Dodaj do ulubionych

malżeństwo z litości....

20.06.10, 16:13
Witam!
W moim krótkim małżeństwie dzieje sie kiepsko od jakiegos czasu. Maż
duzo pracuje ( jak kazdy), po pracy treningi , mecze w sezonie,
koledzy, spotkania firmowe ect. Mylse ,ze kazdemu ten temat jest
znany. Mamy syna. On nie ma czasu dla niego. No góra 2-3 godz
dziennie. to co od początku mi nie odpoiwadałi ,to jesgo mieszkanie
( mieszkał tam z 1-sza zona) jest rozwiedziony. chciałam coś
zmnienic, aby poczuć cząstkę siebie. cokolwiek. On sie pyta co,
kolor ścian? ja mowię chociażby, a on to sobie pomaluj.
Wszystkiego nie opisze, bo to raczej bezcelowe. Nie mamy wspólnej
płaszczyzny w kategoriach kasa, znajomi. Seks? przez poł roku nic.
Twierdzi, ze to stereotyp. ze facet musi bo sie udusi.... Ja nie
wiem czy ma kogoś. Przyznaje sie troche ględziłam, ze za malo czasu
spedza w domu i poswieca synowi. nie mowiac o mnie.Czuje sie
samotna. Jak maly zasypia to on albo wychodzi albo gra na kompie o 1
w nocy. Dzisiaj się dowiedziałam, ze ożenił się ze mna z litośći.
Poświęcił się bo wpadliśmy( raczej to ja byłam naiwna).
Wyprowadziłam się tydzien temu. On odwiedxa małego na 2 -3 goziny
albo zabiera do teściów. Notabene teściowej nie znoszę, ale to inna
bajka.
myśle o rozwodzie...jak życ z facetem, który jest ze mna z litości?
pojechał mi po honorze i nie kryje, ze chociaz mialam takie
przeczucie to nie sadziłam ,ze tak było. A teraz? Sama nie wiem...
Obserwuj wątek
    • anbale Re: malżeństwo z litości.... 20.06.10, 16:42
      On Cię po prostu nie kocha, jesteś przypadkowym przechodniem w jego życiu...
      Myślę, że nie ma innego wyjścia jak rozwód- nie da się niczego zbudować, gdy nie
      ma żadnych fundamentów...
    • plujeczka Re: malżeństwo z litości.... 20.06.10, 21:53
      wiesz co? z litości to ty kopnij w ........( wybierz sama)
    • enesta Re: malżeństwo z litości.... 20.06.10, 22:27
      Daj mu czas na uporządkowanie sobie tego kim jesteś Ty i dziecko dla
      niego. Nie piszesz czy z poprzednią żoną miał dzieci i ile czasu
      byli razem. I nie obwiniaj się że za dużo ględziłaś, bo za chwilę
      będziesz miała 100 innych przypuszczeń co do swoich wad, a nie o to
      tu chodzi. Twój mąż chyba nie zdążył jeszcze sobie wszystkiego
      uporządkować po poprzednim związku i sam z sobą ma najwyraźniej
      problem. Jeśli będziesz wierzyła w siebie, być może on zauważy Twoją
      wartość. Przede wszystkim jesteście rodziną i to jest duużo i w
      końcu powinien to zauważyć. Ale powiedział rzecz okropną i tu
      powinien zrobić wszystko by to naprawić. Poczekaj z rozwodem, ale
      nie wracaj, on musi się określić. A wymagać trzeba. Powinien
      zajmować się dzieckiem, a Ty w tym czasie wychodź z domu, on zbuduje
      więź z dzieckiem, Ty będziesz miała lepsze samopoczucie.
    • rarely jak widać brak problemów to tez problem. 21.06.10, 21:43


      nie pytaj tu o to czy sie rozwiesc bo co maja ci odpowiedziec
      kobiety ktore same sie rozwiodły i wzajemnie nakrecaja sie że dobrze
      zrobiły że nie warto? podpuszcza Cie i narobisz sobie kłopotów lepiej
      sie dobrze zastanów i porozmawiaj z jakąs starsza i doswiadczona
      kobieta która utrzymała małżenstwo wtedy bedziesz miała ogląd całej
      sytuacji i będziesz bardziej obiektywna

      chyba ze potrzebujesz mocnego klapsa od zycia to wtedy działaj
      • eutherpe Re: jak widać brak problemów to tez problem. 22.06.10, 08:44
        Tak, porozmawiaj z kimś kto gniótł się z małżeństwie bo jak pan mąż jest z Tobą
        litości, to na pewno kiedyś zmieni zdanie.Co masz zrobić? Stanąć na głowie żeby
        Cię dostrzegł? Pobądź sama z synem, wyprowadź się może na pewien czas, zadbaj o
        siebie i dziecko- zobaczysz, na co stać męża i co jest gotów dla Was zrobić.
        Jeżeli w tym czasie nie wykona żadnego działania- masz odpowiedź. Przynajmniej
        ja miałam.
        • francesca197 Re: jak widać brak problemów to tez problem. 22.06.10, 18:35
          Dziekuje za wszystkie odpowiedzi. Mam świadomosc, ze to ja sama
          poejmuje decyzje i ponosze jej konsekwencje.
          Aby obraz sytuacji był jaśniejszy dodam, że mąż z poprzednią zoną
          byli małżenstwem 4 lata. Ona nie zdecydowała się nie dziecko z nim.
          Obecnie jest szczescliwa matka i żona. wiem, bo rozmawiałyśmy.
          Natomiast to co mnie niepokoi, oprócz naduzywania alkoholu, braku
          relacji intymnych to ...przemoc. Nie wiem czy to juz przemoc?
          Zdarzyło sie kilka razy, ze mąź szarpnął mnie za rękę i powiedział
          wypad z domu ( to byłi po kłotni, zrzuciłam miske orzechów). Innym
          razem w trakcie kłotni pchnął mnie na zieie i wyrwał telefon, który
          zgniótł. Usłyszałam jeszcze, że może mi zajebać.... Napisze
          tak....nie czuje sie bezpiecznie. Nie wiem czy chce z nim byc nawet
          ze wg na dziecko. Probowałam rozmawiac, ale albo mnie zbywa albo
          mówi, ze jest mu obojętne co zrobię.
          Czuje sie jak surogatka, która urodziła facetowi dziecko. Upierze,
          posprząta etc. z reguły męzczyzni czują sie odsunięci na bok po
          pojawieniu sie dziecka, tymczasem ja czuje sie niepotrzebna jemu,
          czuje sie od dawna jak matka samotnie wychowująca dziecko.
          Znajomi i rodzina mowia, ze sie zmienilam. Z pewnej siebie
          dziewczyny, znającej swoją wartość stałam sie cieniem drugiego
          człowieka.
          Mam syna.Kocham go.Ale bede walczyc o siebie. Mam niewiele ponad 30
          lat. Nie przekresle siebie, chociaz wiem co to znaczy nie miec ojca
          od 20 lat ( śmierć. Czuje sie winna przez swoją naiwność. Bo bardzo
          chiałam kochac i być kochaną.
          • potwor_z_piccadilly Re: jak widać brak problemów to tez problem. 22.06.10, 20:44
            Kwadratura kola.
            Nic dobrego Cie z nim nie czeka. Nie wiem czym zaslepiona zaufalas niezdolnej do
            jakichkolwiek uczuc egocentrycznej mendzie. Nie licz na to ze w Waszych
            relacjach cos sie poprawi. Przeciwnie, z biegiem czasu bedzie Cie dreczyl coraz
            bardziej. Poprzednia zona poznala sie na nim, na calej rodzince i w pore dala
            drapaka. On czuje sie przegrany. Ucierpialo jego chore ego a cala wscieklosc
            skupia na Tobie i bedzie skupial nadal. Nie masz szans w bezposrednich starciach
            z nim. Jedyna rada to wziasc sie cichcem do roboty i zaczac odwiedzac prawnikow,
            wszelkie poradnie by dobrze sie przygotowac do zadania ewentualnego kopniaka na
            dowidzenia gdy zawioda rownolegle prowadzone, oficjalne starania w celu
            odmienienia tego typa.
          • enesta Re: jak widać brak problemów to tez problem. 22.06.10, 21:02
            to wszystko zmienia.
            Nie masz do czego tęsknić i wracać.
            Przemoc to przemoc, dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje
            spokoju i normalnych warunków.
            Każdy potrzebuje uczucia, ale musisz zrozumieć że nie każdy kto
            pokocha Ciebie z miejsca zasługuje na Twoją miłość. Musisz
            zastanowić się jakie cechy powinien posiadać kandydat na partnera
            żebyś mogła angażować się w ten związek.
            • potwor_z_piccadilly Re: jak widać brak problemów to tez problem. 22.06.10, 22:12
              Mila pani.
              Milosc to milosc. W tym przypadku mamy prawdopodobnie do czynienia z osobnikiem
              niezdolnym do uczuc wyzszych. Wyrazu prawdopodobnie uzylem bo nie wiemy czy
              zalozycielka watku nie pominela w swych relacjach jakichs faktow ktore moglyby
              zmienic obraz sprawy.
              • enesta Re: jak widać brak problemów to tez problem. 22.06.10, 23:03
                nie,
                no ja się całkowicie tutaj zgadzam z Tobą, Potworzewink
                Wyraz w sumie nie podoba mi się, ale to inna sprawa.
                Pewnie odpowiedziałeś na coś co już wycięto? smile
              • francesca197 Re: jak widać brak problemów to tez problem. 23.06.10, 08:21
                Drogi Potworze, pytaj prosze o konkretne sprawy. Jestem otwarta na
                wszelkie pytania. Sama też nie jestm ideałem. Ale mój problem polega
                na tym ,ze zawsze szukam winy w sobie..... Po śmierci ojca, idąc do
                szkoły miałam odczucie, że każdy mi wspólczuje....myśląc to ta
                dziewczynka, której zmarł tata) Do dzisiaj nie znoszę litości i
                poświęcenia.
                Wracjąc do owego osobnika, która w dniu dzisijeszym figuruje w
                aktach jako mó mąż, to w pełni się zgadzam z Tobą. Uczucia wyższe są
                mu obce. Niestety....
                • potwor_z_piccadilly Re: jak widać brak problemów to tez problem. 24.06.10, 23:20
                  Jestem.
                  Pytal nie bede.
                  Na poczatek. Piszesz "nie znosze litosci i poswiecenia". Co to znaczy. Czy mam
                  myslec ze boczysz sie gdy ktos nawet w dobrej wierze usiluje Cie pocieszyc.
                  Kazdy traci lub straci kogos bliskiego a ze to nieuniknione to utarlo sie
                  zwyczajowe pocieszanie strapionych. Zwyczajowe pocieszanie dotyczy tez ludzi
                  ktorych dotknelo jakies niepowodzenie. To gleboko zakorzenione zasady i nie
                  walcz z nimi bez wzgledu na to czy pocieszajacy, wspolczujacy robi to szczerze
                  czy nie za bardzo. To pozwoli Ci uniknac przypiecia niepochlebnej latki. Nie
                  bagatelizuj tych spraw bo to miedzy innymi wlasnie one buduja Twoj obraz w
                  swiadomosci ludzi Cie otaczajacych. Co tez znaczy "nie jestem idealem". Jesli to
                  ze idziesz na udry slowne to faktycznie, idealem nie jestes lecz naiwniakiem bo
                  wiedz ze z chlopem nie wygrasz w bezposrednim starciu. W te mozliwosci matka
                  natura was nie wyposazyla. Wyposazyla was jednak w cos bardziej cennego, w spryt
                  i wylacznie ten atut staraj sie wykorzystywac.
                  Mam pewna rade co do sedna Twoich rozterek.
                  Sadze ze Twoj malzonek to znudzony i wrogo nastawiony do swiata gosc z
                  pustoglowiem. Cos w rodzaju mentalnosci typu "jestem i nie wiem po cholere". Czy
                  to pierwotne, czy wtorne, nie wiem. Mam nadzieje ze jest to czyms spowodowane,
                  czyli naprawialne.
                  Niezaleznie od kosultacji psychologicznych i przymiarek do korzystnego dla
                  Ciebie rozwodu przeprowadz eksperymentalny program naprawczy. Zmien sie. Zadbaj
                  o powierzchownosc i koniecznie sie wycisz. Nie moze to byc wyciszenie typu
                  wiernopoddanczego lecz swiadoma w pelni kontrolowana gra z koniecznymi
                  elementami podkreslania swojej wartosci jak i zawoalowana informacja ze jest Ci
                  zle. Sadze ze gosc sie uaktywni by sie dowiedziec co jest grane. Ty chlodno,
                  krotko odpowiadaj na pytania by nastepnie ucinac temat. Zero agresji i gestow,
                  slow ktore by go obrazaly. Nie wdawaj sie w dyskusje i nie wyjasniaj wszystkiego
                  detalicznie a juz na pewno niczego mu nie zarzucaj. Masz stac sie tajemnica. To
                  powinno naladowac jego glowe materialem do przemyslen i o to chodzi. Niech
                  kombinuje, traci rezon, czuje ze znow cos mu umyka, nie wie o co chodzi i czego
                  sie moze spodziewac.
                  Jakis skutek to przyniesie. Jaki, nie wiem. Wiem ze Ty nic nie tracisz a wrecz
                  zyskujesz nowe doswiadczenia ktore moga sie przydac w przyszlosci a i samoocena
                  sie poprawi.
                  Powodzenia.
                  • to.ja.kas Re: jak widać brak problemów to tez problem. 25.06.10, 01:11
                    Szczerze? jako osoba która uwolniła sie od przemocowca moge poradzic tylko
                    jedno...nie wracaj.
                    Będzie tylko gorzej. Teraz szarpie, wyrywa telefon i bluzga. Następnym razem uderzy.
                    Bez względu na to jaką tajemnicą dla niego jesteś.
                    Nie pozwól na przemoc.
                  • francesca197 do potwora ;) 25.06.10, 18:14
                    Nie boczę sie jesli ktos chce mi pomoc szczerze czy nie. sama lubie
                    pomagac bezinteresswonie, ale dosłownie. Nic w zamian. W pracy
                    nauczyłam sie, przykro pisac swoistego rodzaju chamstwa, ale prosze
                    wybaczyć musiałam jakos przetrwac. Teraz wiem, ze jesli walczę o
                    swoje to tracem na tym, wiec siedze cicho i nakładam jedna z
                    gombrowiczowskich masek smile
                    Moja samoocena. Nie bede sie chwalicy ,ale powinnam chodzic jak
                    paw wink, znam swoja wartość i jako czlowiek, jako osoba wykonująca
                    dany zawód i jako kobieta. Jednak ktos sprawił,że stanęłam w cieniu
                    tejże osoby... Mój mąż jest bardzo towarzyski. Od miesiąca nie ma
                    wolnego weekednu dla syna. Całego! A nie 3 godziny! Teraz idzie na
                    kregle firmowe, jutro innne spotkanie z innna fima od 16 do...
                    wiadomo.
                    Jestem po rozmowie z nim. Jego słowa: Nie wiem czy to ma sens. Jest
                    mi obojętne co zrobisz.
                    nie chce byc dla ciebie ciężarem. Mam duzo spotkan firmowych i chce
                    na nie chodzić. nie dasz rady byc ze mna. Nie ufasz mi i nie czujesz
                    sie bezpiecznie. chcialbym chodzic na te spotkania na spokojnie, a
                    nie czytac ciagle jakies glupie smsy od ciebie. Cala milosc
                    przelalem na syna. Nie wiem co z Toba zrobic. Ty tez to na spokojnie
                    przemysl. koniec jego słów.
                    Co ty na to?
                  • francesca197 cd 25.06.10, 18:17
                    dodam jeszcze, ze papier tj akt zawarcia zwiazku malzenskiego dla
                    niego nic nie znaczy i mowiac ,ze jest mu obojetnee co zrobie ma na
                    mysli złożenie sprawy do sądu. Jego słowa: rob tak ,aby ci było
                    wygodnie.
                    • jarkoni Re: cd 25.06.10, 18:59
                      A co dla Ciebie jest wygodne?
                      Dalsza walka, może jakaś terapia, czy rozwód?
                      • francesca197 Re: cd 26.06.10, 08:20
                        walcze juz od prawie 3 lat..... czy ma to sens jeszcze? po tych
                        słowach? chyba nie
                    • potwor_z_piccadilly Re: cd 25.06.10, 21:54
                      No tak. W pierwszych postach mozna bylo wyczytac cien nadziei. Dalsze
                      uszczegolnienia wszelkie nadzieje przekreslaja a progamy naprawcze warte beda
                      "psu na bude". Zakoncz to jak najszybciej by jak to mawiaja stare kobiety "nie
                      wchodzic w lata".
                      • francesca197 do potwora... 26.06.10, 08:19
                        Nie spałam całą noc. niestety włączył mi się trybik zwany mysleniem
                        o całokształcie zycia...
                        Nie wiem ile masz lat, czym zajmujesz sie zawodowo, ale masz dusze
                        psychologa, psychoterapeuty etc.
                        Chciałabym, żeby rodzina była razem, ale nie na siłę tylko z
                        prawdziwej chęci bycia razem. Czuje sie w kropce. Żadne terapie nie
                        wchodze w gre. Małzonek nie pójdzie. On nie cche sie zmienic. nie
                        cche z niczego zrezygnowac dla nas, a moze tylko dla mnie?
                        Nie ukrywam, że trochę boję się bycia samotną matką..... Wiem jak
                        cięzko jest samej wychowywać dzieci. Moja mama została wdowa w wieku
                        37 lat.
                        Decyzja nalezy do mnie i tylko do mnie. Odpowiedzialność też spadnie
                        na mnie. Nie użalam sie nad sobą...., o nie! tak głośno na pismie
                        mysle co zrobić...
                        I jeszcze coś mó mąż ma ylko jedno nazwijmy żadanie.....
                        nieograniczony kontakt z synem. Nie wiem tylko jak on sobie to
                        wyobraża, przecież każde z nas zacznie powiedzmy nowe zycie i nie ma
                        juz ot tak, przyjedzie kiedy chce.
                        Kobiety sa głupie! smile)
                        • potwor_z_piccadilly Re: do potwora... 29.06.10, 21:49
                          Nie sa glupie.
                          One sa jak spiewal John Lennon "Woman is the Nigger World". Wczesniej napisalem
                          bys zerwala ten zwiazek. Po przeczytaniu Twojego ostatniego postu zaczalem
                          jednak watpic czy to dobre rozwiazanie. Pokazalas ze nie jestes osobom
                          przebojowa. Jestes osobom bardzo wrazliwa z duza duza romantyzmu. Boje sie ze
                          radykalne posuniecie z Twojej strony moze byc przyslowiowym "z deszczu pod
                          rynne". Pozostaje tylko Cie pocieszyc ze nie tylko Ty borykasz sie z takimi
                          problemami. Wierz mi, to dotyczy wiekszosci kobiet. Na zewnatrz usmiech numer
                          jeden a za scianami domostwa inny swiat. Ty i oczywiscie Twoj malzonek macie
                          dziecko. Waszym zadaniem jest je wychowac na madrego i porzadnego czlowieka.
                          Twoja rola jest dopilnowac tego procesu. Nagroda bedzie dobra jego przyszlosc i
                          slowo dziekuje z ust jego przyszlej zony. Bo tak po prawdzie to zyjemy by
                          prokreowac i tworzyc nastepne pokolenia. Reszta to cywilizacyjne duperszmity.
                          Otrzyj zatem lzy, nie warto. Cel w zyciu masz. Masz tez narzedzia do wykonania
                          tego zadania. Nie jestes bezbronna. Natura wyposazyla Cie w spryt i wlasnie ten
                          atut staraj sie w zyciu wykorzystywac. Rady jak wyzej sa aktualne i zaleznie od
                          okolicznosci mozesz je zastosowac. Czy hipotetyczne okolicznosci zaistnieja to
                          tylko Ty bedziesz wiedziec.
                          Z mojej strony tyle. Moze inni cos dorzuca lub znowelizuja.
                          Trzymaj sie z glowa do gory.
          • nangaparbat3 błąd logiczny 25.06.10, 10:22
            > Mam syna.Kocham go.Ale bede walczyc o siebie.

            Powinno byc "więc", nie "ale".
            Nie wychodzi na dobre dziecku życie w rodzinie, w której matka jest poniżana
            przez ojca i nie ma poczucia bezpieczeństwa. Walcząc o swoje bezpieczeństwo i
            poczucie godnosci, walczysz o swojego Synka. Nie ma sprzecznosci.
            Jeśli jednak mogę coś doradzic - nie spiesz się z wchodzeniem w nowe związki.
            Najpierw wzmocnij samą siebie, stań na własnych nogach, wtedy mniejsze będzie
            prawdopodobieństwo ewentualnego złego wyboru.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka