michszyb
25.04.10, 17:32
Wyrokiem gdybym go miał na papierze mógłbym sobie przynajmniej tyłek
podetrzeć. Ale na papierze nie mam bo szanowna ex chce apelować. W związku z
tym mam wyrok który nie ma mocy. Mam na myśli opiekę nad dziećmi. Nic się w
tej kwestii nie zmieniło. Nadal widzę dzieci tak jak ona sobie życzy.
Powiedziała że nie dostanę ich na dłużej dopóki wyrok się nie uprawomocni.
Żeby było zabawniej to sama w swoim pozwie wnioskowała o noclegi 2 razy w
miesiącu u mnie. Ale na razie z tego nici. Ogólnie jestem dla nie ostatni w
kolejce do opieki nad dziećmi. Zostawia je u sąsiadek, albo prosi koleżankę
żeby odbierała starszego z przedszkola. Ja dowiaduje się od syna który pyta:
"czemu tato nie ty mnie odbierasz gdy mam nie może tylko robi to mama
Kacpra?". No i co tu 4 latkowi powiedzieć. Że jego matka jest chora z
nienawiści na głowę? W sumie najgorsze jest to że on zna odpowiedź. Już wiem
że na zasądzone wakacje z synami nie pojadę bo ex mówi że po jej trupie.
Jakkolwiek kusząca propozycja to się nie zdecyduje. Zrobiłem rezerwację i kasę
stracę. Ale jak nie wytrzymam nerwowo to ją pozwę z powództwa cywilnego o te
wywalone w błoto 500 zł. Powinienem odliczyć od alimentów, ale oczywiście nie
wolno. Bo alimenty sa święte i oddam z odsetkami, a to że dzieci nie widzę to
nikogo nie obchodzi. Generalnie do bani. Czy pozostało mi tylko czekanie z
założonymi rękami?