ania1ooo 18.06.10, 20:41 Jak sobie radzicie z ograniczonym kontaktem z dziećmi? Mój partner wogóle sobie nie radzi, a ja nie potrafię mu pomóc. Co robić? Może macie jakieś sposoby? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
2.ladybird1 Re: Pytanie do weekendowych ojców 18.06.10, 21:35 ania1ooo napisała: > Jak sobie radzicie z ograniczonym kontaktem z dziećmi? > > Mój partner wogóle sobie nie radzi, a ja nie potrafię mu pomóc. Co > robić? Może macie jakieś sposoby? Zapewne to świeża sprawa, miał dzieci niemal na wyciągnięcie dłoni, a tu nagle zmiana. Na pocieszenie powiem czas leczy rany. Można zwiększyć częstotliwość kontaktów jeśli jest taka potrzeba. Odpowiedz Link
2.ladybird1 Re: Pytanie do weekendowych ojców 18.06.10, 21:37 co prawda nie jestem weekendowym ojcem, ale mam takowego w domu. Odpowiedz Link
ania1ooo Re: Pytanie do weekendowych ojców 19.06.10, 09:20 Niestety nie da się zwiększyć częstotliwości wizyt, matka nie zamierza dawać mu dzieci poza czasem przyznanym w sądzie, a i ten potrafi ograniczać, bo np. wyjeżdża gdzieś z dziećmi w dni, kiedy ma się z nimi spotkać ojciec i już. Wie, że granie dziećmi najbardziej go boli. Dodam, że nie jest to kobieta, której z czasem opadną emocje i coś się zmieni. Kilkanascie lat temu pokłóciła się z teściową, więc do momentu kiedy się nie wyprowadził z domu i zaczął zabierać dzieci do babci, to babcia wnuki widywała dwa razy do roku na święta. Odpowiedz Link
sprawdzczy Re: Pytanie do weekendowych ojców 19.06.10, 10:23 A jak często babcia przychodzila do nich, żeby wnuki odwiedzić? Odpowiedz Link
sprawdzczy Re: Pytanie do weekendowych ojców 19.06.10, 10:28 > Niestety nie da się zwiększyć częstotliwości wizyt, matka nie > zamierza dawać mu dzieci poza czasem przyznanym w sądzie, Czy twój partner usiłuje na matce wymuszac terminu spotkań z dziećmi poza tymi przyznanymi w sądzie?? Sam nie stosuje sie do ustaleń sądowych? Dlaczego? Odpowiedz Link
2.ladybird1 Re: Pytanie do weekendowych ojców 19.06.10, 11:41 ania1ooo napisała: > Niestety nie da się zwiększyć częstotliwości wizyt, matka nie > zamierza dawać mu dzieci poza czasem przyznanym w sądzie, a i ten > potrafi ograniczać, bo np. wyjeżdża gdzieś z dziećmi w dni, kiedy ma > się z nimi spotkać ojciec i już. Wie, że granie dziećmi najbardziej > go boli. Dodam, że nie jest to kobieta, której z czasem opadną > emocje i coś się zmieni. Kilkanascie lat temu pokłóciła się z > teściową, więc do momentu kiedy się nie wyprowadził z domu i zaczął > zabierać dzieci do babci, to babcia wnuki widywała dwa razy do roku > na święta. Zawsze sądownie można zwiększyć częstotliwość wizyt. Odpowiedz Link
doswiadczony123 Re: Pytanie do weekendowych ojców 18.06.10, 22:02 Witaj Nie jesteś w stanie mu pomóc. Rozumiem, że nie jesteś jego byłą żoną tylko nową partnerką. Ja miałem to szczęście, że udało mi się przekonać moją eks do tego, aby zgodziła się na opiekę nad naszym bąblem, na zasadach "opieki naprzemiennej" a nie tak, jak się upierała: przy moich sporadycznych spotkaniach. Kosztowało mnie to miesiące negocjacji i ogrom stresu, ale opłaciło się To najlepsza forma opieki nad dzieckiem w przypadku rozwodzących się rodziców (naturalnie jeśli oboje, albo przynajmniej jedno "bardziej" jest rozsądne). Dzisiaj i moja eks rozgłasza ten sprawdzony fakt wszystkim wokół. A byłoby tak jak w przypadku Twojego partnera. Ogromne cierpienie ojca, który nie może poradzić sobie z rozłąką z dzieckiem. Nie różni się to wcale od tego bólu, jaki czułaby matka. I do diabła... nie wiem skąd w kobietach tyle egoizmu, tyle zawiści, chęci zemsty i braku wyobraźni, że nie mogą sobie tego uświadomić. Wolą ukarać przy okazji dziecko, aby zemścić się na swoim byłym, lub nie zważając na dobro dziecka układać sobie życie tak, aby to im było wygodniej (często odchodząc do nowego partnera, kontakt z byłym mężem wynikający z wspólnej opieki nad dzieckiem wydaje się nie do przyjęcia, a to tylko pozór wynikający chyba z braku wiary w moc nowego związku). Naprawdę szkoda, że tak trudno zdobyć się na odrobinę dobrej woli... Ale wiesz... nie przejmuj się. Oto najbardziej prawdopodobny scenariusz w przypadku Twojego partnera: Ograniczanie kontaktu z dzieckiem, prędzej czy później osłabi więzi między ojcem a dzieckiem. Być może pomogą w tym "odpowiednie" opinie na temat ojca z ust matki i jej otoczenia. Potem zaczną się przytrafiać różne przeszkody w spotkaniach. Byc może także coś stanie na przeszkodzie Twojemu partnerowi aby zobaczyć się z dzieckiem ( tu uwaga... to będzie uznane jako brak zainteresowania się dzieckiem ) Z czasem ta sytuacja i cała "otoczka" wokół tych kontaktów na tyle zacznie być wyczerpująca, że więzi osłabną i Twój partner przestanie tak cierpieć wskutek braku kontaktu z dzieckiem. Dziecko odpowiednio uświadomione uzna ojca za niewartego zainteresowania, a jego mama będzie miała nowy powód do oczerniania jego nieodpowiedzialnego tatusia. A wystarczyłaby tylko odrobina dobrej woli i świadomość matki podczas ustalania spraw wokołorozwodowych, że dziecko to nie dodatkowy oręż w załatwianiu porachunków lub urządzaniu sobie życia, a były mąż, to mający uczucia...ojciec. Dla wyjaśnienia tym Paniom, które mają już ugruntowane zdanie i zaczną powtarzać do znudzenia swoje argumenty o nieodpowiedzialności swoich "byłych"... To mi sąd przyznał dziecko i nakazał matce płacić alimenty, wbrew jej "oczywistym" oczekiwaniom. Pomimo tego utrzymałem propozycję takiej, a nie innej formy opieki, bo znając swój ból i strach przed utratą kontaktów z bąblem towarzyszący mi przed rozwodem, wiedziałem, jak bardzo będzie cierpiała matka. Nie jestem wyjątkiem... mój znajomy postąpił podobnie Jedynie wielka szkoda, że nie znam odwrotnego przypadku... czytając od czasu do czasu opinie na tym forum i liczne wypowiedzi, zaczynam to rozumieć...niestety. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
lima że co proszę?? 18.06.10, 22:29 > "oczywistym" oczekiwaniom. Pomimo tego utrzymałem propozycję takiej, a nie inne > j > formy opieki, bo znając swój ból i strach przed utratą kontaktów z bąblem > towarzyszący mi przed rozwodem, wiedziałem, jak bardzo będzie cierpiała matka. > Nie jestem wyjątkiem... mój znajomy postąpił podobnie > Jedynie wielka szkoda, że nie znam odwrotnego przypadku... czytając od czasu do > czasu opinie na tym forum i liczne wypowiedzi, zaczynam to rozumieć...niestety. Oczywiście przeoczyłeś te kobiety, które wielokrotnie tu na forum pisały, że często bezskuteczni proszą ojców o zajmowanie się dziećmi a ojcowie to olewają, przeoczyłes te, które dzwonią za ojcem by zechciał przyjśc do dzieci, zabrać na spacer, zainteresować się przeoczyłeś nawet te, których kilka przez forum się przewinąło, których to byłym męzom sąd odgórnie pragnął ograniczyć prawa do dzieci a one prosiły sąd by jednak praw ojcu nie ograniczał bo matka ciągle wierzy, ze ojciec będzie chciał się z dzieckiem spotkac i chce mu zostawić maksymalnie otwartą do tego drogę? To baaaaardzo dokładnie forum czytasz i nie stronniczo interpretujesz. Napraaawdę. Odpowiedz Link
doswiadczony123 Re: że co proszę?? 18.06.10, 23:38 Szkoda, że odebrałaś mój post jako atak na wszystkie kobiety. Oczywiście masz rację pisząc o tych wyjątkach, ale jeśli chcesz być obiektywna, to przyznać musisz, że w większości obraz jest całkiem inny. Zresztą, nie wierzę aby "obiektywizm" w tych sprawach był u kobiet powszechny. Tu wykazujecie przeważnie zgodną solidarność Przeciwnie niż w codziennych kontaktach, gdzie szukacie tylko sposobu aby sobie dokuczyć wzajemnie nierzadko pod płaszczykiem szczerej przyjaźni Tu także nie chcę wrzucać wszystkich do jednego koszyka... ale kobieca konsekwencja pozostawia dużo do życzenia. Najpierw bezpardonowa walka o ograniczenie kontaktów dziecka z ojcem... widzenia np. co drugi weekend, a potem, gdy więź słabnie (na ich życzenie, lub przez ich głupotę... przepraszam za szczerość), demonstracyjne dzwonienia... prośby o widzenie... spacer. Nie zawsze mężczyzna ma dosyć siły, aby płaszczyć się jeszcze przed byłą żoną i całować jej stopy że zmieniła zdanie... zresztą nie skupiam się na czytaniu barwnych opowieści na forum ale obserwuję na smutnych przykładach znajomych jak wyglądają takie widzenia z dzieckiem, które jest już zmęczone wojną dorosłych, często zniechęcone do ojca... bo samo już nie wie jak jest naprawdę... Nie wciskaj więc mi więc proszę zarzutów o stronniczość, bo widzę co się dzieje z dzieciakami licznych znajomych i widzę co dzieje się z ojcami, którym ich eks narzuciły swoje warunki. Przestałem nakłaniać mojego dobrego przyjaciela, aby wykorzystywał każdą możliwość spotkania z córką, bo on zwyczajnie już nie ma sił żyć pod dyktando swojej eks, która łaskawie zezwala na widzenie kiedy jej się to podoba... zabrania, kiedy ma na to ochotę, i żali się kiedy trafi się okazja, gdy ten nie może się spotkać... córka ma obraz złego taty, a on nie ma już siły ani chęci o nic walczyć. I jaką masz pewność, że to nie taka właśnie Pani żali się potem na forum na bezdusznego ojca... O tym pisałem. Nieczęsto kuszę się o komentarz na forum. Między innymi dlatego, że brak tu obiektywizmu i jakiekolwiek opinie, które ujmują "świętości" skrzywdzonej kobiecie, zawsze będą odbierane w podobny sposób jak Ty to odebrałaś. Nie uważam kobiety za złe, niegodziwe itd. Nawet nie wiesz, jak potrafię je zrozumieć i wytłumaczyć ich sposób postępowania. Gdyby było inaczej, nigdy nie udałoby mi sie doprowadzić do sytuacji, że pomimo rozwodu nasz synek ma oboje rodziców żyjących w przyjaźni i potrafiących się porozumieć w większości spraw. I dzięki temu uśmiecha się do nas obojga pomimo cierpienia jakie mu wyrządziliśmy. I wiesz co Ci jeszcze powiem... aby przekonać moją eks i sprawić aby wyrwała się z kręgu kobiecych stereotypów, przestać słuchać powszechnych w takich sytuacjach rad koleżanek i znajomych, zajęło mi kilka długich miesięcy. Udało się czego dowodem jest nasze szczęśliwe dziecko i nasza przyjaźń. Skoro trwało to tak długo i było tak trudno, to uwierz, że nie mam zamiaru przekonywać Cię do czegokolwiek w jednym poście, bo to i tak bez sensu. Pozdrawiam Cię ciepło i życzę wszystkiego dobrego. Odpowiedz Link
lima Re: że co proszę?? 19.06.10, 00:10 Przede wszystkim to Ty zacząłes epopeję o tym jak to kobiety są takie śmakie i owakie, genarelne są "be". A może przyjrzyj się temu co ci jakby bliższe, własnej płci. Myślisz, że jak wysłuchasz zwierzeń kolegi któremu "żona ogranicza" , to będziesz miał pełny obraz ich relacji?? dlatego, że twoim kolega jest? no dlatego. Bo drugiej strony relacji nie znasz. Gdybyś wgryzł się w problem głębiej to byś zauważył, jak subiektywne są wypowiedzi nie tylko kobiet, bo, o dziwo także męzczyzn to dotyczy. Gdybyś posłuchał mojego znajomego, to byś pomyślał "ależ on ma wredną żonę, dzieci mu zabrała, z mieszkania wywaliła, nastawia jędza dzieci przeciwko niemu, drze mordę o alimenty". Rozpowiada facet o swojej krzywdzie wszystkim. A Gdybys znał fakty, to bys zauważył, że to ona prosi go o zajmowanie się dziećmi na co słyszy "chciałas rozwodu to sobie sama radź" albo "ja nie mam czasu bo musze pracować", wiedziałbyś, że zalega alimenty, że żona w 80% sama musi utrzymywać dzieci, że terroryzował rodzinę dopóki zona nie zapłaciła mu by wyszedł z nie jego mieszkania, że dzieci same nie chcą się z nim widzieć bo traktował je skandalicznie az sąd chciał mu ograniczyć prawa- i znowu to zona zalatwila, by mu praw nie ograniczać. Wiesz ile podobnych przypadków? Nie wiesz. Bo Twoja wiedza ogranicza się do poznania swojej exżony, oraz do słuchania użalających się nad sobą panów którzy nierzadko dzieci mają gdzieś i każdy pretekst wykorzystaja, by zostawic je na wyłacznej głowie żony, głosząc wokoło kumplom jacy to są z tego powodu przez nie skrzywdzeni, a w duszy ciesząc się z wolnego czasu dla siebie i wianuszka "rozumiejących" kumpli psioczących tez na swoje "złe" exie przy piwku. Jeśli rodzic ma z dzieckiem dobry kontakt, to żadna siła tego kontaktu nie zepsuje. Chyba, że wyprowadzka na antypody. Ale o dobry kontakt trzeba zadbać jeszcze jak się jest w zwiazku, a nie dopiero jak się z domu wyjdzie i sobie przypomni, ze tam jakies dzieci zostały z exią i one też się mi należą. Odpowiedz Link
doswiadczony123 Re: że co proszę?? 19.06.10, 00:46 Bardzo emocjonalny post Dlatego chyba trochę przesadziłaś w ocenie mojej osoby. Jeśli chodzi o kolegę, to w równym stopniu znam jego byłą żonę. Przyjaźnię się z obojgiem i znam ich punkty widzenia i sposób postępowania. Niezrozumiałe to dla Ciebie zapewne? Jednak można. Nawet można szczerze im mówić co się o takim zachowaniu sądzi. Taka jest moc przyjaźni wypracowanej przez lata. Niestety za słaba, aby do czegoś dobrego przekonać. To tyle "zwierzeń kolegi" Poza tym w swoim zacietrzewieniu wyraźnie określiłaś swój jednostronny pogląd i określiłaś sprawców wszystkich nieszczęść )) Nie wiem, czy nie zapomniałaś jakie padło pytanie w pierwszym poście? Komu brakuje kontaktu z dzieckiem? Ja odpowiedziałem na konkretne pytanie opisując swoje doświadczenia pasujące do konkretnego zapytania. Zostałem posądzony przez Ciebie o stronniczość i masz do tego prawo.Ukrytego sensu wypowiedzi nie zauważyłaś, bo nie podałem Ci go "na tacy". Znajdziesz go poniżej, w innej mojej odpowiedzi. Nie znasz mnie kompletnie, więc nie masz żadnych podstaw aby wypowiadać się na temat, na czym opieram swój osąd, na podstawie jakich rozmów i z kim. Moje doświadczenie także jest dla Ciebie zupełnie obce i nie mam zamiaru Ciebie w nie wprowadzać. Przeczytaj kilkakrotnie swój post i zauważ jak wiele w nim żółci i nienawiści do mężczyzn. Zarówno wśród mężczyzn jak i wśród kobiet znajdują się porządni i źli rodzice. Jednak właśnie takie nastawienie jak Twoje nie pozwala dopracować rozsądnych rozwiązań w związku z dzieckiem. To wymaga wybaczenia, poskromienia żalu i złości... I Ty mi zarzucasz stronniczość? A co do doświadczenia i mojej wiedzy... nie życzę Ci podobnej Chociaż...naturalnie Ty wiesz i tak więcej i lepiej )) I Uśmiechaj się czasami Odpowiedz Link
lima Re: że co proszę?? 19.06.10, 01:57 Mój post był wyrazem zniesmaczenia kolejnym panem ,który przychodzi na forum i niby odpowiadajac na pytanie główne bardziej chce opowiadać swoją historię, która jest o odmiennej sytuacji(ale kto by na takie drobiazgi zwracał uwagę) a koniecznie musi w tekscie wciskać tezy i udowadniać jakie to kobiety na tym forum sa złe i fatalnie postępują i przez nie ojcowie z dziećmi kontaktu nie mają. To się robi nudne i męczące. Dla Ciebie oczywiście to nie do pojęcia. Bo na pewno jestem tu zacietrzewiona, nienawidzę facetów i odbieram im prawa go kontaktów z dziećmi bo przeciez to przez moje stanowisko nie mogą się dogadac. Nie może być inaczej. Gratulacje. Odpowiedz Link
haalszka Re: że co proszę?? 20.06.10, 13:04 czutajac to co oboje piszecie zgadzam sie z wami obojgiem. Sa tacy tatusiowie, ktorzy olewaja dzieci sa i tacy ktorzy ten kontakt utrzymuja. kazdy z nas ma inna historie, jedno jest pewne dzieci pożądają kontaktu i z matka i z ojcem. Co mozna zrobic gdy jedna ze stron zawiesza te kontakty? nie wiem, niby jest duzo drog a jednak moga one zawodzic.. Ja stoje na stanowisku ze moje dziecko ma prawo spedzac czas z ojcem, bardzo staram sie aby nasze nieporozumienia nie wplywaly na syna. Czas ojca z dzieckiem ja moge sobie zaplanowac na swoje zycie, bez wyrzutow sumienia ze syn jest z babcia.. Odpowiedz Link
z_mazur Re: że co proszę?? 21.06.10, 12:25 Limo, moim zdaniem to Ty jednak zareagowałaś emocjonalnie. Przeczytaj sobie jeszcze raz pierwszy post doświadczonego, odpowiedział dokładnie na zadane przez autorkę wątku pytanie. Co się stanie z ojcem, któremu matka ogranicza kontakt z jego dzieckiem? Napisał obszernie, ale trzymał się tego konkretnego tematu i jego spostrzeżenia są bardzo trafne i moim zdaniem celne. To Ty dopatrzyłaś się w tej konkretnej odpowiedzi jakiegoś ataku na wszystkie kobiety. Dopiero zaatakowany przez Ciebie doświadczony przeszedł na trochę wyższy stopień uogólnienia. Odpowiedz Link
aaaach Re: że co proszę?? 27.06.10, 21:44 z_mazur napisał: > Limo, moim zdaniem to Ty jednak zareagowałaś emocjonalnie. > Przeczytaj sobie jeszcze raz pierwszy post doświadczonego, > odpowiedział dokładnie na zadane przez autorkę wątku pytanie. Co się > stanie z ojcem, któremu matka ogranicza kontakt z jego dzieckiem? > Napisał obszernie, ale trzymał się tego konkretnego tematu i jego > spostrzeżenia są bardzo trafne i moim zdaniem celne. To Ty > dopatrzyłaś się w tej konkretnej odpowiedzi jakiegoś ataku na > wszystkie kobiety. > > Dopiero zaatakowany przez Ciebie doświadczony przeszedł na trochę > wyższy stopień uogólnienia. > Nie. Oto jego wypowiedź: I do diabła... nie wiem skąd w kobietach tyle egoizmu, tyle zawiści, chęci zemsty i braku wyobraźni, że nie mogą sobie tego uświadomić. Wolą ukarać przy okazji dziecko, aby zemścić się na swoim byłym, lub nie zważając na dobro dziecka układać sobie życie tak, aby to im było wygodniej (często odchodząc do nowego partnera, kontakt z byłym mężem wynikający z wspólnej opieki nad dzieckiem wydaje się nie do przyjęcia, a to tylko pozór wynikający chyba z braku wiary w moc nowego związku). Naprawdę szkoda, że tak trudno zdobyć się na odrobinę dobrej woli... Jest to atak słowny na kobiety jako takie, bezczelny, emocjonalny i wtrącony pomiędzy hymn ku czci własnej osoby. Dalej też sobie poużywał: Jedynie wielka szkoda, że nie znam odwrotnego przypadku... czytając od czasu do czasu opinie na tym forum i liczne wypowiedzi, zaczynam to rozumieć...niestety. wszystko to można sprawdzić, mimo to solidarność worków mosznowych zagrzmiała swoim wielkim głosem. Odpowiedz Link
z_mazur Re: że co proszę?? 28.06.10, 10:05 > Nie. Oto jego wypowiedź: To cytaty z jego kolejnych wypowiedzi, gdzie przeszedł na wyższy poziom uogólnienia, po zaatakowaniu go przez limę. Odpowiedz Link
suzanax Re: że co proszę?? 27.06.10, 23:30 Ten pan chciał tylko zaznaczyć, że nie należy wszystkich mężczyzn traktować podobnie, że są wśród nich wspaniali ojcowie.Nie rozumiem więc dlaczego co niektóre panie najeżdżają tak na tego pana. I słusznie uważa on też, że byli partnerzy powinni po rozwodzie żyć w przyjaźni zwłaszcza dla dobra dziecka.Jestem matką, sporo po rozwodzie, mój eks olał w zasadzie syna, dobrowolnie w ciągu 20 lat przesłał alimenty jakieś 24 razy.24 razy na 240 należnych.Ale poznałam też wspaniałych ojców. W 1984 roku mój dużo starszy kolega miał dylemat czy zezwolić byłej żonie na wyjazd z synami do Szwecji (wyszła za Szweda).Wtedy oznaczało to dla niego rozłąkę na stałe, a z drugiej strony był to lepszy świat, lepsze życie dla jego synów. Wybrał lepsze życie dla synów, jego była chciała zrezygnować z alimentów ale on powiedział, że nigdy nic nie wiadomo i będzie je wpłacał w POlsce na książeczkę, może kiedyś przyjadą to coś tu będą mieli.Na szczęście dla niego i chłopaków przyszła transformacja i mogli się widywać. Kolega ożenił się ponownie z moją rozwiedzioną koleżanką mającą też 2 synów, których pokochał jak własnych.Wszyscy mieli doskonałe relacje między sobą.Ten kolega zmarł kilka lat temu i na jego pogrzebie z równym żalem płąkali rodzeni synowie jak i ci przybrani.A w mojej pamięci na zawsze pozostanie wspaniałym facetam- wspaniałym ojcem. Tak więc są wspaniali ojcowie i są też kiepskie matki, zanim jednak wydamy opinię poznajmy najpierw szczegóły.Bo faktycznie często za żaleniem się ojców kryje się tylko chęć wybielenia, matki natomiast również zdarzają się takie, które nigdy nie powinny mieć dzieci tylko ciężko jest to wykryć. Odpowiedz Link
fanny.ekdahl męska solidarność/przyjaźń 28.06.10, 09:17 > Tu wykazujecie przeważnie zgodną solidarność Przeciwnie niż w codziennych > kontaktach, gdzie szukacie tylko sposobu aby sobie dokuczyć wzajemnie nierzadko > pod płaszczykiem szczerej przyjaźni Poważnie zastanawiam się, skąd wziął się ten mit męskiej przyjaźni? Bez ironii, naprawdę się zastanawiam. Bo trochę już żyję na tym świecie i widziałam sporo podkładania świń, braku lojalności i fałszywej przyjaźni i nie widzę w tej dyscyplinie przewagi żadnej płci, zachowują się tak zarówno faceci i babki Odpowiedz Link
ania1ooo Re: że co proszę?? 19.06.10, 09:32 Masz rację, że jest pewnie wiele kobiet, które bezskutecznie namawiaja ojców swoich dzieci, żeby bardziej zajmowali sie dziećmi. Ale nie wiem, czy zauważyłaś, że na tym i wielu innych forach coraz więcej ojców zgłasza, że chętnie zajeliby się dziećmi, a matki, oczywiście dla dobra dzieci, uniemożliwiają te kontakty. Odpowiedz Link
sprawdzczy Re: że co proszę?? 19.06.10, 10:35 Dzieci są obojga rodziców. Oboje rodzice muszą ustalić czas z dziećmi i podzielić go miedzy siebie. Jeśli sąd zasądził jakąś wersję spotkań z dziećmi to nalezy tego przestrzegać. Nie wystarczy żądać dostępu do dzieci kiedy akurat samemu się chce, nalezy szanować i liczyć się z życiem i planami drugiej osoby. W przypadku rodziców skonfliktowanych ścisłe pilnowanie sądownych ustaleń jest konieczne. Inaczej się nie da i próby łamania ustaleń sądu i wymuszania częstszych spotkań tylko pogłębiają i przedłużają taki stan rzeczy. Odpowiedz Link
2.ladybird1 Re: że co proszę?? 19.06.10, 11:45 PROSZENIE o kontakt z dzieckiem to lekka przesada. Nie da się kogoś zmusić do miłości, skoro rodzic nie odczuwa takowej potrzeby widywania z dzieckiem. Odpowiedz Link
2.ladybird1 Re: że co proszę?? 19.06.10, 11:47 2.ladybird1 napisała: > PROSZENIE o kontakt z dzieckiem to lekka przesada. Nie da się kogoś zmusić do > miłości, skoro rodzic nie odczuwa takowej potrzeby widywania z dzieckiem. To było do limy. Popieram stanowisko doświadczonego. Odpowiedz Link
uknown niedozwolone chwyty są po obu stronach 28.06.10, 07:28 Znam zarówno wredne matki, które po rozwodzie mszczą się na ex przy pomocy dzieci i robią wszystko aby zerwać więzi ojca z dziećmi (i zazwyczaj się to udaje, bo matka na co dzień zawsze ma przewagę nad ojcem od święta), jak i wyrodnych tatusiów, którzy po rozwodzie stają się na nowo kawalerami a dzieci to już problem ex, oni co najwyżej zrobią co miesięczny przelew i czują się rozgrzeszeni z opieki nad dzieckiem. Wszystko zależy od tego czy ojciec jest faktycznie związany z dzieckiem i zainteresowany wpływem na swoje dziecko i jest zdecydowany o to walczyć (również w sądzie) czy też po krótszym lub dłuższym okresie żałoby położy na to laskę - a tak robi większość ojców zniechęconych i postawą ex i samych dzieci, które mają już wytłumaczone, że tata jest zły, i świadomością, że jednak trochę swoje dzieci przegrali odchodząc od żony, bo żeby nawet stanęli na głowie, to muru nie przebiją i np. nowy partner ex i tak będzie miał więcej do powiedzenia niż ojciec widywany raz na tydzień czy dwa tygodnie. Znam kilku ojców, którzy otwarcie mówią, że z tego właśnie powodu żałują decyzji o rozwodzie i przyznają, że lepiej było męczyć się z ex niż pozbawić się wpływu na dzieci, które po rozwodzie po prostu tracą zaufanie do ojca bez względu na to co on robi i mówi, bo "on przecież odszedł", więc z definicji jest mniej wiarygodny niż matka, która została. Jeżeli jednak ojciec faktycznie chce utrzymać więź, to musi wciąż walczyć o kontakty z dziećmi i nie odpuszczać tylko dlatego, że ex robi problemy, nie zniechęcać się i przed wszystkim: zaniechać walki z ex o to kto komu bardziej dokopie i coś mu udowodni, tylko przejść do fazy współpraca, jeżeli nie jest na to gotowy, to to jest pierwszy problem do przewalczenia we własnej głowie aby potem pójść dalej i jakoś życie z byłą żoną i dziećmi ułożyć. Oczywiście jest to nierealne w sytuacji, gdy druga strona nadal jest w fazie walka i tylko czeka gdzie by tu uderzyć żeby najbardziej bolało, ale ta faza najczęściej z czasem wygasa i trzeba po prostu ją przeczekać. Odpowiedz Link
enesta Re: Pytanie do weekendowych ojców 18.06.10, 23:29 Wiesz, bo to jest tak, jak ja jestem dobra mama to myślę że każda kobieta taka jest dla dzieci. Ty jako dobry tata nawet nie przypuszczasz jakimi ojcami mogą być inni panowie, a mogą. I dużo rozwodów jest też z tego powodu. Może też zdarza się że porzucona kobieta odreagowywuje swoją rozpacz nie licząc się z dobrem dziecka, ale tak samo często tata po rozwodzie mówi- co mnie dziecko obchodzi, to nie moja rodzina, sama tego chciałaś itd. O tym też należłoby wspomnieć. Odpowiedz Link
doswiadczony123 Re: Pytanie do weekendowych ojców 19.06.10, 00:00 Masz rację i dobrze, że o tym wspomniałaś Napisałem odpowiedź na pytanie na podstawie mojego przykładu i moich znajomych. Wiem, że można ją posądzić o stronniczość jeśli się na tym chce skupić. Zwyczajnie nie sposób w kilku słowach poruszyć każdego tematu, wyjątków czy setek innych spraw. zresztą nie o to chodzi, bo pewne rzeczy są wszystkim znane. Sedno tkwi właśnie w tym, co napisałaś. Za bardzo patrzymy na swoje potrzeby. Forum o rozwodach, a więc dotyczy miłości (jej końca, a najczęściej końca i początku ... i właśnie tego nie mogę zrozumieć, że podczas rozstania zapominamy, albo nie liczymy się z miłościa dziecka. I nie sprzeczajmy sie, kto częściej o niej zapomina i dla kogo jest ona bardziej ważna. Bo powinna być ważna dla obojga rodziców. Pozdrawiam Odpowiedz Link
plujeczka Re: Pytanie do weekendowych ojców 20.06.10, 08:55 a co mają powiedzieć takie kobiety jak ja? z moim dzieckiem ex maż nie utrzymuje kontaków od ponad 5 lat i jest mu z tym dobrze,dodam ,że dziecko ma ta samą komórkę od 10 lat inie zminieło adresu zamieszkania? i co ? nastawiam dziecko przeciwko ojcu?dzeicko jest dorosłe a do dzisiaj nie wiem gdzie ojciec mieszka i nie chodzi mi o tropienie ex Boze uchowaj ale przecież mozna spotkac się na mieście , w kawiarni pojść do kina, razem gdzieś wyjechać prawda? ale jak się jest ojcem od urodzenia tylko z nazwy to nieststey tak to jest i nie mów mi ,że to moja wina bo po prostu mnie obrazisz. Odpowiedz Link
2.ladybird1 Re: Pytanie do weekendowych ojców 20.06.10, 10:18 plujeczka napisała: > a co mają powiedzieć takie kobiety jak ja? z moim dzieckiem ex maż > nie utrzymuje kontaków od ponad 5 lat i jest mu z tym > dobrze,dodam ,że dziecko ma ta samą komórkę od 10 lat inie zminieło > adresu zamieszkania? i co ? nastawiam dziecko przeciwko ojcu?dzeicko > jest dorosłe a do dzisiaj nie wiem gdzie ojciec mieszka i nie chodzi > mi o tropienie ex Boze uchowaj ale przecież mozna spotkac się na > mieście , w kawiarni pojść do kina, razem gdzieś wyjechać prawda? > ale jak się jest ojcem od urodzenia tylko z nazwy to nieststey tak > to jest i nie mów mi ,że to moja wina bo po prostu mnie obrazisz. Mój ex nie kontaktował się z dzieckiem od urodzenia (15 lat), mimo, że mieszka 5 km od nas. Nie próbował nigdy.Mijając w sklepie,czy na ulicy odwraca wzrok od dziecka, nie zamienił słowa, nie przysyła alimentów,,upss..skłamałabym przysłał raz marne 50 zł i to wszystko. Tu nawet nie chodzi o pieniądze, ale tak się zastanawiam, co może czuć facet mijając swoje dziecko na ulicy. Czy zastanawia się po kim ma oczy, co lubi jeść, jak ma na imię najlepszy przyjaciel, czy chciałby powiedzieć choćby "Dzień Dobry", ale brakuje mu odwagi, pytanie retoryczne. Odpowiedz Link
doswiadczony123 Re: Pytanie do weekendowych ojców 20.06.10, 11:59 Nie mowy o obrażaniu kogokolwiek. Chociażby dlatego, że nie można wszystkich sklasyfikować jednakowo. Jest mnóstwo kobiet , jak i mężczyzn, którzy podczas rozstania kierują się dobrem dzieci i szukają najlepszego rozwiązania. To, że często im się to nie udaje będąc pod wpływem złych emocji, które nie potrafią stłumić, to druga sprawa. Ojciec, który nie interesuje się dzieckiem po rozstaniu ze swoją Partnerką i ma gdzieś, co się z nim dzieje, to zwyczajny drań i tu nie ma co dyskutować. Natomiast jest pewna część ojców, którzy chcieliby za wszelką cenę utrzymać kontakty z dziećmi a zwyczajnie ich eks-małżonki często wspomagane przez ich rodziny uniemożliwiają im to. I o takich kobietach wspominałem w poprzednim poście, mając świadomość o istnieniu kobiet także rozsądnych. Inną rzeczą, i tu opieram się na licznych znanych mi przykładach oraz na własnej ojcowskiej świadomości, jest fakt, że najczęściej stosowane możliwości kontaktu ojca z dzieckiem ograniczone do kilku dni w miesiącu, nawet przy zachowaniu dobrej woli ojca, prędzej czy później powoduje, że więzi słabną. Z prostej przyczyny, że nie ma możliwości uczestniczenia w codziennych sprawach dziecka, jak również dziecko nie mając możliwości obserwowania czy czerpania wzorców z ojca i tym samym wytwarza się coś w rodzaju obcości czy niezrozumienia pomiędzy tymi dwoma. Muszę Ci też powiedzieć, że trudna jest dla ojca myśl, że nagle inny facet, ma większe możliwości kontaktu z jego własnym dzieckiem niż on sam i tym samym, nie oszukujmy się, to ten drugi będzie stanowił wzorzec dla dziecka. To może zniechęcić i nie każdy ojciec daje sobie z tym radę. Sama wiesz jak najczęściej wyglądają rozwody i jak traktowane jest dziecko. I spróbuj teraz zamienić rolę: rozstają się rodzice, oboje „normalni”, a dziecko trafia pod opiekę ojca. Dla matki pozostaje kilka dni widzeń. Co byś robiła, ale szczerze, na jej miejscu, gdyby ojciec trzymał się twardo ustaleń sądu? Walczyła w nieskończoność? Wykorzystywała te krótkie chwile maksymalnie pomimo, że dziecko zaczyna traktować te widzenia jak wyrwane z codzienności epizody, bo jego sprawy tak naprawdę toczą się przy ojcu i jego partnerce ? Naprawdę, to nie jest takie proste. Problem w tym, że rozstanie to taka eksplozja emocji czy nagromadzonych żalów, że nie dostrzegamy podobnych problemów. Zapominamy o dobrych chwilach i widzimy najczęściej same negatywne cechy naszego partnera. Uważamy, że to nam się coś należy a drugiej stronie musi coś wystarczyć. Taka jest nasza wszystkich cecha, że bardziej doceniamy siebie niż zauważymy potencjał w innych. Niestety nie potrafię się streszczać, więc przepraszam za te przydługie i nudne może wywody I mały przykład znajomego. Wcale nie ma być typowym przykładem . Ma dziecko z poprzedniego związku. Gdy związek się rozpadł matka i jej rodzice uniemożliwiali mu bezlitośnie kontakt z malutkim synkiem. Zdarzały się sporadyczne spotkania i to wszystko. Założył po jakimś czasie nową rodzinę i zaczęło się jeszcze gorzej. Kiedy mi o tym opowiadał, okazało się, że nie widział syna już wiele lat, bo „wszystko się tak popieprzyło, a ja dałem d…, bo mogłem może bardziej się starać”. Na pytanie, co za problem teraz się z nim skontaktować, bo może chciałby poznać ojca, zapytał się mnie co on miałby mu dzisiaj powiedzieć? Zganiać winę na jego matkę i przyznać się też , że sam tak mało zrobił? Wtedy myślał, że robi wszystko. I zwyczajnie się bał tego kontaktu i boi do dziś. To także nawiązanie do pytania z postu ladybird. Każda historia jest inna, wiec nie mam zamiaru nikogo klasyfikować lub obrażać. Nie mam do tego prawa, bo każdy z nas jest inny i inaczej spostrzega, rozumie i odczuwa. Ale mam pewne niewielkie doświadczenie i dlatego powtarzam do znudzenia Forma opieki naprzemiennej jest najlepszą formą opieki. Postarajcie się wszyscy odrzucić uprzedzenia do partnera i dajcie mu szansę aby się wykazał. Niejednokrotnie was zadziwi pozytywnie. Naturalnie nie dotyczy to „patologii” Pozdrawiam i przepraszam za przynudzanie. Odpowiedz Link
2.ladybird1 Re: Pytanie do weekendowych ojców 20.06.10, 12:25 W odpowiedzi na Twój post, śmię się zgodzić z Tobą w jednej kwestii - ojciec, który nie intereseuje się dzieckiem to delikatnie mówiąc drań. Tak na prawdę nie ma prawnych narzędzi, by "nakazać" ojcu kontakt z dzieckiem, zresztą byłoby to kompletnym absurdem, nie można kogoś zmuszać do miłości rodzicielskiej. A wracając do Twojego przyjaciela, który stwierdził jednoznacznie, "co mógłby powiedzieć dziecku". Może nie warto zastanawiać się nad przeszłością i tłumaczyć dziecku dlaczego tak, a nie inaczej postąpił. Ważne są relacje w przyszłości, na nich trzeba opierać swe doświadczenia. Zapewne dziecko też odczuwa niepokój związany ze spotkaniem z ojcem, czy go nie rozczaruje, nie zniechęci (myślę tu zwłaszcza o nastolatkach). Pierwsze spotkanie jest trudne dla obojga, ale z pewnością warto.Przecież mają sobie tyle do opowiedzenia i nikt na pierwszym spotkaniu nie powinien rozstrzygać o winie, czy karze. Odpowiedz Link
vero_nique Re: Pytanie do weekendowych ojców 20.06.10, 15:21 doswiadczony 123 zechcesz szerzej wytlumaczyc Twoje rozumienie pojecia patologii? Dla mnie np. to jest krzyk, szarpanie, ublizanie, zastraszanie, grozby porwania dziecka, bieganie z niemowlakiem wyszarpanym z wozka po parku w celu wymuszenia okreslonych zachowan matki, kwestionowanie wszystkich schorzen dziecka pomimo specjalistycznej opieki zdrowotnej od urodzenia, nierespektowanie postanowien sadu, uchylanie sie od obowiazkow uregulowanych sadownie (o moralnej potrzebie nie wspominajac gdyz jej brak), brak nalezytej opieki nad dzieckiem przejawiajacy sie np. zabieraniem na siłe chorego dziecka srodkami lokomocji /po odstawieniu samochodu na najbliszy parking odbierajac dziecko spod domu i dalej przesiadajac sie w srodki komunikacji miejskiej - i powrot ta sama metoda/ w efekcie dziecko wraca z goraczka prosto na pogotowie, nachodzenie pod pretekstem spotkan z dzieckiem 1,5 godziny przed czasem po to aby naublizac, wezwac policje w celu udowodnienia utrudniania kontaktu z dzieckiem, odwozenie dziecka po spotkaniu o dowolnej godzinie (trudno robic obławę na całe miasto na wszytskie srodki lokomocji), jesli podroz samochodem -zdarzalo sie bez fotelika - gdyz kolega swiadek bedacy kierowca nie posiadal takowego? Wystarczy patologii? patologia w garniturze, po 3 fakultetach, robiaca wszystko na trzezwo. Oczywiscie wszystko to z milosci do dziecka, a moze raczej do psychopatii... Fajnie? Odpowiedz Link
doswiadczony123 Re: Pytanie do weekendowych ojców 20.06.10, 17:30 Co to jest patologia, to chyba każdy wie. Wyraźnie napisałem, że nie każdy nadaje się, aby móc samodzielnie zająć się dzieckiem, nie wyrządzając mu krzywdy. A to o czym piszesz, to właśnie skutek braku porozumienia się w sprawie opieki nad dzieckiem, czego większość rozchodzących się Partnerów nie potrafi. Nie tłumaczę zachowania opisanego przez Ciebie ojca dziecka, bo tego zwyczajnie nie da się wytłumaczyć. Nie do opisania jest krzywda dziecka, którą mu on teraz wyrządza. Sęk w tym, że moje zdanie jest takie, że zabrakło dobrej woli OBOJGA rodziców aby temu zapobiec. I o tym piszę w poprzednich postach, nie obarczając jednostronnie winą nikogo, bo nie płeć ma tu znaczenie. Napisałem kilka postów za namową mojej byłej żony oraz jej przyjaciółki, które wpadły na pomysł, aby może podzielić się naszymi doświadczeniami, napisać o formie opieki naprzemiennej, jak trudno przekonać do niej kobietę (myślę, że także niejednego mężczyznę), jak wiele złych emocji podczas rozwodu jest niepotrzebnych, jak trudno nam wtedy ocenić realnie sytuację i szukamy winy wyłącznie u drugiej osoby, co sprawia, że na własne życzenia stwarzamy piekło sobie i dzieciom, a jak można tego uniknąć i po rozstaniu, powstrzymując żal, złość i nienawiść zachować dobre stosunki, ba... nawet przyjaźń i dać sobie i wspólnemu dziecku poczucie bezpieczeństwa i otoczyć go wspólnie opieką. To trudne, ale wykonalne. To mój ostatni post na tym forum. Uważam, że szkoda na to czasu. Mam wrażenie, że większość zagląda tu w poszukiwaniu miejsca na wyrzucenie żali i oczernienie przeciwnej płci, a każdy post traktują jako zarzut. Naprawdę trudno co drugie zdanie wyjaśniać o swoich intencjach zapobiegając atakom lub podejrzliwościom. Ja rozumiem te emocje doskonale... ale wiem, że można inaczej. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
vero_nique Re: Pytanie do weekendowych ojców 20.06.10, 18:40 doswiadczony123 napisał: Doswiadczony123 to nie był bron panie atak , tylko moja chęć poszerzenia wiedzy o Twoja wiedzę życiową. Korzystam z mądrych rad kiedy tylko mogę. > Co to jest patologia, to chyba każdy wie. Dla każdego pewnie coś innego... Jedni oczekują rozbryzganej krwi na ścianie, inni ubóstwa, czy też nałogów po to, żeby pomimo to - dać jeszcze kolejną milionową szansę poprawy na hasło "kocham dziecko". Dla innych zaś patologią jest już sam brak umiejętności podstawowej komunikacji i wymuszanie różnymi mniej lub bardziej wyrafinowanymi metodami "uległości". Wyraźnie napisałem, że nie każdy > nadaje się, aby móc samodzielnie zająć się dzieckiem, nie wyrządzając mu krzywd > y. > A to o czym piszesz, to właśnie skutek braku porozumienia się w sprawie opieki > nad dzieckiem, czego większość rozchodzących się Partnerów nie potrafi. To nie jest kwestia braku porozumienia - tak sobie myślę. Bo z przemocowcem i psychopatycznym rodzicem nie da się porozumieć - choćby skały s.rały. I każdy mediator i psycholog to powie wyraźnie i pewnie dlatego też sugerują "wiać z dzieckiem jak najdalej i jak najszybciej". To jest kwestia wychowania czy tez braku realnego wychowania, a tylko raczej odchowania - skrzętnie skrywanego pod pozorami wykształcenia (co o niczym nie świadczy tak naprawdę oprócz teoretycznie posiadanej wiedzy z danej dziedziny), czy też w miarę np. poważnej państwowej pracy zawodowej. Jak często np. pracownik wyskakuje z pięściami do pracodawcy w przypadku odmiennych oczekiwań, np. bo chcę podwyżkę i to teraz bo mi się należy? Chyba raczej tak się nie zdarza. W domu w 4 ścianach dzieje się to wszystko co jest trudno nawet sobie wyobrazić. Szczególnie częściej wydaje mi się, w stosunku do osoby słabszej fizycznie. Problem jest tym większy kiedy w tym wszystkim tkwi bezbronne dziecko - którego prawa są na boczny tor odłożone- w sądach jest przeróżnie - i większe prawo, okazuje się ma bylejaki rodzic do dziecka gwarantowane przecież KRiO i "więzami krwi"- niż to dziecko ma prawo do SPOKOJNEGO dzieciństwa w poszanowaniu jego godności. Bo należy przymusić dziecko, bo należy wpłynąć na dziecko, bo należy je wzmacniać - w eksperymencie z niewiadomym skutkiem. Dziecko przede wszystkim należy chronić i o nie dbać w każdym aspekcie - bo kontakt np. z przemocowym rodzicem - nie wniesie ani jednego pozytywnego elementu. Chętnie jednakowoż poczytam o pozytywnym wpływie patologii na rozwój dziecka. Zapewne wielu rzeczy jeszcze nie wiem... A może Hitler też był fajnym ojcem, wujkiem? Przecież fakt, że jego zachowania były w stosunku do obcych osób, nie jest oczywiste ze były w stosunku do rodziny . HOWK! Nie > tłumaczę zachowania opisanego przez Ciebie ojca dziecka, bo tego zwyczajnie nie > da się wytłumaczyć. Nie do opisania jest krzywda dziecka, którą mu on teraz > wyrządza. > Sęk w tym, że moje zdanie jest takie, że zabrakło dobrej woli OBOJGA rodziców > aby temu zapobiec. > I o tym piszę w poprzednich postach, nie obarczając jednostronnie winą nikogo, > bo nie płeć ma tu znaczenie. > Napisałem kilka postów za namową mojej byłej żony oraz jej przyjaciółki, które > wpadły na pomysł, aby może podzielić się naszymi doświadczeniami, napisać o > formie opieki naprzemiennej, jak trudno przekonać do niej kobietę (myślę, że > także niejednego mężczyznę), jak wiele złych emocji podczas rozwodu jest > niepotrzebnych, jak trudno nam wtedy ocenić realnie sytuację i szukamy winy > wyłącznie u drugiej osoby, co sprawia, że na własne życzenia stwarzamy piekło > sobie i dzieciom, a jak można tego uniknąć i po rozstaniu, powstrzymując żal, > złość i nienawiść zachować dobre stosunki, ba... nawet przyjaźń i dać sobie i > wspólnemu dziecku poczucie bezpieczeństwa i otoczyć go wspólnie opieką. To > trudne, ale wykonalne. > To mój ostatni post na tym forum. Uważam, że szkoda na to czasu. Mam wrażenie, > że większość zagląda tu w poszukiwaniu miejsca na wyrzucenie żali i oczernienie > przeciwnej płci, a każdy post traktują jako zarzut. Naprawdę trudno co drugie > zdanie wyjaśniać o swoich intencjach zapobiegając atakom lub podejrzliwościom. > Ja rozumiem te emocje doskonale... ale wiem, że można inaczej. > Pozdrawiam. Odpowiedz Link
iamhier Re: Pytanie do weekendowych ojców 27.06.10, 11:50 do veronique-mediator i prawnik z rozwodami na własnym karku powinien odpasc.On sie psychologicznie nie nadaje do funkcji.Uraz psychiczny!!I kompletny brak kompetencji z wyksztalceniem czy brakiem wyksztalcenia... Do tych spraw to albo osoba z harmonijnym zyciem prywatnym,albo singiel.Dlaczego> Dlatego,ze nie moze nas leczyc gorzej chory od nas. Pewnych spraw sie nie przeskoczy. Generalnie wtajemniczac prosze w takie sprawy jak najmniejsza liczbe osob. Odpowiedz Link
plujeczka Re: Pytanie do weekendowych ojców 21.06.10, 17:56 widzisz mój ex całe zycie śłuchał i słucha rodziny, która za wszelką cenę zawsze starała się aby do nich powrócił i aby mieli dostep do jego forsy i cóż po wielu latach im się udało i co... nie sądzę aby to było ich zwyciestwo choć oni pewnie tak sądzą ale lat straconych i nie widywanie się z dzieckiem nie da się obronic, I pewnie przyjdzie kiedyś taki czas ,że rodzinka "wymrze" i co wówczas...ale wiem tez ze taki gatunek ojców nie ma skrupułów i czuję się w tej sytuacji komfortowo bo przecież dokopali zonie i jeszcze wiecej dokopali dziecku. Smutne to ale nieststey prawdziwe, ja na taką postwę nie mam wywu i faktycznie zgodę się z Tobą ,ze taki ojciec po latach nie ma oczym z dzieckiem rozmawiać bo o czy? gdzie był jak go dziecko potrzebowało? co robił żeby to zmienic? ano nic za to snuł wokół kolegom opiwieści jaka to ex żona jędza i dziecko niedobrze.Gdybym mogła to bym wam przesłała kopie protokołu z rozprawy o alimenty ,ojciec w jednym zdaniu zeznanie ,że dziecko nie ma z nim kontaktu a za chwilę na pytanie sędziego zeznaje ,że dziecko nie zna jego miejsca pobyty i telefonu bo nie podał no to pytam się jak dziecko ma kontaktować się z ojcem?..no jak?to nie palant?czy drań dla niektórych mnie rece opadają i powiem Wam ,że szczerze zazdroszczę tym matkom o i zonom , które po rozwodzie są wręcz nagabywane w sprawie spotkań z ojcem. Nie pochwalam uzywania dzieci w trakcie rozwodu jako karty przetargowej bo to nie fair a kobiety tak potrafią też o tym wiem ale wciaz z zdrością czytam posty ojców , którzy walczą do upadłego o widzenia z dzieckiem.Mnie brakuje argumentów logicznych zeby wytłumaczyc dziecku dlaczego jego ojciec tego nie robi. Odpowiedz Link
grejguz Re:Opieka naprzemienna - jak z malutkim dzieckiem? 27.06.10, 21:30 Witam, nic to nowego, że ludzie są bardzo różni, jednak nie ma sensu dzielić ich z powodu płci. Dużo lepiej z powodu zachowań. Także uważam, że dzieci nie powinny cierpieć z powodu błędów dorosłych i powinny mieć oboje rodziców. Bywa, że po rozwodach mają ich więcej A propos opieki naprzemiennej - mam jedno pytanie: - Odpowiedz Link
malgolkab doświadczony 21.06.10, 11:40 tylko niestety wielu panów po prostu chce byc weekendowymi tatusiami weźmie na 2 weekendy w miesiącu, a w pozostałe dni żyje jak kawaler... a innym mówi, ze ma ograniczony kontakt. ja prosiłam przez prawie pół roku, dzwoniłam, pytałam, proponowałam, póxniej stwierdziłam, ze skoro tacie starczaja te 2 weekendy, a i młody nie pyta i nie chce częściej, to daje sobie spokój... a i tak słyszałam potem od innych, że on tak ubolewa, że nie ma młodego częściej fajnie, że są tacy ojcowie jak Ty i wiem, że jest ich trochę- sama mam 2 takich kolegów, ale jest też wielu, dla których bycie tatą to płacenie alimentów i weekend raz na jakiś czas... Odpowiedz Link
sprawdzczy Re: Pytanie do weekendowych ojców 19.06.10, 10:26 Uregulowania sądowe. Ojciec zabiera dzieci od-do, jesli w czasie przeznaczonym dla ojca matka zabiera gdzies dzieci na wyjazd i dzieci sie z ojcem nie mogą spotkać, to zapis, że oddaje mu te dni w innym terminie. I przestrzeganie terminów przez obie strony. Odpowiedz Link
vero_nique Re: Pytanie do weekendowych ojców 20.06.10, 15:29 sprawdzczy napisała: > Uregulowania sądowe. Ojciec zabiera dzieci od-do, jesli w czasie przeznaczonym > dla ojca matka zabiera gdzies dzieci na wyjazd i dzieci sie z ojcem nie mogą > spotkać, to zapis, że oddaje mu te dni w innym terminie. czysto hipotetycznie: A jesli ojciec nie spotyka sie z dziecmi z przyczyn sobie tylko wiadomych - to co ma "oddac wtedy" dzieciom i w jakiej formie i terminie- moze z dowozem przez policje najlepiej wyegzekwowac kontakt tatusia - skoro niestawinnictwo na byle jakiej rozprawie skutkuje dowozem tudziez kara grzywny, a moze od razu zlozyc wniosek o utrudnianie kontaktow z dziecmi i tez dowalic tatusiowi kare finansowa? > I przestrzeganie terminów przez obie strony. tia Odpowiedz Link
iamhier Re: Pytanie do weekendowych ojców 27.06.10, 12:00 do veronique-generalnie sprawy rodzinne,intymne,a nie daj bog SPRAWY KARNE MUSZĄ BYĆ ROZSTRZYGANE WYŁĄCZNIE W SĄDACH przez profesjonalistow. Ważne jest by prawnicy w sądach mieli IQ i intelekt nie mniejszy od bardzo wysokiego.Nikt inny się do prowadzenia tak ważnych życiowo spraw po prostu nie nadaje!!!!Czyli ci ścisle wyselekcjonowani.Inaczej nie masz w życiu szans! Przecież nie może nad naszymi sprawami panować ktoś kto jest po prostu głupszy od nas ,jako adwokat,sędzia,radca,prawnik,prokurator....mediator...(zbędna instytucja). Odpowiedz Link
vero_nique Re: Pytanie do weekendowych ojców 27.06.10, 20:03 alez naturalnie, zgadzam sie calkowicie. Tudnoscia jest jednak sprawdzenie IQ sedziego, adwokata, radcy . Rownie trudne jest zweryfikowanie zycia prywatnego owego sedziego, radcy etc. - pewnie byloby to pomocne bardzo. A tak ? Loteria. Studia moze wreszcie skonczyc kazdy. Odpowiedz Link
malahitka Re: Pytanie do weekendowych ojców 27.06.10, 20:22 Też uważam , że to istotne . Zdarza się , że osoby , które mają rozstrzygać w istotnych sprawach innych ludzi orzekają stronniczo , leczą swoje kompleksy , są chwiejni w poglądach i swoją pracę podpierają swoją aktualną sytuacją np rodzinną , przenoszą swoje prywatne sprawy na zawodowe . To są tylko ludzie ale wielu z nich powinno mieć jawna historię życia prywatnego chcąc pracować w zakresie orzekania o sprawach innych osób . Jeśli zawalili swoją rodzinę , nie utrzymali małżeństwa , nie umieją się sensownie porozumieć w sprawach zadawalającej opieki nad dziećmi , albo sami zdradzają , nie znają się na czymś bo tylko "maja papierek" a uczyć im się nie chciało to jak mogą doradzać i orzekac w sprawach innych ? Odpowiedz Link
adaria38 Re: Pytanie do weekendowych ojców 19.06.10, 12:14 Jesteś na 1000% pewna, że te problemy dotyczą kontaktów z dziećmi a nie samego partnera i jego stanu emocjonalnego(charakteru)? Odpowiedz Link
pan-kowalski Re: Pytanie do weekendowych ojców 19.06.10, 14:02 Możesz zwrócić jego uwagę na fakt, że ludzie miewają poważniejsze problemy niż durny eksmałżonek, a w chwilach załamki po kolejnym pocałowaniu klamki możesz też próbować odciągnąć jego uwagę od problemu, wyciągając na grilla do znajomych, na zakupy, do kina itp. Życie toczy się dalej - z dziećmi czy bez, jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało - a Ty chyba nie chciałabyś go spędzić na wspólnym umartwianiu i ascezie ? Pomóż mu myśleć konstruktywnie, masz tu spore pole do popisu. Odpowiedz Link
ef.endir Re: Pytanie do weekendowych ojców 20.06.10, 09:47 Nie jestem weekendowym ojcem ale byłem. I moja sytuacja wyglądała tak samo jak opisana przez Ciebie. Ale mój dzieciak chciał ze mną mieszkać a ja nie odpuszczałem. Zapisywałem wszystkie nieodebrane telefony (np. przez 2 tyg nie mogłem się do dziecka dodzwonić, ani do mojej ex), wszystkie wizyty, podczas których pocałowałem klamkę a były to terminy wyznaczone przez sąd. Aż w pewnym momencie wszystko to się przydało. Sąd zapytał, ja umiałem odpowiedzieć, RODK i na razie Mały jest ze mną. Ale jest też inny problem... Jak i co powiedzieć dziecku gdy pyta dlaczego mnie nie było w sobotę? Bo mama powiedziała, że coś mi wypadło i nie przyjadę. Ja mówiłem, już po fakcie, że następnej wizyty nie odwołam. I nigdy tego nie zrobiłem. I doszło do tego, że dzieciak czekał, "bo tata wizyt nie odwołuje", "na pewno przyjedzie" itp. Wiele walki i wysiłku kosztowało to przede wszystkim mojego dzieciaka. I o ile miałem na początku skrupuły, że stawiam matkę w "dziwnym" świetle, to potem mi minęły. Ona może robić idiotę ze mnie, więc ja mogę mówić prawdę, nie? Było ciężko. Bardzo. I w dalszym ciągu łatwo nie jest. Ale opłacało się i każdy dzień mi o tym przypomina. Powodzenia w walce. I jeszcze jedno. NA tym forum ktoś napisał, że trzeba zmienić myślenie - na procesowe: zbierać dowody, zapisywać wydarzenie itp. Przydaje się Odpowiedz Link
tata9602 Re: Pytanie do weekendowych ojców 21.06.10, 13:36 No cóż, z tego co piszesz Twój przypadek (a właściwie Twojego partnera) bardziej nie rodzi nadziei na dojścia do porozumienia rodzicówa, jakie udało się osiągnąć "doświadczonemu". Rozważyłbym na miejscu Twojego partnera zwiększenie częstotliwości kontaktów z dzieckiem na drodze sądowej. W przypadku upartej, zawziętej i mściwej postawy ex żony (a przykład z teściową coś o niej mówi), trudno liczyć na jakies "dobrowolne" ustępstwa. Są natomiast jeszcze 2 ważne kwestie, o których Twój partner powinien pamietać: - nie może ustępować i wykonywać poleceń ex, powinien być twardy i stanowczy, nie robić wszystkiego pod jej dyktando, aby tylko pozwoliła mu spędzić czas z dziećmi - takie zachowanie tylko utwierdza przekonanie ex, o tym, że tak można, że to działa (wiem, łatwo się mówi, ale wierz mi, większa szansa na to że ex coś zrozumie i "zmięknie" bedzie wtedy, jeśli Twój partner nie będzie sie jej poddawał - nie chodzi o to, żeby robił na złość - musi oddzielić swój ból i cierpienie, swoje uczucia od uczuć dziecka - jeśli zrozumie, że to że on tęskni i cierpi, jest mu źle, nie oznacza że tak samo ciężko jest dziecku - może wtedy będzie mu lżej A tak naprawdę to radziłbym, żeby znalazł dobrego terapeutę, który pomoże mu przez to przejść... pozdrawiam i trzymajcie się Odpowiedz Link
iamhier Re: Pytanie do weekendowych ojców 27.06.10, 11:44 1)Walczyć z żoną,choć to brzmi katastrofalnie,bo jest stresujące,ale brak walki permanentnej i nieustajacej,będzie w zasadzie rónoważny z zrzeknięciem się prawo ojcowskich. 2)Oskarżyć żonę/partnerkę o znęcanie się psychicznie ,bo poprzez takie sformuowania jak post główny można taki wniosek wyciągnąć.Zarządać skontrolowania zdrowia psychicznego partnerki.Jest tu stosunek zależności!! 3)Skontrolować czy żona ma nowego partnera/męża,kto to jest i dlaczego akurat potomek miałby przebywać z nim? MEżczyźni bardzo często rezygnują ze spotkań z dzieckiem,gdy widzą,że była zona zniszczyła wszystko "na cacy"-ma nowego męża i w domysle lepszego ojca dla ich dziecka.Rezygnacja i załamanie!! (serio!!) Moja osobista opinia jest taka,że kobiety ,które mają dzieci z kikoma mężami powinny płacić alimenty dla swoich byłych mężów w ramach rekompensaty za takie właśnie historie....A źle często to im się nie wiedzie....To,że są sprytniejsze i mają więcej szczęscia nie usprawiedliwia takich zachowań....gierek psychologicznych z biologicznym ojcem dziecka. Odpowiedz Link
solidarna2010 Re: Pytanie do weekendowych ojców 27.06.10, 15:43 A ja się dziwię Pani zadającej tu pytanie jak powyżej i robiącej za adwokatkę skrzywdzonego taty... To on faktycznie ani be, ani me, sam nie zainteresuje się niczym, więc trzeba za niego powalczyć? Czyżby kolejna next, która próbuje na siłę udowodnić, że jest lepsza od exi i więcej ma miłości macierzyńskiej także do jej dzieci ? Kobieto, zajmij się sobą, swoim związkiem, ciesz się, że macie duuużo czasu dla Was dwojga, co się niechybnie zmieni, jak syn partnera zacznie u Was gościć z częstotliwością telewizyjnej reklamy, przerywającej najciekawszy film. I pamiętaj, to nie Twoje, to CUDZE dziecko, więc jakim prawem wtrącasz się w nie swoje sprawy i prawdopodobnie niszczysz spokój innej kobiety, która jest dla tego dziecka MATKĄ, a Ty jedynie osobą postronną. Jak tata potrafił już raz spotkać się w sądzie i ustalić jakieś terminy spotkań, to na pewno drugi raz tam trafi i bez Ciebie, aby starać się uregulować tę sprawę zgodnie z tym, co mu serce i rozum dyktuje. Odpowiedz Link
fanny.ekdahl jakże wspaniałomyślna jest autorka wątku ;) 27.06.10, 19:19 > Czyżby kolejna next, która próbuje na siłę udowodnić, że jest lepsza od exi i > więcej ma miłości macierzyńskiej także do jej dzieci ? Moim zdaniem dokładnie na to wygląda ;) Odpowiedz Link
iamhier Re: Pytanie do weekendowych ojców 28.06.10, 07:41 do solidarna-powyższe rady powinny działać w obie strony,wszak stosunki między ludźmi (tu akurat małżonkami) są i będą zawsze bardzo skomplikowane.... Odpowiedz Link
madzior87 Re: Pytanie do weekendowych ojców 27.06.10, 20:11 Najlepiej by było nie zwiewać od żony i dzieci do innej, ale już po ptokach więc róbta co chceta i ludziom dupy nie zawracajta Odpowiedz Link
elmariaczi4 Re: Pytanie do weekendowych ojców 27.06.10, 21:30 U mnie czas załatwił sprawę, z czasem się przyzwyczaiłem.Ale i tak jest do d... Odpowiedz Link
magdamelonek Re: Pytanie do weekendowych ojców 28.06.10, 02:09 mój ojciec jest właśnie taki 'weekendowy'. może Twojego partnera pocieszy fakt, że może mu być łatwiej rozmawiać z dziećmi bardziej na stopie koleżeńskiej niż rodzicielskiej. Odpowiedz Link
nospam-net walczyć w sądzie 28.06.10, 07:09 o zwiększenie częstotliwości kontaktów z dziećmi i być do procesu dobrze przygotowanym, tzn.: mieć dane o kontaktach z dzieckiem z ostatniego półrocza, policzyć ile kontaktów się nie odbyło i dlaczego (z winy matki?), udowodnić, że traci się wpływ na dziecko (np. brak czasu na realizowanie wspólnego z dzieckiem hobby, brak możliwości kontaktu z rodziną ojca itp.). Tylko że ojciec musi NAPRAWDĘ tego chcieć i być zdeterminowanym aby sobie to wywalczyć, bo może on chce sobie po prostu pogadać jak mu źle, bo niedobra była żona zabrała dzieci, ale w praktyce to mu lepiej, bo ma czas i nie ma problemu? Bo wielu mężczyzn tak ma, że na początku trochę cierpią, a potem zupełnie sobie odpuszczają dziecko, najczęściej z lenistwa, wygodnictwa albo z przeświadczenia, że i tak ex dorobiła im taką gębę w oczach dziecka, że kontakt raz na jakiś czas w weekend tego nie zmieni. A zwłaszcza wtedy, gdy ex ułoży sobie życie z innym facetem i on okazuje się ważniejszy dla dzieci niż ich weekendowy ojciec, a tak się często zdarza. Ale jeżeli ojciec jest bardzo zdeterminowany na utrzymanie więzi z dziećmi, to sąd to zazwyczaj docenia i liczbę kontaktów zwiększa, ważne jest też aby nie antagonizować jeszcze bardziej ex, tylko położyć laskę na przeszłość i starać się współpracować nie bacząc na to co się o niej myśli, a wielu ojców tego też nie potrafi i unosi się dumą mówiąc, że nie będzie żebrało o kontakty z dzieckiem u byłej żony - błąd, w cholerę z ex, ona się nie liczy tylko dziecko jest ważne - jak się przestawią na takie myślenie łatwiej będzie o współpracę. Wiem że to trudne, ale innej drogi nie ma, bo zawsze ex będzie miała przemożny wpływ na dziecko i trwanie w stanie wojny z ex skutkuje również wojną z dzieckiem o swoją twarz i miłość, którą ex będzie niszczyć, zawarcie pokoju powoduje przynajmniej wygaszenie tematu i odbieranie telefonu gdy dzwonisz. A tak naprawdę, to o tym trzeba myśleć wcześniej - zanim się rozwiedziesz, może czasem warto odpuścić, nie forsować swojego zdania ale tym samym sprawić, że rodzina przetrwa? Odpowiedz Link
iamhier Re: walczyć w sądzie 28.06.10, 09:55 Dam radę bardziej realną do wykonania:mieszkać w tym samym mieście co dzieci i ex.Dbajmy o godność odrzuconych ojców.Nie każdy da sobie psychicznie radę płaszczyć się przed swoją była żoną,a co ważniejsze przed jej nowym gachem.Ktoś alimenty płacić musi,zanim zejdzie na zawał.Takie są życiowe realia. Odpowiedz Link
iamhier Re: walczyć w sądzie 28.06.10, 09:58 Dlaczego to ojciec ma przychodzić do dziecka na umówione "audiencje".Dziecko może przyjść do niego samo.... Odpowiedz Link
slodkamarchewa Jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców 28.06.10, 09:59 Jedyna opcja dla Twojego partnera to odpuscic.. przyzwyczaic się i poczekac aż dorośnie. Ja z moim bratem juz 14 lat żyjemy bez ojca. Mój brat nie utrzymuje kontaktów z ojcem bo nie potrafi mu wybaczyc, ja tacie wybaczyłam widujemy się rzadko bo nie cierpie ździry z którą mieszka ale jak tylko mam okazje to jadę do niego do pracy i często dzwonie. mama nigdy nam kontaktów nie ograniczała ale te "widzenia" to była najgorsza rzecz na świecie!! ja pamiętam to jako koszmar!!! Jak czytam ta Wasze mądre wypociny o wychowywaniu na przemian czy jakoś tak to włosy mi się jeżą na rękach!! I powiem szczerze fundując sobie rozwód fundujecie swoim dzieciom największy koszmar jaki mogą miec. Ja mam 26 lat i nadal jest mi ciężko i żałuje, że nie znam do końca mojego własnego taty i straciliśmy tak wiele, nie mogę wiecej pisac bo jak o tym myśle to płakac mi się chce. Odpowiedz Link
raind Re: Pytanie do weekendowych ojców 28.06.10, 10:04 Współczuję Twojemu facetowi. W porównaniu z nim ja mam szczęście. Jestem z moją exłajf w bardzo przyjaznych stosunkach. Przed rozprawą obiecaliśmy sobie, że żeby nie wiadomo co się działo, Młoda jest najważniejsza. Powiedziała mi, że nie ma zamiaru ograniczać moich spotkań z córką. Zaufałem jej pod tym względem i nie żałuję. Sąd (na nasz wniosek) nie wyznaczył konkretnych dni, w których mogę spotykać się z Młodą. Mieszkamy niedaleko siebie. Widzę się z Młodą praktycznie tak często jak chcę. Czasami nawet wspólnie, w trójkę chodzimy np. do kina, czy do knajpy na obiad. Mało tego, w związku z tym, że kiedyś postanowiliśmy, że będziemy czytać Młodej co wieczór, czasami wpadam do nich wieczorem "na czytanie". Oczywiście te 2, 3 a czasem (np. jak exłajf ma przerąbane w pracy) 4 razy w tygodniu to i tak mało w porównaniu z czasem, gdy mieszkaliśmy razem, to i tak myślę, że dzięki temu nasza córka zniosła nasz rozwód najlepiej jak można było. Udało nam się. Ale... Nie ma tego dobrego co by na złe nie wyszło. Nie jesteśmy razem już kilka lat. Naturalnie przez ten czas pojawiło się w moim życiu kilka kobiet. I wiecie co? Wydaje mi się, że właśnie to, że moje stosunki z ex są jakie są jest zawsze było dla nich największym problemem. Z jednej strony mnie to wścieka, bo wygląda to tak, że niektóre kobiety wolałyby, żeby ich facet prowadził z eks konflikt nuklearny a z dzieckiem widział się raz na miesiąc. I byłby spokój. A z drugiej strony doskonale je rozumiem. Takie "rozdwojenie" cholernie nie służy związkom. I mimo, że ciągle powtarzałem, że z eks nic już mnie nie łączy (poza dobrem Młodej) to wiem, że było im bardzo trudno. Tak więc po rozwodzie nie ma sytuacji idealnych, zawsze w jakimś sensie jest fubar. Odpowiedz Link
solidarna2010 Re: Pytanie do weekendowych ojców 28.06.10, 18:56 I właśnie w świetle komentarza powyżej tym bardziej przesadne skupianie się autorki wątku na tym problemie kojarzy mi się ze znaczeniem swojego terytorium przez nową panią serca. konflikt nuklearny z eks... piękne. Odpowiedz Link