
        > dość dużym wzajemnym uzależnieniem?
        >
        Być może to prawda. W każdym razie, też jestem na etapie - więcej
        nigdy nie chcę być tak związana z drugą osobą. Bo to chore i
        nieuczciwe wobec mnie i partnera. Ale też dopuszczam myśl, że jakaś
        część mnie będzie przeznaczona "dla kogoś".
        Na wszystko w życiu jest czas. Do tego doszłam po latach motania się
        ze sobą smile i światem.
        I za taką dojrzewalnię jestem ogromnie wdzięczna eksiowi i światu.

        Optymistyczna
        • cold.wind.blows Re: Artykuł 16.01.10, 14:24
          kasiapfk napisała:

          >W każdym razie, też jestem na etapie - więcej
          > nigdy nie chcę być tak związana z drugą osobą. Bo to chore i
          > nieuczciwe wobec mnie i partnera. Ale też dopuszczam myśl, że
          jakaś
          > część mnie będzie przeznaczona "dla kogoś".

          Mogę się podpisać pod tymi słowami.
    • tricolour Dziwny ten artykuł... 16.01.10, 12:43
      ... jakby autor z 10 lat miał. Góra pietnaście.

      "Czy jest jakiś przepis dla partnerów na to, by tworzyć jedność, nie
      tracąc indywidualnej wolności? Nie ma na to dobrej rady...".

      Owszem jest i to prosta: jesteśmy wolni, mamy własny, kompletny i
      spójny świat, w którym dobrze się czujemy. Jeśli znajdziemy kogoś
      równie "uporządkowango", a jego świat jest uzupełnieniem naszego, to
      możemy stworzyć jedność.
      • cold.wind.blows Re: Dziwny ten artykuł... 16.01.10, 14:10
        Dla mnie artykuł nie jest dziwny, natomiast bardzo powierzchowny,
        autor raczej unkia dawania rad, natomiast wskazuje pewne aspekty
        relacji w bycu razem. Dlatego przystanąłem nad nim, bo stanowi dla
        mnie pewien zaczyn do przemyśleń.
        Zgadzam sę z Twoim "przepisem na związek", bo sam w tej chwili
        postrzegam to podobnie. Jednak Twoja rada jest również na dużym
        poziomie ogólności, choć kreśli pewien zarys. Można w niego wpisać
        wiele relacji między partneremi. Z tego, co kojarzę ,to jesteś w
        związku, więc znasz konkrety, przynajmniej te dotyczące Ciebie. Ja
        tylko dywaguję i szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak to przełoży się
        na konkrety ewentualnych przyszłych relacji.
        • mola1971 Re: Dziwny ten artykuł... 16.01.10, 16:20
          Cold, coś takiego jak "przepis na związek" czy "rada" jak związek zbudować nie istnieje smile Wg mnie nie ma sensu sugerować się nawet jakimiś ogólnymi zarysami związków innych ludzi bo to będzie związek TWÓJ a nie innych ludzi.
          Czasem w TVN Style oglądam program "Taka miłość się nie zdarza" i moją uwagę przykuło to, że te szczęśliwe i kochające się pary są strasznie różne. Jedni żyją niemal zrośnięci w jeden organizm - nawet razem pracują, inni nawet nie mieszkają razem. Jedni są ze sobą od lat szczenięcych, inni poznali się w wieku dojrzałym i bywało, że by móc być razem musieli rozbić swoje pierwsze małżeństwa.
          Wspólny element tych wszystkich par jest tylko jeden - bardzo się kochają. I niezależnie od tego jak bardzo otwarte czy zamknięte jest ich małżeństwo - obojgu taki układ odpowiada.
          A tak z własnego podwórka... Jakiś czas temu zastanawiałam się czy znam osobiście jakieś udane i szczęśliwe małżeństwo. I wyszło mi, że znam takie tylko jedno. Przyjaciół moich rodziców. To jest drugie małżeństwo obojga, poznali się około 40-tki, są ze sobą już ponad 20 lat i po prostu gołym okiem widać, że nadal bardzo się kochają i szanują. A są ze sobą 24h na dobę bo nawet razem pracują.
          Czy ja sama tak bym umiała? Nie mam zielonego pojęcia. Na razie nie, ale kto wie co będzie za miesiąc, rok, dwa?
          W moim małżeństwie przez wiele lat byłam samotna, oboje żyliśmy w dwóch oddzielnych, niezależnych od siebie światach. Czy to była przyczyna rozwodu? W dużej mierze tak. Ale też nie zamierzam teraz popadać ze skrajności w skrajność.
    • akacjax Re: Artykuł 16.01.10, 14:35
      Wypowiem się zanim przeczytam....
      Również niesamowicie cenię sobie swoją niezależność. I trudno mi wyobrazić sobie
      teraz, że dzielę się swoja przestrzenią z kimś. Sztuką jest taka praca nad
      związkiem, by było i blisko i przestrzennie-dla zachowania indywidualności.
      Wydaje mi się, że mnie to teraz przerasta. Wymaga to pewnie zgody również na to,
      czym każdy wypełnia swój niezależny świat.

      A jednak zanim mój związek stał się za ciasny-było w nim dość miejsca i właśnie
      gdy ta przestrzeń "niezwiązana" zaczęła się kurczyć i to nie z powodów innych,
      ale z powodu ograniczeń generowanych przez drugą stronę, związek tracił sens.
    • justypoczta Re: Artykuł 16.01.10, 16:01
      jestem ja, ty i my. Proporcje są kwestią do uzgodnienia. To rzecz indywidualna i
      nie należy generalizować.
      • akacjax Re: Artykuł 16.01.10, 22:28
        fakt-powierzchowny
        Przeczytam kolejny raz w innym nastroju-może coś innego zobaczę,
        bo już nie wiem, czy związek to koniec wolności, czy to kwestia dogadania się.
        • kalpa Re: Artykuł 17.01.10, 00:13
          Myślę, że jest to kwestia odczuwania. bardziej niż kwestia dogadania się...
        • tricolour Dla mnie związek... 17.01.10, 11:15
          ... był początkiem wolności. Wręcz cuję, że samotne życie było
          ograniczeniem fizycznym, emocjonalnym i duchowym. Szklanym pudłem,
          przez które świat był widziany, ale nie odczuwany.
          • nangaparbat3 Re: Dla mnie związek... 17.01.10, 12:55
            że samotne życie było
            > ograniczeniem fizycznym, emocjonalnym i duchowym. Szklanym pudłem,
            > przez które świat był widziany, ale nie odczuwany.

            Ładnie napisane.
            Chociaż dla mnie własnie rozstanie z Exem bylo wyjsciem z tego pudła.
            Widac ludzie są rożni wink
            • mola1971 Re: Dla mnie związek... 17.01.10, 13:02
              Dla mnie również rozwód był takim wyjściem z pudła smile
              Może to zależy od czasu od rozwodu? Może po jakimś czasie to co teraz sobie bardzo cenię czyli samotność, zacznie mnie męczyć? Być może.
              • canan_13 Re: Dla mnie związek... 17.01.10, 16:39
                Każdy sam wyznacza sobie takie granice. Własnej niezależności i
                tożsamości w związku. Myślę, że szukamy osób o podobnej wrażliwości
                i spojrzeniu na najistotniejsze dla nas kwestie. Chociaż wcale nie
                uważam, że powinniśmy mieć zawsze takie same zdanie czy
                zainteresowania. To byłoby wręcz nudne. Każdy z nas ma jakieś
                priorytety i zapewne nie chcemy aby związek z drugą osobą pozbawił
                nas indywidualizmu. Dla mnie ważne jest aby mężczyzna miał swoją
                pasję. Ponieważ ja mam i nie wyobrażam sobie abym w imię bycia razem
                musiała z niej zrezygnować. Ta pasja nie musi być wcale tożsama z
                moją. Nawet lepiej jak nie jest. Chodzi o to, że taki mężczyzna
                będzie wiedział, że każde z nas musi mieć trochę czasu na „swoje
                sprawy”. To wcale nie oznacza, że się od siebie oddalamy. Wzajemny
                szacunek i zaufanie to chyba podstawa udanego związku. Ale będąc w
                związku podejmujemy pewnie zobowiązania wobec drugiej osoby. Kiedy
                mam zły dzień i potrzebuję pobyć sama ze sobą, to zanim wyłączę
                telefon i pójdę na 5 godzin do parku, najpierw powinnam zadzwonić i
                powiedzieć „ Kochanie, muszę teraz pobyć trochę sama. Nie martw się”
                • admila3 Re: Dla mnie związek... 17.01.10, 21:03
                  Dla mnie związek to zdecydowanie szklane pudło, tak jak było napisane. mam nadzieję że w środę zacznie się zły dobrego początek, swoją drogą zaczynam mieć dziwene lęki przed środą
                  • bun.seki Re: Dla mnie związek... 20.01.10, 10:52
                    Mój pogląd na tę kwestię jest bardzo zbliżony do tego, który
                    przedstawiła Canan.

                    Wierzę, że granice niezależności w związku są w ogromnym stopniu
                    determinowane przez tzw. osobniczy poziom potrzeby samotności i
                    niezależności. Jest to chyba coś, co bardzo trudno zmienić, więc
                    bardzo ważne, by osoby chcące budować ze sobą związek miały podobne
                    potrzeby w kwestii niezależności i przebywania we własnym świecie.
                    Ja na przykład mam bardzo silną potrzebę niezależności , mam swoje
                    zainteresowania, swój świat wewnętrzny w którym lubię być sama, nie
                    jestem zaborcza ani zazdrosna o czas partnera czy moich przyjaciół
                    ale oczekuję też tego z drugiej strony. Było dla mnie czymś
                    naturalnym, że nie każdy urlop czy weekend spędzam z mężem, że nie
                    zawsze wszystko robimy razem, że oprócz wspólnych znajomych mamy też
                    własnych przyjaciół z którymi czasem spotykamy się w cztery oczy.
                    Ale wiem, że to mogło działać dlatego, że mój mąż miał podobną
                    potrzebę niezależności. Ważne też było zaufanie – wzajemne i do
                    samego siebie. Mimo dużej ilości oddzielnie spędzanego czasu zarówno
                    ja jak i on czuliśmy, że jesteśmy względem siebie lojalni, że
                    jesteśmy razem mimo odległości, że zawsze jesteśmy blisko siebie
                    emocjonalnie. Ważne też było to, że zarówno dla mego męża jak i dla
                    mnie zdrada nie była kwestią problematyczną. Oboje zawsze
                    uważaliśmy, że jeśli chcemy być z kimś innym najpierw należy
                    zakończyć obecny związek. I tak to zawsze działało w naszych
                    poprzednich relacjach. Tak też stało się teraz.

                    Gdy kiedyś byłam w związku z osobą, która nie potrzebowała
                    niezależności i samotności w takim wymiarze jak ja, oboje męczyliśmy
                    się – ja bo czułam się ograniczana, on bo czuł się lekceważony,
                    niekochany itd. I wszelkie próby rozwiązania tego problemu kończyły
                    się fiaskiem, bo w efekcie zawsze ja się dusiłam a on czuł się
                    osamotniony.
    • kicia031 Re: Artykuł 20.01.10, 17:08
      trudno znalezc zloty srodek. Mnie bardzo pomaga to, ze potrafie byc
      gdzies fizycznie, jednoczesnie udajac sie na emigracje wewnetrzna do
      swojego swiata. sadze, ze nawet wiezienie nie zdolaloby mnie
      naprawde zniewolic, co nie znaczy, ze tesknie za doswiadczaniem
      uwiezienia.
      Moj partner potrzebuje duzo wolnosci, co nie jest dla mnie
      problemem. No chyba ze potrzebowalby wolnosci do kontaktow z innyni
      kobietami, wtedy musielibyscy sie pozegnac.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka