Dodaj do ulubionych

Gdy nie ma zdrady

06.02.10, 12:21
Wydaje mi się, że większość opisywanych tu spraw, posiada w tle
motyw zdrady, lub alkohol, bądź jedno i drugie. Są to dość
jednoznaczne do osądu sytuacje, tak mi się wydaje. W moim wypadku
nie wystąpiły, te rzeczy u żadnej ze stron. Tak się zastanawiam, czy
tym którzy zostali np. zdradzeni nie jest łatwiej podjąć decyzji o
rozwodzie i wytrwać w przeświadczeniu o jej słuszności. Wydaje mi
się , że rozstanie z przyczyn charakterologicznych nie ma tak mocnej
podbudowy, tak jednoznacznej. Przez to, też pojawia się pytanie o
słuszność tego kroku. Nie zawsze odpowiedź jest jednoznaczna,
zwłaszcza jeżeli towarzyszy temu świadomość swojej winy, tego jak
wiele się samemu spieprzyło.
Chciałbym poznać opinię, jak to widzicie, jak sobie radziliśćie, czy
radzicie w podobnej sytuacji.
Obserwuj wątek
    • dsz27 Re: Gdy nie ma zdrady 06.02.10, 12:30
      U mnie była zdrada i to dosyć specyficzna. Dlatego też decyzja o rozwodzie była
      jedyną, jaką mogłam podjąć i nigdy jej nie żałowałam.
      I chyba było mi łatwiej bo gdyby chodziło tylko o niezgodność charakterów,
      dłużej "biłabym się z myślami" o zakończeniu małżeństwa.
    • sbelatka Re: Gdy nie ma zdrady 06.02.10, 13:10
      Moj rozwód - owszem - miał w tle motyw zdrady..

      ale jakże sie mylisz myślac, ze to łatwiejsze jest...
      na poziomie podejmowania decyzji o rozwodzeniu sie..

      rozwieśc się - czy wybaczyc i próbowac dalej?
      jesli jeszcze zdradzający deklaruje żal za grzechy i chęc odbudowy... ;
      to dopiero jest zagwozdka, uwierz mi..

      ale tak, sądzę, ze gdy nie ma jakiegos KONKRETU - to decyzje w tej
      strasznie ważnej sprawie - podjęc jest szczególnie trudno..

      a trwanie w stanie neizlomnego pzrekonania, ze dobrze sie stalo ? no
      nie wiem...
      mozliwe, ze ludzie, ktorzy byli bardzo krzywdzenie pzrez małżonków - po
      rozowdzie oddychaja z ulga już na zawsze i bez wątpliwiści

      ja tam nie ejstem pozbawiona chwil zastanowienia i refleksji..
      choć czuję sie zadowlona ze swojego zycia..

      ale w małżenstwie tez sie czulam zadowlonasmile
    • mola1971 Re: Gdy nie ma zdrady 06.02.10, 17:06
      Decyzję o rozwodzie podjęłam, gdy wcześniej wyczerpałam wszystkie znane mi i dostępne metody by to małżeństwo uratować, więc nie miałam takich dylematów. Tzn. nie miałam dylematów dotyczących tego czy zrobiłam wszystko co mogłam. Natomiast oczywiście z czasem przyszła refleksja dotycząca własnych błędów i własnego wkładu w rozpad małżeństwa.
      U mnie co prawda były zdrady (i nie tylko to), ale to nie one zdecydowały o rozwodzie. Na rozwód zdecydowałam się gdy przestałam go kochać. A kochać przestałam nie bez powodu. Tych powodów z dnia na dzień zabijających moją do niego miłość była masa aż w końcu ta miłość zdechła.
    • dorata351 Re: Gdy nie ma zdrady 06.02.10, 17:22
      Nie jest łatwiej. Piszę z perspektywy osoby zdradzanej. Pozostaje jeszcze
      poczucie krzywdy, bezwartościowości i wiele innych równie przykrych.
    • mayenna Re: Gdy nie ma zdrady 06.02.10, 18:19

      Wydaje mi sie że właśnie osobie bez tych doświadczeń jest łatwiej. Rozpada sie
      małżeństwo ale można wyjśc z tego z minimalna zadrą. Alkohol i zdrada niszczy
      wszystko . Trudno zachować po takich doświadczeniach poczucie własnej wartości i
      godności. Musisz odbudować sie jako człowiek.
    • tully.makker Re: Gdy nie ma zdrady 06.02.10, 19:33
      A ja zgadzam sie z toba. Rozwod jest moze bardziej bolesny, ale prostrzy, gdy
      sate powody, ktore nazywam oczywistymi: przemoc, zdrada, alkohol.
      trudno cos zakonczyc z inych powodow, moze ludzie wlasnie dlatego zdradzaja?
      zeby to sie nieodwolalnie przecielo?
    • bosa.nowa Re: Gdy nie ma zdrady 06.02.10, 20:22
      Rozeszlam sie z exem ,ze wzg na roznice charakteru ,nie bylo zdrady
      a przynajmniej nic nei wiedzialam na ten teamt. Byla w tle przemoc
      psychiczna i bylam pewna swej decyzji ,do dzis pamietam pierwszy
      wieczor bez niego w domu i ta ulgesmile
      • kalpa Re: Gdy nie ma zdrady 06.02.10, 21:45
        Cold, u nas powodem "zdrad" było to, co nie grało miedzy nami. Oboje się
        staraliśmy, ale mimo to, nie wyszło i w konsekwencji ex zaczął szukać
        zaspokojenia u innych kobiet. Jednego byłam pewna: tamte kobiety nie były
        powodem, tylko konsekwencją.Stąd moja decyzja o tym, żeby przerwać chory stan.
        Nie dało rady, nie grało... przykre, owszem, ale potrafię do tego podejść już z
        dystansem, zrozumieniem. i bez gniewu, rozżalenia, czy jakiejkolwiek nienawiści
        do kogokolwiek.
        I teraz znajomi - cholera wie po co- wciąż mówią mi, że M. wygląda wreszcie na
        szczęśliwego, usatysfakcjonowanego itp, a nie tak jak przy mnie, nieszczęśliwie.
        itp. W sumie mogliby sobie darować takie teksty, ale to prawda. I sama to
        dostrzegam.
        I nie jest to dla mnie źródłem kompleksów. Po prostu nasze połączenie nie
        należało do najbardziej udanych i tyle. A żyć w trójkątach, czworokątach itp,
        byle tylko "dla dobra dzieci" wytrwać ze sobą... nie, nie nie. Nikomu by to nie
        służyło. Stąd z mojej strony bardzo świadoma i poważna decyzja o rozstaniu. I
        zgody na konsekwencje. Wszystkie.
    • nangaparbat3 Re: Gdy nie ma zdrady 06.02.10, 22:34
      U nas nie było zdrady (w kazdym razie nic mi nie wiadomo), alkoholu, przemocy.
      Tylko: otchłań komunikacyjna. Rozstalismy sie po 19 miesiacach moich usilowań
      naprawienia związku, kiedy zrozumialam, ze nie mogę liczyc na jakąś podstawową
      lojalnosc, (taka jaka nalezalaby sie gospodyni wynajmowanego pokoju).
      Jak juz sie rozstalismy, odzyłam.
      Teraz widzę, że cudem bylo, iz przez parę lat dogadywalismy sie calkiem dobrze.
      Sądzę, że po prostu naprawdę sie kochalismy bardzo - przy jego komunikacyjnej
      indolencji (widze to teraz jasno, obserwujac z dystansu jego relacje z innymi
      ludźmi)inne mozliwosci chyba nie wchodzą w grę.
      Cieszę się, ze nie bylo zdrady ani alkoholu - moglismy rozstac się w przyjaźni,
      wzajemnym szacunku. Moze łatwiej byloby podjąc decyzje, ale przynajmniej ja
      wyszlabym z tego nieskończenie bardziej pokiereszowana, no i nie wiem, czy
      udaloby sie po przyjacielsku ulozyc relacje "po". Watpie - a z punktu widzenia
      dziecka to wlasnie jest najważniejsze.
      • bun.seki Re: Gdy nie ma zdrady 07.02.10, 20:07
        U mnie też nie było zdrady, nadużywania alkoholu, przemocy itd. ale
        rozstanie miało bardzo mocne podstawy – nie kochaliśmy się,
        przestaliśmy być dla siebie ważni. Nie chciało mi się z pracy wracać
        do domu, bo wiedziałam że wieczór będzie smutny. Bez awantur,
        przemocy ale samotny i smutny. Wiem, że wina częściowo leży po
        mojej stronie, ale w pewnym momencie było za późno, by cokolwiek
        naprawić mimo, że oboje się staraliśmy. Po prostu po przekroczeniu
        pewnej linii, nie ma odwrotu. Jestem głęboko przekonana, że
        rozstanie było słuszne. Żałuję, że musiało do tego dojść ale wiem,
        że to było jedyne rozwiązanie. To przekonanie bardzo mi pomaga.
        Skoro pojawia się pytanie o słuszność tego kroku, to może decyzja
        została podjęta za wcześnie albo po jakimś czasie zapomina się swój
        stan emocjonalny z okresu kiedy związek się rozpadał. Może
        niemożność odtworzenia emocji z tamtego okresu sprawia, że zaczyna
        się wątpić w słuszność podjętej decyzji? Może warto sobie
        przypomnieć, jak się czuliśmy, gdy podejmowaliśmy decyzję o
        rozstaniu? Oczywiście emocji nie można odtworzyć, ale czasem kilka
        obrazów, wydarzeń z tamtego okresu pozwala przypomnieć sobie,
        dlaczego się rozstaliśmy. I uświadomić sobie, że tzw. różnice
        charakteru mogą być wystarczającym powodem, by zakończyć małżeństwo.
        Warto też porozmawiać z przyjacielem. Jak on zapamiętał nas z
        tamtego okresu.
        • mary171 Re: Gdy nie ma zdrady 07.02.10, 21:22
          czy łatwiej...to chyba zależy od osoby.
          Ja nie potrafiłam odejść gdy pojawiły się problemy, łudziłam się, że uda nam się
          naprawić relacje między nami bo się kochamy.
          Pozew o rozwód złozyłam dopiero gdy dowiedziałam się o zdradzie (drugiej bo
          pierwszą chciałam wybaczyć). Myślałam, że drugiej zdrady nie przeżyje a stało
          się zupełnie inaczej...z czystym sumieniem rozwiodłam się bo wiedziałam, ze to
          już nie jest mężczyzna którego pokochałam...
          • handra Re: Gdy nie ma zdrady 07.02.10, 22:40

            To sie cos poszuka, byle rozwod. Do diabla!
    • mankatoja Re: Gdy nie ma zdrady 09.02.10, 19:18
      Decyzja o rozstaniu zawsze jest chyba trudna, nawet kiedy wystąpi jakiś
      konkretny powód a nie bolesna świadomość, że dwie osoby zwyczajnie nie mogą się
      dogadać. Chociaż tak naprawdę to najczęściej właśnie ta różnica w charakterach
      jest clou rozstania, a zdrada, alkohol, agresja tylko pochodną.
      Ktoś mądry powiedział kiedyś , że rozstanie dwojga ludzi to efekt ich wspólnej
      "pracy". Pamiętam , jak zastanowiłam się po usłyszeniu tego zdania, dlaczego
      moje małżeństwo się rozpadło. Gdzie była moja wina, dlaczego to się tak
      potoczyło, skoro nie wychodziłam za maż z powodu ciąży, przymusu czy
      wyrachowania? Dlaczego dopiero z czasem okazało się, że mamy całkiem inne
      priorytety? Pewnie zabrakło tej pełnej szczerości, pewnie za wiele było
      młodzieńczej fascynacji a za mało przyjaźni? Bo dziś wiem, że poza uczuciem ,
      potrzebna jest taka więź, która , kiedy opadnie stan zauroczenia, zostanie
      ....coś głębokiego- mieszanka przyjaźni i miłości.
      Pytasz o radzenie sobie....Myślę,że każda z decyzji o rozstaniu jest , poza
      istotnie ekstremalna sytuacja, przemyśliwana długi czas. Jedni trwają w
      zawieszeniu kilka miesięcy, inni kilka lat.
      Nie warto wg mnie wciąż dokopywać sobie i analizować bez końca wszystko szukając
      w sobie winy. Warto jednak, myślę, po zrobieniu sobie "rachunku sumienia"
      wyciągnąć wnioski , żeby nie zrobić nigdy więcej tych samych błędów , by w
      przyszłości stworzyć szczęśliwy związek.
      • kalpa Re: Gdy nie ma zdrady 09.02.10, 19:27
        Zgadzam się z Mankatoja smile
    • freedom_for_sexes Re: Gdy nie ma zdrady 13.02.10, 21:07
      Nic mi nie wiadomo, by maz robił mnie na boki. Nie jestem w stanie mu tego udowodnić, a na detektywa wydawać nie będę, nie starczy na waciki.
      Przypuszczam, że mógł mieć kogoś, jednak ta myśl przyszła już po podjęciu decyzji o rozwodzie.( Jestem w trakcie.)
      dla mnie sprawa jest prosta: ludzie dzielą sie na Dawców i Biorców. I to byłą główną przyczyna tego, ze sie rozstajemy. Facet był Biorcą: prawie nic z siebie nie dawał, przejął kontrole nad wszystkimi sferami naszego życia, mnie tam nie było, było tylko moje "bóstwo" i ja- jego "fanclub". Na szczęście obudziłam sie jakis czas temu, zobaczyłam co robimy, jaką szopkę odstawiamy. Owszem, przyczyną była również róznica charakterów, a nawet gustów kulinanych i seksualnych itp.
      Ale ja sobie niewiele mam do zarzucenia; wiem, że z tak silnym Biorca, choćbym sie z...a -moj zwiazek by nie przetrwał. Może dlatego jest mi łatwiej, niż innym.
      Dzis rozpoznaję Biorców i jesli tylko takiego wyniucham - spadam.
      Moze zamiast szukać przyczyn charakterologicznych warto zacząć patrzeć na ludzi pod kątem: Dawca/Biorca ?

      Odnosze wrażenie, że zdradzonym jednak łatwiej, poniewaz napędza ich wsciekłość. Złość jest jak lokomotywa, ktora cię ciagnie. Nie wahasz sie , nie tak bardzo.
      Ja na dodatek wciąż męża kocham, ale to nie przeszkadza mi brać rozwodu. Oczywiście z przyczyn charakterologicznych.

      smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka