so fucking funny

25.04.10, 17:32
Wyrokiem gdybym go miał na papierze mógłbym sobie przynajmniej tyłek
podetrzeć. Ale na papierze nie mam bo szanowna ex chce apelować. W związku z
tym mam wyrok który nie ma mocy. Mam na myśli opiekę nad dziećmi. Nic się w
tej kwestii nie zmieniło. Nadal widzę dzieci tak jak ona sobie życzy.
Powiedziała że nie dostanę ich na dłużej dopóki wyrok się nie uprawomocni.
Żeby było zabawniej to sama w swoim pozwie wnioskowała o noclegi 2 razy w
miesiącu u mnie. Ale na razie z tego nici. Ogólnie jestem dla nie ostatni w
kolejce do opieki nad dziećmi. Zostawia je u sąsiadek, albo prosi koleżankę
żeby odbierała starszego z przedszkola. Ja dowiaduje się od syna który pyta:
"czemu tato nie ty mnie odbierasz gdy mam nie może tylko robi to mama
Kacpra?". No i co tu 4 latkowi powiedzieć. Że jego matka jest chora z
nienawiści na głowę? W sumie najgorsze jest to że on zna odpowiedź. Już wiem
że na zasądzone wakacje z synami nie pojadę bo ex mówi że po jej trupie.
Jakkolwiek kusząca propozycja to się nie zdecyduje. Zrobiłem rezerwację i kasę
stracę. Ale jak nie wytrzymam nerwowo to ją pozwę z powództwa cywilnego o te
wywalone w błoto 500 zł. Powinienem odliczyć od alimentów, ale oczywiście nie
wolno. Bo alimenty sa święte i oddam z odsetkami, a to że dzieci nie widzę to
nikogo nie obchodzi. Generalnie do bani. Czy pozostało mi tylko czekanie z
założonymi rękami?
    • sauber1 Re: so fucking funny 25.04.10, 19:06
      Coś mni sie wydaje że zbyt dużo błedów popełniłeś, albo zbyt nerwowy jesteś?
      O prawdę nie ma się co gniewać.
      Wielu widomym jest, że walka o słuszne i najmojsze racje z sądami w
      przypadku faceta jest długa i wymaga cierpliwości.
      Jeżeli się az tak bardzo mylę to sory, a może jednak w myśl zasad taktyki
      powinieneś powojowac bronia przeciwnika ???
      • sbelatka Re: so fucking funny 25.04.10, 19:30
        eeeee
        na wojnie straty musza być - albo w ludziach albo w sprzęcie...

        nie mam zielonego pojęcia JAK- ale mamg łębokie przekonanie, ze raczej
        warto podjąc kolejną próbę pojednania się..
        choc wiem, ze może sie wydawać, ze to beznadziejna misja...

        ta walka jest przegrana przez wszystkich; niektorzy tylko jeszcze tego
        nie wiedzą...

        jednego jestem pewna - Michu, wpływ masz TYLKO na swoje zachowania
        więc je skoryguj.. wierząc, ze zmiana wywołuje zmianę....; choć czasu tu
        potrzeba...

        myśel, ze waryo żebyś pzrzemysłal całokształt zaczyanjąc od okreslenia
        prezyzjynie CELU
        a potem okreslił zadania - ktore pomoga Ci ten cel osiągnąc...

        chyba powinienes pomyslec o tym co sie dzieje i będzie działo w Twoim i
        dzieci żcyiu - długofalowo...
        I założyć, ze dojćie do osiągniecia celu może Ci zająć duuużo czasu...

        naprawde nie widzę innej drogi
        • zatracony72 Re: so fucking funny 26.04.10, 11:19
          sbelatka napisała:


          > jednego jestem pewna - Michu, wpływ masz TYLKO na swoje zachowania
          > więc je skoryguj.. wierząc, ze zmiana wywołuje zmianę....; choć czasu tu
          > potrzeba...
          >

          nie do końca się zgodzę, na niektóre osoby to nie działa. Już mi się wydawało,
          że sytuacja się ociepla a ty nagle niespodziewanie dostałem soplą w łeb i znowu
          mam jak na Arktyce sad
          • sauber1 Re: so fucking funny 26.04.10, 11:33
            Myślę, że dawanie sobie w związku choćby jednej szansy jest wieką przesadą,
            czymś bardzo lekkomyyślnym, co kiedyś tylko niekorzystnie zaowocować musi,
            włacznie koniecznością znalezienia się tu właśnie na tym Jarkoniego forum w
            poszukiwaniu otuchy i pocieszenia bratnich nie mających lepiej zbłakanych dusz
            ...wink
    • pan-kowalski Re: so fucking funny 27.04.10, 23:38
      > Powinienem odliczyć od alimentów, ale oczywiście nie
      > wolno. Bo alimenty sa święte i oddam z odsetkami, a to że dzieci
      nie widzę to nikogo nie obchodzi.

      Jeśli żona złoży apelację to chyba wstrzyma prawomocność całego
      wyroku, a nie tylko kontaktów.
    • anner69 Re: so fucking funny 28.04.10, 08:04
      Michszyb, jeśli faktycznie bedziesz dbał o dzieci to los odpłaci Ci kiedyś czymś
      dobrym, one sie odpłacą, szczególnie jeśli to chłopcy. W wieku ok 10-12 lat
      chłopcy robią wszystko aby byc z ojcem. Jeśli matka będzie im bronić kontaktów z
      Tobą to tym bardziej będą chcieli to zrobić. Przychodzi moment w życiu chłopców,
      że bardziej potrzebują ojca. Jeśli będziesz dobry i cierpliwy i faktycznie będą
      czuły się przez Ciebie kochane i u Ciebie bezpieczne a matka będzie głupio
      zaborcza to kiedys będziesz z nimi mieszkał. Świat się zmienia, jednak faceci
      teraz zaczynają byc powoli inaczej postrzegani i coraz więcej dzieci zostaje z
      ojcami. Bądź cierpliwy i dbaj o ich dobro , bardziej o ich niż o swoje.
      • eutherpe Re: so fucking funny 28.04.10, 08:43
        Przyjdzie taki moment, że mama a Twoja była żona wyciszy swoje emocje.Niestety.
        Zawalił Jej się świat jak przypuszczam a powrót do "normalności" zajmuje pewien
        czas. I Ty musisz wykazać się cierpliwością, spokojem. Zawaliłeś sprawę i teraz
        odczuwasz skutki czynu.Kobieta musi dojrzeć,uspokoić w sobie żal i poczucie
        straty. Została sama z dziećmi.Przestań już szaleć, domagać się za wszelką cenę
        swoich praw. Bądź ojcem( nie od ilości a jakości spotkań zależy stosunek dzieci
        do Ciebie).Cały czas odnoszę wrażenie,że Ty jednak podświadomie cały czas
        czekasz na jej błędny krok a później oznajmisz- A NIE MÓWIŁEM!
        • tautschinsky Re: so fucking funny 02.05.10, 17:15
          Takie zdania o wyciszeniu emocji "mamusi" jednocześnie mnie bawią i wnerwiają.
          Bo jeśli to emocje tatusiowi szwankują padają rady w stylu wystawienia walizek
          za drzwi (nawet kiedy lokum jest wyłączną własnością mężczyzny - taka pazerność
          kobieca).

          Jeśli mamusi emocje nie pozwalają na normalny rozwój dzieci to mamusia przez sąd
          powinna zostać skierowana na psychoterapię - dla dobra dzieci. I w zależności od
          sytuacji dzieci powinny być wtedy powierzane ojcu - na stałe albo czasowo - na
          okres "leczenia emocji".

          I nieważne jest to, że te emocje nie są lub są zawinione przez matkę - sytuacja
          plus jej własna konstrukcja psychiczna daje taki a nie inny efekt.
          Alkoholik też nie pije na złość! Ale mówi się: najpierw terapia, później dalsze
          życie, kontakt z dziećmi!
          • zmeczona100 Re: so fucking funny 02.05.10, 18:44

            tautschinsky napisał:

            > Takie zdania o wyciszeniu emocji "mamusi" jednocześnie mnie bawią i
            wnerwiają.
            > Bo jeśli to emocje tatusiowi szwankują padają rady w stylu wystawienia
            walizek
            > za drzwi (nawet kiedy lokum jest wyłączną własnością mężczyzny - taka
            pazerność
            > kobieca).
            >
            > Jeśli mamusi emocje nie pozwalają na normalny rozwój dzieci to mamusia
            przez są
            > d
            > powinna zostać skierowana na psychoterapię - dla dobra dzieci.

            O emocjach mamusi nic nie wiadomo - oprócz tego, co Mich tu pisze, no a on
            ma skłonność do konfabulacji.
            Natomiast wiadomo dużo, bardzo dużo o emocjach Michszyba- ot, wystarczy
            tylko ten wątek poczytać. No ale on z tych, którzy u innych dostrzegają
            źdźbło trawy, a u siebie belki w oku- nie.
            Michszyb od samego początku na forum otrzymał sensowne porady- dotyczyły
            tego, jak ma sobie poradzić z własnymi emocjami, aby nie eskalować
            konfliktu. Tyle tylko, że nie wziął ich (i nie weźmie) do siebie. Przecież
            on to ideał chodzący.
            • tautschinsky Re: so fucking funny 02.05.10, 20:41
              Jak to nie wiadomo?!

              Można oczywiście z góry uznawać, że wszystko to autor tematu pisze o swojej
              żonie a co nie wystawia jej dobrej oceny to kłamstwa i konfabulacje.

              Tylko że jeśliby by tak było, to już dawno ta kochająca ponad wszystko swoje
              dzieci a matka dzieci michszyba, dałaby mu je pod opiekę, skoro tak tego chce i
              jeśliby mu zależało na pokazaniu, jaki z niego dobry ojciec na chwilę, byłoby po
              sprawie. Nie musiałby się z nią użerać o to, CO JEST JEGO PRAWEM!

              Poza tym o emocjach żony, ich uspokojeniu, którym ojciec dzieci ma dać czas,
              wiele razy zdążyłem już przeczytać.

              Jeśli kobieta nie radzi sobie z trudną sytuacją, z emocjami właśnie, to powinna
              skorzystać z terapii, na którą powinien ją obligatoryjnie skierować sąd.
              Nie żeby jej dokuczyć, tylko dla dobra dzieci! Matka, którą nosi, która nosi
              niechęć, nienawiść do ojca dzieci przekazuje te złe emocje dzieciom. Jeśli do
              tego ta matka utrudnia kontakty ojca z dziećmi działa z premedytacją na ich
              szkodę. A to powinno być karalne samo w sobie a szybko skutkować działaniami
              mającymi na celu uchronić potomstwo przed destrukcją płynącą ze strony
              matki,która ma problem z samą sobą.
              • morekac Re: so fucking funny 04.05.10, 17:22
                A jeśli ojciec nosi w sobie złe emocje w stosunku do matki to nie
                przekazuje tego dzieciom? Czy jego też nie należałoby skierować na
                jakąś terapię? Obligatoryjnie i sądownie? Bo ja jakoś nie zauważyłam
                u Michszyba emocji nienegatywnych w stosunku do eksżony...

                tautschinsky napisał:
                > Jeśli kobieta nie radzi sobie z trudną sytuacją, z emocjami
                właśnie, to powinna
                > skorzystać z terapii, na którą powinien ją obligatoryjnie
                skierować sąd.
                > Nie żeby jej dokuczyć, tylko dla dobra dzieci! Matka, którą nosi,
                która nosi
                > niechęć, nienawiść do ojca dzieci przekazuje te złe emocje
                dzieciom
          • tarantula007 Re: so fucking funny 02.05.10, 19:37
            a tatusia, który porzuca rodzinę kiedy dziecko ma 5 m-siecy powinno
            sie wysłać na terapię osobowości bo ma patologiczną.
            • zmeczona100 Re: so fucking funny 02.05.10, 19:58
              Etam, a prawo do szczęścia? wink
    • zmeczona100 Re: so fucking funny 28.04.10, 14:58
      michszyb napisał:
      > Żeby było zabawniej to sama w swoim pozwie wnioskowała o noclegi 2 razy
      w
      > miesiącu u mnie.

      Żeby było zabawniej, to niektórzy pamiętają, jak to rzekomo walczyłeś o te
      noclegi, bo Twoja żona rzekomo była na NIE. Taka zołza z niej była, a
      teraz wychodzi na to, że niekoniecznie.

      Michszyb, może po prostu pisz prawdę i samą prawdę, jeśli nie chcesz być
      postrzegany jako mało wiarygodny w tym, co piszesz.

      Ale jak nie wytrzymam nerwowo to ją pozwę z powództwa cywilnego o te
      > wywalone w błoto 500 zł.

      Ooo, to to to własnie. Nie zniechęcaj się, bo wyjdziesz z wprawy w darciu
      kotów.
    • morekac Re: so fucking funny 28.04.10, 21:43
      No i co tu 4 latkowi powiedzieć. Że jego matka jest chora z
      > nienawiści na głowę?

      Możesz po prostu powiedzieć, że nie jesteś mamą i nie wiesz,dlaczego
      tak jest. Mówisz prawdę (ostatecznie nie jesteś swoją eksżoną, więc
      skąd możesz wiedzieć?) i nie obsmarowywujesz jej błotem przed
      dziećmi.
      • chalsia Re: so fucking funny 28.04.10, 23:19
        > Możesz po prostu powiedzieć, że nie jesteś mamą i nie wiesz,dlaczego
        > tak jest. Mówisz prawdę (ostatecznie nie jesteś swoją eksżoną, więc
        > skąd możesz wiedzieć?) i nie obsmarowywujesz jej błotem przed
        > dziećmi.

        Morekac, oczekujesz od dojrzałości od gościa, który nie wiadomo czy już z
        piaskownicy wyszedł (skoro pisze takie rzeczy jaksuspicious No i co tu 4 latkowi
        powiedzieć. Że jego matka jest chora z nienawiści na głowe)
        • morekac Re: so fucking funny 29.04.10, 00:28
          Nie, nie oczekuję. Po prostu podrzuciłam tu jeden z przyzwoitych
          tekstów, jaki można powiedzieć dziecku w takiej sytuacji (bo z tym
          też był problem).
          • eutherpe Re: so fucking funny 29.04.10, 08:14
            Ale to jest przerażajace,że wyksztalcony czlowiek( czytaj Mich) nadal nie
            rozumie o co tutaj chodzi...Michszyb?To Ty im zgotowales takie zycie Chlopie i
            walnij się w serce.
            • zmeczona100 Re: so fucking funny 01.05.10, 12:31
              eutherpe napisała:

              > Michszyb?To Ty im zgotowales takie zycie Chlopie i
              > walnij się w serce.

              Eee, no coś Ty. To przecież matka dzieci wszystko komplikuje. A mogłoby
              być tak pięknie, gdyby tylko było tak, jak Michszyb chce.
        • the_gust Re: so fucking funny 29.04.10, 01:36
          Najgorsze co może być, to grać dziećmi przeciw sobie. Może robić z siebie błazna
          na forum, wylać z siebie złość, żal i żółć wink
          Najważniejsze, żeby emocje opadły i jemu i jego ex żonie. Pisanie o piaskownicy
          niczemu nie pomaga. Skoro gość pisze tutaj niewzruszenie pomimo rad jakie
          dostał, traktuje to jako miejsce do samooczyszczenia, akceptacji albo poklasku
          to dalsze porady nie mają sensu.
          Typowa sytuacja - rodzice się między sobą szarpią, licytują a dzieci to widzą.
          Michszyb - zdajesz sobie sprawę, że za 10 lat Twoje dziecko wygoogla Twoje
          zdanie o jego mamie? Wylej na siebie kubeł zimnej wody, wypij piwo co nawarzyłeś
          i bądź ojcem pomimo wszystkiego i sobie.
          • knifegod Re: so fucking funny 29.04.10, 09:14
            eutherpe, Ty wróżka jesteś, czy jakaś inna wieszcząca ? Bo jakoś nie doczytałem
            z czyjej winy był rozwód, a Tobie jakoś tak naturalnie wychodzi przypisywanie go
            zawsze mężczyźnie.
            Drogi Autorze, w zasadzie to w jakim celu tu przyszedłeś ? Po współczucie ? Nikt
            nie obiecywał, że będzie łatwo. Możesz sobie być najwspanialszym ojcem na
            świecie, a sąd i tak zwykle opiekę przyzna matce, "dla dobra dziecka". Jeśli
            decydujesz się walczyć, to rozprawy zwykle są "brudne" i dzieci cholernie mocno
            to przeżywają. A wynik wcale nie jest pewny. Jeśli nie decydujesz się walczyć,
            to Twoja była zwykle ma poczucie, że to ona stanowi PRAWO, ona Ci powie kiedy
            możesz się spotykać, ona będzie decydować co jest najlepsze dla dzieci, bo Ty,
            Ty już jesteś przeszłością.
            Nie oszukuj się, to wojna. Jak będziesz słuchał rad typu "pozwól aby jej emocje
            opadły" to obudzisz się w którymś momencie ze świadomością, że uciekło Ci kilka
            lat z życia Twoich dzieci. I nie nadrobisz tego. Powtórzę jeszcze raz, to wojna,
            i tak to traktuj.
            • eutherpe Re: so fucking funny 29.04.10, 09:20
              To poczytaj sobie dokładnie wcześniejsze posty a głebiej sprawę pojmiesz Drogi
              przedmówco. Wspaniała rada-traktuj jak wojnę.Walcz dzielnie do ostatniej kropki
              krwi. Nie pozwól sobie Michu zepsuć najpiekniejszych lat życia z powodu
              fanaberii bylej zony, ktora ubzdurala sobie cos w swojej glowie.
              Zapytam Cie raz jeszcze, moze odpowiesz- zaprosiles albo probowales zaprosic
              zonę na kawe, herbate, ciastko, spacer i spokojnie z nią porozmawiac?>
            • eutherpe Re: so fucking funny 29.04.10, 09:20
              Do Knifegod- to Ty nie wiesz ze jestes wrozka?
            • morekac Re: so fucking funny 29.04.10, 09:32
              Michszyb pisał w innych wątkach o przyczynach rozwodu i jest znany
              na tym forum, stąd zapewne wiedza Eutherpe. To tak dla wyjaśnienia,
              że nie trzeba być jasnowidzem. wink
              Co do wojny: Michszyb wojnę prowadzi od dawna, zdaniem niektórych
              nawet ją zaognia. O żonie trudno się wypowiedzieć - czy też zaognia -
              bo całą sprawę znamy wyłącznie z punktu widzenia Michszyba.
              • knifegod Re: so fucking funny 29.04.10, 09:55
                ok, wróżką nie trzeba być. Tylko w sumie to niewiele zmienia smile
                Konflikt pomiędzy rodzicami zazwyczaj jednak nie określa jakimi są rodzicami. A
                jak jest po rozwodzie? "Skoro mnie rzucił/a to i ojcem/matką jest/bedzie
                beznadziejnym. Muszę chronić moje dziecko.".
                Przykro mi eutherpe, ale par które po rozwodzie się dogadują i dalej wychowują
                dziecko jest naprawdę niewiele. Natomiast rozwodników z urażoną dumą czy to
                kobiecą czy męską jest na pęczki. I doradzanie ,w sytuacji gdzie jedna ze stron
                te wojne już rozpoczęła, spokoju i mediacji to jest po prostu namawianie do
                "nicnierobienia". Piszesz o najlepszych latach których nie warto sobie marnować
                wojnami, może mamy inne poglądy, ale dla mnie najlepsze lata byłyby wtedy, kiedy
                mógłbym brać udział w życiu dzieci, a nie mieć święty spokój.
                • eutherpe Re: so fucking funny 29.04.10, 10:04
                  Przepraszam ale za "nicnierobienie" uważasz przeprowadzenie z byłą żoną
                  spokojnej rozmowy?Sam na sam, w neutralnym miejscu bez obecności świadków,
                  dzieci.?Tak, staram się zrozumieć tą kobietę z urazoną dumą, której w drugiej
                  ciązy mąz wywinął numer odchodząc do innej. Przynajmniej odrobinkę empatii w jej
                  kierunku.Najlepsze lata mogli mieć wychowując wspólnie dzieci i patrząc na ich
                  rozwój. Nie stało się tak niestety. Odszedł, podjął wszak najdojrzalszą decyzję,
                  znalazł nową kobietę więc musi się liczyć z tym,że nie będzie już tak częstą
                  osobą w zyciu swoich synow. Coś za coś.Jezeli zalezy mu na budowaniu wiezi z
                  dziecmi, nalezaloby zadbac o w miarę spokojny kontakt z ich matką.
                  • lu_zak Re: so fucking funny 29.04.10, 10:39
                    "Odszedł, podjął wszak najdojrzalszą decyzję,
                    > znalazł nową kobietę więc musi się liczyć z tym,że nie będzie już
                    tak częstą
                    > osobą w zyciu swoich synow. Coś za coś.Jezeli zalezy mu na
                    budowaniu wiezi z
                    > dziecmi, nalezaloby zadbac o w miarę spokojny kontakt z ich matką"

                    w życiu swojej żony rozumiem, ale nie rozumiem "w życiu swoich synów"
                    • nowel1 Re: so fucking funny 29.04.10, 10:56
                      Żyjemy w świecie realnym, a nie idealnym.
                      Odchodząc od żony i małych dzieci powinno się mieć świadomość dorosłego
                      człowieka, że nie ma możliwości utrzymania kontaktu z dziećmi tak
                      intensywnego jak przed rozstaniem.
                      • lu_zak Re: so fucking funny 29.04.10, 11:08
                        Żyjemy w świecie realnym, a nie idealnym.
                        > Odchodząc od żony i małych dzieci powinno się mieć świadomość
                        dorosłego
                        > człowieka, że nie ma możliwości utrzymania kontaktu z dziećmi tak
                        > intensywnego jak przed rozstaniem.

                        dlatego przygotował propozycje planu spotykania się z dziećmi
    • eutherpe Re: so fucking funny 29.04.10, 10:06
      Jeszcze jedno-myslisz,że doprowadzajac do eskalacji konfliktu, nabije sobie
      wiecej punktów i zona zmieni zdanie?
      • knifegod Re: so fucking funny 29.04.10, 10:28
        Popraw mnie proszę, ale jak na razie, to przynajmniej z opisu wygląda, że to
        żona ignoruje czy też torpeduje postanowienia sądu. Tłumacząc na nasze, "prawo
        prawem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie".
        Jeśli już wzywasz do empatii, to w obie strony.
        Nieporozumieniem jest również odbieranie "to jest wojna" w najbardziej
        podstawowy sposób, czyli wrzaski, obelgi itd. Nie, "wojna" to twarda obrona
        swoich praw.
        Doradzasz mediację, z doświadczeń jakie udało mi się zebrać na podstawie rozmów
        z ludźmi po rozwodach jasno wynikało, że zwykle jest to dla drugiej strony
        sygnał "ok, mięknie, da się ugrać więcej". I nie miało znaczenia, czy była to
        mężczyzna czy kobieta. Tylko ze statystyki wynika, że częściej tymi na gorszej
        pozycji "przetargowej" są mężczyźni, jeśli chodzi o wykorzystywanie przewagi,
        płeć nie ma znaczenia. Dasz palec, wezmą rękę.
        • bramstenga Re: so fucking funny 29.04.10, 11:37
          > Popraw mnie proszę, ale jak na razie, to przynajmniej z opisu wygląda, że to
          > żona ignoruje czy też torpeduje postanowienia sądu.

          Nieprawda. Żona po prostu składa apelację, czyli korzysta ze swoich praw.
          Niczego nie torpeduje ani nie ignoruje.
          Zauważ, że mamy relację tylko jednej strony. Żonę Micha poznajemy wyłącznie z
          jej maili do niego (cytowanych obficie przez wątkodawcę), a których jawi się
          jako kobieta spokojna i poukładana. W przeciwieństwie do miotającego się Micha
          mieć-ciastko-i-zjeść-ciastko, wyzywającego ja na forum od suk.
          ~bramstenga
        • aiwlysji Re: so fucking funny 29.04.10, 11:47
          trzeba byc swinia, zeby poszukac sobie nowej kobiety w momencie kiedy zona jest w drugiej ciazy. to jest oczywistosc. nie mysle tutaj tylko o zdradzie ale o porzuceniu psychicznym w tak "niestabilnym" momencie zycia kobiety. jak wlasciwie mozna uprawisc sex z kims kogo sie nie chce?...
          czy taki czlowiek jest odpowiedzialny? zapladnia, zeby porzucic, czemu?
          to sa pytania o postawe moralna, podejscie do zycia, do drugiego czlowieka. to sa cholernie wazne pytania...dlaczego??...bo musismy sobie zdac sprawe w jakim spoleczenstwie chcemy zyc, czy sa jakies granice??, czy mozna realizowac siebie za wszelka cene?
          w jakim duchu wychowywac dzieci, co ma byc dla nich wzorem.etc.

          po czyms takim nie mozna zwyczajnie przyjasc i krzyknac: chce 50% tego co moje (dzieci)!!!

          czy to jest takie niezrozumiale dla was facetow?
          odwrocie sobie sytuacje: wasza zona was porzuca z 2 malych dzieci dla innego, lepszego zycia...a potem chce miec takie same prawa i to natychmiast, bo jej sie nalezy, bo jest matka i tyle.
          • knifegod Re: so fucking funny 29.04.10, 12:15
            Tak, składa apelację. Jeśli apelacja nie bedzie korzystna, złoży następną przez
            cały czas utrudniając spotkania z dziećmi. Jeśli to nie są działania wojenne, to
            ja przepraszam smile
            Opisywanie co Autor zrobił czy też nie, mało mnie obchodzi. W zasadzie odnoszę
            się wyłącznie do sytuacji która zaskakująco regularnie pojawia się w świecie
            porozwodowym. To, że nazywa ex publicznie tak czy inaczej, to świadczy jedynie o
            kulturze (braku), temperamencie i emocjach. Tu mógłbym złośliwie (a ja wszak
            złośliwy nie jestem) zacytować eutherpe; "więcej empatii" ;P
            Wpis aiwlysji to standard, jak facet porzuca, to świnia i oczywiście kiepski
            ojciec. Prawie aż chciałoby się zapytać dlaczego rola ojca i męża tak często
            jest odbierana przez kobiety jako to samo. Chciałoby się, ale nie zapytam,
            szkoda czasu na masę emocjonalnych postów.
            Ale skoro już temat został poruszony, to czy idąc tym tokiem rozumowania,
            kobieta porzucająca mężczyznę nie powinna zostawić mu dzieci, bo przecież skoro
            porzuca to zła matka jest ?
            Sytuację trudno odwrócić, niezależnie czy rozwód jest z winy mężczyzny czy
            kobiety, opieka nad dziećmi jest najczęściej przyznawana kobiecie, a ta chce
            mieć WSZYSTKIE prawa.
            • bramstenga Re: so fucking funny 29.04.10, 12:37
              > Tak, składa apelację. Jeśli apelacja nie bedzie korzystna, złoży następną przez
              > cały czas utrudniając spotkania z dziećmi.

              Możliwości apelowania w końcu się kończą. Dość szybko zresztą. Dopiero po
              zapadnięciu prawomocnego wyroku będziesz mógł powiedzieć o ignorowaniu
              postanowień sądu, nie wcześniej.

              > Sytuację trudno odwrócić, niezależnie czy rozwód jest z winy mężczyzny czy
              > kobiety, opieka nad dziećmi jest najczęściej przyznawana kobiecie,

              Owszem, a wiesz dlaczego? Bo mało który tatuś się do tego pali (szczerze - ilu
              znasz takich, którzy złożyli wniosek, żeby dzieci mieszkały z nimi?). Większość
              uważa, że dzieci to sprawa kobiety, a on nie po to brał rozwód, żeby zajmować
              się dziećmi - on zaczyna nowe życie. Opękując opiekę nad dziećmi alimentami w
              zawrotnej kwocie 300 peelenów.
              ~bramstenga
            • eutherpe Re: so fucking funny 29.04.10, 12:41
              Jak dotąd Proszę Pana, to pan Michszyb chce mieć wyłącznie
              prawa.Dlaczego Pana nie obchodzi co zrobił nasz forumowy
              korespondent?Przecież to bardzo ważne, najważniejsze w tej dyskusji.
              Nazywanie publicznie żony suką albo wariatką niie nalezy do
              emocjonalnych zachowań tylko do chamstwa i nastawieniu bardzo
              wrogim.Więcej zatem empatii dla kogo?Wybacz ale kobieta nigdy nie
              zostawi Pana w ciążysmile.Tutaj jest różnica.Kobieta porzucająca dzieci
              powinna zostać równie publicznie zbesztana jak mężczyzna
              zostawiający żonę z dziećmi.A kiedy zapytam Pan Michszyb wychodził
              jak sądzę na spotkania z kochanką, w głowie mu były małe dzieci?>
            • aiwlysji Re: so fucking funny 29.04.10, 12:52
              knifegodsmile
              ktos juz napisal, ze zycie nie jest idealne, jest akcja i reakcja.
              z tego co piszesz powinnismy wszyscy reagowac bez emocji, racjonalnie.
              tylko czy jest racjonalnym odchodzenie od zony/meza do innego czlowieka kiedy sa dzieci? czy to nie jest emocjonalne postepowanie (zakochac sie). to czy opuszczony partner nie ma prawa do swoich emocji?
              proponujesz, zeby rozdzielic role meza i ojca, czy zadajesz sobie sprawe jakie tego moga byc konsekwencje?
              co jesli niezaleznosc psychiczna kobiet bedzie az tak rozwinieta, ze uznaja, ze chca miec dzieci ale nie faceta w ich zyciu?

              • knifegod Re: so fucking funny 29.04.10, 13:21
                >Możliwości apelowania w końcu się kończą. Dość szybko zresztą. >Dopiero po zapadnięciu prawomocnego wyroku będziesz mógł powiedzieć o >ignorowaniu postanowień sądu, nie wcześniej.

                Mhm, apelacji ile może być, jedna, dwie, trzy ? Powiedzmy pół roku czekania na każdą. W tym czasie mężczyzna jest pozbawiony praktycznie wszelkich praw i musi godzić się na to, na co "z łaski" pozwala mu ex. Kierując się zdrowym rozsądkiem, jeżeli mamy prawomocny wyrok sądu, to do czasu zmiany tego wyroku w apelacji, jego postanowienia powinny obowiązywać, czy nie tak ?

                >Jak dotąd Proszę Pana, to pan Michszyb chce mieć wyłącznie
                >prawa.Dlaczego Pana nie obchodzi co zrobił nasz forumowy
                >korespondent?Przecież to bardzo ważne, najważniejsze w tej >dyskusji.

                No faktycznie, to straszne, że jeden z partnerów chce mieć przysługujące mu prawa ...
                Domyślam się, że worek pokutny i na kolanach do Częstochowy, nie ? wink
                Nie, nie uważam za istotne dla dyskusji, że ktoś zachował się po chamsku wobec exa, co więcej, najczęściej nie ma to żadnego wpływu na to, jakim kto jest rodzicem. Emocje to emocje, każdy może z siebie zrobić idiotę pod ich wpływem. Przykład:
                pewna pani zostawiła męża, mieli dwójkę dzieci. Powód rozstania - znalazła innego. Na odchodnym dostał tłuczkiem do mięsa w głowę, trochę poniosły ją emocje ;> Jednocześnie jest to jedna z najlepszych matek jakie znam.

                >proponujesz, zeby rozdzielic role meza i ojca, czy zadajesz sobie >sprawe jakie tego moga byc konsekwencje?
                >co jesli niezaleznosc psychiczna kobiet bedzie az tak rozwinieta, >ze uznaja, ze chca miec dzieci ale nie faceta w ich zyciu?

                No i ?? Ich wybór, ich decyzja, co mi do tego ? A jak jeszcze skorzystają z banku nasienia, to nawet nie ma specjalnie kto się czuć pokrzywdzonym. Tak więc nadal twierdzę, że role męża i ojca (matki i żony) to absolutnie nie to samo i generalizowanie, że jak ktoś jest kiepskim mężem/żoną to będzie kiepskim ojcem/matką jest raczej wyrazem urażonej dumy a nie obrazem rzeczywistości.

                > Sytuację trudno odwrócić, niezależnie czy rozwód jest z winy >mężczyzny czy kobiety, opieka nad dziećmi jest najczęściej >przyznawana kobiecie,

                >Owszem, a wiesz dlaczego? Bo mało który tatuś się do tego pali >cryingszczerze - ilu znasz takich, którzy złożyli wniosek, żeby dzieci >mieszkały z nimi?). Większość uważa, że dzieci to sprawa kobiety, >a on nie po to brał rozwód, żeby zajmować się dziećmi - on zaczyna >nowe życie. Opękując opiekę nad dziećmi alimentami w zawrotnej >kwocie 300 peelenów.

                Jau, jakże wzruszająco ;> Ilu znam, szczerze ? Kilkudziesięciu, z czego mniej więcej chciała aby opiekę przyznano im. Jeśli więc używamy takich obiegowych prawd to dodajmy dla jasności kilka prawd nieobiegowych:
                - wszyscy dookoła mówią mężczyźnie, że nie ma szans w sądzie
                - kobieta chcąc dostać opiekę nie musi robić nic, mężczyzna naraża się na wyjątkowo brutalną walkę w sądzie, badania w RODK (w ktorych najczęściej pracują wyłącznie kobiety), wciąganie w to dzieci
                - kobieta która ignoruje postanowienia sądu nie naraża się praktycznie na żadne nieprzyjemności, natomiast jeśli mężczyzna spróbuje je zignorować, momentalnie ma na karku całą machinę prawną.
                Dlatego naprawdę nie jestem specjalnie zdziwiony, że większość mężczyzn odpuszcza. Robią to z lenistwa, z niewiary, czasem z troski o dzieci. Ale obiegowo "Większość uważa, że dzieci to sprawa kobiety, a on nie po to brał rozwód, żeby zajmować się dziećmi - on zaczyna nowe życie."
                • eutherpe Re: so fucking funny 29.04.10, 13:31
                  Proszę Pana. Wystarczy ,że publicznie nazwał Ją jak nazwał. Dla mnie wystarczy.
                  Emocje niech leczy.Trzeba było zastanawiać się wcześniej nad rolą ojca w życiu
                  dzieci, zanim...nie chciałabym tutaj użyć mocnych słów aby nie obrazić.Jakie to
                  wszystko wydaje się tajemnicze-najczęściej Panowie domagacie się swoich PRAW
                  kiedy już sprawa w toku.Szkoda , naprawdę szkoda,że nie chcecie pokazywac
                  dzieciom dojenia krówek w trakcie trwania małżeństwa. Jeżeli Knife nie
                  orientujesz się w krówkach, poczytaj posty dokładnie.
                  • knifegod Re: so fucking funny 29.04.10, 13:42
                    Nie eutherpe, nie wystarczy. Albo inaczej, wystarczy dla Ciebie, jednak byłbym
                    ostrożny z przypisywaniem swoich ocen większej liczbie osób.
                    I naprawdę, mogłabyś mi wyjaśnić co jest dziwnego w domaganiu się swoich praw
                    kiedy już nie łączy pary związek ? To raczej chyba normalne jest, w
                    przeciwieństwie do "jestem taka pokrzywdzona, ty świnio, wszystkie prawa w takim
                    razie są moje!!!".
                    Nic nas już nie łączy, rodzicami też jesteśmy osobno, to naprawdę zdrowe mieć
                    jasno wyłożone prawa dla każdego z rodziców.
                    • eutherpe Re: so fucking funny 29.04.10, 13:53
                      To wytłumacz zatem, dlaczego nie można się spokojnie porozumieć,na tej kawie,
                      soku, wodzie, herbacie, tylko skakać sobie do oczu i rzucać bluzgami
                      mamrocząc-Moje prawa, mam takie prawo...Słucham, jak myślisz?Czy wojna coś
                      zmieni?Owszem na gorsze.
                    • tully.makker Re: so fucking funny 29.04.10, 13:54
                      Praw nabywa sie w rezultacie wykonywania obowiazkow. Ojciec, ktory
                      bzyka pania na boku, gdy zona nosi jego dziecko, ktory spedza czas z
                      kochanka gdy zona w pologu karmi jego mlodsze dziecko jednoczesnie
                      opiekujac sie starszym nie ma w moich oczach zadnych praw i dlugo
                      bedzie musial na nie pracowac.

                      Oczywiscie jest kwestia praw dzieci do kontaktu z ojcem i to jest
                      najwazniejszy, a wlasciwie jedynie istotny argument. Natomiast autor
                      watku walczac z zona wcale nie dziala dla dobra swoich dzieci - bo
                      nie eskalujac konfliktu, podejmujac dzialania, by zadoscuczynic zone
                      wielka krzywde, jaka jej wyrzadzil, mialby bardzio duza sznase na
                      stopniowe doprowadzenie kontaktow z dziecmi do poziomu optymalnego z
                      punktu widzenia dzieci.
                • bramstenga Re: so fucking funny 29.04.10, 14:07
                  > Mhm, apelacji ile może być, jedna, dwie, trzy ?

                  Jedna.

                  >jeżeli mamy prawomocny wyrok sądu,

                  Nie ma prawomocnego wyroku, ponieważ strona złożyła apelację.

                  Kilkudziesięciu, z czego mni
                  > ej więcej chciała aby opiekę przyznano im.

                  Nie wiem, co chciałeś przez to napisać, sorry.

                  > - kobieta która ignoruje postanowienia sądu nie naraża się praktycznie na żadne
                  > nieprzyjemności, natomiast jeśli mężczyzna spróbuje je zignorować, momentalnie
                  > ma na karku całą machinę prawną.

                  Nie rozśmieszaj mnie, niepłacenie alimentów w naszym pięknym kraju jest równie
                  proste, co blokowanie kontaktów.
                  ~bramstenga

                  • zuzanna47 Re: so fucking funny 29.04.10, 14:15
                    Jak widać autor postu w dalszym ciągu nienawidzi żony i brzydko się
                    o niej wyraża. Ktoś tu mądrze napisał, iż trzeba być rodzicem od
                    samego początku. Czasami są i dobrzy ojcowie wtedy robienie z
                    dziecka karty przetargowej jest wysoce niedopuszczalne. Natomiast tu
                    odnoszę się do swojego przypadku mój ex nigdy nie interesował się
                    dzieckiem a teraz nachodzi mnie z policją bo poczuł się dopiero
                    ojcem. Od momentu złożenia przeze mnie pozwu rozwodowego. Gdzie był
                    wcześniej, gdy dziecko chorowało, gdy było trzeba nosić przez całe
                    noce, gdy było trzeba zająć się dzieckiem, zdobyć trudno osiągalne
                    leki ... był , oficjalnie był ale nic kompletnie nie robił przy
                    dziecku. A teraz walczy... o dziecko, dziecko które właściwie nie
                    zna własnego ojca, bo nigdy nie poświęcił dziecku uwagi.
                  • knifegod Re: so fucking funny 29.04.10, 14:23
                    >Nie ma prawomocnego wyroku, ponieważ strona złożyła apelację.

                    No to się to chyba nazywa obstrukcja, jedna ze stron ma prawa wynikające z prawa
                    do opieki, druga strona nie ma nic.

                    >Kilkudziesięciu, z czego mniej więcej chciała aby opiekę przyznano >im.

                    >Nie wiem, co chciałeś przez to napisać, sorry.

                    Moja wina, w trakcie pisania "zjadło" mi jeden wyraz. Pełne zdanie miało brzmieć:
                    "Kilkudziesięciu, z czego mniej więcej połowa chciała aby opiekę przyznano im."

                    >Nie rozśmieszaj mnie, niepłacenie alimentów w naszym pięknym kraju >jest równie
                    proste, co blokowanie kontaktów.

                    To też jest obiegowa opinia, ciekawe ile kobiet rezygnuje z walki o alimenty bo
                    słyszy taki tekst ?

                    >Praw nabywa sie w rezultacie wykonywania obowiazkow. Ojciec, ktory
                    >bzyka pania na boku, gdy zona nosi jego dziecko, ktory spedza czas z
                    >kochanka gdy zona w pologu karmi jego mlodsze dziecko jednoczesnie
                    >opiekujac sie starszym nie ma w moich oczach zadnych praw i dlugo
                    >bedzie musial na nie pracowac.

                    Aha, rozumiem, że jeśli matka bzyka się na boku, to odchodząc nie ma prawa
                    zabrać dzieci z sobą i długo będzie musiała się starać aby jakiekolwiek prawa
                    uzyskać ? Podoba mi się, jestem za.

                    >Oczywiscie jest kwestia praw dzieci do kontaktu z ojcem i to jest
                    >najwazniejszy, a wlasciwie jedynie istotny argument. Natomiast autor
                    >watku walczac z zona wcale nie dziala dla dobra swoich dzieci - bo
                    >nie eskalujac konfliktu, podejmujac dzialania, by zadoscuczynic zone
                    >wielka krzywde, jaka jej wyrzadzil, mialby bardzio duza sznase na
                    >stopniowe doprowadzenie kontaktow z dziecmi do poziomu optymalnego z
                    >punktu widzenia dzieci.

                    I tu jest pies pogrzebany, bo praw nie nabywa się "zadośćuczyniając" cokolwiek
                    komukolwiek, tylko je się ma, bo tak mówi prawo. Eskalacja konfliktu to też
                    pojemne słowo, dla jednych to będzie publiczna awantura, dla innych, twarde
                    obstawanie przy swoich prawach, kwestia interpretacji, prawda ?
                    Już od jakiegoś czasu biorę poprawkę na to, że Autor należy do "ulubieńców" tu
                    dyskutujących, jednak czy dyskusja wyglądałaby tak samo, jeśli autorem byłby
                    ktoś nieznany i to jeszcze kobieta ? Nie sądzę, spora część postów wychodzi od
                    oceny zachowania Autora i dopiero w tym kontekście do rozmowy o problemie. Czyli
                    najprawdopodobniej, przy innej osobie rozmowa byłaby inna. IMO, całkiem
                    niedaleko od czegoś takiego do hipokryzji.
                    • bramstenga Re: so fucking funny 29.04.10, 14:32
                      > >Nie ma prawomocnego wyroku, ponieważ strona złożyła apelację.
                      >
                      > No to się to chyba nazywa obstrukcja, jedna ze stron ma prawa wynikające z praw
                      > a
                      > do opieki, druga strona nie ma nic.

                      Jaka obstrukcja, prawo na razie zezwala na złożenie apelacji, więc o co kaman?
                      Obstrukcja byłaby, gdyby pani notorycznie nie stawiała się na rozprawy,
                      przysyłając zwolnienia lekarskie.

                      > Moja wina, w trakcie pisania "zjadło" mi jeden wyraz. Pełne zdanie miało brzmie
                      > ć:
                      > "Kilkudziesięciu, z czego mniej więcej połowa chciała aby opiekę przyznano im."

                      Fantastycznie, w takim razie żyjesz w innym Matriksie niż ja.

                      > To też jest obiegowa opinia, ciekawe ile kobiet rezygnuje z walki o alimenty bo
                      > słyszy taki tekst ?

                      Nie rozumiem, o co Ci chodzi, słowo daję. Niektóre rezygnują, biorą drugi albo i
                      trzeci etat i zapieprzają jak małe parowoziki. Inne nie rezygnują, przez co są
                      postrzegane przez szanownego tatusia jako zdziry, co to wyciągają od niego kasę,
                      żeby sobie tipsy zrobić i nowego gacha utrzymywać.

                      > Aha, rozumiem, że jeśli matka bzyka się na boku,

                      zapomniałeś dopisać "gdy jej mąż jest w ciąży lub w połogu".

                      > I tu jest pies pogrzebany, bo praw nie nabywa się "zadośćuczyniając" cokolwiek
                      > komukolwiek, tylko je się ma, bo tak mówi prawo.

                      No więc przyjmij do wiadomości, że żona Micha ma PRAWO do złożenia apelacji. I
                      koło się zamyka.
                      ~bramstenga
                      • knifegod Re: so fucking funny 29.04.10, 14:45
                        > Fantastycznie, w takim razie żyjesz w innym Matriksie niż ja.

                        To nie Matrix, tylko Ci którym zależy. Poza tym, Twój nick sugeruje, że jesteś
                        kobietą, które z nas ma większą szansę obracać się w większym towarzystwie
                        rozwiedzionych ojców ? smile Z przykrością stwierdzam, że w większości informacje o
                        tym jak to "facetom sie nie chce" pochodzą z rozmów i dyskusji kobiet z
                        kobietami, zwykle mocno nieprzychylnie nastawionymi do swoich ex tongue_out

                        > Nie rozumiem, o co Ci chodzi, słowo daję. Niektóre rezygnują, >biorą drugi
                        albo i trzeci etat i zapieprzają jak małe parowoziki. >Inne nie rezygnują, przez
                        co są postrzegane przez szanownego >tatusia jako zdziry, co to wyciągają od
                        niego kasę, żeby sobie >tipsy zrobić i nowego gacha utrzymywać.

                        Chodzi mi o to, że tak jak mężczyźni słyszą dookoła, że nie warto starać się o
                        opiekę nad dziećmi, bo i tak przegrają, tak kobiety słyszą, że nie warto starać
                        się o alimenty, bo i tak facet nie zapłaci. Resztę dorobiłaś sobie sama smile

                        > zapomniałeś dopisać "gdy jej mąż jest w ciąży lub w połogu".

                        Uaaa, znaczy teraz tak lekko, leciutko relatywizujemy od kiedy zaczyna się
                        świństwo ? big_grin Czyli bzykanie na boku kiedy żona nie jest w połogu już daje
                        jakieś prawa mężczyźnie ? No proszeeee ....
                        Świństwo jest świństwo, ale nie ma nic wspólnego z prawami.

                        > Jaka obstrukcja, prawo na razie zezwala na złożenie apelacji, więc >o co kaman?
                        > Obstrukcja byłaby, gdyby pani notorycznie nie stawiała się na >rozprawy,
                        przysyłając zwolnienia lekarskie.
                        > No więc przyjmij do wiadomości, że żona Micha ma PRAWO do złożenia apelacji. I
                        koło się zamyka.

                        Ależ przyjmuje do wiadomości, moje pytanie zaś brzmi; czy jest normalne, że
                        prawo zezwala na sytuację w której jeden z partnerów jest pozbawiony wszelkich
                        praw do dzieci ze względu na procedury sądowe ?
                        • aiwlysji Re: so fucking funny 29.04.10, 15:02
                          knifegodsmile
                          masz racje...zadowolony?
                        • morekac Re: so fucking funny 29.04.10, 15:20
                          jak dotąd michszyb nie był pozbawiony wszelkich praw, był
                          pozbawiony części kontaktów, na które on miałby ochotę (a czytając
                          niektóre posty odnosiłam wrażenie, że miałby ochotę na kontakty o
                          dowolnej porze dnia i nocy, a jak eksżona nie udostępni dzieci - to
                          zdzira jest i tyle). Być może eksżona też nieźle bruździ, ale się tu
                          nie wypowiada, więc jej prawda nie jest znana.
                          Sytuacja, kiedy eks nie dzwoni do micha z prośbą o odebranie dzieci
                          może wynikać z:
                          1.niechęci do dzwonienia do michszyba i proszenia go o cokolwiek
                          2.łatwiejszego i mniej kłopotliwego umawiania się z sąsiadką,
                          pewniejszego odbioru.
                          3.czystej złośliwości - nie jego czas, to nie dam
                          może wynikać z innych powodów, albo z kilku powodów na raz. Michszyb
                          natomiast z reguły przyjmuje wariant nr 3.
                          • knifegod Re: so fucking funny 29.04.10, 15:29
                            >knifegodsmile
                            >masz racje...zadowolony?

                            no ba, szczęśliwy jak świnia w błocie big_grin
                            tylko ... w czym mam racje ? ;>

                            >Sytuacja, kiedy eks nie dzwoni do micha z prośbą o odebranie dzieci
                            >może wynikać z:
                            >1.niechęci do dzwonienia do michszyba i proszenia go o cokolwiek
                            >2.łatwiejszego i mniej kłopotliwego umawiania się z sąsiadką,
                            >pewniejszego odbioru.
                            >3.czystej złośliwości - nie jego czas, to nie dam
                            >może wynikać z innych powodów, albo z kilku powodów na raz. Michszyb
                            >natomiast z reguły przyjmuje wariant nr 3.\

                            A to już oczywiście jest samo życie. I szczerze mówiąc akurat czynienia z tego
                            zarzutów byłej żonie kompletnie nie rozumiem.
                            • morekac Re: so fucking funny 29.04.10, 17:47
                              . I szczerze mówiąc akurat czynienia z tego
                              > zarzutów byłej żonie kompletnie nie rozumiem.
                              Może ty nie - ale Michszyb każde zachowanie byłej żony interpretuje -
                              jak wnoszę z jego wypisów - jak działanie złośliwe i wymagające
                              krwawego odwetu. Może dlatego ma takie afery, jakie ma. Gość
                              adrenalinę lubi po prostu?
                        • bramstenga Re: so fucking funny 29.04.10, 16:47
                          Poza tym, Twój nick sugeruje, że jesteś
                          > kobietą, które z nas ma większą szansę obracać się w większym towarzystwie
                          > rozwiedzionych ojców ? smile

                          Ciekawe, ciekawe... Okres, kiedy dziewczynki bawią się tylko z dziewczynkami, a
                          chłopcy z chłopcami kończy się circa about w piątej klasie podstawówki.

                          > Uaaa, znaczy teraz tak lekko, leciutko relatywizujemy od kiedy zaczyna się
                          > świństwo ?

                          Trawestowałeś fragment, w którym wyraźnie była mowa o ciąży i połogu. Owszem,
                          kobieta odchodząca od mężczyzny zwykle także zabiera z sobą dzieci, z dokładnie
                          takich samych powodów, które wymieniłam (tzn. brak zainteresowania tematem
                          drugiej strony).

                          czy jest normalne, że
                          > prawo zezwala na sytuację w której jeden z partnerów jest pozbawiony wszelkich
                          > praw do dzieci ze względu na procedury sądowe ?

                          Podeprę się mądrością ludową: kto sieje wiatr, burzę zbiera. I tyle w tym temacie.
                          ~bramstenga
                    • tully.makker Re: so fucking funny 29.04.10, 16:54
                      Aha, rozumiem, że jeśli matka bzyka się na boku, to odchodząc nie ma
                      prawa
                      > zabrać dzieci z sobą i długo będzie musiała się starać aby
                      jakiekolwiek prawa
                      > uzyskać ? Podoba mi się, jestem za.

                      Zwlaszcza gdy bzyka sie w czasie ciazy i pologu meza.
                      • knifegod Re: so fucking funny 29.04.10, 17:34
                        >Ciekawe, ciekawe... Okres, kiedy dziewczynki bawią się tylko z >dziewczynkami,
                        a chłopcy z chłopcami kończy się circa about w piątej >klasie podstawówki.

                        circa about może i tak, jednak jak pokazuje rzeczywistość, kobiety mają więcej
                        znajomych płci żeńskiej a mężczyźni męskiej, czyżbyś była wyjątkiem ?

                        >Trawestowałeś fragment, w którym wyraźnie była mowa o ciąży i >połogu. Owszem,
                        kobieta odchodząca od mężczyzny zwykle także >zabiera z sobą dzieci, z dokładnie
                        takich samych powodów, które >wymieniłam (tzn. brak zainteresowania tematem
                        drugiej strony).

                        A ja bym jednak powiedział, że zabiera dzieci bo może i nie kosztuje jej to
                        żadnego wysiłku. Powiedziałbym również, że kobieta która tych dzieci by nie
                        wzięła, byłaby postrzegana jako "zła matka".

                        >Podeprę się mądrością ludową: kto sieje wiatr, burzę zbiera. I tyle >w tym temacie.

                        Jooooo, czyli kobieta zdradzająca męża i odchodząca z dziećmi która postawi tego
                        frajera w sytuacji w której nie będzie miał żadnych praw, będzie to dobrą, a
                        facet tym który siał wiatr ? Dobre.

                        >Zwlaszcza gdy bzyka sie w czasie ciazy i pologu meza.

                        Zwłaszcza, gdy zostawia męża na wpół niewidomego w szpitalu. Ekstrema znajdą się
                        wszędzie, jednak czynienie z nich przykładu który ma pasować do wszystkich
                        sytuacji jest co najmniej nieuzasadnione. Niebezpiecznie blisko drogie
                        współdyskutantki zmierzacie do zasady "Źle, jak ktoś Kalemu ukraść, dobrze, jak
                        Kali komuś".
                        • bramstenga Re: so fucking funny 29.04.10, 18:09
                          > circa about może i tak, jednak jak pokazuje rzeczywistość, kobiety mają więcej
                          > znajomych płci żeńskiej a mężczyźni męskiej,

                          To zależy. Np. od miejsca pracy.

                          > A ja bym jednak powiedział, że zabiera dzieci bo może i nie kosztuje jej to
                          > żadnego wysiłku.

                          Nie rozśmieszaj mnie z tym "brakiem wysiłku" - przecież to na nią spada ciężar
                          wychowania. Przy z reguły zasądzanych marniutkich alimentach (wbrew teorii o
                          solidarności jajników) i "widzeniach" od wielkiego dzwonu.

                          > Jooooo, czyli kobieta zdradzająca męża i odchodząca z dziećmi która postawi teg
                          > o
                          > frajera w sytuacji w której nie będzie miał żadnych praw, będzie to dobrą, a
                          > facet tym który siał wiatr ?

                          Mówię o sytuacji wątkodawcy.

                          Ekstrema znajdą si
                          > ę
                          > wszędzie, jednak czynienie z nich przykładu który ma pasować do wszystkich
                          > sytuacji

                          Ten wątek jest o konkretnej sytuacji. Właśnie takiego faceta. Którego niniejszym
                          sam zaliczyłeś do przypadków ekstremalnych, więc nie rozumiem, dlaczego się
                          oburzasz, że żona ośmieliła się złożyć apelację.
                          ~bramstenga
                          • z_mazur Re: so fucking funny 29.04.10, 18:32
                            > Ekstrema znajdą si
                            > > ę
                            > > wszędzie, jednak czynienie z nich przykładu który ma pasować do wszystkic
                            > h
                            > > sytuacji
                            >
                            > Ten wątek jest o konkretnej sytuacji. Właśnie takiego faceta. Którego niniejszy
                            > m
                            > sam zaliczyłeś do przypadków ekstremalnych, więc nie rozumiem, dlaczego się
                            > oburzasz, że żona ośmieliła się złożyć apelację.

                            Chyba nie o to chodziło, tylko o to że czy współmałżonek zrobił większe czy mniejsze świstwo swojemu byłej(mu) nie powinno mieć przełożenia na relacje obojga rodziców z dziećmi.

                            No chyba, że uważasz, że np. puszczającej się żonie, z przypadku który był powyżej podany, w majestacie prawa natychmiast trzeba odebrać dzieci i uniemożliwić jej jakikolwiek z nimi kontakt.
          • sbelatka prawo do... 29.04.10, 18:19
            aiwalysji - to do twojego postu - ale nie che mi sie
            zrobić "odpowoedz cytując"

            więc bez cytowania - za to polemicznie

            prawo OJCA
            prawo MATKI

            a gdzie, kurcze - prawo DZIECI do "mienia" jak największego kontaktu
            i z ojcem i z matką???
            hę???

            prawo do KOCHANIA obojag rodziców..
            i prawo do NIE WYBIERANIA między nimi???

            - sprawy MIĘDZY rodzicami - są MIĘDZY rodzicami

            moje dzieci jeśli kiedykolwiek dowiedzą się (od kogoś) z jakiegoż to
            powodu i w jakich okolicznościach moj ex odszedł ODE MNIE - usłyszą,
            że to ICH nie dotyczy
            bo OD NICH nie odszedł - co udowania od lat

            i tyle
            i kropka

            i NIE o moralności Micha tu trza dyskutować

            może i Mich nie wyrósł z piaskownicy.\; nie wiem

            ale to, ze CHCE być w życiu dzieci - ja doceniam
            bo widze ile znaczą dla nich DOBRE, bliskie i nie skrępowane MOIM
            niezadowleniam - kontakty z ojcem; przepraszam - Z TATĄ smile

            mamusie to duże dziewczynki - i to one POWINNY dążyc do uspokojenia
            swoich emocji - dla dobra dziecka

            i jeszcze jedno - o ICH (mamuś) spokój wewnętrzny nie jest w stanie
            zadbac nikt oprócz nich samych

            emaptia empatia - ale zdaje sie, ze od czasu podłego rajdu Micha w
            bok minęły nie tylko miesiące - ale juz lata..

            to moze zas juz się zabrać za siebie - a nie ciągle się nad sobą
            użalać

            rzeklam
            • morekac Re: prawo do... 29.04.10, 22:25
              Otóż to. I właśnie z powodu dzieci rodzice powinni unikać obrzucania błotem
              eksmałżonka, przynajmniej w ich obecności. Dotyczy to zarówno dużych
              dziewczynek i dużych chłopców.
              • eutherpe Re: prawo do... 30.04.10, 08:58
                Reasumując. Gdyby to wszystko takie proste było, nie tylko w słowach. Polecam
                artykuł w najświeższych Charakterach o przebaczaniu, z którym nie jest aż tak
                łatwo. Przebaczyć to nie zapomnieć. Na wieki.I ja tą kobietę rozumiem.Nie każdy
                jest Sbelatką i nie każdy przechodzi w "trymiga" do poziomu sprzed zdrady.
                • lu_zak Re: prawo do... 30.04.10, 09:22
                  "I ja tą kobietę rozumiem.Nie każdy
                  jest Sbelatką i nie każdy przechodzi w "trymiga" do poziomu sprzed
                  zdrady."

                  jeśli nie zostałaś zdradzona nigdy nie będziesz wiedziała co się
                  czuje a rozumieć - nawet posiadając w sobie duzo empati dla innych
                  wszyscy rozumieją
                  • sbelatka Re: prawo do... 30.04.10, 16:49
                    luzak; nier tylko zostałam zdfradzona - ale także porzucaona dla
                    mlodocianej sekretary ( z nagielska sie wyraże..)

                    więc WIEM

                    i podjęłam DECYZJĘ, ze dla dobra swoejgo, ktore jest DOBREM DZIECI
                    i odrębnie - dla dobra dzieci - zadam sobie TRUD !!!! odnalezienia
                    siebie, swojej radości - i ZAAKCEPTOWANIA rzeczywstości takiej -
                    jaka jest!

                    moglam piastowac w sewj duszy i w sercu i w slowie i w czym tam
                    ejszcze - ŻaL!!! i nienawiśc

                    i WSZYSCY mowiliby do mnie: tak, masz rację , masz PRAWO
                    odszedł, porzucił cie - niech cierpi - NIE DAJ MU DZIECI!!!!!

                    czujesz tę subtelna różnicę ?
                    między moim POSTĘPOWANIEM? a Michszybowej zony???
                    • tricolour Tak się tylko wtrącę... 30.04.10, 18:12
                      ... i zadam pytanie prosząc o odpowiedź.

                      Czy Ciebie na publicznym forum wyzywano od suk, zastanawiano sie jak
                      pozbyć z domu, w którym miał zamieszkać Twój ex z dziećmi i
                      sekretarką? Czy miałaś skądś sygnał, że ex bąka o odebraniu Ci praw
                      po tym jak Cię zostawił i na skutek tego porzucenia zmalały Twoje
                      dochody? Czy Twoj ex chciał zrobić coś wbrew Twojej opinii np.
                      zabrać dzieci na wakacje z sekretarką? Czy Twój ex wysyła Ci maile o
                      22 i nazajutrz wpada po dzieci "bo przecież się umówiliśmy"?

                      Tak tylko proszę o kilka odpowiedzi, by mieć porównanie czy Twoje
                      postępowanie odbywa się na podobnym gruncie, co Michszybowej żony.
                      • sbelatka Re: Tak się tylko wtrącę... 30.04.10, 19:07
                        pytania może i są zasdne

                        ale , mój drogi tri -
                        jest taka prosta zasada akcji i reakcji; przy czym często
                        trudno "wysledzić" co jest czym..

                        JA nie uniosłam się SWOIM honorem, nie straciłam z oczu dobra moich
                        dzieci rozumianego jako "jak najlepsze ich kontakty z tatą", nie
                        weszłam na droge wojny..

                        przyjęłam do wiadomości, ze moj mąz już MNIE nie kocha - ale KOCHA
                        dzieci
                        przez rok, albo coś koło tego, zapieprzałam - szukałam i chwytałam
                        siw wsazytskiego co miałam nadzieje pomoże mi odnaleźć spokój..

                        po to żeby dać ten spokój mojemu domowi czyt.: moim dzieciom

                        JA biorę odpowiedzilanośc za swoje zachowanie

                        i wiem, ze gdybym poszła na wojne - wokól nas szalałaby wojenna
                        zawierucha..
                        o eskalacji konfliktu radze poczytać; jest bardzo precyzjnie opisane
                        co się dzieje gdy...

                        ale oczywiście, mój ex jest facetem jakby w porządku; ostatecznie
                        sama go sobie wybrałam - i dodam, ze nie żałuję

                        tak czy siak - ponosze konsekwencje swoejgo własnego wyboru - bo
                        moglam sie wydac za innego...; dokładnie tak samo jak Michowa żona
                        • ganesza Re: Tak się tylko wtrącę... 30.04.10, 19:25
                          sbelatko, każdy już setki razy przeczytał, że w przeciwieństwie do żony
                          michszyba, ty jesteś kobietą idealną, świętą wręcz. a ty dalej, jak mantrę
                          powtarzasz 'jestem święta, nie to, co reszta kobiet'. kogo chcesz przekonać? bo
                          mnie wychodzi na to, że siebie smile
                          • sbelatka Re: Tak się tylko wtrącę... 30.04.10, 20:21
                            tak, dokładnie siebie

                            a może przy okazji jeszcze jakąs zacietrzewioną i skupioną na
                            wlasnym ego - poturbowaną ex żonę, ktora poszła na wojne z ex - za
                            oręż biorąc dzieci

                            między innymi dlatego, ze jakas inna kobieta jej powiedziała - nie
                            daj mu dzieci
                            zdrdził, odszedł - to niech teraz żaluje...

                            i dokładnie tyle samo razy już każdy mógl pzreczytać jako ch..z
                            Micha. A jednak nie widzę żebyście zaprzestały

                            a moja świętośc..?
                            bardzo się dobrze czuję z poczuciem/świdomością, ze dbam o dobre
                            samopoczcuie moich dzieci; między innymi poprzez to, ze nie
                            utrudniam im tego do dla nich ważne , czyt. kontaktów z ich kochnaym
                            tatą..

                            rzekłam
                            • zmeczona100 Re: Tak się tylko wtrącę... 30.04.10, 21:38
                              <rzyg> <rzyg> <rzyg>
                              • sbelatka Re: Tak się tylko wtrącę... 30.04.10, 21:42
                                jak zwykle urocza...
                                • zmeczona100 Re: Tak się tylko wtrącę... 30.04.10, 22:55
                                  Nie martw się, Tobie nikt nie dorówna.
                            • chalsia Sbeletka 30.04.10, 23:25
                              ja cię bardzo proszę, przestan do cholery na końcu swoich postów pisac "rzekłam".
                    • lu_zak Re: prawo do... 30.04.10, 19:35
                      oczywiście że tak, znam to z autopsji dlatego co by nie zrobił "złego" Michszyb w swoim małżeństwie nie rozumiem postępowania jego żony - całe szczęście ze nie muszę rozumieć
                      • ganesza Re: prawo do... 30.04.10, 22:31
                        lu_zak napisał:

                        > oczywiście że tak, znam to z autopsji dlatego co by nie zrobił "złego" Michszyb
                        > w swoim małżeństwie nie rozumiem postępowania jego żony - całe szczęście ze ni
                        > e muszę rozumieć postępowania jego żony.

                        wrzuć sobie michszyba w wyszukiwarkę a znajdziesz jego posty o agresywnej,
                        wrednej suce a potem przytoczone na dowód tego jej posty.obyś się nie zdziwił.
                        a jak to znajdziesz, to inaczej spojrzysz na to, co michszyb pisze o ciągle
                        jeszcze żonie.
                        • lu_zak Re: prawo do... 01.05.10, 09:35
                          wrzuć sobie michszyba w wyszukiwarkę a znajdziesz jego posty o agresywnej,
                          wrednej suce a potem przytoczone na dowód tego jej posty.obyś się nie zdziwił.
                          a jak to znajdziesz, to inaczej spojrzysz na to, co michszyb pisze o ciągle
                          jeszcze żonie.

                          to jak sobie "miłość wyznają okołorozwodową" mnie nie interesuje są dorośli, oboje doprowadzili do rozwodu.
                          wygląda że jego żona nie ma argumentów więc wykorzystuje przeciwko niemu dzieci
                          • scarlet.secret.sky Re: prawo do... 01.05.10, 10:16
                            Jakbyś przeczytał wcześniejsze posty Micha, to przestałbyś bezrefleksyjnie
                            wierzyć w to co on pisze. Kiedyś cytował maile swojej ex i były bardzo wyważone.
                            W przeciwieństwie do niego kobieta zachowywała i wyrażała się z klasą. Dopiero
                            potem, gdy ludzie zaczęli mu pisać, że żona ma rację domagając się np.
                            wcześniejszych ustaleń zanim przyjedzie następnego dnia zabrać dzieci, to Mich
                            zaczął pisać jakby była kompletną prostaczką i chamką.
                            Zresztą, będziesz wierzył i myślał co chcesz, chodzi tylko o to, że jeśli chodzi
                            o Micha trochę krytycznej analizy się przydaje, bo ma skłonność do fałszowania
                            rzeczywistości - w przeszłości w tym samym czasie pisał że mieszka z kochanką, a
                            zaraz potem że nie mieszka. Może bał się krytyki, nie wiem, ale chyba nie
                            docenił ludzi tu zaglądających, bo bardzo zgrabnie go punktują z każdego
                            przypadku mijania się z prawdą i nieścisłości.
                            • lu_zak Re: prawo do... 01.05.10, 12:16
                              ja o dzieciach , wy o żonie - ot czytanie ze zrozumieniem
                              • zmeczona100 Re: prawo do... 01.05.10, 12:21
                                u_zak napisał:

                                > ja o dzieciach , wy o żonie - ot czytanie ze zrozumieniem

                                Ot, analiza jak się patrzy. My o nim jako o człowieku (w kontekście
                                traktowania żony). A ojciec to przede wszystkim człowiek.
                                • scarlet.secret.sky Re: prawo do... 01.05.10, 15:00
                                  Zwyczajnie uważam, że każde słowo Micha należy dzielić przez cztery, ale
                                  oczywiście sam sobie jak chcesz możesz opinie o jego prawdomówności wyrobić.
                                  Również gdy to dotyczy jego słów o ex żonie jako matce. Jeśli uważasz, że jest
                                  faktycznie tak jak pisze Mich, że ona przy dzieciach urządza mu awantury i nie
                                  pozwala na kontakty, to oczywiście masz do tego prawo. Chciałam tylko zwrócić
                                  uwagę, że Mich ma skłonność do konfabulacji, ale spoko masz prawo do swojego
                                  zdania i mi nic do tego.
                                  • lu_zak Re: prawo do... 01.05.10, 18:02
                                    cieszę się ze nic Tobie do mojego zdania
                                  • michszyb Re: prawo do... 02.05.10, 10:08
                                    Widzisz problem polega na tym że ja nie kłamie.

                                    Ostatnia sytuacja. Usypiam dzieci w domu matki. W jej łóżku bo przyzwyczaiła
                                    dzieci do spania ze sobą. Robię to jak co tydzień za jej wiedzą i powiedzmy
                                    akceptacją. Zazwyczaj udaje mi sie ich uśpić i odjechać zanim wróci. Tym razem
                                    starszy nie zasypia. O 21.00 wpada mamusia i wrzeszczy : "Wypierdalaj
                                    skurwysynu..." i reszta wiązki.
                                    Nie mam już do niej sił. prosze żeby nie zachowywała się w ten sposób i za
                                    każdym razem jest to samo. Ale jak nie prośbą to będę ją tresował jak szczura.
                                    Za przewinienie będzie kara. Ona sie drze na mnie przy dzieciach, ja zrobię jej
                                    coś co będzie karą. Za recydywę będę podnosił wymiar kary.

                                    Co do mojej prawdomówności to mam nagranę kilka zachowań tej wyważonej i
                                    spokojnej osoby.
                                    Ktoś chce?
                                    • zmeczona100 Re: prawo do... 02.05.10, 12:57
                                      michszyb napisał:

                                      > Widzisz problem polega na tym że ja nie kłamie.

                                      1. Walczyła jak lew, abyś dzieci nie mógł nocowac u siebie i kochanki, a
                                      nagle się okazuje, że sama z siebie wnosiła o to w sądzie.
                                      2. Miałes rzekomo zakaz odwiedzania dzieci w ich domu i ponoc "ona" zamki
                                      wymieniła, abyś nie miał tam wstepu, a teraz proszę- nawet dzieci tam
                                      usypiasz.

                                      Ale fakt- Ty nie kłamiesz, a jedynie mijasz się z prawdą. Niektórzy
                                      sprytnie lawirują i sprawy potrafią przedstawiać w korzystnym dla siebie
                                      świetle, nawet zdradzać latami potrafią i żony się nie orientują, no ale
                                      to wymaga poważnego potraktowania innych, a nie uważania ich za
                                      przygłupów, którzy i tak niczego nie są w stanie zauważyć. Tym samym
                                      wystawiasz sam sobie świadectwo- bywasz wśród przygłupów forumowych.
                                      • michszyb Re: prawo do... 02.05.10, 15:28
                                        1. Walczyła jak lew, abyś dzieci nie mógł nocowac u siebie i kochanki, a
                                        nagle się okazuje, że sama z siebie wnosiła o to w sądzie.

                                        Jeszcze nigdy jednak nie nocowały a ex wnosi apelację.

                                        2. Miałes rzekomo zakaz odwiedzania dzieci w ich domu i ponoc "ona" zamki
                                        wymieniła, abyś nie miał tam wstepu, a teraz proszę- nawet dzieci tam
                                        usypiasz.

                                        Kluczy nadal nie mam a usypiam raz w tygodniu gdy je odwożę ona jest w pracy a
                                        teściowa nie moze mnie nie wpuścić.

                                        Coś jeszcze?
                                        • zmeczona100 Re: prawo do... 02.05.10, 18:36
                                          michszyb napisał:

                                          >
                                          >
                                          > Jeszcze nigdy jednak nie nocowały a ex wnosi apelację.

                                          Wniosła apelację od nocowania dzieci u siebie, o co sama zabiegała. Dobrze
                                          zrozumiałam?

                                          >
                                          >
                                          > Kluczy nadal nie mam a usypiam raz w tygodniu gdy je odwożę ona jest w
                                          pracy a
                                          > teściowa nie moze mnie nie wpuścić.

                                          Ponoć do kłótni i wyzwisk dochodziło, kiedy PRÓBOWAŁEŚ wejść do Waszego
                                          domu, a teraz nie wywala Cię na zbity pysk, tylko jednak możesz dzieciaki
                                          usypiać. Teściowa nie może Cie nie wpuścić? A co- masz przewagę siłową nad
                                          nią?

                                          >
                                          > Coś jeszcze?

                                          Tak. Nie traktuj tu nikogo jak przygłupów, którzy połkną wszystko, co im
                                          zaserwujesz.
                                    • sbelatka Re: prawo do... 02.05.10, 13:01
                                      Michu,
                                      Ty się tu nie deklaruj, ze cos takiego zamieścisz - bo sie okaże, ze
                                      to i tak pzreciwko Tobie zostanie wykorzystane.

                                      Że upubliczniasz a dzieci ze wygooglają...

                                      i pamiętaj - powtarzają to w an]marykańskich filmach i to prawwa
                                      jest - cokolwiek poiwesz może być uzyte pzreciwko Tobie.
                                      Zaryzykuje twierdzenie, ze na peweno zoastnie użyte przeciwko Tobie.

                                      Jedno mnie tylko frapuje - PO CO Ty piszesz na tym forum? Wiedząc,
                                      że w każdym wątku czeka Cie biczowanie????

                                      tego zrozumiec nie mogę...

                                      mam nadzieje, ze Ty znasz odpowiedź....

                                      i sugeruje jednak powściagliwośc w uzywaniu słów - powszehnie
                                      uznawanych za obraźliwe.

                                      Myśle, ze słabo Ci pzrychodzi odraczanie reakcji; warto się tego
                                      nauczcyć.

                                      jak Cie ktos wkurza - naprawdę nie musisz zaraz wpadac w szał...

                                      Naprawdę poczytaj o konflikcie.
                                      Nie zatrzymany prowadzi NIEUCHRONNIE do samozagłady !

                                      Polecam (jako idealną ilustrację narastania konfliktu) film Wojne
                                      państwa Rose. Z Douglasem i Glen Close. Ku przestrodze.
            • aiwlysji Re: prawo do... 30.04.10, 11:08
              sbelatka smile

              no coz gdyby natura chciala, zeby wszystko bylo w przyrodzie po rowno i sprawiedliwie to by tak to urzadzilawink
              niestety tak sie sklada, ze to kobiety musza "nosic" ciaze i rodzic, jest wiec w tej wiezi matki z dzieckiem cos wyjatkowego od samego poczatku. wiem, ze upodobanie do, moim zdaniem, dziwnie rozumianego rownouprawnienia powoduje, ze czlowiek chce dzielic wszystko jak pieniadze, na dwie rowne kupki, tobie 50 i mnie 50, i za cholere nie mozewink
              prawo dziecka do ojca, matki, do szczescia, harmonii, beztroski, rodziny?
              mozna to wszystko ladnie rozdzielic?

              nigdy nie powiedzialam, ze autor nie ma prawda do wspolwychowywania dzieci. ale to on jest WINNY zdrady psychicznej i fizycznej, dlatego wyladowal na tej pozycji, na ktorej sie teraz znajduje...on sam o tym zadecydowal. jego ex nie zachowala sie jak robot (emocje na bok), wcale mnie to nie dziwi, dzieci i tak juz ucierpialy- tego tez nie mozna juz zmienic- wszystko trzeba ulozyc na nowo, do tego jest potrzebny czas i czas, czas, czas.
              • knifegod Re: prawo do... 30.04.10, 12:45
                W zasadzie zgadzam się z tym co napisała aiwlysji. Jedyny problem, to fakt, że o
                prawie, karze, nie stanowimy my. Autor wątku zachował się jak burak, więc
                znakomita większość klaszcząc w rączki woła o więcej drew na stos. A co z tymi
                którzy zachowali się normalnie (o ile w czasie rozwodu można zachować się
                normalnie) ? Oni już są osądzani według innych zasad ?
                Dla mnie to kolejny przykład na to, że polskie prawo jest co najmniej ...
                nielogiczne. I takie parę pytań mi się nasuwa:
                - zazwyczaj w orzeczeniu o rozwodzie jest również kwestia praw do odwiedzin, czy
                są to dwa odrębne orzeczenia ? Bo jeśli nie, to przez apelację która nie
                dopuszcza orzeczenia, de facto NIE MA orzeczenia o rozwodzie.
                - jeśli zaś są odrębne, to możemy sobie apelować względem tego co nam się nie
                podoba ?
                • luciva Re: prawo do... 30.04.10, 14:04
                  Tak, każdy problem jest zawarty w odrębnym punkcie.
                  Można się odwoływać co do danego punktu. Reszta punktow się uprawomocnia, jesli
                  się nie odwołujemy.
                • zmeczona100 Re: prawo do... 30.04.10, 14:11
                  knifegod napisał:

                  > W zasadzie zgadzam się z tym co napisała aiwlysji. Jedyny problem, to
                  fakt, że
                  > o
                  > prawie, karze, nie stanowimy my. Autor wątku zachował się jak burak,
                  więc
                  > znakomita większość klaszcząc w rączki woła o więcej drew na stos. A co
                  z tymi
                  > którzy zachowali się normalnie (o ile w czasie rozwodu można zachować
                  się
                  > normalnie) ? Oni już są osądzani według innych zasad ?
                  Załóż wątek o tych innych i zapytaj; w tym dyskusja dotyczy Michszyba.
            • zmeczona100 Re: prawo do... 30.04.10, 14:32
              A dziecko ma prawo m.in. do posiadania odpowiedzialnego rodzica, ma prawo
              czuć się bezpiecznie, mając dwójkę odpowiedzialnych rodziców. Czy
              wypisanie się z rodziny w Michszybowych okolicznościach jest wyrazem
              odpowiedzialności za dzieci? Sytuacja tego pana jest nieudolną próbą
              udowadniania wszem i wobec, że można być zarówno odpowiedzialnym (walka o
              dzieci), jak i nieodpowiedzialnym (kochanka). Czysta utopia.

              Odpowiedzialność rodzica dotyczy m.in. takiego wychowania dzieci, aby
              miały ukształtowaną hierarchię wartości. Czego uczy ich Michszyb? A no
              tego, że można wszystko w trosce o własne rozumienie własnego dobra. Jeśli
              ważny jest tylko czubek własnego nosa, to niech Michszyb nie oczekuje, że
              jego dzieci będą sie kierowały innymi przesłankami w życiu, niz on sam- w
              końcu to on je uczy.

              > prawo do KOCHANIA obojag rodziców..
              > i prawo do NIE WYBIERANIA między nimi???

              Brednie piszesz. W jaki sposób można odebrać prawo do obdarzania uczuciem
              drugiej osoby? To, że np. syn nie kocha ojca wynika po prostu z tego, jak
              ukształtował te relacje OJCIEC, a nie z powodu wpływu innej osoby.
              Prawo do niewybierania to kolejny dziwoląg; tak, jakby istniał obowiązek
              dokonywania wyborów.
              Ale jeśli ktoś przyjmuje tezę, że na nasze wspólne relacje ma magiczny
              wpływ inna osoba, to faktycznie- do takich absurdów można własnie dojść.

              Dziecko ma prawo do życia w normalnej, szczęśliwej rodzinie- jeśli rodzic
              ją niszczy, to pozbawia swego potomka jednego z jego podstawowych praw,
              które dorośli mają obowiązek mu zapewnić.
              • z_mazur Re: prawo do... 30.04.10, 16:29
                IMHO Twoje myślenie idzie w niewłaściwym kierunku. A pisanie do kogoś, że pisze brednie, jest zwyczajnie niegrzeczne i zaniża poziom dyskusji. IMHO masz spory problem ze swoimi emocjami.

                Ale abstrahując od wycieczek osobistych. Nietrwałość związków małżeńskich we współczesnej cywilizacji zachodniej stała się faktem i zaklinanie rzeczywistości jest właśnie utopią.

                Nie wiemy co się stało pomiędzy Michszybem i jego żoną. Może jego żona jest w związku stała się taką jędzą, że gdybyś te małżeństwo znała osobiście to sama byś dziwiła się Michszybowi, że tak długo wytrzymał z nią i może nawet rozumiałabyś jego dylematy i rozdarcie pomiędzy odpowiedzialnością za rodzinę i poszukiwaniem własnego szczęścia. Ale to wszystko gdybanie. Jedno dla mnie jest pewne skoro się związek rozpadł, to w jakiś sposób za ten fakt ponoszą odpowiedzialność oboje. Skoro ponoszą ją oboje, to nie ma się co przerzucać kto, co i jak, tylko spojrzeć na sprawy jak wyglądają w tej chwili i postarać się, żeby w sytuacji jaka jest szukać jak najlpeszych rozwiązań.

                Utrudnianie ojcu kontaktu z dziećmi, na pewno takim rozwiązaniem nie jest. Prawie wszyscy w innym wątku przytaknęli, że wyrok sądu w przypadku Michszyba jest racjonalny i sensowny, więc jak określić zachowanie jego żony w tym momencie gdy ona tego wyroku nie respektuje. Czy poczucie skrzywdzenia wszystko usprawiedliwia?
                To może ja jutro napadnę na bank, bo czuję się taki nieszczęśliwy i ciemiężony przez tych obrzydliwych kapitalistów, którzy mają lepiej ode mnie.
                • zmeczona100 Re: prawo do... 30.04.10, 23:45
                  z_mazur napisał:

                  > IMHO Twoje myślenie idzie w niewłaściwym kierunku.

                  A kto Ci dał prawo do decydowania o tym, co inni powinni uznawać za
                  kierunek właściwy? Jestem istotą samodzielnie myślącą i naprawdę żadnego
                  wrażenia nie robi na mnie Twoja ocena mojego kierunku myślenia.


                  A pisanie do kogoś, że pisze
                  > brednie, jest zwyczajnie niegrzeczne i zaniża poziom dyskusji. IMHO
                  masz spory
                  > problem ze swoimi emocjami.

                  IMHO- znowu zaznaczasz, jak to Ty jesteś "nade mną", jaka jestem do
                  niczego: nie dość, że niegrzeczna, to dodatkowo myślę nie tak, jak
                  powinnam. Nie ze mną te numery, Bruner. Mnie naprawdę nie obchodzi Twoje
                  zdanie o mnie- z bardzo prostej przyczyny, otóż zupełnie nie obchodzi mnie
                  to, co sobie o mnie myślą i jak chcieliby mnie traktować osobniki, które
                  mnie nie znają; liczę się tylko i wyłącznie z opinią znanych mi i ważnych
                  dla mnie osób.


                  >
                  > Ale abstrahując od wycieczek osobistych. Nietrwałość związków
                  małżeńskich we ws
                  > półczesnej cywilizacji zachodniej stała się faktem i zaklinanie
                  rzeczywistości
                  > jest właśnie utopią.

                  Jasne, jasne. Znak czasów. Toż to takie proste jak huragany czy czy
                  wybuchy wulkanów- kompletnie od nas niezależne. Wszechobecne złodziejstwo
                  w czasach PRLu też było faktem, ale czy przez to podlegało innej ocenie
                  moralnej czy zwalniało z moralnego (i nie tylko) obowiązku przestrzegania
                  prawa własności?

                  Pogódźmy się jednak z nietrwałościami związków! Korzystajmy więc, ile się
                  da, bo przecież nie od nas zależy, że się nie udaje. Po co wkładać wysiłek
                  własny w budowę trwałości związku, skoro normalne, powszechnie przyjęte
                  jest, że liczę się tylko ja, mój czubek nosa, moje "szczęście", a to nie
                  licuje w żaden sposób z takim zbędnym wysiłkiem, jak praca nad sobą.
                  Przecież zobowiązania są demode- najważniejsze są moje prawa i moja cała
                  osoba!


                  >
                  > Nie wiemy co się stało pomiędzy Michszybem i jego żoną.

                  Czy ja snuję na ten temat jakieś domysły? Ja tylko piszę, co sądzę o
                  postępowaniu Michszyba i jak ono- wg mnie- może wpływać na jego (ex?)żonę
                  i ich dzieci. Nie oceniam postępowania Michszyba tylko po tym, jak opisuje
                  swoją żonę, ale głównie po tym, co i jak pisze tutaj, na forum.


                  Może jego żona jest w z
                  > wiązku stała się taką jędzą, że gdybyś te małżeństwo znała osobiście to
                  sama by
                  > ś dziwiła się Michszybowi (...)

                  Po tym, co Michszyb tutaj zaprezentował sobą, dziwię się jego (ex?)żonie.
                  To jest już dorosły gość, a nadal zachowuje się jak rozpuszczony bachor,
                  któremu wydaje się, że ma być tak, jak on sobie życzy, a nie tak, jak jest
                  to w rzeczywistości. Plącze się w "zeznaniach", nie panuje nad sobą, jest
                  impulsywny itp. Myślisz, że taki zrobił się pod wpływem żony? "Strasznego"
                  życia u jej boku? On po prostu taki był, jest i będzie-nie jest pierwszej
                  młodości, ma więc ukształtowany charakter. Nie liczący się z nikim i
                  niczym egoista nie jest w stanie żyć w zgodzie, żyć mądrze i rozważnie z
                  inna osobą.

                  że tak długo wytrzymał z nią i może nawet rozumiałab
                  > yś jego dylematy i rozdarcie pomiędzy odpowiedzialnością za rodzinę i
                  poszukiwa
                  > niem własnego szczęścia.

                  No popatrz, jakie może z niego jest biedactwo. Nic tylko usiąść i zapłakać
                  nad losem biednego skrzywdzonego przez wredną żonę (i sąd) misia.

                  >Ale to wszystko gdybanie.

                  Dlatego nie gdybam, tylko oceniam aktualną sytuację bohatera przez pryzmat
                  jego forumowych poczynań.

                  Jedno dla mnie jest pewne sk
                  > oro się związek rozpadł, to w jakiś sposób za ten fakt ponoszą
                  odpowiedzialność
                  > oboje.

                  A tu już gdybasz i sam tworzysz pasujące Ci teorie. W mojej ocenie nawet
                  święta nie byłaby w stanie wytrzymać z Michszybem- czy byłaby to jej wina?



                  > Utrudnianie ojcu kontaktu z dziećmi, na pewno takim rozwiązaniem nie
                  jest.

                  A o tym utrudnianiu świadczy choćby fakt, że to matka wnioskowała o to, by
                  dzieciaki mogły nocować u Michszyba.


                  Praw
                  > ie wszyscy w innym wątku przytaknęli, że wyrok sądu w przypadku
                  Michszyba jest
                  > racjonalny i sensowny, więc jak określić zachowanie jego żony w tym
                  momencie gd
                  > y ona tego wyroku nie respektuje. Czy poczucie skrzywdzenia wszystko
                  usprawiedl
                  > iwia?

                  Jak na razie to zupełnie nie wiadomo, jaki wyrok zapadł i od czego (ex?)
                  żona wnosi apelację. Zauważ, że Michszyb nie pisze o sprawach, które mu
                  nie pasują "ideowo", by zgrywać tu pokrzywdzonego przez wredną sukę- żonę.
                  Albo pisze pobieżnie, aby nie wyszło szydło z worka.


                  > To może ja jutro napadnę na bank, bo czuję się taki nieszczęśliwy i
                  ciemiężony
                  > przez tych obrzydliwych kapitalistów, którzy mają lepiej ode mnie.

                  A może popracuj nad sobą? Może to Twój charakter, osobowość, postawa
                  życiowa nie pozwalają Ci osiągnąć sukcesu?
                  No ale to wymaga wysiłku, a po co się starać, skoro to inni mają się
                  starać, abym był szczęśliwy.
              • sbelatka Re: prawo do... 30.04.10, 16:59
                zmeczona100 napisała:

                > A dziecko ma prawo m.in. do posiadania odpowiedzialnego rodzica,

                DZIECO chcrzani bardzo dlugo to czy jego rodzic JEST czy NIE JEST
                odpowiedzialny - w rpzumieni Twoim, społeczeństwa i innych
                moralizujących

                ono CHCE mieć TATUSIA, ktory będzie z nim spędzał czas!

                > > prawo do KOCHANIA obojag rodziców..
                > > i prawo do NIE WYBIERANIA między nimi???
                >
                > Brednie piszesz. W jaki sposób można odebrać prawo do obdarzania
                uczuciem
                > drugiej osoby? To, że np. syn nie kocha ojca wynika po prostu z
                tego, jak
                > ukształtował te relacje OJCIEC, a nie z powodu wpływu innej osoby.
                > Prawo do niewybierania to kolejny dziwoląg; tak, jakby istniał
                obowiązek
                > dokonywania wyborów.


                No i widzisz.
                Albo nie wiesz - albo udajesz, ze nie wiesz...

                JA - poniewaz moje młode mnie kochają, mam z nimi dobre relacje i
                takie tam - MOGŁABYM zmienić ich stosunek do tatusia..
                wystarczyloby gdybym pzry kazdym sniadanku, obiadku i mkoacyjnce, w
                czasie siedzenia na tarasie i dyskutowania o zcyiu - zaczęła
                pzremycac krytyczne uwagi pod adresem tatusia.. Jaki to podły,
                nieodpowiedzialny
                jak to wybral kochanice - ZAMIAST NICH!!!

                jadzik sączony w mlode uszka i duszyczki - zakiełkowałby jak nic...

                i tautsia wysilki żeby być WAZNYM dla dziciąt - moglby sie okazać
                żałośnie niewystarczjące..

                i postawiłabym duuuuże pieniądze na to, ze mogłabym sprowadzić exa
                do poziomu bliskiego zeru na skali "ważność dla dzieci"..

                i NIE znajduję usprawiedliwenia dla Michowej żony
                choć ROZUMIREM jej pobudki

                ale to są DWIE RÓŻne sprawy

                rzeklam

                > Ale jeśli ktoś przyjmuje tezę, że na nasze wspólne relacje ma
                magiczny
                > wpływ inna osoba, to faktycznie- do takich absurdów można własnie
                dojść.
                >
                > Dziecko ma prawo do życia w normalnej, szczęśliwej rodzinie- jeśli
                rodzic
                > ją niszczy, to pozbawia swego potomka jednego z jego podstawowych
                praw,
                > które dorośli mają obowiązek mu zapewnić.
                >
                >
                >
                • michszyb Re: prawo do... 30.04.10, 17:31
                  Tu mnie zastanowiło.

                  Moje dzieci a szczególnie straszy boją się okazywać uczucia wobec mnie w
                  obecności ex. Starszy stoi przerażony i boi sie na mnie nawet spojrzeć. Bełtanie
                  wody w mózgu już się zaczęło.
                  • langsam Re: prawo do... 30.04.10, 17:57
                    Michszyb....
                    "Bełtać wodę w mózgu" to ty dzieciom zacząłeś, jakżeś się zaparł że
                    spotkania z maluchami są niezbędne w towarzystwie nowej i ulepszonej
                    pani.
                    Skup się nas rzeczach najistotniejszych, ustąp eks-żonie w punktach,
                    które ją rozjuszają. Unikaj awantur. Zachowaj życzliwą uprzejmość
                    wobec eks-żony. Nie prowokuj i nie daj się prowokować. I zobaczysz
                    po roku, jak inne są wasze relacje.
                    Na darciu kotów tracą dzieci. Przestań je drzeć, nie nakręcaj się.
                    • michszyb Re: prawo do... 30.04.10, 18:42
                      To jest zwykły szantaż. Ustępuj bo jak nie to dzieciom stanie się krzywda.
                      Wiesz co? Ustępuje. I wiesz co? Nic.

                      To matka moich dzieci w imię ich dobra krzywdzi je. To ona wyzywa mnie zawsze od
                      skurwysynów w ich obecności.
                      I wiesz co?
                      Ona mnie obwinia o zdradę. I się mści. Ja mam też o co ją obwiniać. Ale nie
                      zdradziłem jej z zemsty. Ona wie doskonale dlaczego choć jak sądze skutecznie
                      wypiera to ze swojej głowy.

                      Nie pozwolę na to by w imię swojego dobrego samopoczucia grała dziećmi. Mam w
                      dupie jej samopoczucie tak jak ona miała moje. Jeśli nie będzie umiał sobie z
                      tym poradzić i odbije się to na dzieciach to przestanie być potrzebna jako
                      matka. Będzie zbędna, a nawet szkodliwa. I jeśli tak postąpi to ją usunę. Dla
                      dzieci.
                      • sbelatka Re: prawo do... 30.04.10, 19:10
                        Michu;
                        nie rozpędzaj się
                      • aiwlysji Re: prawo do... 30.04.10, 19:11
                        a jak ja usuniesz?
                      • ganesza każdy ma takich idoli na jakich zasługuje sbelatko 30.04.10, 19:19
                        michszyb napisał:
                        ... to przestanie być potrzebna jako
                        > matka. Będzie zbędna, a nawet szkodliwa. I jeśli tak postąpi to ją usunę. Dla
                        > dzieci.

                        tego, co napisał michszyb, nawet mi się nie chce komentować. obrońców i
                        wielbicieli onego proszę o przeczytanie tego, co pisze, ze zrozumieniem. ten
                        jeden raz.
                        • knifegod Re: każdy ma takich idoli na jakich zasługuje sbe 30.04.10, 19:24
                          tiaaa ...
                          michszyb, może w takim razie zastanów się, czego Ty chcesz ? Bo po ostatnich
                          postach w wątku, to wygląda trochę jakbyś w dupie miał dzieci a jedyne co Cię
                          interesuje, to "wykończenie" ex. Jeśli tak, to weź może od razu palnij się czymś
                          ciężkim w łeb a nie jęcz publicznie "o jaka to ona zła jest".
                          • michszyb Re: każdy ma takich idoli na jakich zasługuje sbe 30.04.10, 20:05
                            Przeczytaj jeszcze raz uważnie.

                            Co było to było, nie czas by zastanawiac sie nad tym.

                            Teraz jest to co jest.

                            Czasem na trucizne lekarstwem jest trucizna. To się nazywa homeopatia.

                            To nie ja wciągam w to dzieci.

                            I nie zamierzam stac bezczynnie.

                            Nie jest moją intencją ją "wykończyć". Byłem gotów na wiele. Ale nie mam już na
                            to wpływu. Chyba nigdy nie miałem
                            • zabelina Re: każdy ma takich idoli na jakich zasługuje sbe 30.04.10, 20:17
                              Jak zwykł mawiać mój eksmałżonek-farmaceuta: "Jedynym dowodem na działanie
                              homeopatii jest wypicie piwa na kaca". I radzę Ci tego się trzymać...
                            • ganesza Re: każdy ma takich idoli na jakich zasługuje sbe 30.04.10, 21:52
                              misiu, taki jesteś biedny. nie miałeś na to wpływu. na zrobienie drugiego
                              dziecka, a żona taka wredna, nie miałeś wpływu. wredna żona cię zgwałciła. gdy
                              zona była w ciąży, a ty sobie znalazłeś kochankę, nie miałeś wpływu. jak
                              odchodziłeś do kochanki, porzucając żonę i dwóch synów, młodszy miał chyba wtedy
                              5 miesięcy (sorry jeśli pomyliłam się o miesiąc lub dwa, ale nie chce mi się
                              szukać)nie miałeś wpływu. jak przemyślałeś sprawę, że po rozwodzie połowa domu
                              należy się żonie, to nagle przypomniałeś sobie jaki z ciebie kochający ojciec,
                              nie miałeś wpływu. jak zakładałeś blog, na którym umieszczałeś zdjęcia dzieci,
                              kochanki i swoją wizję przyszłości: ty, kochanka, dom i dzieci, nie miałeś
                              wpływu. przepraszam, ale naprawdę uważasz tych, którzy cię czytają za idiotów?
                              ja wiem, że są takie seblatki, które ci w cztery litery wejdą piejąc z zachwytu
                              nad każdym twoim słowem i będą , jakby mózgu pozbawione, pytać na forum 'gdzie i
                              kiedy michszyb kogoś obraził?' a michszyb będzie w tym czasie zakładał wątki o
                              sukach, które nie dają mu dziecka, a przecież o 22 coś tam wysłał smsa, że
                              bierze dzieci. dzieci bierze, czy dom?
                              i doucz się może panie medyku, bo lekarzem cie nazwać się nie godzi, czym jest
                              homeopatia. jakie jest stężenie i jaka moc zależnie od owego. i nie pieprz dub
                              smalonych, bo tylko się ośmieszasz. a traktowanie tych, którzy cie czytają jak
                              idiotów o IQ mniej niż 40 tez o tobie nie świadczy najlepiej.
                            • maheda Pamiętasz Salomona? 01.05.10, 01:14
                              Kiedy przyszły do niego dwie kobiety z dzieckiem? Każda z tych kobiet
                              utrzymywała, że jest matką dziecka, więc Salomon stwierdził, że w takim razie
                              przetnie dziecko na pół i każda dostanie po połowie.
                              Jedna się na to zgodziła, a druga nie zgodziła się na zamordowanie dziecka i
                              powiedziała, że w takim razie niech dziecko dostanie ta pierwsza.

                              Salomon tym właśnie sposobem stwierdził, że prawdziwie dziecko kocha ta druga
                              kobieta i to jej przyznał dziecko.

                              Myślę, że to dość adekwatna przypowieść - mimo, że Salomona w sądach szukać
                              zapewne trudno.
                              • langsam Re: Pamiętasz Salomona? 01.05.10, 08:10
                                Ah, Mahedo, daruj sobie.
                                Michszyb jest tak oczywistym kandydatem do przypoomnienia tej
                                biblijnej historii, że już mu ją przypomniałam dawno temu.
                                I wiesz?
                                On uważa, że Prawdziwą Matką z przypowieści była nie ta, która
                                zrezygnowała z dziecka, aby ocalić mu życie, ale ta, która
                                krzyczała "Tak, przetnij je mieczem! Niech każda weźmie swoją
                                połowę!".
                                • maheda Re: Pamiętasz Salomona? 01.05.10, 08:57
                                  Serio? Jeśli tak, to nie mam więcej pytań.

                                  Po trupach własnych dzieci do celu. Jakie to słodkie. I ociekające rodzicielską
                                  miłością.
                                • maheda Re: Pamiętasz Salomona? 01.05.10, 09:00
                                  Swoją drogą - być może istotnie prawdziwą, biologiczną matką była ta od cięcia.
                                  Salomon nie był bankowo pewien, że oddał dziecko prawdziwej matce, bo nie Prawa
                                  Matki się dla niego liczyły.

                                  Oddał dziecko kobiecie, która za nic miała swoje prawa, byle dziecko było całe i
                                  zdrowe, nawet bez niej.
                                • sbelatka Re: Pamiętasz Salomona? 02.05.10, 17:23
                                  langsam - no i własnie to mi się szczególnie podoba - TY WIESZ co
                                  ON, ten Micha, UWAŻA.

                                  a rozumiem, jego żona NIE UWAŻA tak jak Mich..?
                                  i ona, ta jego święta zona - nie chce tych dzieci dzielić na pół????

                                  ale ona ma PRAWO.
                                  dzielić te dzieci.
                                  Bo ona została skrzywdzona przez podłego męza. Który nie dośc, ze ją
                                  podle zdradził (tu zgoda) - to teraz jeszcze mu sie wydaje, ze ma
                                  JAKIEKOLWIEK prawa do dzieci...
                                  • zmeczona100 Re: Pamiętasz Salomona? 02.05.10, 20:01
                                    sbelatka napisała:

                                    > langsam - no i własnie to mi się szczególnie podoba - TY WIESZ co
                                    > ON, ten Micha, UWAŻA.
                                    >

                                    Wie, bo Mich napisał.
                                    • michszyb czkistowski styl myślnia 03.05.10, 09:58
                                      Część z tego co napisz jest dla ciebie prawdą, bo ta część ci odpowiada. Część
                                      to konfabulacje bo nie pasuje do twojej teorii.

                                      W ten sposób dowolną wypopwiedz możesz wykorzystać w wygodny dla siebie sposób.

                                      To się nazywa manipulacja.
                                      • zmeczona100 Re: czkistowski styl myślnia 03.05.10, 12:48
                                        michszyb napisał:
                                        >> Coś jeszcze?

                                        > Tak. Nie traktuj tu nikogo jak przygłupów, którzy połkną wszystko, co im
                                        zaserwujesz.
                                        • michszyb Re: czkistowski styl myślnia 03.05.10, 12:55
                                          To że traktuje tu niektórych jak przygłupów niekoniecznie wynika z tego że
                                          uważam że biora wszytko bezrefleksyjnie na wiarę.
                                          Wynika raczej z wąskiego toku rozumowania poza który niektóre osoby nie mają
                                          szans wyjść.
                                          • zmeczona100 Re: czkistowski styl myślnia 03.05.10, 13:51
                                            > Wynika raczej z wąskiego toku rozumowania poza który niektóre osoby nie
                                            mają
                                            > szans wyjść.

                                            Ooo, też takich znam- np. upierają się przy opiece naprzemiennej i w ogóle
                                            nie obchodzi ich to, że trzeba spełnić określone warunki; albo o kontakty
                                            z dziećmi kiedy maja ochotę. Ważne jest tylko to, że oni tego chcą, a
                                            reszta ma się dopasować. Kompletna arogancja wszystkich i wszystkiego.
                                  • langsam Re: Pamiętasz Salomona? 02.05.10, 20:31
                                    Miło mi, ze dzięki mnie coś szczególnie ci się podoba. Zawsze świat
                                    robi sie piękniejszy w takich momentach.
                                    No wiem, co Michszyb uważa, bo się dość precyzyjnie na inkryminowany
                                    temat wypowiedział. Uściślając, oświadczył że ..."A jeśli chodzi o
                                    Salomona nie utorzsamiam się ani z matką faktyczną, która do
                                    końca stała na swoim stanowisku, ani oszustką dzięki której dziecko
                                    przezyło."...
                                    Ja tę wypowiedź rozumiem (i Michszyb mnie tu nie prostował, więc
                                    zapewne rozumiem ją dobrze) tak oto, że zdaniem Michszyba matka
                                    prawdziwa, Dobra Matka, to ta co wrzeszczała, żeby gówniarza
                                    ciachnąć mieczem na pół, zaś lewa matka, oszustka, zgadzała się
                                    dziecko oddać byle mu krzywdy nie było.
                                    Dodam, że nie czepiam się michszybowej nieznajomości Bibli, a skąd.
                                    Czepiałam się w tamtej wymianie zdań czego innego, a mianowicie
                                    specyficznego pojmowania dobra dziecka przez Michszyba.
                                    Co skądinąd i bez biblijnych przykładów Michszyb nam tu szczegółowo
                                    w swoich wątkach prezentuje, czyż nie?
                                    • sbelatka Re: Pamiętasz Salomona? 02.05.10, 20:50
                                      czyż NIE takie samo stanowisko prezentuje żona Micha???

                                      i o tym jedynie pisze od samego początku;

                                      nie negując tego, ze wobec żony postapił jakby podle.
                                      • langsam Re: Pamiętasz Salomona? 02.05.10, 21:20
                                        Pi pierwsze, żona nie uczestniczy w dyskusji, więc nie będę
                                        marnowała literek w komputerze.
                                        Po drugie, relacje Michszyba na temat żony są tak wewnętrznie
                                        sprzeczne, że nie kusiłabym się na oceny. (Bo widzisz, ja nie udaję
                                        wszechwiedzącej, choć to mi wcześniej imputowałaś).
                                        Po trzecie, w tym forum uczestniczy jedna ze stron konfliktu. Z tą
                                        jedną stroną tu rozmawiamy, krytykujemy, doradzamy. Toteż tylko ta
                                        jedna strona może na skutek światłych wypowiedzi szlachetnych
                                        forumowiczów zmodyfikować swoje zachowanie. Co bardzo dobrze
                                        zrobiłoby całemu układowi z dziećmi na czele.
                                        • sbelatka Re: Pamiętasz Salomona? 02.05.10, 23:10
                                          no, co do tego, ze zmiana postaw i zachowania - prawdopodobnie -
                                          obojga (Micha i żony) byłby pożądana - zgoda

                                          ale metody "wychowawcze" stosowane wobec Micha - budzą mój sprzeciw
                                          zarówno ze względu na nie same - jak i na zerową ich skutecznośc

                                          gnojenie ludzi i CIĄGŁE wracanie do popełnionych błędów i wypaczeń -
                                          NIE zachęca do zmiany postaw i zachowania

                                          raczej budzi opór

                                          i dlatego jesli naszym szczytnym celem jest zmiana postępowania
                                          Micha - to trzeba zadbać o jego GOTOWOŚĆ do słuchania sugestii

                                          siłą i wrzaskami - to może niektórym udaje sie zmusić do czegoś
                                          własne dzieci
                                          ale nie dorosłego, niezależnego od nas faceta.

                                          oczywiście możesz mieć inny pogląd na temat tego - jak zwiększać
                                          szanse na oddziaływanie na kogoś

                                          tamto (przeszlość Miacha) już BYŁO - i NIC tego/jej nie zmieni

                                          więc nie warto sie na tym skupiac - ważne jest to co PRZED Michem i
                                          jego dziećmi


                                          w każdym razie - dla mnie - w tej całej sprawie ważne jest właśnie to

                                          i będę sie upierac, ze JEŚLI wyrok jest taki jak Mich podał - a zona
                                          od niego apeluje - to dązy do znacznego ograniczenia kontaktów
                                          DZIECI z OJCEM!

                                          a to - budzi mój sprzeciw

                                          rzekłam
                                          • zmeczona100 Re: Pamiętasz Salomona? 03.05.10, 13:36
                                            sbelatka napisała:


                                            >
                                            > ale metody "wychowawcze" stosowane wobec Micha - budzą mój sprzeciw

                                            Nie zauważyłam, aby ktokolwiek próbował tu wychowywać Michszyba. Ba, gdyby
                                            tak było, to budziłoby mój sprzeciw- trafił tu facet już wychowany (jak-
                                            to inna sprawa i nie o tym dyskusja na tym forum)i teraz jedynie mozna
                                            tylko sugerować, co w nim samym może przeszkadzać w kontaktach z jego
                                            dziećmi i ich matką. A czy coś zechce z tym zrobić, to już tylko i
                                            wyłącznie jego sprawa.



                                            > gnojenie ludzi i CIĄGŁE wracanie do popełnionych błędów i wypaczeń -
                                            > NIE zachęca do zmiany postaw i zachowania

                                            Nie widzę tu gnojenia- chyba, że tak nazwać niepochlebne mu posty.
                                            Ciągłe wracanie do błędów w jego przypadku nie ma sensu- on nie wyciąga z
                                            nich wniosków na przyszłość, co znaczy, że te same błędy będzie popełniał
                                            nadal i sytuacja się nie zmieni. I nie mam tu na myśli błędu, jakim jest
                                            życie z kochanką, porzucenie rodziny, tylko jego sposób traktowania innych
                                            (w tym matki dzieci i forumowiczów). On nie widzi nic niewłaściwego -->
                                            więc nie zmieni postępowania --> więc sytuacja jeśli ulegnie zmianie, to
                                            tylko na niekorzyść.
                                            Nie ma możliwości zmiany postawy i zachowania bez przyznania przed samym
                                            sobą, że popełniono błędy. A z kolei w "tym wieku" zmiana postawy i
                                            zachowań to dopiero katorżnicza praca, więc szczerze wątpię w efekty.

                                            >
                                            > raczej budzi opór

                                            Opór u Micha budzi to, że w ocenie (części) forumowiczów nie jest taki
                                            idealny, za jakiego się uważa i że ci inni nie popierają go w ocenie matki
                                            dzieci. Chciał recepty, jak dokopać żonie, jak wywalić ją z życia swojego
                                            i dzieci, a otrzymał całkiem niepochlebne opinie na temat swojego
                                            postępowania. Nie tego się spodziewał.
                                            >
                                            > i dlatego jesli naszym szczytnym celem jest zmiana postępowania
                                            > Micha - to trzeba zadbać o jego GOTOWOŚĆ do słuchania sugestii

                                            Nie utożsamiam się z Waszym (czyli czyim?) szczytnym celem- to dorosły
                                            facet i nie chodzi mi o zmianę jego postępowania (mnie na tym powinno
                                            zależeć, a nie jemu??) czy obchodzenie się z nim jak z jajkiem, aby był
                                            gotów nas wysłuchać. Ma facet problem, opisał, wysłuchał opinii
                                            forumowiczów, a co z tym zrobi, to już jego sprawa. A co robi Michszyb? A
                                            za każdym razem powiela schemat- zakłada wątek, opisuje problem, a
                                            forumowicze ZNOWU piszą posty o TYM SAMYM (to, co w nim samym może
                                            powodować takie a nie inne reakcje żony), no i te same reakcje
                                            Michszyba... Zero refleksji nad samym sobą i zero podejmowania wysiłku na
                                            rzecz poprawy sytuacji.
                                            >
                                            > siłą i wrzaskami - to może niektórym udaje sie zmusić do czegoś
                                            > własne dzieci
                                            > ale nie dorosłego, niezależnego od nas faceta.

                                            Naprawdę uważasz, że forumowicze powinni zmusić bohatera?? Przecież to on
                                            sam powinien podjąć decyzję, z których rad skorzysta, aby poprawić swoją
                                            sytuację. Mich nie korzysta z naszych rad, bo to przecież nie on jest
                                            winien sytuacji, w której się znalazł (i nie chodzi mi o konsekwencje
                                            związku z kochanką).
                                            >
                                            > oczywiście możesz mieć inny pogląd na temat tego - jak zwiększać
                                            > szanse na oddziaływanie na kogoś

                                            Poważnie- forumowiczom powinno zależeć na pracy nad sobą, aby Misiu raczył
                                            się zastanowić nad sobą i popracować nad zmianami w swoich postawach?????
                                            Ależ on jest biedny, skrzywdzony- trafiła mu się jędzowata żona, a teraz
                                            jeszcze jędzowaci forumowicze, którzy nie dość się starają.

                                            >
                                            > tamto (przeszlość Miacha) już BYŁO - i NIC tego/jej nie zmieni

                                            No to akurat jasne. Tyle tylko, że to, co się stało i to, co jest i
                                            będzie, ma związek z jego zachowaniem.

                                            >
                                            > więc nie warto sie na tym skupiac - ważne jest to co PRZED Michem i
                                            > jego dziećmi

                                            ... i dlatego warto się skupić nad tym, co (a nie kto) przeszkadza w
                                            budowaniu relacji z dziećmi po rozwodzie.


                                            >
                                            > i będę sie upierac, ze JEŚLI wyrok jest taki jak Mich podał - a zona
                                            > od niego apeluje - to dązy do znacznego ograniczenia kontaktów
                                            > DZIECI z OJCEM!

                                            A jaki jest wyrok? Przecież nie napisał konkretów, nawet nie wiadomo, od
                                            czego żona apeluje.

                                            >
                                            > a to - budzi mój sprzeciw

                                            A mój sprzeciw budzi postawa Michszyba, które jest bez wątpienia (jedną z
                                            kilku?) przyczyn jego obecnego skonfliktowania z matką dzieci. Jest to
                                            wałkowane na forum od początku, a że Michszyb jest odporny na sugestie,
                                            więc pewnie przynajmniej część będzie to wałkowała nadal; ja na pewno nie,
                                            bo to nie ma sensu i szkoda pary.



                                            >rzekłam

                                            Tak zwracały się na dworach damy, które miały zawsze ostatnie zdanie z
                                            okazji zajmowanego stanowiska (czyli i poniekąd mądrości życiowej)i nie
                                            było mowy o sprzeciwie wobec nich, wobec tego, czego żądały. Stawiasz nas
                                            w sytuacji twoich poddanych- gorszych, głupich, których zdanie się nie
                                            liczy. Świetnie.
                                            • sbelatka Re: Pamiętasz Salomona? 03.05.10, 14:01
                                              zmęczona

                                              ja cie nawet chce zrozumiec - ale mi koncentracja siada po kilku
                                              linijkach

                                              piszesz ciagle to samo i to dłuuuuuuugo

                                              rzucilam czytanie ksiązek masowe - bo mi szkoda czasu się zaczęlo
                                              robić
                                              tym bardziej nie mam gotowości na poświęcenia go na czytanie twoich
                                              elaboratów

                                              krótko i celnie - sugeruję
                                              albo chociaz zabawnie
                                              albo interesująco
                                              albo lotnie
                                              albo jakoś
                                              • zmeczona100 Re: Pamiętasz Salomona? 03.05.10, 14:03
                                                Moja rada jest taka- popracuj nad koncentracją, bo piszesz, za
                                                przeproszeniem, takie herezje, że wstyd, aby tu zostały na forum bez
                                                komentarza.
                                                • sbelatka Re: Pamiętasz Salomona? 03.05.10, 19:18
                                                  herezją o ile pamietam nazywano brednie Galileusza ws. Ziemi...

                                                  to może ostrożnie z wyrokowaniem co jest - a co nie jest herezją..

                                                  może jeszcze jakis stosik zaproponujesz? dla czarownicy...?
                                                  • ganesza Re: Pamiętasz Salomona? 04.05.10, 21:25
                                                    jak nie święta, to Galileusz co najmniej. boskie.
                                                  • sbelatka Re: Pamiętasz Salomona? 04.05.10, 21:49
                                                    dobra, naprawde - jesli o mnie chodzi - możesz miec inne poglądy

                                                    natomiast w jednej sprawie nie ma mojej zgody - nie podobają mi sie
                                                    osobiste wycieczki pod moim adresem

                                                    oczywiście, możesz miec poczcuie, ze wobec Ciebie użyłam jakiegoś
                                                    określenia, porówniania..
                                                    mozliwe; nie mówię, że na pewno nie.. chociaz wątpię

                                                    jesli jednak nie możesz mi zacytować moich słów odnoszących się do
                                                    ciebie, poddających w wątpliwośc twoj intelekt, rozsądek, zdrowie
                                                    psychiczne i te pe - w stylu "jak nie świeta to Galileusz" - to
                                                    odczep się ode mnie

                                                    możemy spierac ws. poglądów - bo każdy ma prawo do własnych i do ich
                                                    wyrażania

                                                    warto żebyś się nauczyła odróżniać czyjeś poglądy - od kogoś

                                                    klasyka komunikacji, asertywności, mediacji i negocjacji. Całego
                                                    obszaru interpersonalnego.

                                                    i tak, osobiście uważam, ze fajna ze mnie babeczka
                                                    a nawet kobieta
                                                    chociaz nie pretenduje do miana świętej
                                                  • ganesza Re: Pamiętasz Salomona? 04.05.10, 22:56
                                                    nie da się oddzielić osoby/osobowości/charakteru od tego co ktoś pisze, bo to są
                                                    naczynia połączone. nie ma czegoś takiego jak ktoś osobno i jego poglądy osobno.
                                                    chyba, że ktoś cierpi na schizofrenię. ale to akurat nadaje się do leczenia.
                                                    jeśli ty i twoje poglądy to zbiory rozłączne, to gratuluję dobrego samopoczucia
                                                    w pouczaniu innych.
                                                    < klasyka komunikacji, asertywności, mediacji i negocjacji. Całego
                                                    obszaru interpersonalnego.
                                                    jak zwykle, multum uczenie brzmiących (w twoim mniemaniu) słów ma pozbawić
                                                    interlokutora tchu? no przepraszam, nie pozbawia. twoje poczucie wyższości w
                                                    stosunku do reszty świata jest porażające. i co daje ci prawo do traktowania
                                                    reszty świata tak bardzo z góry? fakt, że opanowałaś biernie kilka mądrze
                                                    brzmiących terminów,których znaczenia w praktyce nie rozumiesz bo gdybyś
                                                    rozumiała,to przynajmniej połowa twoich postów by się tu nie pojawiła? kreujesz
                                                    się na tę mądrzejsza od 99,99% świata, a jak się cię czyta to czasami aż żal
                                                    bierze. santa subita. tylko, że takie okrzyki powinni wznosić inni, nie owa w
                                                    swoim mniemaniu santa. doceniam, że udało ci się popełnić kilka postów bez
                                                    okrzyków tego typu pod własnym adresem. nadal, pisząc o zrozumieniu dla innych,
                                                    obrażasz tych innych z wyżyn swojej (jak dla mnie skrajnie wyimaginowanej)
                                                    wielkości. masz sama ze sobą problem i to przepotężny tej treści, ale brak ci
                                                    odwagi by stanąć przed lustrem (vide moje "tupanie nóżką', gdy nazwałam część
                                                    problemów po imieniu, bo to tylko malutka część twoich upiorów, niezałatwionych
                                                    spraw), ale by poczuć się lepiej stajesz bezkrytycznie po stronie tej, która
                                                    zapewnia ci komfort psychiczny. jam santa subita. można i tak. tylko komu i
                                                    czemu to służy? ludziom tu? wątpię. tobie? też wątpię. no chyba, że działa na
                                                    zasadzie painkiller. jak długo można jechać na środkach przeciwbólowych?

                                                    ps. a twoje wycieczki pod adresem innych osób są ok? moralność kalego się odezwała?
                                                    ps2. wątpisz? ty nie wątpisz. ty wiesz. gdybyś zaczęła wątpić musiałabyś stanąć
                                                    przed lustrem. a tego zbyt się boisz.
                                                    ps3. kiedy przestałaś pretendować do miana świętej. oops. przepraszam. ty nie
                                                    pretendujesz. ty jesteś.
                                                    ps3. naprawdę uważasz, że można się odezwać tylko w obronie własnej? obrażanie
                                                    innych jest już ok?
                                                  • ganesza coś jeszcze pod rozwagę wielbicieli michszyba 04.05.10, 23:00
                                                    > Ale jak nie prośbą to będę ją tresował jak szczura.
                                                    Za przewinienie będzie kara. Ona sie drze na mnie przy dzieciach, ja zrobię jej
                                                    coś co będzie karą. Za recydywę będę podnosił wymiar kary.

                                                    a co będzie, gdy dzieci troszkę podrosną i zaczną mieć swoje zdanie, inne od
                                                    michszybowego? też będzie 'zrobię coś co będzie karą, a za recydywę będę
                                                    podnosił wymiar kary" bo ma być tak jak ja chcę?
                                                    jeśli o mnie chodzi, to biedne dzieci. dzieci to nie szczury do tresowania. żona
                                                    też nie. nawet prawie exżona.
                                                  • sbelatka Re: Pamiętasz Salomona? 06.05.10, 00:31
                                                    dziewczyno

                                                    naprawdę słowa obco dla Ciebie brzmiące są PRAKTYKĄ, codziennością
                                                    dla wielu ludzi.

                                                    dla mnie jest zasadnicza róznica między czyimis poglądami - z
                                                    ktorymi się zgadzam albo i nie
                                                    a nim samym

                                                    odcinanie się od czyichś poglądów nie wymusza na mnie atakowania ich
                                                    nosiciela

                                                    bo naprawdę najczęsciej wystarcza mi stwierdzenie "mam inne zdanie w
                                                    tej sprawie"

                                                    i chcę ci powiedzieć, ze mam zupełnie inne zdanie na swój własny
                                                    temat niż prezentowane przez Ciebie.

                                                    a ze w tej sprawie nie ma prawdy obiektywnej - więc (jako, ze do
                                                    siebie i do swoich osądów w zasadzie mam zaufanie) pozostanę pzry
                                                    swoim zdaniu

                                                    a notabene - czy z faktu, ze ktoś napluje na Wodospad Niagara
                                                    ubędzie mu czegoś?

                                                    więc możesz sobie na mnie dowolnie długo pluć i obrzucać mnie czym
                                                    tam chcesz.

                                                    tylko żebys się nie spociła.

                                                    uprzedzam grzecznie, ze wyjeżdżam na kilka dni - więc nie będę mogła
                                                    przeczytać Twojej odpowiedzi. Zapewne udowadniającej mi czarno na
                                                    białym jaka ze mnie nieszczęsliwa i popaprana baba.

                                                    A teraz idę z przyjemnością spojrzeć sobie w oczy. W lustrze.

                                                    Zawsze mozesz mi wespół ze zmęczoną obrobić tyłek bez mojej
                                                    obecności.

                                                    ale pamiętaj... Niagara...
                                                  • ravny Sbelatka 06.05.10, 09:25
                                                    > więc możesz sobie na mnie dowolnie długo pluć i obrzucać mnie czym
                                                    > tam chcesz.
                                                    >
                                                    > tylko żebys się nie spociła.
                                                    >


                                                    jesteś zwyczajnie chamska wobec innych a zarzucasz to im.
                                                    kreujesz się na osobę bezstronną i sprawiedliwą a przy byle krytyce tego co
                                                    mówisz plujesz na interlokutora jadem i pogardą, traktując z wyniosłością
                                                    żenująca dla innych obserwatorów.

                                                    i dziwisz się, że mąż zwiał? pewnie tak samo pogardliwie go traktowałaś w życiu
                                                    codziennym.

                                      • chalsia Re: Pamiętasz Salomona? 02.05.10, 23:00
                                        > nie negując tego, ze wobec żony postapił jakby podle.

                                        to się nazywa relatywizm moralny
                                        • sbelatka Re: Pamiętasz Salomona? 02.05.10, 23:14
                                          które konkretnie to "relatywizm moralny" ?

                                          bo chyab znamy inne definicje tegoż
                                          • chalsia Re: Pamiętasz Salomona? 04.05.10, 00:47
                                            > które konkretnie to "relatywizm moralny" ?

                                            "jakby podle" w odniesieniu do tego, że Michszyb zdradzał żonę w ciąży.

                                            RZEKŁAM
                                            • sbelatka Re: Pamiętasz Salomona? 04.05.10, 01:15
                                              sorry
                                              ale relatywizm powiązny jest nie z "jakby" ale z "gdyby"

                                              jakby nie mam wątpliwości, ze zdradzanie żony w czasie ciązy - jest
                                              jakby podłe

                                              ale - o czym mówi teoria komunikacji - odczytuajemy w komunikatach
                                              dokładnie to, czego oczekujemy

                                              więc skoro oczekujesz ode mnie chwalby Micha - to ją znajdujesz
                                              • sauber1 Re:? 04.05.10, 10:13
                                                Samo słowo „zdrada” brzmi tak bardzo strasznie, to jak koniec świata a
                                                szczególnie dla osoby zdradzonej, albo z przesadną fantazją, nic w ludziach
                                                dyskrecji, zawsze o wszystkim muszą się pochwalić, potem zbędne zgrzyty, a po
                                                co to komu ?

                                                Wszystko tak na sztywno, tyle w tym powagi :o
                                              • chalsia Re: Pamiętasz Salomona? 04.05.10, 23:57
                                                sbelatka napisała:

                                                > sorry
                                                > ale relatywizm powiązny jest nie z "jakby" ale z "gdyby"

                                                JAKBY
                                                1. spójnik oznaczający warunek, od którego może zależeć wykonanie jakiejś
                                                czynności: jeśliby, GDYBY. "Jakbyś miała czas, wpadnij do nas".
                                                2. osłabione "jak" w funkcjach porównawczych. "Mizerny jakby z krzyża zdjęty".
                                                3. PARTYKUŁA OSŁABIAJĄCA DOSŁOWNOŚĆ ZNACZENIA WYRAZU, KTÓREMU TOWARZYSZY.
                                                "Patrząc na nią doznawał jakby zawrotu głowy"
                                                4. Frazeologia potoczna - tak jak "PRAWIE".

                                                RZEKŁ słownik języka polskiego PWN.
                                                • aneta-skarpeta Re: Pamiętasz Salomona? 05.05.10, 12:23
                                                  dla sbelatki widocznie nie ma róznicy miedzy:

                                                  zdrada jest jakby podła

                                                  zdrada jest podła

                                                  smile

                                                  ale tak to wychodzi, jak stosuje sie przerost formy nad treściąwink
                                                  • sbelatka Re: Pamiętasz Salomona? 06.05.10, 00:41
                                                    nie aneta;
                                                    raczej tak to wychodzi jak sie nie traktuje wszytskiego ze
                                                    śmiertelną powagą

                                                    za to gdy traktuje sie obcych w końcu ludzi jako mogących
                                                    deszyfrować przekaz zgodnie z intencjami.

                                                    ciągle zapminam, ze nie moge grypspwac z tymi, ktorzy mają inną
                                                    grypserę..

                                                    to nauka dla mnie.
                                                • sbelatka Re: Pamiętasz Salomona? 06.05.10, 00:35
                                                  chalsia napisała:

                                                  > sbelatka napisała:
                                                  >
                                                  > > sorry
                                                  > > ale relatywizm powiązny jest nie z "jakby" ale z "gdyby"
                                                  >
                                                  > JAKBY
                                                  > 1. spójnik oznaczający warunek, od którego może zależeć wykonanie
                                                  jakiejś
                                                  > czynności: jeśliby, GDYBY. "Jakbyś miała czas, wpadnij do nas".

                                                  Jeślibyś - chiba sie nieco różni od jakbysmile


                                                  > 2. osłabione "jak" w funkcjach porównawczych. "Mizerny jakby z
                                                  krzyża zdjęty".

                                                  ale to NIE była funkcja porównanwcza.


                                                  > 3. PARTYKUŁA OSŁABIAJĄCA DOSŁOWNOŚĆ ZNACZENIA WYRAZU, KTÓREMU
                                                  TOWARZYSZY.
                                                  > "Patrząc na nią doznawał jakby zawrotu głowy"

                                                  oooo, to by moglo sie zgadzać.
                                                  Co stwierdzam z pzrykrością.
                                                  Bo co do podłowatości zdradzania żony w ciąży - nie zamierzam
                                                  dyskutowac i jej osłabiać.


                                                  > 4. Frazeologia potoczna - tak jak "PRAWIE".

                                                  to nie wiem jak zaklasyfikowac w kontekście moej wypowiedzi.
                                                  >
                                                  > RZEKŁ słownik języka polskiego PWN.


                                                  Tylko co mi udowodniłaś?

                                                  Że Mich jest podłym exem (tu mamy zgodę)
                                                  że Mich ejst podłym ojcem (a o tym dyskusja) - chyba nie...
                                                  • chalsia Re: Pamiętasz Salomona? 06.05.10, 01:42
                                                    sbelatka napisała:

                                                    > chalsia napisała:
                                                    >
                                                    > > sbelatka napisała:
                                                    > >
                                                    > > > sorry
                                                    > > > ale relatywizm powiązny jest nie z "jakby" ale z "gdyby"
                                                    > >
                                                    > > JAKBY
                                                    > > 1. spójnik oznaczający warunek, od którego może zależeć wykonanie
                                                    > jakiejś
                                                    > > czynności: jeśliby, GDYBY. "Jakbyś miała czas, wpadnij do nas".
                                                    >
                                                    > Jeślibyś - chiba sie nieco różni od jakbysmile

                                                    chodziło o kwestię "jakby" wobec "gdyby". Zgodnie z podaną wyżej słownikową
                                                    definicją spójnika oznaczającego warunek "jakby" = "gdyby"
                                                  • chalsia Re: Pamiętasz Salomona? 06.05.10, 01:48
                                                    > Tylko co mi udowodniłaś?

                                                    że napisanie "jakby podłe" w kontekście zdradzania żony w ciąży jest
                                                    relatywizmem moralnym, bowiem słowo "jakby" osłabia moc słowa "podle" czyli
                                                    niejako umniejsza negatywny wydźwięk tego czynu (czy też poddaje watpliwość tę
                                                    podłość).

                                                    Ze broniąc się wobec mojego postu o relatywiżmie pisałaś, że nie, bo "jakby" to
                                                    nie "gdyby" , a od "gdyby" zalezało wystąpienie relatywizmu moralnego.

                                                    A co do Micha - jest takie przyslowie "dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane"
                • zmeczona100 Sbelatka 01.05.10, 13:40
                  sbelatka napisała:


                  >
                  > DZIECO chcrzani bardzo dlugo to czy jego rodzic JEST czy NIE JEST
                  > odpowiedzialny -


                  Nie wierzę, że to czytam. Dziecko nie rozpatruje swoich rodziców w
                  rozumieniu odpowiedzialny/ nieodpowiedzialny, tylko bierze z nich
                  przykład. Patologiczne jednostki nie biorą się z powietrza, tylko z tego,
                  jak ich ukształtowali rodzice (odpowiedzialni?) i w ogóle środowisko
                  rodzinne. Jeśli rodzice chcą jak najlepiej dla swego dziecka, to swym
                  przykładem uczą podstawowych zasad, norm współżycia w społeczeństwie, bo
                  ich nieprzestrzeganie przeniesie dzieci poza margines (choćby
                  napiętnowanie takich osobników, jak michszyb).
                  To chyba jasne i oczywiste, że jeśli osobnik nie jest przygotowany do
                  życia w społeczeństwie, to będzie twierdził, że to nie on, ale ci inni
                  racji nie mają, mylą się i w ogóle komplikują mu życie.


                  w rpzumieni Twoim, społeczeństwa i innych
                  > moralizujących

                  Moralność to życie wg panujących w danej społeczności zasad współżycia;
                  przestrzeganie tychże zasad (=życie moralne) gwarantuje ciągłość tej
                  społeczności. Nad przestrzeganiem zasad współżycia czuwają przedstawiciele
                  prawa. Póki co, za dzieci odpowiadają rodzice (także przed prawem), a
                  jeśli ktoś prawa nie przestrzega, ponosi konsekwencje (np. płaci alimenty
                  na dziecko czy kontakty z dziećmi są ustalane wspólnie/ przez sąd).

                  Postawa Michszyba stanowi zagrożenie dla porządku publicznego- własnie
                  poprzez dawanie złego przykładu własnym dzieciom (podwójne życie, brak
                  poszanowania drugiego człowieka, stosowanie chwytów poniżej pasa itp.).

                  > ono CHCE mieć TATUSIA, ktory będzie z nim spędzał czas!

                  Jeśli tatuś nie spędzał z dzieckiem czasu, to skąd niby w dziecku takie
                  życzenie?? Owszem, dziecko NADAL będzie chcieć być z tatusiem, z którym
                  SPĘDZA czas- to chyba nie podlega dyskusji. Niektórzy tatusiowie wolą
                  jednak spędzać czas z kochanką, a o dzieciach przypominają sobie, kiedy
                  wredna suka- żona upomina się o prawa swoje i dzieci.

                  > JA - poniewaz moje młode mnie kochają, mam z nimi dobre relacje i
                  > takie tam - MOGŁABYM zmienić ich stosunek do tatusia..

                  Czy wobec tego tatuś byłby w stanie zmienić Twoje relacje z dziećmi? Ja o
                  gruszce, a Ty o pietruszce.


                  Relacje z dziećmi kształtują się od pierwszej chwili po urodzeniu, a że
                  dzieciak to wyjątkowo mało wymagające stworzenie pod względem uczuciowym,
                  więc wystarczy zapewniać mu podstawowe potrzeby, aby dzieciak kochał
                  rodziców bezwarunkowo. Rodzic jest uprzywilejowany jeśli chodzi o miłość
                  od własnego dziecka, ale dziecko nie ma obowiązku kochać rodzica- ten musi
                  się starać od początku. Jeśli "kochający" tatuś uważa, że dzieciak go
                  kocha, bo on jest kimś wyjątkowym dla niego (przez sam fakt, że jest jego
                  rodzicem) albo kupuje uczucie dziecka przez prezenty, to sytuacja rozwija
                  się w jednym kierunku- pretensje do całego świata, że on tak się stara, a
                  nic z tego nie wychodzi, bo mu wszyscy w tym przeszkadzają.

                  Uff! Zupełnie bezsensowna dyskusja. Sbelatka, czasy się zmieniają, więc
                  zasady moralne też. Nie męcz się życiem w tym społeczeństwie, które nie
                  rozumie, że nie potrzeba żadnych ograniczeń, że można postępować tak, jak
                  się komuś chce. Proponuję Ci (i Michowi) przejście w stan hibernacji- za
                  parę pokoleń (może) nikt nie będzie ponosił za nic konsekwencji, bo
                  (może)nie będą obowiązywać zasady z bieżącego okresu. Ale czym Ty się
                  wtedy będziesz zajmować?? Przecież nie będziesz musiała już nikogo
                  przekonywać, że Twój sposób myślenia i "zasady" są jedyne i słuszne.
                  Jednym słowem, i tak źle, i tak niedobrze.
                  • sbelatka Re: Sbelatka 01.05.10, 20:55
                    zmęczona..
                    i po co Ty się męczysz pisząc do mnie?

                    ja - przy święcie pracy - zmęczyłam sie w moim ogrodzie i nie dobije
                    sie czytając twoje baaaardzo długie posty

                    a, ze nie znajduję w nich najczęsciej nic interesującego - a coraz
                    dłużej piszesz, hmmm - więc po rzucie oka - odpuszczam..

                    totez możesz sobie do mnie apelowac do woli, probowac mnie obrażac,
                    okazywać lekceważenie, udowadniac, ze jestem niemoralna,
                    domniemywac, ze jestem nieszczęsliwa - czy co tam chcesz.

                    jesli ma Ci to pomóc na cokoliwiek - to na zdrowie.
                    • zmeczona100 Re: Sbelatka 01.05.10, 22:09
                      sbelatka napisała:

                      > zmęczona..
                      > i po co Ty się męczysz pisząc do mnie?

                      Paczpani, jak mi odbiło.
                      >

                      >
                      > a, ze nie znajduję w nich najczęsciej nic interesującego - a coraz
                      > dłużej piszesz, hmmm - więc po rzucie oka - odpuszczam..

                      Ups, już spadam- nie zamierzam robić ci konkurencji.

                      >
                      > totez możesz sobie do mnie apelowac do woli, probowac mnie obrażac,
                      > okazywać lekceważenie, udowadniac, ze jestem niemoralna,
                      > domniemywac, ze jestem nieszczęsliwa - czy co tam chcesz.

                      Okuźwa, chyba nie upadłam tak nisko, aby imać się rzeczy niemożliwych?!
    • maheda Re: so fucking funny 01.05.10, 01:10
      Cóż - apelacja apelacją. Jest to kwestia jednej sprawy.
      Jeśli sędziowie uznają ją za zasadną - no, to może wtedy więcej.
      Ale jeśli uznają za zasadną - cóż. Trzeba się pogodzić wtedy z tym, że tym razem
      nie miałeś wg nich racji.
    • anka_spiewak Re: so fucking funny 02.05.10, 18:54
      w kazdym razie Twoje posty bija rekordy popularności
      smile
      jeszcze raz powtórze:
      współczuję pozycji ojców w Polsce, niezaleznie od tego, czy taki mężczyzna nadaje sie na rodzica świetnie czy tylko tak srednio.
      Tu chodzi o ludzkie uczucia.
      a że podobno zdradził zonę i przysporzył jej cierpień? cóz, teraz to do niego wraca, być moze więcej czegos takiego następnej partnerce nie zafunduje.
      ani on nie powinien sprawiac jej cierpień, ani ona jemu.
      I jesli faktycznie babka bardziej dba o własną zranioną dume jako zdradzanej (wiele kobiet zostało zdradzonych ale nie posiłkuja sie dziecmi by ukarac partnera) - niż o dzieci, to szkoda mi dzieciaków.
      Nawet nie kobitki, nie pana michszyba, a tych dzieci.
      • eutherpe Re: so fucking funny 04.05.10, 08:37
        Może nie doczytałam się w tej epopei wszystkiego ale jak zachowywały się dzieci
        wobec Ciebie Doktorze, kiedy jeszcze dusiłeś się w małżeństwie?Czy ta
        "nadsympatia" w stosunku do ojca nie zaczęła się aby w momencie przed i w
        trakcie rozwodowym?
        Po drugie, proponuję zakończyć sprawe Michszyba, ktora do niczego DOBREGO ani
        KONSTRUKTYWNEGO nie prowadzi.
        Sbelatko-błagam Cię, pokaż chociażby jeden ciemny kawalek swojej duszy!!
        • sbelatka Re: so fucking funny 04.05.10, 20:56
          bardzo proszę..

          jestem leniwa - najbardziej lubie twkić bez ruchu na moim tarasie -
          za nic mając bałagan w kuchni...; że o garderobie nie wspomnę...

          i nie dbam o to czy dzieci mają zadania domowe...; często nie mają...
          i zębów też chyba nie myją systematycznie... na czym się absolutnie
          nie skupiam..
Pełna wersja