cynta
19.05.10, 13:31
Znalazlam to forum wczoraj i pomyslalam ze moze mi cos madrego poradzicie co
pomoze mi zrozumiec reakcje moich dzieci. Rozwiodlam sie 2 lata temu bo
dlugim, za dlugim, malzenstwie. 3 starsze corki same byly swiadkami i
obiektami "milosci" tatusia wiec w sumie choc nie bardzo im sie podobalo ze
sie rozpada rozumialy dlaczego dluzej juz sie nie da. Powoli uczyly sie
funkcjonowania w 2 miejscach (mieszkaja poza domem, sa na studiach). Gwaltowne
schody zaczely sie kiedy poznalam mojego obecnego partnera a on zamieszkal ze
mna przez ostatnie 6 miesiecy. Wyrazny brak komfortu w jego obecnosci,
zazenowanie albo na odwrot nadmierna aktywnosc, mocne zachowania "kultowe"
mowienie slangiem, glosne rozmowy itp. Ja sama wyplynelam na spokojne wody w
obecnosci tego czlowieka i porobilam pewne zmiany w domu i w sobie ktore im
sie nie podobaja. Jest spokoj, porzadek, nie ma krzykow, mowi sie grzecznie,
nie krzyczy, nie klnie nie wyzywa, je ladnie i o czasie itp. Doszlo do tego ze
jak przyjezdzaja siedza w malym mieszkaniu tatusia a dom i ich pokoje stoja
puste. Mnie to specjalnie nie przeszkadza, wiem ze tak bywa w zyciu mlodych ze
odchodza od rodzicow bo chca sie usamodzielnic. Mam jeszcze mala coreczke
ktora najlepiej wszystko zaakceptowala i nie ma problemow. Moze ktos mlody,
DDR, jest lub byl w podobnej sytuacji i moze mi wytlumaczyc dlaczego ja jestem
niedobra a tatus wspanialy?