Dodaj do ulubionych

matka vs macocha... czy zawsze musi być źle?

11.06.10, 01:40
witam,
związałam się z rozwodnikiem mającym ośmioletniego synka.
poznaliśmy się tuż przed ostatnią sprawą rozwodową, więc nie byłam przyczyną rozpadu tamtego związku.
jestem świadoma faktu, iż wina najpewniej jest po obu stronach ale pozew rozwodowy wniosła matka dziecka, która sprawuje opiekę nad nim i próbuje 'grać' dzieckiem i ograniczać jego kontakty z ojcem, łącznie z groźbą przeprowadzki na drugi koniec kraju.
Mały poznał mnie i od pierwszego dnia bardzo polubił. poświęcam mu czas, rozmawiam, uczę i bawię się z nim. jest niesamowicie inteligentnym chłopcem, jednak z uwagi na sytuację ma lekkie problemy natury emocjonalnej. z tego powodu przy dziecku nie pokazujemy jak duże uczucie nas łączy, nie całujemy się, nie chcemy też aby wiedział ze śpimy razem.

problem: nie potrafimy nakłonić matki chlopca do współpracy aby nie dokładać Małemu stresów. ona wyraźnie nie akceptuje sytuacji, jest wrogo nastawiona do mnie. jej rodzina nie akceptuje mnie jako osoby i próbuje zabronić moich kontaktów z Małym (ale kochankowi matki chłopca już nie). mam wrażenie ze matka chłopca jest zazdrosna o nasz dobry kontakt. doszło nawet do sytuacji, kiedy to Mały powiedział w rozmiowie, ze jego mama mnie nie lubi.
pocieszeniem jest fakt, iż ma rewelacyjny kontakt z ojcem, jest jednak o niego bardzo zazdrosny (ja staram się nie wchodzić między nich,szanuje fakt, że syn jest dla ojca najważniejszy)

pytanie:w jaki sposób nakłonić matkę chłopca do współpracy w celu ochrony jego uczuć i psychiki przed niepotrzebnymi konfliktami? w jaki sposób rozmawiać z chłopcem? jakich problemów możemy się spodziewać i jak im zapobiegać?
a może ja popełniam jakiś błąd?
jestem młoda, nie mam własnych dzieci, truno mi odnaleźć się w roli macochy.. napiszcie jak to u Was wygląda..
Obserwuj wątek
    • sauber1 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 01:55
      Bardzo chętnie bym się tu podzielił swoimi odczuciami jak i róznymi dzis to juz
      nawet śmiesznymi lecz prawdziwymi scenkami rodzajowymi w tym konkretnym temacie,
      ale wpadnie tu kto, powytrzuca jako nieporawne politycznie myśli, poczekam,
      zobaczę, może ? smile

      --
      forum.gazeta.pl/forum/w,58421,112670944,112671432,Re_2010_r_a_marksistowska_poprawosc_polityczna.html
    • doswiadczony123 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 03:43
      Witaj smile

      Nie wnikam w to, co było powodem rozwodu.

      Mały cierpi wskutek braku porozumienia między rodzicami. Reakcja rodziny mamy
      chłopca to także typowy przykład pomijania dobra dziecka. Liczą się urażone
      ambicje itp.
      Jest już po rozwodzie, więc "dokonało się"... teraz nie czas na wzajemne żale i
      wendetę, tylko na to, aby złagodzić skutki głupoty dorosłych.
      Problemem jest podejście matki i jej rodziny. Ty już nic nie możesz zrobić poza
      staraniem się o utrzymanie dobrych kontaktów z chłopcem.
      To Ojciec chłopca, z którym ma On jak piszesz doskonały kontakt, powinien
      postarać się o zmianę nastawienia matki. A jeśli to przegrany temat, to trzeba
      uzbroić się w cierpliwość. Jeśli nie wyrażacie się źle o matce chłopca, jeśli
      nie odpowiadacie zarzutami na zarzuty w jego obecności i jeśli jest tak jak
      piszesz, to bardzo szybko oceni sam, jak jest naprawdę. I fakt, że jego mama
      Ciebie nie lubi, nie będzie miał większego znaczenia. Opierając się na tym co
      napisałaś, widzę smutny obraz, jak mama chłopca powoli go do siebie zniechęca.
      Mój synek był także w podobnym wieku podczas mojego rozwodu. Trochę odwrotna
      sytuacja winkBardzo szybko sam zorientował się w sytuacji. Moja rada.
      Nawet jeśli tak się i u Was stanie, nie pozwólcie, ani nie utwierdzajcie go w
      przekonaniu, że mama jest "be". Potem będzie to procentowało dobrymi stosunkami
      między rodzicami i uśmiechem małego smile
      Pozdrawiam



    • kajda28 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 07:38
      Nie zawsze tak musi być, ja akceptowałam next mojego ex. Dla mnie
      się liczyło że dzieci ją lubią.
      Ale ja jestem ewenement, niestety.
      Niestety w drugą stronę to też kiepsko działa, czyli u facetów.
    • triss_merigold6 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 08:59
      To rola ojca dziecka, który powinien załatwić sprawę z eks.
      Zakres i formę kontaktów należy uregulować sądownie.
      Eks Cię nie lubi? Przyjmij na klatę, że nie musi Cię lubić,
      wystarczy, żeby nie grała dzieckiem. Mój eks nie znosi mojego
      partnera, dziecko o tym wie i nie wpływa to na relacje z żadną
      stroną.
      Ty się nie wtrącaj, nie próbuj chłopcu tłumaczyć postawy matki,
      roztrząsać, negocjować - to nie Twoja rola.
    • laura_fairlie Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 09:46
      A co cię obchodzi, czy eks i jej rodzina cię lubią? Nie muszą, tak
      samo jak ty nie musisz. Wystraczy, że nie będziecie sobie bruździć
      nadmiernie, nawet nie musicie współpracowac...
      > doszło nawet do sytuacji, kiedy to Mały po
      > wiedział w rozmiowie, ze jego mama mnie nie lubi.
      Mamy prawo, nie musi.Nie mogłaś powiedzieć młodemu, że cię to nie
      rusza i że mama może kogoś nie lubić, a on wcale nie musi się czuć
      winny, że lubi tą osobę?
      A kontaktami rodziców powinni zająć się oni sami.
      • palya Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 12:01
        ale tu wcale nie chodzi o to, czy ona mnie lubi czy nie...lecz o to, że mówi to Młodemu.
        dziecko w tak trudnej sytuacji powinno być wyłączone z pewnych spraw. my przy nim nie rozmawiamy na temat zachowania matki i absolutnie go nie komentujemy. co jak co, ale jest jego matką i nawet jak postępuje głupio to nie można niszczyć ich więzi.

        chodzi tylko o to, że wg mnie chore jest, iż matka angażuje ośmioletnie dziecko w sprawy między dorosłymi i pokazuje swoje negatywne emocje, co odbija się na jego rozwoju, bo chłopak ma konflikt lojalności.
        • triss_merigold6 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 12:07
          Jasne, ale to zadanie dla ojca dziecka tj. żeby wynegocjować coś z
          eks. Ty się nie wtrącaj.
          • palya Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 12:18
            zastanawia mnie tylko fakt, czy na zdanie 'ty sie nie wtrącaj' nie ma rzpypadkiem wpływu to, iż z założenia forum to tworzą ludzie po rozwodzie, którzy patrzą z perspektywy (najczęściej) porzuconego rodzica i widzą w kolejnym partnerze eksa konkurencję a wręcz zagrożenie.
            ja bardzo odczuwam fakt, iż matke Młodego zazdrości mi tak dobrego kontaktu z nim i boi się konkurencji z mojej strony (całkiem niesłusznie, choć faktem jest, że Małemu trudno jest się ze mną rostać i wrócić do matki)
            i zaraz sie pewnie posypią gromy, że co ja sobie mysle ze chce zastąpić Młodemu matkę którą przecież ma...i co z tego, że ma, skoro ona nie ma ochoty poświęcać mu swojego czasu.

            czy naprawde zawsze i do konca zycia powinnam stać z boku, nawet jesli załozę rodzinę z rozwodnikiem i siłą rzeczy wezme na siebie obowiązek częściowej opieki nad jego dzieckiem?
            • nenia1 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 13:05
              Tak, powinnaś stać z boku.
              Zresztą co innego mogłabyś zrobić?
              Znasz jakieś skuteczne sposoby na zmianę
              zachowania dorosłej osoby, wtedy gdy ona sama nie zechce.

              Jesli faktycznie zauważacie negatywny wpływ matki na dziecko
              tylko ojciec dziecka, nie ty, może spróbować rozmawiać
              z byłą żoną motywując to troską o psychikę dziecka.

              Poza tym doradzam nieco dystansu do słów chłopca, typu "mama
              cię nie lubi".
              Sama piszesz, że jest bardzo zazdrosny o ojca. Być może mama
              wcale tak nie powiedziała, a "jej" stwierdzenie, wcale nie jest
              jej, tylko chłopca, który może mieć do ciebie bardzo ambiwalentne
              uczucia i w bezpieczny dla siebie sposób je wyraził.

              Dzieci zazwyczaj usprawiedliwiają i idealizują własnych rodziców
              a trudnymi emocjami obarczają macochy czy ojczymów.
            • triss_merigold6 Dobra, niunia wyjaśnię Ci 11.06.10, 13:34
              Nie zostałam porzucona, ewentualna next i kontakty z moim dzieckiem
              mi latają równo (o ile oczywiście nie okazałaby się psychopatką
              dręczącą dziecko).
              Mam za to nowego partnera od kilku lat, który ma bardzo dobre
              relacje z moim dzieckiem. Ewentualne kwasy wychowawcze,
              organizacyjne i finansowe rozstrzygam jednak z OJCEM DZIECKA, a nie
              z nowym chłopem. I ze strony nowego chłopa nie życzę sobie uwag na
              temat tego co mój eks mówi/robi w relacji do dziecka. Ja się mogę
              eksowi popluć, pogadać, skrytykować (z wzajemnością), bo problem
              dotyczy dziecka wobec którego oboje mamy pełnię praw wychowawczych.
              Jasne?
              • palya Re: 11.06.10, 14:08
                'Dobra, niunia wyjaśnię Ci'
                wypraszam sobie.
                problem dotyczy dziecka które zyje w społeczeństwie...praktycznie w dwóch różnych rodzinach (matka dziecka układa sobie zycie z kochankiem z czasów małżenstwa, ojciec ze mna). i społeczeństwo ma i zawsze będzie miało wpływ na postawy i zachowanie młodego człowieka.
                jezeli chłopiec ma być częścią mojej rodziny, uczestniczyc w zyciu rodzinnym, często przebywać w domu, mieć tu zawsze swoje miejsce itd. to każdy członek rodziny musi mieć wpływ na jego wychowanie.
                oczywiście, ze pierwszeństwo mają rodzice...ale czy ja w imię nie wtrącania się (bo nie mam praw rodzicielskich) mam pozwolić aby np skoczył z okna bo mu sie tak podoba? nie, ja również ponoszę za niego odpowiedzialność, ponieważ to ja jestem dorosła a nie on i jesli w pobliżu nie ma rodziców (a nie zawsze są) to opieką zajmują się inne osoby.
                poza tym, jesli problemy wychowawcze zaczną wpływać na naszą rodzinę (i przyszłe wspólne dzieci) to mam stać z boku i się biernie przyglądać. wybacz, ale jezeli biorę na siebie część cięzaru opieki nad dzieckiem i odpowiedzialności za nie, to muszę mieć jakieś pole manewru aby móc decydować co i jak będzie robił.
                jasne?
                • triss_merigold6 Re: 11.06.10, 14:17
                  Idź na forum macochy, tam są kobiety żyjące od lat w związkach z
                  dzieciatymi rozwodnikami.
                  Nie tłumacz mi na czym polega problem, bo ja żyję z kochankiem z
                  czasów małżeństwa, a mój były układa sobie życie z inną kobietą. I
                  owszem, mój partner bierze udział w wychowaniu dziecka i opiece, ale
                  nie wyrywa się przed szereg tylko ustala ze mną.
                  Nie pytałaś o problem skoku z okna (obowiązek ma reagować każdy,
                  inaczej kłania się kodeks karny) tylko o rozchwianie emocjonalne
                  dziecka w związku z nastawianiem go negatywnie przez matkę. To inna
                  sprawa i inny kaliber.
                  To jaką część ciężaru opieki nad dzieckiem i odpowiedzialności
                  weźmiesz, powinno zależeć od ustaleń między Tobą, a ojcem dziecka -
                  ile i w jakim zakresie na Ciebie sceduje i do czego uprawni. Na
                  matkę dziecka nie masz wpływu, tak jak np. mój chłop nie ma wpływu
                  na ojca dziecka.
                • only.elvie Re: 11.06.10, 14:23
                  palya napisała:
                  > wybacz, ale jezeli
                  > biorę na siebie część cięzaru opieki nad dzieckiem i odpowiedzialności za nie,
                  > to muszę mieć jakieś pole manewru aby móc decydować co i jak będzie robił.
                  > jasne?

                  Czyli problemem nie jest zazdrosna matka dziecka tylko Twój brak poczucia władzy w obecnej sytuacji. To Ty chcesz konkurować z matką i 'mieć coś do powiedzenia'.

                  Nie masz racji - nie jesteś rodzicem. Te sprawy oni powinni rozstrzygać między sobą. Ty możesz się jedynie dostosować do ich decyzji.
        • malgolkab Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 12:26
          no, niestety, na głupotę nic nie poradziszuncertain ale młody sam niedługo
          zacznie widzieć takie rzeczy i obróci to sie przeciwko matce...
          • aneta-skarpeta Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 16:12
            ja powiem tak.

            w tej sytuacji musisz, przynajmniej na razie stac mocno z boku w
            kwestiach doroslych, a z mlodym zachowuj sie tak jak zochowywalas

            Twoje wejscie w role aktywną, takiego przyszywanego rodzica,
            mogłabys wejsc gdy twoj parnter i ex sie dobrze dogadują i
            akcepowana jest Twoja osoba


            wiadomo, ze jak sie zyje z kims juz na powaznie to jakas role
            opiekuna sie przyjmuje i nie widze sensu traktowania macochy,
            ojczyma jak powietrze- nie mowie o tym, zeby macocha rozdawala
            karty, ale skoro jakos zajmuje sie dzieckiem, dziecko ją kocha- bo
            po jakims czasie tak jest to najlepiej jak kazdy sie szanuje i liczy
            sie ze zdaniem innych- byc moze macocha bedzie mogal zawsze jakos
            pomocwink

          • sbelatka Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 18:04

            niestety nie zrobilo mi się odpowiedz z cytowaniem..

            a chcę sie ustosunkowac do postu malgolkab - ws. "młody sam niedługo
            zacznie wiedzieć takie rzeczy i obróci się pzreciwko matce.."

            po pierwsze - to wcale ale to wcale nie jest pewen

            a po drugie - to NAPRAWDE nie chodzi o to żeby się dziecko obracało
            przeciw matce...

            koniecznośc obrócenia sie przeciwko ktoremuś z rodziców najczęsciej jest
            dla dzieci - i mlodych i starych - tragedią
            za którą muszą płacić.. emocjonalnie i uczuciowo..

            i plac za to wszyscy rodzice.. choć niektórym wydaje się, ze utrata
            milości/zaufania do drugiego rodzica działa na ich korzyśc...

            a bycie macochą..
            cholera, trudno być nawet matką (myśle o odpowiedzialnym i celowym
            wychowaniu) - a cóż dopiero macochą...
        • laura_fairlie Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 16:55
          >lecz o to, że mówi to
          > Młodemu.

          Masz jakiś wpływ na to, żeby nie mówiła? Masz jakiś wpływ na jej
          zachowanie? Tym powinien się zająć tata, nie ty.
          A co do konfliktu lojalności: to nie jest tak, że jeśli lubi ciebie,
          to oznacza, że nie kocha matki. Może kochać mamę najmocniej na
          świecie i ciebie też może kochać, czy też bardzo lubić. I to mu
          tłumacz.
    • nangaparbat3 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 11.06.10, 23:54
      Dla mnie to Ty stanowczo za duzo wiesz o emocjach i poczynaniach Ex. Na Twoim
      miejscu przestalabym sie tym zajmowac.

      A Twoje wtrącanie się w relację ex/dziecko to juz zupełnie chore.
      • palya Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 00:35
        że co?
        mam sobie wydłubać oczy żeby nie widzieć relacji między nimi?
        w którym miejscu wtrącam się w relację między matką a dzieckiem, możesz mi wskazać konkret, bo jakoś sobie nie przypominam
        • sauber1 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 01:14
          Dziś wracając ze spaceru z synem zostałem zaczepiony przez grupkę dziennikarzy
          Frankfurter Allgemeine Zeitung czy innego publikatora i od razu pytanie:
          - a na kogo pan zagłosuje w tych wyborach?
          - a ja do nich, że to nie jest takie proste, by trzema słowami wyrazić, nie
          jesteśmy na czacie, wyjątkowo taktowne, wesołe towarzystwo i ładnie wielu z nich
          mówiło po polskiemu ... zatem słuchamy, podstawili mi mikrofon:
          - powiedziałem krótko, gdybym miał wybierać między Komorowskim a Januszem
          Korwinem Mikke, w trosce o Ojczyznę wybrał bym tego drugiego.
          - zapytali dlaczego, przecież jest więcej kandydatów i czy nie czuję że jestem
          manipulowany wybierając tylko z pośród tych przez media preferowanych ?
          - a ja, no cóż mogę dodać (i w sobie tylko znany sposób dodałem)
          - ale gdybym miał wybierać pomiędzy Andrzejem Lepperem a Jarosławem Aleksandrem
          Kaczyńskim, to dla dobra ludzkości wybrał bym tego pierwszego !
          Chyba wszyscy zrozumieli, bo taka przepiękna brunetka o ślicznych uśmiechniętych
          oczach wydarła się - Warum ???
          Rozłożyłem ręce, wzruszyłem ramionami, chyba wyczuła że mi się bardzo podoba, bo
          po chwili zapytała - Wie viel zahle ich? i coś tam jeszcze dodała, tak była
          skubana ładna, że nie śmiałem dłużej się licytować i dodałem, a że się szanuję
          to też i cenię ... - chyba mnie nie zrozumiała, chciała mi jak dziadu pod
          kościołem dać 1000 €, zrobiłem gest ręką, wymownie przeliczyłem na palcach, nie
          powiem, bardzo chętnie dołożyła. Ja tam wylewny nie jestem, ale skoro nalegali
          udzieliłem wywiadu, po drodze zwiedziliśmy McDonald's i jakiś slep z zabawkami,
          mały wybrał sobie kilka gormitów.
          Te wybory dobrze jakby przesunęły sie w czasie, a co do pktu 8. zdekalogu Tuska,
          to czy rzeczywiście można emigrantów za idiotów uważać, skoro mają jakieś tam
          pieniądze to i tak tam więcej zaoszczędzą niż tu zarobią, a po co maja
          inwestować czy ryzykować gospodarczo, by niechybnie stać sie przestępcami w tym
          gąszczu zawiłych, ciągle zmieniających się przepisów ?

          --
          forum.gazeta.pl/forum/w,58421,112744623,112765431,Re_prestiz_zyrandol_i_palac_.html

          • sauber1 Re:sory !! 12.06.10, 01:18
            UPS!!! bardzo przepraszam nie tu to poszło, ale do tematu wróce, tym bardziej,
            że tak niesłychanie pieknię sie rozwija smile
        • nangaparbat3 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 16:43
          A czymże innym jest chec NAKŁONIENIA matki do wspolpracy?
          • palya Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 16:55
            problem: nie potrafimy nakłonić matki chlopca do współpracy aby nie dokładać Małemu stresów

            NIE POTRAFIMY... my wspólnie, mój partner i ja. wspieram go i tworzymy wspólny front, by działać w pewnych sprawach wspólnie (oczywiście tam, gdzie nie różnimy się poglądami)
            to nie ja próbuje nakłonić do czegos matke chłopca, robi to mój partner a ja go wspieram. dużo rozmawiamy i ustalamy wspólne stanowisko, aby Młody nie był świadkiem nieporozumień, nie jest mu to w tym momencie potrzebne do szczęścia.

            a więc? czekam na dalsze przykłady, może gdzieś po drodze zrozumiesz sedno problemu
            • nangaparbat3 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 17:01
              Z tego co piszesz - czy raczej JAK piszesz - bardzo dobrze rozumiem, że
              chcesz/chcecie narzucic matce chlopca swoje warunki. Wy tej pani mozecie cos
              proponowac, o cos poprosic. A nie "nakłaniac" do czegokolwiek , w dodatku
              "tworzac wspólny front".
              • palya Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 18:47
                >bardzo dobrze rozumiem, że
                > chcesz/chcecie narzucic matce chlopca swoje warunki

                a gdzie to wyczytałaś? bo ja sobie nie przypominam.

                >Wy tej pani mozecie cos
                > proponowac, o cos poprosic. A nie "nakłaniac" do czegokolwiek

                ja rozumiem, że podstawówka była dawno temu a język polski jest zawiły, więc przypominam znaczenie słowa 'nakłaniać':
                forma podst. + znaczenie:
                nakłaniać:zachęcać kogoś do czegoś; namawiać; przekonywać

                a swoją drogą to zastanawiam się, dlaczego ojciec dziecka, który nie ma ograniczonych praw rodzicielskich, wraz ze swoją obecną partnerką może tylko prosić.. z tego wynika, ze matka dziecka ma prawo dyktować swoje chore wymysły i wygodne tylko dla siebie (a nie dla dziecka) warunki?

                w dodatku
                > "tworzac wspólny front".

                znaczenie 'wspólnego frontu' jest wyjaśnione, stosujemy to zarówno w kontaktach z byłą parnera jak i w czasie rozmów z przedstawicielem handlowym. jest to forma porozumienia partnerskiego, całkiem dobrze wpływająca na związek i zapobiegająca konfliktom.
                polecam.

                mam dziwne wrażenie, iż Twoje odpowiedzi nangaparbat3 nie są efektem tego co przeczytałaś w tym wątku ani nie są skierowane do mnie... to są odpowiedzi do pewnej osoby z Twojego otoczenia, której pewnie nie mogłaś dokopać i masz ukryty żal, więc wyładowujesz go na mnie, przypisując mi rzeczy, których nie napisałam i nie zrobiłam oraz wypominając mi wyimaginowaną przez Ciebie winę.
                strzelam, że masz złe doświadczenia rozwodowe, jak nie u siebie to w bliskim otoczeniu..
                naprawde polecam przeczytać wątek jeszcze raz, bez zbędnych uprzedzeń i dopowiadania sobie własnej histori
                • nangaparbat3 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 22:44
                  palya napisała:
                  > mam dziwne wrażenie, iż Twoje odpowiedzi nangaparbat3 nie są efektem tego co pr
                  > zeczytałaś w tym wątku ani nie są skierowane do mnie... to są odpowiedzi do pew
                  > nej osoby z Twojego otoczenia, której pewnie nie mogłaś dokopać i masz ukryty ż
                  > al, więc wyładowujesz go na mnie, przypisując mi rzeczy, których nie napisałam
                  > i nie zrobiłam oraz wypominając mi wyimaginowaną przez Ciebie winę.
                  > strzelam, że masz złe doświadczenia rozwodowe, jak nie u siebie to w bliskim ot
                  > oczeniu..

                  A ja się własnie dzisiaj umówiłam z macochą mojej córki - córka z chłopakiem
                  popilnują jej dzieci (są malutkie), a my dwie sobie zaszalejemy.
                  Strzeliłaś kulą w płot, po prostu.

                  PS
                  Nie pisałam, że możecie TYLKO prosić matkę dziecka - pisałam, ze możecie
                  PROPONOWAĆ I PROSIĆ.

                  PS PS
                  A namawianie do czegokolwiek osoby, której się nie lubi i nie szanuje, jest co
                  najmniej podejrzane.
            • laura_fairlie Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 18:41
              wspieram go i tworzymy wspólny
              > front, by działać w pewnych sprawach wspólnie (oczywiście tam, gdzie nie różnim
              > y się poglądami)
              A jak się różnicie - to co?
              Tak myślę, że gdyby rodzice młodego byli zgodni w swoich poglądach, to może
              wcale nie doszłoby do rozwodu...
              Ludzie różnią się w swoich opiniach i poglądach, a w dodatku nie potrafią
              polubić kogoś tylko dlatego,że tak wypada i tak byłoby prościej.
              • palya Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 18:54
                kurcze ludzie, ja chyba naprawde powinnam zmienić forum.
                jak nie ma porozumienia to źle, bo raz że niewychowawcze, a dwa, że może prowadzić do rozwodu.
                jak jest porozumienie to też źle, bo co jak są różnice, i jakby rodzice Młodego byli zgodni toby sie nie rozwiedli..
                jeju..nie pamiętacie już na czym polega idea związku: tam gdzie sie da wypracować porozumienie a jak już sie nie da to szanować nawzajem?
                może pomyślcie nad swoim nastawieniem, dla dobra następnych partnerów
                • tarantula007 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 19:02
                  hmmm... palya... "najmądrzejsza w klasie bez dwóch zdań..." ...

                  ku rozwadze...
                  • palya Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 19:18
                    jeżeli musisz mnie oceniać to rób to na podstawie faktów a nie odczuć.
                    wcale nie uważam się za najmądrzejszą, zresztą przypominam, że przyszłam tu po pomoc i wsparcie...źle trafiłam.
                    ludzie na forumie znacznie łatwiej wylewają pomyje na 'małe literki na ekranie' niż przychodzi im to w realnym życiu..i chyba dletego jest tu tyle jadu
                    gdzie konstruktywne porady, dlaczego nie dzielici się doświadczeniem, które niestety najprawdopodobniej macie?

                    przyszłam na to forum, żeby pełniej zrozumieć stanowisko osób po rozwodzie, żeby móc zrozumieć reakcje i postępowanie byłej mojego partnera.. no i zrozumiałam: żal, zawód, rozczarowanie i bezsilność.. w części z Was właśnie to widać (na szczęście nie u wszystkich, dlatego prosze nadal: przeczytajcie pierwszy post i ustosunkujcie się do niego)
                    • tarantula007 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 19:29
                      poczytaj sama siebie... pinisz sie, tylko ty masz racje, niczyich
                      argumentów nie przyjmujesz... ech... nie chce sie wiecej pisać i tak
                      nie pojmujesz, że wchodzisz w nie swoje buty sad
                      • palya Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 19:40
                        > nie pojmujesz, że wchodzisz w nie swoje buty

                        nie próbuje Młodemu zastąpić matki, bo ją już ma, ale w związku z tym, że biorę ślub z jego ojcem to Młody będzie członkiem naszej rodziny czy to sie komuś podoba czy nie.
                        razem z partnerem opiekujemy się Młodym, ja uczestnicze zarówno w jego utrzymaniu jak i wychowaniu.
                        a jeżeli ojciec dziecka straci prace i nie będzie miał z czego zapłacić alimentów to pójdą one z mojej pensji i uważam ze to jest ok, bo tak się dogadaliśmy.
                        nadal uważasz, ze 'wchodze w nie swoje buty'? bo nie olewam Młodego ciepłym moczem jak matka, która nie ma dla niego nigdy czasu?
                        ja z partnerem zaczynamy tworzyć rodzinę, której Młody bedzie częścią, będzie miał przyrodnie rodzeństwo i mam nadzieje niezły kontakt z nimi, zawsze może na nas liczyć... k..cze, myślałam, ze w takich układach liczy sie dobro dziecka a nie urażona duma byłej żony, bo ktoś może okazać się bardziej opiekuńczy mimo, że jest obcym człowiekiem. coś w tym złego? to panie przedszkolanki też postępują źle, gdy opiekują się dziecki i okazują im ciepło i sympatię?
                        • nenia1 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 21:07
                          Palya, to bardzo fajnie z twojej strony, że chcesz być miła, dobra
                          i opiekuńcza dla cudzego dziecka. To twoja suwerenna decyzja
                          i masz do tego prawo.
                          Z tego tytułu nie nabywasz jednak jakiś szczególnych praw
                          do wpływania czy przekonywania matki dziecka do takich zachowań jakie
                          TY uważasz za właściwe.
                          Niestety, będziesz musiała się pogodzić z tym, że tu ci się nic nie zbilansuje.

                          Robisz "wład własny" w cudze dziecko, słowo- klucz CUDZE.
                          W stosunku do tego dziecka zawsze będziesz miała o wiele mniej
                          praw niż matka, nawet jeśli będziesz z siebie dawała dla niego więcej niż ona.

                          Jesli uważacie, że jest taką złą matką i możecie to udokumentować, ale nie na zasadzie - proszę pani sędziny, bo ona mnie nie lubi, proponuję aby ojciec wystąpił o stałą opiekę nad dzieckiem.
                          Zostaniesz macochą całodobową i będzie mogła codziennie
                          okazywać swoje ciepło i sympatię.
                        • login.kochanie Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 21:14
                          zauważ, , że tu piszą byłe żony,przykro czytać, że tak Cię
                          poniewierają, podobnie jak inną forumowiczkę, która próbowała
                          związać się z dzieciatym rozwodnikiem.Wydalają tu własne żale,
                          wyżywają się na następczyniach. Odpuść sobie to forum a w życiu
                          maximum dyplomacji i dystansu do sprawy.Pozdrawiam
                        • nangaparbat3 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 22:48
                          Wszystko byłoby dobrze, gdybys nie rywalizowała z matką chłopca właśnie jako
                          matką. A aspekt rywalizacji jest w tej kwestii tak silny u Ciebie, że stawia pod
                          znakiem zapytania wszystko inne.
                          • palya Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 22:57
                            a skąd wyciągasz takie wnioski?
                            masz urojenia? na jakiej podstawie piszesz ze rywalizuje. opamiętaj się, bo pomysle ze jestes trollem.
                            a tak swoją drogą.. nie muszę z nią rywalizować, Młody sam juz wyczuwa pewne rzeczy i nie ma tu mowy o udawaniu, bo takie szkraby w mig wykrywają każdy fałsz.
                            ja wiem, ze jezeli jest się matką to boli perspektywa, że dziecię się mocno przywiąze do kogos innego, ale do ch..y, jak sie Młody przytula to mam mu powiedzieć: 'sory Młody, ale spadaj, bo ja jestem obca baba i mam stać z boku a jak sie chcesz przytulić to leć tylko do mamusi'? tak to ma wyglądać?
                            • nangaparbat3 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 23:11
                              palya napisała:

                              > a skąd wyciągasz takie wnioski? > masz urojenia? na jakiej podstawie piszesz
                              ze rywalizuje

                              Z tego co piszesz. W co trzecim zdaniu piszesz, jaka z niej zła matka, w co
                              drugim, jak z Ciebie dobra macocha.
                              . >opamiętaj się, bo pom
                              > ysle ze jestes trollem.

                              Jasne. Od pięciu (?) lat tu trolluję.


                              >
                              >
                    • nangaparbat3 rada jest zawsze ta sama 12.06.10, 22:37

                      • palya Re: rada jest zawsze ta sama 12.06.10, 22:45
                        to w takim razie jak wg Ciebie mogłabym opisać sytuację Młodego nie opisując jego sytuacji rodzinnej?
                        przypominam, ze wątek był z proźbą o rade jak z nim dalej postępować..ale tego to tutaj już raczej napewno się nie dowiem..
                        obca baba jestem i tyle..tylko wytłumacz to Młodemu, gdy chce sie do mnie przytulić..mam mu powiedzieć 'idz do mamusi bo ja jestem obca baba i będe sie trzymać z boku, więc Cie nie pociesze, gdy płaczesz i nie przytule gdy tego chcesz' brawo, oby tak dalej
                        • nangaparbat3 Re: rada jest zawsze ta sama 12.06.10, 22:53
                          Nie rozumiem. Jak chce sie do Ciebie przytulić, to go przytul. Co stoi na
                          preszkodzie?
                        • nangaparbat3 jeśli chcesz rady 12.06.10, 22:55
                          to lepiej pytać o konkretne sytuacje - na tak ogólnym poziomie jak zaczęłaś
                          trudno radzić cokolwiek, bo w sumie nie wiadomo o co chodzi.
                          • palya Re: jeśli chcesz rady 12.06.10, 23:05
                            no to wyobraź sobie, że ja postanowiłam napisać jeszcze zanim pojawią się jakiekolwiek problemy z Młodym i sytuacje potencjalnie konfliktowe.
                            ot, taka troska o dobro Młodego, zeby mu bardziej nie zryć główki, dosyć ma problemów przez nie potrafiących się dogadać rodziców.
                            w pierwszym wątku (naprawde wystarczy tylko przeczytać) jest wyjaśniony główny problem: matka 'gra' dzieckiem, nastawia je przeciw ojcu i to niestety jest wiadome wszystkim wkoło, ale nie do udowodnienia w sądzie.. dlatego nie szanuje jej jako człowieka, bo skoro zniszczyła życie sobie, to jej wybór, ale dlaczego niszczy życie dziecku, tego już nie potrafie zrozumieć...
                            nadal myslisz, ze o kogoś takiego można być zazdrosnym?
                            ja wiem, ze nowa kobieta byłego to potencjalne zagrożenie a napewno sytuacja niewygodna, ale chyba można dopuścić ewentualność, że może to być osoba odpowiedzialna?
                            • nangaparbat3 Re: jeśli chcesz rady 12.06.10, 23:14
                              palya napisała:

                              > no to wyobraź sobie, że ja postanowiłam napisać jeszcze zanim pojawią się jakie
                              > kolwiek problemy z Młodym i sytuacje potencjalnie konfliktowe.


                              Zdumiewające!
                              Z tego co do tej pory napisałaś, mogłoby sie wydawać, że to nieprzerwane pasmo
                              konfliktów.
                              Może to Ty trollujesz?
                              I nie odpowiedziałaś, dlaczego chłopczyk nie miałby się do Ciebie przytulać? W
                              ogóle nie rozumiem co z tym przytulaniem - kto i komu go broni.
                              • palya Re: jeśli chcesz rady 13.06.10, 00:52
                                tak, trolluje tu od 2007. moze niedługo ale regularniesmile
                                pasmo konflików jest..między byłymi małżonkami. ja nie prowadzę ani mediacji ani dialogu, jestem wsparciem dla partnera, czasem głosem rozsądku, który prowadzi do w miarę łagodnego rozwiązania nieporozumień.
                                a przytulanie to tylko przykład..no bo skoro dowiedziałam sie tu, iż jestem zazdrosna o byłą żonę i chcę z nią konkurować oraz ze powinnam się usunąć w cień i stać z boku jako obca baba, to niby dlaczego miałabym przytulać Młodego..przecież obce baby tego robić nie powinny. tu jest nutka ironii, bo już nie mam ochoty tlumaczyć wszystkiego i udowadniać ze nie jestem wielbłądem
                            • laura_fairlie Re: jeśli chcesz rady 13.06.10, 12:03
                              Po pierwsze 8-latek to nie taki znowu szkrabuś i swój rozum ma.
                              Niektóre 8-latki mają zdanie odrębne i nie zgadzają się ani z matką,
                              ani z ojcem. O starszych dzieciach i młodzieży nie wspomnę, bo ich
                              nastawienie anty- niewiele ma wspólnego z manipulowaniem dziećmi
                              przez kogokolwiek.
                              Skoro nie ma jakiś palących spraw - poszukaj może porady w
                              literaturze (jest trochę książek na temat "dzieci a rozwód"), są też
                              poradnie psychologiczne. Prawda jest jednak taka, że na stosunek
                              mamy młodego do jej eksa i siebie nie masz wpływu.
                        • laura_fairlie Re: rada jest zawsze ta sama 13.06.10, 11:52
                          >tylko wytłumacz to Młodemu, gdy chce sie do mnie przyt
                          > ulić..
                          Piszesz tak, jakby się Młody nadmiernie zużywał od tego przytulania,
                          wymydlał jak mydło. Może się przytulac do ciebie, może do mamy -
                          przecież go nie ubędzie z tego powodu...Więc pocieszaj go i
                          przytulaj, kiedy mu źle i jest z wami.Tego co nikt tutaj nie broni.
                          A jego mamy nie lubisz i nie szanujesz - dlaczego wymagasz od niej,
                          żeby ona lubiła i szanowała ciebie?
                      • palya Re: rada jest zawsze ta sama 12.06.10, 22:49
                        ah..i wcale nie czuje zazdrości wobec byłej...bo w gruncie rzeczy nie mam jej czego zazdrościć. spieprzyła życie nie tylko wszystkim wkoło ale najbardziej sobie..i to tylko i wyłącznie własnym postępowaniem..
                        toleruję ją, nawet czasem współczuje.. ale to prawda, uważam, ze nie była dobrą żoną ani matką, mam prawo do tej oceny na podstawie faktów które znam, a których Wam nie wyjawie, bo to część życia osobistego tej pani, do którego ma święte prawo i ja się wtykać nie będę. jak będzie chciała opowiedzieć to napewno się zjawi, a może już jest - nie wiem.
                        • adaria38 Re: rada jest zawsze ta sama 12.06.10, 23:50
                          Uhu, zła żona i zła matka dała w kość dobremu mężowi i dobremu ojcu. Dlatego
                          zostawił z nią dziecko. I dlatego jego następna kobieta go od tej złej byłej
                          "uratuje". Jakież to oklepane.
                          • palya Re: rada jest zawsze ta sama 12.06.10, 23:58
                            oj, wyobraź sobie ze czasem sprawa wygląda podobnie. nie mówie, ze mój partner był dobrym mężem, bo pewnie nie był, ale ojcem jest świetnym, to wiem.
                            dlaczego zostawił z nią dziecko? to idz do polskiego sądu i powiedz 'moja żona nie jest ani narkomanką ani alkoholiczką, ale zostawiła nas dla kochanka, więc prosze, drogi wysoki sądzie, oddaj opieke nad dzieckiem mi'
                            niestety takie są realnia, ze polskie sądy gdy nie ma wyraźnej i udowodnionej patologii faworyzują matki, nawet gdy ojciec jest lepszym opiekunem.
                            a ja mojego od żadnej byłej ratować nie muszę, bo poznaliśmy się, gdy byli juz w trakcie rozwodu, więc wybacz, ale pozamiatane już było.
                            • adaria38 Re: rada jest zawsze ta sama 13.06.10, 00:03
                              Dlatego że odeszła do kochanka to jest złą matką?
                              • palya Re: rada jest zawsze ta sama 13.06.10, 00:16
                                nie będe tu dokładnie opisywać jej poczynań, bo nie mam zamiaru się denerwować. poza tym, to czyjeś zycie, jak będzie chciała to opowie je tutaj ze szczegółami sama.
                                nie ma też sensu tu tego wszystkiego tłumaczyc, bo jak ktoś wczesniej zauważył; piszą tu zazwyczaj matki po rozwodach..więc reakcje są przewidywalne.
                                otóż wyobraź sobie, ze nie wszystkie matki są dobre, i jeżeli matka śpi z kochankiem w tym samym pokoju co dziecko to coś jest nie halo (my w takich sytuacjach preferujemy model: ojciec spi z dzieckiem a ja osobno) i pare jeszcze takich kwiatków by sie niestety znalazło.. więc sory, ale mam prawo uważać, ze najlepszą na świecie matką nie jest, no ale jest taką matką, jaką Młody ma i innej mieć nie będzie, cóż.
                                naprawde warto zbaczać z tematu... to taka przyjemność kwestionować każde moje zdanie? a moze to dlatego, ze odwazyłam sie powiedzieć, ze nie wszystkie byłe żony są idealne i pokrzywdzone przez tych wstrętnych potworów: byłych mężów i tabuny ich kochanek..
                                • adaria38 Re: rada jest zawsze ta sama 13.06.10, 00:35
                                  Twierdzisz, że była złą żoną i złą matką. Chwilę potem twierdzisz, że facet nie
                                  starał się o opiekę nad dzieckiem tylko go zostawił z taką złą matką, bo jedyny
                                  argument to miał że odeszła do kochanka i sąd by mu nie przyznał. Więc co tak
                                  naprawdę twierdzisz i na jakiej podstawie?
                                  Zastanowiłas się nad całością sytuacji kiedyś spokojnie? z dystansu? Czy tylko z
                                  pozycji pocieszycielki skrzywdzonego faceta i wybawczyni krzywdzonego przez złą
                                  matkę dziecka?
                                  Jak na razie pienisz się w każdej wypowiedzi, wszystkim zarzucasz,że są na pewno
                                  porzuconymi żonami (w większości przypadków bzdura) którym wściekłosc oczy
                                  przysłania (jak na razie to ty się co słowo denerwujesz i imputujesz wszystkim
                                  niskie "przewidywalne reakcje" zamiast chcieć skorzystać z sugestii osób
                                  bardziej doświadczonych i obeznanych z problemem).
                                  Jak przypuszczam jesteś z tym panem od niedawna. Trochę pożyjesz i przeżyjesz,
                                  to zrozumiesz co się do Ciebie mówi. Albo i nie.
                                  • palya Re: rada jest zawsze ta sama 13.06.10, 00:45
                                    partner ma jak na polski sąd i tak niezłe warunki kontaktu z dzieckiem..na papierze.
                                    wiem, jak wyglądają badania dzieci gdy rodzice walczą o opieke.. będąc rodzicem nigdy bym swojego dziecka nie przeciągnęła przez to bagno, zwłaszcza, ze gdy nie ma rażących i patologicznych sytuacji to pozycja matki jest najczęściej niekwestionowana przez sąd.
                                    zycia prywatnego byłej żony partnera nie mam zamiaru tu rozstrząsać, bo nie od tego jestem..tyle. chciała sobie nasrać w życiu, to jej sie udało, koniec kropka. a że straciła szacunek absolutnie wszystkich wkoło, to już inna bajka. na siłę nie mam zamiaru tu nikogo przekonywać o swojej racji, życie już tą panią ukarało. tyle w temacie.


                                    > pozycji pocieszycielki skrzywdzonego faceta i wybawczyni krzywdzonego przez złą
                                    > matkę dziecka?

                                    ani jedno ani drugie. faceta pocieszać nie mam zamiaru, musi sie sam uporać z traumą. plasterkiem nie jestem. a dziecko - od nikogo go wybawiać nie będę. ma matke. ile razy mam to powtarzać? ale właśnie stojąc z boku, spokojnie i z dystansem widzę pewne rzeczy, których ona nie chce albo nie potrafi dostrzec.. tyle.
                                    jej, przyszłam tu prosić o radę, a zostałam zaatakowana z każdej możliwej strony, za chwilę ktoś pewnie będzie chciał przekonać mnie, iż ja jestem powodem rozpadu tego małżeństwa big_grin
                                    dobranoc moje drogie, może rano rozmowa pójdzie nam lepiej i milej, tak z okazji niedzieli
                                    • adaria38 Re: rada jest zawsze ta sama 13.06.10, 00:56
                                      Przyszłaś po "radę" z gotowym założeniem "matka jest zła zła zła i muszą
                                      wszystkim o tym powiedzieć". Nie szukasz rady. Potrzebujesz ujścia frustracji i
                                      złości na matkę. "Gdybym JA była matką była bym idealna! nigdy bym sie tak nie
                                      zachowywała!". I wściekasz się, że ci inni nie sekundują.
                                      Wróć, gdy ci minie frustracja i myślenie hasłami z telenowel a będziesz gotowa
                                      do prowadzenia konkretnych rozmów o konkretnych problemach.


                                      ps.
                                      To jak długo już z panem jesteś?
                                      • palya Re: rada jest zawsze ta sama 13.06.10, 01:06
                                        gratuluje, świetnie czytasz w umysłach ludzi...ale mylisz adresy, bo tak to może mysli moja sąsiadka z naprzeciwka a nie ja...ot jedno okno w lewo..
                                        a poważnie: nie przyszłam po radę w kwestiach matki, a informacja ze 'gra' dzieckiem jest niestety raczej istotna i niesubiektywna.

                                        nie odczuwam ani frustracji ani złości w stosunku do matki Młodego, a to z jednego prostego powodu: choćby nie wiem jak się starała, nie ma na nas wpływu, nic nie może zrobić, a jedyna sfustrowana osoba pełna złości to właśnie ona.

                                        nie twierdzę, że byłabym idealną matką, mam tylko nadzieje, ze nie aż tak złą. zresztą przyszłam tu po rade właśnie w kwestiach postępowania z Młodym.. wiem jak będe wychowywać własne dzieci i wiem też jak napewno wychowywać ich nie będę. tyle. jak pojawią się Maleństwa to zamelduje o wszystkich kłopotach wychowawczych

                                        niestety cały ten wątek to próba rozmowy o konkretach kończąca się głupim odpieraniem wyssanych z palca zarzutów, na szczęście miałam dzis duużo czasu i cierpliwości.
                                        • adaria38 Re: rada jest zawsze ta sama 13.06.10, 01:22
                                          > raniem wyssanych z palca zarzutów, na szczęście miałam dzis duużo czasu i cierp
                                          > liwości.


                                          Oh, wzruszajaca łaskawość.
                                          Naucz się rozmawiać o konkretach i formuowasc konkretne pytania to będziesz
                                          dostawac konkretne odpowiedzi. Proste.

                                          To ile sie znacie? Stawiam, że kilka miesięcy, góra rok.
                • laura_fairlie Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 13.06.10, 11:45
                  Ale tego porozumienia nie ma i twoje dobre chęci nic na to nie
                  pomogą. Nikogo nie można zmusić do lubienia kogokolwiek ani do
                  utrzymywania z nim kontaktów.Nie możesz też nakazać drugiej osobie
                  szacunku względem siebie ani kogokolwiek innego.Sama też nie musisz
                  nikogo lubić ani go wielbić uniżenie.Przyjmij to do wiadomości.
    • pan-kowalski Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 12.06.10, 13:07
      Matka dziecka wcale nie musiała komunikować, że Cię nie lubi, może
      mały sam to zaobserwował. Nazwijmy rzeczy po imieniu - jesteś
      młodsza, fajniejsza i związałaś się z jej eksmężem, a do tego
      dziecko darzy Cię sympatią. Spodziewałaś się w związku z tym aplauzu
      z tamtej strony ? Nie ważne co powiesz i co zrobisz, irytuje ich sam
      fakt że jesteś, chociaż gdyby byli kulturalni to przynajmniej nie
      dali by tego po sobie poznać.
      To oczywiste, że podobnie jak matka angażuje w proces wychowawczy
      swojego obecnego partnera, tak samo ma do tego prawo ojciec - w
      praktyce jednak jeśli nie chcesz dodatkowej eskalacji napięć i
      konfliktów które zastałaś, to postaraj się nie afiszować ze swoją
      osobą przed byłą żoną, a komunikację w sprawach dziecka pozostaw
      ojcu.
    • chalsia Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 13.06.10, 01:22
      już ktoś Ci wczesniej napisał - przenieś się z problemem na forum macochy.
      • madison60 Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 13.06.10, 01:48
        Widze ze masz dobra komunikacje z malcem i chlopiec cie bardzo lubi.
        Ojciec dziecka opowiada ci o problemach wiec automatycznie cie w nie
        wciaga.Sila rzeczy wyrazasz swoja opinie o calej sytuacji.

        Jak dobrze zrozumialam to nie kontaktujesz sie z matka dziecka i
        dobrze.
        Jezeli z tym panem planujesz przyszlosc to masz prawo wyrazic swoja
        opinie i rozmawiac ze swoim partnerem o problemach biezacych, tym
        bardziej ze angazujesz sie emocjonalnie.

        Choc pewne uzgodnienia naleza do rodzicow (ale i tak rodzice beda
        pod wplywem swoich obecnych partnerow)

        pozdrawiam

    • sbelatka Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 13.06.10, 10:00
      Tak przy ponnej niedzielnej kaweczce przesledziłam wątek ... i no,
      trochę Ci się dostalo...

      pewnie jest w tym co dziewczyny pisza nieco racji ...
      pewnie jest też wiele racji w Twoich spostrzeżeniach dotyczących tego
      jak funkcjonuje matka

      tyle tylko, ze przesadzasz ... Określanie kogos jako złej matki bez
      podanie konkretów wydaje mi się nadużyciem. Sam fakt spania z nowym
      facetem, z ktorym pewnie jak i Ty ze swoim chce ulozyć sobie życie, nie
      jest wystarczającym argumentem.. To, ze Cie nie lubi - także... Nawet
      duuuużo więcej - to będzie ciągle zbyt mało żeby okreslić ją jako "złą"
      matkę...

      Nie ma dla niego czasu, nie poświęca mu uwagi - tez zdaje sie tak
      napisałaś. Ale co to oznacza?

      wiesz, z perspektywy wielu ludzi ja tez jestem złą matka - bo moje mlode
      od 6 roku życia sobie same prasuja ubranka, a od 12 odkurzają dom i myją
      kibel.

      więc wiesz- dobry -niedobry - to pojęcia jakby względne.

      Jesli matka chłopca opowiada niedobre rzeczy o Tobie i ojcu - to ŻLE
      ROBI. Ale to jeszcze nie znaczy , ze JEST zła.

      Myslę, choc moge sie mylić, ze to co zapienielo dziewczyny tutaj to
      Twoja oceniająca postawa. Nieomylna.

      I jednak :ona zła; ja dobra... Też tak odczytuje to co pisalas w
      późniejszych (głónie) postach.

      ja tam zakładam, ze masz dobre intencje.
      I uważam, ze skoro faktycznie będziecie rodziną - to w znacznym stopniu
      będziesz miała wpływ na to co sie będzie działo.
      I uważam za cenne to, ze chcesz sie przygotować. Oczywiście lepiej
      zapobiegac niż leczyć.
      I to co się "osadza" w początkowym okresie jakiejkoliwek relacji -
      działa już bardzo długo. Póżniejsza zmiana wymaga potem dużego nakładu
      energii i czesto nie pzrynosi pożądanych efektów.

      więc...
      odpowiadając na pytanie co zrobić..?

      dokładnie to co możesz.

      budowac swoja własną dobrą relację z chłopcem. ZUPELNIE odpusć sobie
      porównywanie sie z matka. I rojenia o wpływie na to co ona będzie robic.

      nawet jesli jakies jej zachowania uważasz za szkodliwe i wymierzone
      pzreciwko Tobie.

      Wiesz, to trochę jak z upałem i komarami. Są. Straszliwie mi
      pzreszkadzają. GDYBY ich nie było - czułabym sie luxsmile

      Ale skoro są - to - mając świadomośc, ze nie mam na nie w sensie ogolnym
      wpływu - organizuje SWOJA rzeczywistośc w taki sposób żeby
      zminimalizowac skutki tego co jest utrudniające.

      Więc TY sie spokojnie skup na tym żeby być dobra MACOCHĄ. Rozmawiaj z
      mlodym, przytulaj go, pokazuj mu świat i dobre , twoim zdaniem, sposoby
      na bycie z innymi ludźmi.

      I zupelnie się nie nakręcaj tym co robi - albo czego nie robi - ex
      faceta.

      Złoszczenie się na upal i komary uważam za bezproduktywne wydatkowanie
      energii. MOJEJ.
      Bo upał i komary maja głęboo w nosie moje emocje. smile

      ta świadomośc pozwala mi nabywac właściwego stosunku..

      z faktami sie po prostu nie dyskutuje.
      Je sie "oswaja"

      Życzę Ci spokoju. I umiejętności rozsądzania na co masz wpływ - a na co
      nie.

      na matke dziecka - NIE masz. To tak na marginesie.
      Twoj ex tez zreszta nie.

      no, skończyłam kaweczkęsmile
      powodzenia życzę
      i wytrwalości

      bo... wychwanie dzieci to cholerna harówa...
      To naprawdę angazujące i męczące jest...

      ale - co pragne podkreslić - to moja osobista opiniasmile
      • palya Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 13.06.10, 14:20
        dziękuję za tę wypowiedź. czytałam ją przy kawie i była to lektura całkiem miła i sympatyczna.
        przyjmuję krytykę, pewnie zasłużoną, bo przecież nie jestem ani nie zamierzam być idealna. postaram się nad tym popracować, właściwie to zacznę już od dzisiajsmile
        dziękuję też za słowa otuchy.
        to mój ostatni post w tym wątku. wszystko co mogło być powiedziane, a nawet więcej niż wszystko, powiedziane zostało.
        życie zweryfikuje resztę\
      • to.ja.kas Re: matka vs macocha... czy zawsze musi być źle? 13.06.10, 14:31
        Sbelatka, jesteś moim idolem smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka